Dodaj do ulubionych

Jak poradzic sobie z zalem ?

07.04.08, 13:45
Witajcie. Mam pewien problem. Bylam jakis czas w zwiazku, ktory
mozna nazwac zwiazkiem toksycznym. Poznalam mezczyzne (31 lat),
ktory zrobil na mnie na pooczatku ogromne wrazenie, byl
inteligentny, cieply, seks byl z nim wspanialy. Pozniej okazalo sie,
ze wszystko byla gra w jego przypadku.
Moja praca wiaze sie w czestymi delegacjami, wiec on w tym czasie
buszowal po randkach internetowych, poznawal kobiety, prawdopodobnie
spotykal sie z nimi. Przylapalam go na tym, rozstalam sie z nim. Nie
cbylam w stanie tolerowac takiego zachowania. Mielismy przerwe
kilkumiesieczna, wiem, ze spotykal sie z innymi kobietami, ale
odzywal sie do mnie od czasu do czasu, pisal smsy wieczorami,
dzwonil..przekonywal mnie, ze zrozumial, ze jestem jedyna kobieta, z
ktora chce cos zbudowac i oczywiscie obiecywal ze sie zmieni etc
etc. Dalam mu szanse. Bylo swietnie ponad miesiac, bo tyle
wytrzymal, pozniej znowu wrocil na randki internetowe, byla
awantura, uderzyl mnie...
Po raz kolejny chcialam sie z nim rozstac, a on zaczal straszyc
mnie, ze popelni samobojstwo. Na znak, ze nie zartuje pocial sobie
reke w mojej lazience (na tyle plytko,bym zobaczyla ze jest zdolny
posunac sie dalej)... , kilka dni pozniej udawal, ze popelnil
samobojstwo, wciagnal w to nawet kogos, kto zadzwonil do mnie z
informacja, ze doszlo do samobojstwa i ze on jest w szpitalu.
Sprawdzilam to, bylo to jego kolejne klamstwo, mial sie swietnie, a
to zachowanie to byla jakas totalnie chora gra z jego strony.
Nie mam juz z nim kontaktu, bo mysle, ze trafilam na kogos z
niezlymi problemami psychicznymi... wiele przez niego przeszlam i
przecierpialam... Gdy juz wyprowadzil sie z mojego mieszkania,
okazalo sie, ze nie ma mojego dosc drogiego zegarka, mysle, ze na do
widzenia mi go ukradl....ech...
Moj problem polega na tym, ze nosze w sobie zal, mysle o tych
wszystkich sytuacjach, w ktorych zle mnie potraktowal i zastanawiam
sie, co zrobic by pomoc samej sobie ? Jak sobie poradzic z tymi
chyba obsesyjnymi myslami na temat krzywd jakich doznalam? Minal
ponad miesiac, a ja mam czesto zle sny z nim zwiazane. poznalam
kogos nowego, spotykam sie z nim, ale ciagle nosze sobie zal po moim
poprzednim zwiazku.
Coz mam zrobic, by to uczucie zalu w sobie zniszczyc ? czy to sie
da?
Prosze o rady.

Posunal sie za daleko, wiec
Obserwuj wątek
    • arwen8 Re: Jak poradzic sobie z zalem ? 07.04.08, 15:14
      tai29 napisała:

      > Coz mam zrobic, by to uczucie zalu w sobie zniszczyc ?

      To niewłaściwe założenie, I nierealne.

      Żal należy odczuć i świadomie przeżyć. Wówczas sam się "rozpuści",
      odejdzie. Podobnie jest ze złością i nienawiścią. Pozwól sobie na te
      uczucia, odczuj je w pełni, płacz, krzycz, pisz, tnij jego zdjęcia i
      rzeczy, etc. Wyparte, nieprzeżyte uczucia będą się za Tobą wlec cale
      życie. Przeżyty żal i wściekłość (a masz pełne prawo do wsciekłości
      na tego człowieka) w końcu odejdą i pozwolą Ci iśc dalej.
    • gapuchna Re: Jak poradzic sobie z zalem ? 07.04.08, 20:37
      Nie denerwuj się na mnie, gdy przeczytasz to, co chcę napisać. Ale ja ci bardzo
      zazdroszczę takiej klarownej sytuacji. Masz za co nienawidzić, a to pomaga. Ja
      noszę w sobie taż żal, i ciężko mi wyjść, bo do samego końca wszystko było
      cudowne. Łącznie z obdarowywaniem. I też mam problem.
      Jeśli masz teraz kogoś, to machnij ręką. Skup się na nowym człowieku i miej
      nadzieję, ze tym razem będzie już dobrze.
      • tai29 Re: Jak poradzic sobie z zalem ? 07.04.08, 22:05
        mam za co nienawidzic, ale zalu mam w sobie wiecej niz nienawisci...

        ktos zdeptal moje marzenia, wiesz, dal nadzieje i odebral jak lekarstwo odebrane
        choremu na raka....
        ktos stworzyl iluzje, w ktora wierzylam, w ktorej uczestniczylam...



        gapuchna napisała:

        > Nie denerwuj się na mnie, gdy przeczytasz to, co chcę napisać. Ale ja ci bardzo
        > zazdroszczę takiej klarownej sytuacji. Masz za co nienawidzić, a to pomaga. Ja
        > noszę w sobie taż żal, i ciężko mi wyjść, bo do samego końca wszystko było
        > cudowne. Łącznie z obdarowywaniem. I też mam problem.
        > Jeśli masz teraz kogoś, to machnij ręką. Skup się na nowym człowieku i miej
        > nadzieję, ze tym razem będzie już dobrze.
        • gapuchna Re: Jak poradzic sobie z zalem ? 07.04.08, 23:01
          Odpowiem tym samym: chciałabym nienawidzić. Wydaje mi się, że jest to
          konstruktywne w pokonywaniu niespełnionego uczucia.
        • fikus28 Re: Jak poradzic sobie z zalem ? 10.04.08, 11:56
          Faktem jest że jedyną sensowną rzeczą jest poprostu to przeżyć, wiem
          to z własnego doświadczenia, 5 lat z mężem nadmiernie lubiącym
          alkohol, nie dojżałym emocjonalnie, stosującym przemoc fizyczną i
          zdradzającym mnie pod moim nosem. Oczywiście usłyszałam że to
          wszystko z mojej winy. Nie było lekko, ale miałam przy sobie osoby
          które mi pomogły jakoś przetrwać to wszystko. To jest ważne żeby
          mieć przy sobie kogoś. Z takim żalem jest jak z żałobą, nie jest
          lekko i łatwo ale pewnego dnia budzisz się i widzisz że znów świeci
          słońce i świeci ono dla Ciebie. Ja teraz jestem szczęśliwa, a złe
          wspomnienia owszem wracają ale coraz rzadziej i coraz bledsze, jakby
          traciły moc.
          • malawinka Re: Jak poradzic sobie z zalem ? 10.04.08, 12:18
            a ja chciałabym aby wróciły jakieś wspomnienia,choćby fragmenty,
            a tu nic,pustka,przecież była to miłość,to nic,że trochę zła,ale
            też i dobra.
    • jackulus Re: Jak poradzic sobie z zalem ? 07.04.08, 22:09
      Spójrz na siebie z dystansem. To o czym mówisz, to już przeszłość.
      Otrzymałaś lekcję, z której wnioski powinnaś zapamiętać. Ale tylko,
      wnioski, nie ból, nie wspomnienia...

      Nic nie dzieje się bez powodu. Twoja lekcja na coś się przyda, choć
      w tym momencie możesz jeszcze nie wiedzieć kiedy i jak...

      Spróbuj współczuć temu gostkowi. Czy zdałaś sobie sprawę, jaki on
      jest biedny ? Ile jeszcze musi przejść, żeby coś pojąć ? Jeśli w
      ogóle mu się uda. Ze swoimi randkami internetowymi, kłamstwem,
      szantażem i urojeniami, ma jeszcze daleką, o jak daleką drogę. To on
      powinień się martwić, a nie Ty...

      :-))
      • tai29 Re: Jak poradzic sobie z zalem ? 07.04.08, 22:18
        dziekuje, dales mi nowa perspektywe :)
        przemysle Twoje slowa...


        jackulus napisał:

        > Spójrz na siebie z dystansem. To o czym mówisz, to już przeszłość.
        > Otrzymałaś lekcję, z której wnioski powinnaś zapamiętać. Ale tylko,
        > wnioski, nie ból, nie wspomnienia...
        >
        > Nic nie dzieje się bez powodu. Twoja lekcja na coś się przyda, choć
        > w tym momencie możesz jeszcze nie wiedzieć kiedy i jak...
        >
        > Spróbuj współczuć temu gostkowi. Czy zdałaś sobie sprawę, jaki on
        > jest biedny ? Ile jeszcze musi przejść, żeby coś pojąć ? Jeśli w
        > ogóle mu się uda. Ze swoimi randkami internetowymi, kłamstwem,
        > szantażem i urojeniami, ma jeszcze daleką, o jak daleką drogę. To on
        > powinień się martwić, a nie Ty...
        >
        > :-))
    • solaris_38 Re: Jak poradzic sobie z zalem ? 07.04.08, 22:24
      nie można mieć żalu do psychopaty

      natomiast należy sie go strzec


    • spinline Re: Toksyna 07.04.08, 22:43
      ma to do siebie ze dlugo sie leczy. Teraz widzisz jak bardzo trzeba
      uwazac na siebie. ja ci radze wizyte u psychologa.
      zwlaszcza dlatego, ze on podcinal sobie zyly popelnial czy
      symulowal smobojstwo. To wszystko podbiega, pod PTSS to jest bardzo
      silny stres i co wrazliwsze i mniej odporne osoby maja mase
      trudnosci z wychodzeniemz tego stanu.

      Dlatego musisz szukac kogos profesjonlanego. Nawet lekarza zwlszcza
      ze wzgledu na zaburzenia snu.
      • tai29 Re: Toksyna 07.04.08, 22:54
        no wlasnie, ja tak sie wlasnie czuje...
        Jakby ten mezczyzna byl wciaz blisko mnie, bo emocje, te zle, sa we mnie
        naprawde silne... i nie chca przejsc, a staram sie walczyc...


        spinline napisała:

        > ma to do siebie ze dlugo sie leczy. Teraz widzisz jak bardzo trzeba
        > uwazac na siebie. ja ci radze wizyte u psychologa.
        > zwlaszcza dlatego, ze on podcinal sobie zyly popelnial czy
        > symulowal smobojstwo. To wszystko podbiega, pod PTSS to jest bardzo
        > silny stres i co wrazliwsze i mniej odporne osoby maja mase
        > trudnosci z wychodzeniemz tego stanu.
        >
        > Dlatego musisz szukac kogos profesjonlanego. Nawet lekarza zwlszcza
        > ze wzgledu na zaburzenia snu.
        • spinline Re: Toksyna 07.04.08, 22:56
          szukaj pomocy u psychologa. Serio... powinno ci pomoc.
          • tai29 Re: Toksyna 07.04.08, 22:59
            dziekuje, mozliwe, ze tylko tak sie da to rozwiazac...

            spinline napisała:

            > szukaj pomocy u psychologa. Serio... powinno ci pomoc.
        • groszek_w_puszce Re: Toksyna 08.04.08, 12:43
          Bywają niestety w życiu sytuacje(takie, lub zupełnie inne)w których
          się poprostu , zwyczajnie i po ludzku wątpi w człowieczeństwo.
          Walka ze złymi emocjami nie przyniesie chyba większego skutku.
          Te emocje miną po bardzo długim okresie czasu.Będą się w Tobie
          odzywać w najmniej oczekiwanych sytuacjach, ale z każdym mijającym
          miesiącem(lub rokiem) będą coraz słabsze , do chwili aż zapomnisz i
          wybaczysz.W chwilach gdy się będą odzywać poptrzebna Ci jest zaufana
          osoba , która będzie przy Tobie i psychicznie potrzyma Cię za rękę ,
          bardzo mocno , nie w dosłownym znaczeniu trzymania za rękę a
          psychicznym.To znaczy , ty mówisz (cholera znowu to wraca ) i ten
          ktoś znający całą sytuację widząc to i nie ignorując tego co się w
          Tobie dzieje , zaczyna powoli rozmowę o czymś dla Ciebie ważnym i
          pozytywnym.
          Zdaję sobie sprawę, że mieć takigo przyjaciela czy przyjaciółkę , to
          jak wygrać szóstkę w totolotka.Ale może jest ktoś taki w Twoim
          otoczeniu , może ktoś z rodziny?

          Nie byłam w sytuacji o jakiej opowiadasz , ale wiem co to są
          powracające negatywne emocje (do których masz prawo ze wzgledu na
          zaistniałe negatywne sytuaje )Ważne żeby się im nie poddawać ani z
          nimi nie walczyć.

          Nie jestem psychologiem i nie znam się na psychologi.
          Miałam jakiś rok temu sytuacje , po których wracały te negatywne
          emocje.Dziś już chyba mogę odetchnąć z ulgą , że jest to już
          pozamną , dzieki Bogu.


          Oczywiście nie zapominaj również o znalezieniu DOBREGO psychologa.
          • tai29 groszku 08.04.08, 13:13
            chyba zawsze jest tak, ze lepiej jest przezywac piekne chwile, wracac do nich,
            przezywc je od nowa...chyba podobnie jest z tymi zlymi emocjami, ze je tez
            niestety nosimy w sobie, moze to wszystko u mnie jest na tyle swieze, ze ja
            ciagle to bardzo przezywam. Nie dalej jak 2 tygodnie temu on probowal sie
            ponownie skontaktowac, pisal smsy pozegnalne, o tym, ze zostawil list, ze
            odchodzi z tego swiata, to juz mna nie wzdruszylo, zignorowalam to, ale sprawilo
            to, ze jednak gdzies w glebi duszy zastanawialam sie czy moze tym razem jednak
            to zrobi? Nie zrobil.
            Wczesniej zafundowal mi taka schize, ze wyslal mi zdjecia rozcietej reki,
            mnostwo krwi itp... wtedy naprawde sie zdenerwowalam, ale wiedzialam niestety ze
            jest to jego forma manipulacji.
            A mowia, ze jestem twarda kobieta, ze ciezko mnie zlamac, a jemu sie chyba
            udalo... na szczescie znalazlam sile by to przerwac.
            I dobrze.. :)
          • arwen8 Re: Toksyna 08.04.08, 14:45
            groszek_w_puszce napisała:

            > Walka ze złymi emocjami [...]
            > powracające negatywne emocje [...]
            > wracały te negatywne emocje [...]

            Groszek, wszystko dobrze, ale spróbuj nie dzielić emocje na "dobre"
            i "złe", "pozytywne" i "negatywne", bo taki podział w rzeczywistości
            po prostu nie istnieje. Emocje są tylko emocjami i są nam bardzo
            POTRZEBNE. Szczególnie te "złe", bo to one właśnie sygnalizują, że
            dzieje się nam krzywda, że nasze granice są przekraczane, że
            istnieje zagrożenie, etc. Jeśli przestaniemy je określać
            jako "złe", "negatywne", będziemy w stanie zrozumieć, co chcą nam
            przekazać. A to jest bardzo ważne.
        • arwen8 Re: Toksyna 08.04.08, 14:40
          tai29 napisała:

          > bo emocje, te zle, sa we mnie naprawde silne... i nie chca
          > przejsc, a staram sie walczyc...

          Nie ma czegoś takiego, jak "złe" emocje. WSZYSTKIE emocje są nam
          potrzebne, są ważne. Twój żal i nienawiśc nie mogą odejść właśnie
          dlatego, że ciągle próbujesz z nimi walczyć, nazywając je "złymi"
          emocjami. Nic bardziej mylnego! Rozpuszczą się, odejdą same wówczas
          gdy przyznasz im prawo do istnienia, gdy je przeżyjesz świadomie,
          gdy przestaniesz je zwalczać.
    • tai29 czy da sie 07.04.08, 22:45
      zbudowac nowy zwiazek, pomimo, ze wciaz mnie cos boli w zwiazku z moja stara
      relacja ? na pewno juz nie jestem taka czula dla tego partnera z ktorym teraz
      jestem, stalam sie ostrozna...
      moze wchodze w cos nowego zbyt szybko ? hmm...
      nie chce krzywdzic nikogo, przede wszystkim samej siebie.
      • gapuchna Re: czy da sie 07.04.08, 23:05
        Ja nie weszłam w nic nowego. też wydaje mi się, ze nie stać mnie już na taką
        czułość wobec innego, jaką odczuwałam do... . Ale też przypomniałam sobie, jak
        ktoś, kogo pierwszy raz pokochałam mówił: jesteś jedną, chodzącą czułością.
        Czyli chyba jeśli masz tę czułość (czyt. uczucia) w sobie, to ona i tak jakoś
        wyjdzie na wierzch!
        • tai29 Re: czy da sie 08.04.08, 10:03
          do czego zmierza ten swiat, jesli ludzie tak bardzo cierpia i chca by milosc
          zamienila sie w nienawisc.. i dlaczego inni pracuja nad tym by ich nienawidzic ?
          ... hmm...


          gapuchna napisała:

          > Ja nie weszłam w nic nowego. też wydaje mi się, ze nie stać mnie już na taką
          > czułość wobec innego, jaką odczuwałam do... . Ale też przypomniałam sobie, jak
          > ktoś, kogo pierwszy raz pokochałam mówił: jesteś jedną, chodzącą czułością.
          > Czyli chyba jeśli masz tę czułość (czyt. uczucia) w sobie, to ona i tak jakoś
          > wyjdzie na wierzch!
          • jackulus Re: czy da sie 08.04.08, 10:49
            > do czego zmierza ten swiat, jesli ludzie tak bardzo cierpia i chca
            by milosc
            > zamienila sie w nienawisc.. i dlaczego inni pracuja nad tym by ich
            nienawidzic
            > ?
            > ... hmm...

            Trudno jest uchwycić sens, kiedy przypatrujesz się samym żalom,
            cierpieniom, tudzież uciechom :-). To ciągła huśtawka, w której
            trudno się uspokoić. Spróbuj spojrzeć na to z dalszej perspektywy...

            To czy chcesz cierpieć, czy się cieszyć, to w ogromnej mierze Twoja
            decyzja i Twój wybór. Świat dookoła Ciebie jest taki, jak Ty, jak
            Twoje wnętrze. Jeśli nie zechcesz, nikomu nie uda się Ciebie
            skrzywdzić. Nie mam tu na myśli izolacji i zaniechania kontaktów ze
            światem/ludźmi - wręcz przeciwnie... :-)

            Może świat chce Ciebie czegoś nauczyć ???

            Im bardziej mówisz mu, że już wszystko wiesz, a jego nauka jest zła,
            on przypomina się (z tą nauką) jeszcze intensywniej...

            Ludzie nie pracują nad tym, aby nienawidzić, ludzie "pracują" nad
            tym, by ich kochać. Tylko czasami (bardzo) mało rozumieją i robią to
            trochę na opak... ;-))
            • shangri.la Re: Do Jackulus 08.04.08, 10:53
              Tylko po cześci zgadzam się z Tobą.
              Zapominasz o ludziach złych, zepsutych, nikczemnych, którzy z sadystyczną
              przyjemnością i premedytacją wciągają innych we własne piekło.
              • jackulus Re: Do Jackulus 08.04.08, 11:01
                Oni są (tylko) w jeszcze głębszej ciemności...
                • shangri.la Re: Do Jackulus 08.04.08, 11:04
                  Ale też trzeba się nauczyć jakoś z nimi radzić....
                  • jackulus Re: Do Jackulus 08.04.08, 11:06
                    Nie inaczej... :-)

                    Ale nie przez świadomość, że są zepsuci, źli i krzywdzą wszystkich
                    dookoła (nawet jeśli tak robią).
                    • shangri.la Re: Do Jackulus 08.04.08, 11:09
                      Owszem, przez świadomość ich istnienia, czyli zachowanie ostrożności.
                      Przede wszystkim, należy się nauczyć ich rozpoznawać.
                      Trudna to sztuka....
                      • jackulus Re: Do Jackulus 08.04.08, 11:35
                        Uważam troszkę inaczej... :-)

                        Sztuką jest nie to, aby zbudować pancerz i sieć radarów, które nie
                        pozwolą przemknąć się do ciebie (niepostrzeżenie ;-)) żadnej złej
                        istocie. W takiej sytaucji, musisz w wielu przypadkach zakładać złe
                        intencje, a to wielki grzech.

                        Sztuką jest nie dać się skrzywdzić, kiedy ktoś cię krzywdzi. Sztuką
                        jest być ponad to...

                        Oczywiście, nie mam na myśli głupoty i naiwności, czasami są
                        przypadki ewidentne :-).
                        • shangri.la Re: Do Jackulus 08.04.08, 11:38
                          Zdolność dostrzegania "przypadków ewidentnych" mają , niestety, jedynie osoby
                          trzecie.
                          Zakochana kobieta znajdzie tysiąc wymówek, aby przymknąć oczy wówczas, gdy
                          powinna powiedzieć pass.
                          • jackulus Oj, nie tylko zakochana kobieta... ;-) n/t 08.04.08, 11:44
            • tai29 jackulus 08.04.08, 11:06
              Oczywiscie, ze nie chce cierpiec. To nie jest tak, ze snuje sie jak cierpietnica
              po mieszkaniu, czy tez wychodze z domu i ludzie mijajacy mnie na ulicy widza
              moja zasmucona twarz.
              To nie tak.
              Ja po prostu mam obsesyjne powroty tych mysli, ktore wczesniej opisalam... To
              poczucie zalu jest wszechogarniajace.

              Jednak, tak sobie mysle, ze swiat moze i nie jest taki zly, ale ludzie, ktorzy
              go tworza.

              Czy mam naprawde wplyw na to, by kogos powstrzymac przed skrzywdzeniem mnie? Nie
              czuje tego, nie czuje tej sily. Mysle, ze jej nie posiadam. inaczej, nie byloby
              mnie tutaj.

              Moze masz racje, moze faktycznie zycie chcialo mnie czegos nauczyc, oj lekcja
              byla sroga...
              • jackulus Re: jackulus 08.04.08, 11:29
                Bardzo często bywa tak, że o czymś wiemy, coś chcemy, a czegoś nie
                (rozumowo), ale postępujemy ewidentnie, tak, jak gdybyśmy chcieli
                czegoś zupełnie przeciwnego. Taki swoisty paradoks.

                Np. nie chcemy cierpieć, ale cierpimy... ;-).

                Nie złość się na moje mruganie, to nie jest lekceważenie Twojego
                żalu i cierpienia. Każdy (albo prawie każdy) z nas podobne lekcje
                przechodził. Mrugam dlatego, że... świat jest taki wielki, taki
                bogaty, życie w nim tak pojemne, piękne (czasem okrutne), a my -
                skupiamy się (czasami jedynie) na swoim żalu, krzywdzie i
                cierpieniu. To trochę tak, jak codzienne wiadomości: tu kogoś
                zasztyletowali, tam był wypadek i trzy osoby na miejscu, tam był
                gwałt i molestowanie, etc. I czytamy, i fascynujemy się złem tego
                świata. To swojego rodzaju fenomen...

                A zakładam się, że znasz uczucie wzruszenia, które chwyta za gardło,
                kiedy dowiadujesz się o jakim pięknym czynie - ktoś kogoś uratował,
                kumuś się poszczęściło, ktoś pracował całe życie i wynalazł
                lekarstwo, ktoś wziął do swojej rodziny chore dziecko i zrobił z
                niego szczęśliwego człowieka... Mało kto o tym pisze, lepsze są
                morderstwa...

                Ale warto iść w drugą stronę...

                Jeśli tylko rozejrzysz się i dostrzeżesz, jak bardzo ciężko los
                doświadcza innych ludzi, jak bardzo czasami cierpią i w jak trudnej
                sytuacji się znajdują, to problem z emocjonalnym wykorzystaniem
                (podłym, ale tak... prymitywnym /?/, że warto jak najszybciej
                zamknąć ten rozdział) może wydać się tak błahy, że... żal sam od
                Ciebie ucieknie...

                Takie rzeczy mam na uwadze, mówiąc i szerszej perspektywie. Choć nie
                tylko... ;-).

                Siła, o której mówisz, nie przychodzi od razu. Nic dobrego nie
                dostaniesz za darmo. Wymaga pracy, a wcześniej (wzrostu)
                świadomości. Wymaga nauczyciela, którego znajdujesz, jeśli tylko do
                tego etapu dojrzewasz.

                Ale to jedyna droga, którą warto iść. Udane, piękne
                związki, "zdarzają się" później same. I są już w zasadzie
                dodatkiem...

                :-)))
                • kalina-123 Re: jackulus 09.04.08, 10:03
                  Bardzo spokojnie ale i pewnie piszesz. Gdybyśmy tak postępowali, z pewnością
                  każdemu z nas byłoby lepiej. Ale w każdym człowieku są złe emocje - jak je
                  eliminować?
                  Gdy ktoś cierpi - tak, czasem wystarczy dostrzec niemożności innych, a wtedy
                  jawimy się sobie jako szczęściarze. Ale ta świadomość - wierz mi! - bólu nie
                  wyeliminuje. Myślę, że Tai musi swoje odczekać. Dla jednych wystarcza kilka
                  dni/tygodni/miesięcy. Innym wychodzenie na emocjonalną prostą zajmuje lata - na
                  przykład mi! Wspomniałeś, że ci o krzywdzą są jeszcze biedniejsi. Powiedz -
                  piszesz to z autopsji, czy uważasz, że przyjmując taką postawę, ułatwiasz sobie
                  życie? Zastanawia mnie problem : wina, kara, konsekwencje. Ale nie w ujęciu
                  teologicznym, bo to jest oczywiste. Tak "cywilnie".
                  • jackulus Mam troszkę wątpliwości, 09.04.08, 16:40
                    czy ten wątek to najlepsze miejsce na rozszerzanie dywagacji, ale
                    umówmy się, z tym jednym wpisem, że tak... ;-)

                    Zacznę od końca :-). Jeśli dobrze rozumiem, pytasz o odniesienie do
                    rzeczywistości, praw, relacji i pojęć, poruszanych w różnych
                    wzniosło-teoretycznych ujęciach ? Może nazwijmy je "idealnych" ;-) ?
                    Celowo nie piszę o podejściu "teologicznym", ponieważ w moim
                    odczuciu, zawęża to obszar, w którym się poruszamy. Tak naprawdę,
                    nie wiem również, czy w kontekście teologicznym wszystko jest
                    oczywiste ;-).

                    Krótko mówiąc, jeśli chodzi o mnie, staram się nie oddzielać
                    ziemskiej rzeczywistości od tej "idealnej". Brzmi to obrzydliwie
                    górnolotnie, ale... te "idee", do których mam przekonanie, po prostu
                    działają. Dlaczego ich zatem nie stosować ??? :-)).

                    Pytasz o problem winy, kary i konsekwencji. Wierzę, że wszystko ma
                    swój sens, a więc jestem przekonany, że za winę, konsekwencje
                    zostaną poniesione. Oczywiście nie wszystko jest do sprawdzenia w
                    moim życiu, a tym bardziej jego wycinku. Istnieje wiele sytuacji,
                    kiedy jestem w stanie zauważyć jawną niesprawiedliwość, której
                    sprawca, przynajmniej na pierwszy rzut oka pozostaje bez kary, co
                    więcej, często cieszy się świetną kondycją pod każdym względem. Ale
                    tak jest tylko na pierwszy rzut oka...

                    Wspierając się przypadkiem Tai (Tai - wybacz :-) ), jestem więcej
                    niż pewny, że człowiek, który w tak podły sposób ją potraktował,
                    poniesie za swoje czyny konsekwencje, ba - cały czas ponosi. I
                    konsekwencją nie musi być od razu zamknięcie w psychiatryku (być
                    może kwalifikuje się do tego), otwarte złamanie obu nóg, czy
                    impotencja (to byłyby raczej ostrzeżenia-nagrody). Jeśli tylko
                    będzie w swoim życiu dalej postępował tak jak z Tai, nie zazna
                    spokoju. Jego działalność, to nieustanna udręka, nieustanny strach,
                    niepokój, szarpanie się, to ogromna nieporadność/niedojrzałość,
                    głęboka nieświadomość, niewiedza, po co żyje i co może ze sobą w
                    życiu zrobić. Takie życie, to męka. Nawet, jeśli próbując zmieniać
                    partnerki i wykorzystując je, doznaje emocji, które go przez chwilę
                    rajcują. On nawet nie szuka, ponieważ nawet nie wie czego powinien
                    szukać. On nawet nie rozumie, że jest mu źle...

                    Nie uważasz, że taki człowiek jest nieszczęśliwy ? Moim zdaniem
                    bardzo. Nie uważasz, że jest biedny ? No strasznie biedny jest.
                    Przecież on jest w takiej mgle, że jednego życia mu pewnie nie
                    starczy na refleksję. Im więcej portali randkowych obskoczy w tym
                    samym czasie (nie mam nic przeciwko portalom ;-)), tym głębiej się
                    pogrąża, czy nie tak ? Nie uważasz, że można mu współczuć ? Moim
                    zdaniem można, i to bardzo. Czy uważasz, że to wszystko teoria,
                    teologia, czy jak to tam zwał - "ideały" ??? Przecież ten człowiek w
                    prostej formie ponosi konsekwencje swojego postępowania...

                    Natomiast osoba, którą skrzywdził, ma o wiele prostsze zadanie. Jest
                    być może naiwna, być może odrobinę zagubiona, ale nie jest na drodze
                    prowadzącej donikąd. Przynajmniej w kontekście informacji, które
                    przedstawiła. Co więcej, dostaje lekcje, które pokazują jej właściwy
                    kierunek. Jedyne co ma do zrobienia, to uporać się z żalem,
                    poczuciem krzywdy i... dalej czerpać garściami z życia (już nie chę
                    przeginać i pisać, że za takie nauki można kiedyś dziękować) ...

                    Masz rację, dochodzenie "do siebie" trwa różnie. Czasami nawet lata.
                    Niektóre osoby piszą w postach (chyba nawet do Tai), że żalu i
                    krzywdy nigdy się nie pozbędzie. To już jest wierutna bzdura.
                    Oczywiście istnieją najprawdopodobniej takie przypadki, ale jedynie
                    na własne życzenie. Jeśli ktoś się uprze, że chce cierpieć, trudno
                    go od tego siłą odwieść.

                    Ogromnie dużo, śmiem powiedzieć wszystko, zależy od świadomości (ale
                    nie piszę o świadomości w sensie rozumienia). Jeśli Tai uświadomi
                    sobie fakty/rzeczy, o których tu mówimy, kto jest "biedniejszy",
                    powinnno jej to pomóc. Jeśli będzie miała świadomość, że taka
                    nauczka, może pozwolić jej uchronić się przed dużo większą krzywdą,
                    np. porzuceniem po wielu latach małżeństwa, powinno jej to pomóc.
                    Gdyby realnie pomyślała o tym, że mogłaby zachorować na poważną
                    chorobę (każdy z nas może!), jej krzywda powinna wydać się mniejsza.
                    Śmiem twierdzić, że w takiej sytuacji zapomniałaby o tym związku
                    niemal błyskawicznie. Dziś ma szansę być zdrowa (i oby tak zawsze),
                    ale woli myśleć o przeszłości i bólu, zamiast się z tego cieszyć...
                    Nie potrafimy cieszyć się tym co mamy. To globalny grzech w naszej
                    cywilizacji (ale to osobny wątek) ...

                    Sztuką jest, aby nie dać się ranić, jak stało się z Tai. Nie mam na
                    myśli zamknięcia, nieufności i nie wchodzenia w związki. Mam na
                    myśli nie utożsamianie się z emocjami, które budzą się (w nas), po
                    podobnych przeżyciach. Tai prawdpodobnie cała identyfikuje się z
                    krzywdą, której doznała. A przecież Ona nie jest bólem, który czuje.
                    Ona nie jest żalem, który w niej tkwi. Ona nie jest emocją - te
                    przychodzą i odchodzą, ONA zostaje. Jest czymś zupełnie innym. To
                    też jest kwestia świadomości i nieustannego odpowiadania sobie na
                    pytanie, kim jestem ? Ale to też osobna (i długa) historia...

                    Wiem (z autopsji :-) ), że to wszystko o czym piszę, nie przychodzi
                    od razu. I tak jak piszesz, bólu tylko przez myśl i wysiłek
                    intelektu nie wyeliminuję. To prawda. Droga, o której wspominam, to
                    budowa siły duchowej, która jest czymś więcej, niż uzmysławianie
                    sobie różnych rzeczy. Czasami bardzo mądrych, które nawet
                    powtarzamy, ale ich tak naprawdę nie rozumiemy. Nie czujemy... Jest
                    wiele dróg i sposobów, którymi taką siłę można budować. Tak jak już
                    gdzieś wcześniej wspomniałem, najczęściej wymagają wysiłku i pracy,
                    choć są ludzie, którzy mają to szczęście (łaskę?), że "nauka" w tej
                    materii, przychodzi im dużo łatwiej, niż innym :-).

                    Pytałaś jeszcze o eliminowanie złych emocji. Troszkę o tym
                    powiedzieliśmy ;-), ale teraz muszę już kończyć. I tak strasznie
                    przynudziłem...

                    :-))
                    • shangri.la Re: Ja też, Jakullus:) 09.04.08, 17:08
                      Ile znasz osób , które UPORAłY SIE ŻALEM i poczuciem krzywdy po tego typu
                      wykorzystaniu?
                      P.S. Omal się nie popłakałam nad losem "biednych" narcyzków-psycholków:(((
      • groszek_w_puszce Re: czy da sie 08.04.08, 12:56
        tai29 napisała:

        > zbudowac nowy zwiazek, pomimo, ze wciaz mnie cos boli w zwiazku z
        moja stara
        > relacja ? na pewno juz nie jestem taka czula dla tego partnera z
        ktorym teraz
        > jestem, stalam sie ostrozna...
        > moze wchodze w cos nowego zbyt szybko ? hmm...
        > nie chce krzywdzic nikogo, przede wszystkim samej siebie.

        Buduj powoli , nie rezygnuj , jesli wiesz , że to dla Ciebie ważne.
    • shangri.la Re: Tai 08.04.08, 11:31
      Sorry, nie czytałam Twojego postu wstępnego wcześniej.
      Widzę , że miałaś najprowdopodobniej nieprzyjemność spotkania narcyza w wydaniu
      perwersyjnym ( przerabiałam to, ech...) albo zgodnie z nomenklaturą pana P.
      Drożdziaka z forum Bezpieczeństwo Kobiet, nękacza.
      To są ludzie chorzy i należy od nich uciekać.
      A żal? Tego żalu ,niestety, nie pozbędziesz się.
      • tai29 shagri.la 08.04.08, 12:05
        czytalam o zaburzeniu narcystycznym, ale nie moge znalezc nic o narcyzie w
        wydaniu perwersyjnym....
        co to znaczy?
        • shangri.la Re: shagri.la 08.04.08, 16:22
          www.ketrzyn.ordynariat.opoka.org.pl/documents/Etyka/molestowanie.pdf
          Poczytaj tą książkę.
          A jesli masz jakieś pytania, chętnie odpowiem na priv:)
          • shangri.la Re: Dla Tai....cytaty. 09.04.08, 08:55
            W strategii perwersyjnej nie chodzi o to, by od razu zniszczyć drugą osobę, ale
            o to, by stopniwo ją podporządkować, mieć do dyspozycji.Ważne jest utrzymanie
            władzy i kontrola.

            Nigdy nie pojawia się komunikowanie wprost, ponieważ „z rzeczami się nie rozmawia”.

            Osobnicy perwersyjni całkowicie negują kobietę , jaką istotę ludzką.

            Odnajdujemy w nim rozkoszowanie się podłoscią oraz żadzę snucia intryg.

            Faza nienawiści wychodzi na światło dzienne, kiedy ofiara zaczyna reagować, gdy
            stara się przyjać postawę podmiotu i odzyskać choc cząskę wolności.....W
            momencie , gdy agresor czuje , ze ofiara się mu wymyka, opanowauje go uczucie
            paniki i wściekłosci-wpada w szał.....Nienawiść istniała już w fazie
            zawładnięcia, była jednak kamuflowana.....Ze strony osobnika perwrsyjnego miłosć
            nigdy nie istniała.
            Można w tym przypadku mówic o nienawiści do miłosci, który to termin trafnie
            oddaje sens relacji perwersyjnej.Gdy nienawiść wyraża się w sposób jawny i
            otwarty, przybiera formę żadzy destrukcji, pragnienia unicestwienia drugiej osoby.

            Osobnik perwersyjny woli zabijać pośrednio, a dokładniej woli doprowadzić do
            tego, aby druga osoba sama się zabiła.

            Ich siła destrukcyjna opiera się na propagandzie za pomocą której starają się
            udowodnić otoczeniu, ze atakowana jednostka jest zła , więc przypisywanie jej
            winy, jest rzeczą normalną. Odnosza w tym niekiedy sukces , znajdując
            sprzymierzeńców, których dzięki szyderstwu i manifestowaniu pogardy dla wartości
            moralnych udaje się popchnąć poza akceptowane przez nich samych granice.

            Osobowość perwesyjno-narcystyczna realizuje się wyłącznie na drodze zaspokajania
            swych niszczycielskich popędów.
            Osobnicy perwersyjno-narcystyczni uważani są za psychotyków odnajdujących swoją
            równowagę poprzez wywoływanie u innych bólu, którego sami NIE ODCZUWAJĄ, oraz
            wzbudzanie u innych wewnętrznych napieć , przed którymi sami się bronią.

            Nie odczuwa empatii.

            Nie tylko brakuje im głębi uczuciowej i nie są w stanie zrozumieć złożonych
            emocji innych, ale ich własne uczucia nie wykazują większego zróżnicowania,
            uzewnętrzniając się w postaci krótkich i szybko gasnących wybuchów. Nie znają
            prawdziwego uczucia smutku i żałoby po stracie bliskiej osoby.
            Narcyz jest jak pusta łupina pozbawiona własnej egzystencji; to pseudoosoba ,
            która stara się stworzyć iluzję, aby zamaskować swą wewnętrzną pustkę.

            Nie posiadając własnej treści, narcyz wczepia się w drugą osobę i jak pijawka
            próbuje wyssać z niej życie.
            Nie ulega wątpliwości, że osobnicy perwersyjni czerpią największa życiową
            rozkosz na widok cierpienia i zwątpienia drugiej czerpią przyjemność z
            podporządkowania sobie kogoś i upokarzania go.

            Wszystkie w/w cytaty pochodzą z ksiażki "Molestowanie moralne"
            • tai29 Re: Dla Tai....cytaty - - - dziekuje 09.04.08, 12:43
              Wiesz, wszystko sie zgadza, on wlasnie taki byl. Szok.
              • shangri.la Re: Dla Tai....cytaty - - - dziekuje 09.04.08, 15:29
                Jeśli to rzeczywiście ten typ, dla niego dance macabre dopiero się zaczyna.
                Pozmieniaj i zastrzeż sobie numery telefonów ( również u rodziców!), zmień konta
                email. Odetnij mu wszelkie formy kontaktu.

                P.S. Zegarka nie zabrał w celu spieniężenia go. Za rok, dwa będzie miał pretekst....
    • mskaiq Re: Jak poradzic sobie z zalem ? 09.04.08, 12:44
      Co zrobic aby pozbyc sie zalu ? Musisz Mu wybaczyc. To poczucie
      krzywdy budzi zal w Tobie. Mysle ze rozumiesz co robi zal, jak wiele
      szkod przynosi bo chcesz sie go pozbyc.
      W pozbywaniu sie zalu moze Ci pomoc to ze bylas dla Niego wazna, ze
      chcial Cie zatrzynac ale Jego mania w stounku do innych kobiet byla
      silnierjsza od Niego.
      Piszesz ze jestes w innym zwiazku ale ten zwiazek nie jest tak silny
      jak poprzedni.
      Mysle ze przyczyna jest ten zal a takze brak zaufania do nowego
      mezczyzny. Brak zaufania to strach a ten oslabia milosc.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • trzynascie_kotkow Re: Jak poradzic sobie z zalem ? 09.04.08, 17:25
        Przezylam podobna sytuacje,przez mezczyzne,ktory byl typowym przykladem
        osobowsci narcystycznej.Wyladowalam u psychologa i borykalam sie z masa innych
        klopotow.
        Poznalam nawet ostatnio jego byla dziewczyne,ktora zna inna jego byla
        dziewczyne,kazda spotkal ten sam los,co mnie.Kazda z nich sie cieszy, ze ma juz
        tego faceta z glowy.
        Zal bedziesz w sobie nosic, ale minie.
        Wspolczuc tylko mozna kolejnym ofiarom tego patologicznego kolesia.
        Pozdrawiam.
        • shangri.la Re: Jak poradzic sobie z zalem ? 09.04.08, 18:45
          Ze mną też kontaktowały się różne jego eksy-seksy....
          Jednej z nich wysłał policję do domu. Z innymi obszedł się jeszcze gorzej.
          No cóż, można powiedzieć, że miałam dużo "szczęścia" w nieszcześciu, bo gdybym
          np pracowała krócej w tym samym miejscu, po jego donosach mogłam stracić pracę.
          • malawinka Re: Jak poradzic sobie z zalem ? 09.04.08, 21:31
            jak dobrze przeczytać konkretne porady zamiast kpin,podnoszą na
            duchu
            a co robić,gdy eks ma dostęp do treści rozmów telefonicznych ?
            • malawinka Re: Jak poradzic sobie z zalem ? 10.04.08, 08:52
              i nie dość,że potrafi zidentyfikować rozmówcę,to także ustalić jego
              adres i dotrzeć do niego przez ludzi,ktorzy mają z nim kontakt.
              Jak temu zaradzić ?
              • trzynascie_kotkow malawinko 10.04.08, 11:04
                Zmien nr telefonu, podaj go tylko zaufanym osobom.Moze i nawet zmien
                aparat telefoniczny,bo masz podsluch w telefonie.Albo w domu. Jesli
                Twoj byly ma dostep do tego rodzaju rzeczy to jest to mozliwe.
                Moj byly tylko fatazjowal, twierdzil tez, ze ma wydruki moich smsow
                itp ale klamal. Odczepil sie dosc szybko, bo zaczelam go straszyc
                policja, wiedzac, ze jest poszukiwany.
                Zeby bylo smieszniej on zaraz po tym jak go rucilam odezwal sie do
                swojej bylej (z ktora tez zlapalam kontakt),wyznawal jej milosc i
                chcial wrocic.Wiadomo,nie mial sie znowu gdzie podziac...
                • malawinka Re: malawinko 10.04.08, 11:20
                  chcesz powiedzieć,że mam kupić nowy telefon i zmieniać numer,potem
                  powiadamiać znajomych o nowym numerze,a może jeszcze adres zmienić ?
                  • malawinka Re: malawinko 10.04.08, 12:10
                    nie jestem gotowa na tyle ustępstw,może do tego jeszcze nie dojrza-
                    łam ?
                    • trzynascie_kotkow Re: malawinko 10.04.08, 13:01
                      Z cala pewnoscia nie jestes gotowa.
                      • malawinka Re: malawinko 10.04.08, 14:10
                        moze to dlatego,że nie umiem poświęcać się dla innych ?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka