Gość: Robert
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
19.10.03, 18:34
Nie jestem ułomkiem, nigdy nie dawałem sobie dmuchać w kaszę. Wyjątkiem jest
moja zona, mniejsza i przecież słabsza ode mnie, a jednak psychicznie i
fizycznie biorąca nade mną górę. Wszystkie koflikty, chociaż i tak jest ich
mniej niż kiedyś, bo nauczyłem się unikać sytuacji konfliktowych przez strach
przed nią, kończą się tak samo. Kiedy nie odnajduje racjonalnych powodów, a
jest przy tym osoba bardzo inteligentną, wywiera na mnie argumenty siłowe,
udeża. Już słyszę hasła, odejdź od niej. Kocham i uzależniłem się od niej.
Emocjonalnie. Nie są mi obojętne nasze stany, nie odpowiada mi to jak jest,
ale nie potrafię i nie chcę być bez niej. Wiem że jest w tym dużo mojej winy,
w końcu opieram się jej, gdybym niczego nie robił, położył po sobie uszy i
tylko był biernym obserwatorem... Nie umiem. Mam prawie czterdzieści lat,
żyje tak od dziesięciu.Zostały jeszcze nadzieje ,ze będzie lepiej ale ja sam
juz prawie umarłem.