susanka
24.11.03, 17:11
Pozwolilam sobie skopiowac ten watek z forum kobieta na psychologie, moze
tutaj bedzie wiekszy odzew....
hmm po 2,5 roku spotykania sie moj M (27 lat). powiedzial ze chcialby
zamieszkac ze mna, chcialby zebysmy razem zamieszkali. Powiedzial ze dlugo
sie nosil z tym, myslal i myslal i tylko nie wiedzial czy to on jako facet
powinien to zaproponowac czy ja, jak wlascicielka mieszkania, powinnam wyjsc
z takim pomyslem...kocham go, ubolewam ze z braku czasu rzadko sie spotykamy,
a z drugiej strony mam jakies opory przed zamieszkaniem z nim :( Jestem na
swoim od 3 lat, on do tej pory mieszkal z mama, a do mnie wpadal od czasu do
czasu na noc, dwie, na cale weekendy, ale nigdy nie zostawial swoich rzeczy u
mnie, nawet tych paru rzeczy jak bielizna czy skarpetki :( (oj, pardon,
sczoteczke do zebow tak!)....Mam pytanie do Was, jak to wygladalo u Was, jak
zamieszkiwaliscie ze swoimi polowkami...czy stopniowo, najpierw Wy albo on
zostawil kapcie, kosmetyki, pare ciuchow az wreszcie stwierdziliscie ze nie
ma sensu jezdzic tam i spowrotem i lepiej/fajniej zamieszkac juz razem, czy
po prostu na raz przenioslyscie/przeniesli swoje rzeczy do Was....no i jak
wygladaly poczatki meiszkania razem? dziewczyny, jendym slowem, jak to jest?
I dlaczego mimo ze go kocham i chce budzic sie i zasypiac u jego boku mam
pewne ale, jakies watpliwosci.......moze dlatego ze on do tej pory mieszkal z
mama i obowiazkow w
domu nie mial zadnych...i ze tak tez bedzie jak zamieszkamy razem? ze On po
prostu sie wprowadzi i "bedzie"....jejku, sama nie wiem....ratunkuuu!
buzi
susanka