hakala
27.02.19, 22:24
Od jakiegoś czasu męczą mnie dziwne objawy i nie wiem z czym je powiązać... w dodatku pojawiają się cyklicznie, po czym znikają bez śladu, więc nie bardzo jest z czym iść do lekarza. To może od początku.
Nie wiem czy to istotne, ale mam 25 lat i pół roku temu zostałam matką. Od 1.5 roku mieszkam w mieście (ok. 500-600 tys.), Wcześniej mieszkałam na malutkiej wsi - powiedzmy 200 mieszkańców max. Oprócz niedoczynności tarczycy (na którą leczę się od dziecka) i stosunkowo niedawno wykrytym PCOS nic mi nie było.
Ostatnimi czasy (około 5-6 ostatnich odwiedzin), podczas wizyt w rodzinnym domu dopadają mnie okropne bóle mięśni i stawów - powiedzmy że podobne do grypowych, tylko silniejsze. Do tego ból żeber przy wdechu. Najbardziej bolą stawy i mięśnie nóg - w szczególności kolana. Co dziwne pojawiają się po paru godzinach od rozpoczęcia wizyty i nasilają się do wieczora. Dzieje się tak za każdym razem jak tam jestem. I nie ma znaczenia czy zostajemy na noc, czy wracamy tego samego dnia... czy dużo spacerujemy, czy siedzimy w ich domu. Po powrocie do swojego mieszkania objawy ustępują po przespaniu nocy lub dwóch. Co dziwniejsze objawy mam tylko ja, mąż i córka bez objawów.
Z początku myślałam że to może niewygodnie łóżko, stan przedgrypowy, zmiana pogody, przemęczenie, związane z tym, że muszę bardzo wcześnie wstać żeby do nich pojechać... Później że sobie coś uroiłam - bo czemu tak źle się czuję tylko u nich... i w dodatku tylko ja!
Dziś rozmawiałam z młodszą o kilka lat siostrą, która na codzień mieszka w malutkim miasteczku (ok 15-20tys.). Sama wyszła z tematem, że jak jedzie do rodziców, zaczynają ją boleć mięśnie i stawy - jak na grypę. Tyle że u niej dochodzi jeszcze stan podgorączkowy. Wychodzi na to, że nic sobie nie wmówiłam, skoro nie jestem sama. I podobnie jak u mnie, kiedy wraca do swojego mieszkania po sobie lub dwóch wszystko wraca do normy.
Mamy jeszcze brata, który na codzień mieszka w rodzinnym domu, ale jemu nic nie jest...
Nie wiem co o tym myśleć, a przekopałam Internet i nic podobnego nie znalazłam. Wiem że mój przypadek brzmi absurdalnie, ale proszę o pomysły, co to może być. Lubię i zawsze lubiłam tam przyjeżdżać, ale to się staje uciążliwe... Pozdrawiam. JH