20.04.08, 18:55
zauważyłam, że moja terapeutka znajduje przyczyny większości moich problemów w
moim domu, w wychowaniu. Czy macie tak samo? Co o tym myślicie? Bo ja falami
mam bardzo mieszane uczucia wzglęcem moich rodziców....
Obserwuj wątek
    • horlaa Re: rodzice 20.04.08, 20:39
      mieszane uczucia względem rodziców pewnie mają wszyscy ludzie :)

      faktycznie u mnie jest podobnie ale nie ma tu nic z psychoterapeutycznej przesady - wychowanie na nas bardzo wpływa i jakieś tam wzory zachowań przejmujemy, czy dostajemy "nauczki" życiowe jakim być a jakim nie :)
      moi rodzice są bardzo wymagający, dziadkowie tak samo, zawsze miałam z tym problem - to było takie "oczywiste, że Cię kochamy" - ale jednocześnie "powinnaś być taka, taka, i taka". ojciec w okresie mojego dojrzewania bardzo mnie krytykował (wygląd, zachowanie, śmiech, wszystko) i nie odczuwałam wcale akceptacji i miłości, chociaż na pewno była (ale nie umiał jej wyrażać). na pewno miało to skutki w moim życiu. chyba dużo dziewczyn z ED tak ma - zgodzicie się?

      odkąd rodzice się rozeszli sytuacja jest inna, bardziej patrzę na siebie i to co sama chcę, a mniej na to "co oni powiedzą i jak ich zadowolić". z mamą mam rewelacyjne kontakty, z ojcem bardzo chłodne, ale nauczyłam się dzięki terapii nie obciążać siebie ich problemami, nie przejmować się tak.

      • igge Re: rodzice 20.04.08, 21:17
        ja też mam raczej mieszane uczucia względem rodzicow. Generalnie
        oboje byli beznadziejni i żadne nie dało mi odczuć, że jestem
        kochana, o ile w ogóle byłam/jestem kochana. Ojciec - wielkie
        deklaracje, puste słowa, totalnie nieobecny w moim życiu, zupełnie
        mnie nie zna (rodzice rozwiedli sie jak miałam 3 lata) choć jestem
        bardzo do niego podobna. Matka dominująca i agresywna, wiecznie
        zajęta koleżankami i praktycznie w domu też nieobecna - gdybym mogła
        wyprowadziłabym się od niej jak miałam 9 lat. Wyprowadziłam się
        najwcześniej jak mogłam w wieku 20 lat, jak tylko doszłam do
        wniosku, że mogę sama się utrzymać dzięki dobrej znajomości obcego
        języka. Za to teraz jest świetną babcią dla moich dzieci i one
        paradoksalnie bardzo ją lubią.
        • wodka_z_sokiem Re: rodzice 20.04.08, 23:14
          faktycznie, terapia uswiadamia mi ze wiele moich problemow wynika z
          tego, w jaki sposob bylam wychowywana. rodzice niby nie mieli
          klopotu z okazywaniem mi uczuc, wrecz przeciwnie - wzorowa kochana
          coreczka, ktora dluugo trzymala sie spodnicy mamy. chyba az za
          bardzo, bo to wieczne trzymanie pod kloszem,zwlaszcza jesli chodzi o
          facetow, sprawilo ze teraz mam nie lada problem z nawiazaniem z nimi
          blizszego kontaktu. no i czuje, ze nie "nachapalam sie" tyle zycia,
          ile bym mogla i chciala. dlatego nadrabiam to wielkim zarciem.
          zamiast probowac nadrobic stracony czas :(
      • tropposole Re: rodzice 21.04.08, 08:18
        moja sytuacja jest chyba najbardziej podobna do Horlii, ale to z tatą mam lepszy
        kontakt niż z mamą, tzn. w tych momentach, kiedy jest trzeźwy :)
        Zabawne, że idąc na terapię nwet nie podejrzewałam, że moje problemy mogą mieć
        cokolwiek wspólnego z rodzicami. Zawsze byłam z nich bardzo dumna, bo są bardzo
        tolerancyjni, pozwalali mi na różne rzeczy, i byłam przekonana że rodziców mam
        idealnych, tylko sama jestem jakaś nieudana. Terapia uświadomiła mi, że rodzice
        nie umieją się mną zaopiekować (i nigdy nie umieli), że wysyłają mi bardzo
        sprzeczne komunikaty (na przykład: odkąd pamiętam uczono mnie, abym sama dawała
        sobie ze wszystkim radę i nigsy nie prosiła pomoc, bo i tak jej nie dostanę -
        to były nauki raczej na przykładzie kobiet z mojej rodziny), a z drugiej strony
        wmawiano mi i mówiono o mnie, że jestem niezaradna.
        Na jesieni wyprowadzam się, może to pozwoli mi na nich spojrzeć łaskawszym
        okiem. Ale teraz... zaczynam zauważać u siebie zachowania, których tak
        nienawidzę u moich rodziców. I przez to trudno mi z sobą wytrzymać. Wiem, że to
        ode mnie zależy, jak się zachowuję, ale refleksja przychodzi niestety po czasie.
        No i trudno mi zaakceptować, że ktoś się mną interesuje.
        Jeja nie wierzę, że od rana tyle napisałam!
        Czy u Was też jest taka piękna pogoda?
        pozdrawiam,
        Tr
        • horlaa Re: rodzice 21.04.08, 13:56
          pogoda u mnie też piękna, byłam na rehabilitacji z moją nogą, czuję się super, zginam kolanko i jest fajnie :)

          faktycznie ja mialam podobnie jak ty tropposole, że zauważam taką rozbieżność w postawie rodziców (z drugiej strony inna sprawa, że rodzice nie są ludźmi doskonałymi i mogą popełniać błędy). teraz niby mi już to wszystko "wisi" ale nadal nie jestem od nich niezależna (za mało zarabiam i za duże mam problemy ze zdrowiem, więc nadal od nich pożyczam pieniądze, co prowadzi do mojej masakrycznej frustracji).
          najchętniej tak jak ty wyprowadziłabym się od mamy, ale nie mam do tego szans i warunków. zresztą moje wyjazdy wielomiesięczne to też zaczęly się właśnie dlatego, że chciałam uciec od ich narastających konfliktów (mój ojciec też sobie popijał, tropposole :).

          myślę, że nie tyle sama sytuacja między rodzicami jest jakąś tam przyczyną naszych problemów, ale fakt jak oni reagują na nas i jak uczą nas reagować na nich. ja zwykle miałam "nie wydziwiać" i "nie przesadzać" więc nauczyłam się chować emocje i radzić sobie sama (=jedzeniem). poza tym ta krytyka ze strony ojca doprowadzała mnie do szału (jak już ją sobie uświadomiłam dzięki terapii). miałam potem taki moment, że wręcz epatowałam moją "brzydotą" i "tłuszczykiem" i uparcie mówiłam przy rodzinnym stole, że uważam że jestem ładna, zgrabna, nie mam żadnych problemów i nakładałam sobie ostentacyjnie wielką kopę jedzenia :) taki spóźniony bunt młodzieńczy.

          tropposole, czy inne dziewczyny, które mają rozbite rodziny będac w późniejszym wieku - miałyście może kiedyś taką misję naprawienia wszystkiego? bo ja czułam się często odpowiedzialna za to wszystko, czułam że jakby powinnam pomóc, żeby oni się dogadali ze sobą, czy rozwiedli, tak jakbym była jakimś negocjatorem. na szczęście juz się oduczyłam :)
          • tropposole Re: rodzice 21.04.08, 21:24
            To samo, identycznie. "Nie wydziwiaj" - miliony odsłuchań, "nie podniecaj się" -
            kiedy czymś się zanadto cieszyłam, kiedy na coś liczyłam... Matka do dziś tak
            mnie traktuje, w ostatnią sobotę jak się ucieszyłam z zakupionego ciucha
            powiedziała do sprzedawczyni: "no i czego ona się tak cieszy?".
            Misje naprawienia wszystkiego miałam chyba od urodzenia. Przez miesiące nie
            gadali ze sobą, tylko komunikowali się przez mnie, a ja starałam się to
            załagodzić, nie mając własnego życia. Ciągle musiałam wysłuchiwać o ich
            problemach, i czułam się im winna non stop. Teraz też starają się do mnie
            narzekać, ale ja już się tak łatwo nie daję.
            Mam doła z tego powodu, ostatnio non stop, mam pretensje do nich. Chociaż moja
            terapeutka mówi, że oni chcieli dobrze, ale nie umieją inaczej. Szkoda, że na
            mnie się to odbija, szkoda że ja sobie nie umiem radzić z nimi.
            Jak najdalej. Każdym kosztem. Wierzę, że to nieco uzdrowi nasze relacje. I że ja
            będę miała spokój.

            Moi rodzice właściwie ze sobą nie gadają, tylko na siebie wrzucają lub
            wymieniają od lat te same formułki. Nigdy się nie dotykają. Nigdy przez całe
            życie nie widziałam, żeby się całowali, trzymali za ręce, dotykali, żeby śpiąc w
            jednym łóżku choć się milimetrem dotykali. Nie. Myślałam, że to kwestia ich
            wieku, ale ostatnio widziałm rodziców mojej przyjaciółki, przytuleni do siebie
            siedzieli przed telewizorem. To był szok.
            Nie chcę być taka jak oni, a jestem taka zgorzkniała i okropna!
            • igge Re: rodzice 21.04.08, 22:17
              mi zawsze było strasznie przykro, że moi rodzice nie potrafia przez
              chwilę spokojnie porozmawiać zawsze się kłócą, jak byłam mała to o
              pieniądze na moje utrzymanie. Teraz po trzydziestu latach nadal nie
              są w stanie zdobyć się na jakąś neutralność i marzę o tym, żeby
              kiedyś potrafili przez pół godziny być razem na przykład na moim
              ślubie, na urodzinach wnuków etc Ale im absolutnie nie mieści się w
              głowie, że dla mnie mogliby na moment zakopać topór wojenny
              Ja np ze swoim byłym facetem utrzymuję poprawne stosunki, nasze
              rodziny się znaja a nawet o zgrozo potrafimy bawić się razem. Więc
              nie bardzo rozumiem, że można aż tak nienawidzić swojego eks, żeby
              po tylu latach cokolwiek co z nim związane budziło aż takie
              negatywne emocje
              • horlaa Re: rodzice 22.04.08, 10:01
                igge zwroc uwage ze w obyczajach przez te pare lat nieco sie zmienilo, i pokolenie naszych rodzicow niekoniecznie przyjęło te zmiany. dla nas czesto jest normalne ze sie przyjaznimy z naszymi eks, spotykamy itp - a dla nich kompletnie nie - widze to po mojej mamie, ktora sie blokuje na sama mysl ze mialaby sie spotkac z ojcem.

                wiecie, z tego co tu piszemy wynika ze pora sie odciac od problemow rodzicow tak raz na zawsze. pamietam sa satysfakcje z jaka pierwszy raz powiedzialam mamie, ojcu, czy jego rodzicom (ktorzy trzymaja tylko jego strone) - "to nie moja sprawa, nie wiem, nie interesuje sie" - zatkalo ich ale podzialalo. to nie jest moj problem ani moje zycie - mi wystarcza moje problemy, ktorych i tak mam duzo i nie sa lekkie ani przyjemne.
                takie posredniczenie miedzy rodzicami jest najgorszym co moze byc. bierzemy na siebie odpowiedzialnosc chociaz nikt nas o to nie prosi, a potem ciezko nam jest sobie z tym poradzic.
                • tropposole Re: rodzice 22.04.08, 13:36
                  świetny pomysł, żeby to odcinanie było jeszcze takie łatwe...
                  najgorsze jest to, że przynajmniej ja, dzięki takiemu podejściu do życia moich
                  rodziców, często czuję się odpowiedzialna także za żcie moich przyjaciół.
                  Dochodzę do wniosku, że wielokrotnie nieproszona o radę wtryniam się w ich
                  życie, i jeszcze mam pretensje, kiedy nie działają po mojej myśli...
                  Ech, czas się gruntownie pozmieniac...
                  • igge Re: rodzice 22.04.08, 21:41
                    tropposole to ostatnie zabrzmiało jak prosta recepta na zostanie
                    typową teściową kiedyś :)))
                    • pyza27_11 Re: rodzice 01.05.08, 08:50
                      Moja rodzina, w codziennych relacjach jest kochająca, tolerancyjna itp.
                      Ale było pare spraw, które na pewno na mnie wpłynęły - ojciec wciąż matkę
                      zdradza, (to już nie robi na mnie wrażenia) a ona mysli wtedy tyllko o sobie i
                      płacze mi i gada na niego różne rzeczy...jak byłam mała to powiedziała mi, że
                      się zabije a potem wypędziła mnie przed dom, bo jej się chyba przypomniało, że
                      lepiej jak 7 letnie dziecko nie ogląda takich scen. Inny widać ma stosunek do
                      maturzystki, taka widać bardziej dojrzała, lepiej zniesie jak się uda przed nią
                      próbę samobójczą by zadzwoniła po "wypdzonego" przedtem ojca - no wiecie, jej
                      było wstyd dzwonić samej...
                      Najbardziej boli mnie to, że o tych sprawach się milczy. Jak jest u nas jakiś
                      problem, to najlepiej go nie poruszać, wtedy sam zniknie :) W ogóle się nie
                      rozmawia.
                      Ostatnio, z okazji rozpoczęcia mojej terapii, usłyszałam że jestem rozpuszczonym
                      bachorem, ktory nie ma problemów wcale i sam je sobie tworzy, że za dużo się
                      głupot w necie naczytałam, żę mam paskudny charakter, słomiany zapał i słabą
                      wolę ( to było w kontekście mojego odchudzania wieloletniego - słaba wola i tyle
                      :))Że na matce się wyżywam, bo ją smuci jak takie rzczy robię. Następnym razem,
                      jak mi mózg spuchnie, bo mam okres, to mam sobie na uspokojenie coś łyknąć.
                      Najgorsze jest to, że im prawie uwierzyłam. Zaczęłam myśleć, że może faktycznie
                      ta terapia to wyciąganie pieniędzy, że to pic na wodę, że nie mamżadnego
                      problemu, przecież wiele dziewczyn się odchudza...
                      Teraz widzę ile rzeczy mi wmawiali, jak bardzo mnie ograniczali. Nie pasuję do
                      nich i nigdy nie będę taka, jaką chcą mnie widzieć. A udawanie mnie męczy, nie
                      potrafie, potem karzą mnie za bycie sobą.
                      Za to,że poszłam na terapię zabronili mi zamieszkać ze znajomymi z roku. Bo
                      takie szopki odstawiam.
                      Wyprowadzam się i tak :)
                      • nienill Re: rodzice 01.05.08, 11:15
                        pyza27_11 napisała:

                        > Moja rodzina, w codziennych relacjach jest kochająca,
                        a ta milosc to niby gdzie jest?
                        • horlaa Re: rodzice 01.05.08, 15:20
                          nienill, ta miłość "się rozumie samo przez się", w tym sensie, że przecież wszyscy wiedzą, że rodzice kochaja swoje dzieci, dbają o nie, i tak dalej.

                          to, że jednak nie jest tak do końca, to kwestia trudna, bo to tak, jakby dziecko nagle występowało przeciwko swoim rodzicom i na pewno uświadomienie sobie tego nie jest przyjemne dla nikogo.
                          ci rodzice na pewno nas kochają - ale co innego kochać a co innego wyrażać uczucia a jeszcze co innego jak rodzice nie potrafią sobie poradzić z własnymi emocjami wobec siebie czy wobec dzieci.

                          aha, zeby nie było: nie tłumaczę tych rodziców, tylko zwracam delikatnie uwagę :) że nie ma co szafować takim ostrym językiem.

                          • nienill Re: rodzice 01.05.08, 16:03
                            horlaa napisała:

                            > nienill, ta miłość "się rozumie samo przez się", w tym sensie, że
                            przecież wszy
                            > scy wiedzą, że rodzice kochaja swoje dzieci, dbają o nie, i tak
                            dalej.

                            > aha, zeby nie było: nie tłumaczę tych rodziców, tylko zwracam
                            delikatnie uwagę
                            > :) że nie ma co szafować takim ostrym językiem.
                            ty sie czepiasz diet, a ja sie czepiam "miosci, ktora jest czyms
                            oczywistym"

                            bo "przeciez wszyscy wiedza", ze jak dziecko dostanie w dupe od
                            rodzica, to to jest tylko wyraz milosci i troski o wlasne dziecko, a
                            tak w ogole, to to wszystko i tak tylko mu na dobre wyjdzie i
                            jeszcze za dwadziescia lat ten placzacy teraz dzieciak bedzie
                            dziekowal za takie postepowanie.



                            mamusia "popleniajaca samowbojstwo" po to, zeby jej corka poprosila
                            tatusia, aby ten byl juz grzeczny i wrocil do domku, powinna miec
                            ograniczone prawa rodzicielskie i skierowana na przymusowe leczenie.

                            • horlaa Re: rodzice 01.05.08, 21:39
                              zgadzam się. powyższy przypadek był wyjątkowo ostry i szokujący.
                              ale to nie wyklucza faktu, że taka chora sytuacja może też być w jakiś sposób podszyta miłością - specyficzną, ale mogła być.

                              tu jest temat na inną dyskusję: odnośnie wychowania, "dawania w dupę" - ja dostawałam w dupę, to była forma wychowawcza, a jednocześnie jestem pewna, że rodzice mnie kochają, i tłumaczenie swoich niepowodzeń życiowych tym, że dawali mi w dupę, to lekkie przegięcie. bardzo oczywiście upraszczam tutaj sprawę, ale przegięcia w każdą stronę są szkodliwe...
                              inaczej: oni nie chcieli źle, chcieli dobrze, ale nie wiedzieli, że można inaczej. kiedyś był inny model wychowania, teraz jest inny (patrz: rozpieszczone bachory, które są pewne, że należy im się wszystko) i też jest nie do końca dobry.

                              to są indywidualne przypadki i lepiej niech się tym zajmują psychoterapeuci czy inne znające dokładnie sprawę osoby.
                              • nienill Re: rodzice 01.05.08, 21:46
                                horlaa napisała:

                                > ale to nie wyklucza faktu, że taka chora sytuacja może też być w
                                jakiś sposób p
                                > odszyta miłością - specyficzną, ale mogła być.
                                i tutaj sie z toba absolutnie nie zgadzam.
                                to nie jest "specyficzna milosc", tylko ewidentne naduzycia i
                                zaniedbania
                                • pyza27_11 Re: rodzice 02.05.08, 10:16
                                  Chodzi o to, żę miłość jest, to pewne - głównie ta, która się należy "z
                                  urodzenia". Przecież matka nie robiła tych rzeczy po to, żeby mnie skrzywdzić.
                                  Jest nieodpowiedzialna i niedojrzała emocjonalnie, ale to nie wyklucza miłości.
                                  Nie rozmawia się z dziećmi. Ile razy pogadałyście sobie z mamą o tych ważnych
                                  dla was rzeczach? Ja z kumpelami gadam cały czas, a z nią nie. Z ojcem też nie.
                                  I ja ich też nie znam.
                                  Mam jakieś wyobrażenie, o tym jacy są, połączone z wyobażeniaem na temat tego,
                                  jacy powinni być i gdy coś podważa autentyczność tego wyobrażenia - panikuję. I
                                  vice versa. Panikują i nie potrafią sobie z tym poradzić, więc najczęściej
                                  krzyczą, karza. Jak macie siłę zacząć rozmawiać, to super, jak nie to też super.
                                  Mam tylko nadzieję, że sama będę pamiętać o tym wszystkim gdy będę mamą. Nie
                                  narzucać swoich ambicji, nie wmawiać cech charakteru, tłumaczyć, rozmawiać,
                                  starać się poznać..

                                  Nie chcę też cały czas czuć gniewu, to jest dobre na początek, bo pozwala mi
                                  zlokalizować problem, przyczynę kompulsów. Ale po co mam sobie tym zatruwać
                                  życie? nienawidząc, stanę się dokładnie taka sama jak oni. Zauważyłam, że wiele
                                  osob z problemami lubi rozdrapywać rany (ja też, o tym świadzczy mój poprzedni
                                  post). W czym nam to pomaga? Trzeba nauczyć się brać to na zimno..
                                  • horlaa Re: rodzice 02.05.08, 13:36
                                    może nie tyle: na zimno, bo to niesie za sobą taki "chłód uczuciowy" przynajmniej mi się tak ten zwrot kojarzy :)
                                    nie na zimno, tylko po prostu z dystansem, na zdrowo. też nie jestem zwolenniczka rozdrapywania ran. tak jak mówisz - jedno, to uświadomić sobie ich błędy, dostrzec związek z własnymi problemami, a potem już nie żyć z tym "piętnem" tylko żyć po swojemu, bez odnoszenia się ciągle do zamierzchłych czasów.

                                    wiesz, mi kiedys terapeutka powiedziala cos co mnie bardzo podnioslo na duchu: to dotyczylo mojego ojca i jego zachowan wzgledem mnie. powiedziala, ze co prawda niemozliwe, zeby on sie zmienil (albo bardzo malo mozliwe) ale to, ze JA jestem swiadoma jego błędów, świadoma tego jak takie jego zachowania na mnie wpłynęły, będę innym rodzicem - nie takim jak on. już z racji samej terapii i "przerobienia" tego wszystkiego.
                                    i tak myslę że wszystkie mamy szansę być lepsze od swoich rodziców w tych kwestiach - bo swoje przeszlysmy i wiemy, co mozna zrobic lepiej - kwestia, czy tą szansę wykorzystamy :)

                                    oby. :)
                                  • nienill Re: rodzice 02.05.08, 17:22
                                    pyza27_11 napisała:

                                    > Nie chcę też cały czas czuć gniewu, to jest dobre na początek, bo
                                    pozwala mi
                                    > zlokalizować problem, przyczynę kompulsów.
                                    rozumiem, ze juz sie swoje "wygniewalas"? potrafisz sie zloscic
                                    (takze na swoich rodzicow)?

                                    > osob z problemami lubi rozdrapywać rany (ja też, o tym świadzczy
                                    mój poprzedni
                                    > post). W czym nam to pomaga?
                                    to pomaga np. w wyzwoleniu sie od komplusow, poniewaz mozna przezyc
                                    te wszystkie uczucia, ktore dawno temu schowalo sie gleboko do
                                    kieszeni


                                    Trzeba nauczyć się brać to na zimno..
                                    ale wczesniej trzeba sie pozadnie wyzloscic
                                    • pyza27_11 ! 02.05.08, 20:09
                                      pewnie masz racje, ale trzeba umieć zachować umiar i nie "utknąć" w tej złości.
                                      Niech to będzie "konstruktywna" złość.
                                      A jeśli pytasz o moje złoszczenie się na rodziców, to nauczyło mnie ono walki o
                                      swoje.. o spokoj...
                                      I ostatnio jak sie klucili tak ze w calym domu bylo slychac, zeszlam do nich i
                                      powiedzialam (baaaardzo stanowczo) "wy******ć k*****a z domu jak chcecie się
                                      drzeć, mnie to nic k****a nie obchodzi i nie mam ochoty tego słuchać! (żeby nie
                                      było, takich wyrazów nie uzywam nigdy w domu,w ogóle rzadko, a na pewno nie przy
                                      rodzicach)
                                      Podziałało.. miny mieli nietęgie, bo chyba dotarło do nich, że się zapominają...

                                      Kurcze, strasznie się tu rozpisuję... pomoga mi to bardzo uchwycić własne myśli.
                                      Fajne miejsce to forum, dzięki Ci Horlaa za nie!
                                      • pyza27_11 Re: ! 02.05.08, 20:13
                                        ale wstyd
                                        "kłócili" powinno być ")
                                        • nienill Re: ! 02.05.08, 20:53
                                          uuuuu
                                          a ja napisalam pozadnie i nie poprawilam






                                          i jestem z siebie dumna
                                          • horlaa Re: ! 03.05.08, 19:18
                                            nienill napisała:

                                            > uuuuu
                                            > a ja napisalam pozadnie i nie poprawilam
                                            >
                                            >
                                            > i jestem z siebie dumna

                                            nigdy nie słyszałam żeby świadome nie poprawianie błędów było powodem do dumy ale skoro tak, to enjoy it :)
                                            • nienill Re: ! 03.05.08, 19:43
                                              horlaa napisała:

                                              > nigdy nie słyszałam żeby świadome nie poprawianie błędów było
                                              powodem do dumy a
                                              > le skoro tak, to enjoy it :)
                                              umiejetnosc olania literowki (ktora stala sie tutaj nieszczesnym
                                              ortgrafem) jest w moim przypadku powodem do dumy
                                              • horlaa Re: ! 03.05.08, 20:07
                                                ale jakie to ma znaczenie w całej dyskusji?
                                                • nienill Re: ! 03.05.08, 22:08
                                                  łomatko........


                                                  zlamalam regulamin?




                                                  to nie ma zadnego znaczenia dla dyskusji
                                                  nie wszytko musi miec jakies znaczenie
                                                  luzu troche
                                                  usmiechu na twarzy :)

                                                  to byl tylko osobisty komentarz/wstawka do postu pyzy
                                                  • horlaa Re: ! 04.05.08, 12:44
                                                    luz i uśmiech na twarzy mam bardzo często, za to jak dotąd nie dostrzegałam go w Tobie - jedynie sarkazm którym się chwaliłaś w jakimś poście.

                                                    nie, nie złamałaś regulaminu, skąd w ogóle taka obsesyjna myśl? :)

                                                    raczej dziwi mnie, że czepiasz się takich drobiazgów i musisz ironicznie komentować czyjekolwiek potknięcie. pozwoliłam sobie tylko to zdziwienie wyrazić, to wszystko.

                                                    EOT.
                                                  • nienill Re: ! 04.05.08, 12:57
                                                    horlaa napisała:

                                                    > raczej dziwi mnie, że czepiasz się takich drobiazgów i musisz
                                                    ironicznie koment
                                                    > ować czyjekolwiek potknięcie. pozwoliłam sobie tylko to zdziwienie
                                                    wyrazić, to
                                                    > wszystko.
                                                    no wlasnie widac, ze sie nie rozumiemy :)
                                                    chcialam sie forumowo ucieszyc, ze udalo mi sie olac taki drobiazg i
                                                    nie sie nie poprawialam.

                                                    > EOT.
                                                    nieladnie tak pisac
                                                  • horlaa Re: ! 04.05.08, 13:25
                                                    możliwe że się ucieszyłaś, ale wyraziłaś to niejasno :) ty, która zarzucasz nam często niejasność :) na przyszłość wystarczy dodać zdanko wyjaśnienia - i będzie OK.

                                                    EOT - że nieładnie? nasze dyskusje są już na wszystkich niemal wątkach, po prostu już nie mam siły i czasu dyskutować na tak naprawdę nieistotne tematy.

                                                    co do swojego sarkazmu - pamiętam dokładnie ten zwrot, nie pamiętam w jakim wątku, poszukaj, jeśli ci się chce.
                                                  • nienill Re: ! 04.05.08, 12:59
                                                    horlaa napisała:

                                                    > jedynie sarkazm którym się chwaliłaś w jakimś poście.
                                                    ???

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka