alhena_pl
23.07.09, 19:38
Od kilku dni biję się z myślami. Tworzę dziwny związek z moim
partnerem. Głównym problemem jest to,że oboje jesteśmy bardzo
niezależni i uparci. On mieszka we włoszech, ja tutaj. Widzimy się
codziennie na Skypie, rozmawiamy godzinami. Spotykamy się raz na 2-3
miesiące. Każdemu to pasuje. Tęsknimy, nie możemy się doczekać kiedy
się zobaczymy a jak już jesteśmy razem to po kilku dniach oddalamy
się od siebie i mamy się dość. Nie pytajcie dlaczego- ot tak,
wszystko nam nie pasuje. Milczymy...Wystarczy że "On" coś powie nie
tak a ja się obrażam lub na odwrót. Nie możemy wtedy doczekać się
powrotu do swoich domów. A potem znowu tęsknimy i nie możemy bez
siebie żyć- wszystko na odległość. Nie wiem o co chodzi ale muszę
podjąć decyzję. Może to kwestia tego że oboje przyzwyczajeni
jesteśmy do życia w pojedynkę, może oboje jesteśmy samolubni i jak
ktoś wkracza na nasz teren jest wojna? Oboje mamy około 30 lat czy
to już zapóźno na łączenie się w pary? Ja chciałam ułożyć sobie znim
życie, on o tym nie myśli, bo priorytetem jest na razie jego praca
(ciągle wyjeżdza, szkoli się, rozwija). Chce czekać. Może zniechęca
nas konflikt interesów? Już sama nie wiem czy mam to rzucić czy
wskoczyć na głęboką wodę i z nim zamieszkać aby spróbować? Ale mam
rzucić pracę, dom, przyjaciół i wyjechać? A jak nic się nie zmieni?
Jak nie nauczymy się życia we dwójkę?