sueellen
07.06.09, 23:51
To jest już stara rana, opisuje wydarzenie sprzed jakiegoś czasu do którego
mam już spory dystans, ale nadal tego nie rozumiem.
Mój partner by w związku z jedną dziewczyną 7 lat. Rozstali się kilka lat
temu. Znałam oboje kiedy jeszcze byli razem. Potem się rozstali i między nami
zaiskrzyło. Laska była w nowym związku, z nowym facetem, podobno szczęśliwa,
ale jak dowiedziała się o nas, zaczęła robić mi straszne świństwa przez co
zrezygnowałam z pracy by się odciąć od niej i środowiska. Stało się to z dnia
na dzień, przez 4 miesiące byłam na utrzymaniu mojego mężczyzny. On mnie wtedy
popierał. Rezygnacja z pracy wyszła mi na dobre, dostałam lepszą, z wyższą
pensją i warunkami pracy. W międzyczasie pomagałam mojemu mężczyźnie rozkręcać
jego interes, praktycznie pracowałam dla niego, więc nie miałam wyrzutów
sumienia, że mnie utrzymuje. Potem, gdy dostałam pracę, też mu pomagałam i
robię to cały czas.
Minął rok i dziewczyna straciła pracę. Od razu poprosiła o pomoc swojego eks,
a mojego teraźniejszego. I wiecie co? Dał jej gotowe projekty i referencje,
pozwolił wpisać w CV że pracuje u niego na umowę-zlecenie, część prac które
wpisała były moje!
Dostałam szału jak się dowiedziałam, wyprowadziłam się z domu, zrobiłam
awanturę. Siostra mojego mężczyzny napisała jego eks bardzo siarczystego maila
i obiecała zmiażdżenie (za moją krzywdę i dlatego, że jej po prostu bardzo nie
lubi). Ogólnie była rodzinna awantura.
A teraz najciekawsza dla mnie część:
Mój kuzyn, do którego się wyprowadziłam, twierdził, że przesadzam i sieję
paranoję, bo on by zrobił podobnie i nie rozumie problemu. Twierdzi że mój
facet traktuje byłą jak trochę lepszą znajomą, która potrzebuje pomocy.
Natomiast wszystkie kobiety z którymi rozmawiałam, biorą moją stronę, jego
rodzone siostry uważają, że zachował się jak idiota, a ich mężowie znów bronią
jego i zgodnie stwierdzili, że to ja przesadziłam.
Dlaczego tak się stało? Ślepe poparcie dla płci, czy tak skrajnie inny punkt
widzenia kobiet i mężczyzn?
Ja się po prostu poczułam skrzywdzona i to podwójnie. Przez nią kiedyś i przez
niego po raz drugi później. Moja kuzynka (po 2 rozwodach) też jest ciekawa.
Mówi, że też miała poważne problemy z wytłumaczeniem swoim mężom spraw, które
dla niej były oczywiste. W końcu kończyło się to awanturą. Ale ja tak nie
chcę! O co chodzi?