Smutne życie ambitnej emigrantki

02.10.08, 19:11
Hej.
Piszę żeby się trochę pożalić, na żywo nie mam komu, albo udaję taką
silną żeby dla nikogo nie być ciężarem. Może coś mi poradzicie, a
może przeczytam kilka ciepłych słów które zwyczajnie podniosą mnie
na duchu.
Od prawie dwóch lat mieszkam poza Polską. Mam dobrą i dobrze płatną
pracę. Ale jestem sama...z wyboru. Jestem atrakcyjna, ciepła i z
facetami nie mam problemów, jest co najmniej kilku, którzy rzuciliby
wszystko na jedno moje skinienie..wiem brzmi nieskromnie. Dlaczego
wybrałam samotność? Bo jestem idealistką. Nie wyobrażam sobie
związku bez uczucia, nie wyobrażam sobie seksu bez miłości. Myśl o
tym nie przechodzi mi przez głowę...a jestem w pełni i prawidłowo
rozwinięta (co by nie było wątpliwości).Inna sprawa...nie chcę
rozmieniać się na drobne. Jestem poza moim krajem po to, aby się
rozwijać, uczyć, zarabiać. Chcę wrócić do Polski, bardzo tęsknię,
doskwiera mi samotność. Ale wyznaczyłam sobie cele- praca,nauka,
kupno mieszkania. Bez tego nie chcę wracać. Codzień wracam do
pustego domu. Późnym wieczorem, diabelsko zmęczona. Odliczam dni do
powrotu do Polski. Jeszcze rok...gdy jest mi ciężko nie mam komu się
zwierzyć. Mam wspaniałych, kochających rodziców, ale nie dzwonię z
problemami, bo nie chcę ich obciążać. To raczej ja pomagam, gdy
tylko mogę, rozwiązuję ich problemy na odległość.
I ostatnio zdarzyła mi się choroba. Nic poważnego, zwykła grypa,
która zmusiła do pozostania w domu. Pustym domu. Siedzę sobie i
płaczę, że ja już nie mogę, że nie daję rady. Zbyt ambitne cele
sobie postawiłam. Na samotność zdecydowałam się dobrowolnie, bo nie
lubię płytkich znajomosci. Wolę być sama ale w zgodzie z własnym ja.
Jest mi po prostu ciężko. Czuję, że za dużo tego dla mnie...
A faceta nie mam od dwóch lat. Gdyby tak był ktoś, kto by przytulił,
powiedział..pomogę. Jestem słaba, nie daję rady. Poradzcie coś..
Sciski.
    • ca-ti Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 02.10.08, 19:20
      Gratuluję i myślę o Tobie ciepło. Osoba z zasadami - i to takimi! -
      to rzadkość. Trzeba by Cię chronić jak egzotyczny kwiat.
      Jestem pewna, że osiągniesz swoje cele, a mężczyzna Twojego życia
      pojawi się we właściwym momencie.
      Facetów z klasą też jak na lekarstwo, więc trzeba trochę się
      natrudzić, aby takowego znaleźć. Ale będzie dobrze.

      To naprawdę wspaniałe, że są ludzie, którzy przeżywają swoje życie
      świadomie, bez cynizmu. Kończę, bo zaraz popadnę w patos...
      • emigr-antka Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 02.10.08, 19:34
        Dzięki, takie słowa podnoszą na duchu.
        Czasem mam wątpliwości czy za bardzo się nie zapędziłam, poświęciłam
        całkowicie moje życie prywatne...takich ludzi nazywa się
        karierowiczami. Boje się że przegapię w swoim życiu to co jest
        naprawdę ważne. Może powinnam rzucić wszystkie te plany, marzenia i
        po prostu wracać do Polski? W moim tutejszym otoczeniu nie znajdę
        wartościowego faceta , nie ma tu szans na zakochanie się. A latka
        lecą...
        • ca-ti Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 02.10.08, 19:46
          Jeśli to jeszcze tylko rok, to może nie warto rzucać wszystkiego,
          tylko wytrwać? Rok to nie tak wiele (wiem, to względne).
          A faceta możesz spotkać wszędzie, nie tylko w swoim środowisku,
          czasem może to być jakiś przypadek, spotkanie na ulicy...
          A etykietka karierowiczki? A niech sobie gadają, to Twoje życie...
          Masz uganiać się za byle spodniami i zadowolić się pracą, która
          bedzie Cię wykańczać?

          • emigr-antka Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 02.10.08, 20:02
            masz rację ca-ti, rok jeszcze wytrwam. Spełnię swoje cele i
            szczęśliwa będę wracać do bliskch. Tylko co to za życie, które teraz
            wiodę? Emocjonalna pustka, brak rodziny, brak bliskich, brak
            szczerych przyjaciół. A mam 26 lat, powinnam cieszyć się życiem i
            młodością a postawiłam na pracę. Zyję przyszłością. Wewnętrznie
            czuję że robię dobrze, że pracuję na lepsze jutro. Czasem tylko, tak
            jak dziś sobie popłaczę że mi tak trudno, że psychicznie już się
            wykańczam...każdy człowiek potrzebuje oparcia, a ja go świadomie
            odrzucam (bo albo nie chcę sprawiać kłopotu bliskim, albo nie chcę
            się plątać w płytkie związki..)
            • ca-ti Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 02.10.08, 20:13
              Jeśli tak czujesz, tego się trzymaj.
              Z tym nie robieniem kłopotu bliskim, to już trochę bardziej
              skomplikowana sprawa. Czy Ty chciałabyś wiedzieć co dzieje się u
              najbliższych Ci osób? Czy chciałabyś, żeby przed Tobą ukrywali swoje
              smutki? Zakładam, że nie.
              W bliskich związkach warto odsłonić swoje słabości. Relacja wtedy
              jest pełniejsza.
              A co do płytkich związków uczuciowych, no cóż... też nie jestem
              zwolenniczką obarowywania swoim ciałem i emocjami połowy świata :-)))
              I seks tez wiążę z uczuciem, więc nie napiszę Ci czegoś w stylu:
              idź, dziewczyno, używaj życia. Bo mam inny pogląd na to jak tego
              życia można używać.
              • emigr-antka Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 02.10.08, 20:32
                wiesz, w moim idealnym Świecie, w pewnym wieku to dzieci powinny być
                wsparciem dla swoich rodziców, a nie odwrotnie. Marzę sobie, że
                kiedyś, gdy będą w sędziwym wieku, będę w stanie im zapewnić
                wszystko czego potrzebują. Zasłużyli na to, bo poświęcili mi bardzo
                wiele. Po prostu zasługują na beztroską starość.
                • meg-gy Do ca-ti i emigr-antki 02.10.08, 20:57
                  Dziewczyny jesteście wspaniałe. Cieszy, że w tej epoce można
                  spotkać takie wartościowe kobiety. Emigr-antko musisz
                  przetrwać, choć teraz doskwiera Ci samotność. Postawiłaś sobie
                  szlachetne cele i tak trzymaj. Ca-ti miło się Ciebie czyta
                  i też cenię Cię za zasady. :kwiat:
                  • ca-ti Re: Do ca-ti i emigr-antki 02.10.08, 21:06
                    meg-gy napisała:

                    > Dziewczyny jesteście wspaniałe. Cieszy, że w tej epoce
                    można
                    > spotkać takie wartościowe kobiety. Emigr-antko musisz
                    > przetrwać, choć teraz doskwiera Ci samotność. Postawiłaś sobie
                    > szlachetne cele i tak trzymaj. Ca-ti miło się Ciebie czyta
                    > i też cenię Cię za zasady. :kwiat:


                    Pewnie zaraz jakiś prześmiewca tu wkroczy, ale niech tam...
                    Dzięki za miłe słowa, meg-gy.
                • ca-ti Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 02.10.08, 21:04
                  No, bardzo pięknie,tylko w tej chwili do sędziwej starości jeszcze
                  im pewnie daleko. Skoro masz 26 lat, to oni są pewnie po
                  pięćdziesiątce, a więc w kwiecie wieku. Możecie więc zbudować
                  relację opartą na przyjaźni, wspierać się.
                  Nie twierdzę, że rodzicom można i trzeba mówić wszystko co się
                  dzieje w naszym życiu, ale nie łudź się, że oni nie domyślają się,
                  że miewasz również ciężkie chwile. Tak jak każdy z nas przecież.
                  Kiedy pokażesz, że stać Cię na to aby odsłonić słabsze strony
                  swojego życia, tym większa może być wasza wspólna radość z Twoich
                  sukcesów.
                  Może jestem wyjątkiem (choć mam nadzieję, że nie), ale ja
                  chciałabym, żeby moje dorosłe dziecko obdarzało mnie takim
                  zaufaniem, że dopuszczałoby mnie do swoich spraw, zwłaszcza tych
                  trudnych. Czułabym się szanowana i doceniana.
                  Pamiętaj, że ludzie wraz z wiekiem nabywają doświadczeń i lubią się
                  nimi dzielić, zwłaszcza z najbliższymi.
                  A jak rodzice będą rzeczywiście starzy, to możesz im zafundować
                  szczęśliwe życie bez trosk o Ciebie.
                  • emigr-antka Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 02.10.08, 21:22
                    No rzeczywiście patetycznie się zrobiło:-)

                    Moi rodzice są po 60-tce, bo jestem późnym dzieckiem. Widzę ich
                    zmęczenie, chciałabym oszczędzić im trosk. Jasne że od czasu do
                    czasu im się wyżalę, ale nie latam co chwilę z tym problemem który
                    akurat mam, bo przecież to był mój świadomy wybór, co więcej go nie
                    żałuję...tak jest gdy w życiu nie chcemy iść na łatwiznę, wybieramy
                    trudne ścieżki, ale ile możemy mieć radości i satysfakcji gdy już
                    dopniemy swego. Wiem że gdy za rok będę wracać to na pewno
                    szczęśliwa i spełniona.

                    Kiedyś miałam taki trudny okres gdy rozstawałam się z chłopakiem,
                    pamiętam jak rodzice cierpieli razem ze mną i jak byli bezradni. Czy
                    ja mogę na to pozwalać? To ja jestem młoda i pełna sił i powinnam im
                    ujmować ciężaru- być dla nich oparciem.
                    • ca-ti Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 02.10.08, 21:36
                      emigr-antka napisała:

                      > No rzeczywiście patetycznie się zrobiło:-)



                      No, zrobiło się, faktycznie. :-)))



                      To ja jestem młoda i pełna sił i powinnam im
                      > ujmować ciężaru- być dla nich oparciem.


                      Żałuję, że nie jesteś moją córką. Nic dodać, nic ująć.
                      Życzę Ci dużo sił w trudnych chwilach, bo o resztę jestem spokojna.
                      Wszystko Ci się uda. Trzymaj się.
                      • emigr-antka Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 02.10.08, 21:49
                        Dzięki Cati, myślę że jak masz dzieciaki to jak wyrosną też będą
                        chciały dbać o mamę. Dajesz to i w zamian otrzymujesz:-)Buziaki
            • elielieli Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 03.10.08, 08:54
              To normalne zycie doroslego czlowieka.Czlowiek rodzi sie sam i sam
              umiera.Pozyjesz tak jeszcze z 10 lat i dorosniesz w koncu.
    • leda16 Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 02.10.08, 21:40
      Dlaczego
      > wybrałam samotność? Bo jestem idealistką. Nie wyobrażam sobie
      > związku bez uczucia, nie wyobrażam sobie seksu bez miłości. Myśl o
      > tym nie przechodzi mi przez głowę.

      Nie widzę w Twojej postawie moralnej niczego wyjątkowego, bo większość kobiet nie uprawia seksu bez miłości i nie pielęgnuje związków w które nie jest uczuciowo zaangażowana. Natomiast nieco mnie dziwi stwierdzenie, że albo odpowiedni facet albo totalna samotność. Tracisz ogromną skalę uczuć nie angażując się w towarzystwo, przyjaźń, koleżeństwo. Czy na prawdę uważasz, że te wszystkie relacje poza miłosno-seksualnymi rzeczywiście są takie "płytkie"? Czy ta postawa, wracania do domu i bezmyślnego patrzenia w 4 puste kąty to kwestia lenistwa (po pracy padasz na pysk), depresji (nie masz ochoty wyjść do ludzi) czy introwersji (brak zainteresowania ludźmi)? Czyli co, jak znajdziesz już tego jedynego, to będziesz się z nim latami kisić w pustych ścianach aż do drugiego ekstremum - samotności we dwoje? Zapewniam Cię, że ta opcja jest cholernie nudna.
      • emigr-antka Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 02.10.08, 22:03
        Leda, otóż to jest tak. Jestem już tutaj 2 lata. Przyjechałam w
        nieznane, nikogo tu nie znając. Z czasem pojawili się ludzie,
        pierwsi chętni faceci. I ok. Jestem raczej typ domator ale
        wychodziłam do ludzi. Z tym że z czasem kompletnie mnie znudziło
        wychodzenie na piwo i gadanie o niczym. Zyję w ekstremalnym
        środowisku, tutaj większość jest samotna.Nikt nie jest
        bezinteresowny. Znajomość z Tobą jest warta jeśli może przynieść
        korzyść. Idziesz w piatkowy wieczor na piwo i spotykasz mnostwo
        ludzi. Na facebooku masz 400 znajomych. I znasz wszystkich i nikogo.
        Zadnych glebszych relacji. Im wiecej masz ,,znajomych,, tym bardziej
        jestes cool. Tutaj każdy to ,,friend''. Po polsku przyjaciel to jest
        duże słowo, po angielsku rozróżnienia nie ma.
        Inna sprawa: faceci widzą we mnie tylko laskę (w sensie na
        bezinteresowną przyjaźń szans nie ma), a kobiety są zazdrosne...
        Wiem że idę w drugie ekstremum, ale wiesz- już się tym zmęczyłam,
        mam ochotę przejść obok tego wszystkiego. I tylko realizować to co
        zaplanowałam, nie rozpraszać się. Pewnie emocjonalnie będę uboższa,
        ale wydaje mi się że i tak wiele już tu doświadczyłam. Jasne,
        mogłabym więcej- ale po co?
        • malakas Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 02.10.08, 22:21
          Sama skazalas sie na samotność, ktora teraz staje sie nieznośna.
          Albo wiec anuluj wyrok albo znoś go z godnością.
          Tylko że niejeden wyjechal na rok, a po 10 spostrzegł, że jego plany
          sprzed dekady mocno się zdezaktualizowały. W tzw. międzyczasie
          bowiem albo zmienialy sie warunki albo podwyzszała sie poprzeczka
          celu.
          Odkladanie "prawdziwego" zycia na wieczne później moze sie naprawde
          źle skończyc.
          Czego oczywiście nie życze:-)
        • leda16 Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 03.10.08, 07:34
          emigr-antka napisała:

          > . Jestem już tutaj 2 lata. Przyjechałam w
          > nieznane, nikogo tu nie znając. Z czasem pojawili się ludzie,
          > pierwsi chętni faceci. I ok. Jestem raczej typ domator


          Czyli introwertyczka.



          > Z tym że z czasem kompletnie mnie znudziło
          > wychodzenie na piwo i gadanie o niczym.


          Bo tylko na to stać prymitywnego robola. Ale przecież ludzie są różni, mają rózne zainteresowania i pasje, rózny sposób spędzania wolnego czasu.


          Zyję w ekstremalnym
          > środowisku, tutaj większość jest samotna.Nikt nie jest
          > bezinteresowny. Znajomość z Tobą jest warta jeśli może przynieść
          > korzyść.


          Przecież wszędzie tak jest. Towarzystwo "do piwa" nie daje żadnych korzyści, więc powinnaś być bardziej wybredna.


          Idziesz w piatkowy wieczor na piwo


          Nigdy w Londynie nie chodziłam na piwo, bo jakież relacje można nawiązać z mózgiem przyduszonym gorzałą?

          Po polsku przyjaciel to jest
          > duże słowo, po angielsku rozróżnienia nie ma.

          To od Ciebie zależy, czy pod słowo "przyjaciel" podłożysz słowo kolega, koleżanka czy zero.


          > Inna sprawa: faceci widzą we mnie tylko laskę (w sensie na
          > bezinteresowną przyjaźń szans nie ma),


          Przecież to oczywiste, bo taka jest męska natura. Dla kobiet do przyjaźni są kobiety, a faceci wyłącznie do łóżka lub (i) do założenia rodziny. Każdy facet - Anglik, Hiszpan, Turek, Polak, nawet gadając z Tobą o filozofii będzie myślał o seksie.

          a kobiety są zazdrosne...


          No, nie przesadzaj. Mężatki, starsze kobiety, osoby w trwałych związkach zazdrosne o Ciebie? Chyba raczej przeceniasz swoją wartość i mozliwości.

          > I tylko realizować to co
          > zaplanowałam, nie rozpraszać się.


          Rozpraszać się, czym, patrzeniem w sufit?!


          > mogłabym więcej- ale po co?


          Więc po co narzekasz?
          • giga70 Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 03.10.08, 08:08
            oj Leda jaka ty jej analizę zrobiłaś !!!!nie uzywaj słowa wszedzie i
            wszyscy, każdy.. tak często bo to błąd.Idz na jakieś forum ploteczki
            i obrabianie dupy a nie na forum psychologiczne .
          • facettt doprawdy ? jako zywo? :) 03.10.08, 22:13
            Pani leda16 napisała:

            Przecież to oczywiste, bo taka jest męska natura.
            Dla kobiet do przyjaźni są kobiety,

            widzialem w zyciu ze 2 przypadki prawdziwej przyjazni
            kobieco-kobiecej :)
            • baranek.lady Re: doprawdy ? jako zywo? :) 05.10.08, 14:24
              tak dużo?

              inna sprawa, że nie wiem jak jest między facetami.
              • facettt Re: doprawdy ? jako zywo? :) 05.10.08, 16:57
                tez nie rewelacyjnie, ale czasami meska przyjazn sie jednak zdarza...

                mam takich trzech, z ktorymi (razem liczac) przyjaznie sie
                juz 100 lat :)
                • baranek.lady Re: doprawdy ? jako zywo? :) 05.10.08, 17:02
                  gosh. to razem macie pewnie przynajmniej ze 180 ;P
                • kaa.lka Re: :) 05.10.08, 17:09
                  stolatstolat
                  niech niech

                  facjatka
    • malawinka Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 03.10.08, 08:14
      nie kłam,wybrałaś samotnośc,bo nie masz czasu na bzdurki,praca,praca
      nauka i odkłądanie kasy,a po pracy odpoczynek w pustym domu,gdzie
      nikt nie marudzi i nie domaga się kolacji.
      minusy tego widać przy chorobie,gdy masz 39 i ledwo chodzisz i albo
      zadzwonisz po dostawę pizzy,albo sama zwleczesz się do sklepu z ryzy
      kiem,że padniesz na ulicy.
      • mruff Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 03.10.08, 09:03
        Cóż, sama takich wyborów dokonałaś. Jeśli obrane cele nie dają Ci
        powera, poczucia szczęścia to znaczy, że nienajlepiej wybrałaś.

        Ok. M ważna sprawa. Ale też będzie puste. Patrząc na moje koleżanki
        które spławiały facetów bo "będzie na to czas" obudziły się z ręką w
        nocniku, bo fajni faceci zostali "wyłapani" z rynku matrymonialnego.
        I z pewnością nie zawsze będzie tłum facetów pod Twoimi drzwiami.

        Co do seksu bez miłości to hmm...długo celibat. Ale zgadzam się,że
        jak seks to tylko w powiązaniu z prawdziwymi uczuciami.
        • malawinka Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 03.10.08, 09:55
          bozszs...a po co ci facet,pomysł ogólnie dobry i nie ma co narzekać,
          bo grypa trwa 3 dni,chyba,że złamiesz sobie nogę,to wtedy trzeba
          zorganizować dostawę żywności do domu,ale to tez jeszcze nie powód
          aby zmieniać życie i plany i wprowadzać sobie jakiegoś sublokatora
          i komplikować zycie,bo nie ma ludzi idealnych z wyjątkiem mnie,hi,hi
        • ca-ti Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 04.10.08, 12:27
          Mam nadzieję, emigrantko, że niektóre głosy tutaj nie natchnęły Cię
          do zmiany postanowień. Do rzucenia się w wir uciech damsko-męskich
          oraz zweryfikowania swoich celów naukowo-zawodowych.
          Takie chwile, kiedy człowiek czuje się osamotniony, zdarzają się
          czasem, kiedy jest mu ciężko, kiedy myśli,że wziął na swoje barki za
          wiele - również się zdarzają. I co z tego? Życie składa się nie
          tylko z przyjemności, ale też z trudu, bólu, niespełnienia, wahań,
          radości, smutku...
          Warto czasem pobyć w samotności, by nie zagłuszyć wewnętrznego głosu
          w sobie, a przeciwnie posłuchać co ma nam do powiedzenia. Nie da się
          tego zrobić w zgiełku wiecznej pogoni za partnerem ( byle by był,
          byle na moment nie zostać samemu), za różnego rodzaju innymi
          zagłuszaczami,(tłumy znajomych, alkohol itd.).
          Oczywiście wszystko jest dla ludzi, ale we właściwych proporcjach i
          czasie.
          Daj sobie przyzwolenie, że teraz w Twoim życiu jest chwila smutku,
          melancholii, a po niej przyjdzie inna...
          Jak przejdziesz przez trudy, nie idąc na kompromisy sama z sobą,
          zobaczysz jak wielką radość Ci to sprawi, jaką da Ci siłę do
          dalszych zmagań.
          Z "rynkiem matrymonialanym" ciężka sprawa... Zupełnie nie wiem co to
          pojęcie znaczy. Czy jest jakiś limit wieku, do którego można poznać
          wartościowego partnera? Na szczęście nigdy nie myślałam takimi
          kategoriami.
          Spotykamy takich ludzi, na jakich jesteśmy gotowi i kiedy jeteśmy
          gotowi. Różnica pomiędzy prawdziwą gotowością, tą wewnątrz nas, a
          pożądliwością, niecierpliwością, lękiem przed samotnością, przed
          życiem, jest zasadnicza. Stąd tyle cierpienia i frustracji w świecie.
          Warto poznać samego siebie, zaakceptować swoją wyjątkowość i
          ograniczenia, zaakceptować rodzaj doświadczenia jaki w danym
          momencie przeżywamy i ...tyle.
          • emigr-antka Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 04.10.08, 20:59
            Hej Cati:-)
            Jasne że nadal myślę jak myślałam.
            Wczoraj wyskoczyłam ze znajomą na kolację i od razu poczułam się
            lepiej. Dziś nadal się kuruję. Poza tym...wczoraj dostałam
            rewelacyjną informację. Jakiś czas temu zdawałam pewien egzamin, nie
            liczyłam na to że go zdam. I....zdałam:-)))))))))))) Jestem
            przeszczęśliwa. Ten egzamin otwiera mi wiele drzwi. Niestety mogą
            być to dalsze wyjazdy i to gdzieś nawet na drugą półkulę. Za jakiś
            czas mogę więc stanąć przed kolejnym wyborem. Wracam do Polski albo
            jadę dalej...Widzisz jak jest- dostajesz palec to potem chcesz rękę.
            Ale zobaczymy co będzie, na razie staram się o tym nie myśleć.
            Jedyne co mnie przekonało na tym forum to propozycja Ledy, aby
            jednak poszukać koleżanek. Ale chwilowe znajomości damsko- meskie
            nie wchodzą w grę. I to nie tylko ze względu na morale. Ja nie
            potępiam tych, którzy czerpią radość z damsko-męskich uciech. Każdy
            ma prawo żyć tak, jak mu się podoba.Po prostu facet wymaga dużego
            zaangażowania emocjonalnego. Jak dla mnie wiąże się to z huśtawkami,
            które gdzieś tam będą mnie rozpraszały. Moja ex- miłość zafundowała
            mi takie przeżycia, że mówię nie- narazie dziękuję. I być może tu
            jest klucz do rozwiązania tej zagadki...
            Buziaki i udanego weekendu!
    • ca-ti Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 03.10.08, 08:25
      Dziewczyna wybrała swoją drogę, idzie nią, ale napotyka trudności,
      normalne ludzkie słabości ją dopadają. Czy jest w tym coś dziwnego?
      Czy naprawdę trzeba jej dać po głowie, bo spróbowała trochę się
      pożalić? A komu się to nie zdarza?
      Kto może z czystym sumieniem powiedzieć, że zawsze szedł do przodu
      wyłącznie z pieśnią na ustach?
      A jeśli nawet jest introwertyczką, domatorką, karierowiczką czy kim
      tam jeszcze...to co z tego? Wolno jej. Nikomu nie każe płacić za
      swoje wybory, bo jak widać rachunki płaci sama.
      Prosi o chwilę uwagi. To tak wiele? Ttrzeba jej dowalić?
    • emigr-antka Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 03.10.08, 09:57
      Dzieki kochani za wasze komentarze . Wszystkie wnosza cos
      konstruktywnego i na pewno sa do przemyslenia.

      Rzeczywiscie popadlam w patos- tylko ja jestem wspaniala a wszyscy
      wkolo be i fu. Ja cierpietnica. Leda- dzieki za konstruktywna
      krytyke, tak bardzo zle nie jest, normalnie wychodze do ludzi (z tym
      ze czasem mam potem dola- zaleznie od towarzystwa)- teraz tylko mam
      moment gdy siedze z choroba w domu i wszystko widze na czarno. Nie
      nawiazalam z nikim na tyle bliskich relacji zeby pozwolic ogladac
      sie w dresie i ogolnie chorobowo zaniedbana. Zaden z wielbicieli by
      tego nie zniosl. Wiem tez ze czlowiek, ktory nie chce nic zmieniac w
      swoim zyciu, jest mu zle a mimo to tkwi w sytuacji nie ma prawa sie
      zalic. Zawsze tak myslalam kiedy to ja bylam pocieszycielka wiec
      teraz konsekwentnie odnosze to do siebie. Co do wartosciowych ludzi,
      kobiet, rzeczywiscie mozna ich szukac jak ze swieca ale znam kilka i
      teraz widze ze powinnam pielegnowac kontakty z nimi. Mruff- tak,
      czeka mnie jeszcze dosc dlugi celibat, tutejszego rynek jest wiecej
      niz ubogi. A ja jestem bardzo, bardzo wybredna. I nie chodzi mi o
      nic innego jak o wartosciowego faceta i prawdziwe uczucie. Tutaj
      tego nie znajde, po dwuletnim pobycie jest to dla mnie jasne. Tylko
      czy ja czegos nie przegapie? Lata leca, za rok bedzie 27, wszystko z
      rynku powylapywane + moj nieco niesmialy i introwertyczny charakter,
      prawde mowiac troche sie tego obawiam.
      • malawinka Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 03.10.08, 10:08
        oj,marudzisz strasznie,uzgodnij z sąsiadami,że w wolnej chwili
        przy okazji zrobią co zakupy i to wszystko,po co do tego jakieś
        teorie o czymśtam ?? introwersja,persja,samotność,facet ,hormony
        i inne blablanie ? masz za duż o czasu,ucz się skoro nie chodzisz
        do pracy
      • elielieli Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 03.10.08, 10:17
        A tutaj zgodze sie Leda (brrr!!!)
        "
        czeka mnie jeszcze dosc dlugi celibat, tutejszego rynek jest wiecej
        niz ubogi. A ja jestem bardzo, bardzo wybredna. I nie chodzi mi o
        nic innego jak o wartosciowego faceta i prawdziwe uczucie. Tutaj
        tego nie znajde, po dwuletnim pobycie jest to dla mnie jasne. "


        Doprawdy? Londyn jest jedna z najwiekszych stolic europejskich (i
        swiatowych) i juz nawet nie o powierzchnie chodzi...codzennie
        odwiedzny jet przez setki tysiecy osob.
        Jestes troche sparalizowana tym ogromem i patrzysz tylko na to co
        przechodzi kolo twojego pubu. Pomysl ze wiekszosc "wartosciowych"
        facetow (co za klasyfikacja...tu by sie krolik malwinki usmial)
        zapie... od rana do nocy przez caly tydzien. Ty nie masz okazji
        dotrzec w ich srodowisko. Nie kazdy czlowiek leci "na fajna laske".
        Sa kregi gdzie musisz przemowic "ludzkim jezykiem" czyli z
        poprawnym akcentem itp. i cos soba reprezentowac. UK to niestety
        klasowe spoleczenstwo.
        I tak na koniec.Wiadomo ze jak mnie nic w facecie nie pociaga to
        NAWET ja do lozka z nim nie pojde. Ale cale wasze to idealizowanie
        i wielbienie tzw. stereotypu "kobiety z zasadami" o wymioty mnie
        przyprawia. Jestescie ofiarami katolickiego wychowania w cnocie.
        Zycie w celibacie jeszcze doprawdy NICZEGO nie dowodzi o
        charakterze lub o zaletach czlowieka, tym bardziej kobiety.DOROSLA
        kobieta ( a nie corunia dobrych przewspanialych rodzicow) raczej
        jest szybko znudzona tematem "cnota" (ha ha ha, i tu sie smieje eli
        a nie krolik malwinki!):
    • elielieli Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 03.10.08, 10:03
      Popatrz, ze to nie fakt GDZIE jestes, tylko sama koniecznsc
      oderwania sie od rodziny moze tak dolujaco na czlowieka wplynac.
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=209&w=83888782
      I nawet nie rodzaj wykonywaniej pracy, o dziwo.

      Co do przyjaciol za granica: istnieje takie przekonanie, ze Polakow
      za granica jest lepiej omijac szerokim lukiem, chyba ze znalas te
      osobe juz w Polsce i istnieje miedzy wami jakas wiez. TAK; Polacy
      sa strasznie zazdrosni i zawistni. Nie tylko kobiety. Faceci tez.

      Radze ci zapisac sie na kurs czegos co cie interesuje, albo chociaz
      jez.angielskiego, szukac miejsc ktore odwiedzane sa przez ludzi w
      twoim wieku i o twoich zainteresowaniach. Nigdy nie mysl ze sam
      fakt ze osoba jest pochodzenia polskiego jest juz doskonala
      gwarancja na dobra przyjazn.
    • mruff Re: polecam artykuł 03.10.08, 11:12
      z Charakterów
      www.charaktery.eu/artykuly/Milosc-Przyjazn-i/333/Sam-na-sam-ze-soba/1/
      • malawinka Re: polecam artykuł 03.10.08, 11:20
        wiesz,w tych charakterach to dziwni ludzie pisują dziwne rzeczy,
        trochę na bakier z rzeczywistością czasami,chociaż nawet docenty
        i inne tam piszą,hi,hi
        znam paru "utalentowanych" w pisaniu,w praktyce już kiepsko,oj kie-
        psko zupełnie
        • brunetka84 Re: Do emigrantki 03.10.08, 12:33
          Hej, czy moglabys mi podac swojego maila? Jestem dokladnie w takiej
          samej sytuacji jak ty:) Dokladnie te same okolicznosci, to samo
          myslenie, ta sama samotnosc, tez mam swoje zasady i dokladnie nie
          wyobrazam sobie ze moglabym robic cos przeciwko sobie, tez cierpie z
          tego powodu, napisz, moze razem bedzie lepiej pozdrowionka
    • emigr-antka Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 03.10.08, 18:12
      elielieli- na jakiej podstawie sądzisz że jestem w Londynie? Otóż
      nie jestem. Ani w Anglii też nie. Nie pracuję na zmywaku, spotykam
      wykształconych ludzi i w ich środowisku się obracam...a angielski
      jest u nas językiem roboczym bo to międzynarodowe środowisko. Widzę
      że sobie wiele dopowiedziałaś i stworzyłaś mój obraz! łącznie w tym
      że katolicyzm zrobił mi wodę z mózgu. Szkoda gadać. Chyba jeszcze
      jesteś bardzo młoda. Zanim odważysz się skrytykować zastanów się
      kilka razy. Mądrzy ludzie lubią krytykę o ile jest konstruktywna. A
      Twoja nie jest.

      Brunetko! Oto mój mail: emigrantkaa@gmail.com
      • psychoguru Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 03.10.08, 20:57
        emigr-antka napisała:

        >Widzę
        > że sobie wiele dopowiedziałaś i stworzyłaś mój obraz! łącznie w
        tym
        > że katolicyzm zrobił mi wodę z mózgu. Szkoda gadać. Chyba jeszcze
        > jesteś bardzo młoda. Zanim odważysz się skrytykować zastanów się
        > kilka razy. Mądrzy ludzie lubią krytykę o ile jest konstruktywna.
        A
        > Twoja nie jest.

        Nie przejmuj sie. Ona jest znana z fanatycznej religijnosci w
        sensie bezkrytycznej wiary w kilka cienkich stereotypow ktorymi
        ewangelizuje forum wtykajac je gdzie sie da.
        • jan_stereo Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 03.10.08, 21:38
          psychoguru napisała:

          > Nie przejmuj sie. Ona jest znana z fanatycznej religijnosci w
          > sensie bezkrytycznej wiary w kilka cienkich stereotypow ktorymi
          > ewangelizuje forum wtykajac je gdzie sie da.

          Mam nadzieje, ze w rozmowie ze mna, sie powstrzymasz od takich tekstow, inaczej chyba nie dam rady tego ciagnac, bo to jak jednoczesne puszczanie alkoholowego pawia i rozgrzeszanie dziecka za wypite piwko..
      • elielieli Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 03.10.08, 21:21
        Nie wiem..sama nie wiem, widocznie w trakcie sledzenia rozwoju po
        twoim poscie przeczytalam tez cos innego i tak mi sie wydalo. No
        wlasnie, tutaj kazdy pisze to co mu sie wydaje. NIe potrafie
        zrozumiec ze ktos po paru zdaniach oczekuje glebszej analizy i
        perzpisu na jego wlasne zycie...
        Tak, wspanialaa kobieta. A ja ewangelizuje. Otoz dobrze. Siedz
        sobie w tym domku i podus jeszcze tak rok. I bierz pod uwage tylko
        opinie ktore nie raza twojego swiatopogladu.

        Ja wcale nie krytykuje ludzi ktorzy "jada na zmywaku".Ja
        krytykowalam bezsensowne idealizowanie celibatu u dojrzalej
        kobiety. Ale jesli tego nie chcesz sluchac, to tez szanuje twoj
        wybor. Nie trac czasu tylko zmow rozaniec w takim razie.
        • jan_stereo Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 03.10.08, 21:27
          elielieli napisała:

          > NIe potrafie zrozumiec ze ktos po paru zdaniach oczekuje glebszej >analizy i perzpisu na jego wlasne zycie...

          Ja nie potrafie natomiast zrozumiec, dlaczego ludzie z takimi opisami i analizami po tych kilku czyichs zdaniach wyskakuja, zwlaszcza, ze sami to dostrzegaja.

        • elielieli Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 03.10.08, 21:30
          Psychoguru przestan pieprzyc o tej ewangelizacji. W Polsce nigdy
          nie bylo ruchu feministycznego z prawdziwego zdarzenia wobec czego
          kobiety nie maja rownych szans z seksistowskim kosciolem (ktory w
          innych panstwach nie jest nawet taki seksistowski, bo zadna kobieta
          by do niego nie poszla).Zal mi sie robi jak czytam takie
          wypowiedzi.I odpowiadam bo mam prawo. Natomiast nie wiem z czego ty
          jestes znana? Z utrzymywania ludzi w ciemnocie?
        • spinline Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 03.10.08, 21:38
          Ja
          krytykowalam bezsensowne idealizowanie celibatu u dojrzalej
          kobiety.

          ................

          W tym stylu zachowania tkwi jej sila i nadzieja, ze z tego stanu
          przeddepresyjnego da sie dzwignac!

          Gdyby bylo z nia napraswde zle - korzystalaby z 'ciala' jak
          nakrecana maszynka, albo z innych dragow.
          • elielieli Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 03.10.08, 22:05
            Ja nie mowie zeby "korzystala TYLKO z CIALA" ale z calego zycia.
            Zeby sobie przestala idealizowac ten swoj zamek na wymarzonej gorze
            do ktorego nikt nie ma dostepu. Tylko ten jedyny wymarzony "na
            poziomie"...Ty to nazywasz stan przeddepresyjny, ja to nazywam
            hipokryzja.
            • jan_stereo Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 03.10.08, 22:12
              elielieli napisała:

              > Tylko ten jedyny wymarzony "na poziomie"...Ty to nazywasz stan przeddepresyjny, ja to nazywam hipokryzja.

              A ja to nazywam idealistycznym podejsciem do zwiazku, no i przypominam, ze hipokryzja sie tu zupelnie nie nadaja (zwlaszcza, ze dziewczyna sie trzyma tego co sobie postanowila) ze wzgledu na swoje znaczenie, a depresja jest naciagana...
              • elielieli Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 04.10.08, 14:14
                Nazwij to jak chcesz. Wielu ludzi zyje w dokladnie takiej samej
                sytuacji, nie nazywaja sami siebie "ambitnymi " (lepiej jest
                poczekac az ktos to zrobi) i co najwazniejsze-nie zala sie na
                wlasne wybory. No bo jesli wybor jest moj-ponosze konsekwencje i
                jestem z siebie dumna (boso, ale w ostrogach). Problem, jezeli
                wybor nie jest moj, bo moja swiadomosc nie jest na tyle
                zaawansowana zeby wybic sie ponad sieczke mass mediow, radyja ect.
                i akceptuje bezwolnie latwe (bo wstrzymywanie sie od zwiazkow jest
                pojsciem na latwizne) przestarzale stereotypy cierpietnicy.
                • elielieli Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 04.10.08, 14:17
                  Depresja to domena osob raczej inteligentnych. Jest takie slaskie
                  powiedzenie:dziewczyna nie moze byc jednoczesnie piekna, madra i
                  cnotliwa, bo jesli jest piekna to nie jest cnotliwa, a jezeli jest
                  cnotliwa tzn. ze nie jest madra. Cos nam tu u naszej autorki
                  szwankuje:moze ten sexappeal?
            • spinline Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 03.10.08, 22:18
              Korzysta z zycia ten kto ma czas i pieniadze. Wiekszosc, ciezko
              pracuje na nagrobek z betonu.

              Uzywac zycia, w kodzie wiekszosci ludzi znaczy:' nie gwalcic
              swojego ciala'.
    • spinline Jest kiepsko! 03.10.08, 20:16
      Zycie w zaprzeczeniu.
      Sama sobie domek z kart wybudowałaś, ale ten domek kiedyś się
      rozwala tak jak rozwala się pod postacią tego typu stanu
      psychicznego, o którym piszesz. 'Prawda do drzwi się dobija' i
      należy jej te drzwi otworzyć.
      Sama sobie ten pierwszy post przeczytaj i przekonaj do szczerości
      wobec siebie samej.

      cyt."-problemów, jest co najmniej kilku, którzy rzuciliby
      > wszystko na jedno moje skinienie.."- Gadanie sierotki Marysi, o
      zachwianym poczuciu wartosci. Zadna kobieta o stabilnym poczuciu
      wartosci nie wpadnie w taki powyższy text. Ktoś kto biega nie
      potrzebuje laski. A takimi zwrotami podpierasz sie jak kulawy laską.

      Co się wydarzyło w twoim zyciu ty sama wiesz najlepiej, ale jak
      zanm zycie to zasmakowałas goryczy i to dosc sporo.


      cyt-"Mam wspaniałych, kochających rodziców, ale nie dzwonię z
      > problemami, bo nie chcę ich obciążać. " /!!!/ Wspaniała rodzina?
      Kupi ktos tę wersję? Nie ja. Brak poziomu odpowiedniego w
      komunikacji, cała masa niedomówień, skrywanych fragmentów życia, to
      wszystko w celu aby nie robić im przykrości? To co oni tacy
      wrażliwi? 'Nie mowienie' o sobie nie jest sposobem na unikanie
      problemów. To co, jak do nich dzwonisz, kiedy tam, to co udajesz
      szczęsliwą? Twoja rodzina jest jak miliony, w której komunikacja i
      szczerośc bycia sobą są spychane na dalszy plan, zauważa się
      jedynie tzw. 'glans'. Nie można stworzyć dobrej relacji unikając w
      niej konfliktów, nie bedąc szczerym ani prawdziwym wobec
      najbliższych.

      cyt"-zwykła grypa,
      > która zmusiła do pozostania w domu. Pustym domu."

      I widzisz tu się synchronizuje jedna rzeczywistosc ta zewnętrzna, z
      tą wewnętrzną.
      Rzadko kiedy człowiek, który żyje w zgodzie i harmonii ze sobą
      kochając siebie samego takim jaki jest i akceptując prawdę o sobie,
      odczuwa "Pusty dom". 'Wygnałas' siebie samą ze swojego
      wewnętrznego domu wmawiając sobie masę tanich frazesów. Odczuwasz w
      takich okolicznosciach jak ta opisana przez ciebie - pustkę.
      Poprzez takie okolicznosci - wnętrze daje ludziom odczuć, ze coś
      nie jest tak jak powinno. Bo nie jest.
      Powiem ci jedynie to na koniec, w skrócie, ze jestes na dobrej
      drodze, aby sobie spieprzyc zycie, o ile nie zaczniesz układać
      swojego zyciowego pusla w całość.
      Szukaj pomocy u kogos, kto zna dobrze psychoanalizę. Warto!
    • elielieli Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 04.10.08, 14:10
      "Sama wybralam samotnosc i placze". To placz dalej, jesli lubisz
      masochizm, uzalanie sie nad soba.Za bardzo stereotypowe, nawet jak
      na poswiecajaca sie Polke.
    • lifeisaparadox Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 04.10.08, 15:16
      To faktycznie smutne, nie tylko ty tak zyjesz duzo ludzi zaciska przyslowiowo
      pasa (imprezy, towarzystwo, uczucia, wiezi, kontakty itp) zeby niby skupis sie
      na jednym celu.

      Pisanie "czegos cieplego" mija sie z celem. Zle sama siebie traktujesz takim
      ograniczaniem sie. Czlowiek nie moze zyc jedzac tylko marchewke, nawet krolik
      tak nie wytrzyma, a Ty sie uparlas ze interesuje Cie tylko kasa i edukacja. Masz
      pewnie jakies deficyty (hej, kto ich niema?) w kontaktach interpersonalnych?
      drazni Cie towarzystwo, boisz sie zwiazac z kims? No nie wiem. W kazdym badz
      razie to tak jak z ta marchewka, a Ty potrzebujesz pelnowartosciowej diety w
      postaci zabawy, ludzi, uczuc, rozrywki itp. zeby dobrze sie czuc. Tym bardziej
      na obcej ziemi tesknota za bliskimi ludzmi jest wieksza.
      Nie katuj sie tak, zainwestuj w swoje samopoczucie. Nawet bym na Twoim miejscu
      podskoczyl do psychologa zeby sie lepiej odnalezc. To w koncu Twoje zycie i nie
      masz nic cenniejszego w co warto by bardziej zainwestowac
      • elielieli Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 04.10.08, 15:22
        "a Ty potrzebujesz pelnowartosciowej diety w
        postaci zabawy, ludzi, uczuc, rozrywki itp. zeby dobrze sie czuc."

        PODSTAWOWY blad! Nie, nie i jeszcze raz nie: gdyby ona tego
        potrzebowala to by sobie to zapewnila i cenila. Ona potrzebuje
        kogos kto poklepie ja po plecach, nazwie "wartosciowa kobieta" i
        doleje oliwy do ognia jej cierpietnictwa zakodowanego przez
        folklorystyczne wydanie katolicyzmu.
        • lifeisaparadox Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 04.10.08, 18:28
          elielieli napisała:

          > "a Ty potrzebujesz pelnowartosciowej diety w
          > postaci zabawy, ludzi, uczuc, rozrywki itp. zeby dobrze sie czuc."
          >
          > PODSTAWOWY blad! Nie, nie i jeszcze raz nie: gdyby ona tego
          > potrzebowala to by sobie to zapewnila i cenila. Ona potrzebuje
          > kogos kto poklepie ja po plecach, nazwie "wartosciowa kobieta" i
          > doleje oliwy do ognia jej cierpietnictwa zakodowanego przez
          > folklorystyczne wydanie katolicyzmu.

          Mowimy tutaj o zaburzeniu, a nie o zdrowym rozsadku. Ktos wyznacza sobie jedna
          potrzebe (marchewke) z ktorej stara sie czerpac radosc i podporzadkowuje tej
          potrzebie wszystkie inne swoje potrzeby, przeczac i negujac ich wartosc, znaczenie.

          Przypomina to ludzi ktorzy zamias miec zycie towarzyskie, objadaja sie. Zamiast
          miec milosc, objadaja sie jeszcze wiecej. Zamiast miec kontakt z rodzina,
          znajomymi, jedza. Zamiast zmienic prace na lepsza, dojadaja. Jedzenie staje sie
          dla nich substytutem tych wszystkich zapotrzebowan ktorych nie sa w stanie sobie
          zapewnic, uzupelnic.
          Autorka ma edukacje i kase w miejsce tego jedzenia. W jej glowie zapewne ma to
          wielkosc duchowego rozpizdu wszechszczescia i najwazniejszej sprawy w zyciu. Im
          bardziej dopieprza jej brak spelniania innych potrzeb (towarzystwo, milosc,
          kontakt z rodzina i rozmawianie o swoich problemach) tym wieksze stawia sobie
          zaciecie na "studia, kasa". Poza tym narcystyczne sklonnosci tez sa takim
          substytutem, i oczywiscie tez w jej swiadomosci jest ogromnie atrakcyjna osoba.
          Ktos jest dla niej po prostu mily, uwaza ja za fajna osobe, jednak dla niej jest
          to tylko paliwo do urojen wielkosciowych.
          Pracuje na zwyklym stanowisku, jednak obecnosc osob "wyksztalconych i
          wspanialych" jest pozywieniem dla jej zaburzenia maniakalnego w kwestii poczucia
          wlasnej wartosci.
          Boi sie niepowodzen. Wogole jest to przypadek na porzadna terapie zanim pojawia
          sie sklonnosci samobojcze i aspoleczne zachowania poglebia jej depresje.
          • elielieli Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 04.10.08, 21:09
            "narcystyczne sklonnosci tez sa takim
            substytutem",
            Zgadzam sie ze wszystkim, tylko nie "sklonnosci" a narcystyczne
            zaburzenie osobowosci.
          • emigr-antka Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 04.10.08, 21:21
            Narcystyczne skłonności, marchewki, katolicyzm w wydaniu
            folklorystycznym...
            Widzę, że na podstawie tych kilku moich zdań zrobiliście mi pełną
            psychoanalizę!
            Żal tylko, że z normalnego człowieka robicie wariata, no ale
            przecież psycholog musi z czegoś żyć:)
            Buziaki!
            • elielieli Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 04.10.08, 21:39
              Weszlas na forum "psychologia" i dostalas to czego szukalas. A
              jezeli nie, to moze pomylilas forum. Radze to "Jedna pani drugiej
              pani". Jesli dwie osoby ktore nigdy sie na oczy nie widzialy mowia
              ci mniej wiecej to samo, to moze cos w tym jest? A moze jeszcze
              gdybys pomyslala DLACZEGO one to mowia, moglabys cos zmienic w
              twoim smutnym (idealnym ale smutnym) podejsciu do zycia i niedaj
              Boze cos by sie zmienilo?
              Przez pewien okres czasu przestan siebie oceniac, wybacz sobie ze
              mieszasz sie z pospolstwem, wybacz sobie ze w ciagu dnia nie
              dopielas do swojego idealu. To powinno wystarczyc. RAdosc zycia
              wkradnie sie jak pierwszy poranny promyk slonca.
              pozdrawiam
              3xSANTeli
            • lifeisaparadox Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 04.10.08, 22:23
              emigr-antka napisała:

              > Narcystyczne skłonności, marchewki, katolicyzm w wydaniu
              > folklorystycznym...
              > Widzę, że na podstawie tych kilku moich zdań zrobiliście mi pełną
              > psychoanalizę!
              > Żal tylko, że z normalnego człowieka robicie wariata, no ale
              > przecież psycholog musi z czegoś żyć:)
              > Buziaki!

              To ogolnikowe laczenie punktow, co w efekcie daje nam zarys tego co piszesz o sobie.
              Mozesz miec pewne objawy wystepujace w chorobie afektywnej dwubiegunowej
              (wczesniej ostra depresja, dzisiaj buziaki)... nic nie wiemy na pewno, ale widac
              pewne symptomy alarmujace. Jedno jest pewne - wszystko da sie leczyc i moim
              osobistym sukcesem bedzie uswiadomienie Ci tego, zupelnie za darmo.
              Jak juz sobie przestaniesz radzic, to pamietaj o tym i tyle, moja rola sie tu
              konczy.
      • clarissa3 Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 04.10.08, 15:22
        ja tam rozumiem autorke postu - choc mnie sie tak zrobilo po 50.
        Szkoda mi czasu na te wszystkie popaprania i nudy jakie mi
        najczesciej spotykane otoczenie proponuje. Poznac kogos
        interesujacego kto wciagnalby w cos ciekawego jest trudno - jak ktos
        cos ma to siedzi na tym i pilnuje by sie bron boze nie podzielic:(
        Malo ciekawie sie zrobilo.
        • elielieli Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 04.10.08, 15:32
          "Poznac kogos
          interesujacego kto wciagnalby w cos ciekawego jest trudno"
          nastepny neoteniczny poglad na zycie, ktos w cos wciaga, ktos ma
          cos.A skoro ta kobieta jest taka "wartosciowa" i tyle soba
          reprezentuje to dlaczego np. nie moglaby kogos wciagnac w cos
          interesujacego?
          Powtarzam, SAMA cnota to ZADNA zaleta.To cholerna NUDA. I ludzie
          uciekaja od tego na kilometr.
          • clarissa3 Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 04.10.08, 15:41
            teoria teoria ale zycie zyciem - mam lub nie mam, chcialabym by bylo
            lepiej. Samowystarczajaca nie jestem stad pragnienie kogos drugiego -
            ale nie byle jakiego. Co w tym zlego?
        • elielieli Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 04.10.08, 15:35
          Milosc, tak jak inne zwiazki opiera sie na WZAJEMNOSCI.Trzeba cos
          DAC zeby czegos wymagac. Jesli ona nie ma nic innego do
          zaoferowania to wspolczuje.
          • psychoguru Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 04.10.08, 17:37
            elielieli napisała:

            > Milosc, tak jak inne zwiazki opiera sie na WZAJEMNOSCI.Trzeba cos
            > DAC zeby czegos wymagac. Jesli ona nie ma nic innego do
            > zaoferowania to wspolczuje.

            Kaznodziejskie walenie wielkimi literami podczas gdy nie ma zadnych
            informacji na temat profilu tej osoby.

            Przy okazji to sie uklada w calosc:

            > Psychoguru przestan pieprzyc o tej ewangelizacji. W Polsce nigdy
            > nie bylo ruchu feministycznego z prawdziwego zdarzenia wobec
            czego
            > kobiety nie maja rownych szans z seksistowskim kosciolem (ktory w
            > innych panstwach nie jest nawet taki seksistowski, bo zadna
            kobieta
            > by do niego nie poszla).Zal mi sie robi jak czytam takie
            > wypowiedzi.I odpowiadam bo mam prawo. Natomiast nie wiem z czego
            ty
            > jestes znana? Z utrzymywania ludzi w ciemnocie?

            Czyli jest gorzej niz mozna bylo przypuszcza bo mamy do czynienia
            nie tylko z fanatyczna religijnoscia ale sekciarstwem. Bzdurzenie
            ze feminy mialy jakis wplyw na cokolwiek to absurd. Tak samo
            roztaczanie ponurej wizji o seksistowskim kosciele ktory wiezi i
            torturuje kobiety. Kto ma ochote to sie zadaje z kosciolem a kto
            nie to olewa, chyba ze w twoim urojeniu kosciol w Polsce jest
            obowiazkowy. Faktem jest ze w Polsce jest zabroniona aborcja ale to
            tez nie kosciol zabronil tylko parlament ktory ludzie wybrali,
            nastepnym razem moga wybrac inny i to sie zmieni. Co do przykladow
            innych krajow to w bardzo wielu sa rozne dziwactwa zwiazane z
            religia a wynikajace z tradycji. Wezmy jako przyklad podatki na
            kosciol, w Polsce byloby to bardzo dziwne a tam zdecydowana
            wiekszosc ludzi placi choc nie ma z kosciolem nic wspolnego.

            Skrajnie fanatyczne poglady i zwiazane z nimi obsesyjne
            misjonarstwo, kaznodziejstwo i ewangelizacja sa podstawa do
            terapii choc ich wlasciciele sa zadowoleni, celem jest podniesienia
            poziomu empatii by dotarlo ze zatruwaja otoczenie.
            • elielieli Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 04.10.08, 21:05
              Skrajnie fanatyczne poglady i zwiazane z nimi obsesyjne
              > misjonarstwo, kaznodziejstwo i ewangelizacja sa podstawa do
              > terapii

              To najwyzszy czas zebys sie zglosila na leczenie, poniewaz:
              Bzdurzenie
              > ze feminy mialy jakis wplyw na cokolwiek to absurd."
              Ruch feministyczny najpierw w USA a pozniej w europie zmienil nie
              tylko poglad na sprawe kobiet ale i sama psychologie. Dzis wiedz
              zdobyta i przekazana przez feministki z lat 60/80 jest prezna
              dziedzina na uniwersytetach w calym swiecie, tylko nie w
              CIEMNOGRODOWIE
              • psychoguru Smutny ciemnogrod 04.10.08, 21:14
                elielieli napisała:

                > Ruch feministyczny najpierw w USA a pozniej w europie zmienil nie
                > tylko poglad na sprawe kobiet ale i sama psychologie. Dzis wiedz
                > zdobyta i przekazana przez feministki z lat 60/80 jest prezna
                > dziedzina na uniwersytetach w calym swiecie, tylko nie w
                > CIEMNOGRODOWIE

                Uff, sekta Swiadkow Feminizmu ewangelizuje, bogini Femina ci to
                odplaci. Malymi literkami mozna powiedziec ze reprezentujesz
                ciemnogrod oslepiony sekciarstwem.
                • elielieli Re: Smutna psychoguru 04.10.08, 21:19
                  Smutne to, smutnie jest. A dlaczego? Bo sie wykastrowalo kobiety.
                  Ale nich tak juz bedzie, zeby DZiewica nie zagrzmiala. Amen
                • elielieli Re: Smutny ciemnogrod 04.10.08, 21:50
                  Dotychczas ciemnogrod oslepiony sekciarswem godnie reprezentowany
                  jest tutaj:
                  "
                  Jak wygląda indoktrynacja...
                  Autor: kamil40armia 04.10.08, 21:20 Dodaj do ulubionych Skasujcie
                  Odpowiedz cytując Odpowiedz

                  Mam takie zboczenie, że przeglądam sobie różne fora internetowe
                  (jakieś
                  ciągoty w stronę psychologii społecznej chyba ;) ). Od tych dla
                  lesbijek, bo
                  fora dla policjantów czy miłośników horrorów. Pewnego razu
                  natknąłem się na
                  Forum Młodych Przyjaciół Radia Maryja. Mówiąc szczerze, to co ci
                  ludzie tam
                  wypisują, dla mnie jest przerażające. Mózgi wyprane w tak młodym
                  wieku...
                  koszmar. Jeśli ktoś chce poczytać, tu jest link:
                  www.mkprm.fora.pl/index.php?sid=1e7c896af2c25478df625c042ce0d6e6
                  Aby zobaczyć zawartość forum, trzeba się zarejestrować, co nie jest
                  takie
                  proste, więc można zalogować się na to konto:
                  Login: Kamila K.
                  Pass: qaz123
                  Proszę o nie pisanie niczego z tego konta, ono służy tylko do
                  przeglądania..."


                  Gdybym studiowala na uczelni papieskiej tez balabym sie myslec. Tak
                  jak ty. Ale strach cie paralizuje, a to juz niedobrze!
                  • psychoguru Obsesyjne kaznodziejstwo 05.10.08, 15:31
                    elielieli napisała:

                    > Dotychczas ciemnogrod oslepiony sekciarswem godnie
                    reprezentowany
                    > jest tutaj:

                    > Forum Młodych Przyjaciół Radia Maryja.

                    Ciemnogrod ma rozne dzielnice. Ty nalezysz do jednej z nich,
                    podobny styl do forum radyja tylko o wiele bezczelniejsze
                    misjonarstwo: ostatecznie forum radyjne jest zamkniete, nie da sie
                    nawet nic przeczytac bez rejestracji. Jest demokracja kazdy moze
                    robic co mu sie podoba byle nie zatruwal zycia innym, wiec forum
                    radyjnych jest jak najbardziej w porzadku. A ty wstawiasz
                    indoktrynacyjne kawalki na szerokim otwartym forum o innej
                    tematyce. Dlaczego nie przeniesiesz ewangelizacji na jakies
                    zamkniete forum femin? Masz obsesje kaznodziejstwa?

                    Jesli tak to do tematyki tego forum pasuje analiza obsesyjnego
                    kaznodziejstwa, z obajwow widac ze terapia jest bardzo wskazana.
                    • elielieli Re: Obsesyjne kaznodziejstwo 05.10.08, 15:57
                      Nie rozumiem dlaczego tak nienawidisz kobiet? Za wiele lat w
                      pozycji ze zgietym kregoslupem, pochylona zeby lepiej sluzyc i
                      lepiej sie podobac dominujacemu klerowi?
                    • elielieli Re: Obsesyjne kaznodziejstwo 05.10.08, 15:59
                      Przykro mi bardzo ze ty nie masz odpowiedniego wyksztalcenia zeby
                      przeprowadzic te terapie. NAPEWNO bym sie do CIEBIE zglosila, ha
                      ha ha. Bo ty widac jestes jedyna istota bez obsesji i uprzedzen,
                      dojrzalas do bardzo glebokiego wgladu w sama siebie. Zazdroszcze!
    • wen_yinlu Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 04.10.08, 18:22
      Napisałaś, że nie lubisz płytkich znajomości. Ale w nowym miejscu, wśród nowych
      ludzi każdy początek znajomości wydaje się płytki. Nie da się tak sobie gdzieś
      wejść i zaraz spotkać się z bezinteresownie otwartymi ramionami przyjaciela.
      Płytkie znajomości mogą przejść w głębokie, ale trzeba na to sporo czasu i
      wzajemnego zaangażowania.
      Gdzie miałabyś znaleźć ten czas, skoro trzymasz się swoich celów tak kurczowo i
      tracisz tyle energii w dążeniu do nich?

      Związki są płytkie na początku, chyba, że akurat już na wstępie mózg zaleją
      hormony dające złudzenie, że od początku coś jest wyjątkowe, głębokie, cudowne
      ojejku jej.
      Patrząc na swoje związki wstecz widzę, że - tak - były na początku płytkie.
      Zakochanie się niczym głębokim nie jest. Bigos w głowie, dragi w żyłach.
      Dopiero z biegiem czasu dostrzega się, że coś się zmieniło, że i zaufać w pełni
      można, wyjechać wspólnie, dzielić się życiem codziennym, cieszyć razem.

      Zainwestuj czas i energię w przyjaźń, nie wmawiając sobie, że to nie ma sensu,
      bo jedni myślą tylko jak się z Tobą przespać, a inni Ci zazdroszczą. To tylko
      twoja wizja tego co jest w ich głowach, coś stworzonego na tej początkowej
      "płytkości". Krzywdzisz się uważając, że to jest prawda i na tym budujesz swoje
      relacje. Płytkie, bo jakie mogą być gdy jesteś tak uprzedzona? Sama siebie
      najbardziej ranisz, zwłaszcza, że jak mówisz zależy Ci na bliskości z innymi.
      Sama sobie odbierasz szanse na otrzymanie tego, czego pragniesz.

      Powodzenia w szukaniu przyjaźni!
      • emigr-antka Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 04.10.08, 21:15
        Dzięki wen za Twoje uwagi.
        Odpowiem Ci tak. Tutaj gdzie jestem większość ludzi jest tymczasowo.
        Wiedzą, że pobędą 2-3 lata, zdobędą trochę doświadczenia zawodowego
        i wrócą do swoich krajów. Dlatego ludzie nie angażują się w głębsze
        relacje. Co chwilę słyszę że ktoś wyjeżdża, ktoś inny przyjeżdża.
        Ludzie żyją szybko i płytko, kolekcjonują wrażenia. Zatem im więcej
        masz znajomych, im więcej podróżujesz, im więcej miejsc odwiedzisz
        tym lepiej. Nie ważne że pobieżnie. Zrobisz kilka zdjęć,
        opublikujesz na facebooku i już jesteś cool. Ludzie nie mają czasu i
        chęci zagłębić się w coś. Inna sprawa, że spotykam wielu, którzy
        broniąc swojej niezależności nie pozwalają na to, aby zbytnio się do
        nich zbliżyć. Czasem przybiera to komiczne postacie:-)I ja mam
        niektóre cechy tych ludzi- jestem tu tymczasowo i...bronię swojej
        niezależności. Już kiedyś ktoś mi ją odebrał i mając to w
        pamięci...po prostu nie chcę powtórki z rozrywki.
        Oczywiście nie generalizując- jak poszukam z tą swieczką, to wiem że
        znajdę.
        Buziaki!
        • elielieli Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 04.10.08, 21:18
          Smutne zycie narcyza
          • emigr-antka Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 04.10.08, 23:18
            no ok elielili. Załóżmy że jestem narcyz. Oglądam się codzień
            godzinami w lustrze i myślę jaka jestem piękna, mądra, cnotliwa.
            Jest mi z tym dobrze. A że miewam CZASEM chwile zwątpienia, to
            zwykła ludzka cecha. Każdy je ma- równiez ten co zyje chwila i
            korzysta z roznych przjemnosci. Ja narcyz zyje sobie w zamku do
            ktorego wejsc bedzie mogl tylko ksiaze. W miedzyczasie czekania na
            ksiecia realizuje sobie rozne moje projekty. I dobrze mi z tym. Czy
            w takim razie zle jest byc tym narcyzem?
            • elielieli Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 05.10.08, 10:39
              Smutnie....
        • leda16 Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 05.10.08, 12:03
          Tutaj gdzie jestem większość ludzi jest tymczasowo.
          > Wiedzą, że pobędą 2-3 lata, zdobędą trochę doświadczenia zawodowego
          > i wrócą do swoich krajów. Dlatego ludzie nie angażują się w głębsze
          > relacje


          Mówi Ci coś nazwisko Halina Poświatowska? Pobyła tu i tam 2-3 lata, zdobyła trochę wiedzy, trochę zdrowia. W każdą relację angażowała się głęboko, co pięknie opisała w swoich wierszach, listach i jednej powieści pt. "Opowieść dla przyjaciela". Znała swoją wartość, ale jej nie przeceniała. Potrafiła dostrzec wartość w każdym napotkanym człowieku, w każdej przeżytej chwili. Czasu miała mało - wiedziała, że umiera. Całe Jej krótkie życie było tymczasowe. Umarła w wieku trzydziestu paru lat przy ostatniej operacji serca w USA. Gdy żyła, była zależna od życia i od wszystkiego, co Ją w życiu spotkało. Ty jeszcze nie wiesz,że niezależność nie istnieje, więc "bronisz" absurdu.
          • elielieli Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 05.10.08, 12:05
            Leda, mowic narcyzowi o relacjach to jak slepemu o kolorach. Szkoda
            czasu. Narcyz to najbardziej odporny osobnik. Na wszystko na
            relacje tez. Ona weszla na forum TYLKO po to zeby zebrac wyrazy
            uznania. Innych nie akceptuje , bo jak sama mowi DOBRZE jej z jej
            narcyzyzmem. Wyjeta z ksiazek Kernberga....
          • clarissa3 Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 05.10.08, 12:17
            absurdem jest tez wymaganie wchodzenia w glebokie relacje z kazdym
            napotkanym czlowiekiem!!! Ludzie jak to ludzie - mocuja sie
            wiecznie, kto kogo, kto silniejszy i nie przeskoczysz. Sa momenty
            kiedy chce sie odpoczac, nie slyszec o problemach, nie podziwiac ale
            wtedy jest najgorzej - wlaza natychmiast na glowe, zaczynaja rzadzic
            bo sie czuja silniejsi w tym momencie. Po co? Buduja tak swoje
            wlasne poczucie wartosci. To bzdura ze ktos sam z siebie cos dobrego
            zrobi dla drugiego. Ludzi dbaja jedynie o siebie i bronia swego, nie
            wazne jak popapranego ale swojego wlasnego sposobu na zycie. Sa jak
            zwierzeta. Dozylismy czasow kiedy 'przyjaciolka' gdy poda numer
            telefonu do kogos uwaza ze juz tyle zrobila ze jej sie bog wie co i
            bog wie jaka wdziecznosc nalezy. Wokol sami egoisci teraz i jedynie
            kasa rzadzi! Wszyscy leca tam gdzie wiecej. I nie poradzi. A ofiar
            wokol multum! Wiec nie dziwie sie ze komus nie chce sie w takie
            mieszac!!!
            • elielieli Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 05.10.08, 12:24
              "To bzdura ze ktos sam z siebie cos dobrego
              zrobi dla drugiego."
              Bzdura jest to co ty piszesz! Ludzie czerpia satysfakcje z
              altruizmu, pomaga im to patrzec z optymizmem na swiat.
              " Ludzi dbaja jedynie o siebie i bronia swego, nie
              wazne jak popapranego ale swojego wlasnego sposobu na zycie. Sa jak
              zwierzeta."
              Nie kazdy jest taki jak ty. Owszem trudno znalezc jest kogos kto
              odpowiada nam na 100% ale trzeba uczyc sie akceptowac wolna wole
              wyboru bycia tym czym te osoby chca byc.
              Piszecie jak male dziewczynki, w podstawowce mialyscie oddane
              przyjaciolki. Problemow bylo malo, pogladow na swiat tez malo wiec
              taka wam zostala opinia o przyjazni.
              NIE WIERZE ze normalna dorosla osoba nie ma znaczacych zwiazkow.
              Jezeli ich nie ma to tylko dlatego ze ich nie potrafi
              podtrzymywac,lub, tak jak w przypadku autorki: nie chce ich, bo
              burzyly by jej samoocene tak juz doskonala.
              JEDYNE co jest trudne do znalezienia, to znajomi ktorzy beda cie
              cale zycie podziwiali a w zamian dostana duze dawki chlodu
              emocjonalnego.
              • clarissa3 Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 05.10.08, 12:30
                Nie kazdy jest taki jak ty.

                A skad Ty wiesz jaka ja jestem?


                JEDYNE co jest trudne do znalezienia, to znajomi ktorzy beda cie
                > cale zycie podziwiali a w zamian dostana duze dawki chlodu
                > emocjonalnego.

                JEDYNE co jest trudne do znalezienia to znajomi ktorzy nie beda
                liczyc na materialny zysk ze znajomosci z Toba!!! Z tego sobie
                czerpia swoje emocje!;(



                • elielieli Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 05.10.08, 12:36
                  Przewaznie mamy przyjaciol ktorzy nas odzwierciedlaja. Juz
                  nastolatki ucza sie selekcji i nie z kazdym zawieraja znajomosci.
                  Albo jestescie tak naiwne ze wiazecie sie z ludzmi ktorzy was
                  wykorzystuja, albo "trafila kosa na kamien".
                  A tak wogole to wyrazy wspolczucia.
                  • clarissa3 Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 05.10.08, 12:47
                    pozyjesz dlugo to i przekonasz sie czy ktoras z prawd ktora glosisz
                    jest rzeczywiscie prawda;)) Powodzenia!:)
                    • elielieli Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 05.10.08, 12:53
                      Nie wiem z jakiej perpektywy czsu (i frustracji) przemawiasz. JA
                      zyje juz dosyc dlugo ( z czego 14 lat za granica). Nie potrafilabym
                      1 dnia przezyc bez luczi. Kontaktu powierzchownego czy glebokiego.
                      Wszystko jedno!Jestem uzalezniona od ludzi, ladnych czy brzydkich,
                      dobrych czy zlych, zdrowych czy chorych=ludzi!
                      • clarissa3 Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 05.10.08, 13:25
                        to wspolczuje!

                        • psychoguru Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 05.10.08, 15:39
                          clarissa3 napisała:

                          > to wspolczuje!

                          Slusznie. Widac u niej jakies elementy paranoidalne: mieszka gdzies
                          14 lat otoczona jest jakimis ludzmi a mimo tego ma obsesje
                          ciaglego spuszczania absurdow na temat co jest w Polsce.

                          Sekciarski zapal i fanatycznie religijne wstawianie misjonarskich
                          kawalkow gdzie sie da to sa bardzo konkretne podstawy do diagnozy
                          ze procesy mozgowe sa zaklocone.
                          • elielieli Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 05.10.08, 15:55
                            "elementy paranoidalne: mieszka gdzies
                            14 lat otoczona jest jakimis ludzmi".
                            A gdybym mieszkala sama, to miala bym elementy schizofreniczne? Co
                            ty pleciesz?
                            Mnie interesuje fenomen "czlowieczenstwo" we wszystkich jego
                            postaciach, ale ty coraz mniej.
                          • elielieli Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 05.10.08, 16:05
                            "bardzo konkretne podstawy do diagnozy
                            ze procesy mozgowe sa zaklocone"
                            Gdybys ty jeszcze miala zielone pojecie co to sa procesy mozgowe,
                            to moze moglabys zdiagnozowac cos prawdopodobnego do rzeczywistosci
                            a na razie nasralas poza nocniczek
                          • elielieli Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 05.10.08, 16:06
                            Dla ciebie juz sam fenomen "myslenie" sluzy do diagnozy depresji.
                            Chyba mi sie ostatnio za bardzo zdeprymowalas?
                            • clarissa3 Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 05.10.08, 16:17
                              a co Ty tak w internecie przesiadujesz jesli niczego Ci od ludzi nie
                              brak, i wyladowujesz tu swoje frustracje? Czemus w ogole taka
                              sfrustrowana? Nie wiesz jeszcze ze kazdy inaczej zycie widzi? Ze
                              Twoja 'prawda' to nie koniecznie 'prawda' drugiego?
                              • elielieli Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 05.10.08, 16:22
                                Lubie sobie posiedziec tez w internecie, zwlaszcza jesli jakies
                                grypisko sie napatoczy.
                              • elielieli Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 05.10.08, 16:25
                                Ja wcale nie twierdze ze moja przwda musi byc twoja prawda. Ja
                                tylko mysle zeprzwda jest tym bardziej prawdziwsza jesli patrzysz
                                na nia z roznych perspektyw. Bawi mnie to, ze dorosli ludzie nie
                                potrafia zaakceptowac idei sprzecznych z ich
                                swiatopogladem.Wystarczy, ze powiem "nie , tak nie jest" i juz kaza
                                mi zwalac na inne forum, lub w ogole ucichnac, bo przeciez
                                wychowani zostali w pelnej demokracji.
                                • clarissa3 Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 05.10.08, 17:02
                                  sek w tym ze to wlasnie Ty tutaj wystawiasz intensywnie oceny innym!
                                  • elielieli Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 05.10.08, 17:05
                                    ja tylko mowie co mi przypomina opisywana sytuacja.
                                    • psychoguru Mowi co przypomina 05.10.08, 18:26
                                      elielieli napisała:

                                      > ja tylko mowie co mi przypomina opisywana sytuacja.

                                      Gesto wtykajac sekciarskie pranie mozgu. Osoba ktora 14 lat mieszka
                                      gdzies na swiecie bez przerwy produkuje wizje jakoby w Polsce byl
                                      koscielny terror, i to bez zwiazku z tematem dyskusji. Osoba ktora
                                      wysyla kilka wiadomosci po kolei, chyba rozmawia ze soba?

                                      Tu widac powazne zaklocenia, nalezaloby otworzyc wontal
                                      diagnozujacy 3xeli i zalecenia terapeutyczne dla niej.
                                      • elielieli Re: Mowi co przypomina 05.10.08, 18:58
                                        Otworz, napewno na ciebie nie doniose na policje. Czuj sie wolna w
                                        sprawowaniu twojego obowiazku psychiatry.
                  • leda16 Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 05.10.08, 20:45
                    Juz
                    > nastolatki ucza sie selekcji i nie z kazdym zawieraja znajomosci.


                    Wcześniej - dobra matka uczy tego już malutkie dziecko - że nie wszyscy ludzie są dobrzy, nie wszystkim można ufać, złego towarzystwa należy unikać. Jeśli ja widziałam, że w jakiejś rodzinie jest problem alkoholowy, kryminalny, bezrobocie,złe wyniki w nauce, to naszym dzieciom nie wolno było się zadawać z dziećmi z takich środowisk ani ich do domu zapraszać.
                    To prawda,nieraz wystarczy popatrzeć w jakim środowisku ktoś się obraca, żeby wiedzieć, kim jest, na co go psychicznie stać.
                    Zaś co do emigrantki - podając przykład H.Poświatowskiej chciałam Jej uzmysłowić, że konstruktywnych postaw wobec życia może być wiele i są one miarą szerokości naszej empatii.
            • wen_yinlu Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 05.10.08, 19:05
              Z tego co piszesz Clarisso odnoszę wrażenie, że żyję w takim razie w czymś w
              rodzaju getta ludzi współpracujących ze sobą, pomagających sobie nawzajem,
              utrzymujących głębsze kontakty ze sobą. To smutne, że jest to dla Ciebie kraina
              wyjęta z baśni. Nie wyobrażam sobie życia bez przyjaciół. A raczej OK, wyobrażam
              sobie, ale z pewnością nie byłabym wtedy szczęśliwa.
              Siedzieć tylko we własnej głowie, we własnych problemach, planach i tęsknotach
              to żadna przyjemność na dłuższą metę, to nie daje żadnego komfortu, spokoju -
              może trochę radości z własnych osiągnięć, która i tak kisi się w tym całym
              wewnętrznym środowisku i pleśnieje. A jeszcze w dodatku patrzeć na innych jak na
              drapieżników albo ofiary... normalnie chyba zaczęłabym pić do lustra w takiej
              pustce.
              • elielieli Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 05.10.08, 19:09
                Dla socjopatow samotnosc to swiatynia z ktorej rzadko wychodza i do
                ktorej rzadko kogo wpuszczaja.Nie dziw sie niczemu.
              • clarissa3 Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 05.10.08, 20:03
                I wielu pije!:(

                Byl taki czas kiedy podobnie jak Ty swiat widzialam - fantastyczni
                przyjaciele, sielanka... a potem okazalo sie ile to zawisci,
                interesownosci, podkladania swin, plotek, ... bo smialam pojsc do
                przodu. Miec lepiej. Nie zatrzymac sie przy kuchni, garach i
                bamboszach i twierdzic ze to jedyne co szczescie przynosi. Bo bylam
                zajeta - praca, rozwojem. Moje dobre zarobki rozjuszyly jednak
                innych - powoli usnuli sobie na nie swoje plany. Daj bo masz! - i
                nikt nie pytal czy chce... ani czego JA chce lub potrzebuje! Tak,
                smutne to tak sie ludzmi rozczarowac.

                • elielieli Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 05.10.08, 21:43
                  Ze mnie tez zrobili sobie bankomat, i co z tego? Problem w tym, na
                  ile im pozwolisz sie wykorzystac. Dorosle relacje wymagaja
                  tworzenia i przestrzegania pewnych granic.
                  • clarissa3 Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 05.10.08, 22:37
                    dla mnie ludzie wykorzystujacy gdy sie jest nieuwaznym sa jak hieny -
                    i brzydza mnie.
    • elielieli Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 05.10.08, 12:39
      Smutne Chlodne Puste

      brr...
    • elielieli Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 05.10.08, 12:41
      "Jak tu znalezc kogos, kto mi cos DA?"- Powiedziala karzel
      emocjonalny.
    • pielgrzym32 Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 05.10.08, 20:51
      CZESC ,NIE JESTES SAMA I NIE ZALAMOJ SIE BO SA LUDZIE KTORZY MAJA O
      WIELE GORZEJ . CHOCIAZ DWA LATA TO DLUGO . JA JESTEM JUZ RAZEM CHYBA
      8 LAT PO ZA KRAJEM , ROK CZASU SAM TO TEZ UJDZIE . ALE STRACILEM
      WIEKSZOSC PIENIEDZY , MILOSC . BAWILEM SIE W MALO BEZPIECZNE
      ZABAWY , NIEODPOWIEDNIE TOWARZYSTWO . ZACZYNAM WSZYSTKO OD NOWA BO
      WIEM ZE NIC NA TYM SWIECIE NIE DZIEJE SIE BEZ PRZYCZYNY . JAK
      BEDZIESZ MIALA OCHOTE POPISAC TO BEDZIE MI MILO .
      ADAM
      • malakas Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 05.10.08, 20:56
        Nie sądze. Ona wszak ambitna.
        • bo_dzon Re: Smutne życie ambitnej emigrantki 09.10.08, 01:09
          nie dramatyzuj, zawsze jest się samemu

          ja pracowałam po 12 h dziennie, chodziłam na kurs językowy i jakoś byłam w
          stanie wygospodarować czas dla znajomych w weekend
Inne wątki na temat:
Pełna wersja