aleks2539
05.11.08, 22:46
Myślałam, że mi przejdzie, że w końcu ludzie się przyzwyczają. Ale
nie. Niestety. Mieszkam w Toruniu, prawie że centrum miasta. No i
oczywiście zdarzają się fajne miłe sytuacje pt o jaka mała dzidzia,
jak jej dobrze przy mamie, jak słodko śpi ale coraz częściej
spotykają mnie niemiłe sytuacje a mianowicie:
- idę sobie chodnikiem i nagle podchodzi jakaś babka, łapie mnie za
polar i za chustę i z wielkimi pretensjami "co pani robi, przecież
pani dziecko udusi". No to jej powiedziałam że jak przez półtora
miesiąca się nie udusił to chyba już teraz też nie da rady. Poza tym
co to q.wa jest, czy ja tej pani (ok 60 lat) pod kurtkę zaglądam!!!
- wchodzę do sklepu (jakieś 20 schodków w górę - wózek nie ma
szans...). Babka kogoś obsługuje i nagle "o Boże, Anka, Beata
chodźcie zobaczyć". No to się zlatują dwie ekspedientki. Ja już
robię się mokra, młody się budzi bo gorąco a babki mnie oglądają z
każdej strony w miarę zachwycone i nagle jedna wypala że ona w życiu
by tak dziecka nie włożyła bo mu kręgosłup niszczę. Pytam się w jaki
sposób? A ona na to że mały ma okrągły kręgosłup a nie prosty
(dziecko ma 2,5 mies). No to jej tłumaczę jak ma dziecko w brzuchu,
że nie wolno na prosto nosić, że musi mieć okrągłe plecki itd. A ona
nagle że w takim razie dlaczego karzą dziecko na płaskim kłaść...
Normalnie ortopedę w spożywczym spotkałam!!!
- syt. trzecia. Zawsze chodzę do spożywczaka w chuście, dzisiaj
akurat z wózkiem. A babka, że dobrze że znów wózkiem jeżdzę bo
jeszcze kilka miesięcy i od "tego czegoś" i od noszenia ciężkiego
dziecka kręgosłup sobie złamie...
Musiałam się wyżalić, taki dzień...