Dodaj do ulubionych

ALKOHOLIZM - czy wreszcie w miarę skuteczne leki ?

18.12.01, 18:06
Proponuję najpierw poczytać:
www.terapia.rubikon.net.pl/html/1999/medycyna4_d.htm

a następnie podzielić się wrażeniami, również (a może przede wszystkim ) przez
osoby, które miały okazję tych leków używać.
Obserwuj wątek
    • Gość: Fryderyk Re: ALKOHOLIZM - czy wreszcie w miarę skuteczne leki ? IP: *.telia.com 18.12.01, 19:00
      Wejdz na portal mezczyzna i poczytaj watek SEX PO CHINSKU Czy ktos potrafi
      wytlumaczyc? tam jest opisany ze dostaje sie alkocholo wstretu przy
      oczysczaniu organizmu.Zobacz i popatrz nic nie kosztuje, a moze sprobojesz.
      • dz Re: ALKOHOLIZM - czy wreszcie w miarę skuteczne leki ? 18.12.01, 22:25
        Jeśli na temat Twojej mikstury wypowie się 3300 osób-alkoholików, czyli tyle,
        ilu było badanych, wymienionych w artykule i jeżeli 25% przez rok będzie
        zachowywać abstynencję a pozostali pili znacząco mniej - skłonny jestem
        uwierzyć.
    • uve Re: ALKOHOLIZM - czy wreszcie w miarę skuteczne leki ? 19.12.01, 02:28
      Sa skuteczne leki. Znam kilka przypadkow wyleczenia medycyna naturalna. Nie
      wierzysz, no to jest Twoj problem. Potrzeba na to czasu no i dobrej woli
      pacjenta.
      Pzdr
      • dz Re: ALKOHOLIZM - czy wreszcie w miarę skuteczne leki ? 20.12.01, 00:56
        uve napisał(a):

        > Sa skuteczne leki. Znam kilka przypadkow wyleczenia medycyna naturalna. Nie
        > wierzysz, no to jest Twoj problem. Potrzeba na to czasu no i dobrej woli
        > pacjenta.
        > Pzdr


        Nieprawdą jest, że nie wierzę w medycynę naturalną. Po prostu przezyłem już
        tylu "uzdrowicieli", począwszy od jakichś specjalnych aparatów poprzez
        bioenergoterapeutów, różne "rewelacyjnie działające" preparaty ziołowe, aż do
        hipnotyzerów włącznie. Jedynym rezultatem tych kuracji było solidne wyczyszczenie
        mojego portfela, a faktyczną abstynencję prawie 2-letnią, po ochłonięciu od tych
        wszystkich "oszołomów" osiągnąłem tylko i wyłacznie dzięki własnej i
        nieprzymuszonej woli. Dlatego NIE WIERZĘ w rewelacyjne metody, wierzę w metody
        sprawdzone. Toteż jeść ktoś pisze, że pomieszał czosnek, miód i coś tam jeszcze i
        nabrał wstrętu do piwa - jestem bardziej, niż sceptyczny.

        Jeśli znasz naprawdę skuteczne i wypróbowane metody naturalne - napisz.

        pzdr
        dz
        • Gość: uve Re: ALKOHOLIZM - czy wreszcie w miarę skuteczne leki ? IP: *.vc.shawcable.net 20.12.01, 20:54
          Absolutnie rozumiem Cie. W ostatnich czasach namnozylo sie tyle uzdrowicieli
          ze glowa boli. Ale wiedz jedno, ze ziola sa skuteczne. Moj bos pomogl ludziom
          z rakiem, prostata, zatruciem, lupusem, astma, i wielu innymi rzeczami, to
          leczenie alkoholizmu jest to sprawa tylko dobrej woli pacjenta, czasu, no i
          pewnej sumy, bo bez tego raczej sie nie obchodzi.
          Alkoholizm nie jest az taka znowu choroba, to troche kiepski nawyk.
          Pzdr
          • dz Re: ALKOHOLIZM - czy wreszcie w miarę skuteczne leki ? 21.12.01, 01:47
            Gość portalu: uve napisał(a):

            > Absolutnie rozumiem Cie. W ostatnich czasach namnozylo sie tyle uzdrowicieli
            > ze glowa boli. Ale wiedz jedno, ze ziola sa skuteczne. Moj bos pomogl ludziom
            >
            > z rakiem, prostata, zatruciem, lupusem, astma, i wielu innymi rzeczami, to
            > leczenie alkoholizmu jest to sprawa tylko dobrej woli pacjenta, czasu, no i
            > pewnej sumy, bo bez tego raczej sie nie obchodzi.
            > Alkoholizm nie jest az taka znowu choroba, to troche kiepski nawyk.
            > Pzdr


            "kiepski nawyk"...haha..dobry dowcip...to choroba dożywotnia, nieuleczalna i w
            zasadzie śmiertelna...sam znałem kilka osób, które zabiła skuteczniej, niż rak,
            astma, AIDS, etc...ruinująca całe życie człowieka...odkąd wymyślono alkohol
            (bodajże od kilku tysięcy lat) nie wymyślono na nią lekarstwa, więc jeśli Twój
            boss je wynalazł, to albo jest geniuszem i Nobla mu, albo jest
            szarlatanem...osobiście skłaniałbym się ku temu drugiemu rozwiązaniu...

            pzdr
            dz
            • Gość: uve Re: ALKOHOLIZM - czy wreszcie w miarę skuteczne leki ? IP: *.vc.shawcable.net 21.12.01, 02:54
              Jest raczej tym pierwszym, bo o to drugie absolutnie nie moge go posadzic.
              Sluchaj, jezeli masz taki problem (czy tylko dyskutujesz?), to nie sklaniaj sie
              to w jedna strone to w druga, rob cos. Osobiscie znam kilkoro ludzi ktorzy
              wyzbyli sie tego paskudnego nawyku - no oczywiscie po kilku miesiacach.
              Ja wiem ze to trudno uwierzyc, ale to co tu pisze, to jest prawda.
              Pzdr
              • dz Re: ALKOHOLIZM - czy wreszcie w miarę skuteczne leki ? 21.12.01, 06:10
                Gość portalu: uve napisał(a):

                > Jest raczej tym pierwszym, bo o to drugie absolutnie nie moge go posadzic.
                > Sluchaj, jezeli masz taki problem (czy tylko dyskutujesz?), to nie sklaniaj sie
                >
                > to w jedna strone to w druga, rob cos. Osobiscie znam kilkoro ludzi ktorzy
                > wyzbyli sie tego paskudnego nawyku - no oczywiscie po kilku miesiacach.
                > Ja wiem ze to trudno uwierzyc, ale to co tu pisze, to jest prawda.
                > Pzdr

                Jasne, że mam ten problem. Inaczej nie zadawałbym sobie trudu pisania na
                forum. "Tego paskudnego nawyku" nie można się wyzbyć, to po pierwsze. Jest to -
                nie do końca niestety poznana przez naukę modyfikacja mózgu, skutkująca głodem
                alkoholowym. Coś tam się trwale uszkadza w przewodzeniu neuronów czy coś takiego,
                nie jestem fachowcem. Obawiam się, że tego nie da się naprawić preparatami
                ziołowymi, natomiast zupełnie zboczyliśmy z tematu - ani słowem nie napomknąłeś o
                skutecznych sposobach leczenia. Nie wiem, może niech boss się wypowie ?
                Acha, dla ścisłości - obecnie jestem w "ciągu" alkoholowym, którego nie potrafię
                przerwać, zresztą jeśli jesteś ciekaw szczegółów polecam mój poprzedni post:

                www.gazeta.pl/alfa/home.jsp?
                dzial=0511&forum=ZDROWIE&wid=324904&aid=324904&layout=2

                pzdr
                dz

                • dz Re: ALKOHOLIZM - czy wreszcie w miarę skuteczne leki ? 21.12.01, 06:29
                  Acha, dodam jeszcze, iż mój prawie 2-letni okres abstynenecji (poza czasami
                  nasilenia się depresji endogennej, która - niestety - mocno alkholizm
                  wspomaga ) wspominam naprawdę rewelacyjnie....Jest to po prostu WOLNOŚĆ...W
                  czystym znaczeniu tego słowa.
                  • Gość: szaser Re: ALKOHOLIZM - czy wreszcie w miarę skuteczne leki ? IP: 193.59.130.* 21.12.01, 09:56
                    Drogi D.Z.
                    Jest pytanie, na które musisz tylko sobie odpowiedzieć, czy chcesz nie pić?
                    Jeśli odpowiedź Towja jest pozytywna, to weź telefon i zapisz się na wizytę do
                    Państwowego Ośrodka tel. 628-37-46, nie bój się, otrzymasz naprawdę fachową i
                    niejednorazową pomoc. Rejonizacja nie obowiązuje, ale musisz być ubezpieczony w
                    kasie chorych, więc książeczka zdrowia, albo wydruk ZUS jest konieczny. Na wizytę
                    przychodzisz trzeźwy zupełnie.
                    Głowa do góry, musisz nie pić!
                  • Gość: jotka Re: ALKOHOLIZM - czy wreszcie w miarę skuteczne leki ? IP: *.acn.pl 22.12.01, 00:42
                    znam skuteczny sposob. ty tez go znasz. znam alkoholikow, ktorzy nie pija.
                    tylko oni nie szukaja juz cudownych pigulek, ktore wystarczy polknac i choroba
                    znika. oni zaakceptowali to, ze sa chorzy, to ze beda chorzy do konca zycia i
                    to, ze zachowanie abstynencji wymaga stalej pielegnacji i systematycznej pracy.
                    nie spoczeli na laurach mimo, ze niektorzy z nich nie pija juz od kilkunastu
                    lat. wiesz przeciez, ze alkoholizm to choroba ciala, duszy i umyslu. chcesz
                    zajmowac sie (a raczej jednorazowo zajac sie) tylko cialem - moze dlatego
                    doznajesz niepowodzen?
                    jezeli przetestujesz juz wszystkie leki swiata, akupunktury, hipnozy, zaszywki,
                    jezeli osiagniesz juz swoje dno, przypomnij sobie o AA i o duchowym programie
                    dwunastu krokow. i przyjdz.
                    • dz Re: ALKOHOLIZM - czy wreszcie w miarę skuteczne leki ? 22.12.01, 01:56
                      Gość portalu: jotka napisał(a):

                      > znam skuteczny sposob. ty tez go znasz. znam alkoholikow, ktorzy nie pija.
                      > tylko oni nie szukaja juz cudownych pigulek, ktore wystarczy polknac i choroba
                      >
                      > znika. oni zaakceptowali to, ze sa chorzy, to ze beda chorzy do konca zycia i
                      > to, ze zachowanie abstynencji wymaga stalej pielegnacji i systematycznej pracy.
                      >
                      > nie spoczeli na laurach mimo, ze niektorzy z nich nie pija juz od kilkunastu
                      > lat. wiesz przeciez, ze alkoholizm to choroba ciala, duszy i umyslu. chcesz
                      > zajmowac sie (a raczej jednorazowo zajac sie) tylko cialem - moze dlatego
                      > doznajesz niepowodzen?
                      > jezeli przetestujesz juz wszystkie leki swiata, akupunktury, hipnozy, zaszywki,
                      >
                      > jezeli osiagniesz juz swoje dno, przypomnij sobie o AA i o duchowym programie
                      > dwunastu krokow. i przyjdz.


                      Słoneczko, ależ ja byłem. Opowiem mniej więcej, jak to wyglądało, może gdzieś
                      popełniłem błąd i mi go wytkniesz ? No to opowiadam, najszczerzezj, jak mogę:

                      Zgłosiłem się tam sam, oczywiście w "ciągu". Oczywiście zostałem przyjęty,
                      wciągnięty do ewidencji, porobiono mi przeróżne testy, z których wynikło, iż
                      jestem alkoholikiem (no wprawdzie punktacja tych testów była tak "na granicy",
                      tzn. np. o ile sobie przypominam alkoholizm np,. uznawano od 22 pkt. ja miałem
                      21, ale jednak jestem i sie do tego przyznaję ).

                      Więc skoro już nim zostałem, zobaczyłem, że nie jestem sam z zapałem podjąłem
                      abstynencję i zacząłem chodzić regularnie na spotkania. Sęk w tym, iż w miarę
                      uczęszczania na mittingi mój stan psychiczny regularnie sie pogarszał, pomimo
                      zaaplikowania mi leków antydepresyjnych. "Piciorysy" opowiadające o ludziach od
                      stryczka odciętych, tracących po pijaku oko, wpadający pod samochód itp.
                      powodowały u mnie tak silne depresje lękowe, ze pewnego dnia skończyło się to
                      rodzajem omdlenia. Po prostu poczułem silne pieczenie lewej ręki i plamy przed
                      oczami. Musiałem natychmiast wyjść na świerze powietrze. To była moja ostatnia
                      wizyta w klubie AA. Po prostu bałem się o swoje zdrowie, ponieważ w mojej
                      rodzinie wiele było przypadków zawałów na tle nerwicowym. Najgorsze, iż kiedy
                      skarżyłem się podczas uczęszczania do AA doktorowi i pani psycholog, mocno
                      lekceważyli moje dolegliwości, a nawet usłyszałem zarzut, iż "wymyślam", aby
                      znowu pić. Sama rozumiesz, ze wobec takiego obrotu sprawy zrezygnowałem z AA.
                      Byłbym Ci wdzięczny, gdybyś jednak przeczytała uważnie art. p. d-ra Habrata,
                      chyba największego w naszym kraju autoryteu d/s alkohilizmu. Link do niego
                      znajduje się w moim pierwszym poście.
                      Ja nie twierdzę, że AA jest złe i niewykluczone, iż znów tam się wybiorę. Ale nie
                      uznaję poglądów typu "tylko my jesteśmy dobrzy i doskonali". Słuchaj, podczas
                      mojej bytności w AA na śmierć zapił się człowiek. Już wówczas znany był lek
                      Campral, który wg wszelkich badań by mu pomógł (ja o nim niedawno dowiedziałem
                      się z internetu, mam i spróbuję w tym najgorszym, pierwszym m-cu abstynencji).
                      Człowiek - być może - by żył. Ale lekarz z zasady nie przepisywał żadnych leków,
                      był tak jak Ty pasjonatem AA i dokładnie miał takie samo zdanie - że nic
                      alkoholikowi nie pomoże, tylko AA. A przecież świat idzie do przodu....Dla mnie
                      to było przerażające. Cholernie mi to pachnie sekciarstwem, dokładnie
                      SEKCIARSTWEM. Do tego stopnia, iż kiedy była przerwa i ja sobie paliłem
                      papierosa, rozmawiając z dziewczyną, która wcinała batonik, zypełnie przypadkiem
                      zauważyłem na składzie batonika, iż zawiera on alkohol (oczywiście każdy zawiera
                      minimalne ilości). Dziewczyna przerażona natychmiast wypluła batonik do kosza.
                      Rany, bez przesady.....W dodatku jej czyn pochwaliło kilka stojących obok osób.
                      To taki epizod, który mi sie przypomniał podczas pisania. Jest autentyczny.
                      Przyznasz, że z lekka przesada.
                      Nie wiem, może źle trafiłem, może gdzieś popełniłem błąd....Ale faktem jest, że
                      później nie piłem prawie 2 lata. Sam. Z własnej woli. Z literartury o
                      alkoholiźmie dowiedziałem się, ze jest to dość rzadki przypadek tak długiej
                      abstynencji. Chociaż w tym czasie nie zrobiłem specjalnych zmian w moim zyciu i
                      znów "wpadłem" (powodem była śmierć bliskiej osoby, już to opisywałem...dokładnie
                      chodziło o to, iż tak mnie roztrzęsło podczas zawału Tej Osoby, iż nie byłem w
                      stanie podjąć się pierwszej pomocy, a że obok była butelka z wódką - to było
                      jedyne lekarstwo, abym spokojnie mógł zadzwonić po pogotowie i podjąć się
                      reanimanicji, co zresztą nie na wiele się zdało, ale ja "popłynąłem"), to jednak
                      jestem zadowolony z tego okresu. Zadowolony i w sumie....trochę dumny. I powinnaś
                      mnie pochwalić, bo jestem w tak niskim stanie psychicznym i niewiary w siebie, że
                      każde dobre słowo przyjmę, jak nedzarz złotówkę wrzuconą do kapelusza. Z
                      wdzięcznością.

                      pzdr
                      dz
                      • Gość: jotka Re: ALKOHOLIZM - czy wreszcie w miarę skuteczne leki ? IP: *.acn.waw.pl 22.12.01, 12:30
                        ja nie twierdze, ze "tylko AA jest dobre i doskonale". jezeli tak to zabrzmialo,
                        to przepraszam. ja tylko wiem, ze AA pomoglo i pomaga tysiacom ludzi przestac pic
                        i trwac w niepiciu. a kilku z tych ludzi znam. znam tez takich, co chodzili na
                        mitingi a zapijali. ale bycie w AA to nie tylko chodzenie na mitingi.
                        sekciarstwo? to twoje wlasne odczucie i nie mam na to odczucie zadnego wplywu.
                        nie wiem, jaka jest dokladna definicja sekty - mozesz sam sprawdzic. powiem
                        tylko, ze masz takie same prawa i musisz trzymac sie tych samych zasad, co kazdy
                        w AA.
                        a dziewczyna, ktora wyplula batonik? to jest jej zdrowie i jej prawo do dbania o
                        nie na swoje sposoby. chociazby te sposoby wydaly sie tobie po prostu glupie i
                        przesadzone. znam takich, ktorzy na poczatku unikali kontaktu z kazdym alkoholem -
                        nawet w plynie do mycia szyb. znam takich, co moga polewac innym i takich, co
                        jadaja ponczowe ciastka i nic im to nie robi. to indywidualna sprawa kazdego
                        czlowieka, gdzie postawi granice "bezalkoholowosci".
                        gdzie popelniles blad? to chyba nie jest dobrze zadane pytanie. moze powinienes
                        poszukac innego mitingu. zrobic "90 mitingow w 90 dni" i znalezc swoje miejsce?
                        kazde spotkanie ma swoj indywidualny charakter i swoj kaliber. wiem, ze niektore
                        bywaja ciezkostrawne. moze powinienes poszukac tych radosnych?
                        w artukule jest powiedziane, ze farmakologia jest jednym ze skladnikow leczenia.
                        i ok - zgadzam, ze moze nie warto jej bagatelizowac. ale wiem tez, ze trzezwienie
                        bez prochow jest mozliwe.
                        nie uznaje szantazu, wiec nie bede cie chwalic :-)). jezeli ten okres abstynencji
                        w twoim zyciu byl taki piekny, to moze zamiast rozmyslac o tym, jak kiedys bylo
                        fajnie, zrobisz DZISIAJ WSZYSTKO zeby znow tak bylo?
                        pozdrawiam i zycze powodzenia
                        jotka
                        • dz Droga Jotko.... 23.12.01, 01:43
                          ..absolutnie Cię nie lekceważę, po prostu w trakcie pisania zawiesił mi się
                          komputer (niebieski tło i napis "Wystąpił wyjątek krytyczny...." i cos tam-coś
                          tam ) . I cały, b. długi post diabli wzięli. No i musze wszystko pisać od
                          nowa :-(((. Ogólnie rzecz biorąć - nadal piję. Po prostu muszę być teraz, w
                          okresie Świąt "na chodzie", a "trzeźwienie", oprócz tego, że samo w sobie jest
                          diabelnie nieptrzyjemnym uczuciem, trwa zazwyczaj 2-3 dni i wyłącza człowieka z
                          normalnej eksploatacji. Na coś takiego absolutnie nie mogę sobie teraz
                          pozwolić. Planuję rzucić to świństwo zaraz po Świętach, o ile mi się uda. Rany,
                          oby się udało...Mam wrażenie, że sama jesteś zainteresowana tematem, toteż
                          chyba wiesz, jakie to trudne. Piekielnie się boję.

                          pzdr
                          dz
                          • Gość: dz Prochy IP: *.pp.rzeszow.pl 23.12.01, 03:39
                            Właśnie, prochy. Pewmie ,że można bez nich zachwać abstynencję. Równie dobrze
                            można mieć amputowane nogi i nauczyć się chodzić bez protez, na kikutach.
                            Ba ! 1000 lat temu ludzie też chorowali na np. zapalenie płuc, a w ogóle nie
                            było antybiotyków. I jakoś niektórzy przeżywali. Dzisiaj też ktoś ciężko chory
                            może sobie zażyczyć, aby mu nie podawać żadnych leków. Jego wola. Właśnie
                            podobną tendencję zauważyłem w AA ( a i poniekąd w Twoim poście ). Ci ludzie
                            leczyli się na szereg chorób somatycznych, związanych z nadużywaniem alkhololu
                            ( wątroba, nerki, itd.) ale kiedy próbowałem wysondować, czy jest coś, co by
                            zminimalizowało ten mój przeklęty głód alkoho;owy, patrzyli na mnie weęcz z
                            wrogością twierdząć, że na alkoholizm nie ma leku.To znaczy jest: chodzenie na
                            mittyngi i robienie 12 kroków. A przecież wtedy na rynku był już ów Campral,
                            który - sądząc po jego opisie - diabelnie by mnie i nie tylko mnie pomógł
                            (kilka osób systematycznie "zapijało").
                            Mam znajomą. Ona do ust nie weźmie żadnej tabletki. Nawet Polopiryny.
                            Zwymyślała mnie, kiedy jej zaproponowałem kiedyś Apap, "bo to chemia".
                            Jednoczesnie pochłania dziennie ponad dwie paczki dość mocnych papierosów i
                            kilka, a może nawet kilkanaście kaw. To dopiero jest chemia !!! Czy to nie
                            czysta hipokryzja ? To właśnie mi sie skojarzyło, kiedy pisałem o dziewczynie
                            wypluwającej batonik. Przecież ona ma do czynienia z alkoholem czy chce, czy
                            nie. Na co dzień. Farba olejna na klatce schodowej zawiera alkohol. Woda po
                            goleniu jej chłopaka, kiedy się z nim całuje pachnie alkoholem , jak diabli.
                            Kiedy sie smaruje kremem ( a smaruje się na pewno, jak to kobieta :-),
                            wsmarowuje w siebie alkohol. Przykładów można by mnożyć. I to własnie
                            sprowokowało mnie do użycia słowa: SEKCIARSTWO. Zupełna nieadekwatność
                            zachowania do sytuacji. Przecież ja sam w tym 2-letnim prawie okresie
                            abstynencji miałem okazję kilka razy spożywać ciastka, upieczone z alkoholem i
                            nawet o tym nie wiedziałem.
                            Leczenie tylko duszy, bez ciała uważam za bexzcelowe. W wyniku alkoholizmu
                            następują poważne zmiany z mózgu. Sam widzałem tomografię komputerową
                            alkoholika i "normalnego" człowieka. Różnica w tych kolorkach na zdjęciu była
                            wyraźna. A zanika ona podobno dopiero po kilkunastu m-cach od niepicia, a i to
                            nie do końca. I uważam, że terapeuci w AA powinni się rónież zwrócić ku
                            nowoczesnym metodom farmakoterapii. Leczenie powinno być kompleksowe. Leczenie
                            duszy bez leczenia ciała prędzej czy później skończy się "zapiciem". Na
                            szczęście ostatnio medycyna zaczyna "w tym temacie" robić solidne kroki
                            naprzód, oby tylko pacjenci i lekarze w AA mieli chęć te kroki zauważyć.

                            pzdr
                            dz
                          • Gość: jotka Re: Droga Jotko.... IP: *.acn.waw.pl 24.12.01, 00:42
                            rozumiem twoj strach, ale nie daj mu sie. powodzenia!
                            jotka.
    • uve Re: ALKOHOLIZM - czy wreszcie w miarę skuteczne leki ? 21.12.01, 10:27
      Nie to co Ty piszesz Szaser to nie poskutkuje. Absolutnie to sie zgadza, ze
      zalezy od pacjenta czy on chce byc wolny od tego problemu, poprostu czy chce
      sie leczyc. Gdy nie chce, nie bedzie wykonywal tego czego powinien. Tutaj silna
      wola nie pomoze, gdyby byla nawet najsilniejsza, tutaj trzeba oczyscic
      organizm.
      Teraz mowie bardzo powaznie; dz wysylam Ci e-mail i Ci powiem gdzie mozesz
      zasiegnac wiecej informacji. Pamietaj, jezeli zaufasz wyzbedziesz sie tego
      problemu. Tylko jedno, abys nie mowil ze to jest promocja biznesu.
      • Gość: dz Re: ALKOHOLIZM - czy wreszcie w miarę skuteczne leki ? IP: *.pp.rzeszow.pl 21.12.01, 14:26
        Takkkkkkk......To chyba będzie długi post. Tyle spraw poruszonych. Na początku
        chcę Wam podziękować za zainteresowanie i chęć pomocy. To naprawdę dodaje
        otuchy. Nawiasem mówiąc - cieszy mnie to pisanie. Alkoholizm jest tak
        rozpowszechnioną chorobą w naszym narodzie, że ze zdiwieniem nie znalazłem
        żadnego tego typy wątku na Forum Zdrowie. Jeśli zaś ten komuś pomoże - będe w 7
        niebie :-)).

        Drogi Szaser, Twój numer t-nu jest dla mnie trochę nieużyteczny, nie każdy
        alkoholik pochodzi z wa-wy, prowincję też dotykają te dolegliwośći :-)). Ja do
        wawy mam sporo drogi, noc pociągiem, więc raczej nie skorzystam. Ale naprawdę
        dzięki za pomoc.
        Co do chęci niepicia - jeśli sam nie jesteś alkoholikiem, nie zrozumiesz tego.
        To więzienie duszy, potworność dla woli. Pierwszy raz sie przekonałem, że
        chcieć nie znaczy móc. Po prostu serdecznie chcesz nie pić, nasz tego dość
        ale....nie możesz. Cholerny paradoks. W ostatnim okresie próbowałem
        kilkakrotnie - bez rezultatu. Nie piłem 3-4 dni. Byłeś kiedyś bardzo, bardzo
        głodny ? To pomnóż to przez 100 i dodaj do tego alkohol. To jest właśnie głód
        alkoholowy. To najgorsze, co towarezyszy AZA (Alkoholowy Zespół Abstynencyjny).
        Jest to stan, kiedy chcesz wytrzeźwieć. Towzarzysz mu potworny, nie do opisania
        lęk, drżenie całego ciała (nawet do "przetrzymania" go stosuje się lek używany
        do leczenia padaczki - Clonazepanum), wysoka potliwość, niepokój, na dźwięk
        telefonu stajesz na baczność i serce wali Ci młotem. Trwa (jeśli oczywiście sie
        nie złamiesz i nie wypijesz) średnio 3 dni. I 3 noce. Potworne. Nie będę wiecej
        go opisywał, nie jestem pisarzem- autorem horrorów :-)
        Na razie, ze względu na zbliżające się Swięta i fakt, iż opiekuję się chorą
        osoba i muszę być "na chodzie" a niedawno przezyłem śmierć innej bliskiej mi
        osoby (patrz post:• ZESPÓLA ABSTYNENCYJNY - jak go pokonać ? (31) ) - nie
        mogę sobie pozwolić na 3 dni "umierania".

        Teraz do Uve:

        serdeczne dzięki za mail. Odebrałem. Również od Anatola. Byłem na stronie,
        nawiasem mówiąć brak Wam znaczników meta w kodzie strony, co owocuje tym, iż
        nie jest wogóle zauważana przez przeglądarki internetowe ( troche sie znam na
        internecie ). Obawiam się, iż Wasza oferta przekracza moje możliwościm
        finansowe, zresztą posiadam dość sporą wiedzę "medyczną" nt alkoholizmu i
        możliwości załatwienia sobie odpowiednich leków. Mam również ów Campral, dla
        którego napisałem cały post. Leżą sobie w szufladzie i czekają na "swój dzień".
        Co do skuteczności Waszych leków w dalszym ciągu jestem bnardziej, niż
        sceptyczny. Powód jest prosty - gdyby "to" działało autentycznie, bylibyście
        dzisiaj może nie Billem Gatesem, ale milionerami co najmniej, biorąc pod uwagę
        skalę problemu. Bardziej jednak wierzę w medycynę naturalną, tzn.
        prochy...Paradoks niby, prawda ? Prawdą jest to, że jesteśmy dziećmi naszych
        czasów. Dla mnie Aspiryna jest właśnie medycyną naturalną, ponieważ żyję w 21
        wieku i muszę się zgodzić, że za oknem nie mam bezkresnych pól, nie biegają tam
        wilki czy też niedźwiedzie...Jeżdżą auta, TIR-y, tramwaje...Gdzieś tam ostro
        pracują lekarze, aby rozwiązać mój problem na poziomie 21 wieku. I każdy lek
        ostro testują, gdyż nie mogą sobie pozwolić na "wpadkę".

        A Twoje zioła....Cóż, z pewnością nie zaszkodzą, z pewnością są dobre dla
        organizmu, sporo takowych już spożyłem, również z Kanady, sporo za nie
        zapłaciłem. Trudno mi określić ich wartość terapeutyczną. Coś, jak witaminy ?
        Mniej więcej.

        Wybacz więc, iż będe wiezrył w medycynę naturalną, tzn. w 100 % sprawdzoną.
        Kilku znajomym faktycznie pomogła akupunktura. Jeszcze nie słyszałem, by komuś
        pomogły zioła. A znam sporo alkoholików. Zatem sorry........

        pzdr
        dz

      • dz Do RYSIACZKA 21.12.01, 16:57
        Dzięki za numer, zaraz zadzwoniłem. Głupia sprawa - niezbyt miła pani
        poinformowała ,mnie, że zaprasza do wawy, a jeśli jestem spoza stolicy, to ona
        adresów podobnych placówek w Polsce nie zna i żebym sobie sam poszukał.
        Mimo wszystko dziękuję.
      • Gość: szaser Re: ALKOHOLIZM - czy wreszcie w miarę skuteczne leki ? IP: 193.59.130.* 31.12.01, 11:31
        uve napisał(a):

        > Nie to co Ty piszesz Szaser to nie poskutkuje. Absolutnie to sie zgadza, ze
        > zalezy od pacjenta czy on chce byc wolny od tego problemu, poprostu czy chce
        > sie leczyc. Gdy nie chce, nie bedzie wykonywal tego czego powinien. Tutaj silna
        > wola nie pomoze, gdyby byla nawet najsilniejsza, tutaj trzeba oczyscic
        > organizm.
        Nic nie pisałem o żadnej silnej woli. Człowiek, który stracił na czymś kontrolę
        nie posiada silnej woli. Tutaj stracił kontrolę nad piciem i musi się przyznać
        (głównie sam przed sobą oraz towarzystwem pijącym), że nie posiada silnej woli.
        To nie znaczy, że nie ma jej w ogóle, ale jeśli chodzi o picie, to naprawdę jej
        już nie ma i nigdy miał już nie będzie. Alkoholicy znają powiedzenie, że nie
        można być trochę alkoholikiem, albo trochę w ciąży, że ogórek raz zakiszony,
        nigdy nie będzie surowy, itd., itp. Organizm odtruwa się latami i jesli są środki
        pomagające go odtruć, to czemu nie. Ale z wiedzy jaką posiadam, jak i z autopsji,
        stwierdzam, że to jest wtórna sprawa. D.Z. potrzebuje nie tyle dobrych rad, co
        naprawde wyłącznie fachowej pomocy, a jak się zorientowałem, jest to w tym
        przypadku dość trudne, co nie znaczy, że niemożliwe. Sam sobie na pewno nie
        poradzi. I to jest w twej chwili jedyny i zasadniczy problem.
    • uve Re: ALKOHOLIZM - czy wreszcie w miarę skuteczne leki ? 21.12.01, 19:43
      Czesc dz!
      Dziekuje za odpowiedz. Dziekujemy za wizyte na naszej stronie. To jest
      naprawde prosta strona, chodzi tylko o przekazanie niezbednych informacji. Wiem
      ze bedziemy znani, bo biznes zastartowal dopiero kilka lat temu. I teraz mamy
      pewne powazne propozycje od ludzi ktorzy zajmuja sie medycyna konwencjonalna.
      Wiekszosc ludzi jest sceptyczna tak jak Ty, z tego nie ma co sie dziwic, no ale
      przychodza Ci ktorzy przelamali ten sceptycyzm i zaufali. Pozatem najwiecej
      pacjentow przychodzi z polecenia innych ktorzy otrzymali pomoc.
      Jesli chodzi o koszty to oczywiscie, nie jest to organizacja charytatywna, ale
      ceny absolutnie sa znosne. Jak dla Ciebie z Polski, kosztowaloby przecietnie
      120 zlotych na miesiac. Oczywiscie cena tu w Kanadzie jest wyzsza, ale chcemy
      pomoc naszym rodakom, to wszystko. Mozesz sobie wyobrazic (to jeden przyklad
      tylko) chlopak 25 lat, zanik miesni, byl tak slaby, ciagle w szpitalu, nie mogl
      chodzic. Na ten problem nie nie ma lekarstwa, bral vilca core, nie pomoglo mu,
      przeszedl na AJ kuracje, no i zaczal sie powoli poprawiac. Ostatnio dzwonilem
      to matka powiedziala ze juz jezdzi samochodem, powiedz czyz to nie jest to
      sukces? a takich jest wiecej.
      W Twoim przypadku spruboj oczyszczania organizmu, przy pomocy postu na
      przyklad. To powinno poskutkowac, chociaz proces jest powolny.
      To co Ty piszesz jest okropne, musisz sie za siebie wziasc. Podejrzewam ze
      jestes mlody, przed Toba dlugie zycie, moze byc one bardzo ciekawe. Ale musisz
      walczyc z tym nalogiem.
      Pzdr
      • dz Jeszcze raz do RYSIACZKA 21.12.01, 21:08
        Zacząłem pisać do Ciebie dłuższy list , ale nie mogę go wysłać. Serwer odrzuca
        mi Twój adres netowy. Czy nie mógłbyś założyć konta np. na Gazecie ?

        Do uve:

        dzieki za post, postaram się odpisać w miarę szybko...

        a tak "na gorąco": owszem jestem młody i doskonale sobie zdaję sprawę, że życie
        przede mną...i dlatego mnie ta moja przypadłość tak wku********a; zwłaszcza, że
        jak spojrzę wstecz, miałem relatywnie mały wpływ na nią (tak, tak, to w pełni
        moja wina, sam sie w to wplątałem, ale uwierz-życie, dzieciństwo miałem
        strasznie pochrzanione i wiele już przecierpiałem; chyba o wiele za dużo, jak
        na mój wiek)

        pzdr
        dz
        • dz Do Anatola 22.12.01, 03:20
          Dzięki, maila dostałem. Na razie nie odpiszę - mam jakieś kłopoty z pocztą,
          listy ode mnie nie chcą wychodzić. Postaram się to naprawić jak najprędzej.

          pzdr
          dz
        • Gość: szaser Re: Jeszcze raz do D.Z. IP: 193.59.130.* 31.12.01, 11:39
          Można pisać też na adres email: szaser@poczta.gazeta.pl, tak samo kiepsko
          chodzi, albo wyłaczone są aktualnie serwery?
          • Gość: dz Re: Jeszcze raz do D.Z. IP: *.pp.rzeszow.pl 03.01.02, 15:58
            Gość portalu: szaser napisał(a):

            > Można pisać też na adres email: szaser@poczta.gazeta.pl, tak samo kiepsko
            > chodzi, albo wyłaczone są aktualnie serwery?


            zaraz, bo ja zrozumiałem, że szaser to Rysiaczek ( który wysłał do mnie e-maila).
            Mylę się ?
            • dz Do RYSIACZKA 03.01.02, 23:35
              Ja wciąż czekam na Twój mail, ten, który się "niechcąco" skasował.

              pzdr
              dz
              • Gość: dz Tak ogólnie IP: *.pp.rzeszow.pl 04.01.02, 05:08

                Coraz częściej dochodzę do wniosku, że niespecjalnoe potrzebne mi są dobre (i
                b. drogie) leki, tudzież pomoc psychoteraupetyczna, gdzie lekarz przerywa mi w
                pół zdania "bo się non-stop" spieszy, a raczej pomoc dobrych i bezinteresownych
                ludzi, o których dzisiaj trudno jest naprawdę. Niestety Jotko, nie mam tu na
                myśli AA.....Okropnie się do nich zraziłem. Przykłady ? Ależ proszę bardzo, w
                100% autentyczne:

                -pytanie do prelegenta:"Mój kolega codziennie pije whisky z colą, co wieczór to
                więcej, czy on zostsanie alkoholikiem ?"..."Ależ oczywiście-odpowiada prelegent-
                prędzej czy później do nas trafi"...Żebyście widzieli zadowoloną minę
                pytającego ! A kiedyn próbowałem z nim na przerwie pogadać, żeby wpłynął na
                kumpla, póki nie jest za późno, to mi odrzekł, że to jego zwierzchnik i że go
                to nic nie obchodzi, bo to jego życie....

                -zupełnie inna sprawa, opowieść "z mittingu":"Dziś szef był u nas na nas
                kontroli, kolega z biurka obok z księgowości był "na gazie"..on często jest "na
                gazie"..a w dodatku w biurku miał napoczęta flaszkę wódki i go szef wywalił...w
                trybie natychmiastowym....


                opowieść autentyczna


                bez komentarza

                może trzeba było pomóc wcześniej temu i owemu ? obie opowieści pochodzą z ust
                kilkuletnich, niepijących alkoholików...i co ja mam myśleć o tej społeczności ?
                że po paru latach "zdrowienia" będę "olewał" kiedy ktoś będzie się staczał ?
                Mam to w nosie ! Albo coś jest nie w porządku ze mną, albo z AA...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka