Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    brak nadziei

    IP: *.satfilm.pl 09.10.09, 20:36
    Niestety nie mam juz nadziei na pracę. Niedługo,za tydzień - dwa skończą sie
    zaoszczędzone pieniądze. Poszukuję pracy od 3 miesięcy. Wcześniej pracowałam
    na umowę o pracę przez 11 miesięcy. Zostałam zwolniona, ponieważ firma upadła.
    Jak było jeszcze wcześniej ? 6 lat temu ukończone studia. Były zgodne z
    zainteresowaniami. Stażu nie udało się dostać. Ale dwóch miesiącach udało się
    dostać - i to bez znajomości do ARiMR. Wtedy wchodził program wniosków o
    dopłaty, potrzebowali ludzi. Praca była także zgodnie z moim zawodem. Niestety
    popełniłam błąd i odnalazłam nieprawodlowości w dokumentach, w dodatku
    zgłosiłam to do kierownictwa (paniusie mylnie zapisywały oznaczenia bydła
    przez co rolnicy nie dostawali takich kwot jakie powinni). Nie przedłuzono ze
    mną umowy. Kierownik - w sumie miły człowiek powiedział wtedy - "bardzo
    szanuję pani wiedzę i umiejętności, lecz potrzebujemy zwykłych wklepywaczy
    danych" . No tak.
    Co było później ? Nic. Setki CV. Chodziłam od firmy do firmy i już
    niekoniecznie chodziło mi o pracę w zawodzie. Tylko raz zaproszono mnie na
    rozmowę. Nie zostałam zatrudniona, ponieważ nie posiadałam prawa jazdy (A skąd
    miałam wziąć pieniądze na kurs ? ). Szukałam dalej. Jeden rok, drugi, trzeci,
    czwarty, piąty...
    Powiecie - nieudacznik ! Hmmm kto wie, moze i tak.
    Ale - przez te wszystkie lata pracowałam tylko ze na czarno. Tu posypią się
    gromy - jak to ? Pasożyt ! Za nasze pieniadze ! I też macie rację. Tylko, że
    za coś życ trzeba było. Wiem ,że cieżko może byc Wam uwierzyć, ale - innej
    pracy niż własnie na czarno nie można było dostać. Mówiono mi cały czas w
    firmach - "niestety nie mamy etatu, chyba że na czarno" . I nie zarabiałam
    wcale duzo. Maksymalnie 500 zł. Często ok 200 - 300 zł Miałam takie szczęście,
    że mogłam mieszkać u rodziców. Chociaż i tak większość pieniedzy przeznaczałam
    na dokładanie sie do rachunków za mieszkanie, na jedzenie. Czasami udało isę
    dorobic malowaniem. Podobno mam talent plastyczny.
    Wszystko to, robiłam też po to, by wyjść z domu. Wyjść do ludzi. Bo gdybym
    miała tak siedzieć to prawdopodobnie dawno bym juz nie żyła.
    Jednak ile tak można ? Przez ten cały czas moi "pracodawcy" chwalili. Że
    umiejętności ogromne. Jednak etatu nigdy nie było.
    Kiedy udało się wreszcie znaleźć ta legalną pracę, myślałam ,ze nareszcie sie
    ułoży ! Niesamowicie sie cieszyłam . Niestety bankructwo. No cóż, Takie rzeczy
    sie zdażają.
    Myślałam, że bedzie łatwiej. Myliłam się.
    Dookoła tylko słyszę. Taka wiedza, takie umiejętności. I co ? I wielkie g....
    Ludzie proszą - pomóż. Nie. Po raz pierwszy w życiu mówie nie. Moja wiedza
    kosztowała. Inwestowałam w siebie, by umieć zrobić to, co teraz potrafię.
    Dlaczego mam to oddawać za darmo ? Dlaczego mam narażać życie i zdrowie ?

    Jest mi ciężko przede wszystkim pod względem psychicznym.
    Myślę ,że najwyższy czas by pomyśleć o skończenoiu ze sobą. O jednego zdolnego
    nieudacznika będzie mniej.
    Obserwuj wątek
      • Gość: bezrobotniak Re: brak nadziei IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 09.10.09, 20:50
        moja sytuacja jest podobna do twojej, z tym że szukam pracy już 6
        miesięcy.Straciłem już nadzieję że ją znajde i szukam innych
        alternatywnych rozwiązań by mieć za co żyć. Praca na czarno? czemu
        nie-ktoś kto nie ma co do garka włożyć albo na rachunki zrobi
        wszysko by poprawić swoją sytuację. Myślę że myśli o skończeniu ze
        soba są nie na miejscu. Staraj się myśleć pozytywnie, porozmawiaj o
        tym ze znajomymi, rodziną napewno beda cię wspierać a może i pomoga
        coś znaleźć. Ja zastanawiam się nad wyjazdem do angli, jeśli do
        końca roku nie znajde pracy w Polsce.Myśl pozytywnie i miej nadzieję
        na lepsze jutro!!! W końcu może być już tylko lepiej!!
      • wycofany Re: brak nadziei 09.10.09, 20:53
        Moze lepiej podac do sadu uczelnie jak w USA? Ja juz na ten temat
        myslalem. Moze w koncu odechce sie tym cwaniakom przyjmowac na
        studia 10 razy wiecej ludzi niz potrzeba.

        ____________
        nie ufaj tym, ktorzy na forach internetowych udaja ludzi sukcesu, bo
        to najczesciej bezrobotni psychole, dewianci, pedofile i kury
        domowe!
        (wycofany = bezrobotny z powolania)
        • krasny_staw2 to nie wyjście 09.10.09, 21:27
          Z pewnością samobójstwem wyrządzisz ogromną krzywdę swoim najbliższym i o tym
          pamiętaj.Wiesz jak się żyję ,gdy ktoś z najbliższych popełni samobójstwo ?

          • Gość: Przyszła samobójcz Re: to nie wyjście IP: *.satfilm.pl 09.10.09, 21:38
            Potrafię sobie wyobrazić. I to mnie powstrzymuje. Ale nie wiem też jak długo
            wytrzymam.
            Oczywiście szukam nadal pracy, przeglądam ogłoszenia.
            Tydzień temu byłam w sklepie zoologicznym, było ogłoszenie że poszukują do
            działu akwarystycznego. Poniekąd jest to moje hobby od dawien dawna, takze
            bardzo chciałabym coś takiego robić. Usłyszałam jednak ,że szukają kogoś
            młodszego ( mam 30 lat ). Nawet nie spytali czy wiem cokolwiek na temat ryb.
            Przyszłam do domu i zaczęłam tak płakać, że pomyślano, że ktoś mnie conajmniej
            okradł...
            • krasny_staw2 Re: to nie wyjście 09.10.09, 21:44
              A o spotkaniu z psychologiem myślałaś ?

              Po drugie z tego co czytam to masz dużo zalet ,mocnych stron,więc głowa do góry
              przetrwaj trudny moment (szukaj wsparcia) i może znajdziesz pracę .
              • Gość: Przyszła samobójcz Re: to nie wyjście IP: *.satfilm.pl 09.10.09, 21:49
                Myślałam. Jednak jakoś staram się jeszcze sama bronić. JESZCZE.

                Dziękuję serdecznie za wsparcie.
                Ja po prostu musiałam to wszystko z siebie wyrzucić.
            • katapilar Re: to nie wyjście 09.10.09, 22:01
              Witaj nieznajoma!!!
              przeczytałem z uwaga Twój żal do całego świata i chyba do samej
              siebie też.
              Nie będę Cię pocieszał bo i tak nie pociesze,ale opowiem Ci pewną
              historię.
              Jeżeli uważasz,że Twoja sytuacja jest beznadziejna to przeczytaj to:

              Mój kolega pół roku temu stracił prace w wyniku cięć w dziale
              handlowym bo w takim kraju żyjemy,że jak Prezesiki chcą zaoszczędzić
              to zwalniają ludzi ,bo tak najtaniej i najszybciej!!!!
              Szukał pracy wszędzie gdzie się dało,a ma na utrzymaniu żonę i dwoje
              dzieci w tym jedno niepełnosprawne!!!!
              w domu po pewnym czasie zaczęło brakować wszystkiego z jedzeniem na
              czele,a najgorsze jest to,że chory syn wymagał stałej opieki
              medycznej i drogich leków!!!
              tragedia!!!!
              Rodzina nie pomogła...bo jej nie mieli w pobliżu,ale walczył,nie
              poddawał się miał myśli samobójcze najgorsze z najgorszych.Chciał
              nawet zabić siebie i rodzinę swoją,ale nie poddał się,znalazł prace
              .Najpierw nędzną,potem lepszą a teraz pracuje jako wice dyrektor w
              nie dużej ale prężnie działającej firmie!!!!
              Morał jest taki:trzeba walczyć,nie poddawać się i szukać pomysłu na
              życie.Nikt Ci nic nie da w tym kraju i na świecie!!!
              Jak pójdziesz na rozmowę kwalifikacyjną ze smutna miną to małe szanse
              na sukces!!!!
              Sam od 4 miesięcy szukam pracy i mam rodzinę na utrzymaniu,ale
              walczę!!!!!!!nie poddaję się!!!!!!!!!!!!!!!!!!
              kombinuje tu i tam coś kupie taniej-sprzedam drożej i tak dzień za
              dniem,ale walczę i walczył będę dalej!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

              Pozdrawiam i wszystkiego dobrego
            • klawiatura_zablokowana Re: to nie wyjście 09.10.09, 22:42
              Znam to uczucie.
              Niestety im lepsze kwalifikacje, tym bardziej dołujące są takie sytuacje.
              Na początku doszłam do wniosku, że jestem frajerką, bo skończyłam dzienne
              studia. Niedawno dowiedziałam się, że frajerskie było z mojej strony zdobywanie
              doświadczenia, frajerskie było uczenie się języków... bo jak startuję na
              bylejaką pracę (z żadną ambitną się jak dotąd nie udało), to "nie pasuje to do
              Pani profilu".

              Ostatnio miałam dwie rozmowy, po pierwszej szłam na drugą tak załamana, że
              miałam ochotę się rozbeczeć na środku ulicy. Weszłam do pokoju, naprzeciwko mnie
              miła pani po 50, przedstawia ofertę pracy: sekstelefon. (W ogłoszeniu stało:
              operator czatu)

              Wiesz co? To było tak absurdalne, że z trudem powstrzymywałam się od śmiechu.
              Udawałam wielce zainteresowaną i wyciągnęłam od niej wszystkie szczegóły tej
              pracy. Czułam się jak w filmie. To nie mogła być prawda. Szłam do domu, śmiejąc
              się. To było tak idiotyczne, upokarzające i absurdalne, to był taki szczyt
              szczytów, że już nie mogłam zareagować inaczej.

              Wysyłam dalej CV. Powtarzam sobie w najgorszych chwilach, że już gorzej nie
              będzie. Że statystyka jest po mojej stronie: w końcu coś gdzieś się uda.
              Wiadomo, że każda zawiedziona nadzieja podcina skrzydła. Ale już bardziej
              debilnej sytuacji niż ta rozmowa o sekstelefon chyba nie przeżyję...

              Nie wiem, czy ci to pomoże, ale - nie jesteś sama. Jesteś jedną z bardzo wielu
              osób w tym kraju, która ma podobną sytuację. Jest za mało wykwalifikowana na
              wysokie stanowiska i za bardzo na niskie. Oczywiście według rekruterów. To o
              twojej prawdziwej wartości nic nie mówi. I nic nie świadczy o tobie fakt, że nie
              oddzwonili z oferty pracy, którą może wykonywać każdy, komu starcza IQ do
              sięgnięcia ręką do własnej dupy. Nie wolno w to nigdy uwierzyć.
              • Gość: Przyszła samobójcz Re: to nie wyjście IP: *.satfilm.pl 11.10.09, 20:40
                Dzięki serdeczne.
                Wiem ,ze nie powinno sie poddawac, ale brak już sił.

                Z tym sekstelefonem - koleżanka miała bardzo podobnie. Chociaż ja już jestem
                tak zdesperowana, że...
      • Gość: friend Re: brak nadziei IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.10.09, 22:03
        Nie trać nigdy nadziei i zmień podpis na "Przyszła pracownik".
        Nie wierzę, że naprawdę byłabyś w stanie zrobić to, o czym myślisz. Masz tylko
        jedno życie - wykorzystaj je, przeżyj je najlepiej jak potrafisz, bo drugiego
        nie będzie. Na pohybel wszystkim przeciwnościom - trzymaj się dzielnie. Wbrew
        temu, co Ci się wydaje, jesteś kimś wartościowym. Pozdrowienia dla Ciebie.
        • Gość: dr zabójca Re: brak nadziei winą fabryk bezrobotnych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.10.09, 23:06
          heheheh kolejny magister na moim koncie
      • Gość: fizol jest wyjście, nie musisz się zabijać ;-) IP: *.chello.pl 09.10.09, 23:38
        trochę z doświaczenia doradzę

        obniż wymagania co do pracy

        niech będzie prosta, fizyczna, ogłupiająca, brudna etc.
        ale są plusy - poczucie, że coś robisz i jesteś potrzebna, no i kasa

        jest ciężko
        trzeba się ukrywać z wykształceniem, zdolnościami i inteligencją

        musisz schamieć, ale lepiej schamieć niż się powiesić

        takie doświadczenie hartuje

        z przyczajenia możesz szukać lepszej pracy

        powodzenia




        • markus.kembi Re: jest wyjście, nie musisz się zabijać ;-) 10.10.09, 01:43
          Gość portalu: fizol napisał(a):

          > (...)
          > musisz schamieć, ale lepiej schamieć niż się powiesić
          ________________________________________

          Ja uważam, że lepiej się powiesić. Każdy człowiek musi być przydatny, użyteczny. Jeśli ma jakiś potencjał, którego nie może wykorzystać, to staje się bezużyteczny. Jeśli człowiek nie jest na właściwym miejscu, to tak jakby nie żył. To tak, jakby używać telefonu komórkowego do wbijania gwoździ. Bez sensu. A życie musi mieć sens. Inaczej nie ma po co wstawać co dzień z łóżka.
          • Gość: edek Re: jest wyjście, nie musisz się zabijać ;-) IP: *.chello.pl 10.10.09, 15:12
            > A życie mu
            > si mieć sens.


            sorry
            nie musi
        • Gość: Przyszła samobójcz Re: jest wyjście, nie musisz się zabijać ;-) IP: *.satfilm.pl 10.10.09, 11:19
          Hmm... Ja właśnie pracowałam na czarno fizycznie. M.in. wyrzucałam gnój,
          sprzątałam ogrody... Było cholernie ciężko, tym bardziej że jestem osobą bardzo
          drobną.
          Skończyło sie dosyc powaznym urazem kręgosłupa. No ale co zrobić.
      • Gość: Przyszła samobójcz Re: brak nadziei IP: *.satfilm.pl 11.10.09, 19:30
        Mhm dzięki.
        Nie mam tych 5 zł.
      • wycofany Re: brak nadziei 11.10.09, 20:48
        a Biedronka?
        • Gość: Przyszła samobójcz Re: brak nadziei IP: *.satfilm.pl 12.10.09, 12:58
          Hmmm... wiesz co, ja miesiąc temu złamałam kręgosłup. Chyba wymiękłabym w
          Biedronce ;)
      • Gość: blake Re: brak nadziei IP: *.smtvsat.pl 11.10.09, 20:55
        Uważaj na piramidę finansową w polskim internecie!

        W polskim internecie ponownie uaktywnił się system lawinowego
        inwestowania, potocznie zwany piramidą finansową – informuje na
        swoich stronach serwis heise Online. Aktywny ostatnio system
        inwestowania nosi nazwę „mini kasa” i zachęca do inwestowania
        niewielkich sum pieniędzy, co w efekcie ma przynieść zysk w
        wysokości 15 tys. zł.

        „Obecny łańcuszek, nazywany też "mini kasa" zachęca do uiszczenia
        opłaty w wysokości 5 złotych na jeden z podanych w treści rachunków
        bankowych i przesłania wiadomości dalej z dopisaniem swojego
        rachunku do listy. Użytkownik wabiony jest możliwością szybkiego
        wzbogacenia się o 15 tysięcy złotych. Niektóre wersje zawierają też
        instrukcje dotyczące zakładania rachunku bankowego za pośrednictwem
        Internetu. Jest to pochodna ubiegłorocznej piramidy, przy czym
        istotna zmiana w stosunku do poprzedniego wariantu polega na
        zastosowaniu rachunków bankowych jako metody przekazywania środków
        między ogniwami systemu.” – informuje serwis heise Online.

        Maile zachęcające do udziału w systemie powołują się znanego autora
        bestsellerów Roberto T. Kiyosakiego, który jednak nie ma z piramidą
        finansową nic wspólnego. W mailach można przeczytać:

        Ten sposób wymyślił Roberto T. Kiyosaki
        – najbogatszy inwestor na świecie,
        który w dodatku nie ma pracy... i tak się
        rozeszło aż trafiło do mnie i do Ciebie!

        „W przeciwieństwie do legalnych inwestycji bazujących na tzw.
        marketingu sieciowym, piramidy finansowe nie dają nabywcy prawa
        zwrotu sprzedawanych dóbr (ponieważ nie mamy tu do czynienia z
        obrotem towarami czy usługami) zaś osoba biorąca w nich udział
        zarabia tylko na wprowadzaniu do systemu nowych uczestników.” –
        czytamy w serwisie heise Online.

        „W dobie powszechnego dostępu do Internetu tworzenie piramid jest
        łatwiejsze, ponieważ wkład własny jest bliski zeru, a założyciele
        mogą pozostać anonimowi – przynajmniej na płaszczyźnie komunikacji z
        innymi ogniwami "biznesu". Również propagacja struktury jest
        znacznie szybsza, ze względu na rozpowszechnione usługi bankowości
        elektronicznej. To co pozwala na identyfikację to numery rachunków
        bankowych.” – czytamy dalej.

        „Wystarczy obliczyć jak dużo uczestników musi być przez nas
        włączonych, aby piramida przynosiła zyski. Mamy tutaj do czynienia
        ze śmiałym założeniem, że liczba ogniw systemu będzie zawsze
        przyrastać geometrycznie. Wydaje się to łatwe, ponieważ widzimy
        tylko 5 rachunków, na które trzeba przelać pieniądze, jednak jeśli
        jesteśmy na przykład na trzecim (czyli dosyć intratnym pod względem
        zysku) poziomie piramidy to łatwo obliczyć, że jeśli system
        funkcjonuje tak dobrze jak głosi propagandowa treść to jesteśmy
        jedną ze 125 osób zasilających założyciela. Aby uzyskać podobny
        poziom zysku musimy zbudować taką samą strukturę jak on. Problem w
        tym, że działamy w zbiorze o określonej mocy, to znaczy z każdym
        poziomem zmniejsza się prawdopodobieństwo, że kolejne osoby będą
        chciały się przyłączyć. Wydaje się to odległe, jednak już przy
        szóstym poziomie (i założeniu że każda osoba zasila pięć innych)
        mamy w systemie 15 625 osób. Na poziomie siódmym i ósmym jest to
        odpowiednio 78 125 i 390 625 ogniw. Z każdym poziomem coraz trudniej
        pozyskać nowe osoby (zbiór odbiorców się wysyca), o czym nie
        wspominają żadne propagujące system treści. Takie działanie jest
        wprowadzeniem nas w błąd.” – informuje serwis heise Online.

        Więcej informacji na temat najnowszej wersji piramidy finansowej
        działającej w polskim Internecie można przeczytać w artykule
        pt. „Piramida finansowa w polskim Internecie” zamieszczonym w
        serwisie heise Online.
      • Gość: Pan Kleks Re: brak nadziei IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.10.09, 13:30
        Krotko i na temat...

        Na poczatku psychiatra, aby doprowadzil Cie do 'stanu uzywalnosci'. Pozniej bez
        ceregieli i ogladania sie za siebie wyjedz stad. Bez zagranicznego wyksztalcenia
        nie przyjma Cie na tzw 'normalne' stanowisko na Zachodzie, gdyz polskie uczelnie
        i doswiadczenie licza sie jedynie w pl. Na poczatek polecam agencje pracy, ktore
        zalatwiaja prace np. w Tesco. Miej swiadomosc, ze beda traktowac Cie jak bialego
        murzyna i dowiesz sie co to rasizm. Nie przejmuj sie tym i traktuj jako okres
        przejsciowy. Po roku powinna sie jako tako ogarnac, odetchnac normalnoscia i
        zaczac sobie radzic na obczyznie. To co sie dzieje w pl jest chore.

        Pzdr,
        Pan Kleks
        • Gość: Przyszła samobójcz Re: brak nadziei IP: *.satfilm.pl 12.10.09, 15:27
          Hmm, ja ukończyłam LMU w Monachium i AR Poznań.
          Jest dużo spraw nie pozwalających mi wyjechać. M in chodzi o moje zdrowie fizyczne.
          • Gość: kams Re: brak nadziei IP: 83.1.36.* 12.10.09, 22:34
            Powiem ci tak....
            Jeśli myślisz poważnie o samobójstwie to znaczy że sięgnęłaś dna lub
            inaczej ściany. To jest ten moment, że nie może już być gorzej -
            tylko lepiej. Możesz zrobić wszystko - dosłownie wszystko i będzie
            to lepsze niż samobójstwo.
            Cokolwiek nie zrobisz dobrego czy złego, zawsze będziesz mogła
            ponieść konsekwencje tego czynu, pozytywne lub negatywne (w takim
            przypdaku również odkupić winy).
            Zmień wszystko w życiu, wyjedź, zmień otoczenie. Mówisz, że nie masz
            na bilet żeby wyjechać? Jedź na gapę, co ci zrobią? Przecież cie nie
            zabiją - a ty o tym myślisz. Boisz, się że tam gdzie wyjedziesz nie
            poprawisz sytuacji? Gorzej niż samobójstwo na pewno nie będzie!
            Nie wiem, weź kredyt w Providencie - jedź na cypr czy do grecji
            gdzie jest słonecznie i ciepło i tam szukaj swojej szansy? W
            ostateczności zabijesz się tam patrząc na piekne może i cudowny
            zachód słońca.
            Nie zrozum mnie źle - nie zachęcam cię do desperackich kroków - chcę
            ci uświadomoć, że samobójstwo jest rozwiązaniem ostatecznym i
            przekreślającym wszelkie inne opcje i szanse jakie może dostaniesz.
            Jeśli jesteś w tej sytuacji - będzie tylko lepiej.

            A tak z bardziej przyziemnych porad. Spróbuj zmienić nastawienie.
            Postaraj się być bardziej uśmiechnięta, pozytywnie nastawiona.
            Zmęczona życiem maruda na pewno nie jest dobrym kandydatem nawet do
            pracy na kasie w biedronce.
            Wiem, że nie jest to proste tak po prostu zmienić nastawienie do
            życia ale musisz. Uda ci się.
      • Gość: Gość Re: brak nadziei IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.10.09, 13:18

        Pani nie napisała skąd jest? Proszę zajrzeć na strony chociażby oferujące pracę tymczasową.
        Polecam portal pewnapraca.pl/
        • Gość: wfd Re: brak nadziei IP: *.icpnet.pl 28.10.09, 23:46
          Doskonale Cie rozumiem. Też jestem bez pracy (1,5 roku!) i do tego kupa długów. Znajomi, przyjaciele ? hehehehe ;) było ich mnóstwo gdy miałem prace. Depresja... w życiu takiej nie miałem jak teraz ;) Czy płacze? ... ale ja już nie mam czym ;) oooo dostałem smsa ! ciekawe kto sobie o mnie przypomniał ? :) "nie odnotowaliśmy wpłaty za fakture.." hahahaha i co mi zrobicie ? ;) ale to nic przynajmniej ludzie jeszcze listy piszą.. pamięta o mnie pizza hut, media markt i rossman ;) Może pomyślisz sobie ale kretyn nie dość że bez pracy i zadłużony to jeszcze sobie jaja robi... a może właśnie to jest sposób ?! posmiać sie troche ;) z siebie i z własnych problemów. Ktoś wyżej mądrze napisał że skoro nie może być już gorzej to chyba czas żeby było LEPIEJ ! :) Może czasem trzeba pochylić głowe schować ambicje do szuflady i uderzyć do biedronki ? Potraktować to jako pracę przejściową ? Może czas przestać sie przejmować że ludzie sie od nas odwracają gdy mamy problemy hmmm... a może teraz właśnie w tych chwilach sie na nich poznajemy ? Podobno przyjaciół poznaje sie w biedzie.. USZY DO GÓRY !!! :) Po każdej burzy wychodzi słońce i NIGDY NIE WOLNO TRACIĆ NADZIEI !!! www.youtube.com/watch?v=8nWCsVudn5U
          pozdrawiam wszystkich bezrobotnych :)
      • Gość: rozczarowana Re: brak nadziei IP: *.chello.pl 29.10.09, 11:13
        Często czytam to forum, ale się nie wypowiadam, bo nie chcę czuć się jak
        frustrat, wylewający swoje żale na forum publicznym. Tym razem jednak już nie
        mogę. Opiszę swoją historię raz i już nigdy więcej do tego nie wrócę.
        Od 20 roku życia pracowałam jako dziennikarka w różnych mediach (telewizyjnych).
        1,5 roku temu zachciało mi się własnej firmy, co by spełnić swoje ambicje
        kreacyjno- przywódcze. Byłam pełna zapału, wszystko sobie obmyśliłam i
        przygotowałam. Firma miała być odpowiedzią na niepewną sytuację zawodową (praca
        w tv nie należy do najbardziej stałych). Największym problemem wydawały mi się
        fundusze na stworzenie biznesu. Mój kolega (też właściciel firmy) powiedział mi
        wtedy, że "pieniądze nie są problemem". "Jak nie są"- myślałam sobie. "Przecież
        nawet nie mam zdolności kredytowej". Ale rzeczywiście, suma sumarum dość łatwo
        udało mi się zdobyć potrzebną kwotę (ok. 40 000 zł). Pomogli rodzice (wzięli
        kredyt), pomógł facet, pomógł kolega- właściciel firmy. Sprawy papierów zajęły
        mi tydzień, więc nikt mi nie wmówi, że założenie firmy w PL to problem.
        Prawdziwe problemy zaczęły się później. Walka o klienta, walka z brakiem
        pieniędzy, walka o zapłacenie rachunków, walka z pracownikami (a to nierzetelni,
        a to wiecznie niezadowoleni, a to niesłowni, a to chorowici itd.), a w końcu
        walka z klientami (zawsze trafi się jakiś niezadowolony bez powodu, z
        roszczeniową postawą, itd.). Wyłaziłam ze skóry, starałam się jak głupia, zeby
        wszystcy (też pracownicy) byli zadowoleni, zatrudniałam matki z małymi dziećmi,
        pilnowałam 8godzinnego dnia pracy, wypłacałam nadgodziny, zatrudniałam na umowę
        o pracę, codziennie wstawałam o 5 rano, nie miałam urlopu, pieniądze brałam z
        firmy TYLKO na najpotrzebniejsze swoje wydatki (jedzenie, rachunki, zadnych
        ekstrawagancji, nawet do dentysty nie chodziłam). I co? I gów...o, po roku
        takiej walki zeżarł mnie stres i rachunki, bo jako mała firma nie mogłam dostać
        porządnej linii kredytowej. Wykończył mnie ZUS, gigantyczny stres, pragnienie
        perfekcji we wszystkim, co robię ja i moja firma, chęć prowadzenia interesu
        zgodnie z prawem. Po roku zamknęłam interes...
        Od tamtej pory (też już blisko rok) nie mam pracy. Ogłoszeń, na które mogłabym
        odpowiedzieć, jest jak na lekarstwo. Jestem politologiem z doświadczeniem w
        pracy i we własnym biznesie, ale co z tego. Żeby nie zdechnąć, dorabiam na
        czarno i nie mam z tego tytułu żadnych wyrzutów sumienia- inaczej musiałabym
        palnąć sobie w łeb. Nie mam jednak żadnych nadziei na zatrudnienie. Jeśli sama
        siebie nie zagospodaruję, będę wiecznie tkwić w szarej strefie, bez
        ubezpieczenia, bez emerytury...
        To jest chory kraj. I nie dajcie się nabrać na nawoływania, że sposobem na
        bezrobocie jest założenie własnej firmy. Dotacje z UE to nie wszystko,
        najważniejsze jest to, żeby poradzić sobie POTEM. Żeby mieć na ZUS, żeby mieć na
        rachunki, żeby zdobyć klientów... TO ciężka walka. A jeśli noga się powinie,
        trudno liczyć na jakąkolwiek pomoc. Zostaje się z długami, komornikiem na koncie
        i poczuciem totalnej porażki. Też miałam myśli samobójcze, pomógł psychiatra i
        antydepresanty.

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka