Dodaj do ulubionych

moja historia z wpn

14.03.06, 22:22
cześć
Jestem zuza mam 27 lat mam wrodzony zespół nadnerczo płciowy jeszcze nigdy
nikomu o tym nie mówilam po raz pierwszy piszę tutaj.Pochodzę z małej wsi,do
tej pory nie mieliśmy telefonów stacjonarnych a co dopiero internetu, ale
doczekaliśmy sie dzięki temu mogę się czegoś więcej dowiedzieć na ten
temat.Mój horror zaczął się w wieku 9lat,bylam na obozie i podczas rutynowej
kontroli lekarskiej wszystko sie wydało, wiedziałam że coś ze mną jest nie
tak ale nikt nigdy mi nic nie mówił na ten temat,mam na myśli rodziców,a ja
wstydzłam sie zapytać.Po obozie zostałam skierowana do szpitala,tam byłam
zwykłym królikiem doświadczalnym zbierały sie pielgrzymki lekarzy i
oglądali,robili zdjecia,mój pobyt w szpitalu ograniczałsie tylko do
tego.Nastepnie jeżdziłam ze skierowaniami po różnych szpitalach,klinikach i
wszedzie to samo sesja zdjęciowa jak u modelki, oglądanie jak jakiegoś
eksponatu,pamiętam jak dziś zawsze kiedy miałam jechać do szpitala był
placz,cała noc nie przespana tak bardzo sie wstydziłam tych zdjęc,nie bardzo
wiedziałam po co to wszystko i dlaczego tak dużo mnie fotografują,nie miałam
w nikim oparcia nikt nie rozmawiał ze mną na ten temat,mam bardzo duży żal do
rodziców i lekarzy dlaczego nikt nie zajął sie mną, pytałam mamę dlaczego
dopiero teraz gdy mam 9lat to się zaczęło dlaczego wcześniej nie poszla ze
mną do lekarza,odpowiedziala mi że była zaraz po narodzinach u lekarza ale on
ją zbył i powiedział ze to się wchłonie,on chyba sam nie wiedział co mówi.Po
trzech latach robienia zdjeć i oglądania zostałam skierowana na
operacje,usunieto mi przerośnietą łechtaczkę.Moja tułaczka po szpitalach
zakończyła sie gdy skończyłam 15 lat prawie całą szkole podstawową spędziłam
w szpitalach,najgorsze było to jak koledzy i kolerzanki dopytywali sie na co
choruje wtedy kłamałam że choruję na nerki,było mi wstyd.Od najmłodszych lat
faszerowano mnie tabletkami encorton,hydrokortyzon,dexsamethazon,cortinef,i
innymi ktorych nazw już nie pamiętam,najgorszym momentem w moim życiu była
wiadomość o tym że już nie urosnę od 2klasy podstawowej uroslam tylko 6 cm w
tej chwili mam 146cm i duży żal do lekarzy ponieważ pierwsze zdjęcie wykonano
mi dopiero w wieku 15 lat a wtedy było już za pózno a mozna było to wcześniej
zrobić,tylko że wtedy nie wiedziałam o tym, ale to nie ja powinnam wiedzieć
tylko oni,lekarka która mi to powiedziała miała uśmiech na twarzy,a ja łzy w
oczach.dzisiaj mam 27 lat, meża i brakuje mi do szczęscia dziecka, od 2lat
sie staramy o dziecko,mąż nie wie o mojej chorobie,wiele razy pyta po co ja
łykam tabletki mówię że na przemianę materi, nigdy sie nie przyznam nikomu
nawet jemu,choć wiem że bardzo mnie kocha i nie chcę tego zepsuć. Dzekuję Wam
wszystkim że mogłam opowiedziec w skrucie moją historie pozdrawiam wszystkich
trzymajcie się ciepło i nie poddawajcie,dążcie do celu,moim teraz jest
dziecko. pa

Obserwuj wątek
    • iwona158 Re: moja historia z wpn 15.03.06, 18:46
      Cześć zuza!!!Przeczytałam Twoją historię i tak jakbym w niej widziała historię
      mojej córeczki Sabrinki.U niej jednak chorobę i zmiany w wyglądzie wykryto
      zaraz po urodzeniu( mieliśmy to szczęście że trafiliśmy na fachowego lekarza,i
      kliniki-w porównaniu z Tobą), jednakże znam to uczucie o którym piszesz jak cię
      oglądała rzesza lekarzy , studentów i fotografowano Cię.Jako matka czułam się
      podle upokorzona, gdy moją córeczkę w klinice oglądało mnóstwo lekarzy ,
      studentów i też jej robili zdięcia kiwając przytym głowami, ona była jednak za
      mała aby zdawać sobie z tego sprawę, ja jednak czułam się jak pisałam podle i
      tak jest do dzisiaj, sprowadzano wręcz studentów z innych oddziałów aby
      zobaczyli sobie moje maleństwo jakby to nie było dziecko tylko jakieś małpiątko
      do oglądaniai dotykania.Wierzę Ci iż masz żal do swoich rodziców ja jako matka
      zrobiłam wszystko i nadal robię aby moja córeczka nie czuła się inna od innych
      dziewczynek i gdy tylko dorośnie postaram sę jej wszystko dokładnie wyjaśnić i
      opowiedziećo jej chorobie, aby w przyszłości nie miała do mnie żalu.Pozdawiam
      Cię gorąco, jęśli masz ochotę popisać proszę napisz na mój e-
      mail:iwona158@vp.pl. Moja córeczka ma obecnie 4,5 roczkui jest bardzo pogodną i
      wspaniałą dziewczynką.PA
    • kkk3 Re: moja historia z wpn 17.03.06, 09:46
      Hej Zuza,
      Wspolczuje ogromnie. Nie tyle choroby bo przeciez prawie kazdemu cos tam
      dolega, ale tych stresow i niepewnosci.
      Choc nie jestem klasycznym przypadkiem WPN to powiem Ci szczerze ze to wlasnie
      w mezu mam najwieksze wsparcie. Dobry maz - a tak mowisz o swoim - potrafi
      przyswoic mnostwo informacji :) a ulga ogromna. To nie wstyd byc chorym.
      Moj maz wiedzial ze przez WPN moge miec problemy z zajsciem w ciaze i razem
      walczylismy. Dzis mamy 6 letniego zdrowego slicznego synka i powoli zaczynamy
      myslec o drugim. Przygotowania stresy itd - to wszystko zdecydowanie latwiejsze
      we dwoje.

      Pozdrawiam
      Kasia

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka