Dodaj do ulubionych

AIDS w Afryce

23.01.08, 20:24
AIDS w Afryce
Opublikowany 14 marzec 2007 Społeczeństwo , Świat
Tags: afryka, Aids, mentalność Afrykańczyków, Simon Mol, Simon
Moleke Njie



Źródło: Rzeczpospolita: Nikt nie chce umierać sam
10.03.2007

Kiedy usiądziesz w gwarnym ogródku tawerny przy głównej alei
portowej Douali, a kobiety będą ci słać promienne uśmiechy,
pamiętaj, że pod przykrywką młodości i pozorem zdrowia może się
czaić śmiertelny wirus. Ryzyko jest znacznie większe niż w
rosyjskiej ruletce

Przemierzyliśmy Kamerun wzdłuż i wszerz. Długie, ciemne korytarze
wielkich szpitali, misje katolickie, redakcje gazet, modne knajpy,
małe ośrodki zdrowia, sale wykładowe największego uniwersytetu.
Wszędzie zadawaliśmy podobne pytania. I dziś wiemy, że Simon Moleke
Njie, czyli Simon Mol, który w Polsce z zimną krwią siał śmierć,
umyślnie zakażając nieświadome zagrożenia partnerki wirusem HIV, jak
twierdzi prokuratura, nie jest wyjątkiem.

Kamerun jest pełen takich jak on. Kobiet i mężczyzn, starych i
młodych, biednych i bogatych. Zakażających, kogo się da. Tyle że, w
odróżnieniu od Polski, tutaj nikogo nie da się przyłapać na gorącym
uczynku.

- Mężczyzna umierał na AIDS. Nad swoim łóżkiem zawiesił listę.
Prawie pięćdziesiąt nazwisk kobiet, które świadomie zakaził
śmiertelną chorobą. Jego bliscy od początku wiedzieli o tym, jakie
ma intencje i co robi - opowiada Irene Tche, dziennikarka “Cameroun
Tribune”. - Nie rozumiecie, dlaczego przed śmiercią mężczyzna
sporządził listę swych ofiar? To proste. Nie mógł już dalej zakażać.
Ale mógł przekazać kobietom, z którymi spał, że i one umrą jak on.

Irene, piękna ciemnoskóra kobieta, kiedy mówi o AIDS, nie potrafi
ukryć gniewu. W emocjonalnym komentarzu napisała o
Molu: “Kameruńczyk, który stał się maszyną do zabijania”.

- Uderzyło mnie, że robił w Europie to, co w Kamerunie wielu robi
bezkarnie - tłumaczy. - Dlatego napisałam: kiedy wreszcie i u nas
znajdzie się ktoś, kto oskarżycielskim palcem wskaże sprawcę swego
nieszczęścia i powie: ty mnie zaraziłeś.

Wszechobecna kangossa, czyli plotka krążąca z ust od ust, rozchodzi
się z prędkością błyskawicy. Mroczne opowieści o zakażaniu AIDS
różnią się szczegółami. Jednak zawsze powtarza się pewien detal -
kiedy człowiek wie, że jest śmiertelnie chory, jego aktywność
seksualna wzrasta.

Seksualne pożądanie może ukrywać zupełnie inne zamiary. Chęć zemsty
na całym świecie, radość czynienia zła.

- Nigdy nie wiesz, jakie intencje ma drugi człowiek - mówi powoli
Irene.
Wyszedłem przy dziewiętnastym

Simon Mol od stycznia siedzi w warszawskim areszcie z zarzutami o
umyślne zakażanie HIV swoich partnerek. Wciąż powtarza, że jest
zdrowy. Prokurator mówi: - Przedstawiając mu zarzuty,
powiedzieliśmy, że mamy wyniki jego testów. A on na to: “Spójrzcie
na mnie, czy ja wyglądam jak chory?”. Zachowuje się, jak gdyby
wyparł ze swojej świadomości, że jest zakażony.

W Kamerunie nikt przy zdrowych zmysłach nie odważy się przyznać, że
jest seropozytywny. Mikrobusy służby zdrowia przemierzają kraj,
oferując bezpłatne testy. Ale ludzie poddają się im niechętnie.

- Jak robisz test, to musisz się pochwalić negatywnym wynikiem. A
jak masz pozytywny, to się już nie pochwalisz. I wszystko będzie
jasne - mówi proboszcz jednej z biedniejszych parafii w Yaounde,
stolicy Kamerunu. - Tutaj nie ma litości. Człowieka zakażonego
wyrzuca się z domu. Dlatego ludzie ukrywają chorobę, żyją jakby
nigdy nic. A ponieważ normą tutaj są małżeństwa poligamiczne,
choroba szerzy się w zatrważającym tempie.

Ile osób jest zakażonych w Kamerunie? Po kilku dniach spędzonych w
tym kraju przestajemy wierzyć oficjalnym statystykom. Ludzie nie
umierają tu na AIDS. Przynajmniej na papierze. Rodziny płacą
lekarzom, by w akcie zgonu wpisali “choroba niezidentyfikowana”.

Statystyki uspokajają: liczba zakażonych ma nie przekraczać sześciu
procent ludności. Ale prawda może być przerażająca.

Noah Olivier, kameruński antropolog, opowiada, jak kiedyś trafił do
prowincjonalnego laboratorium, w którym przebadano pracowników
miejscowej cukrowni.

- Laborantka podawała nazwiska i wyniki. Doszła do dziewiętnastego
numeru. Wszyscy byli seropozytywni. Wyszedłem i nie wiem, czy w
końcu znalazł się ktoś zdrowy.
Wirus czy magia

Na murze przy bramie Szpitala Centralnego w Yaounde wymalowano dwa
obrazy. Na pierwszym złośliwy wirus wykrzywia się w przerażającym
grymasie. Napis nie pozostawia wątpliwości: jestem HIV, jestem
bardzo groźny, zabijam wszystkich dookoła. Na drugim obrazie ten sam
artysta przedstawił pogrążoną w ciemnościach wioskę. Złowieszcze
puszczyki siedzą na drzewie, światło księżyca oświetla groby. Napis
wyjaśnia: czary.

Od czego się umiera? Z powodu niewidocznego wirusa czy równie
niewidocznych złych mocy? Przekraczając próg szpitala w Yaounde,
pacjent zastanawia się, co spowodowało jego chorobę. Częściej myśli,
że jest to złe spojrzenie starca idącego przez wieś, niż wierzy w
to, co oficjalnie mówi się o AIDS.

- Musicie zrozumieć, że pomiędzy ludźmi a tym, co płynie do nich z
gazet i plakatów, jest bariera. - tłumaczy Joel Begnikim, psycholog
z uniwersytetu w Yaounde. - Taki kulturowy filtr zbudowany z
tradycyjnych afrykańskich wierzeń, które tłumaczą świat.

Bertoua, dwustutysięczne miasto, leży 250 kilometrów na wschód od
Yaounde. Ale odległość w kilometrach to czysta teoria. Żeby się
tutaj dostać, trzeba mieć samochód terenowy, a potem przez dobre
sześć godzin wyboistą drogą przedzierać się przez dżunglę. Bertoua
jest zapomnianą, zapyziałą prowincją oddaloną lata świetlne od
cywilizacji.

Pasjonistka siostra Ismaela Kuchna na tym końcu świata kieruje
ośrodkiem zdrowia. W jej rejonie jest około półtora
tysiąca “sidaików”, czyli chorych na SIDA, jak po francusku określa
się AIDS. Tutaj, z dala od stołecznych szpitali i wykształconych za
granicą profesorów medycyny, personel medyczny musi na co dzień
walczyć z przesądami.

- Marabout, czyli czarownik, potrafi wmówić człowiekowi, który
przyjdzie po poradę, że mu się polepszy, jak odbędzie stosunek z
dziewicą. Ta recepta jest zresztą uniwersalna. Podobnie radzi się,
gdy uczeń chce zdać egzamin, bo taki seks ma zapewniać powodzenie -
opowiada siostra.

Wiara, że seks ma znaczenie magiczne, jest rozpowszechniona w
Kamerunie i dotyczy wszystkich środowisk. - Seks może być rytuałem
praktykowanym w celu osiągnięcia określonych celów - mówi antropolog
Noah Olivier. - Politycy uprawiają seks homoseksualny, by zdobyć
pieniądze i władzę. Praktykuje się też rytualny seks kazirodczy,
seks z osobą chorą psychicznie. A wreszcie seks ze zwierzęciem.
Krew kury leczy AIDS

W prowincjonalnym Bertoua praktykuje kilkuset czarowników. Ludzie
chodzą do nich chętnie - wolą wydać pieniądze na czarownika niż na
leki antyretrowirusowe.

Sali Arabo, wysoki, przeraźliwie chudy mężczyzna, mówi o swojej
pracy z pasją. Ostrożnie wspomina o czarach, woli podkreślać, że
jest zielarzem. Przyznaje, że próbuje leczyć ludzi z AIDS. Czy ma
sukcesy? - Nie chcę deklarować, że leczę ludzi z AIDS - mówi
skromnie. - Ale kilku moich pacjentów, którzy byli chorzy, ma teraz
negatywne wyniki testów.... link artykuł


7dni.wordpress.com/2007/03/14/aids-w-afryce/
misjonarze i polskie organizacje działają by ratować ofiary AIDS np.
sieroty rodziców zmarłych na AIDS, więcej www.pomocglodnym.pl

Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka