Gość: zawsze miła marta
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
06.05.06, 16:42
w tym wątku broń Boże nie będę poruszać kwestii najnowszych/najlepszych/ulubionych kosmetyków czy sposobów pielęgnacji. podzielę się raczej przkrym spostrzeżeniem: świat za bardzo pędzi!
często korzystam z metra lub tramwajów (autobusów nie lubię :P), zazwyczaj rano. a tam mnóstwo ludzi w pośpiechu, narwach i złości. sama staram sie zawsze uśmiechać i być radosna. ostatnio mile uśmiechnięta (tym razem chyba miałam powód ;)) spojrzałam na jakąś kobietkę. co ta na mój szczęśliwy wyraz twarzy? zawstydziła się i wyjęła szminkę by poprawić domowe niedociągnięcia. a potem z metra- gonitwa tłumu. a wracając z pracy ludzie są znowu zdenerwowani, znowu się spieszą. postanowiłam zrobić eksperyment, by sprawdzić, czy rzeczywiście jest tak źle z tymi zagonionymi ludźmi. któregoś pięknego bo słonecznego i okwieconego ;) dnia, idąc parkiem, uśmiechałam się do większości przechodniów- tych spacerujących ale także i tych zagonionych. efekt? pukanie się w czoło, zdziwione spojrzenia. i tylko dzieci się do mnie równie sympatycznie oduśmiechały :) zaraz zobaczę komentarze, że to ja jestm idiotka a ludzie pracujący to świat idealny. też mam obowiązki, też muszę się często spieszyć. ale naprawdę trzeba rezygnować przy tym z dobrego samopoczucia i... z uśmiechu?...
pozdrawiam serdecznie wszystkie sympatyczne uśmiechające się do ludzi oraz te, które na czyjś uśmiech równie sympatycznie odpowiadają :)))))))))))))