Dodaj do ulubionych

Błędne koło...

31.05.07, 13:34
Witam!

Od trzech lat próbuję się wydostać z błędnego koła, które stało się koszmarem
mojego życia.

Zaczęło się od porannych arytmii (dodatkowe uderzenia serca) kilka lat temu.
Poszedłem do pracy - arytmia prawie całkowicie zniknęła. Zaczęła się szkoła
(studia zaoczne) i zauważyłem, że zawsze na pierwszych zajęciach dostawałem
dodatkowych uderzeń, bardzo nieprzyjemnych, które wzmagały stres i zapewne
powodowały powstawanie tej arytmii (zapewne coś sobie ubzdurałem bo gdy się
uspokajałem - wszystko wracało do normy).

W tym wszystkim było coś niepokojącego - w niektóre dni serce mogło mi walić
bardzo mocno i szybko i nie dostawałem arytmii (np. podczas stresu, jazdy na
rowerze, noszenia ciężkich przedmiotów) a czasem wystarczył niewielki
wysiłek, niewielki stres, lekko przyspieszone bicie serca i zaczynał się
koszmar w postaci nieregularnego bicia serca.

Byłem u trzech kardiologów, miałem robione USG (echo serca), EKG, sprawdzanie
czy nie ma szumów, badanie grubości tętnic, badania krwi i niczego nie
znaleźli (w wojskowym szpitalu pytali się czy z komisji mnie przysłali /bo
pewnie niektórzy przekręty robią i próbują uzyskać papier od kardiologa/).

Kwity mam, niby wszysko w porządku. Miałem przepisany Metocard i potem
Bisopromerck (bo miałem zwiększone ciśnienie i przyspieszone tętno od
ciągłego stresu...) ale dalej jest coś nie tak... Nie wiem czy stres nie jest
przyczyną powstawania arytmi bo wpadłem w nerwicę, mam stany lękowe i nie
mogę już normalnie funkcjonować na tym świecie (pojawiłą się klaustrofobia,
lęk przed staniem w korkach, nawet lęk przed chodzeniem - tak... muszę zawsze
mieć w pobliżu taksówkę czy auto, które może mnie odwieźć do domu, gdzie
jestem w stanie się uspokoić). Przyczyną tych lęków jest serce a dokładnie
obawa przed sytuacjami jakie miały kiedyś miejsce czyli wypadnie z rytmu
serca pod wpływem emocji, stresu... Dla mnie teraz koszmarem jest, jeśli
takie coś stanie mi się podczas jazdy w korku albo będąc zamknięty w windzie.
Nie jestem w stanie wtedy się uspokoić a im bardziej się boję - tym większa
szansa na arytmię.

Nie wiem tylko dlaczego czasem: lekki stres = wypadanie z rytmu serca a
czasem duży stres = wszystko w normie... Tę niepewność jeszcze bardziej
potęguje strach. Boję się bać. Boję się, że będę się bał na ulicy, co
spowoduje arytmię i panikę. Boję się, że będę się bał stojąc w korku bez
możliwości wyjazdu z niego, męcząc się z bijącym szybko sercem i arytmią. To
koszmar... nie mogę żyć normalnie... Ostatnio nawet panikuję gdy widzę
zbliżającą się burzę.

Brałem wcześniej Seroxat i Aplrox, Seroxat odłożyłem bo wszystko wracało do
normy a nie chciałem brać tego w nieskończoność... Teraz ratuje mnie Alprox
ale wiem, że też nie mogę tego brać często bo uzależnia. Dzisiaj nie
pojechałem do pracy bo powróciło to, czego tak bardzo się boję - niewielkie
emocje, przyspieszone nieco tętno i zwiększone ciśnienie powodowały
pojawianie się dodatkowych skurczy... Serce zamiast bić
tudu ... tudu ... tudu ... tudu ... czasem biło tak:
tudutudu.tudu ... tudu ... tudutudu - tak jakby między normalnymi uderzeniami
pojawiło się dodatkowe. Nie chcąc wpaść po drodze w panikę zostałem w domu i
jestem teraz załamany bo "to coś" co wisi nade mną sprawiło, że nawet do
pracy nie mogłem pojechać...

Co jest z tym sercem? Dlaczego raz jest wszystko dobrze a innym razem
fatalnie? :( Czy ma znaczenie stres? (bo przez sporą część dnia stresuję się,
to już jakaś nerwica...) Gdy jest kilka spokojnych dni i zapominam o tym
wszystkim to problem znika... ale zawsze pojawia się na nowo...
Obserwuj wątek
    • green_land Re: Błędne koło... 31.05.07, 19:31
      POczytaj wątki o arytmi na tym forum a także tu:
      forum.kardiolo.pl/temat1.htm
      I pierwsza rada - PRZESTAŃ MYŚLEC, ŻE MASZ CHORE SERCE DO DIABŁA!!!
      Miałes najzwyklejsza arytmię a teraz oprócz arytmi masz niezłą nerwicę serca i
      nie tylko serca + fobie! Człowieku, to prosta droga do ekspresowego wykończenia
      się! Zależy Ci na tym? Weź się za siebie i zacznij żyć!
      Mam okropna arytmię, częstoskurcze, tachykardie i inne cuda. Były okresy, kiedy
      myslałam, że umrę zanim przyjadę do szpitala! A tam kroplówa z potasem,
      tabletka na uspokojenie i won do domu, bo nic mi nie ma! A ja ledwo żyłam!
      Szarpałam się, miotałam, chodziłam ledwie zywa ze strachu i nie wiedziałam, co
      robić.
      Więc mi co pozostało? Miałam się użalać nad soba, połozyć w łóżku i czekac na
      wyzionięcie ducha? Wkurzyłam się i powiedziałam sobie: NIE! Wyznaczyłam
      konkretną datę i jak najczęściej powtarzałam sobie: do tego dnia będę miała
      nowe, zdrowe serce!!! Mówiłam to z absolutnym przekonaniem, że tak się stanie.
      I nawet, jak serce zamierało albo szalało, ja się usmiechałam do siebie i dalej
      wierzyłam, że nim nadejdzie ten dzień będę zdrowa! I tak właśnie się stało!
      Czułam się fantastycznie!
      Niestety, zamiast pielęgnować efekty mojej naprawdę ciężkiej pracy, osiadłam na
      laurach i powróciło. Więc znów zaczynam moją wypróbowaną sztuczkę:)) A co! Nie
      dam się tak łatwo!
      Czasami wypada mi regularnie co trzecie uderzenie! I wiesz co? Zamiast
      zadręczać się, uśmiecham się do siebie i myślę: no no, ale mam zdolne serce,
      ale już wystarczy, wracaj do pracy. Po czym kilkakrotnie kaszlnę albo zatykam
      nos i próbuję wypchnąć przez niego powietrze - zawsze pomaga, choć czasami
      musze to kilkakrotnie powtórzyć.

      Więc zabierz się za siebie i przestań myśleć, że masz chore serce, bo ono robi
      to, czego oczekujesz - wierzysz, że jest chore, więc ono podporządkowuje się
      Twoim myslom!!! Naprawdę tak jest.
      KONIECZNIE przeczytaj te książki: Moc pozytywnego myślenia Peale'a i Potęgę
      podświadomości Murphy'ego a także inne ich pozycje. I uwierz w to, że tak jest!
      Tylko przestań się rozczulać nad sobą!
      I po kie licho odłożyłes leki uspokajające?!!! Bardzo mądry profesor -
      kardiolog po zajrzeniu w moje wyniki powiedział, że powinnam brac właśnie coś w
      rodzaju seroxatu! Bo przy wrażliwym sercu (jak Twoje) to jest lek niezbędny
      przy terapii!

      Mam nadzieję, że korzystasz z pomocy psychologa. Zobacz - wpędzasz się w coraz
      większe bagno. Nikt Ci nie pomoże, jeżeli nie pomożesz sobie sam. Może problemy
      z sercem zbiegły się z jakimś wydarzeniem - śmiercią, porzuceniem, rozwodem
      itp? To często zapoczątkowuje problemy z sercem.
      Weź się za siebie. Masz wystarczająco siły i odwagi by sobie poradzić! Pozwól
      sobie na upadki i zwątpienia, ale zawsze wstań i walcz dalej! Trzymam kciuki za
      Ciebie i wiem, że Ci się uda!
      Czekam na wiadomości!

      Pozdrawiam
      • lissi1 Re: Błędne koło... 01.06.07, 12:31
        Dzięki za odpowiedź.

        Czytałem wypowiedzi innych uczestników tego forum w różnych tematach i
        zauważyłem właśnie, że wielu z Was ma znacznie gorsze objawy (po których ja bym
        psychicznie się wykończył) i zdaję sobie z tego sprawę, że moje dolegliwości
        nie są nawet w 5% tak przykre jak Wasze...

        Czasem ratuję się takim pozytywnym myśleniem - np. mam lęk przed przejazdem
        samochodem przez zatłoczony plac ale mówię sobie (nawet na głos) "słuchaj
        idioto, trzy lata temu jeździłeś po Polsce i nic Ci nie było a nie możesz
        dojechać do miejsca oddalonego o 6km od domu?". Gdy jest szary, deszczowy dzień
        to dużo gadam z ludźmi w firmie, staram się żartować ale czasem przegrywam i
        lęk narasta. Wtedy idę coś zrobić - do łazienki umyć ręce, talerze, z kimś
        próbować porozmawiać i często przechodzi.

        Próbowałem już żyć jak zdrowy psychicznie człowiek ale wystarczy że raz mi
        serce z rytmu wypadnie i od razu wracają lęki i czasem pojawia się panika...
        Gdy brałem seroxat (od wczoraj znów biorę) to optymistyczniej patrzyłem na
        świat - nie wszystko było w czarnych barwach.

        Dzięki za informację o tych książkach - napewno poczytam.

        > Może problemy
        >
        > z sercem zbiegły się z jakimś wydarzeniem - śmiercią, porzuceniem, rozwodem
        > itp? To często zapoczątkowuje problemy z sercem.

        Zbiegły się z zakończeniem studiów dziennych na pierwszym roku i z zakończeniem
        związku z dziewczyną. Dwa miesiące wakacji były wtedy koszmarem bo tak z
        niczego rano zaczęła pojawiać mi się arytmia. Jeździłem wówczas w tym okresie z
        ojcem - co jakiś czas - do jego kolegi który mieszkał 100km od nas. Jednego
        dnia całą drogę myślałem o sercu i o tym, żeby mi tylko z rytmu nie zaczęło
        wypadać. W drodze powrotnej pojawiły mi się nieciekawe skutki długotrwałego
        stresu - drętwienie rąk potem nóg a jak zaczęła mi drętwieć szyja i plecy to
        myślałem że już po mnie... Ledwo przytomny wyszedłem z samochodu. Napiłem się,
        pobiegałem, ojciec zasiadł za kierownicą i w panice jechałem jeszcze 50km
        autostradą i tak do stacji pogotowia ratunkowego. Tam mnie zbadali i skierowali
        do psychiatry a ja zapisałem się jeszcze do kardiologa. Na drugi dzień
        z "nieba" spadł mi kolega który zaproponował mi pracę w pewnej firmie a kilka
        dni później otrzymałem pismo z uczelni z informacją o przyjęciu mnie na studia
        zaoczne.

        Lęki zaczęły zanikać. Kardiolog powiedziała że jest ok, psychiatra wypisał lek,
        który przestałem brać po dwóch dniach bo fatalnie się po nim czułem. Arytmia
        pojawiła się jeszcze na miesiąc podczas pierwszych zajęć szkolnych (ustępowała
        gdy stres mijał), zacząłem jeździć na rowerze (kardiolog powiedziała że nie ma
        żadnych przeciwskazań) i problemy zniknęły. Życie wróciło do normy... na rok...
        Na wakacje 2004 zwiedziłem jeszcze 3 miasta Polski, jeździłem pociągiem,
        autobusami, tramwajami, samochodem, robiłem zdjęcia... potem znów się zaczęło
        piekło.

        Przyszła jesień, wsiadłem jednego dnia na rower - kropił deszcz, bylo zimno i
        potworny wiatr. Przejechałem 500 metrów i pojawiła się arytmia i to co kilka
        sekund zaczęło mi serce z rytmu wypadać. Spanikowany doczłapałem do domu...
        Pracowałem wtedy w godzinach 19:00 - 2:00, od 22:00 do 2:00 siedziałem sam w
        firmie. Zaczęły pojawiać się lęki - jednego dnia było fatalnie... Przyjechał do
        firmy klient z pretensjami i awanture mi zrobił. Jak pojechał to serce waliło
        jak oszalałe, ja bałem się jechać 10km samochodem do domu, nie mogłem się
        uspokoić, wszystkiego się bałem, chciałem dzwonić po pogotowie, nie mogłem się
        ruszyć. Czułem się jak w pułapce. Horror. Znalazł mnie w łazience kolega, który
        zobaczył że w biurze mnie nie ma od 30 minut. Podwiózł mnie do postoju
        taksówek, po drodze złapała mnie arytmia w dziwnej postaci - szereg bardzo
        szybkich (i niezbyt mocnych) uderzeń przez jakieś 20 sekund - domyślam się że
        to był częstoskórcz... W domu się uspokoiłem ale pozostał lęk przed jazdem do
        pracy i powrotem z niej.

        Każdy dzień, każda jazda była koszmarem, którego sam sobie sprawiłem.... W
        drodze powrotnej pod wpływem stresu dopadała mnie arytmia. Bywały dni lepsze -
        spokojne ale to zawsze wracało. Zmieniłem pracę (bliżej domu), porzuciłem
        szkołę (nie byłem w stanie normalnie wysiedzieć). Zacząłem brać Seroxat,
        sytuacja się poprawiła dosyć znacznie. Przetrwałem zimę, przyszła wiosna, po
        chwilowej lekkiej poprawie znów zacząłem bać się dojazdu do pracy a
        przedwczoraj pod wpływem niewielkiego stresu zaczęła pojawiać się arytmia,
        wczoraj było jeszcze gorzej (a to samo się napędza), kupiłem magnez, potas,
        łyknąłem po południu i dzisiaj serce może mi walić jak młot i nic go nie ruszy.
        Mam nadzieję, że to był tylko niedobór magnezu (jakiś czas temu przestałem go
        brać).

        Gdy mam spokojne dni albo nawet nieco stresujące to pojawi się może jedno
        oczuwalne dodatkowe uderzenie na tydzień, góra dwa. Sypiam dobrze chociaż gdy
        zasypiam albo budzę się zestresowany to dopada mnie coś, czego
        nie "zidentyfikowałem" - a kardiolodzy też jakoś to ignorowali - a mianowicie
        gdy jestem w półśnie lekko zestresowany to czasem przestaję oddychać, czuję to
        tak, jakbym nie mógł wziąć oddechu nie mając kontroli nad nim. Gdy tylko ocknę
        się i otworzę oczy - wszystko wraca do normy. Czasem podczas tego bezdechu
        czuję, że serce wali mi jak oszalałe, dosyć słabo ale często. Wystarczy jednak
        obudzić się i problem nagle znika. Na szczęście sypiam już spokojnie więc nie
        zdarza mi się to w ogóle...

        Dzisiaj idę do psychologa bo chciałbym usunąć przyczyny tej nerwicy, która
        dosyć mocno utrudnia życie... Mam nadzieję, że tym razem trafię na dobrego bo
        dotychczasowi rozkładali ręce (ze szpitali państwowych). Matka na mnie jest
        wściekła gdy nie chcę jej zawieźć do siostry, ciotki i wujki dziwią się,
        dlaczego nie chcę ich po rodzinnej imprezie odwieźć do domu i traktują to jako
        moją niechęć. Koledzy dziwią się, dlaczego nie chcę czasem pójść gdzieś dalej
        (od samochodu) nie wiedząc, że wpadam w panikę gdy nie mam możliwości szybkiego
        dostania się do domu w razie gdyby coś mnie napadło. Mam problem z robieniem
        zakupów w hipermarketach, chodzeniem w zatłoczone miejsca, nie wsiądę do
        pociągu, tramwaju, autobusu. To straszne... Nie wyobrażam sobię tego, że będę
        mógł kiedyś żyć tak, jak jeszcze kilka lat temu. Normalnie poruszając się po
        tym świecie. Wiem że sam się w to wszystko wkręciłem i wkręcam ale nie potrafię
        się z tego wydostać. Prawie zero pomocy ze strony rodziny, matka awantury robi
        tylko ojciec pomaga.

        Wiem że się użalam nad sobą ale już nie wiem co robić... no ale może ten
        psycholog pomoże...
        • green_land Re: Błędne koło... 01.06.07, 14:17
          >Nie wyobrażam sobię tego, że będę
          >mógł kiedyś żyć tak, jak jeszcze kilka lat temu. Normalnie poruszając się po
          >tym świecie.
          Dwója z pozytywnego myślenia:) Właśnie to powinieneś sobie codziennie przed
          snem powtarzać, jak najwyraźniej wyobrażać i traktowac jako coś, co już jest,
          tylko trochę niedostępne. Bo problem nie siedzi w sercu, lecz w Twojej głowie.

          > Czasem ratuję się takim pozytywnym myśleniem - np. mam lęk przed przejazdem
          > samochodem przez zatłoczony plac ale mówię sobie (nawet na głos) "słuchaj
          > idioto, trzy lata temu jeździłeś po Polsce i nic Ci nie było a nie możesz
          > dojechać do miejsca oddalonego o 6km od domu?".
          I bardzo dobrze!
          Jestem osobą nieśmiałą, więc by jakoś sobie z tym poradzić zaczęłam postępowac
          w myśl zasady: jeżeli się czegoś boisz - zrób to! Bałam się pogadać z szefem?
          Nie namyślałam się długo, tylko szłam, pukałam w drzwi i wchodziłam. Im
          bardziej bowiem starałam się oswajać z trudną sytuacja do przejścia, tym było
          gorzej - po prostu tchórzyłam.

          > Próbowałem już żyć jak zdrowy psychicznie człowiek ale wystarczy że raz mi
          > serce z rytmu wypadnie i od razu wracają lęki i czasem pojawia się panika...
          Każdy z nas czasami wpada w panikę. Kiedy złapał mnie w pracy częstoskurcz,
          ledwo potrafiłam mówić. Musiałam pojechac do lekarza, bo sam nie chciał minąć,
          wredny:) Trwało to około godziny. Po drodze prawie żegnałam się z zyciem:/
          Od tego czasu potwornie się bałam, że powtórzy się a ja nie będę mogła wezwać
          pomocy. Z telefonem się nie rozstaję, zawsze musi być naładowany na maxa. Przez
          długi czas nawet na spacer do lasu nie szłam, bo zasięg, bo jak mnie tam znajdą
          itd. Kiedy brakowało mi potasu także czułam się strasznie. Złapało mnie to
          niedawno w samochodzie. Pomyślałam, że pewnie nikt by mi nie pomógł, bo nie
          miałam siły by ruszać, więc tylko zwolniłam (nie było możliwości zatrzymania
          się) i kilkakrotnie kaszlnęłam + wzięłam pare tabletek - potas, magnez,
          dodatkowy concor. I jakoś minęło.

          Musisz przestać się bać. Wiem, że to bardzo trudne, ale wystarczy się
          przełamać, spróbować i okaże się, że nie taki wilk straszny!

          Dobrze, że wróciłeś do seroxatu. I bierz go tak długo, jak każe lekarz. Nie
          warto zatruwać sobie życia stresem, wiem, tabletki też trują, ale nie myśl
          teraz o tym. Najważniejsze, to pozbyć się lęku!

          Bierz cały czas magnez, najlepiej mi służy SlowMag B6. Sprawdź sobie poziom
          potasu - jeżeli będzie poniżej 4 bierz Kaldyum (1 tabl. dziennie). Potas
          wzmacnia serce, arytmia tak łatwo wtedy nie łapie.

          Trzymam kciuki za Ciebie, uda Ci się, wiem:) Tylko nie zamartwiaj się sercem!
          Ono sobie doskonale poradzi. Zaczyna wariować? To niech sobie trochę pohasa, a
          Ty kilkakrotnie kaszlnij mocno albo zrób Valsalwę (czy jakos tak) i serduszko
          się uspokoi. Jak nie po pierwszym, to po drugim razie. Będzie wracało? To co z
          tego? Od tego się nie umiera:) Bardzo pomagał mi na arytmię Lexotan 3mg, może
          Tobie tez pomoże? Zapytaj psychologa. Ale skoro dobrze działał na Ciebie
          seroxat, to może nie warto truć się jeszcze innym lekiem.
          I jeszcze - dla ochrony wątroby (tableteczki:/) dobre jest Essentiale forte.

          > Wiem że się użalam nad sobą ale już nie wiem co robić...
          Czasami dobrze jest poużalać się nad sobą, skoro inni nie dostrzegają naszej
          udręki.

          Życzę wszystkiego naj nie tylko z okazji.... dnia dziecka:)))

          Sobie też złożę życzenia, bo kto by o starej babie pamiętał:P Zrobię sobie
          ucztę z frytek i suróweczki! I tak nie przytyję choć chuda jestem okropnie:)


          Czekam na wiadomości

    • alpm Re: Błędne koło... 01.06.07, 16:17
      Witam was,

      moje błędne koło zaczęlo sie rok temu. Zamiast isc do nowej pracy - zemdlałam i
      porzadnie uszkodziłam sobie twarz- Złamany nos i zatoka. W czasie pobytu w
      szpitalu stwierdzono arytmie komorową i WPW (Holterem)
      I powiedzcie jak to jest, nie czułam tych 7000 dodat uderzen a teraz 1 wytrąca
      mnie z równowagi?

      Ponieważ wpw może być groźne - zrobiono ablacje - z biegu niezbyt nad nia
      myslałam. Wpw pokonane, choć i tak niemiałam czestoskurczu.

      Ale komorówka jest. Biorę Polfenon i aktualnie po przerwie w lekach siedzę
      sobie z holterem. Jak ja sie boje tych dodat skurczów. Niby nic, jakiś ucisck
      kolo przełyku, nawet to nie boli... a jednocześnie niezbyt mam ochote
      podrózowac, odwiedzać innych szczególnie nocą - moja arytmia jest wybitnie
      nocna.:( Strach pojawia się etapami - najpierw myślę e tam ciągle to samo,
      potem o kurcze jest coraz gorzej, potem - jak by było zle to juz bym zemdlała,
      potem - do diabła idę przasować, potem - e nie dam rady. Znacie to?


      Myślę, ze mam szczescie - mieszkam 10km od szpitala kardio, osobiscie znam
      lekarza od zaburzeń rytmu, mam męża który to wszystko znosi i staram się żyć
      normalnie - z dziecimi inaczej sie nie da. Nawet ciagle pracuje.
      Ale jak odkryć czy cześć tych kłopotów nie jest "psychiczna"? czy komorówka
      może być napędzana psychiką? Dlaczego noc? dlaczego wysilek to wycisza? Jakie
      są wasze doswaidczenia?

      Pozdrawiam,

      ania
      • green_land Re: Błędne koło... 01.06.07, 19:12
        Chyba każdy ma inaczej, tj. niektórym zdarza się częstoskurcz albo napad arytmi
        podczas lub po wysiłku fizycznym, innym przy odpoczynku, mi parę dni po silnym
        stresie. W końcu każdy z nas jest inny...

        Jak ja sie boje tych dodat skurczów. Niby nic, jakiś ucisck
        > kolo przełyku, nawet to nie boli... a jednocześnie niezbyt mam ochote
        > podrózowac, odwiedzać innych szczególnie nocą - moja arytmia jest wybitnie
        > nocna.:( Strach pojawia się etapami - najpierw myślę e tam ciągle to samo,
        > potem o kurcze jest coraz gorzej, potem - jak by było zle to juz bym
        zemdlała,
        > potem - do diabła idę przasować, potem - e nie dam rady. Znacie to?
        >
        :))) Dokładnie. Czasami tak to właśnie wygląda, że koniec końców panikuję (to
        silniejsze ode mnie) i każę się wieźć na pogotowie, gdzie najczęściej mnie
        olewają - tabletka na uspokojenie i won do domu, albo: "wie pani, takie objawy
        to może być zawał nawet, choć z ekg to nie wynika" - nie ma to jak pocieszyć
        pacjenta, który ledwo dyszy:P

        > Ale jak odkryć czy cześć tych kłopotów nie jest "psychiczna"?
        Zacząć sobie wmawiać, że jest się zdrowym, nawet mimo powtarzających się
        incydentów. Sprawdziłam na sobie - to była ciężka walka, ale się udało:)
        U mnie serce dało o sobie znać pół roku po urodzeniu dziecka. Lekarz
        stwierdził, że zawsze to miałam, ale nie zwracałam uwagi - i miał rację! No ale
        nawarstwiło się wiele, wiele rzeczy i w końcu coś musiało pęknąć. Kiedyś
        podobnie miałam z przysadką - niedoczynność, także na skutek stresu, jak się
        dowiedziałam. W ciążę zaszłam cudem (lekarze nie dawali szans), potem koszmar
        ciąży, przeprowadzka i masa innych kłopotów, zdrówko mi się potwornie posypało
        no i serce zaczęło się buntować. Ale kto stresów nie ma:)

        jakiś ucisck
        > kolo przełyku, nawet to nie boli...
        O, właśnie - mam tak samo! Jak mówię o tym lekarzom to dziwnie na mnie patrzą.

        Próbowałaś się leczyć na nerwicę? Idź do psychologa albo psychiatry (mi on
        przepisuje Xetanor) i powiedz, o co Ci chodzi. Może przez branie tych leków
        serce sie uspokoi? Bo raczej zwykłe, bez recepty leki Ci nie pomogą.

        Pozdrawiam
    • hanss25 Re: Błędne koło... 03.06.07, 11:45
      stary mam identyko jak ty,kiedys super zdrowy sportowiec,serce niby zdrowe
      (wiele badan) ,a sie potyka caly czas i napedza w nerwice, ze umre,wszedzie
      bylem i nikt nie pomogl,moze samo kiedys przejdzie jedyna nadzieja.
      • elijana Re: Błędne koło... 05.06.07, 10:22
        Mnie w tym wszystkim najbardziej wkurza to,że będąc na jakiejś imprezie myślę o
        tych durnych napadach i nie potrafię się bawić na całego jak to kiedyś
        bywało .Fakt ,że jak wypiję trochę alkoholu /może trochę więcej niż trochę:)/
        to zapominam i się wyluzowuję .Raz miałam tylko napad częstoskurczu jak piłam
        piwo ale nigdy jak pijam mocniejsze trunki. Serce wali ale rytmem zatokowym a
        potem to już się w niego nie wsłuchuję. Najgorzej jest po napadzie a miałam go
        tydzień temu po 9 miesięcznej przerwie.trwał godzinę i nie był spowodowany
        niczym ,chyba że wziąć pod uwagę że było przed burzą. Zauważyłam także ,że jak
        systematycznie ćwiczę /aerobik/ to tych częstoskurczy nie miewam . Choć i
        ostatnio przestałam na niego chodzic bo upały i ćwiczenia nie są dobre dla mnie
        za bardzo jednocześnie. Boję się ablacji jak cholera bo częstoskurcze miewam
        b.rzadko i przechodzą. Boję się ,że po ablacji coś innego się przypałęta ,albo
        nie będą mogli mi usunąć dodatkowej drogi choć nawet nie wiem czy takową mam.
        Ostatni raz wylądowałam na pogotowiu rok temu i po kroplówce z isoptinu od razu
        przeszło .W domu czekałam ok godziny bo lek powoli się uwalnia. Ale skurczybyk
        odpuścił.To jest właśnie błędne koło częstoskurcz-strach -częstoskurcz-strach
        i paskudny komfort życia.....

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka