Dodaj do ulubionych

Urojeni przyjaciele

04.08.08, 18:06
Nierzadko można spotkać ludzi, którzy posiadają jakiś urojonych przyjaciół. Zastanawia mnie skala tego zjawiska - ilu ludzi ono odtyczy, z czego wynika oraz przede wszystkim co to jest. Niedojrzałość wewnętrzna? Brak prawdziwych przyjaciół? Nieumiejętność odnajdywania się wśród ludzi, w rzeczywistości? Lekkie schorzenie psychiczne (moim zdaniem najmniej trafne przypuszczenie)? A może to coś bardziej złożonego.
Obserwuj wątek
    • maria_antonieta Re: Urojeni przyjaciele 04.08.08, 18:15
      hmmm...nie bardzo rozumiem. Chodzi, o o to, ze ludzie wymyslaja
      sobie przyjaciol, czy moze nie rozsadnie uzywaja tego slowa, mowiac
      np. o znajomych czy kolegach...?
      • jacek_1004 Re: Urojeni przyjaciele 04.08.08, 18:19
        maria_antonieta napisała:

        > hmmm...nie bardzo rozumiem. Chodzi, o o to, ze ludzie wymyslaja
        > sobie przyjaciol, czy moze nie rozsadnie uzywaja tego slowa, mowiac
        > np. o znajomych czy kolegach...?

        Chodzi o to pierwsze. Jest to rzecz spotykana często u dzieci, ale występuje także u dorosłych ludzi, stąd między innymi zastanawia mnie specyfika takich zachowań.
        • tetlian Re: Urojeni przyjaciele 10.08.08, 12:19
          Eee, pierwszy raz się z czymś takim spotykam. Osobiście nie znam nikogo, kto
          miałby urojonych przyjaciół. Albo bezpieczniej mówiąc, nie znam nikogo, kto by
          się do tego przyznawał.
    • followthewhiterabbit Re: Urojeni przyjaciele 04.08.08, 18:21
      Hej!

      Nie wiem czy to to samo, ale opowiem. Moja kolezanka odnoszac sie do
      doswiadczen innych osob ma zwyczaj mawiac "jeden z moich
      znajomych...", np. podczas tej samej rozmowy stwierdza: "jeden z
      moich znajomych wspina sie na skalkach...", "jeden z moich znajomych
      jest weterynarzem...", "jeden z moich znajomych z Krakowa....".
      Sprawia to wrazenie, ze zna ona jakies niezliczone masy ludzi z
      roznych srodowisk/dziedzin/miast itd.

      Gdy poznalysmy sie blizej, okazalo sie, ze na ogol ma na mysli kogos
      z paczki bliskich kolegow (4 osoby) - i ze krakowski weterynarz-
      amator skalek to jedna i ta sama osoba ;-)
      • jacek_1004 Re: Urojeni przyjaciele 04.08.08, 18:24
        To też pewna forma zakłamania rzeczywistości (tak to nazwijmy, niech będzie), ale nie do końca to, o co mi chodziło ;)
        Pozdrawiam.
        • lifeisaparadox Re: Urojeni przyjaciele 04.08.08, 18:40
          Znaczy sie pytasz o schizofrenie w ktorej ludzie slysza autentyczne glosy,
          rozmawiaja z autentycznymi osobami majacymi swoja osobowosc, zachowania, cechy
          itd. a wszystko to jest w ich glowie?
          • lifeisaparadox Re: Urojeni przyjaciele 04.08.08, 18:41
            yyyy, no jeszcze z tymi glosami to nie tylko i wylacznie w schizofrenii jest,
            ale najczesciej i najogolniej
            • jacek_1004 Re: Urojeni przyjaciele 04.08.08, 19:37
              Schizofrenia to już poważne schorzenie. Ja miałem na myśli sytuację w odniesieniu do zdrowego psychiczne człowieka. Chodzi mi raczej o coś bliższego zwykłej wyobraźni niż "patologiom" typu schizofrenia. Coś w rodzaju niespełninych życiowo, wyalienowanych ludzi, którzy jako alternatywę dla rzeczywistiści, w której nie potracią się odnaleźć, towrzą jakieś marzenia o ludziach i poukładanych według swojego porządku realiach.
              • lifeisaparadox Re: Urojeni przyjaciele 04.08.08, 20:16
                To jest cos takiego, obserwowane u osob z powazniejszymi ulomnosciami
                wykluczajacymi ich z pawdlowej socjalizacji, co rekompensuja rozbudowanym
                swiatem marzen.
                • clarissa3 Re: Urojeni przyjaciele 04.08.08, 20:25
                  ja myśle że mnóstwo takich ludzi dookoła - chęć zaimponowania, chęć
                  ukrycia swoich problemów z otoczeniem - no bo i co ich odkrycie niby
                  ma dać?, ....bezradność w obecnej rzeczywistości?

                  Znam ludzi gęsto rzucających słowami 'moi przyjaciele' lub 'grupa
                  moich przyjaciół' w odniesieniu do ludzi których widują mniej więcej
                  raz na rok lub rzadziej.

                  Smutne.

                  • aidka Re: Urojeni przyjaciele 04.08.08, 21:23
                    gdy byłam dzieckiem miałam 3 wymyślone przyjaciółki
                    miały 3 wymyślone imiona
                    i 3 różne charaktery
                    zawsze wiedziałam czemu je sobie wymyśliłam
                    i nie miałam problemów z otoczeniem
                    ani nikomu nie chciałam zaimponować /nikt nie wiedział poza moją
                    matką/
                    • jacek_1004 Właśnie to miałem na myśli 04.08.08, 22:05
                      Zachowania związane z tworzeniem w wyobraźni fikcyjnego świata/ludzi jest charatkterystyczne dla dzieciaków. A co, jeśli takie tendencje wykazują ludzie dorośli i jak często jest to spotykane? Myślę, że to forma idealizacji świata i ludzi, maskowania się przed złą rzeczywistością, nie tylko u dzieci czy dorosłych.
                      • clarissa3 Re: Właśnie to miałem na myśli 04.08.08, 22:15
                        dla mnie to też bardzo ciekawe - ja nie miałam takich ... braków? w
                        dzieciństwie. Może dlatego że miałam rodzeństwo i dość rozbuddowaną
                        dalszą rodzine, kumpli ze szkoły? Ale teraz? Teraz tak trudno
                        nawiązać kontakt. Tyleż tego macania, obwąchiwania, obgadywania,
                        kłamania, tańców i wywiadów że nie wiem czy do śmierci zdążę kogoś
                        wartościowego poznać!
                        • mummy7 Re: Właśnie to miałem na myśli 11.08.08, 14:53
                          Swietnie to ujęłaś i chocby z tego powodu serdecznie Cię pozdrawiam.
                      • szarylemur Re: Właśnie to miałem na myśli 05.08.08, 00:54
                        'forma idealizacji świata i ludz
                        > i, maskowania się przed złą rzeczywistością,'
                        ymm, no moze.
                        moj znajomy od kilku lat tworzy sobie ze slow, rownan, a takze materialow
                        plastycznych model swojego uniwersum
                        sam przyznaje, ze tam wlasnie, jako stworca jest takim, jakim raczej nie ma
                        odwagi byc w rzeczywistosci, np brutalnym, stanowczym, zimnym, bezwzglednym.
                        inny moj przyjaciel uwielbial simsow, za to poczucie kontroli, smak bycia
                        bogiem, mozliwosc robienia z simsami wszystkiego co mu sie spodoba.

                        nie znam nikogo, kto przyznawalby sie do posiadania fikcyjnych przyjaciol...
                      • aidka Re: Właśnie to miałem na myśli 05.08.08, 01:37
                        u dorosłych się z tym nie spotkałam.
                        u mnie, jako dziecka nie bylo idealizacji - te kumpele były różne -
                        fajna, średnio-fajna i trzecia, której my trzy nie lubiłyśmy za
                        bardzo.
                        nie "spędzałam z nimi czasu", gdy byłam w towarzystwie realnych
                        koleżanek.
                        te trzy zmyślone, były mi potrzebne, gdy byłam sama i samotna.
                        żałuję, że teraz nie mogę ich przywołać.
                • cherry.lips Re: Urojeni przyjaciele 11.08.08, 08:15
                  lifeisaparadox napisał:

                  > To jest cos takiego, obserwowane u osob z powazniejszymi ulomnosciami
                  > wykluczajacymi ich z pawdlowej socjalizacji, co rekompensuja rozbudowanym
                  > swiatem marzen.
                  >

                  Dokładnie tak. Wymyśliłam sobie znajomych, lepsza siebie rekompensując sobie rzeczywistosc. Wielokrotnie odrzucona byłam i jestem tak obolała,ze wtedy to było jedyne wyjście żeby nie zwariowac. Dziś już nie ma tamtego świata. Jest tylko samotnosc.

                  Pozdrawiam
    • empatiaaa powiem Ci co to jest ... 07.08.08, 15:36
      Ja od lat mam takich "urojonych przyjaciół", zaczęło się w
      dzieciństwie i trwa po dzień dzisiejszy. Jako dziecko miałam mnóstwo
      realnych kolegów i koleżanek, nie narzekalam na odrzucenie, świetnie
      się z nimi dogadywałam, nie byłam samotna. Mimo to któregoś dnia
      wymysliłam sobie innych przyjaciół, zaczęłam z nimi rozmawiać,
      odwiedzać ich w miejscu gdzie się narodzili w mojej wyobraźni (w
      starej stodole wujka). Wyglądało to tak: po całym dniu zabawy z
      dziećmi biegłam do stodoły i jeszcze przez jakąs godzinę mówiłam do
      tych nierealnych, opowiadałam co robiłam, gdzie byłam, jak spędziłam
      dzień (oni zawsze byli w liczbie mnogiej). Nigdy ich nie widziałam
      ani nie słyszałam. Ci przyjaciele dojrzewali razem ze mną, kiedyś
      byli tak jak ja nastolatkami, potem szli na studia, teraz tez są w
      moim wieku. Mam 24 lata nadal do nich chodzę tylko, że teraz w inne
      miejsce (starej stodoły wujka już nie ma). Rozmawiam z nimi (a
      raczej prowadze monolog) jak z normalnymi ludźmi, nadal nie widzę
      ich, ani nie słyszę. Potrzebuję ich. Nie wyobrażam sobie bez nich
      życia. Od czasów dzieciństwa dużo się we mnie zmieniło. Od wielu lat
      mam tylko ich, żadnych innych realnych przyjaciół, nie wiele
      kolegów. Tylko im jestem w stanie opowiedziec o sobie, o swoich
      marzeniach, o swoich problemach, bo wiem, że żaden do mnie nie
      przemówi, nie skrytykuje, nie zgani, niestety tez żaden z nich nigdy
      mnie nie obejmie ani nie pocieszy. Ale juz sama rozmowa z nimi jest
      dla mnie ukojeniem. Trwam przy nich dlatego, że:
      - boje się normalnej międzyludzkiej bliskości
      - mam niską samoocenę, łatwo mnie zranic do żywego
      - jestem bardzo skryta, nigdy bym sie nikomu nie zwierzyła, a często
      bardzo tego potrzebuję
      - jestem raczej nieśmiałym samotnikiem, za wrażliwym na normalne
      życie w społeczeństwie
      O moich "urojonych przyjaciołach' nikt nie wie i sie ode mnie nie
      dowie. pozdrawiam :)
      • jacek_1004 Re: powiem Ci co to jest ... 07.08.08, 20:45
        Jesteś jedną z nielicznych osób, które trafiły wg mnie w 100% w sedno sprawy, tzn. tak jak to sobie wyobrażałem. Przyznam, że rzecz mnie z gubsza interesuje, dlatego pytam, co to może być.


        empatiaaa napisała:
        Jako dziecko miałam mnóstwo
        > realnych kolegów i koleżanek, nie narzekalam na odrzucenie, świetnie
        > się z nimi dogadywałam, nie byłam samotna. Mimo to któregoś dnia
        > wymysliłam sobie innych przyjaciół
        (...)
        Od wielu lat
        > mam tylko ich, żadnych innych realnych przyjaciół, nie wiele
        > kolegów.

        Hmm... Zastanawiające. Mam nadzieję, że nie będziesz miała nic przeciwko, jeśli zapytam, czemu rzecz się tak potoczyła.
        Na początku Ci się powodziło wśród kolegów/przyjaciół. W którymś momencie stworzyłaś jakieś wyimaginowane postacie. I może od tego momentu zaczęłaś się alienować do tego stopnia, że straciłaś kontakt z realnymi kolegami/przyjaciółmi? A może było to następstwo niemiłego doświadczenia z ludźmi? Jeśli nie chcesz o tym mówić, to rozumiem, nie musisz odpisywać.

        Pozdrawiam :)
        • empatiaaa Re: powiem Ci co to jest ... 09.08.08, 11:20
          To, że od kilku ładnych lat mam tylko urojonych przyjaciół nie jest
          wynikiem żadnej jednorazowej traumy w kontaktach z ludźmi. To raczej
          wina jakichś dziwnych barier we mnie i chyba też po części chęci
          bycia tym, kim w normalnym swiecie nigdy nie będę. Bo ja oprócz
          zwykłego zwierzania się "im" często wyobrażam sobie, że jestem przy
          nich trochę kims innym niż w rzeczywistości (i nie jest to Napoleon
          Bonaparte). Żyję w dwóch różnych światach, ale tylko ten drugi
          nierealny jest bezpieczny i mój. Wiem, że to groźne, bo stwarza mi
          problemy w normalnym życiu (jestem ciągle wyalienowana, nie
          zadowolona z siebie, ale ja po prostu nie potrafię żyć normalnie).
          Nie jest to wina tego, że "oni" są, tylko tego, że ja nie umiem w
          realu tak pokierować swoim losem,żeby stać się naprawdę tym kim bym
          chciała być. Jestem za słaba, a przy "nich" mam okazję sie
          dowartościować.
          P.S. Naprawdę uważasz, ze problem "urojonych przyjaciół" dotyczy
          wielu osób? Skąd takie przypuszczenia? pozdrawiam
          • jacek_1004 Re: powiem Ci co to jest ... 09.08.08, 20:27
            > P.S. Naprawdę uważasz, ze problem "urojonych przyjaciół" dotyczy
            > wielu osób? Skąd takie przypuszczenia? pozdrawiam

            Jak już wcześniej napisałem:
            "Nierzadko można spotkać ludzi, którzy posiadają jakiś urojonych przyjaciół. Zastanawia mnie skala tego zjawiska - ilu ludzi ono odtyczy" - nie jest to moim zdaniem b. rzadkie i niespotykane zachowanie, ale czy dotyczy wielu osób, sam nie wiem. Póki co możemy przypuścić, że nie, bo do tej pory mało osób dokładnie zajarzyło temat. A kogoś, kto trafił w sedno sprawy (vide: aidka, empatiaaa), ten [powiedzmy] "problem" może osobiście dotyczyć.

            Może w którymś wątku coś niejasno napisałem albo namieszałem i stąd przypuszczenia, że to dotyczy sporej części ludzi? Chociaż nie miałem w zamyśle tego założenia.
            • aistionnelle przyjaciele...i nie tylko 09.08.08, 21:25
              Wiesz, nie oczekiwałabym,że wszyscy będą się tu na forum zwierzać ze
              swoich doświadczeń tego rodzaju z prostej przyczyny: tworzenie
              alternatywnych światów(w równym stopniu uwarunkowane przez poczucie
              wyalienowania, traumę, dużą wrażliwość społeczną co przez okazję
              stwarzaną przez internet, Second Life czy gry stwarzające złudzenie
              reżyserowania rzeczywistości jak The Sims)jest doświadczeniem bardzo
              prywatnym, a ktoś kto się z tym nie zetknął,czy nie rozumie
              mechanizmu (nie rozumie chyba większość osób poza psychologami,
              psychiatrami, osobami które mają doświadczenia kliniczne i w czynnej
              terapii) gotów jest uważać takie osoby za: schizofreników, dziwaków,
              kłamczuchów etc.Podczas gdy każdy przypadek jest inny, indywidualnie
              uwarunkowany.Jeśli chodzi o częstotliwość, to owszem,potwierdzam z
              praktyki, skala tego rodzaju doświadczeń (eksperymentowania na różną
              skalę z tożsamością) jest bardzo duża.I tylko tyle na poziomie
              ogólnym można napisać.Pozdrawiam.A
    • hypate nierzadko? :O 09.08.08, 21:59
      chyba pośród dzieci, z resztą w ich przypadku to chyba nic dziwnego ani nienormalnego. naprawdę znasz większą liczbę dorosłych z takimi "znajomymi"?
      • jacek_1004 Sprostowanie: "Nierzadko..." 10.08.08, 20:34
        hypate napisała:
        > chyba pośród dzieci, z resztą w ich przypadku to chyba nic dziwnego ani nienorm
        > alnego. naprawdę znasz większą liczbę dorosłych z takimi "znajomymi"?

        To "nierzadko" nie oznacza, że opisane zachowanie musi być b. powszechne. Chciałem zaznaczyć - przyznam, że niezbyt trafnie mi to wyszło przy użyciu tego słowa - że to nie jest coś niepospolitego. Z resztą jak sama napisałaś, jest to charakterystyczne dla dzieci, czyli już nie tak rzadkiej grupy ludzi. Moim zdaniem, to [powiedzmy] zjawisko nie jest na tyle niepopularne, by nie można było podejrzeć jego występowania także wśród dorosłych ludzi.
        Do tej pory nie spotkałem się z tym u dorosłych ludzi, bo nie rozmawiam z nimi na takie dzwine tematy ani nikt o tym nie rozmawia. Nigdy wcześniej nie badałem rzeczy. To było przypuszczenie (mniej lub bardzie trafne).
    • alowski Re: Urojeni przyjaciele 09.08.08, 22:00
      Przepraszam, ale nie mogę się powstrzymać.

      Otóż - ludzie, gdy są jeszcze w młodym wieku chętnie wymyślają sobie
      urojonych przyjaciół. Z różnych powodów. I to jest normalne.
      Natomiast gdy dorośli ludzie mają urojonych przyjaciół jest to po
      prostu głupie. Przykładów nie trzeba szukać daleko - Mahomet, Budda,
      Jezus...
      • aistionnelle Re: Urojeni przyjaciele 09.08.08, 22:17
        Naprawdę znam takie osoby. Wyraźnie też napisałam,że nie będę tu o
        nich dyskutować, nie dziwię się też, że na szerszą skalę same nie
        mają na to ochoty.Napisałam też, że nie -specjaliści raczej nie
        wiedzą na czym to polega ani czym bywa wywołane. Toteż twój post
        stereotypizujący sprawę jakoś mnie nie dziwi. I wyobraź sobie, że to
        nie wiek jest kryterium "normalności" w takiej sytuacji tylko jej
        uwarunkowania i co najważniejsze poziom świadomości osoby, która w
        ten sposób było nie było eksprerymentuje z własnym wizerunkiem czy
        ogólniej poczuciem tożsamości."Urojeni"zaś przyjaciele wymienionych
        przez Ciebie postaci dowodzą jak bardzo nie rozumiesz w czym
        rzecz:-(
    • naprawdetrzezwy A czytasz to, co piszesz? 09.08.08, 22:45
      "Zastanawia mnie skala tego zjawiska"

      Odpowiedź (fałszywą) masz tu:

      "Nierzadko można spotkać ludzi, którzy posiadają jakiś urojonych
      przyjaciół."


      Dlaczego fałszywą? Bo przez kilkadziesiąt lat nikogo takiego nie
      spotkałem, ani nie słyszałem o kimś takim.

      Natomiast notorycznie trafiam na ludzi (szczególnie kobiety)
      nazywajcych swoich znajomych przejaciółmi.
      • aidka Re: A czytasz to, co piszesz? 09.08.08, 23:38
        faktycznie myślę, że "nierzadko" to nieco na wyrost, bo to raczej
        chyba rzadkie jednak.
        z drugiej strony, jak pisałam, jako dziecko nikomu o tym nie mówiłam
        poza super mi bliską mamą. myślę, że dorośli nie opowiadają o tym na
        prawo i lewo tym bardziej. zatem nie dziwota, że się o tym nie
        słyszy.
      • jacek_1004 Re: A czytasz to, co piszesz? 10.08.08, 21:02
        Czytam. Moze nie wszyscy kumają, o co mi szło.

        naprawdetrzezwy napisał:
        > "Zastanawia mnie skala tego zjawiska"
        >
        > Odpowiedź (fałszywą) masz tu:
        >
        > "Nierzadko można spotkać ludzi, którzy posiadają jakiś urojonych
        > przyjaciół."
        "Nierzadko" to zbyt ogólne określenie, może niezbyt trafne, nie dające rzeczowej odpowiedzi.
      • jacek_1004 Re: A czytasz to, co piszesz? 10.08.08, 21:02
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=210&w=82991143&a=83232237
    • sls333 Re: Urojeni przyjaciele 10.08.08, 00:38
      Ehh, ileż można atakować ten biedny kościół katolicki :P
      • julkazwrocka Re: Urojeni przyjaciele 10.08.08, 10:10
        do lekarza takich
    • lo.haze Re: Urojeni przyjaciele 10.08.08, 10:46
      Jacku, problem o którym piszesz jest dość dobrze i ciekawie opisany w książce
      "Marzenia dzienne" autorstwa psychologa Singera.
      Singer pisze o roli marzeń na jawie i wymyślaniu przyjaciół jako o chwilowym
      odpoczynku od rzeczywistości. Bogata fantazja to pozytywna rzecz i nie należy
      jej w żadnym razie mylić z chorobą psychiczną. Różnica jest zasadnicza: ktoś kto
      fantazjuje potrafi odróżnić marzenie od rzeczywistości. W chorobie, ta granica
      się zaciera.
      Podobno faktycznie wiele osób ma wymyślonych przyjaciół i prawdopodobnie każdy z
      nas zna wielu takich marzycieli, ale po prostu o tym nie wie, bo tacy ludzie nie
      opowiadają zazwyczaj na prawo i lewo o swoich snach na jawie.
    • mskaiq Re: Urojeni przyjaciele 10.08.08, 10:59
      Empatia napisala
      >Mam 24 lata nadal do nich chodzę tylko, że teraz w inne
      >miejsce (starej stodoły wujka już nie ma). Rozmawiam z nimi (a
      >raczej prowadze monolog) jak z normalnymi ludźmi, nadal nie widzę
      >ich, ani nie słyszę. Potrzebuję ich. Nie wyobrażam sobie bez nich
      >życia. Od czasów dzieciństwa dużo się we mnie zmieniło. Od wielu
      >lat mam tylko ich, żadnych innych realnych przyjaciół, nie wiele
      >kolegów. Tylko im jestem w stanie opowiedziec o sobie, o swoich
      >marzeniach, o swoich problemach, bo wiem, że żaden do mnie nie
      >przemówi, nie skrytykuje, nie zgani, niestety tez żaden z nich
      >nigdy mnie nie obejmie ani nie pocieszy. Ale juz sama rozmowa z
      >nimi jest dla mnie ukojeniem. Trwam przy nich dlatego, że:
      >- boje się normalnej międzyludzkiej bliskości
      >- mam niską samoocenę, łatwo mnie zranic do żywego
      >- jestem bardzo skryta, nigdy bym sie nikomu nie zwierzyła, a
      >często bardzo tego potrzebuję
      >- jestem raczej nieśmiałym samotnikiem, za wrażliwym na normalne
      >życie w społeczeństwie

      Tak wlasnie rozpoczyna sie schizofrenia. W tej chwili mozesz jeszcze
      wycofac sie bez wiekszych problemow z urojen ale musisz przestac
      ropzmawiac do Twoich nieistniejacych przyjaciol.
      To wciaga bo boisz sie miec rzeczywistych przyjaciol, tym urojonym
      mozesz powiedziec wszystko, wygadac sie.
      Problem zaczyna sie kiedy urojenia zaczynaja sie zmieniac, nagle
      moga pojawic sie urojenia ze jestes ptakiem, ryba, fala, itp. Mozesz
      nawet probowac rozmawiac z ptakami.
      Do urojen zwykle dolaczaja sie zludzenia, mozesz miec zludzenia ze
      widziala ufo i rozmawialas ufo-ludkami, mozesz miec wiele innych
      zludzen, czesto przerazajacych.
      W koncu pojawiaja sie glosy.
      Lepiej unikac urojonych przyjaciol.
      Serdeczne pozdrowienia.


      • empatiaaa Re: Urojeni przyjaciele 10.08.08, 13:38
        To jest tak jakby jedna częśc mojego mózgu doskonale wiedziała, że
        tak naprawdę ich nie ma, ale druga mimo to ciągle pchała mnie
        w "ich" kierunku. Z jednej strony wiem, że to niemozliwe, żeby ktoś
        tam był, ale z drugiej strony nie mogę się z tym pogodzić, że tam
        nikogo nie ma ... . :) Myslisz, że to poczatki schizofrenii?
        Rozmwiam z nimi juz od ponad 10- ciu lat i jeszcze nigdy nie miałam
        żadnych zwidów. Czasem sama się ze siebie śmieję, że gadam z
        powietrzem.
      • jacek_1004 Re: Urojeni przyjaciele 10.08.08, 20:44
        Żadna schizofrenia. Nie strasz nikogo schizofrenią. My mówimy o zwykłych wytworach ludzkiej wyobraźni, nie o poważnych schorzeniach psychicznych. Ich podejrzenie wtym przypadku nie jest zbyt trafne, o czym już pisałem w swoim pierwszym poście.
        Pozdrawiam :)
    • tppiotr Re: Urojeni przyjaciele 10.08.08, 11:46
      Mój znajomy mówił o sobie w osobie trzeciej. Zamiast powiedzieć: ja mówił on. To był schiz.
      • jacek_1004 Re: Urojeni przyjaciele 10.08.08, 20:46
        tppiotr napisał:
        > Mój znajomy mówił o sobie w osobie trzeciej. Zamiast powiedzieć: ja mówił on. To był schiz.

        Możliwe, ale to nie leży w tym temacie.
    • zdanka1 Re: Urojeni przyjaciele 10.08.08, 12:44
      > Nierzadko można spotkać ludzi, którzy posiadają jakiś urojonych
      przyjaciół

      Zdecydowanie czesciej spotkac mozna ludzi, którzy mają realnych
      przyjaciów, którzy w sytuacji podbramkowej okazuja się nie dośc, ze
      urojonymi , to jeszcze nie -przyjaciólmi.
    • lesny_jezyk Re: Urojeni przyjaciele 10.08.08, 13:51
      To posłuchajcie takiej historii. Jakiś czas temu do pokoju w którym
      sie znajdowałam wszedł mój narzeczony i zapytał: do kogo ty mówisz?
      Zostałam w pół słowa i w pół gestu przyłapana przez niego na
      odgrywaniu jakiegoś teatru. Wtedy zaczęłam się zastanawiać o co w
      tym chodzi? Mój narzeczony nazywa ich "wyimaginowanymi przyjaciółmi"
      i nie robi mi problemów z tego powodu. Ja jestem z nimi tak zżyta,
      że naprawdę nie wiem, kiedy włącza mi się opcja typu "rozmawiaj z
      wyimaginowanym przyjacielem", po prostu w pewnym momencie łapię się
      na tym, że właśnie z kimś prowadzę konwersację. Czasem towarzyszą mi
      w wykonywaniu czynności domowych, np: sprzątaniu, kiedy indziej
      prowadzę z nimi poważne dyskusje, planuję przyszłość. Nie jestem w
      stanie powiedzieć czy on jest jeden, jedna, czy jest ich kilkoro,
      nie mają określonego wyglądu ani życiorysu, nie wiem jak wyglądają.
      To jest raczej coś na zasadzie, że czuję obecność tego kogoś w
      pokoju,tak jak się czuje obecność w pokoju normalnych żywych
      ludzi.Pewna osoba wypowiadała się przede mną, że jej urojeni
      przyjaciele mieszkali w stodole wujka i tam ich chodziła odwiedzać.
      Moi nie mają stałego miejsca zamieszkania ani swoich osobowości. Są
      tak jakby dla mnie, rozmawiam z nimi o mnie nie o nich. Nie wiem jak
      długo jest już ze mną mój wyimaginowany przyjaciel, nigdy chyba w
      pełni nie uświadomiłam sobie, że go mam aż do teraz, kiedy
      zamieszkałam z narzeczonym i on przyłapał mnie na takiej rozmowie i
      nadał imię mojemu pzyjacielowi: wyimaginowany.
      • aidka Re: Urojeni przyjaciele 10.08.08, 14:50
        mskaiq
        Tak wlasnie rozpoczyna sie schizofrenia. W tej chwili mozesz jeszcze
        wycofac sie bez wiekszych problemow z urojen ale musisz przestac
        ropzmawiac do Twoich nieistniejacych przyjaciol.
        ---------------------------------------------
        ale Empatia nie ma urojeń. ona wie, że pryjaciele są fikcyjni - ma
        zachowany krytycyzm - to nie ma nic wspólnego z chorobą ani wstępem
        do niej. to efekt, m.in., bogatej wyobraźni.
        ---------------------------------------------
        To wciaga bo boisz sie miec rzeczywistych przyjaciol, tym urojonym
        mozesz powiedziec wszystko, wygadac sie.
        --------------------------------------------
        wcale nie. ja miałam wielu przyjaciół realnych, a , prócz nich,
        zmyślone kumpele.
        ----------------------------------------
        Problem zaczyna sie kiedy urojenia zaczynaja sie zmieniac, nagle
        moga pojawic sie urojenia ze jestes ptakiem, ryba, fala, itp. Mozesz
        nawet probowac rozmawiac z ptakami.
        ------------------------------------------
        ja rozmawiam do tej pory i ze zwierzętami, i z roślinami, a nawet
        opieprzam kamień czasem,gdy się o niego potknę. i żaden problem się
        z tym nie wiąże.
        ---------------------------------------
        Do urojen zwykle dolaczaja sie zludzenia, mozesz miec zludzenia ze
        widziala ufo i rozmawialas ufo-ludkami, mozesz miec wiele innych
        zludzen, czesto przerazajacych.
        --------------------------------------
        zmyśleni przyjaciele w których tak naprawdę się nie wierzy to nie to
        samo, co urojenia.
        i do urojeń nie dołączają się zwykle złudzenia.
        złudzenia w ogóle nie są objawem choroby.
        złudzeniem może być, np., widzenie kogoś grubszym, niż jest, bo
        założył koszulkę w poprzeczne paski.
        to o czym mówisz to omamy wzrokowe lub słuchowe.
      • empatiaaa Re: Urojeni przyjaciele 10.08.08, 18:49
        Nie jestem w
        > stanie powiedzieć czy on jest jeden, jedna, czy jest ich kilkoro,
        > nie mają określonego wyglądu ani życiorysu, nie wiem jak
        wyglądają.
        > To jest raczej coś na zasadzie, że czuję obecność tego kogoś w
        > pokoju,tak jak się czuje obecność w pokoju normalnych żywych
        > ludzi.

        W mojej wyobraźni jest ich kilkoro, ale tylko dlatego, ze tak sobie
        właśnie ich wyobraziłam, nigdy nie myślałam o nich w kategoriach
        wyglądu czy życiorysu, bo wiem, że go mieć nie mogą. Idąc do nich
        nigdy nie rozmawiam o nich, nie pytam np. jak minał dzień, jak się
        czują, tylko sama się im zwierzam, bo tak jak napisałaś są oni dla
        mnie a nie ja dla nich. Są w jednym określonym, wybranym przez mnie
        miejscu, bo juz się do tego miejsca przyzwyczaiłam.Tylko tam czuje
        ich obecność. To jest też tak ,jakbym szła do takiej świątyni
        dumania, gdzie mogę się z kimś podzielić swoimi przemysleniami i
        problemami. :)
    • nie_depcz_mojego_cienia Re: Urojeni przyjaciele 10.08.08, 15:29
      Po prostu czasami trzeba porozmawiać z kimś inteligentnym.
      • gala-2 Re: Urojeni przyjaciele 10.08.08, 15:54
        Myślę, że to nie jest aż takie bardzo rzadkie, ale jest to zjawisko
        intymne, o którym się nie opowiada, trochę dlatego, żeby nie wyjść
        na wariata, a trochę dlatego, że często te wizje ubrane w słowa
        okazują się bardzo naiwne i tracą część swego tajemniczego uroku.
        Ja nie mam akurat „przyjaciół”, ale mam cały świat alternatywny, w
        którym lubię sobię czasem pożeglować  Zaludniają go wymyślone
        przeze mnie postacie, które mają swoje historie, rodziny, problemy.
        Z jedną z nich częściowo się utożsamiam, mimo że w rzeczywistości
        bardzo się ona ode mnie różni. To zresztą pewnie jest jakaś forma
        rekompensaty, ta osoba jest taka, jaką ja bym chciała być, gdybym
        potrafiła.

        Niektórzy ludzie namiętnie oglądają telenowele, myślę, że te
        zjawiska są dość podobne. Tyle, że ja sama jestem reżyserem swojej
        telenoweli i umieszczam tam tylko takie wątki, które dla mnie
        osobiście są interesujące.

        Nie mam problemu z rozgraniczaniem tych dwóch rzeczywistości i mam
        nadzieję, że nie będę miała  Kiedy w realu jestem zajęta moja saga
        zanika, ale kiedy mam więcej czasu wciąż powraca, trwa to już od
        kilkunastu lat i jakoś mi się nie nudzi. Tak jak to ktoś już
        napisał, bohaterowie starzeją się razem ze mną i coraz to inne
        aspekty ich życia stają się ważne.

        Nie mam problemów z kontaktami społecznymi. Tyle, że w życiu
        spotykam ludzi, takich jakimi są, raz lepsi, raz gorsi, czasem
        wkurzający, nie zawsze mają dla mnie czas. A w mojej telenoweli
        postacie pozytywne zawsze będą pozytywne, można na nich polegać w
        100%, zawsze są do mojej dyspozycji. A moje alter-ego to już jest
        super-pozytywne. 

        Saga nigdy nie będzie ważniejsza niż real, ale uważam ją za rodzaj
        nieszkodliwego ukojenia, po części zrekompensowania sobie tego, co w
        życiu nie wyszło, ale nie tylko. Jest to także ujście dla instynktów
        twórczych- w rzeczywistości (gdyby np. napisać na ten temat powieść)
        nie ośmieliłabym się komuś pokazać takiej historii, bo mam
        świadomość, że wyszłaby z tego straszna szmira, ale w myślach to w
        końcu nic nikomu do tego, że może mało oryginalnie, ale za to jak
        przyjemnie.
      • jacek_1004 Re: Urojeni przyjaciele 10.08.08, 20:57
        Hehe ;))) To by się zgadzało ;)
        • gala-2 Re: Urojeni przyjaciele 10.08.08, 21:35
          A, i jeszcze spotkałam się pare razy z osobami, które wymyśliły
          sobie taki drugi świat od podstaw (bo ten, o którym wcześniej
          mówiłam rządzi się podobnymi prawami jak real), to jest już coś
          bardziej z dziedziny fantastyki, że np, na jakiejś nieznanej nikomu
          wyspie/planecie żyje lud mający zupełnie inny styl życia, obyczaje,
          historię, itd. Wymyślanie czegoś takiego to też świetna zabawa, a
          niektórzy pisarze (Tolkien, Sapkowski, Marquez, i wielu wielu
          innych) zbiło na tym nawet niezły majątek :)
          • jacek_1004 Re: Urojeni przyjaciele 10.08.08, 23:00
            Już nieco rozwinęłaś temat, no i całkiem dobrze :) Mówisz już o całym układzie wyobrażonych ludzi i światów. Ja ograniczyłem się w temacie tylko do tworzenia osobistych relacji z wyimaginowanymi postaciami.
            Pozdrawiam.
    • kaa.lka Re: Urojeni przyjaciele 10.08.08, 16:16
      e to jak rozmawiasz ze swoim Ja_c?





      wrozka
    • lilith76 Re: Urojeni przyjaciele 11.08.08, 13:43
      Odkąd istnieje Nasza Klasa coraz trudniej to ukryć ;)
      • gala-2 Re: Urojeni przyjaciele 11.08.08, 14:23
        Nasza Klasa to w ogóle jest temat dla jakiegoś psychologa na
        porządną prace doktorską :)
        Z biegu narzucają mi się takie wątki:
        1) Ludzie, którzy kolekcjonują jak największą ilość znajomych
        (podobno niektórzy nawet na Allegro proponują odpłatnie, że zostaną
        czyimś znajomym...)
        2) Ludzie, którzy wpisują się jako "znajomi" na strony
        typu "Rocznik1982", "Wszystkie Krystyny", "Twój Styl-strona ludzi o
        dobrym guście". Strony takie gromadzą imponujące ilości członków, i
        nie zawierają nic poza pozdowieniami co niektórych z nich
        ("Pozdrawiam wszystkich z najwspanialszego rocznika 82 i dziekuję
        żeście mnie tu zaprosili. Buziaczki dla wszystkich!!!") Tłumaczę
        sobie to tym, że ludzie chyba jednak bardzo lubią się zrzeszać i
        stanowić część jakiejś wspólnoty, jakkolwiek ułudną i marną by ona
        nie była.
        3) Fala depresji, której spodziewam się w skali ogólnopolskiej po
        fali spotkań klasowych sprzed kilku miesięcy. Dotychczas można sobie
        było wspominać wspaniałe przyjaźnie z dzieciństwa i myśleć sobie, że
        gdzieś tam w świecie żyją ludzie, którzy i mnie wspominają z łezką
        nostalgii w oku. A tu tymczasem- wszyscy są w zasięgu ręki i po
        wstępnej euforii nie mają sobie już nic do powiedzenia.
        Wiem, drogi Jacku, że odbiegłam trochę od tematu, ale tak mi się
        nasunęło...
        • jacek_1004 Re: Urojeni przyjaciele 11.08.08, 18:59
          gala-2 napisała:
          > 3) Fala depresji, której spodziewam się w skali ogólnopolskiej po
          > fali spotkań klasowych sprzed kilku miesięcy. Dotychczas można sobie
          > było wspominać wspaniałe przyjaźnie z dzieciństwa i myśleć sobie, że
          > gdzieś tam w świecie żyją ludzie, którzy i mnie wspominają z łezką
          > nostalgii w oku. A tu tymczasem- wszyscy są w zasięgu ręki i po
          > wstępnej euforii nie mają sobie już nic do powiedzenia.
          > Wiem, drogi Jacku, że odbiegłam trochę od tematu, ale tak mi się
          > nasunęło...

          Ok, ja też pozwolę sobie na małą dygresję. To, co napisałaś w punkcie 3-cim, nie daje mi spokoju. Może ta fala depresji to efekt rozczarowania ludźmi po bliższym spotkaniu po latach? Rzeczywistość mogła okazać się inna wględem czyjegoś wyobrażenia o tych ludziach, które przez lata mogło się lekko wypaczyć/wyidealizować. A ta depresja to może trochę na wyrost?


          gala-2 napisała:
          A tu tymczasem- wszyscy są w zasięgu ręki i po
          > wstępnej euforii nie mają sobie już nic do powiedzenia.

          Ludzie często swoim aktualnym znajomym nie mają nic do powiedzenia i niekoniecznie dlatego, że są skłóceni lub coś podobnego. Raczej z tego powodu, że Ci ludzie są nam blizsi, tzn. są w bliższym zasięgu kontaktu niż dawni znajomi sprzed iluś lat. A to, co jest w zasięgu ręki, nie wzbudza takiego ładunku emocjonalnego i zainteresowania jak coś, co jest odległe. Dawniej ci ludzie nie byli tacy dostępni. Nasza-klasa.pl najwyraźniej temu służy, żeby dawnych znajomych zbliżać. Z resztą prawie cały Internet, operatorzy telefonii itp. mają niby temu służyć, że zbliżają ludzi. Często reklamują się takimi hasłami typu "Razem lepiej", "Connecting People" etc. Nie mówię, że w to szczególnie wierzę. Chciałem ująć krótko, jaka jest natura wynalazków typu nasza-klasa, jeśli już o tym mowa.
          • gala-2 Re: Urojeni przyjaciele 11.08.08, 23:28
            Z tą depresją to tylko moje spekulacje, żaden psychoterapeuta mi nie
            mówił, że tak jest, ale myślę, że to prawdopodobne... Po Bożym
            Narodzeniu/Sylwestrze jest największa fala samobójstw- bo wtedy
            ludzie mają czas i okazję skonstatować swoją samotność, względnie
            miałkość swoich kontaktów z otoczeniem. Nasza Klasa, jako taka, jest
            oczywiście fajnym pomysłem i na pewno niejednemu pomogła kogoś
            odszukać (choć zasadniczo z tymi naprawdę "ważnymi" raczej nie traci
            się kontaktu, ale i tak mogło się komuś zdarzyć). Ale wspominałam tu
            o jej skutku ubocznym- czyli konfrontacji złudzeń z rzeczywistością-
            a ta bywa czasem dołująca. Czym innym jest domyślanie się, że być
            może przyjaciele z podstawówki są już w gruncie rzeczy obcymi
            ludźmi, a czym innym namacalne przekonanie się o tym.
            Podobnie z Internetem- zasadniczo jest wspaniałym narzędziem, które
            może zbliżać ludzi do siebie. Czasem rzeczywiście zbliża. Ale
            niestety w smutno wielkiej większości przypadków to zbliżenie jest
            pozorne. My zwyczajnie nie umiemy z niego korzystać, marnujemy te
            możliwości. Dlaczego? Bo w internecie mamy tysiące ludzi chętnych do
            intymnych zwierzeń, to wszystko jest na tacy, w realu trzeba by się
            nieźle napocić, by ktoś zechciał być tak bezpośredni. Ale co łatwo
            przyszło, łatwo poszło. Jak z jednym coś nie wychodzi, jakieś fochy
            ma, albo wymagania, można przecież wziąć do rozmowy kolejnego. Są
            ich tysiące. W realu nigdy nie spisalibyśmy tak łatwo na straty
            kogoś z kim wypracowalibyśmy sobie taką bliskość, byłoby to absurdem
            z punktu widzenia ekonomii kontaktów międzyludzkich.
            Ta łapczywość na nowe, to lenistwo w zabieganiu o stare znajomości
            mści się bardzo szybko- niczym człowiek chwytający na pustyni
            garście piachu, zostajemy z pustymi dłońmi, bo wszystko co ważne
            gdzieś bokiem się wymsknęło...
    • horatio_valor Re: Urojeni przyjaciele 11.08.08, 16:16
      Miałem kiedyś znajomego - głęboko niedowartościowanego i
      zakompleksionego człowieka. Chyba przyczyną był bolesny rozdźwięk
      między jego prawdziwym charakterem a wyidealizowanym wyobrażeniem na
      temat swojej osoby. Był wrażliwym, nieśmiałym chłopakiem, a chciał
      uchodzić za twardziela, gościa przy forsie i o mnóstwie znajomych,
      najlepiej z półświatka. Fascynował go świat wojska, gangsterów i
      szemranych biznesmenów.

      Środkiem do tego celu było właśnie tworzenie bytów w postaci
      urojonych przyjaciół. Rozmowa na jakikolwiek temat w towarzystwie
      Łukasza nieodmiennie prowadziła do jego wypowiedzi typu "A mój
      bliski kumpel, który ma w Berlinie hurtownię kradzionych
      magnetowidów od przykrywką sieci aptek..."

      Reakcja otoczenia była typowa: najpierw są skłonni wierzyć, potem
      wątpią, następnie współczują.

      Łukasz raczej nie miał przyjaciół w realu.
    • Gość: poprostuja Re: Urojeni przyjaciele IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.08.08, 17:06
      W realnym świecie byłam jedynaczką. Natomiast w wyobraźni miałam 4 rodzeństwa:
      Jadzię, Dianę, Wiktora i Adama. Dwoje starszych, dwoje młodszych. Dzieciom, o
      których wiedziałam, że ich nie spotkam opowiadałam o wielodzietności naszej
      rodziny. W wyobraźni też miałam taką przyjaciółkę od serca, z która przenigdy
      się nie kłóciłam, ale "kontakt" jakoś tak został zerwany.
      Natomiast lubiłam udawać dorosłą. Jak szłam z kimś z rodziny zostawałam w tyle i
      rozmawiałam sobie. Raz byłam nauczycielką wyprowadzającą dziatwę na spacer, raz
      spotkałam koleżankę, która wróciła z wczasów, raz obgadywałam z kuzynką
      nieobecnych. W sklepach konfekcyjnych rozmawiałam z manekinami. To o zdrowie
      męża spytałam, to poskarżyłam się na woreczek, to opowiadałam, że mięsa dla
      mnie zabrakło. Podejrzewam, że w wieku 9 lat już nie byłam taka wylewna.
      • mei.mei Re: Urojeni przyjaciele 12.08.08, 09:18
        Od zawsze "żyłam" w dwóch światach. Ten drugi pojawiał się, gdy
        byłam zrelaksowana, nie miałam zmartwień i zawsze w chwili, gdy
        szłam spać. Otulałam się kołdrą i odpływałam do Angli. Do małego,
        porośniętego bluszczem gotyckiego dworku. Ten świat zmieniał się
        razem ze mną. Gdy pojawiała się nowa pasja, wędrowała od razu do
        mego dworku. Nie mieszkałam tam sama, tylko z przyjaciółmi w różnym
        wieku.
        Wiem, że ów świat był dla mnie uzupełnieniem rzeczywistości. Musiał
        taki być, bowiem zniknął (i od kilku lat nie jestem w stanie go
        odtworzyć), gdy tylko poznałam mego męża. Dał mi on wszystko, czym
        byłam otoczona tam. No, może poza gotyckim dworkiem ;) Czasem bardzo
        chcę tam wrócić, ale już nie umiem, i po chwili prób, dochodzę do
        wniosku, że tak naprawdę jednak mi na tym nie zależy.
        Niemniej jednak pamiętam czas spędzony w dworku jako coś
        cudownego. "Mieszkałam" w nim do ok. 25 roku życia. Nadmienię, że
        byłam na pozór dość szczęśliwym dzieckiem i nastolatką, ale moje
        życie chyba jednak nie toczyło się tak, jak należy, skoro wystarczył
        jeden bardzo mnie kochający człowiek, by zastąpić mi wszystkie
        marzenia. Widać takiej miłości mi brakowało i dworek w Anglii mi ją
        dawał.
        Dziś marzę już tylko o sprawach realnych, namacalnych (niekoniecznie
        materialnych).
        Myślę, że jest nas - marzycieli - bardzo wielu, ale nikt nie
        opowiada głośno o tej najintymniejszej sferze. Tak sobie myślę
        również, że nie raz rozmawiałam z kimś o sprawach bardzo intymnych,
        cielesnych, ale o dworku nie powiedziałabym nikomu za żadne skarby
        świata.
        • horatio_valor Re: Urojeni przyjaciele 12.08.08, 11:47
          Ja z kolei mam tak, że kiedy mi brakuje kogoś bliskiego do rozmowy,
          rozmawiam w myśli z realnymi przyjaciółmi - opowiadam im o swoich
          przemyśleniach, lękach, wrażeniach i emocjach.

          To są ludzie z krwi i kości, z tym że w sytuacji realnej raczej o
          tak intymnych rzeczach nie jestem skłonny z nimi rozmawiać - albo z
          wycofania, albo z braku zainteresowania aż takim poziomem wylewności
          (nie chcę ich zanudzić na śmierć).

          Czasem ci przyjaciele są ludźmi, z którymi nie mam na co dzień
          kontaktu, bo na przykład mieszkają na drugim końcu świata. Ale wiem,
          że ich mam.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka