harriet24
09.09.05, 09:35
Ponad rok temu zaczęły mi dokuczać zawroty głowy. Przychodziły i odchodziły.
Lekarz skierował mnie na badania krwi (morfologia, OB, żelazo) - wszystko ok.
Laryngolog - niby ok. Neurolog - moje zawroty go nie niepokoją. Okulista -
dno oka w porządku. Więc lekarz I kontaktu zasugerował depresję (tym bardziej
że cierpię na niedoczynność tarczycy). Miałam krótki romans z Coaxilem. Z
braku możliwości u zwykłych lekarzy postanowiłam skorzystać z medycyny
alternatywnej.
Przez ostatnie pół roku zaczęłam więc chodzić do bioenergoterapeuty. Pomógł
mi z tymi zawrotami. Zaczęły się pojawiać coraz rzadziej. Od dwóch miesięcy
nie byłam u niego (wakacyjna przerwa) i ogólnie czułam sie dobrze, ale od
półtora tygodnia coś jest znowu nie tak. Byłam u lekarza, ale on znowu
powiedział, że to nerwy tym bardziej że zaniedbałam trochę leczenie tarczycy.
Tyle tylko, że od tej wizyty czuję się coraz gorzej. Mam nadal zawroty,
uczucie jakby moja głowa była nie moja. Drętwieje mi tył głowy, twarz, szyja.
Jestem ciągle w stresie przez te objawy. Wydaje mi się jakbym miała w głowie
balonik, który się powiększa. Nie odczuwam bólu, tylko takie nieprzyjemne
ciarki, drętwienie i ciężar. Czy to możliwe że nerwy dają o sobie znać w ten
sposób?? Coś ciężko mi uwierzyć... Pomóżcie, bo lekarz już nie traktuje mnie
poważnie, a bioenergoterapeuta dopiero za tydzień.