le_al
12.10.08, 13:25
Długa jest moja historia, tylko dla tych, co to mają cierpliwość do
długiego czytania.
Nie będę opisywać wszystkich spraw i detali z życia, bo to nie
powieść w odcinkach.
Zacznę od tego,że relacje z matką, od kiedy pamiętam, były zawsze
złe, pełne rozczarowań i zawodu z powodu braku, z jej strony uczuć
i empatii.
W dzieciństwie matka biła mnie rzadziej, choć po twarzy dostawałam
za najmniejsze przewinienie. Gorzej było we wczesnej młodości, gdy
chodziłam do liceum, byłam prześladowana przez matkę, za
najmniejsze słowo nie tak wypowiedziane. Razu pewnego pobiła mnie
za to, że przeciąg w pokoju zatrzasnął drzwi. Poszłam do szkoły w
siniakach i twarzą podrapaną jej paznokciami. Nigdy nie dbała o
moje potrzeby, czy mma odpowiednie do pory roku np. obuwie,
rajstopy, czy cokolwiek innego. Ją to nie obchodziło. Butów nie
miałam, więc w jedyną parę podartych butów wklejałam tekturę, aby
nie chodzić gołą stopą po ulicy. Gdy poprosiłam o pieniądze na nowe
buty usłyszałam ,ze nie ma. Następnego dnia kupiła sobie złoty
pierścionek! Kolejny na palec. A miała ich sporo, tak jak futer i
płaszczy, letnich i zimowych, podczas gdy ja w najgorsze zimy
marzłam do szpiku kości.Tak mijała wczesna młodość.
Matka wymalowana jak ta lala z okładki w czasopiśmie, zdradzała
ojca regularnie. Pewnego dnia wyrzuciał mnie na bruk z domu,
ponieważ nie mogła spotykać się pdoczas mojej obecności ze swoim
młodszym kochankiem. Wylądowałam na ulicy.
Kiedyś gdy próbowałyśmy, jako tako, po latach się zaprzyjaźnić
opowiedziałam, ze jestem prześladowana przez faceta, którego nie
chcę spotykać, ani znać, a on jest natrętny i zuchwały,matka wtedy
powiedziała mi coś co mną wstrząsnęło:"To twoja wina, że on cię
zaczepia, zrób sie na brzydką będziesz miała spokój." A później:"
Gdybyś mu nawet ulegla to i tak nie będzie cię szanować."
Matka pochodzi z wielodzietnej rodziny, gdzie dzieci mają po dziś
dzień problemy psychiczne. Zadna z córek nie jest, że tak powiem,
normalna. Albo piją alkohol, albo jak moja matka, aktualnie,
biegają 3 razy dziennie do kościoła. Wiem, że matka jest ofiarą
swoich rodziców, którzy nie podołali wychowaniu wszystkich dzieci,
zaniedbując je pod względem wychowania. Matce brak empatii,
współczucia,tzw. ludzkich uczuć.Jest agresywna w rozmowie,
zwłaszcza ze mną.Wobec obcych bardzo miła.
Przez całe moje życie traktowała mnie jak obcego sobie człowieka.
Zazdrościła kazdego sukcesu, a obsesji dostawała, gdy poznawałam
kogoś z kim byłam szczęśliwa.
Problem jest tego typu,że to matka. I jako matce należy się
wybaczenie i zrozumienie, szacunek, bo to matka.
Jednak dla mnie to ktoś tak obcy i odległy. Do kogo nie czuję
żadnych uczuć. I co zrobić z tym fantem?