lissi1
31.05.07, 13:34
Witam!
Od trzech lat próbuję się wydostać z błędnego koła, które stało się koszmarem
mojego życia.
Zaczęło się od porannych arytmii (dodatkowe uderzenia serca) kilka lat temu.
Poszedłem do pracy - arytmia prawie całkowicie zniknęła. Zaczęła się szkoła
(studia zaoczne) i zauważyłem, że zawsze na pierwszych zajęciach dostawałem
dodatkowych uderzeń, bardzo nieprzyjemnych, które wzmagały stres i zapewne
powodowały powstawanie tej arytmii (zapewne coś sobie ubzdurałem bo gdy się
uspokajałem - wszystko wracało do normy).
W tym wszystkim było coś niepokojącego - w niektóre dni serce mogło mi walić
bardzo mocno i szybko i nie dostawałem arytmii (np. podczas stresu, jazdy na
rowerze, noszenia ciężkich przedmiotów) a czasem wystarczył niewielki
wysiłek, niewielki stres, lekko przyspieszone bicie serca i zaczynał się
koszmar w postaci nieregularnego bicia serca.
Byłem u trzech kardiologów, miałem robione USG (echo serca), EKG, sprawdzanie
czy nie ma szumów, badanie grubości tętnic, badania krwi i niczego nie
znaleźli (w wojskowym szpitalu pytali się czy z komisji mnie przysłali /bo
pewnie niektórzy przekręty robią i próbują uzyskać papier od kardiologa/).
Kwity mam, niby wszysko w porządku. Miałem przepisany Metocard i potem
Bisopromerck (bo miałem zwiększone ciśnienie i przyspieszone tętno od
ciągłego stresu...) ale dalej jest coś nie tak... Nie wiem czy stres nie jest
przyczyną powstawania arytmi bo wpadłem w nerwicę, mam stany lękowe i nie
mogę już normalnie funkcjonować na tym świecie (pojawiłą się klaustrofobia,
lęk przed staniem w korkach, nawet lęk przed chodzeniem - tak... muszę zawsze
mieć w pobliżu taksówkę czy auto, które może mnie odwieźć do domu, gdzie
jestem w stanie się uspokoić). Przyczyną tych lęków jest serce a dokładnie
obawa przed sytuacjami jakie miały kiedyś miejsce czyli wypadnie z rytmu
serca pod wpływem emocji, stresu... Dla mnie teraz koszmarem jest, jeśli
takie coś stanie mi się podczas jazdy w korku albo będąc zamknięty w windzie.
Nie jestem w stanie wtedy się uspokoić a im bardziej się boję - tym większa
szansa na arytmię.
Nie wiem tylko dlaczego czasem: lekki stres = wypadanie z rytmu serca a
czasem duży stres = wszystko w normie... Tę niepewność jeszcze bardziej
potęguje strach. Boję się bać. Boję się, że będę się bał na ulicy, co
spowoduje arytmię i panikę. Boję się, że będę się bał stojąc w korku bez
możliwości wyjazdu z niego, męcząc się z bijącym szybko sercem i arytmią. To
koszmar... nie mogę żyć normalnie... Ostatnio nawet panikuję gdy widzę
zbliżającą się burzę.
Brałem wcześniej Seroxat i Aplrox, Seroxat odłożyłem bo wszystko wracało do
normy a nie chciałem brać tego w nieskończoność... Teraz ratuje mnie Alprox
ale wiem, że też nie mogę tego brać często bo uzależnia. Dzisiaj nie
pojechałem do pracy bo powróciło to, czego tak bardzo się boję - niewielkie
emocje, przyspieszone nieco tętno i zwiększone ciśnienie powodowały
pojawianie się dodatkowych skurczy... Serce zamiast bić
tudu ... tudu ... tudu ... tudu ... czasem biło tak:
tudutudu.tudu ... tudu ... tudutudu - tak jakby między normalnymi uderzeniami
pojawiło się dodatkowe. Nie chcąc wpaść po drodze w panikę zostałem w domu i
jestem teraz załamany bo "to coś" co wisi nade mną sprawiło, że nawet do
pracy nie mogłem pojechać...
Co jest z tym sercem? Dlaczego raz jest wszystko dobrze a innym razem
fatalnie? :( Czy ma znaczenie stres? (bo przez sporą część dnia stresuję się,
to już jakaś nerwica...) Gdy jest kilka spokojnych dni i zapominam o tym
wszystkim to problem znika... ale zawsze pojawia się na nowo...