01.08.06, 18:14
Witam :-)
Przyglądam się Waszemu forum od jakiegoś czasu i ku własnemu przerażeniu
odkrywam ile błędów nieświadomie popełniałam, popełniam nadal, i zapewne
jeszcze długo będę... (w kupionym wczoraj szamponie i żelu pod prysznic
właśnie znalazłam SLS :-/). Ciągotki ku 'naturalności' miałam od dekady chyba
(wiosen liczę 23), mięsa nie jem bo nie lubię, od plastikowych reklamówek
rozdawanych w sklepach uciekam jak mogę, ale na ciągotkach się w zasadzie
kończyło i _tak naprawdę_ teraz dopiero zaczynam poznawać, że - aby świadomie
wrócić do natury - trzeba bardzo dużo zmian: we własnym podejściu do świata, w
diecie, w codziennych nawykach dotyczących wolnego czasu (nie telewizor, a
joga/basen/rower...), robienia zakupów, czy kosmetyki właśnie...

A moje pytanie dotyczy tego, kiedy dokładnie nastąpiła Wasza "metamorfoza" ;),
olśnienie - że można inaczej? W jakim wieku wtedy byłyście, i co było dla
tych zmian inspiracją?

Pozdrawiam ciepło.
Obserwuj wątek
    • maleszka1 Re: Kiedy? 02.08.06, 10:23
      Witam!
      Hmm. Ja również od jakiegoś czasu przyglądam i podczytuję to forum. Podoba mi
      się bardzo. Jakoś nigdy nie udzielałam się, więc teraz robię pierwszy krok :o)
      Dzięki Tobie rrigel :o) Na początku załamałam sie chociaż ogólnie mój dom jest
      NATURALNY !!! Zaczęło się jakiś rok temu. Mój mąż przeżywał ogromny kryzys, czuł
      się bardzo źle psychicznie. Leczymę swoją rodzinę homeopatycznie ale jakoś wtedy
      mąż nie do konca wierzył w te cudeńka.
      Chociaż paradoksalnie poszedł zasięgnąć porady u bioenergoterapeuty
      :O) Uciekał jak mógł również przed medycyną allopatyczną (i chwała mu za to)
      która proponowała tylko środki uspokajające łącznie z psychotropami :o( Więc
      udał się do bioenergo poszedł na jeden seans (leczył metodączaszkowo-krzyżową
      czy jakoś tak). I odtąd nasze życie uległo całkowitej zmianie. Bioenergo oprócz
      seansu nakazał dietę. Oj początki były trudne oj trudne. Ja chodziłam wściekła,
      cała rodzina warczała eh. Jedzenie tylko naturalne, żadne tam przetworzone
      jogurciki, mleka z dłuuuugim terminem ważności, mięcho najlepiej wogóle, zupy na
      oliwach i dużo by tu wymieniać. Wierzcie mi
      tragedia, początki były straszne, kilka razy rezygnowałam eh ale jednak sumienie
      już było podrażnione i świadomość nie ta. I tak to od roku żyjemu "po swojemu",
      nasza rodzina uważa nas za dziwaków jacyś pomyleńcy, ale olewamy to skutecznie,
      aha i wszyscy próbują nas utwierdzić w przekonaniu że robimy krzywdę naszym
      dzieciom (cała dwójka - 5 lat i 2 latka). Teraz nadszedł czas na kosmetyki,
      troszkę mnie załamało to cudowne forum :O) Bo najzwyczajniej w świecie nie mam
      czasu, smaruję się narazie!! kremem NIVEa tym najtańszym oj i pewnie mi się
      dostanie :O(. Do pasty cukrowej przymierzam się od jakichś 2 miechów :) No ale w
      końcu napewno zrobię się kosmetykowo naturalna tylko kurde niech dzieciory
      troszkę podrosną:O) O tak to wyglądała moja droga przez mękę. Aha i nie używam
      żadnych zeli pod prysznic (a nie przepraszam kupiłam ostatnio żel z Ekosensu -
      super!!!) myłam się do tej pory szarym mydłem (teraz też zakupiłam mydełko
      Ekosensu - eh bez porównania). Podrowionka Joanna S.
    • chihiro2 Re: Kiedy? 02.08.06, 14:08
      Hmm... trudne pytanie. U mnie zaczelo sie w dziecinstwie. Nie znosilam miesa i
      nie chcialam go jesc. Juz jako 3-latka, gdy chodzilam do przedszkola odmawialam
      jedzenia pewnych potraw. Jako 4-latka nie tykalam poza domem zadnego miesa,
      wyklocalam sie z pania przedszkolanka, ze to zwierzatko i nie bede jesc
      martwych zwierzatek. Moja mama musiala interweniowac, zeby mnie nie zmuszano do
      jedzenia czegos, czego jesc nie chce. Co ciekawe, u mnie w domu jadalo sie
      sporo miesa. Ja najczesciej z niego rezygnowalam calkowicie albo zadowalalam
      sie (namawiana, nigdy nie zmuszana) kilkoma macipenkimi kawaleczkami.
      Intuicyjnie zdawalam sobie sprawe, ze jedzenie miesa nie jest wlasciwe, ale nie
      wiedzialam, ze istnieje cos takiego jak wegetarianizm. Zreszta w latach 80-tych
      o wielu rzeczach nie wiedzialam, kuchnia w Polsce byla bardzo uboga.
      Moja mama szybko zauwazyla korzysci zdrowotne plynace z mojego niejedzenia
      miesa. Nigdy nie chorowalam. Goraczke mialam raz jeden w zyciu, grypy nie
      przechodzilam nigdy. W przedszkolu potrafil szalec wirus, dzieci zapadaly na
      choroby zakazne, mnie sie nic nie tykalo. Za to moja siostra, kochajaca mieso
      (teraz go nie je) czesto chorowala, podobnie jak moi rodzice. Teraz cala moja
      rodzina cierpi na jakies alergie, ja za to moge siedziec w tonie kurzu, na
      kwitnacej lace, w otoczeniu zwierzat - nic mi nie jest.

      Prawdziwy wegetariaznim przyszedl pozniej. W liceum definitywnie przestalam
      jesc mieso (wczesniej jadalam moze raz na kilka miesiecy), dopiero w zeszle
      wakacje natomiast przestalam jesc ryby. Do studiow jadalam sporo slodyczy,
      sporo nabialu, ktory pomalu przestawalam tolerowac. Mialam slabe zeby. Od ponad
      roku nie jem nabialu i zeby wzmocnily mi sie bardzo - ja tu widze duzy zwiazek.
      Slodyczy tez nie jem duzo, jesli juz to uwazam, zeby byly "zdrowe" (organiczne
      flapjacki, ciasteczka owsiane, weganskie ciasta, czarna czekolada, na chipsy i
      czekoladki mleczne pozwalam sobie bardzo rzadko, lodow i innych slodyczy nie
      jadam wcale). A i tak wole owoce.
      Wiec u mnie te metamorfozy zaczely sie od zywienia. Rownoczesnie jednak, jakies
      6 lat temu zwrocilam baczna uwage na swoja sylwetke i zaczelam cwiczyc
      regularnie. W tym roku troche sie zaniedbalam, ale do niedawna cwiczylam
      sumiennie ok. 5 razy w tygodniu, zawsze duzo chodzilam, dzieki temu cialo mam
      ladne, umiesnione, bez cellulitu (teraz troszke sie pojawil, ale wracam do
      cwiczen, bo upaly minely - na razie!), szcuzple. Moge jesc wlasciwie co chce,
      nie przytyje wiecej niz 1kg. Metabolizm mam wzorowy, badania krwi takze. Nie
      choruje, od ponad roku nie lykalam nawet tabletki przeciwbolowej (ostatni raz w
      lutym 2005, gdy lekko sie przeziebilam). W styczniu tego roku odstawilam
      pigulki antykoncepcyjne, bo zaczely zle na mnie dzialac. Teraz czuje sie duzo
      lepiej.
      Zainteresowanie kosmetykami naturalnymi przyszlo pozniej, dopiero w tym roku.
      Nie wymienilam kosmetykow z dnia na dzien, ale stopniowo zastepuje co tylko
      moge naturalnymi produktami. Nie ukrywam, ze mieszkanie w Wielkiej Brytanii
      bardzo mi w tym pomaga. Tu duzo sie pisze o aspektach srodowiskowych
      wszystkiego co sie robi, kazdej codziennej czynnosci. Najpierw zwrocilam uwage
      na to, by produkt nie byl testowany na zwierzetach, potem na sklad, pozniej na
      inne aspekty. Nie jestem w 100% konsekwentna, ale daze do bycia lepszym
      czlowiekiem, do bycia odpowiedzialna nie tylko za siebie, ale tez za planete,
      srodowisko, ktore wspoltworze. Nie jestem na swiecie sama i nie moge w moich
      dzialaniach nie zwracac zadnej uwagi na innych - sumienie nie pozwoliloby mi na
      to.
      Od paru miesiecy zwracam baczna uwage na ochrone srodowiska. Robie to co moge
      we wlasnym zakresie, czytam sporo na te tematy, edukuje sie, i gdy czuje sie
      gotowa wprowadzam pomysly w zycie przy jednoczesnym notowaniu, co bede mogla
      robic w przyszlosci (np. w nowym mieszkaniu - malowanie naturalnymi farbami,
      brak wykladziny na podlodze, ekologiczny dostarczyciel energii itp.). Dbanie o
      siebie, srodowisko, innych daje mi ogromna satysfakcje i harmonie w zyciu.
      Nawet nie wiedzialam, ze az tak duza. Pewnie dlatego, ze wszystko co robie
      wynika ze mnie, z wewnetrznego przekonania o slusznosci moich poczynan. Do
      nieczego nikt mnie nie zmusza, wszystko robie w odpowiednim czasie i tempie.

      Zycze Wam wszystkim wielu dobrych pomyslow na siebie i wiele inspiracji :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka