Dodaj do ulubionych

a takie tam...

    • j_ar kostka lodu 05.12.03, 09:58
      "Dwóch Anglików siedzi w barze. Zamówili whisky. Jeden z nich kręcąc wolno
      szklanką, zagląda do niej i mówi:
      - Wiesz, Tom, to dziwne, ale w mojej szklance pływa kostka lodu z dziurką.
      Kolega po chwili namysłu odpowiada:
      - To istotnie dziwne, John, bo ja się z czymś takim ożeniłem
    • j_ar na poczatku pan bog stworzyl mezczyzne 05.12.03, 10:05
      Na początku Pan Bóg stworzył Mężczyznę. Mężczyzna powiedział do Pana: "Czegoś
      mi tu brak..." Pan, po wybraniu odpowiedniej perły i połączeniu z chaosem,
      stworzył dla niego kobietę...
      I stworzył dla mężczyzny dwie piękne nogi, tak długie i tak smukłe,
      okrąglutkie, szczupłe, wspaniałe, i bardzo delikatne... I stworzył dla
      mężczyzny dwa śliczne bioderka by wzmóc jego pragnienie, tak pięknie
      zaokrąglone, że rozpalił tym mężczyznę do czerwoności... I stworzył dla
      mężczyzny dwie śliczne piersi, tak falujące i tak dumne, wydające rozkazy oczom
      mężczyzny... I stworzył dla mężczyzny dwie śliczne rączki, kojące ból,
      kochające i potrafiące wspaniale pieścić... I stworzył dla mężczyzny miękkie,
      spływające kaskadami włosy, delikatnie opadające w dół na jej ramiona... I
      stworzył dla mężczyzny dwoje cudownych, sennych oczu, które jednym spojrzeniem
      potrafią ośmielić... I Pan był zadowolony z siebie i widział zadowolenie na
      twarzy mężczyzny, którego serce wręcz śpiewało ze szczęścia... I wtedy Pan
      dodał kobiecie usta, i... SPIEPRZYŁ CAŁE SWOJE DZIEŁO!!!
    • j_ar heheheeee.. chyba juz bylo...nie pamietam:) 05.12.03, 10:06
      Rozwiedziony facet spotyka na przyjeciu obecnego meza swojej bylej zony. Po
      kilku drinkach nabral odwagi, podchodzi do goscia i pyta z przekasem:
      - No... jak to jest uzywac takiego przechodzonego sprzetu?
      Na to nowy maz odpowiada:
      - Nie jest zle. Po pierwszych 8 centymetrach dalej to wlasciwie
      nowka.
    • j_ar troska o zone 05.12.03, 10:07
      maz dzwoni:Panie doktorze proszę przyjechać do mojej żony !
      - A co jej dolega ?
      - Nie wiem, ale jest taka słaba, że musiałem ją zanieść do kuchni, żeby mi
      zrobiła śniadanie.
    • j_ar orzeszki hahahahahahaaaa 05.12.03, 10:09
      -Idą sobie ulicą dwa orzeszki i jednemu ktoś dosolił.
    • j_ar miesnie:) 05.12.03, 10:09
      jakie miesnie powoduja wzwod pracia???
      ... miesnie okrezne ust
    • j_ar serek 05.12.03, 11:00
      Pani zadała dzieciom skonstruowanie pułapki na myszy. Na drugi dzień pani
      sprawdza prace. Podchodzi do Jasia. Jaś przyniósł deseczkę, w nią wbity gwóźdź
      i na tym gwoździu serek. Pani pyta: - Jak to działa?
      Jasiu na to odpowiada:
      - Myszka podchodzi, je serek, aż nagle jej gardziołko nabija się na gwóźdź.
      - Jasiu to jest zbyt makabryczne, musisz wymyśleć coś nowego.
      Na drugi dzień Jasiu przynosi inną deseczkę i na niej w dwóch miejscach
      przymocowany serek, a miedzy tymi serkami żyletka.
      - Jak to działa? - pyta nauczycielka.
      - Myszka podchodzi i zaczyna się zastanawiać, który serek zjeść, patrząc to raz
      na jeden serek, to dwa na drugi. No i tak długo zastanawia się, i kręci główką,
      aż szyjka przerżnie się na tej żyletce... - informuje Jasio.
      - To też jest zbyt makabryczne, wymyśleć coś innego.
      Na trzeci dzień Jasio przynosi swój wynalazek. Pani ogląda pułapkę i pyta:
      - Jasiu, dlaczego twój projekt to tylko mała deseczka?
      - To jest moja pułapka na myszy.
      - Więc powiedz, jak działa.
      - Ano myszka podchodzi do deseczki, chwyta ją w łapki, wali się nią po głowie i
      krzyczy: nie ma serka, nie ma serka!!!
    • j_ar noo.. to naprawde stare hahahaha 05.12.03, 11:07
      w związku szachistów powstała wątpliwość, czy zwrot "szachuje" jest zgodny z
      polską gramatyką, wystosowali więc oni list do znanego polonisty z zapytaniem w
      tej materii. po miesiącu otrzymali odpowiedź następującej treści:
      -zwrot ten jest jak najbardziej poprawny, jednak lepiej używać "ciszej panowie"
    • j_ar halasy-wiadomosci 05.12.03, 12:08
      Wiadomości.

      W dniu wczorajszym, w godzinach wieczornych właściciel pubu na ulicy Porucznika
      Kwiatka zaczął jak opętany strzelać z broni myśliwskiej do grupy Romów, którzy
      w ogródku pubu świętowali urodziny jednego z nich. Czterech z nich zabił,
      jedenastu ciężko poranił i znajdują się oni w szpitalu w stanie krytycznym.

      Właściciel pubu zadeklarował, że posunął się do tak drastycznych kroków, gdyż
      Romowie za bardzo hałasowali.

      Policja, która przybyła na miejsce tragedii, po krótkim śledztwie stwierdziła,
      że Romowie faktycznie za bardzo hałasowali.
    • j_ar curwa- staaaareeee.... ale moze ktos nie zna:))) 05.12.03, 12:11
      Fragment autentycznego wykładu prof. Miodka na wydziale Polonistyki
      Uniwersytetu Wrocławskiego:

      "Kiedy się człowiek potknie albo skaleczy, woła: "O kurwa!". lapidarne słowo
      wyraża jakże wiele uczuć, począwszy od zdenerwowania, rozczarowania poprzez
      zdziwienie, fascynację, a na radości i satysfakcji kończąc
      Przeciętny Polak w rozmowie z przyjacielem opowiada np.: "Idę sobie stary przez
      ulicę, patrzę, a tam taka dupa, ze kuuurrrwa.
      Kurwa może również występować w charakterze interpunktora, czyli zwykłego
      przecinka, np.:"Przychodzę kurwa do niego, patrzę kurwa, a tam jego żona, się
      kurwa wkurwiłam, no nie?"
      Czasem kurwa zastępuje tytuł naukowy lub służbowy, gdy nie wiemy, jak się
      zwrócić do jakiejś osoby płci żeńskiej ("chodź tu kurwo jedna!").
      Używamy kurwy do charakteryzowania osób ("brzydka, kurwa nie jest", "kurwa,
      takiej kurwie na pewno nie pożyczę"),czy jako przerwy na zastanowienie
      ("czekaj, czy ja, kurwa lubię poziomki?").
      Wyobraźmy sobie jak ubogi byłby słownik przeciętnego Polaka bez prostej kurwy.
      Idziemy sobie przez ulice, potykamy się nagle, mówimy do siebie: "bardzo mnie
      irytują nierówności chodnika, które znienacka narażają mnie na upadek. Nasuwa
      mi to złe myśli o władzach gminy".
      Wszystkie te i o wiele jeszcze bogatsze treści i emocje wyraża proste "O
      kurwa!", które wyczerpuje sprawę.
      Gdyby Polakom zakazać "kurwy", niektórzy z nich przestaliby wogóle mówić,gdyż
      nie umieliby wyrazić inaczej swoich uczuć. Cała Polska zaczęłaby porozumiewać
      się na migi i gesty. Doprowadziłoby to do nerwic, nieporozumień, niepewności i
      niepotrzebnych naprężeń w Narodzie Polskim. A wszystko przez jedną
      małą "kurwę".
      Spójrzmy jednak na rodowód tego słowa. "Kurwa" wywodzi się z łaciny curva",
      czyli krzywa.Pierwotnie w języku polskim "kurwa" oznaczała kobietę lekkich
      obyczajów,czyli po prostu dziwkę.Dziś "kurwę" stosujemy również i w tym
      kontekście, ale mnogość innych znaczeń przykrywa całkowicie to jedno. Można z
      powodzeniem stwierdzić,że "kurwa" jest najczęściej używanym przez Polaków
      słowem. Dziwi jednak jedno - dlaczego słowo to nie jest używane publicznie (nie
      licząc filmów typu "PSY", gdzie aktorzy prześcigają się w rzucaniu "kurwami"),
      praktycznie nie słyszymy aby politycy czy dziennikarze wplatali w swe zdania
      zgrabne "kurwy".
      Pomyślmy o ile piękniej wyglądałaby prognoza pogody wgłoszona w następujący
      sposób: Na zachodzie zachmurzenie będzie kurwa umiarkowane, wiatr raczej kurwa
      silny. Temperatura maksymalna ok. 2st. Celsjusza, a więc kurewsko zimno kurwa
      będzie. Ogólnie, to kurwa jesień idzie..."
    • j_ar haaa!!!!!!..... 05.12.03, 13:03
      Jesli stawiasz kobietę na piedestale i próbujesz ochronić ją
      przed "wyscigiem szczurów" to jesteś męskim szowinistą.

      Jesli nie pracujesz zawodowo i robisz za "gospodynię domową?",
      jestes maminsynkiem.
      ******
      Jesli pracujesz zbyt wiele, to znaczy, że nie masz dla niej
      czasu.

      Jesli pracujesz zbyt mało, jestes nicponiem i obibokiem.
      ********
      Jesli ona ma nudną i monotonną pracę z niską pensją, to jest
      wyzysk.

      Jesli ty masz nudną i monotonną pracę z niską pensją,
      powinienes ruszyć swoja leniwa dupę i znalezć cos lepszego.
      ********
      Jesli awansujesz przed nia, to jest faworyzowanie.

      Jesli ona awansuje przed toba, to jest wyrównanie szans.
      ******
      Jesli mówisz, że ładnie wyglada, to jest molestowanie
      seksualne.

      Jesli zachowujesz spokój, to jest to męska obojętnosć.
      *******
      Jesli płaczesz, jestes mięczakiem.Jesli tego nie robisz,
      jestes nieczuły.

      Jesli podejmujesz decyzję bez porozumienia z nia, jestes
      szowinista.

      Jesli ona podejmuje decyzję bez radzenia się ciebie, to
      znaczy, że jest wyzwoloną kobietą.
      *********
      Jesli prosisz ja o cos czego ona nie chce zrobić, to jest
      dominacja.

      Jesli ona chce tego od ciebie, to jest przysługa.
      **********
      Jesli ona podoba ci się w samej sexownej bieliznie, jestes
      zboczencem.

      Jesli ci się nie podoba, jestes homoseksualista.
      *********
      Jesli każesz kobiecie wydepilować nogi, jestes seksistowski.

      Jesli tego nie robisz,nie warto się dla ciebie starać.
      **********
      Jesli dbasz o siebie i swój wyglad, jestes próżny.

      Jesli nie dbasz, jestes prostakiem.
      ***********
      Jesli kupujesz jej kwiaty, pewnie piłes.

      Jesli nie kupujesz, to znaczy, że w ogóle się o nia nie
      troszczysz.
      ***********
      Jesli jestes dumny ze swoich osiagnięć, to jestes zarozumiały.

      Jesli nie jestes dumny, to znaczy, że jestes zakompleksiony.
      ***********
      Jesli boli ja głowa, to jest to po prostu ból głowy.

      Jesli ciebie boli głowa, to znaczy, że jej nie kochasz.
      **********
      Jesli chcesz TO robić zbyt często, jestes maniakiem
      seksualnym.

      Jesli niezbyt często - masz inną? kobietę.

      Nic dziwnego, że faceci umieraja wczesniej niż kobiety!
    • j_ar ulubiona piosenka adminow 05.12.03, 13:18
      - Jaka jest ulubiona piosenka adminów?
      - Chce oglądać Twoje logi - logi, logi, logi...

      hahahahaaaaaaaa
    • j_ar adam i ewa 05.12.03, 13:23
      Adam siedzi w raju i strasznie mu sie nudzi...
      Wkońcu Bóg mówi:
      -Adamie stworze Ci kobietę która będzie Ci umilać życie ale musie Ci odebrac 6
      żeber,nerke, jedno jądro , itp .itd Na co Adam:
      -Boże a co dostane za jedno żebro...?!
      • Gość: aneczka prawdziwy początek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.12.03, 15:38
        A takie były początki...

        Pewnego dnia w rajskim ogrodzie Ewa zwraca sie do Boga .
        - Mam problem.
        - O co chodzi Ewo?
        - Ja wiem, ze dzieki Tobie istnieje i mam ten przepiekny ogrod,
        wszystkie zwierzeta, tego zabawnego weza, ale ja po prostu nie jestem
        szczesliwa.
        - Dlaczego Ewo?
        - Jestem samotna i po prostu rzygac mi sie chce jablkami.
        - Aha Ewo, w takim wypadku stworze ci mezczyzne.
        - Co to jest mezczyzna?
        - Mezczyzna bedzie wadliwym stworzeniem, majacym wiele złych cech.
        Bedzie klamal, oszukiwal i bedzie prozny. Tak czy inaczej bedziesz miała
        z nim ciezkie zycie. Ale... bedzie wiekszy, szybszy i bedzie lubil
        polowac i zabijac. Bedzie wygladal glupio, kiedy sie pobudzi, ale odtad
        nie bedziesz narzekac. Stworze go w taki sposob, aby dostarczal ci
        fizycznej satysfakcji. Bedzie nierozsadny i bedzie zabawial sie walka
        lub kopaniem pilki. Nie bedzie zbyt sprytny, wiec rowniez bedzie
        potrzebowal twojej rady, aby postepowac rozsadnie.
        - Brzmi wspaniale - powiedziala Ewa z ironicznym usmiechem - ale w czym
        tkwi pulapka?
        - Hm... mozesz go miec pod pewnym warunkiem .
        - Jakim?
        - Bedzie on dumny, arogancki, egocentryczny, wiec musisz mowic mu, ze
        zostal stworzony pierwszy. Pamietaj, to nasz malutki sekret.. . Wiesz,
        tak miedzy nami kobietami... .

    • j_ar porany drag- bardzo wazne- edukujace:) 05.12.03, 13:28
      "Nie, niech pani nie ma wyrzutów sumienia. To wcale nie przez pani wejście ten
      facet tam oszczał tego drugiego obok niego. My faceci ciągle to robimy..."

      Rzadko kiedy trafiamy w to, w co celowaliśmy. Czasem, jak pójdę do kibla,
      zaczynam lać i nagle zaczyna mi się rozbryzgiwać naokoło, więc muszę w coś
      celować. Kobiety powinny zrozumieć, że penisy maja swój własny rozum.
      Facet może wejść do kibla, ponieważ wszystkie pisuary są zajęte, wycelować
      idealnie w kibelek, a jego penis i tak da rade oblać rolkę papieru toaletowego,
      nogawkę i buty. Mówię poważnie, nie można ufać tym małym pisiorkom! Ja jestem
      żonaty już od 28 lat i moja żona mnie wytrenowała.
      Nie pozwala mi odcedzić kartofelków jak facetowi - na stojąco. Muszę odlewać
      się na siedząco... Przekonała mnie, że to niewielka cena, jaką muszę zapłacić.
      Bo gdyby jeszcze raz poszła do toalety w nocy i albo siadła na pokrytej moczem
      desce, albo wpadła do kibla, bo nie położyłem deski, to by mnie zabiła, zanim
      bym się obudził.

      Jeszcze jedna rzecz, o której faceci nie lubią rozmawiać. Ale skoro już
      ruszyliśmy temat, to pociągnę dalej. To jest nie lada problem i panie powinny
      go zrozumieć. Chodzi mi o "porannego drąga". Tak, my faceci zwykle budzimy się
      z dwoma rzeczami: nieodpartym pragnieniem odlania się oraz penisem tak twardym,
      ze można nim ciąć diamenty! Nieważne jak się wytężasz, nie uda ci się zgiąć
      cholerstwa. A jak się go nie zegnie, to za
      cholerę nie można tym celować. A jak nie możesz celować to nie masz wyboru,
      tylko oszczać całą ścianę i to włochate przykrycie na deskę klozetowa, które
      wy, kobiety tak strasznie chcecie mieć na desce. A przy okazji, jak używacie
      tego cholernego przykrycia to deska nie może sama stać. Wiec musimy jedna ręką
      podtrzymywać deskę klozetowa, a drugą ręką starać się kontrolować nasze,
      bardziej niż nieprecyzyjne, narządy celownicze.
      Czasem tym nowo pożenionym wydaje się (myślę, że panowie tu obecni to
      potwierdzą), że można zmusić deskę klozetową z tym czartowskim puchatym
      przykryciem, aby stała. Więc ciskają z całej siły deskę w tył,
      upychają i sprężają to przykrycie. Ale po chwili puchaty materiał przykrycia
      się rozpręża i deska niespodziewanie i bez ostrzeżenia spada z ogromna
      siła tuż przy przyrodzeniu, omal nie obcinając twojego pisiorka! Potem już nie
      podnoszą desek klozetowych z przykryciem, bo to po prostu
      niebezpiecznie dla zdrowia.

      Starałem się jakoś delikatnie wyjaśnić te skomplikowana poranna sytuację mojej
      żonie. Powiedziałem jej: Słuchaj, on się nie zegnie. Ona na to: Wiec będziesz
      do końca życia siadał, tak jak ja. Ok. Spróbowałem wiec siadać z "porannym
      drągiem". No cóż, wsadzić go pod deskę też nie jest łatwo. I zanim mi się to
      udało zdążyłem oblać wszystkie ręczniki, wiszące na przeciwnej ścianie... Nawet
      jeśli siedzisz i zmusisz twoje drewienko do wejścia pod deskę klozetową, to
      kiedy zaczniesz sikać, mocz i tak wystrzeli przez szczelinę pomiędzy deską a
      górną krawędzią kibla. Zalejesz sobie wtedy nogi i mocz pocieknie po nogach w
      dół, prosto na ten śmieszny chodniczek, który kobiety nie wiadomo po co kładą
      na podłodze pod kiblem!

      Udało mi się jednak opracować specjalny manewr, dzięki któremu radzę sobie z
      owym porannym problemem. Jedynym rozwiązaniem jest przyjąć
      pozycję "lecącego Supermana" kładąc się w powietrzu nad deskę klozetową. Wymaga
      to niemałej praktyki, doskonałego balansu ciałem, a także synchronizacji w
      czasie, lecz jest to jedyny i pewny sposób, aby podczas porannego odpryskiwania
      się zgromadzić cały mocz w kiblu.

      Więc panie powinny zrozumieć, że nie można nas całkowicie winić za
      taką, a nie inną sytuację. My też podzielamy wasze zainteresowanie higieną i
      czystością w łazience. Ale są momenty, kiedy rzeczy po prostu wymykają się nam
      spod kontroli. Nie nasza to wina, lecz Matki Natury.
      • m.malone Re: porany drag- bardzo wazne- edukujace:) 08.12.03, 03:13
        Witaj Jaro:))

        Bardzo spodobał mi sie Twój wywód nt.porannej "wassersztangi". Boje sie jednak,
        że nie zostaniesz zrozumiany:(
        Moje uwagi:
        1. Co do pozycji Supermana czy tez Batmana. Zgoda. Tylko raz zapomniałem go
        odkopnąć na bok i przywaliłem a)kolanami w muszlę, b)czachą w pokrywę
        dolnopłuka (który nie wiem dlaczego musiał zostac wymieniony na porcelitowy).
        Łatwo możesz sobie wyobrazić, że straty w ludziach (kolana i guz na czerepie) i
        sprzęcie (rozbita pokrywa) musiały spowodować obudzenie całego pionu w 10-
        piętrowym budynku (była 6. rano), gdyż tak się wzruszyłem, że zacząłem używać
        okrzyków bojowych właśnie plemienia kozackiego tak, jak ono to robi atakując
        wroga.
        2. Jeszcze taka mała sprawa: idąc z tą poważną/małą sprawą rano osobiście
        jeszcze śpię. No na co się przyda sprzęt celowniczy, kiedy człowiek ma jeszcze
        zamknięte oczy i nie pamięta jak się nazywa...:D:DPozdrowienia
        MM
    • j_ar cala prawda o kobietach....;) 05.12.03, 13:31
      oto cała prawda o kobietach: 8)

      "Kiedy mialem 14 lat mialem nadzieje, ze kiedys bede mial dziewczyne.
      Kiedy mialem 16, mialem dziewczyne, ale byla beznamietna. Wiec zdecydowalem, ze
      potrzebuje dziewczyny z uczuciami.
      Jak mialem 18 lat spotykalem sie z dziewczyna, ktora byla bardzo namietna.
      Jednak byla zbyt uczuciowa, o wszystko plakala, latwo sie denerwowala. Ciagle
      grozila samobojstwem. Postanowilem, ze musze znalezc
      jakas "stabilna" dziewczyne.
      Jak doszlo do 25 znalazlem dziewczyne stateczna, ale bylo to strasznie nudne,
      wszystko mozna bylo przewidziec, nie cieszyla sie z zycia. I zycie stalo sie
      przygnebiajace. Trzeba bylo znalezc dziewczyne z
      ktora mozna byloby przezyc cos podniecajacego.
      W wieku 28 lat znalazlem ekscytujaca dziewczyne, ale nie moglem za nia nadazyc.
      Wciaz sie spieszyla, nigdzie nie zagrzala miejsca. Ciagle z kims flirtowala. Z
      poczatku bylo zabawnie i ciekawie. Ale byl to zwiazek bez przyszlosci. Wiec
      postanowilem znalezc dziewczyne z ambicjami.
      Kiedy juz mialem 31 lat spotkalem madra, ambitna dziewczyne stojaca twardo na
      ziemi i sie z nia ozenilem. Ale niestety byla tak ambitna, ze sie ze mna
      rozwiodla i zabrala wszystko co mialem.
      Teraz mam 40 lat i szukam dziewczyny z duzymi cyckami".
    • j_ar zabawka 05.12.03, 13:39
      Pan Kowalski poszedł z dziećmi do wesołego miasteczka i wygrał na strzelnicy
      zabawkę. Zawołał swoje wszystkie dzieci, żeby ustalić, które z nich ją
      dostanie.
      "Kto jest najgrzeczniejszy" - spytał.
      "Kto nie pyskuje mamie? Kto robi wszystko, co mama każe?"
      Cała piątka dzieci spuściła wzrok i powiedziała "Dobra tato, zabawka jest
      twoja..."
    • Gość: aneczka jaskiniowcy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.12.03, 13:49
      - Dlaczego jaskiniowcy ciagneli kobiety za wlosy?
      - Bo ciagniete za nogi napelnialy sie blotem...
      • Gość: aneczka "praca biurowa" jeśli mozna wtrącić IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.12.03, 15:32
        Zasady pożyteczne w pracy biurowej:
        1. Nie myśl! A jeżeli już pomyślałeś to
        2. Nie mów! Ale jeżeli już powiedziałeś to
        3. Nie pisz! Jeżeli już napisałeś to
        4. Nie podpisuj! A jak podpisałeś, no to się potem, kurwa, nie dziw.
    • vicca Re: a takie tam... 05.12.03, 20:17
      Święty Piotr przyszedł do Pana Boga i mówi: Panie, czy my nie możemy jadać tak
      jak w piekle? Zobacz - szynki, kiełbasa, owocki, winko - no pełen luksus! A my
      tylko ta manna i manna...
      Na to Pan Bóg: oczywiście że moglibyśmy Piotrze, ale czy to dla nas dwóch opłaca
      się tak gotować?

      ;)) Vicca
    • qw5 Re: a takie tam... 05.12.03, 21:15
      Pani zadała dzieciom napisanie wypracowania, które będzie zawierało
      słowa "zapewne" i "gdyż". Jedna dziewczynka napisała: - "Zapewne jutro bedą
      goście, gdyż mama upiekła ciasto", druga: -"Zapewne jutro będzie ładna pogoda,
      gdyz w nocy było dużo gwiazd". Jasio napisał: " Idzie drogą Marysiakowa i
      niesie pod pachą New York Times'a". - A gdzie "zapewne" i "gdyż" ? - pyta
      nauczycielka. - "Zapewne idzie za stodołę, gdyż nie zna angielskiego..." -
      dokończył Jasio.
    • alfika Re: a takie tam... 08.12.03, 07:55
      Witam w pierwszy zimowy poniedzialek po piątku jeszcze całkiem jesiennym :)))
      I po Mikołaju :)))
      I przy kawie, pachnącej i pysznej - zagryzanej "Mleczną" Wedla ;)

      .........
      wydarzenia prawdziwe :)


      Wracam z pracy nocnym autobusem, wsiadam w środku pusto, kierowca coś do mnie
      zagaduje, więc siadam obok niego i zaczynamy rozmawiać (oczywiście nie mam
      biletu). Po jakichś 15 przebytych kilometrach wjeżdżamy do miasta, w autobusie
      dalej pusto, na pierwszym przystanku do autobusu środkowymi drzwiami wsiada 2
      kanarów (z daleka widać plakietki).
      Kierowca: Ma pan bilet?
      Ja: Ne mam.
      Kierowca: No to niech pan ucieka.
      Po czym otworzył mi przednie drzwi.
      Z zewnątrz zauważyłem tylko jak kanarom szczeki opadły.

      .......

      Mam znajomego muzyka, słuch absolutny, swego czasu asystentował na akademii
      muzycznej w Katowicach. Lubiał wypić.
      Dorabiał jako organista w bytomskich kościołach i pewnej niedzieli grał do mszy
      trochę wcięty.
      Ludzie idą do komunii - on gra.
      Po mszy ksiadz sie pyta:
      - Panie Jacku, co to było co pan grał podczas komunii, ładne to było, ale nie
      znam tego...
      - noooo...... "Gwiezdne Wojny"

      .......

      Jeden z pierwszych wykładów na jednej z politechnik :)
      Wykładowca powiada:
      Na poczatku bóg stworzył: niebo, ziemie, i pręt stalowy żebrowany "fi" 16

      .......


      Parę lat temu, pacholęciem będąc, pomagałem ojcu w firmie. Któregoś dnia
      wszyscy wyszli wcześniej, ja miałem dociągnąć do końca i interes pozamykać.
      Parę minut przed 16:00 telefon. Odbieram i pośród trzasków i szumów słyszę
      damski, miły, ociekający wprost siłą spokoju głos, który mówi:
      - Hello. I have sex for you.
      Konsternacja. Myślę sobie: przesłyszałem się. I dla zyskania na czasie:
      - I can’t hear you. Could you repeat please?
      - Ok - mówi z tym samym ciepłem i spokojem pani - I have sex for you.
      - Impossible! - wyrywa mi się, a ona na to niewzruszenie.
      - Yes, I have sex for you!.
      Poddałem się. Rzuciłem krótkie "No, thanks" i odłożyłem słuchawkę. Nie
      zadzwoniła drugi raz.Następnego dnia w firmie nie byłem. Za to mój ojciec po
      powrocie popatrzył na mnie dziwnie i zapytał, dlaczego wczoraj odmówiłem
      odebrania faxu...


      .......

      6 kataklizmów nowej UE:
      1. Niemiecki humor,
      2. Angielska kuchnia,
      3. Włoscy kierowcy,
      4. Holenderskie kobiety,
      5. Język fiński,
      6. Liga Polskich rodzin.


      .....

      Do doświadczonej ekipy pokładowej pewnego samolotu dołączyła nowa, początkująca
      stewardessa (blondynka, oczywiście!). Po zakończeniu lotu, kapitan samolotu,
      szef załogi, jak zawsze w takich wypadkach, poinformował żółtodzioba, w którym
      hotelu załoga ma nocleg i że o 10.00 rano jest zbiórka w hallu, skąd wszyscy
      wspólnie odjeżdżają na lotnisko na kolejny rejs.
      Rano, na zbiórce stawił się komplet - oprócz nowej. Kapitan połączył się z
      recepcji z jej pokojem i prosi, by natychmiast schodziła, bo wszyscy czekają.
      Na to stewardessa :
      - Ale ja nie mogę wyjść z pokoju!
      - Jak to - nie może pani wyjść?!
      - Zwyczajnie - prawie z płaczem odpowiada blondynka - W pokoju jest tylko troje
      drzwi : jedne do łazienki, drugie od szafy, a na trzecich na klamce wisi
      zawieszka - NIE PRZESZKADZAĆ!

      .......

      Pewien farmer miał pole arbuzów. Podczas jednego z obchodów farmy zauważył, że
      ktoś mu je regularnie podkrada i robi sobie ucztę.
      Pomyślał nad sposobem zabezpieczenia się na przyszłość przed kolejnymi
      kradzieżami i postawił przy polu znak:
      "UWAGA! Do jednego z tych arbuzów wstrzyknięto cyjanek"
      Kilka dni później wybrał się na kolejny obchód swojej farmy, gdy doszedł do
      arbuzów, zauważył, że tym razem żaden z nich nie został skradziony, ale
      zobaczył przy nich inny znak, na którym widniał napis:
      "Teraz już do dwóch"

      .......
      • ivek gwiazdka 08.12.03, 08:45
        Najpierw trzeba, kupić prezenty. Oznacza to, że będę latał po
        sklepach, przepychał się przez spoconych ludzi z obłędem w oczach, żeby
        wydać mnóstwo kasy na jakieś pierdoły. Co gorsza, wszystko już kiedyś
        komuś kupiłem. Wujek Edek dostał w zeszłym roku flaszkę, a przecież nie
        kupię mu w tym roku książki, bo ten facet nigdy nie przeczytał nic ponad
        tekst na etykiecie półlitrówki. Ciocia Jadzia rok temu ukontentowała się
        kremem nawilżającym, co go kupiłem z przeceny, bo za tydzień kończył się
        termin ważności. W tym roku jedynym kosmetykiem dla tej lampucery byłby
        krem przeciwzmarszczkowy, ale po pierwsze, takich zmarszczek żaden krem
        nie wygładzi, a po drugie, przecież nie wydam na kosmetyki całej kasy na
        Boże Narodzenie. I tak ze wszystkimi. Dziecko mordę drze o jakiś nowy
        program komputerowy, choć i tak wiadomo, że przestanie się nim zajmować po
        48 godzinach, bo każda gra jest dla niego za trudna, półmózga. Żona będzie
        miała jak zwykle pretensje, że Kowalska z jej biura dostanie coś
        ładniejszego. W rezultacie kupię byle co
        - jak co roku.

        Potem śledzik w pracy z ludźmi, których mordy są mi nienawistne, i
        patrzenie na męki szefa, który życzy nam "dużo pieniędzy", choć wszyscy
        wiedzą, że dopiero wtedy byłby szczęśliwy, gdybym pracował za miskę zupy z
        brukwi przykuty łańcuchem do komputera. Krwiopijca. Potem wszyscy się
        nawalą jak szpaki, a pan Henio obślini biust pani Bożeny z księgowości,
        zamkną się oboje w archiwum, bo oni zawsze walą się jak króliki, kiedy są
        naprani. Następnego dnia kac, w dodatku żona będzie robić wymówki.

        Jeszcze tylko trzeba jebnąć w baniak karpia, bo małżonka - uważacie -
        wrażliwa jest i na męki zwierzątka nie może patrzeć, choć mnie męczy od 15
        lat bez zmrużenia oka, garbata owca. Przynieść i przystroić choinkę. Z
        dzieckiem, "żeby miało ciepłe wspomnienia z dzieciństwa", a ono w dupie ma
        choinkę, mnie, Boże Narodzenie i wszystko. Jak taki glon emocjonalny może
        mieć jakiekolwiek wspomnienia?

        No i kolacyjka wigilijna. Rodzinna, mać ich w tę i z powrotem. Jedna
        wielka męka. Co za kutas wymyślił ten łzawy termin "rodzinna wieczerza"?
        Przyjdą wszyscy ci, od których na co dzień trzymam się z daleka z dobrym
        skutkiem. Usiądziemy za stołem... A nie, pardon, najpierw prezenty! Trzeba
        będzie się kłamliwie ucieszyć, choć z góry wiem, że ten krawat kupiony na
        bazarze od Wietnamczyków dopełniłby liczną kolekcję podobnych gówien,
        gdybym oczywiście zawalił szafę takim badziewiem, a nie zaraz następnego
        dnia wyrzucił wszystko do śmietnika. Dostanę też najtańszy koniak i jakieś
        kosmetyki. Jakie - będę wiedział ostatniego dnia przed Wigilią, kiedy w
        pobliskim supermarkecie zaczną wyprzedawać to, czego nie udało się upchnąć
        ludziom.

        Po prezentach się zacznie. Te same kretyńskie dowcipy wuja Bronka,
        zwłaszcza, kurna, ten o gąsce Balbince. Wszyscy będą dokarmiać mojego psa
        po to, żeby narzygał w nocy na pościel. Ciotka załzawi się po dwóch
        godzinach żucia żarcia z wytrwałością tapira i zacznie płakać, "jak to
        dobrze, że trzymamy się razem". Gówno prawda akurat, co wykażą następne
        dwie godziny, kiedy to nawaliwszy się już, zacznie wyzywać swojego
        ślubnego od złamanych chujów. To oczywiście prawda, ale dlaczego popierać
        to rzucaniem w niego salaterką po śledziach? Mniejsza o jego mordę, ale
        ciotka nigdy nie trafia. Plama na wersalce cuchnie jeszcze przez dwa
        tygodnie po Wigilii. Jedyna nadzieja, że akurat w tym roku 6- letnia
        latorośl kuzynostwa z Łodzi nie nawali w gacie w połowie kolacji i nie
        zakomunikuje o tym radośnie jeszcze przed deserem. Bo to, że coś wywali
        sobie na łeb ze stołu, to pewne jak w banku. Jeszcze tylko muszę przeżyć
        debilne gadki o polityce, przy których wszyscy oczywiście skoczą sobie do
        gardeł i na siebie się poobrażają. Na koniec ciotula Jadzia puści
        maleńkiego pawika na ścianę koło swojego fotela i można będzie odtrąbić
        koniec męczarni.

        A nie, byłbym zapomniał. Kolejną rozrywką będzie wyprawa na pasterkę, bo
        to religijna rodzina. No to pójdę, choć nikt nigdy nie wyjaśnił, po nagłą
        cholerę tłuc się po nocy, żeby stać na mrozie w bezruchu przez godzinę czy
        więcej. Ciekawe, czy moja małżonka znowu wywinie orła na ryj na schodkach
        kościółka - jak to robi od kilku lat z uporem godnym lepszej sprawy? W
        kościele, jeśli tam się dopcham, będzie cuchnąć jak w gorzelni, bo wierni
        tylko dlatego stoją na własnych nogach, bo za duży tłok, żeby upaść.
        Czasem tylko ktoś beknie albo puści głośno bąka, ale i tak nikt na to nie
        zwróci uwagi, bo wszyscy drzemią na stojąco.

        Wracając trzeba tylko będzie uważać na chłopców z osiedla, bo w Wigilię
        katolicka młodzież szczególnie lubi wpierdolić bliźniemu. Rok temu
        zglanowali wujka Edka, ale on chyba tego nie zauważył, bo był zalany w
        płaskorzeźbę.
        Wreszcie wychodzą z chałupy, wory jedne. Moment zamykania drzwi za
        ostatnim z tych troglodytów jest najszczęśliwszą chwilą w moim świątecznym
        życiu.

        Kilka dni odpoczynku. Ale mijają jak z bata strzelił, bo wielkimi krokami
        zbliża się kolejny kretyński wynalazek - sylwester. Ludzie! Kto to
        wymyślił?! Już od listopada ślubna wydala z siebie idiotyczne pomysły,
        żeby pójść na "jakiś bal". Jakbyśmy srali pieniędzmi... Albo żeby gdzieś
        wyjechać, gdzie gorąco. A niech se włączy farelkę pod fikusem, będzie
        miała tropiki w chałupie. I tak przecież skończy się na balandze u Witka.
        Jasne, trzeba ładnie się ubrać, bo wszystkim się wydaje, że to jakiś
        uroczysty dzień. Czyli żona najpierw puści w trąbę pół budżetu domowego na
        jakąś kieckę, w której wygląda jak zwykle, czyli jak w worku po nawozach
        sztucznych. Ale cena taka, że za to można by żywić jeden powiat w Somalii
        przez kwartał. Ja się wbijam w garnitur, bo europejska cywilizacja
        wymyśliła, że mężczyzna wygląda dobrze, gdy wdzieje na siebie marynarę, co
        pije pod pachami. Pod szyją zawiążę sobie kolorowy postronek. I tak mam
        przewagę, bo prysnę na dziób jakąś wodę kolońską i jazda, a małżonka
        kładzie sobie tapety tyle, że palec w to wchodzi do pierwszego stawu, a
        daje rezultat mumii Tutenchamona zaraz przed konserwacją. I zajmuje ze
        trzy godziny. Łazienka, oczywiście, zajęta i wszyscy pozostali domow-nicy
        mogą szczać do zlewu, jak mają potrzebę, albo niech zdychają na uremię.

        U Witka ten sam zestaw ludzki, ale czasem trafia się coś nowego, na czym
        można by oko zawiesić. Jak zwykle nic z tego nie wyjdzie, bo chociaż Wituś
        ma dużą chałupę, to ryzyko za duże. Zresztą każda kobitka jeszcze przed
        północą doprowadza się do stanu, w którym wygląda jak kupa.

        W tym dniu trzeba być radosnym jak młody pies, szczerzyć zęby w uśmiechu
        i ruszać w tany, nawet jeśli ni pyty nie mam o tym pojęcia. Zresztą nikt
        nie ma, za to wszyscy miotają się w konwulsjach i po krótkim czasie cuchną,
        jak gdyby nie myli się z tydzień. Baby w szczególności. Z facetami jest
        prostsza sprawa, bo już koło jedenastej są pijani w sztok i bełkoczą albo
        chcą ruchać wszystko, na co trafią w drodze do baru. O północy trzeba
        obcałować wszystkie te oślinione i śmierdzące wódą mordy, obłudnie życząc
        wszystkiego najlepszego, choć jedyne, o czym wtedy myślę, to żeby ich
        szlag trafił czym prędzej.

        Potem sylwestrowa noc, banalna do bólu - rozmazane makijaże kobitek
        (najlepszy tusz nie wytrzyma, gdy właścicielka walnie mordą w sałatkę),
        śpiący pokotem faceci, jacyś zarzygani klienci w kiblu. Norma. Ja,
        oczywiście, nawalę się już przed północą, żeby uniknąć konieczności
        potańcówek i dialogów z własną żoną, bo co jej można nowego powiedzieć po
        15 latach małżeństwa? Trzeba tylko doczekać do rana, kiedy ruszą pierwsze
        autobusy, bo zamówienie taksówki graniczy z cudem. Pijany i śmierdzący
        autobus dowiezie nas jakoś do domu. Można spać. Przeżyłem. Do siego roku.

    • j_ar Re: a takie tam... 09.12.03, 10:40
      pociagu Kolei Transsyberyjskiej konduktor zlapal gapowicza. Poniewaz
      w poblizu nie bylo stacji a na zewnatrz mroz i tajga, nalal go po mordzie
      i poszedl dalej. Po dwoch dniach ponownie konduktor spotyka tego samego
      gapowicza, a poniewaz warunki sa takie same, znow leje biedaka po mordzie
      i idzie dalej. Podrozni ktorym zal zrobilo się bitego podroznego zapytali:
      - A daleko pan jedzie?
      - No jak morda wytrzyma to jade do Wladywostoku.

      hehehee
    • j_ar aktor 09.12.03, 10:42
      Pewien aktor, grajac krola, w pewnym momencie odczytywal list.
      Tej kwestii oczywiscie nie uczyl się na pamiec, wiec koledzy
      raz postanowili go "ugotowac" i podlozyli mu pusta kartke.
      Na scenie krol wzial list od rycerza, rozwinal, popatrzyl...
      i oddal mu ze slowami:
      - Zmeczonym, czytaj.
    • j_ar cans 09.12.03, 10:51
      Gun Shop Owner: Hi, How can I help you?
      Client: I am looking for a gun.
      Owner: What kind of gun are you looking for?
      Client: (pointing at the biggest handgun in the case): That one looks
      about right.
      Owner: (very surprised): Why do you need a .44 magnum?
      Client: It is for shooting at cans.
      Owner: (pointing at a small handgun) Well, this is the perfect size for
      shooting at cans.
      Client: (pointing again at the .44) Nah, I need this one.
      Owner: OK, what kind of cans are you shooting at?
      Client: Mexi-cans... Puerto Ri-cans... Afri-cans...

      hehehehe:)
    • j_ar polowanko 09.12.03, 11:05
      Kilku lekarzy - internista, pediatra, psychiatra, chirurg i patolog -
      wybralo sie na kaczki. Do pierwszego ptaka mial strzelac internista.
      - A moze to jednak nie kaczka? Powinienem spytac kogos innego o opinie -
      zawahal sie i kaczka odleciala.
      W druga mierzyl pediatra.
      - Nie jestem pewien, czy to kaczka. A poza tym, moze miec mlode...;
      i ptak nie tkniety zniknal za horyzontem.
      Nastepny w kolejce byl psychiatra.
      - Wiem, ze to kaczka, ale czy kaczka wie, ze jest kaczka? - zamyslil sie
      i przegapil okazje do strzalu.
      Potem nadszedl czas na chirurga. Ten przylozyl fuzje do ramienia,
      strzelil bez wahania i ptak bez zycia runal na ziemie.
      - Idz, sprawdz czy to byla kaczka - powiedzial chirurg do patologa.
    • j_ar tunning dla kobiet 12.12.03, 10:13
      www.sfd.pl/topic.asp?topic_id=119402
      • procesor Re: tunning dla kobiet 12.12.03, 11:08
        Karoseria to pikus, wnetrze tez.. ale SILNIK!! Tu juz osłabłam! :DD

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka