undiscover
04.01.09, 12:36
Mam depresję i nerwicę od wielu lat. Od pewnego czasu byłam (10 miesięcy) z
chłopakiem, który, wydawało się bardzo mnie wspiera i rozumie. Chodził ze mną
do psychiatry, pomagał załatwiać różne sprawy - z powodu różnych fobii nie
umiem nawet sobie kupić leku w aptece czy iść do lekarza sama bo się po prostu
boję. On był moim łącznikiem ze światem i jedynym przyjacielem. Nie mam w
ogóle przyjaciół z powodu depresji opuściłam życie towarzyskie. Mam też
problemy z ukończeniem studiów, które już zaczynałam parę razy z powodu tej
cholernej depresji :/ On mówił, że jak mi się ze studiami, to żebym się nie
załamywała bo zawsze mam jego. Myślałam, że mnie naprawdę kocha - sam też tak
mówił. Ale parę dni temu zerwał ze mną przez gg ;( Powiem, że to nie jest bez
mojej winy - byłam często bardzo krytyczna wobec niego, ale to pewnie dlatego,
że jestem bardzo surowa dla siebie, wykłócałam się o pierdoły, lubiłam mieć
zawsze rację. Wiem, moja wina :( Miałam w życiu bardzo traumatyczne przejścia
(w dzieciństwie molestował mnie dziadek) i to też zaważyło na moim stosunku do
ludzi i świata. Nie lubiłam tracić kontroli bo grunt usuwał mi się spod nóg.
Nigdy nad niczym nie miałam kontroli, zawsze byłam bezwolna, poddana czyjejś
woli i chorej żądzy. Ale nie zerwał ze mną w kłótni, tylko jak stwierdził, że
wszystko przemyślał. Stwierdził, że nie pasujemy do siebie, że go krytykuję na
każdym kroku, że nie czuł się akceptowany. Stwierdził też, że jestem egoistką.
Na pytanie czy mnie kocha odpowiedział, że chyba istotnie mnie nie kocha i nie
wyobraża sobie życia z taką osobą jak ja ;( Co ja mam zrobić? Ja Go bardzo
kocham i sobie nie wyobrażam bez niego życia. Był dla mnie łącznikiem z
normalnym światem. Mówił, że mnie będzie zawsze wspierał i że zawsze mogę na
nim polegać. A teraz mnie zostawił. Nie chcę zwalać winy na swoją chorobę, ale
ja jeszcze nawet nie zaczęłam psychoterapii (miał mi pomóc znaleźć psychologa)
wiem, że jestem w większości okropna i nie do wytrzymania, ale chciałam się
zmienić. Czasem nienawidzę siebie tak bardzo sad smiley Wiem to wszystko moja
wina. Co mam zrobić? On dzwonił dziś do mnie bo prosiłam, żebyśmy tego nie
załatwiali na gg. Był strasznie oficjalny, w jego głosie nie czułam żadnych
emocji mimo, że ryczałam jak głupia do tej słuchawki ;( Mamy się jeszcze raz
spotkać bo chce oddać mi moje książki. Czy on w ogóle jeszcze mnie kocha ;( ?
Ja nie wiem jak ja to zniosę jeśli powie mi to prosto w twarz. Chyba umrę.
Jezu jeśli nic nie wskóram to chyba wezmę te cholerne tabletki i z rozpaczy
wszystko połknę. Mam dwa opakowania Doxepinu - jedno 10 mg, drugie 25 mg po 30
tabletek i opakowanie 10 mg Chlorprotiksenu - może to wystarczy by się już nie
obudzić. Może jednak tak naprawdę nie chcę umrzeć tylko wyrazić swój ból i
rozpacz :( Może łaskawie wezmą mnie do Kliniki Nerwic, gdzie będę mogła leżeć
w łóżku i gapić się w biały sufit lub zwinąć się i o niczym nie myśleć :(
jeśli jedynym sposobem aby znaleźć się choć na chwilę w Jego ramionach to
połknięcie tych tabletek to zrobię to... w środę zrobię to... tak jestem
EGOISTKĄ... myślę, tylko o sobie... ale cóż ja na to poradzę, że chcę, żeby
mnie jeszcze raz przytulił, po prostu był przy mnie... myślałam, że zawsze
będziemy razem, że urodzę mu dzieci i się razem zestarzejemy :( Jezu jak ja
bym chciała móc cofnąć czas i wszystko naprawić sad smiley być dla Niego
oparciem... pokazać jak bardzo Go kocham i jak bardzo mi na Nim zależy... ja
bym życie oddała by tylko być cieniem u Jego stóp... wszystko bym oddała by
znów zobaczyć choć jeszcze jeden Jego uśmiech i móc się do Niego przytulić...
dotknąć Go choć na moment... dzięki Niemu nie czułam wstrętu i obrzydzenia do
siebie samej... duszę diabłu bym oddała, żeby cofnąć czas :( chciałabym się
dla Niego zmienić, kochać Go tak jak naprawdę na to zasługuje... już nigdy,
przed nikim się tak nie otworzę jak przez Nim :(To nie tylko przez to, że mnie
zostawił chłopak, ale to jest kropla, która przechyliła czarę goryczy. Moje
życie to jedno wielkie BAGNO, nikt nie może ze mną wytrzymać, ja nie mogę
skończyć żadnych studiów, prześladuje mnie koszmarna przeszłość. Czuję jak mój
dziadek, który już zresztą nie żyje, ciągle stoi za moimi plecami i się ze
mnie śmieje. Jak ciągle ma nade mną kontrolę ;( mam 23 lata i życie połamane
jak patyk :(