nomeolvides11
05.03.09, 16:32
A rzeczywiscie zaczelo sie jak w bajce.Czarujacy mezczyzna,inteligentny,kulturalny,niepijacy,inny niz wszyscy,jak to sie w takim wypadku okresla.Traktowal ja jak ksiezniczke,czula sie naprawde wyjatkowa.I zakochala sie,z wzajemnoscia.Dzielily ich tysiace kilometrow,wiec kazde chwile,ktore spedzali razem wykorzystywali maxymalnie,cieszyli sie swoim szczesciem.A kiedy znow zimna maszyna odlatywala z nia lub z nim daleko,tesknili strasznie,tak,ze prawie czuli fizyczny bol.Pisali piekne maile,dzwonili do siebie codziennie.Nie mieli sily juz dluzej tak zyc,chcieli zamieszkac razem.Postanowila przyjechac do niego.Postanowila zostawic cale swoje zycie,wszystkich swoich bliskich.Malo tego postanowila zmienic tez zycie swojemu dziecku i zabrac go w nieznane,do obcej szkoly,obcego jezyka.Wszystko po to,aby z nim byc.I tu piekna bajka zczyna zmieniac sie w dramat psychologiczny.Ksiaze pokazuje swoje prawdziwe oblicze.Zaczyna czepiac sie wszystkiego.Nie wolno jej rozmawiac z obcymi mezczyznami,nie wolno jej pisac z kolegami,ktorych zostawila w kraju.Powinna ciagle go przytulac,mowic,ze go kocha,gdyz ciagle jest mu tego malo.Zaczyna pic.Zaczyna uciekac z domu do baru,kiedy tylko wymysli sobie jakis problem(np,ze dostala kwiaty od klienta w pracy)i po powrocie pijany wszczyna awantury,nie przebierajac w slowach i nie patrzac,ze moze slyszec to dziecko.I jest sama w obcym kraju,zmuszona byc pod jednym dachem,z tym,ktory byl jeszcze niedawno tym jedynym,wymarzonym,innym niz wszyscy...