titowa
03.04.11, 03:18
No to chyba całkiem prawdziwe hasło.Kto pali, ten wie.
Paliłam 12 lat. Kochałam to..Zawsze jak ktoś bredził w otoczeniu o rzucaniu palenia wydawało mi się to najnudniejszym tematem na świecie. Właściwie to zawsze miałam słabą wolę i raczej nie wierzyłam , że uda mi się kiedyś rzucić. Na dodatek związałam się z partnerem który palił dwa do trzech razy więcej i dwa do trzech razy bardziej to kochał. Także masakra.Co dzień impreza zakrapiana.W wieku 28 lat zaczęłam co rano kaszlać jak stary gruźlik.
A potem nagle okazało się ,że jestem w ciąży. O matko.Dla niektórych to raczej nie przeszkoda.Albo przeszkoda krótkoterminowa.O, moje znajome, w ciąży po kątach, po urodzeniu lokomotywka na balkonie. A dla mnie motywacja najwyższa. Ciąża wiadomo.Nie mozna truć swojego dziecka.Potem można wrócić.No ale przecież nie można śmierdzieć swojemu dziecku jak co chwilę go przytulasz, usypiasz, całujesz. Potem by tak było : o fajnie, nareszcie zasnął, mogę wyjść na balkon na dymka.Albo jeszcze gorzej : zaśnij już kurdę bo mnie ssie.Muszę zapalić. Balkon, nie balkon, guma, zagrycha, wszystko jedno.I tak cuchniesz. Dobrze to wiesz.
Myślę, że to kwestia wyobraźni:-)))
Pierwszego dnia kiedy dowiedziałam się ze jestem w ciąży wywaliłam fajki do kosza, parę godzin później zrobił to G. Nie palimy 6 lat. Jest super. Krzyś uratował nam życie. Po takim czasie nie potrzebuję juz motywacji ale gdybym potrzebowała to cholera jasna jak miło odzyskać te perę lat życia, które by się zaprzepaściło:-) Jak fajnie jest napić się samej kawy, zostać na przerwie w klasie, nie zaprzątać sobie głowy myślą czy nie zostanę na jutro bez fajek , ile mogę wydać na żarcie, żebym miała na fajki. i.t.d, i.t.p, i.t.p.
Kochani, mamy tylko jedno życie. Nasze własne, zróbmy coś z nim, żeby było lepsze:-) powodzenia...