ryd
15.03.09, 20:45
Mieszkam z kobietą w którą kocham. Najpierw była
przyjaźń potem z mojej strony miłość. Z jej strony jest tylko
przyjaźń, nigdy nie było niczego głębszego. Ona jest mi bardzo bliską osobą,
mamy wiele wspólnych tematów, inspiruje mnie do działania, aby być lepszym,
doradza jeśli
potrzebuję. Chciał bym aby została moją żoną. Nigdy nie byliśmy parą, sprawa
była przedstawiana przez nią jasno. Na etapie podjęcia decyzji o wspólnym
mieszkaniu już od dawna wiedziałem że ja ją nie pociągam i wiedziałem o jej
nowym chłopaku. Jednak podjąłem decyzje że zamieszkamy razem.
Tak jak pisze Solaris, cały czas jak bym brał silne dawki narkotyku i w
momencie kiedy powinienem powiedzieć nie wpakowałem się w to...teraz mam za
swoje, cierpienie fizyczne, bóle brzucha nie wspominając że jak czasami ktoś
dzwoni i po rozmowie wnioskuje że to jej chłopak to prawie jak bym dostawał
obuchem w głowę. Gdy słyszę jak się całują na pożegnanie to prawie mdleje.
Gdy podejmowałem decyzję o wspólnym zamieszkaniu przeważył argument że ja nie
mam swoich znajomych, ludzi bliskich z którymi czuje się dobrze. A tutaj
właśnie często czuje się jak w domu, często wspólnie wychodzimy, poznaje
trochę ludzi.
Na dokładkę kobieta ta jest osobą która mi imponuje pod wieloma względami, to
jak nawiązuje kontakty, wysławia się, z sukcesami w pracy - ja się z nią
porównuję i w tym porównaniu wypadam bardzo słabo i to dodatkowo wzmaga lęk,
wstyd. Dzięki tej przyjaźni miałem siłę do zrobienia wielu nowych dla siebie
rzeczy ale i też troche wycierpiałem.
Sam już nie wiem czy decydując się na zamieszkanie sam siebie chciałem
sabotować czy może zmusić do lepszego działania, poznawania nowych rzeczy
których uważam że miał bym mniej gdybym mieszkał bez niej. Nie wiem już co
jest racjonalizacją w tym przypadku.
Na razie wyprowadzka nie wchodzi w grę. Pewnie nic mi nie podpowiecie bo i
rozwiązanie jest proste. Albo sie wyprowadzić lub zostać i starać się czerpać
co dobre z sytuacji, ustawić większy dystans spotykać się z kobietami, co też
staram się robić. Dla mnie obciążające w tym jest to że oscyluje pomiędzy
starymi zachowaniami którymi odrzucałem paraliżujące mnie rzeczy, zaprzeczałem
temu co pragnę - a - bardziej dojrzałymi sposobami postępowania. Oscyluje
pomiędzy skrajnymi nastrojami.