emineee
17.07.09, 10:48
Całe życie zauważam u siebie dziwną skłonność do wyobrażania sobie,
że ktoś mnie krzywdzi że jestem poniżana, zdradzana a nawet bita (!)
przez partnera. (nie wiąże się to z czynnościami seksualnymi). kiedy
spotykam się z kimś lub nawet miałam stałego partnera wyobrażałam
sobie jego odrzucenie, zdradę i dopiero po tym wielką powracającą
miłość z przeprosinami zadośćuczynieniem i happy endem (choć wiem,
że to złudne wymysły i wiem ze jak facet uderzy to nalezy sie
trzymac z daleka). o co chodzi?! kiedy zaczęłam się nad tym
zastanawiać przypomniałam sobie epizod z dzieciństwa kiedy miałam
świnkę morską to również lubiłam się nad nią "delikatnie poznęcać"
nie krzywdziłam fizycznie ale rzucałam ją w poduszki żeby się
wystraszyła była biedna i zagubiona i dopiero wtedy przelewalam
swoja miłosc ;) do niej przytulając i uspokajając.
pragnę dodać, że miałam szczęśliwe dzieciństwo, mam wspaniałych
rodziców nie zauważam u siebie problemów natury rodzinnej ... skąd
takie zachowanie? szukanie wrażeń? popadanie w skrajności?nie jest
to dla mnie jakiś wielki problem, bardziej ciekawi mnie to..choć z
drugiej strony mam wrażenie że moje myślenie sprowadziło na mnie
wszystkie rozstania i niestety nikt nie wrócił i nie błagał o
wybaczenie ;)