fuerstathos
20.12.03, 19:09
Cieszyłam się bardzo gdy go otworzyli, gdyż znam tę sieć z Niemczech i zawsze
przyjemnie robiło się tam zakupy. Pierwsza wizyta wywołała miłe wrażenia -
mimo iż nie wyglądam na osobę bogatą sprzedawczyni poświęciła mi sporo czasu,
opowiedziała o kremach pod oczy i nawet dała próbkę Shiseido (po którym oczy
mnie niestety palą - dobrze, że nie kupiłam), mimo iż nic nie kupowałam. Dziś
zaszłam tam po raz drugi i wrażenia nadal pozostałyby b. dobre. Bez problemu
znaleziono dla mnie testery kremów o które prosiłam, doradzono, ale niezbyt
nachalnie, pierwsza sprzedawczyni którą poprosiłam o pomoc pozostała przy
mnie tak długo, aż jej podziękowałam i powiedziałam że muszę się zastanowić.
Druga też spisała się b. dobrze. Jednak będąc tam po raz kolejny i spędzając
tam jakiś czas stwierdziłam, że ekspedientki natychmiast podbiegają, gdy ktoś
stoi przy półce z droższymi kosmetykami - klienci przy półce z AA lub Eris
sami muszą zwrócić się o pomoc. A gdy usłyszałam rozmowę, dość głośną dwóch
pań tam pracujących, to mi ręce opadły. Brzmiało to mniej więcej tak:
"-Eris - dobre dla mojej skóry (cha cha cha cha)
-I jakże łagodne dla portfela (CHA CHA CHA CHA)"
Mówione to było w taki sposób, aby naśladowało reklamę, tak jakby parodia
reklamy. A po tekście z portfelem rechotały się, jakby był to najlepszy żart
roku. I to wszystko na sklepie, w otoczeniu klientów. Ja rozumiem, że panie
te pogardzają kosmetykami które nie kosztują 200 zł, tak samo jak wszystkimi
ludźmi ich używającymi. Ale skoro pracują w takim sklepie, to poziom jakiś
powinny zachować.
Poza tym sklep ok. Dostałam tym razem próbki różnych perfum - fakt, że zakup
był za ponad dwie stówy. Klientka która przede mną płaciła ponad 600 zł
dostała całą torbę "dodatków".