alfika
01.09.03, 10:20
Pani przedszkolanka pomaga dziecku założyć wysokie, zimowe botki.
Szarpie się, męczy, ciągnie...
Jest! Weszły! Spoceni siedzą na podłodze a dziecko mówi:
- Ale założyliśmy buciki odwrotnie...
Pani się patrzy: faktycznie, lewy na prawy. No to je ściągają, mordują się
sapią. Uuuf, zeszły.
Wciągają je znowu, sapią, ciągną, nie chcą wejść... Uuuf, weszły.
Pani siedzi, dyszy a dziecko mówi:
- Ale to nie moje buciki...
Pani ugryzła się w język, znów się szarpią z butami... Zeszły.
Na to dziecko:
- To buciki mojego brata, i mama kazała mi je nosić...
Pani zacisnęła ręce mocno na szafce, odczekała aż się przestaną
trząść,przełknęła ślinę i znów pomaga wciągać buty.
Tarmoszą się, wciągają, siłą ... weszły.
- No dobrze - mówi pani - a gdzie są twoje rękawiczki?
- Mam je schowane w bucikach!