Gość: Doki
IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be
21.01.03, 21:21
Tak sie ladnie kreci w kolko dyskusja o aborcji, az
szkoda przestac. Skoro jednak sa tu juz
zainteresowani(e), to skorzystam i podrzuce 2
skontrastowane przyklady wizji macierzynstwa, obie
wyczytane w gazecie w tym tygodniu. Niczego nie zmyslilem.
Jedna pani (nazwijmy ja pania A) dowiedziala sie prawie
jednoczesnie, ze jest w ciazy i ze ma zlosliwego guza
mozgu. Radioterapia byla wyjsciem, ale nie zgodzila sie
na to dla dobra plodu, mimo ze ostrzegano ja, ze to zle
dla niej sie skonczy. Istotnie, wkrotce zapadla w
spiaczke. Zgodnie z jej wola, podtrzymano sztucznie jej
zycie do ponad 30 tygodnia ciazy i przyszla na swiat
jej corka, ktorej nigdy nie zobaczy.
Inna matka (powiedzmy, pani B) miala 6-letniego synka,
u ktorego 2 czy 3 lata wczesniej tez wykryto zlosliwego
guza mozgu. Radioterapia przyniosla poprawe, ale
nastapila wznowa i bylo pewne, ze nie ma szans na
przezycie chlopca. Ciezka choroba zbliza, a dzieci od
niej dorosleja. Chlopiec chcial, zeby mama pozwolila mu
umrzec, gdy juz nie bedzie mial szans. Matka dotrzymala
slowa. Widziala, ze jej syn bardzo cierpi. Swiadomie
przedawkowala srodki przeciwbolowe i chlopiec zasnal.
Matce postawiono zarzut morderstwa.
Moim zdaniem pani A postapila glupio i nierozsadnie.
Nie dosc, ze postradala swoje zycie, zabrala wlasnemu
dziecku rodzona matke. Mogla przeciez sprobowac sie
wyleczyc, a potem znowu zajsc w ciaze. Pani A pewnie
uwazala, ze tak trzeba, ze swietosc zycia jej dziecka
itp i doprowadzila rzecz cala do absurdu. Utrzymanie
jej przy zyciu przez tak dlugi czas wcale nie musialo
sie udac.
Pani B natomiast nie jest zadna morderczynia, tylko
prawdziwa matka, ktora wytrwala przy dziecku do konca i
do konca podejmowala sluszne, a czasem trudne decyzje.
Zasluguje na szacunek, nie na proces.
Jakie jest wasze zdanie?