Dodaj do ulubionych

Historia pewnego pocałunku

07.09.03, 07:31
Podobno pewnego razu, gdy młodemu Frantzowi Lisztowi zdarzyło się grać w
obecnosci samego Beethovena, stary już wówczas mistrz podszedł do
młodzieńca - i ucałował go w czoło. Wiele, wiele lat później, w Budapeszcie,
w roku 1929 szesnastoletni piansta Andor Foldes koncertował dla Emila von
Sauera, ostatniego żyjącego ucznia Liszta.
Bach, Beetohoven, Schumann... W końcu Sauer, starszy już wówczas pan, wstał -
i zamaszyscie cmoknął młodego pianistę w czoło. "Synu" - powiedział - "gdy
byłem w Twoim wieku, zostałem uczniem Liszta. Po mojej pierwszej lekcji
ucałował mnie i powiedział: 'zaopiekuj się tym pocałunkiem, pochodzi od
Beethovena; dał mi go po wysłuchaniu moje go koncertu ; byłem wtedy w twoim
wieku'. Czekałem z tym wiele lat, ale teraz czuję, że należy się on własnie
tobie."

Czy cos takiego istnieje - namacalna nieomal nić wyjątkowosci, prowadząca
wskros pokoleń? Czujecie wokół siebie czas przeszły i przyszły, czy zupełnie
pochłania Was teraźniejszosć?

Pozdrawiam,

mk.

PS. Wszystkich, którzy oczekiwali małżeńskich bądź pozamałżeńskich
niedyskrecji - przepraszam za rozczarowanie. O tych pocałunkach będzie
następnym razem.
Obserwuj wątek
    • Gość: Mevillian Re: Historia pewnego pocałunku IP: *.blich.krakow.pl 07.09.03, 08:41
      witam :>
      jak przeczytalam topic, wystraszylam sie, ze masz jakies problemy sercowe, Mały
      Książę :) Historia jest.. fantastyczna ;>

      Co do Twojego pytania ...przeszlosc - tak, przyszlosc - nie bardzo. Wystarczy
      sie przejsc po Krakowie - po Starym Miescie, zaznaczam, poznym wieczorem.. :P
      no i rzecz jasna przypominaja mi sie slowa mojej Mamy - powiem Ci, jak sie robi
      taki barszcz... ale na lozu smierci, a potem Ty nigdy nie wydasz sekretu,
      dopiero swojej corce... :) [to po prostu jej patent, z ktorym nie ma zamiaru
      sie z nikim dzielic]. To, o czym piszesz, to jak przekazywanie tradycji; czegos
      cennego - rzeczy, zasady, receptury; co nie moze zaniknac z uplywem czasu - i
      pokolen.
      pozdrawiam :>
      Mev


      • Gość: gb Re: Historia pewnego pocałunku IP: *.toya.net.pl / 10.0.230.* 07.09.03, 09:11
        Myśl zawarta w tekście MK też bardzo mi się podoba ale mam wątpliwości co do
        tej historii z barszczem :-) i tajemnicy przechowywanej aż do śmierci. Ja mam
        inne skojarzenie. Z nostalgią myślę o rzemieślnikach i ich tzw. dobrym
        imieniu, odpowiedzialności za wykonywaną pracę, wyszkoleniu następców którzy
        nie przyniosą ujmy dobrej sławie firmy, wypracowanej przez pokolenia.
        Rzemiosło to fach czyli umiejętności+talent. To samo ma artysta. Nie tylko
        ważne jest to, że gra ale jak gra.
        • Gość: Malwina Re: Historia pewnego pocałunku IP: *.d1.club-internet.fr 07.09.03, 13:43
          takie inicjatyczne przyjecie do "kasty"
          rozpoznanie ludzi z tej samej planety
          i zobowiazujace przekazanie dziedzictwa duchowego
          • maly.ksiaze Chciałbym być jak On (?) 07.09.03, 16:56
            Nie chciałbym tu wypisywać pień w rodzaju: 'kiedys to były czasy'; tak się
            składa, że lubię czas, w którym żyję. Nie o to zresztą chodzi. Opisana
            historia miała dla Foldesa kapitalne znaczenie, 'motywacja poprzez cmoknięcie'
            wpłynęła na całe jego życie. Odnoszę jednak wrażenie, że otacza nas
            kult 'samoakceptacji', a przynajmniej dążenia do niej. Czy taka skończona
            samoakceptacja nie wyklucza postawy 'chciałbym być jak On', wzorowania się na
            mistrzu? Wiecie, takiej osobistej ikony, ukrytej w szafie - jak portret Bacha
            w pokoju małego Murzynka z filmu Bagdad Cafe.

            Pozdrawiam,

            mk. (w poszukiwaniu motywacji)

            PS. Malwino, czy jest w takim razie taka kasta, do której chciałabys zostać -
            symbolicznie - przyjęta?

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka