Gość: Galon
IP: *.as.kn.pl
23.09.09, 09:19
Skonczylem studia dzienne. Myslalem ze boga za nogi zlapalem, jak wiekszosc
magisterczakow. Jedna rozmowa, dwie. "Ile chce Pan zarabiac?", na takie
pytanie odpowiadalem bez wahania 2000 netto, na poczatek. Po roku
zweryfikowalem swoje poglady. Pracy znalezc nie moglem, nadmiar wolnego czasu
doskwieral, zafundowalem sobie podyplomowe. Od jakiegos czasu, wlasciwie od 7
miesiecy szukam wszedzie. Rzadnej pracy sie nie boje i z checia kazda bym
podjal. Za dyplomy sie nie utrzymam, za kawalek papierka nikt mi nie zaplaci.
Trzeba pracowac. OK. Szukalem ogloszen, wymagania wyksztalcenie srednie,
wysylam. Przychodze na rozmowe. "Na tym stanowisku placimy 1100zl netto,
kseruje pan projekty i wklada do segregatorow". Super mysle sobie. Moge
jeszcze sprzatac i kotlety smazyc byle jakis grosz miec miesiecznie w
kieszeni. "Odezwiemy sie do Pana". Czekam. Po tygodniu telefon. "Niestety nie
mozemy zaoferowac Panu pracy. Ma Pan za wysokie kwalifikacje, to nie jest
stanowisko dla Pana". Wkurzylem sie. Gdzies mam swoje rzekome kwalifikacje.
Potrzebuje pracy. No OK. Wysylam dalej, kilka rozmow, podobnie. Szlak mnie
trafil. Mam checi do pracy. Co jest? Mam skreslic z CV wyksztalcenie? Wysylam
na bardziej wymagajace stanowiska. "Niestety nie ma Pan doswiadczenia".
"Niestety nie ma Pan kwalifikacji ktore nas interesuja". No nie mam
doswiadczenia zgadza sie. No to moze chociaz na linie rpodukcyjna. "No
niestety, z wyzszym wyksztalceniem to praca nie dla Pana". No kurka, to ja sie
pytam to jaka praca dla mnie jest, taka nie, taka nie, to jaka w koncu?
Dzwonie do firmy budowlano-wykonczeniowej na stanowisko pomocnika.
"Potzrbujemy pracownikow, doswiadczenie nie ma znaczenia, prosze przyjsc
jutro". Przychodze. "Co Pan skonczyl?" Odpowiadam ze liceum. "Co Pan robil
przez 6 lat?". Odpowiadam ze szukalem pracy. "To Pan jakis leniwy, tyle lat
szukac pracy?" Kilka zdan w moaj strone o lenistwie. W koncu mowie: "Wie Pan,
studiowalem". Gosc sie rozesmial. "I chce pan pracowac jako pomocnik przy
wykonczeniach?" Ja mowie ze tak, z czegos trzeba zyc. "Przykro mi, ja Panu nie
pomoge". Szukalem dalej. W miedzyczasie kilka projektow zrobilem na wlasny
rachunek, a wlasciwie na oplacenie rachunkow ;). O! I jest szansa, kolega
pracu7je w firmie, potrzebuja pracownika, skladam aplikacje. Kolega duzo nie
mogl zrobic ale powiedzial kilka pozytywnych slow na moj temat. I zadzwonili!
Ide na rozmowe. Godzina minela, rozmowa bardzo konkretna i przyjemna. Na
koniec pada pytanie; "Bo ja widze w CV ze Pan tutaj cos kombinowal, wyszlo to
Panu". Odpowiadam, wyszlo, ale projekt wlasciwie jednorazowy, troche
zarobilem, na jakis czas starczylo, ale nie mam mozliwosci kontynuacji. "Mhm,
i Pan byl organizatorem tej inicjatywy i kierowal pracami?". Mowie ze tak.
"Mhm, dobrze, zadzwonimy do Pana". Wieczorem dzwoni kumpel i moowi "sluchaj,
nie masz co liczyc, nie zadzwonia, szef powiedzial, ze nie chca tu kogos kto
lubi zarzadzac innymi. Niepotrzebie wspominales o tym projekcie." Aha czyli
zle ze cos staralem sie robic, no bo jak to, nie moge przeciez byc madrzejszy
od pracodawcy! Jak bym nic nie robil to z kolei bylbym leniem. Chce pracowac
za 1100i nie moge. Za 2000zl tez nie moge. Kserowac nie moge, w biurze
pracowac nie moge. Nikt mi nie zarzuci ze nie szukam. Oj szukam i to jak. Ze
jestem leniem, bzdura. Ze nie mam doswiadczenia? O to jest fakt. Ale skoro
nikt mi nie chce umozliwic jego zdobycie, to staralem sie sam, no ale tez zle.
No i co tu robic?