pierozek_monika Duży Format mi przypomniał to napięcie, gdy 14.09.04, 08:20 czekałam na nowe odcinki :))) Naprawdę świetna historia! Rifun odezwij się jeszcze kiedyś... może jakiś CZACIK Z GW????? Please. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Panzerknacker Genialna historia! Niestyty "Dyzme" juz nakrecono! IP: *.dip.t-dialin.net 14.09.04, 09:53 Ale przyznac trzeba, ze Dyrektor... ups przepraszam ...Pan Prezes Burak moglby swoim zyciorysem obdarowac kilka scenariuszy!!! Odpowiedz Link Zgłoś
der.die.das Chcialbym miec tyle szczescia co Burak! 14.09.04, 09:57 Moja kariera jest teraz na etapie odsypiania zarwanych nocy pod sterta kartonow. W dodatku tez "u Krzyzakow"! Mowiac najostrozniej... juz za kilka... no moze kilkanascie miesiec bede jezdzil "PKS-em"!!! Oby...!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: tt Re: PRZYPADKI DYREKTORA BURAKA IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.04, 10:26 klimaty ala gellwe lub inter groclin... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Arek Re: PRZYPADKI DYREKTORA BURAKA IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.09.04, 22:42 Pierwszy raz dopiero sopotkalem sie z ta historia. Ktos zamiescil linka na innym forum. Czyta sie swietnie :) Szkoda, ze to juz koniec. Swietna robota panie Rifun. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: klakson BURAK MIAL FUKSA ALE AUTOR TEZ. PRZEZ PRZYPADEK IP: *.cec.eu.int 14.09.04, 12:58 DOWIEDZIAL SIE ZE MA TALENT, I SMIALO MOZE SPROBOWAC SZCZESCIA W LITERATURZE TYPU "przypadki..." , "na tropie...". BRAKUJE TERAZ TEGO. SMIALO RIFUN Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: KAMIL TA FIRMA TO SCHOPA podaje strone IP: 81.210.116.* 14.09.04, 13:23 www.schopa.pl/ poczytajcie sobie ofertę firmy, jej historie, właścicieli (Walther - Waldek, Thomas - Tomek). To wszystko prawda. WOW! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: betrix Re: TA FIRMA TO SCHOPA podaje strone IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.09.04, 15:35 jak na to wpadłes? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: KAM FIRMA - SCHOPA - Stargard gdański IP: 81.210.116.* 14.09.04, 13:24 www.schopa.pl/ poczytajcie sobie ofertę firmy, jej historie, właścicieli (Walther - Waldek, Thomas - Tomek). To wszystko prawda. WOW! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: KAMIL SCHOPA IP: 81.210.116.* 14.09.04, 13:28 Wejdźcie sobie w kim jesteśmy - nawet jest członek zarządu Jurgen - Jurek hehehhe Ciekawe czy andreas to gacek? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: fasOlka Re: SCHOPA IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.04, 13:41 sa nawet zdjecia - na zdjeciu nr 4 jest 3 panow i podpis "narada produkcyjna" - moze tam odnajdziemy twarz BURAKA ? z drugiej strony jesli on niec nie robil tylko leczyl stres to nie liczylabym , ze bral udzial w naradach produkcyjnych....... pozdr.o. Odpowiedz Link Zgłoś
hamsterek Re: SCHOPA 14.09.04, 15:49 ZGADZA się !! Miałem mocne podejrzenia że firma ta ma dużo wspólnego z usługami poligraficznymi ale raczej nie był to drukarnia gdyż w Polsce jest parę takich a ta firma "zarządzana inaczej" przez buraka zajmowała się ponoć wyjatkowym rodzajem działalności. Pasuje jak ulał !! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ania Burak to Andrzej Szwedowski IP: *.centertel.pl 14.09.04, 16:48 jest na zdjeciu! i cala reszta gromadki opisanej w opowiesci Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: LMB Re: Burak to .... IP: *.icpnet.pl 14.09.04, 17:44 Chyba nie, bo burak miał mieć zniemczone nazwisko. A ten zresztą nie wygląda na takiego buraka, i chyba trochę za młody. Ale jest "Marzena" i "Młody" - Paweł Szulc ;) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ja Re: Burak to .... IP: *.core.lanet.net.pl / *.core.lanet.net.pl 03.12.04, 17:37 Buraka na tym zdjęciu moze nie być, bo np moze już tam nie pracowac. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: R2D2 Re: SCHOPA IP: *.attu.pl / *.crowley.pl 27.09.04, 00:00 Oczywiście, że Gacek to Andreas. Spójrzcie na uszy :-))))) Odpowiedz Link Zgłoś
aron007 Re: PRZYPADKI DYREKTORA BURAKA 14.09.04, 15:12 Witam! Własnie zajrzałem na stronę tej firmy - generalnie właściwie się zgadza:) Wszystko... Ciekawe co będzie się działo z tym dalej... a tak przy okazji-cała ta opaowieść jest niesamowita:)) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: betrix Re: PRZYPADKI DYREKTORA BURAKA IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.09.04, 15:30 dotarłam do miejsca gdzie chyba znika Burak , czy to koniec czy coś ominęłam? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mar Re: PRZYPADKI DYREKTORA BURAKA IP: 4.4.1.* / 217.237.165.* 14.09.04, 16:49 Re: SCHOPA Wczoraj i dzis czytalem o Buraku. Fascynujace. Prawda tez jest, ze jest takich wielu - sam tez sie z takim zetknalem. Ale a'propos Schopa. NIE MOGE wejsc na ich strone, jest tylko rozowawe tlo i nic wiecej. Znikneli specjalnie, czy mam problemy z moim Browser'em. Mam pomysl: na pewno ktos ze Stargardu wie kim jest Dyr. Burak, przeciez niejeden sie z nim zetknal. Napiszcie jak sie nazywa, mozna do niego zadzwonic (w Niemczech: www.teleauskunft.de). Zapytac: CO SIE STALO DALEJ? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ania Re: PRZYPADKI DYREKTORA BURAKA IP: *.centertel.pl 14.09.04, 16:57 Burak to Andrzej Szwedowski, jego zdjecie jest na www.schopa.pl, jest tez Gacek (Andreas), Jureg (Jurgen), Karola (Karina), jest też jeszcze jedna ciekawa osoba ;) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mar Re: PRZYPADKI DYREKTORA BURAKA IP: 4.4.1.* / 217.237.165.* 14.09.04, 17:08 Dzieki Aniu! Widzialem, ze juz wczesniej to napisalas. Niestety nie moge nic otworzyc na stronie Schopa.pl. Sprobuje zaraz w domu. Szukalem juz Dyr.Buraka w teleauskunft.de - opornie idzie. Probowalem jako schwedowski, szwedowski i schwedo*. Nic nie znalazlem. Jest jeden Schwedow Andy pod Hannoverem. A moze on mieszka w Polsce? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ania Re: PRZYPADKI DYREKTORA BURAKA IP: *.centertel.pl 14.09.04, 17:20 Przepraszam bardzo pana Andrzeja Szwedowskiego, teraz doczytalam artykul pana Talki do konca i wynika z niego, ze Burak juz tam nie pracuje, wiec to nie moze byc pan Andrzej. Coz, nabralam sie, jeszcze raz przepraszam pana Andrzeja. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zalogowany Re: PRZYPADKI DYREKTORA BURAKA IP: 217.153.24.* 14.09.04, 17:41 Ponadto wspomniany Buurak nigdy nie był kierownikiem produkcji... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Nie powiem Re: PRZYPADKI DYREKTORA BURAKA IP: *.client.comcast.net 18.09.04, 06:01 Obawiam sie, ze przez wasze male publiczne sledztwo Rifun moze miec duze problem. Podobno Burak jest w Niemczech, ale nie sadze zeby to byl problem dla czlowieka ktory jechal z Polski do Francji na jeden dzien, zeby obejrzec cholerny mecz. Zostaje jeszcze nadzieja ze odebrano mu sluzbowego PKS-a...Oby... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ordinary life aha! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.04, 19:01 Aha! Nie atakujcie tych ludzi z firmy-szeów marketingu,produkcji itp. Przecież tam go nie ma!Pan prezes nie był szefem żadnego wyszczególnionego działu-ON PANOWAŁ NAD CAŁOŚCIĄ! HI HI...(ale zawsze najpierw musiał sie odstresować, żeby móc panować!) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ordinary life PAN THOMAS XX ...współzałożyciel ;-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.04, 18:52 Co sie stało dalej?Jest w dzisiejszym Dużym Formacie i nie tylko;-) Ten pan to THOMAS najprawdopodobniej,wspołzałożyciel firmy-obok WALTHERA-nazwiska obu są na schopowej stronce, którą dzisiaj nawiedza o wiele więcej internautów niż zwykle :-) . Pan ten obecnie rozwija swoja wąłsną firme, o podobnym profilu, w Polsce również też. A z ww wymienioną firmą się procesuje. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: amico Uwaga, teraz Rifun powinien dostać ochrone! IP: *.przybyslowice.sdi.tpnet.pl 14.09.04, 20:05 Przecież on jest teraz także rozszyfrowany i może być w niezłych opałach, jak się BURAKI i Gacki do niego zabiorą. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ordinary life Re: PAN THOMAS XX ...współzałożyciel ;-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.04, 20:29 Wyżej wymienione informacje zaczerpniete zostały z innego miejsca na portalu gazeta.pl.Nie biorę za nie odpowiedzialności. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: hopocek Re: PAN THOMAS XX ...współzałożyciel ;-) IP: *.autocom.pl 15.09.04, 16:49 i z dużego foramtu wynika że on pracuje w administracji państwowej a już ktoś jeszcze przed pojawieniem sie w gazecie wiedział i napisał że jest on urzędnikiem. więc ten kto z zainteresowanych chciał sie dowiedzieć kim jest rufin to sie dowiedział. w końcu Talko też do niego dotarł. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pinky 25 odcinek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.09.04, 20:42 Talko napisal: "Zaraz potem opublikował "Przypadki dyrektora Buraka cz. 1". Przez następnych kilka miesięcy historia dotarła do 25. odcinka i wzbudziła sensację." Jako ostatni przeczytalem 24 odcinek z dnia 15-02-2002, a gdzie jest 25? Pomozecie? Pozdr Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Skalar KAMILU skąd wiedziałeś? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 15.09.04, 22:36 Teraz RIFUN może mieć przesrane... rozdzwonią się telefony, wszystko wyjdzie na jaw, w końcu dowie się i burak i przejedzie swoim pksem rifuna tak, że będziemy mogli się pożegnać z kolejnym noblem dla polski.. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: nova Re: KAMILU skąd wiedziałeś? IP: *.bpl.vectranet.pl / 80.51.226.* 16.09.04, 11:52 W tekście jest jeszcze jedna istotna informacja-dziennikarz na pytanie rifuna o spotanie odpowiada, że przejechał 400 km, żeby sie z nim zobaczyć... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: [8BZ] Val Re: 25 odcinek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.09.04, 07:13 Wspaniałowy tekst buraczany, muszę powiedzieć, że forum odkryłam dopiero po publikacji w gazecie, niesłychane, pozdrawiam wsiech a najbardziej RIFUNA, niech mu się wiedzie na państwowoej posadzie i oby sam ne zburaczał (co jak sam przyznał i jego tknęło) :))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Swojak Re: 25 odcinek IP: *.sprint.com.pl 17.09.04, 08:08 Ja też odkryłem to forum dopiero po poniedziałkowej GW.Od poniedziałku czytam wszystko o Dyr. Buraku i jestem z dnia na dzień coraz wiekszym fanem RIFUN'a Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mirek jest waldek IP: 217.13.182.* 16.09.04, 11:58 www.walter-schomaker.de/index_de.php?seitenlang=de&seitenname=team01 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Cicki Re: jest waldek IP: *.imf.tu-freiberg.de 16.09.04, 16:12 Strzal w dziesiatke, to musza byc ONI! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mirek Re: jest waldek IP: 217.13.182.* 17.09.04, 10:08 to na pewno on , jego gęba pasuje do całej historii, zastanawiam się czy nie napisać mu maila w stylu : chłopie gdybyś ty wiedział co pół Polski o tobie wie? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Katylina Re: jest waldek IP: 195.117.25.* 17.09.04, 10:59 Ciekawa mysl. Warto przejsc na oddzial w Polsce - sa zdjecia pracownikow (tych, ktorzy dotad jeszcze pracuja) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: KooLiz Re: jest waldek IP: *.bipromet.com.pl 17.09.04, 12:04 Dam se rękę uciąć że SchoPa to własnie ta firma. Nawet zabudowania pasują, a nie mówiąc jużo wyrobach. Odpowiedz Link Zgłoś
mk79pl Thomas Decker 17.09.04, 14:05 A moze ktos ma pomysl jak zlokalizowac nowy interes pana Deckera? Bo to chyba on jest burakiem, chociaz pewnosci nie ma. Hmmm jakies pomysly? Odpowiedz Link Zgłoś
mk79pl To jednak nie Thomas Decker:((( 17.09.04, 14:16 " A on (burak) przekonany o swojej bezkarności zachowywał się coraz bardziej irracjonalnie. Aby przykłady irracjonalnego zachowania były bardziej przejrzyste muszę nazwać pozostałych udziałowców (zgodnie, więc z tradycją spolszczam ich germańskie imiona, od teraz jeden to TOMEKa drugi OLEK)." czyli Tomek to Thomas Decker a Alek to Alex Paffenholz. Coz szukamy dalej:) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Nie powiem Re: To jednak nie Thomas Decker:((( IP: *.client.comcast.net 18.09.04, 06:03 -------------------------------------------------------------------------------- Obawiam sie, ze przez wasze male publiczne sledztwo Rifun moze miec duze problem. Podobno Burak jest w Niemczech, ale nie sadze zeby to byl problem dla czlowieka ktory jechal z Polski do Francji na jeden dzien, zeby obejrzec cholerny mecz. Zostaje jeszcze nadzieja ze odebrano mu sluzbowego PKS-a...Oby... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: BOREWICZ Re: To jednak nie Thomas Decker:((( IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.09.04, 20:42 Spokojnie mam znajoma co pracuje w shopie firma ta miesci sie w strgardzie szczecinskim.wszystko sie wypytam i napisze. Borewicz Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: asker PO CO WAM TE NAZWISKA IP: *.219.233.204.telsat.wroc.pl 19.09.04, 00:35 nie rozumiem - nazwa firmy juz jest znana. w zasadzie chyba wszystko sie zgadza. Rifuna chyba (poza jego znajomymi) nikt nie zidentyfikuje w realu jako autora watku - taka mam nadzieje i tego mu zycze. To po co jeszcze walicie tymi wszystkimi nazwiskami ludzi z zarzadu. Dajcie spokoj, to nic nie da. Za tyle wyniesionych informacji o sytuacji w firmie pewnie czekalby Rifuna dlugi proces. A tak ma po wsze czasy zapewniona dobra pamiec wsrod internautow. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: magdalenka Re: PO CO WAM TE NAZWISKA IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.04, 14:20 a wiecie co mi się wydaje że to jest jedna wielka ściema a wy tu się domyślacie kąbinujecie . dajcie sobie na wstrzymanie Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: misiunia Śledztwo nieistotne, RIFUN odezwij się! IP: *.dop.krakow.pl 21.09.04, 08:53 Tylu fanów czeka na jedno Twoje słowo...RIFUN odezwij się! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gfghfgvhgf Re: PRZYPADKI DYREKTORA BURAKA IP: *.devs.futuro.pl 22.09.04, 11:09 gchfghrtfhfgyhghngf Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gaan Re: PRZYPADKI DYREKTORA BURAKA IP: *.wroclaw.mm.pl 22.09.04, 19:40 Ja jestem po prostu w ciężkim szoku, że coś takiego powstało w internecie i jeszcze taki odzew... Dziś weszłam na to pierwszy raz w pracy i musiałam w domu doczytać do końca, bo nie mogłabym wytrzymać z ciekawości, jak to się wreszcie skończyło. Poznałam wszystko na raz od początku do końca, tylko dlatego, że zainteresowało mnie hasło "dilbertoza" i prawdę powiedziawszy nawet nie wiedziałam, że właśnie w czymś takim tkwię w tyrce...Szkoda czasu na opisywanie, szczęściem mój samozwańczy pryncypał, jak jeden gość w firmie go dla mnie specjalnie nazwał, odszedł na emeryturę, choć niestety jeszcze przyłazi do firmy (rodzinna spółka). Mam więc więcej życia niż wcześniej. Pozdrawiam wszystkich na tym forum!! I to fakt, że szkoda, że Rifun nie pożegnał się z Wami :( Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ogórek Re: PRZYPADKI DYREKTORA BURAKA IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.09.04, 20:54 www.interia.pl Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: to ja Re: PRZYPADKI DYREKTORA BURAKA IP: 62.233.231.* 22.09.04, 23:33 adres strony tej firmy www.schopa.pl/main.htm Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Borewicz Re: PRZYPADKI DYREKTORA BURAKA IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.09.04, 11:30 Wszystko juz wiem,ale za duzo nie moge napisac cale to zdarzenie wydarzylo sie naprawde.Dyr. burak to pan Henryk Pilat juz tam nie pracuje.riffun to.......tego nie napisze dla jego bezpieczenstwa ale tez juz nie pracuje. aha ja pisze z kafejki tak dla bezpieczenstwa. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Aga Re: PRZYPADKI DYREKTORA BURAKA IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.09.04, 12:19 Ale to jakiś burmistrz Gryfina, to ten sam? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: szperacz Burmistrz Gryfina nie jest Burakiem IP: *.wirba.net / 195.116.157.* 24.06.05, 14:26 Henryk Piłat z Gryfina był w samorządzie terytorialnym już w czasie I i II kadencji samorządowej. Więc wtedy raczej nie bawiłby się w "burakowanie" w SchoPie. Henryk Piłat - Burmistrz Gryfina to nie Burak Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: k Re: PRZYPADKI DYREKTORA BURAKA IP: *.ewetel.net 23.09.04, 15:36 Potwierdzam. Rzecz dzieje sie w Schopie w Stargardzie Szczecinskim.Burak to Henryk Pilat. A Rifun to Andrzej Karpeta. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: k Re: PRZYPADKI DYREKTORA BURAKA IP: *.ewetel.net 23.09.04, 15:41 Trafilem na ten watek pare dni temu. W miare posuwania sie w czytaniu coraz bardziej bylem przekonany, ze to chodzi o ta firme. Pracowala tam moja dziewczyna. Jak dowiem sie czegos wiecej to napisze. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: $wieca Re: PRZYPADKI DYREKTORA BURAKA IP: *.ppp.tiscali.fr 25.09.04, 01:20 czy zona buraka to Lidka Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jacek NOWAK BOREWICZ ... Henryk PILAT to Heinrich PILAT ? IP: *.ppp.tiscali.fr 25.09.04, 12:05 Heinrich Pilat GmbH Villenstraße 14 67657 Kaiserslautern tel. 0631-67636 fax. 0631-63069 Pewnosci nie ma ale Henryk PILAT ma swojego niemieckiego klona Heinricha ... To by pasowalo ... BOREWICZ ... Myslisz, ze to ten gosc ? Moze zapytaj sie znajomej ... hehe Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: maja Re: PRZYPADKI DYREKTORA BURAKA IP: 192.168.1.* / *.cza.warszawa.supermedia.pl 24.09.04, 16:35 przeczytalam wszystko i bardzo mi :((((( ze to juz koniec Odpowiedz Link Zgłoś
megi55 Re: PRZYPADKI DYREKTORA BURAKA 25.09.04, 17:17 A mi jest przykro, że to wszystko obrało taki kierunek, że nie potrafiono uszanować autora - te wszystkie nazwiska - Ludzie to nie o to chodziło! RIFUN trzymaj się - masz talent! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gaan Popieram megi55!!! IP: *.wroclaw.mm.pl 25.09.04, 17:49 Zgadzam się z tobą w całej rozciągłości!!! Wchodzę tu jeszcze co jakiś czas, bo mam nadzieję, że Rifun jeszcze się odezwie, Ale widzę że nie ma to już sensu. Ja bym w życiu nie odezwała się do ludzi, którzy robią głupie śledztwo, zamiast pomyśleć nad sensem tych opowieści. Facet ma niewątpliwy talent!! Moim zdaniem, dziewczyna, która próbowała dokończyć jego dzieło również powinna pisać, ma świetne poczucie humoru :)) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: no ja tez Ja tez popieram megi55!!! IP: *.219.233.204.telsat.wroc.pl 25.09.04, 22:48 popieram-niepotrzebne sledztwo, jak zwykle w Polsce efekt jest inny od zamierzonego - zamiast uzmyslowic ludziom, jak prowadzone sa niektore firmy, uwidocznienie problemu, najwazniejsze staje sie zdemaskowanie autora i ewentualne konsekwencje. NO coz, to tylko stanowi kontynuacje i rozszerzenie niedopowiedzianej mysli Rifuna o polskiej mentalnosci. Odpowiedz Link Zgłoś
grzechu7 Re: Ja tez popieram megi55!!! 25.09.04, 23:24 Zgadzam się, żeby dać spokój jakiemukolwiek śledztwu. Zawsze jest możliwość, że ktoś Burakopodobny chcąc zdyskredytować Rifuna zamieści szkalujące kogoś informację(np. podanie nazwiska przez Anię, a później odwołanie wszystkiego), doprowadzajac do podważenia wiarygodności Rifuna. Nie pozwólcie temu cwanemu matołowi zatryumfować. Grzechu Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: poco Re: Ja tez popieram megi55!!! IP: *.kom.pl / 80.53.82.* 26.09.04, 14:34 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: megi 59 Tez popieram megi55 IP: *.przybyslowice.sdi.tpnet.pl 29.09.04, 09:20 Ta "zabawa", ktorą ofiarował, gdyby pozostala anonimowa, mogłaby trwać jeszcze. I RIFUN częstowałby nas firmowo-buraczanymi z życia wziętymmi anegdotami. Niestety głupie śledztwo z pewnością wpędziło go w niezłe kłopoty. Rifun, trzymaj się! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jessica Re: PRZYPADKI DYREKTORA BURAKA IP: 194.152.110.* 23.11.04, 11:29 Super historia Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: przyjacielMITOMANA DO RIFUNa :) IP: *.tcz.pl / *.tcz.pl 27.09.04, 03:16 Widze długi czas minął odkąd urwałeś Swoją opowieść. Ale mam nadzieję że gdzieś jest część dalsza :) W opowieść wierzę, z tego prostego powodu że znam gościa plotącego jeszcze lepsze historie (niestety niewcielającego ich w życie). W każdym razie Mitoman (jak go nazwaliśmy z kumplami) ma wyobraźnię przewyższającą Buraka, ale z powodu braku jakichkolwiek zdolności narratorskich (tu muszę Ci Rifun złożyć pokłonik - RESPECT) nie podejmuję się do opisywania takowej. Jakkolwiek jeżeli gdzieś w necie jest dalsza część, proszę o pomoc poprzez odpisanie na ten post, każdego kto potrafi mi pomóc. Narka Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Wspaniały Re: DO RIFUNa :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.09.04, 14:52 Natknąłem się na to forum wczoraj, 26 wrzesnia 2004, czyli jakieś 3 lata po pierwszym tekście RUFINA. Czytałem jak najęty, skończyłem dzisiaj. Niestety wielu jest takich Buraków. Miałem "przyjemność" z takim w mojej krótkiej karierze (jestem przezd 30-tką) w owj. warmińsko-mazurskim - niewykształconym hamem, holeryko-nerwusem, pracoholikiem do upadłego, oderwanym od normalnej rzeczywistości, krzyczącym na żonę przy wszystkich, że kanapki za późno mu zrobiła na 2. śniadanie, że nie taka kiełbasa itp., nie poważającym kobiet jako równorządnych partnerów, szntażującym biznesowych partnerów, najmądrzejszym z mądrych i w ogóle. Swoją frustrację teraz wyrzuca poprzez fora dyskusyjne - pisze o Żydach, komuchach i innych. Ciekawie się czyta Księgę Gości zawieszoną na stronie jego firmy, w której aktywnie się udziela (zwykle wieczorami siedzi w necie, bo po co iść do domu do żony i dzieci, jeszcze by chciały, żeby im poczytał) - ludzie sam tym forum sami zauważają, że jakiś odchył ma facet, bo każdego, kto coś tam nie tak na niego powie, bezwzględnie dyskredytuje. Stracił już dystans. Abstrahując od tego, RUFIN - mimo że zmienił robotę - powinien symbolicznie zakończyć swoje dzieło - choćby jeden odcinek. Za dużo osób zaangażowało się w to wszystko. Tak się nie robi. Nawet teraz to forum żyje. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ji Glupie to.. IP: 217.116.101.* 28.09.04, 23:23 ..tyle o tym slyszalem, przeczytalem i wzruszylem ramionami. Nic nowego; widzimy tu pokrzywdzona przez los inteligencje 'ktora skonczyla studia' a ktorej ktos swiata drzwi zamknal noga obuta w gumofilce wyscielane sianem 'cham' z ludu. Czym ze zasluzyli sobie na to ci wszycy 'po studiach'!? PS Polecam Polactwo Ziemkiewicza by przejzec sie w lustrze. Odpowiedz Link Zgłoś
kraxa sames gupi 30.09.04, 16:47 trafiBam na Buraka przypatkiem, zajrzaBam dzis na Dilbertoze po raz 1 w zyciu. Niestety niewiele dzi[ zrobiBam w pracy- bo mnie tak wcionglo. Rany julek, co za historia, zara wysyBam mojej siostrze w Auslandzie. Tylko sd teraz wytrzasnac artykul Talki sprzed 2 tygodni. Podmozcie- musze to przeczytac. Panie Rifunie- poklony. Heniu Pilat Rulez somewhere else probably. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ji Re: sames gupi IP: 217.116.101.* 30.09.04, 22:48 Jescze jedna z wyzszych sfer. Caly dzien nic nie zrobila ale przeciez ma do tego prawo; co jej tam jakis burak prace bedzie nakazywal... Odpowiedz Link Zgłoś
kraxa Ty Madralo 01.10.04, 10:10 Po pierwsze nie nic- a niewiele,i nie Twój to zakichany interes, a poza tym nigdzie akurat mojego szefa nie nazwalam burakiem- bo poniekad sama nim jestem dla siebie. Daruj sobie, a glupis i tak Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ji Tez 'po studiach'? :-) IP: 62.29.248.* 01.10.04, 19:07 Okrutny ten swiat, prawda? Ludzie 'po studiach' musza pracowac a chamy tylko rozkazuja! Kto to widzial, by w pracy pracowac a nie chodzic tam tylko... to sie do prasy nadaje! :-) Odpowiedz Link Zgłoś
cineo Re: PRZYPADKI DYREKTORA BURAKA 29.09.04, 16:44 RIFUN WRACAJ DOKOŃCZ SWOJE ARCYDZIEŁO RIFUN WRACAJ RIFUN WRACAJ RIFUN WRACAJ RIFUN WRACAJ RIFUN WRACAJ RIFUN WRACAJ RIFUN WRACAJ RIFUN WRACAJ RIFUN WRACAJ RIFUN WRACAJ RIFUN WRACAJ RIFUN WRACAJ RIFUN WRACAJ RIFUN WRACAJ RIFUN WRACAJ .......................W-R-A-C-A-J Odpowiedz Link Zgłoś
suzuki500f Re: PRZYPADKI DYREKTORA BURAKA 30.09.04, 18:24 Przeważnie wszystkie rzeczy anonimowe traktuję z rezerwą ale to co przeczytałem dzisiaj (przypadkowo zupełnie) uruchomiło we mnie wspomnienia podobnych zdarzeń. Nasi ziomkowie (tzn. jak Burak) potrafią robić nie takie numery. To jest tak dobre (tekst Rifuna i komentarze),że nie ugotowałem na czas obiadu i zaraz dostanę opr od mojej starej, która wróci głodna z pracy. Tam jej zespołem kieruje z kolei Lady Buraczka sic! Idę pocieszyć moją wygłodniałą starą i potem pokaże jej to forum, ciekawe ile czasu może głodny człowiek zajmować się tak wspaniałą lekturą? Zmierzę czas mojej połowicy. Dziękuję Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: madzia Re: PRZYPADKI DYREKTORA BURAKA IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.10.04, 09:23 coś to forum umarło .... napoczątku czytałam jak najęta jak jakąś powieść sensacyjną tylko przez to, że forum tak długo istnieje a teraz co nuda na maxa zaglądam tutaj codziennie i co???? i nic moze by tak Rufin by wpadł i powiedział co się dzieje u niego??!!! a tak pozatym Pozdrawiam wszystkich co tu wchodzą i co to czytają miłego dnia !!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: hydrogenium Re: PRZYPADKI DYREKTORA BURAKA IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.10.04, 15:45 Tak jakoś smutno się tu zrobiło. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: lisawieta A FE! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.10.04, 19:51 Rifun ma teraz pewnie sporo problemów spowodowanych tym śledztwem, które mu zafundowano...i to zrobili mu to ludzie, którzy byli jego wiernymi czytelnikami..WSTYD! Odpowiedz Link Zgłoś
kiciaf Re: A FE! 14.10.04, 13:04 Tak naprawdę to powinien przeprosić Rifuna autor artykułu. I mam nadzieję że to zrobił. Jeśli Rifunowi przez tyle czasu dało się nieujawnić swojej tożsamości i wyraźnie nie chciał jej ujawniać dalej to należało to uszanować. Całe śledztwo internautów bazowało na szczegółach identyfikujących firmę, które zawarte były w artykule. Myślę że Rifun już się nie odezwie.Tym bardziej chcę mu podziękować za wszystko i życzyć powodzenia. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: anatolka Re: A FE! IP: *.proxy.aol.com 01.12.04, 01:24 ... i zyli dlugo i szczesliwie... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: lura Re: A FE! IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 06.12.04, 14:55 a ja uważm, że Rifun przegiął Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Banka Przypadki dyrektora Buraka IP: 212.160.138.* 08.12.04, 11:04 Mam do podania przynajmniej dwa przypadki czystej buraczczyzny. Zaznaczam, że wszystkie miały miejsce w warszawskich centralach banków. Na początek jeden: 1) dyrektor departamentu, który co drugie słowo wstawiał "k*rwa"; wychodził ze swojego gabinetu na salę i tak sobie normalnie w tym stylu rozmawiał; jak się wkurzył zapraszał do swojego gabinetu i tam "głupia krowa" to już był komplement: namiary - Tomasz Wróbel, PKO BP Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Wojtas RIFUN WRÓĆ!!!!!!!!!!! CZEKAMY!!!!!!!!!!!!!!! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.12.04, 16:49 RIFUN!! CZEKAMY JUŻ PONAD 3 LATA:(( I CO DALEJ?? PISZ, PISZ!! To najlepsze forum na Gazecie. Wszystkie pozostałe tematy uchowają się przy Przypadkach Dyrektora Buraka. Przekazałem kilkudziesięciu osobom linka do tego fora, i dziś jest nas kilkuset, ale w sumie to nas jest dziesiątki tysięcy fanów:) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Schomaker bye RiFuN IP: *.pool.mediaWays.net 14.12.04, 21:42 wiecie co? jakos mi smutno..., mam niedosyt... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: schopa Re: bye RiFuN IP: *.pool.mediaWays.net 14.12.04, 23:37 ENDE i basta! serwisy.gazeta.pl/df/1,34471,2278937.html?as=1&ias=9 <<<THE END>>> Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: © 2001 by RIFUN dla was... IP: *.arcor-ip.net 16.12.04, 13:22 Witam wszystkich, którzy zechcieli to przeczytac. Zanim zdecydowalem sie na napisanie tego tekstu przeczytalem inne, które znajduja sie na forum i dotycza polskich Dilbertów. Zdalem sobie sprawe, ze od wielu lat mam do czynienia z jego bardziej chamska i prymitywna forma. Nie oczekuje dyskusji, ale jedynie prezentuje historie firmy, w której pracuje i ludzi w niej zatrudnionych, podkreslam, ze wszystko, co opisuje zdarzylo sie naprawde i w wiekszosci opisywanych zdarzen wystepowalem w charakterze swiadka lub sluchacza. Choc historie te wydaja sie nieprawdopodobne to niestety mialy miejsce. Tekst ten traktuje troche jako ujscie dla mojej frustracji i bezsilnosci. Z wiadomych wzgledów nie bede uzywal prawdziwych imion i nazw, zanim przejde do historii z udzialem glównego bohatera, czyli Dyrektora Buraka podam opis (sytuacyjny) firmy abyscie mogli spróbowac zrozumiec pewne zachowania niektórych bohaterów. Firma powstala 10 lat temu jest polskim oddzialem niemieckiego przedsiebiorstwa, zatrudnia ok. 300 osób – w wiekszosci sa to niewyksztalceni pracownicy fizyczni, blisko 90 % zalogi to kobiety pochodzace z malych miejscowosci i wiosek. Charakter produkcji wymaga od pracownika jedynie cierpliwosci i po przeszkoleniu trwajacym okolo tygodnia mamy gotowego pracownika, który moze obslugiwac maszyne. W okolicy miejscowosci, w której jest siedziba firmy panuje bezrobocie na poziomie 20-30 % i w dziale kadr przedsiebiorstwa co miesiac skladane jest okolo 30 podan o prace. Czesc 1 Poczatek kariery Dyrektora Buraka Dyrektor Burak pochodzi z malej pegeerowskiej miejscowosci gdzies w Polsce, w latach osiemdziesiatych doszedl do wniosku, ze nasz kraj nie oferuje takim obiecujacym mlodym ludziom (wyksztalcenie srednie, podobno rozpoczal studia, ale ma problemy ze sprecyzowaniem nazwy uczelni i kierunku) jak on mozliwosci zrobienia kariery i postanowil wyemigrowac do „NRF-u” (cytat). Trudno sie z nim nie zgodzic, bo okres komuny to nie byly raczej lata prosperity. Wiec wyruszyl wraz z calym majatkiem (zona i dziecko) do niemieckojezycznego eldorado. Po dotarciu na miejsce przeszedl standardowa procedure – obóz uchodzców, zrzeczenie sie obywatelstwa, wniosek o przyznanie obywatelstwa niemieckiego, wreszcie samo obywatelstwo. Lata te niestety osnute sa mgla tajemnicy, poniewaz sam bohater niechetnie wspomina, ze jego Vaterland wymagal od swojego syna takich poswiecen (jak obóz przesiedlenców) i nie do konca dawal wiare jego zapewnieniom o czysto niemieckich korzeniach. Wreszcie jednak nastapil upragniony dzien i Dyrektor Burak otrzymal swój pierwszy i prawdziwie niemiecki Ausweis (czy jak oni nazywaja Dowód Osobisty) z jego swiezo zdeformowanym (zniemczonym) imieniem i nazwiskiem. Obecnie Dyrektor Burak i jego rodzina ma ogromny problem, poniewaz okazalo sie ze jego tlumaczenia na pytanie dlaczego zmienil imie i nazwisko to klamstwo. Zawsze twierdzil, ze Niemcy go do tego zmusili, teraz rzad federalny postanowil ze wszystkie imiona i nazwiska krzyzaków maja byc pisane w oryginale, przy okazji okazalo sie ze wszyscy o zmienionych nazwiskach specjalnie sobie tego zyczyli. Czesc 2 Pierwsza praca Dyrektora Buraka. Pierwszym etatem, jaki otrzymal (zdobyl) nasz bohater na lonie kapitalizmu byla posada kelnera. Co do miejsca pracy pojawiaja sie pewne watpliwosci w jednej opowiesci jest to „najlepsza i bardzo ekskluzywna” francuska restauracja (najlepsza w miescie zamieszkania Dyr. Buraka) innym razem jest to klub nocny – równie „ekskluzywny i elegancki”. Goscmi jednego i drugiego bywali mozni swiata biznesu Niemiec i nie tylko (w jednej z opowiesci pojawil sie nawet arabski szejk). Ekskluzywnosc, a przynajmniej profesjonalizm lokali nalezy poddac w watpliwosc, – poniewaz w owym okresie Dyr. Burak jeszcze nie poslugiwal sie swoim ojczystym jezykiem (niemieckim), ani zadnym innym europejskim (do dzisiaj). Jezeli nawet pracowal w owych miejscach (miejscu?) to raczej w charakterze pomywacza a nie kelnera. Niemniej jednak trzeba przyznac naszemu Dilbertowi, ze po otrzymaniu upragnionego prawa do zasilku socjalnego nie spoczal na laurach i nie zaczal korzystac z uciech kapitalizmu a zaczal szybko wspinac sie po szczeblach drabiny spolecznej. W tedy tez po raz pierwszy zauwazyl u siebie nieprzecietne zdolnosci do robienia zlotych „interesów”. Zauwazyl ze loze w lokalu nocnym (tym „ekskluzywnym”) sa tak skonstruowane ze pomiedzy oparciem i siedziskiem jest szpara w która wpadaja kluczyki, bilon i drobiazgi które siedzacy tam goscie nosza w kieszeniach. Zaproponowal wiec wlascicielowi ze bedzie zostawal po godzinach i pomagal sprzatajacym doprowadzic do porzadku sale – wlasciciel oczywiscie sie zgodzil i jeszcze wyrazil zachwyt jaki to pracowity naród ci Polacy. Nie wiedzial, ze Dyr. Burak to zaden Polak tylko krzyzak z dziada pradziada. Nasz bohater nie przepracowywal sie specjalnie ze sprzataniem za to bardzo starannie przegladal szpary w lozach. Po jakims czasie nasz strateg wpadl na genialny pomysl jak zwielokrotnic zyski bez wkladu wlasnego. Pomysl byl genialny w swojej prostocie po prostu wydawal klientom reszte w mozliwie najwiekszej ilosci bilonu tlumaczac, ze w kasie niestety niema banknotów o niskich nominalach. Na uwagi (opowiadal te historie publicznie) swoich podwladnych, ze takie dzialania mozna nazwac (lagodnie) „uczciwymi inaczej” stwierdzal, ze to zaden problem jak sa frajerzy, którzy az sie prosza o to zeby na nich „zarobic” (cyt.). Czesc 3 Druga praca Dyrektora Buraka Podtytulem powinno byc przyslowie: Glupi ma szczescie. Otóz Dyr. Burak postanowil rozwijac dalej swoja kariere w tym celu podjal prace w koncernie dzialajacym w sektorze przemyslu ciezkiego. Niestety nie bylo to jeszcze stanowisko wyzszego szczebla kierowniczego, nie bylo niestety równiez to stanowisko sredniego szczebla kierowniczego, a co gorsza w ogóle nie bylo to stanowisko kierownicze. Prawde mówiac byl w tym koncernie zwyklym robotnikiem (w pierwszym okresie nawet niewykwalifikowanym, co oznaczalo, ze nie mógl obslugiwac zadnych maszyn – poza miotla i impulsownikiem kinetycznym potocznie zwanym mlotkiem). Pierwsze zdarzenie nawiazujace do w/w przyslowia mialo miejsce juz na samym poczatku, w ustach Dyrektora Buraka brzmi mniej wiecej tak: „Wiesz jak ja tam zaczalem robic to jeszcze ciagle zapier.......lem w tym burdelu (ekskluzywny lokal z Czesci 1) i pracowalo sie cale noce to jak rano szlem (celowo nie poprawiam) do fabryki to bylem strasznie zje...ny. Ale trzeba bylo tylko wytrzymac do 10 i w tedy byla przerwa a po przerwie tak zeby mnie nikt nie widzial szedlem (bede zawsze poprawial – plynniej sie pisze) do magazynu opakowan, chowalem sie pod kartony i spalem. I tak przez kilka miesiecy az tu kur...a, kiedys jakis ch..j z kierownictwa lazil po firmie i zauwazyl ze cos wystaje spod kartonów. Zawolal kierownika zmiany i zrobil alarm, ze kogos przygniotly kartony, niezly glupek, jak mnie spod tych kartonów wyciagneli to nie wiedzialem, o co chodzi – kupa ludzi i wszyscy krzycza i pytaja sie jak sie czuje, to sie zorientowalem, ze oni wszyscy naprawde mysla, ze mnie przygniotlo. A wiesz, co bylo dalej ci debile dali mi wolne do konca tygodnia i jeszcze ekstra szmal zebym nic nie mówil, bo te kartony nie byly zabezpieczone. Najlepsze jest to, ze nikt sie nie zastanowil jak mogly mnie przygniesc puste tekturowe pudelka”. Minelo kolejnych kilka miesiecy (lat?) i Dyr. Burak awansowal – zostal robotnikiem Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: © 2001 by RIFUN Re: dla was... IP: *.arcor-ip.net 16.12.04, 13:27 wykwalifikowanym i zaczal obslugiwac maszyne do spólki, na jednej zmianie z innym obywatelem Niemiec rodem z Turcji. Maszyna byla podobno bardzo dluga i duza i cos tam toczyla, a sterowal nia „komputer” (prawdopodobnie chodzi o jakies przelaczniki elektromechaniczne, jak to w tokarkach), który obslugiwal nasz Dilbert-Dyzma wraz z kolegom. Szybko nasz innowator zauwazyl, ze do obslugi tej skomplikowanej maszynerii wystarczy jeden czlowiek, z czym calkowicie zgadzal sie Helmut z Istambulu, wiec podzielili swoja zmiane na jeszcze krótsze dyzury i kiedy jeden pracowal (obslugiwal komputer) drugi mógl odespac noc (Turek tez byl na dorobku i pracowal w restauracji). Tak obu stachanowcom uplywaly dni, miesiace (lata?), az tu któregos dnia Dyr. Burak lezac spokojnie pod maszyna (jakims blokiem glównym) zauwazyl wyciek oleju. Wykombinowal, wiec sobie, ze jak to zglosi do kierownictwa to na pewno trzeba bedzie to naprawic, jak przysla kogos, kto to bedzie naprawial to maszyna bedzie nieczynna, czyli on nie bedzie mial, co obslugiwac a wiec zupelnie legalnie bedzie mógl robic to, co robi, czyli odpoczywac po przepracowanych nocach. Jak wymyslil tak tez zrobil. I co sie okazuje przyszedl Dyrektor Techniczny popatrzyl i kazal natychmiast zatrzymac sprzet, wyciek byl na tyle grozny, ze grozil powaznym uszkodzeniem calej tokarki wartej (podobno) miliony marek. Nasz, Dyr. Burak zostal pochwalony (malo istotne) i (co wazniejsze) nagrodzony – finansowo. Otrzymal premie w wysokosci 5.000 DM, co stanowilo jego blisko dwumiesieczne wynagrodzenie. Dyr. Burak po dzis dzien z lezka w oku wspomina prace w owym koncernie i ciagle podkresla, ze to dopiero byla FIRMA, nie przemawiaja do niego argumenty, ze w/w firma zbankrutowala na poczatku lat dziewiecdziesiatych. Podejrzewam równiez, ze wtedy Dyr. Burak po raz pierwszy spotkal sie z Dilbertowskim zarzadzaniem i sporo sobie przyswoil. Czesc 4 Dyrektor Burak stawia pierwsze kroki w „wielkim biznesie”. Dokladnie kroniki (okresy, w których Dyr. Burak mówi prawde) nie podaja, kiedy ostatecznie zerwane zostaly kontakty naszego, Dyzmy z branza restauracyjno- rozrywkowa i metalurgiczna (w domysle informatyczna – obsluga komputera). Fakt faktem przelom lat osiemdziesiatych i dziewiecdziesiatych a szczególnie zmiany w Polsce spowodowal nagly przyplyw genialnych pomyslów do glowy Buraka na zrobienie interesu zycia. Pierwszy i w konsekwencji ostatni (wlasny pomysl) to – Firma Transportowa. Tradycyjnie jak Dyr. Burak pomyslal tak zrobil – kupil samochód dostawczy (Mercedes z plandeka – lekko uzywany, co prawda, ale za to dlugo, bo kilkanascie lat) i zaczal zdobywac trudny rynek na dzikim (wtedy jeszcze) wschodzie. W zasadzie do konca nie jest jasne, co i gdzie wozil, a jedyne opowiesci z tamtych czasów ograniczaja sie do barwnych relacji z pobytów w agencjach (nie celnych), które wtedy powstawaly jak grzyby po deszczu. Zreszta z jego punktu widzenia mialo to ekonomiczne uzasadnienie za jednorazowa (wcale nie wygórowana) oplata mial: nocleg (w tamtych czasach klient placil za noc a nie godzine, podobno?), relaks, rozrywke (jedyne zainteresowania do dzisiaj) i mile (czytaj niewymagajace) towarzystwo. W tym momencie w mojej opowiesci pojawia sie nowy bohater, nazwijmy go Wujek. Wujek jest pracownikiem firmy do dzisiaj i mozna powiedziec, ze moim przelozonym. Jest postacia równie istotna, choc oczywiscie nie tak wazna jak Dyr. Burak. Wujek bedac jeszcze studentem w latach siedemdziesiat-osiemdziesiat uzyskal paszport i pozwolenie na wyjazd (w celach turystycznych oczywiscie) do RFN. Skwapliwie z niego skorzystal i po zwiedzeniu (w dwa dni) tego pieknego kraju podjal prace w firmie profilu, której nie bede opisywal, poniewaz jest to Firma-Matka spólki, w której pracuje. Przygoda Wujka z praca w tym przedsiebiorstwie trwala dwa razy po trzy miesiace w przeciagu kilku lat w trakcie wakacji. Po skonczeniu studiów Wujek jak kazdy przykladny obywatel PRL podjal prace w przedsiebiorstwie panstwowym zeby oddac panstwu, co jego (sponsoring studiów). Juz po rewolucji w roku 1989 Wujek wyczuwajac szybka dewaluacje wartosci nabywczej Marek Niemieckich postanowil po raz ostatni wrócic do Panstwa Krzyzackiego i zarobic, choc troche twardej waluty, ot tak zeby miec, z czym wejsc w kapitalizm. W zasadzie robil to samo, co zawsze, ale o ile poprzednio zaden z wlascicieli firmy ani zaden z Managerów nie zauwazali go to teraz zywo zaczeli wypytywac jak to teraz jest w Polsce: czy juz mozna otwierac firmy prywatne, czy sa fachowcy tacy a tacy, czy to na przyklad problem zalozyc telefon, wynajac biura, hale produkcyjna. Wujek jako patriota oczywiscie przedstawil nasz kraj jako miejsce, w którym niedlugo spelnia sie marzenia wszystkich kapitalistów i w ogóle kraine mlekiem i miodem plynacym, do tego mlekiem i miodem bez wlasciciela i ten, kto bedzie pierwszy to nachapie sie najwiecej (smutne jest to, ze troche w tym prawdy). Wujek popracowal i poopowiadal poczym wrócil do kraju nie przeczuwajac nawet jak szybko i jak bardzo zmieni sie jego zycie. Czesc 5 Dyrektor Burak stawia pierwsze kroki w „wielkim biznesie” cd. Tymczasem Dyr. Burak rozwijal nadal swoja firme transportowa. W owym czasie rzad polski prowadzil szeroko zakrojona agitacje wsród zachodnich przedsiebiorców w celu przyciagniecia kapitalu do Rzeczypospolitej. Jeden z konsulatów na terenie Panstwa Krzyzackiego zorganizowal spotkanie dla prezesów firm myslacych o inwestycjach w Polsce. I jak sie domyslacie informacja ta dotarla do Dyr. Buraka, no cóz w zasadzie spelnial wszystkie warunki – niemiecki przedsiebiorca, prezes (szkoda, ze jednoosobowej spólki, ale kto by tam wnikal w takie drobiazgi) do tego posiadajacy kapital (mercedesa opisalem wyzej) i (co cenniejsze) wiedze o realiach inwestycyjnych na wschodzie. Kiedys nad tym sie zastanawialem czy ja na jego miejscu zdecydowalbym sie na taka wizyte w konsulacie i doszedlem do wniosku, ze bez wplywu srodków odurzajacych z pewnoscia – nie (maze to jest powód, dla którego to on a nie ja jest dyrektorem). Ale to tylko dygresja (moze niepotrzebna). Dosc powiedziec ze Dyr. Burak odpowiedzial na ogloszenie konsula i stanal posród przedstawicieli takich firm jak KLUDI (najwiekszy na swiecie producent armatury), JADO (czolowy niemiecki producent elektromechaniki i automatyki) jak równy miedzy równymi. Na spotkaniu tym zjawili sie tez dwaj sposród trzech wspólwlascicieli firmy, której losy opisuje. I cóz za zaskoczenie, Dyr. Burak zostal rozpoznany przez jednego z nich jako przedsiebiorca z tego samego miasta (!!!). Po latach sprawa sie wyjasnila – znajoma wydala sie twarz Dyzmy. Swoja droga jego wyglad jest dosc charakterystyczny (jak na warunki cywilizowanego kraju) – zloty sygnet, (co najmniej jeden), kilka zlotych bransolet (na obu nadgarstkach), no i do kompletu zloty lancuszek i lisie oczka, prawda, ze szczególna charakteryzacja jak na przedsiebiorce. Ale wyglad o ile charakterystyczny jest, to w zadnym razie nie tlumaczy skad podejrzenie u mojego pryncypala, ze spotkal Dyr. Buraka w trakcie swojej dzialalnosci biznesowej. A tak naprawde spotkal go w trakcie wizyt w restauracji, w której Burak byl kelnerem!!! (Wyroki boskie sa niezbadane). Co najciekawsze sam Dyr. Burak dopiero po latach zdal sobie sprawe z okolicznosci w których po raz pierwszy widzial Waldka (tak bede okreslal nowego bohatera – skoro Burak zniemczyl swoje polskie imie to ja spolszcze niemieckie Waldka). Tak, wiec nieswiadomi pomylki (obaj) staneli obok siebie i wysluchali, co do powiedzenia ma konsul na temat inwestycji w krainie mlekiem i miodem plynacej. Instynkt, Dyr. Buraka podpowiedzial mu, ze jego potencjalny partner w interesach ma szmal (nie maly) i powaznie mysli o inwesty Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: © 2001 by RIFUN Re: dla was... IP: *.arcor-ip.net 16.12.04, 13:30 cji w Polsce – w obu wypadkach nie mylil sie. Kul, wiec zelazo póki gorace, opisal (bez zbednych szczególów) tabor samochodowy, jakim dysponuje, i lata doswiadczen na trudnym dla interesów polskim gruncie. Nie omieszkal równiez napomknac o znajomosci jezyka polskiego (tak jakby nie bylo slychac, ze mówi ze wschodnim akcentem – do dzisiaj zreszta). Uwienczyl zas negocjacje propozycja podpisania kontraktu, w którym on (jego firma, przepraszam kompania transportowa) swiadczylaby uslugi przedsiebiorstwu Waldka, bo przeciez cos tam i z powrotem bedzie wozil. I niestety w tym wypadku sie przeliczyl. Czesc 6 Firma rusza. Dyr. Burak przeliczyl sie, jezeli chodzi o (z pewnoscia) lukratywny kontrakt na transport, jednak jakby na otarcie lez Waldek zaproponowal mu posade prezesa (!!!) w nowo powstajacej spólce j.v. (jak to Burak mówil „joint”). Waldek zaprosil Buraka do siebie do firmy pokazal mu, co i jak i powiedzial, ze w Polsce tu i tu mieszka taki chlopak (wlasciwsze bedzie okreslenie facet – Wujek, a o nim tu mowa mial juz lata studenckie za soba), co kiedys pracowal w Niemczech i mniej wiecej wie, o co chodzi, wiec dobrze bedzie jak Dilbert-Dyzma pojedzie i skontaktuje sie z nim, a przy okazji dowie sie jak od strony prawnej wyglada zalozenie spólki i poszuka lokalizacji. Jako motywacje otrzymal fundusze na wikt i opierunek (nie male) i co najwazniejsze ze wszystkiego MERCEDESA, a musicie wiedziec, ze dla Dyr. Buraka nie istnieje marka przedniejsza niz PKS, (co starsi czytelnicy pamietaja pewnie „logo” na autobusach PKS – prawda, ze podobne?), byl to jego wymarzony i wysniony pojazd, cudowna zabawka, wspaniala maskotka, najbardziej charakterystyczna oznaka statusu spolecznego z jaka kojarzy polaczek bogactwo, a do tego wszystkiego byl jego i tylko jego (no moze nie zupelnie jego, ale tylko on mógl go uzywac i tylko on decydowal gdzie nim pojedzie). W tej sytuacji Burak ochoczo wyruszyl do „Polen” jednak postanowil przelozyc wizyte u Wujka i poszukiwanie lokalizacji o jeden dzien. Powód, jakze oczywisty, co prawda bywal juz w „Polen” wielokrotnie, ale niestety nigdy nie znalazl (z przepracowania) czasu na odwiedziny u rodziny. Teraz, kiedy juz byl prezesem mógl swobodnie dysponowac swoim czasem, no i nareszcie mial, co (Mercedesa) pokazac rodzinie na wsi, tudziez innym kolchoznikom w rodzinnym pegeerze. Wizyta byla nadzwyczaj udana – rodzina uwierzyla nie tylko w to, ze Mercedes jest jego, ale (o naiwni) równiez w to, ze niedlugo Burak wróci tu juz z kapitalem i otworzy firme, jakiej nawet w „Pogodzie dla Bogaczy” nie widzieli. Notabene w to, ze firma jest jego wlasnoscia wierza do dzisiaj, (co niektórzy). Czesc 7 Wujek poznaje Dyr. Buraka (wlasciwie od niedawna Prezesa). Pierwsze „widzenie” Wujka i Buraka odbylo sie bez sensacji, co jak poznacie blizej Buraka juz jest sensacja. Prezes Dilbert-Dyzma wystapil, a jakze w roli kumpla Waldka i laskawie zaoferowal Wujkowi posade (kierownicza) w nowym koncern-holdingu, który wraz z Waldkiem i „kilkoma jeszcze inwestorami” ma zamiar uruchomic niebawem. Wujek owszem laskawie wysluchal i podziekowal Prezesowi za propozycje potwierdzajac, ze bedzie oczekiwal na konkrety. Najciekawsze jest to, ze Dyr. Burak wydal mu sie nawet rzeczowy (!!!) i godny zaufania (!!!), troche tylko zdziwilo go ze byl obywatelem Vaterlandu dopiero kilka lat a juz tyle zapomnial z ojczystej mowy. Bez przesady mozna powiedziec, ze do dzisiaj placi za tamten blad w ocenie. A propos jezykowej ekwilibrystyki, Dyr. Buraka, co prawda nie zdolal sie on nauczyc jezyka, (w którym napisano „Moja Walke”) w stopniu, który w pelni pozwolilby mu sie z asymilowac z Bawarczykami, ale nabral tak charakterystycznej maniery (charakterystycznej dla pewnej reprezentacji polonii) „zapominania” polskich slów i zastepowania ich niemieckimi, nie zawsze odpowiednikami. Nie rzadko w pierwszym okresie swojego pobytu na lonie pierworodnej ojczyzny zadawal tez pytanie: „Jak to sie mówi po waszemu? (po naszemu czyli po polsku).” Po wykonaniu pierwszego polecenia Waldka (kontakt z Wujkiem) przystapil do wykonywania drugiego, rozpoczal szukanie miejsca, w którym mozna by zlokalizowac firme. Rozpoczal oczywiscie od miast wojewódzkich i ich najbardziej reprezentacyjnych czesci, oczami wyobrazni widzial siebie jako nowego magnata, który jadac swoim PKS-em jest z szacunkiem wytykany palcami przez mieszczan. Waldek jednak szybko sprowadzil go na ziemie i wyjasnil, ze nie stawiaja ani supermarketu ani butiku z ciuchami Diora tylko zaklad produkcyjny i potrzebuja hali, najlepiej na zadupiu (bedzie tania), i co gorsza w pierwotnym zalozeniu nie bedzie potrzebna nawet czesc biurowa (na poczatku), a wystarczy tylko sanitarno-socjalny wezel dla pracowników. Dyr. Burak nie mógl uwierzyc!!!! Jak to nie bedzie dwunastopietrowego biurowca w centrum miasta i stada sekretarek!?! Nie bedzie nawet porzadnego budynku biurowego przy hali produkcyjnej. Trzeba pamietac, ze kiedy wyjezdzal z PRL w kraju panowala moda na koscielne budowanie w swieckim wydaniu (szesciopietrowa plebania, a w jej sasiedztwie „SWIATYNIA” z nawa glówna na 20-stu wiernych). Poza tym to juz ostateczny argument dla wyobrazni Buraka, ale nawet pegeer w jego rodzinnej miejscowosci mial „BIURA”, tak by sie plebs nie mieszal z „Derektorami”. Cóz chcac nie chcac musial wysluchac argumentów Waldka (a nawet udac, ze je rozumie), ze na poczatku firma bedzie miala charakter wylacznie produkcyjny i nie ma potrzeby budowania reprezentacyjnych gabinetów. Pogodzony z mysla, ze jego cudowny prezesowski gabinet, caly w marmurach odsuna sie w blizej nieokreslona przyszlosc Dyr. Burak znalazl hale na terenie dawnego gospodarstwa rolnego. Chcialoby sie powiedziec: Co sie martwisz co sie smucisz ze wsi jestes na wies wrócisz. Czesc 8 Dyr. Burak i przypadek z ciezarówka. Dyrektor Burak zadomowil sie juz na dobre w „swojej” firmie, co prawda byla to na poczatku wlasciwie manufaktura. Zatrudniala (ta manufaktura) okolo dziesieciu osób w tym 8 kobiet, jednego mechanika do obslugi maszyn, Wujka (wdepnal juz w bagno) jako kierownika i oczywiscie Prezesa (niedlugo pojawie sie ja). Proces technologiczny jest (pisalem o tym wczesniej) niezwykle prosty – przyjezdza TIR z produktami biali murzyni robia z nimi to, czego nie oplaca sie robic w Marchii, bo tam za duzo trzeba placic Rumunom, Turkom, Arabom, krewnym Olisadebe i Polakom, po czym wraca z powrotem. W poczatkowym okresie bylo tylko piec maszyn, wiec TIR zapelnial kalendarz produkcyjny na caly tydzien, z reguly nie wylaczajac sobót i niedziel. W soboty i niedziele firma pracowala bynajmniej nie z potrzeby dotrzymania terminów, ale raczej z powodu widzimisie Prezesa Buraka, w mysl, bowiem nowoczesnych zasad zarzadzania personelem uwazal on, ze jezeli kaze przychodzic pracownikom w dni wolne od pracy to beda czuli przed nim respekt, (dlaczego!?!). No dobrze, ale mialo byc o ciezarówce (stosunek do pracowników bedzie czesto pojawial sie w tekscie), tak, wiec w tamtym okresie w firmie transportowej (niemieckiej, a jakze, ale nie Buraka), która podpisala kontrakt z Waldkiem na obsluge dostaw pracowal kierowca, który pochodzil z Hiszpanii. Swego czasu Hiszpania tez nie byla najbogatsza i jej obywatele wyjezdzali za chlebem na wschód (z racji polozenia geograficznego). Jak na Hiszpana przystalo mial goracy temperament i ciekawy zwyczaj podjezdzania pod firme na piszczacych kolach (wszystkich osiemnastu). Przyznaje, ze trzydziesto tonowa ciezarówka parkujaca na parkingu firmowym w obloku dymu z rozgrzanych opon robi wrazenie. Tego dnia Burak siedzial w swojej kanciapie wraz z zapoz Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: © 2001 by RIFUN Re: dla was... IP: *.arcor-ip.net 16.12.04, 13:36 nanym kilka miesiecy wczesniej oficerem Wojska Polskiego – nazwijmy go Generalem, kiedy uslyszal od pracownika, ze od strony Urzedu Celnego zbliza sie Hiszpan w swojej ciezarówce. Zwrócil sie, wiec do Generala tymi slowy: „Choc a zobaczysz cos zajeb....ego. Kierowców, co robia takie numery mozesz zobaczyc tylko u mnie.” (dla niewtajemniczonych – wszyscy oczywiscie byli przez Buraka informowani o tym ze nie tylko jedna ale i druga firma jest jego wlasnoscia). Poszli, wiec i staneli przed firma czekajac na obiecany przez Dyr. Buraka pokaz. Hiszpan faktycznie nadjechal z fasonem, widzac, ze ma publicznosc docisnal jeszcze gaz i wszedl w zakret na podjezdzie. Kola piszcza. Dym unosi sie wokól samochodu. Naczepa sie wypina. Przelatuje obok Buraka i Generala. Wpada miedzy samochody (niestety nie uszkodzila Burakowego PKS-u). I uderza z impetem w sciane hali produkcyjnej. Wybija dziure mniej wiecej metr na metr (suma sumarum nic sie nikomu nie stalo). Burak i General stoja jak skamieniali z rozdziawionymi gebami, wreszcie ten drugi odzywa sie: „Ja pier....le skad wiedziales !?!”. Burak niestety nie wiedzial. A wlasciwie nie podejrzewal, ze cos takiego moze sie stac. I w zasadzie cofam slowa o braku ofiar, uszczerbku (nie pierwszego) na umysle doznal Dyr. Burak. Czesc 9 Dyr. Buraka walka ze stresem. Przez cale dotychczasowe zycie zawodowe Burak wykonywal czyjes polecenia, nagle ta sytuacja zmienila sie z dnia na dzien. Teraz to jego zadaniem bylo kierowanie (zarzadzanie) i wydawanie polecen. Czego efektem byl w pierwszej fazie stan kompletnego zagubienia. Nastepnie byla to bezsilnosc spowodowana ograniczona (zerowa) wiedza i calkowitym brakiem kompetencji. Obecnie Burak jest pewna odmiana Rainmana zyjacego w wirtualnej rzeczywistosci, która sobie sam stworzyl. Ale cofnijmy sie w przeszlosc. Ponizej przytaczam jeden z nowoczesnych standardów zarzadzania: Zarzadzanie Produkcja – Mechanik przychodzi do Buraka i mówi: „Panie Prezesie (tak Trzeba bylo sie do Buraka zwracac) maszyna sie zepsula.” Burak: „Wiec ja ku...wa napraw”. Mechanik: „Tak, ale potrzebuje taka a taka czesc”. Burak: „Dobra jutro ci przywioze.” Nastepnego dnia Mechanik przychodzi po obiecana czesc (Burak oczywiscie jej nie kupil, bo zapomnial). Burak: „Czego ku..wa znowu chcesz”. Mechanik: „No wlasnie ja eee.. Panie Prezesie eee.. przyszedlem po ta czesc do maszyny eee.. co to sie zepsula.” Burak: „Jaka czesc!?! Aha!?!” (tu olsnienie) i nagly zwrot akcji – „Co ty ku..wa myslisz ze ja nie mam co robic tylko jezdzic i szukac jakis pier....nych czesci? Masz to naprawic bez nich a jak nie to cie wypier....le i znajde se takiego co to potrafi naprawic bez nowych czesci!!!.” Niektórym moze sie wydawac, ze przesadzilem z liczba wulgaryzmów, niestety nie, a wlasciwie to mocno ja ograniczylem, Dyr. Burak, bowiem posród swoich niezliczonych talentów ma jeden bardzo szczególny: Potrafi mówic calymi zdaniami uzywajac tylko przeklenstw w róznych przypadkach i odmianach (ja takiego daru nie mam, wiec chcac nie chcac musze stosowac polszczyzne). Ze szczególnym zas upodobaniem stosuje ten swego rodzaju dialekt w stosunku do swoich podwladnych (bez wzgledu na stanowisko, wiek i co najbardziej chore plec). Pewnie mu sie wydaje, ze wzbudza tym powszechny respekt i szacunek (o zalosny), a moze mysli, ze przez to przechodzi na bardziej nieformalna (kolezenska) stope. A swoja droga ta brakujaca czesc kupil Wujek. Miesiace mijaly i nawet do Buraka zaczelo docierac, ze nie nadaje sie do tego, co mu kazano robic (zarzadzania, kierowania, reprezentowania, itp., itd.). Stres zwiazany z faktem, ze uswiadomil sobie, iz jest kompletnym idiota i prymitywem byl tak duzy, ze Dyr. Burak marnial w oczach. Wreszcie wpadl na cudowny pomysl postanowil codziennie zakladac „rózowe okulary” w celu upiekszenia swiata i siebie. A robil to w nastepujacy (jakze prosty) sposób, przychodzil do firmy zamykal sie w swojej kanciapie i upijal sie (czasami do nieprzytomnosci). Czesc 10 Dyr. Burak jako Kaowiec. Zastanawiajace – on pije gorzale calymi dniami a ci z Helmutowa (centrali) nic. Rozwiazanie zagadki bardzo ciekawe i proste (wiekszosc dzialan Buraka jest nieskomplikowana) otóz Dyr. Burak nawiazal nieformalne stosunki ze wszystkimi, którzy maja cos do powiedzenia w Firmie (tam nie tu, bo tu rzadzil tylko on). Szybko sie zorientowal, ze wiekszosc z Helmutów zna obraz Polski tylko z opowiadan dziadków (zolnierzy Wermahtu), czyli ladne i tanie kobiety, wóda i zarcie za darmo a w pesymistycznej wersji za niewielkie pieniadze. Wiekszosc wizyt wygladala, wiec nastepujaco: Burak odbiera gosci z lotniska. Wiezie ich do Hotelu (z reguly wynajmowal od razu pokój dla siebie). Wieczorem poi ich wóda, az im banki nosem wychodza. Kolejny punkt programu to Dyskoteka. Jak sie chlopcy rozochoca hajda do burdelu zobaczyc co nasz kraj oferuje najlepszego (towar ceniony w calej europie). Nastepnego dnia spanie do poludnia. Sniadanko i wizyta kontrolna w firmie z reguly maja przed odlotem czas na kawe (jedynie ci ciekawscy na dwu trzy minutowy spacer po hali). O czternastej wypad na lotnisko. I zycie wraca do normy. Kaowiec wraca do Firmy i na rozladowanie nerwów wypija cwiarteczke (gwoli jasnosci dla mlodszych czytelników Kaowiec to relikt PRL byl to czlowiek, który na wczasach pracowniczych za zadanie mial organizowac przedstawicielom klasy robotniczej rozrywke kulturalno-oswiatowa). Schemat tych wizyt kontrolnych powtarzal sie regularnie jakies osiem lat, co bylo potem to napisze pózniej. Przez te osiem lat raz tylko powialo sensacja. Sam Bóg postanowil nawiedzic Buraka i zobaczyc jak zarzadza jego szmalem. Wszyscy byli pewni, ze nadszedl kres jego blyskotliwej kariery. Znaki na niebie i ziemi na to wskazywaly. Boss nie chcial wieczornej kolacji, ani dyskoteki, ani (argument ostateczny) burdelu. Malo tego prosto z lotniska kazal sie przywiesc do firmy. Nastepnego dnia (o zgrozo) siedzial w niej od rana, i zadawal niewygodne i bardzo trudne pytania. Kto to jest ta kobieta w biurze (w tym czasie Burak postawil juz sobie zaczatek kompleksu biurowego)? Po co tyle osób obsluguje ta maszyne i w ogóle, co to za maszyna. Czemu jest taki balagan na hali? Dlaczego pracownicy nie maja wody mineralnej? Czemu nie maja przerwy na sniadanie (najlepsze jest to ze zwykle mieli, ale Burak myslal ze jak Boss zobaczy ze kazal im pracowac bez przerwy to sie ucieszy) itp. Itd. Burak byl zalamany wszystkie jego standardy zarzadzania personelem legly w gruzach. Uratowaly go dwie rzeczy. Pierwsza Burak konsekwentnie od poczatku przy zatrudnianiu nowych pracowników kierowal sie jedna zasada – nie wazne wyksztalcenie, doswiadczenie, wiek i plec, wazne abys nie mówil po niemiecku. I tak jako jedyny tlumacz wystepowal on. Rozmowy Boga z pracownikami wygladaly na przyklad tak: Bóg: „Czy czegos wam brakuje”. Pracownik: „Przydalyby sie wieksze szatnie i wiecej pryszniców”. Tlumaczenie Dyr. Buraka: „Nie, wszystko mamy. W poprzedniej firmie, w której pracowalem nie bylo nawet polowy tego, co tu.” Bóg: „To dobrze wracaj prosze do pracy.” Tlumaczenie Buraka: „Spi....dalaj do roboty.” Generalnie obraz polskich pracowników (nie zapominajmy, ze 90 % to prosci niewyksztalceni ludzie z malych miasteczek lub wsi), który przedstawial Krzyzakom Burak wygladal mniej wiecej tak: len, zlodziej i kombinator, który caly czas zastanawia sie jak nic nie robic a zarobic. Potwierdzenie tych slów to fakt, ze jeden z udzialowców znal tylko jedno polskie slowo (nie wcale nie ku...wa, ani dziekuje, czy dzien dobry), to slowo to „leniwi”. A skad, Dyr. Burak odpowi Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: © 2001 by RIFUN Re: dla was... IP: *.arcor-ip.net 16.12.04, 13:38 adajac na pytania, dlaczego to nie jest zrobione zawsze odpowiadal (on wielki Niemiec), dlatego bo ci Polacy sa tacy leniwi (cale zdanie mówil po niemiecku niestety nie wiedzial jak jest leniwi w jezyku Goethego). Druga rzecz, która uratowal Buraka to opowiesc na osobny rozdzial. Tak sobie mysle i dochodze do wniosku, ze nudzic sie u nas w Firmie jest naprawde trudno i to nawet, wtedy jak nie ma nic do roboty (w sensie zawodowym). Czesc 11 Druga „rzecz”, która uratowala Dyr. Buraka. Okazalo sie po (jakims czasie), ze Bóg tez lubi skosztowac, co nieco z polskiego towaru eksportowego, a co juz chyba jasne doswiadczenie w organizacji konsumpcji (tych „towarów”) Dyr. Burak mial niemale. Tak, wiec co wyszlo po jakims czasie na jaw Bóg w czasie tamtej wizyty wykorzystal i (podobno) docenil talenty Kaowca. Decyzja Boga byla taka, ze Burak dostaje kolejna szanse i lepiej zeby teraz jej nie spieprzyl. W zasadzie tylko z naszego punktu widzenia wizyta w jakikolwiek sposób stanowila zagrozenie dla posady Prezesa, tak naprawde Helmuty byli z niego zadowoleni (!!!) firma przynosila zyski, a o to przeciez chodzi. Kaowiec loil gorzale nadal i organizowal wizyty dla Krzyzaków, które po jakims czasie zaczely przypominac Sex wczasy. Zreszta czesto i bez specjalnego skrepowania opowiadal o wyczynach swoich i swoich kolegów. Jedna z opowiesci brzmiala mniej wiecej tak a dotyczyla, Dyr. Buraka i Boga (nie wiem czy bylo to w czasie pamietnej wizyty): „No wiesz dobrze ochlalismy sie wódy no i ku...wa wracamy do Hotelu i przy drodze stoja ruskie ku....wy. Bóg sie pyta ile kosztuje taka. To ja mówie, ze mu postawie (znajac Buraka wydaje mi sie to nieprawdopodobne, ale z drugiej strony Tirówki chyba nie wystawiaja faktur). No i wiesz na poczatku nie chcial, ale ja mu mówie, ze czlowiek musi ku...wa wszystkiego w zyciu spróbowac. No i wiesz w koncu sie dal namówic. To ja sobie, mysle co tak bede stal i tez sobie jedna taka ruska ku...we wzialem (mam nadzieje ze nie do Hotelu – czasem w nim bywam i obsluga wie gdzie pracuje). A pózniej to znaczy rano pojechalismy do domu, (czyli do Vaterlandu). Wieczorem Bóg do mnie dzwoni i mówi, ze go strasznie jaja swedza (!!!). No i ja tak sobie pomyslalem, ze mnie w sumie tez (!!!). To od razu pojechalismy do lekarza, ku...wa jak ja sie czlowieku balem, ze nas te dziwki czyms zarazily. A wiesz, co sie okazalo, ze to byly zwykle mendy (!!!! Jak to zwykle mendy?!!!! dla mnie byloby czyms raczej niezwyklym miec mendy !!!). Najlepsze, ze ten lekarz powiedzial, ze raz cos takiego widzial, a wiesz gdzie na zdjeciu w trakcie studiów (tu gromki smiech) a nie u pacjenta (znowu gromki smiech).” Uprzedzalem wczesniej, ze bedzie niesmacznie i nieprzyjemnie a gwarantuje, ze to wcale nie jest jeszcze szczyt (a moze bardziej pasuje okreslenie – dno). Czasami jak widze Boga, który (mnie z reguly nie zauwaza) to sobie mysle „Chlopie zebys ty wiedzial, co ja wiem” (i nie tylko ja). Czesc 12 Dyrektor Burak zdobywa polski rynek. Firma dzialala i rozwijala sie (rozwój zawdzieczamy raczej koniunkturze na rynku niz zarzadzaniu Buraka). Mniej wiecej w roku 1993 Dyr. Burak dostal polecenie zeby sprawdzic, jaki potencjal moze miec rynek polski (dotychczas wszyscy klienci pochodzili z Europy zachodniej). Dyr. Burak zabral sie ochoczo do dziela doszedl do wniosku, ze nie ma potrzeby zatrudniac specjalistów od reklamy, marketingu czy sprzedazy, cóz to dla niego wygospodarowac troche czasu w ciagu dnia i troche miejsca w glowie na zarzadzanie strategia firmy w tych dzialach (z produkcja i personelem przeciez swietnie daje sobie rade). Nie pomyslal tez o zleceniu badan rynkowych, bo po prostu nie wiedzial, ze robi sie takie rzeczy (do dzisiaj nie wie). Przypominam, ze Firma jest firma uslugowa i sprzedaje wlasciwie jeden jej rodzaj (gatunek?). Ci z czytelników, którzy pracuja w firmach o podobnym profilu wiedza jak ciezko jest namówic kontrahenta do placenia (wcale nie malo) za cos, co i tak bedzie dzialac bez naszej uslugi. Rozpoczal swoje dzialania od obmyslenia strategii wymyslil, wiec po pierwsze, haslo reklamowe, które brzmialo (to nie zart) „Usluga (tu wstawil nazwe uslugi) to jest to”. Geniusz!!!! Szkoda, ze nie wystartowal w „Reklamozercach”, (jezeli juz w tedy to cos sie odbywalo) pewnie by wygral, nie wiem, w jakiej kategorii (znajac jego szczescie – stworzyliby jakas specjalnie dla niego). Drugi pomysl na dotarcie do klienta, spenetrowanie rynku, wygryzienie konkurencji, zwiekszenie obrotu itp., itd. to byly targi (do dzisiaj nie wieze, ze sam na to wpadl, ale przyznaje, ze jeszcze nie odkrylem, kto mu to podpowiedzial). Dlaczego nie wierze poniewaz Dyr. Burak jest typem któremu sie wydaje ze do zdobycia klienta wystarczy postawic tablice z nazwa firmy na bramie wjazdowej. No, ale wrócmy do targów, Burak zadzwonil, do Helmutowa i pochwalil sie, ze w Polsce odbywaja sie targi branzowe i dobrze by bylo gdyby Firma tam zaistniala. Waldek zgodzil sie (nie dal po sobie poznac, ze nie wierzy w skutecznosc targów w wykonaniu Buraka) i wyznaczyl budzet. Dyr. Burak szybko obliczyl, ze niestety bedzie musial troche ograniczyc zaplanowane wczesniej wydatki. Na co starczylo Burakowi: Na najlepszy Hotel w Poznaniu (czytaj najdrozszy), na gorzale i lyskacza dla klientów (no moze odrobinke tez dla niego), o dziwo starczylo tez na kupienie powierzchni wystawowej, na reklame w katalogu targowym (haslo w koncu trzeba uzywac), na wynajecie firmy wykonujacej zabudowe. Na co Burakowi nie starczylo: na architekta, który mial zrobic projekt (niestety Dyr. Burak, uznal, ze moze go zastapic) – dziwne, ze nie dostal nagrody za najciekawsza zabudowe, stoisko przypominalo ciemna nore na tyle niewidoczna, ze jedyni goscie Dyr. Buraka to byl Waldek i którys z Krzyzackich Manago (chyba zabladzili, bo nawet jakby ktos chcial to i tak by nie znalazl). Kolejna, rzecz, na która nie starczylo forsy to Hostessy, najgorsze bylo to, ze gdy zona Buraka uslyszala o Hostessach to postanowila wyruszyc wraz z nim (jako atrakcja stoiska). To pozbawilo Buraka szansy skorzystania z uslug Hostess w pierwszym burdelu napotkanym po drodze (najgorsze, ze on do dzisiaj mysli, ze Hostessy pracujace na targach i wystawach to prostytutki zatrudniane dla rozrywki Prezesów i Dyrektorów). Tak, wiec te dzialania (nie bardzo wiem jak je nazwac) majace nacelu zawojowanie polskiego rynku trwaly w takiej formie (haslo reklamowe raz w miesiacu w prasie branzowej, rzadko, ale za to na cala strone + targi branzowe raz w roku) przez trzy lata. Efekt: 2 klientów (slownie dwóch klientów) wartosc (nie mylic z zyskiem) kontraktów, które dla nich zrealizowano nie byla nawet równa kosztom jednorazowej edycji hasla w magazynie branzowym. Nawet Waldek i Helmuty zauwazyli, ze cos jest chyba nie tak i postanowili wprowadzic zmiany. Czesc 13 Dyrektor Burak i Gacek. Waldek i pozostali dwaj udzialowcy (przypominam, ze Burak jako udzialowiec wystepuje tylko w PGR-e) zaczeli okazywac pewne zaniepokojenie (trzeba chlopakom przyznac, ze maja nerwy ze stali) poczynaniami Dyr. Buraka. A on przekonany o swojej bezkarnosci zachowywal sie coraz bardziej irracjonalnie. Aby przyklady irracjonalnego zachowania byly bardziej przejrzyste musze nazwac pozostalych udzialowców (zgodnie, wiec z tradycja spolszczam ich germanskie imiona, od teraz jeden to Tomek a drugi Olek). Tak, wiec któregos dnia Tomek postanowil przyjechac do Polski wraz ze Szwedzkim kontrahentem i pochwalic sie nowa inwestycja, popelnil jednak dramatyczny w swoich skutkach blad, a wlasciwie kilka bledów. Blad pierwszy - nie uprzedzil nikogo o swoim zamiarze odwiedzenia Firmy. Blad drugi – kontrahent to byla kobieta (i do tego ladna). Blad trzeci - kobieta byla Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: © 2001 by RIFUN Re: dla was... IP: *.arcor-ip.net 16.12.04, 13:44 z pochodzenia polka i rozumiala nawet wiersze Mickiewicza (bez tlumaczenia). To, co dzialo sie pózniej mozna nazwac poczatkiem konca dla Buraczej wolnosci. Tomek i Pani Szwedka (tak ja nazwijmy) zajechali, wiec pod firme, Wujek jak ich zobaczyl to malo nie spadl z krzesla. Wpadl do kanciapy Buraka i zaczal go cucic, (Dyr. Dyzma od wczesnych godzin porannych walczyl ze stresem) nie bardzo mu to wyszlo, postanowil, wiec wystapic w roli gospodarza. Tomek wprowadzil Szwedke, przedstawil ja Wujkowi, i oczywiscie spytal o Buraka. Wujek juz zaczal wyjasniac, ze Dyr. Burak jest chwilowo niedysponowany, ale w tym momencie w drzwiach „gabinetu” pojawil sie nasz bohater. W pierwszej chwili Tomek myslal, ze to jakis okrutny zart, ale gdy uswiadomil sobie, ze Burak wystrzelil sie w kosmos przy pomocy póllitrowej porcji wody ognistej to z zaskoczenia az zaniemówil. I to kolejny blad, jaki popelnil biedny Helmut, on zaniemówil a Dyr. Burak wrecz przeciwnie – geba mu sie nie zamykala. Ucalowal wiec szarmancko dame i spojrzal jej gleboko w oczy po czym stwierdzil ze dzisiaj w nocy to on jej pokaze (po pijaku Dyr. Burak staje sie takim prostakiem ze Reymontowi by zabraklo slów zeby to opisac). Dyzma puscil do Wujka oczko pod tytulem:, „Ale ze mnie zgrywus” (mówil po polsku przekonany o tym, ze Szwedka go nie rozumie). I mial racje kobieta myslala, ze sie przeslyszala. A w to, ze sie nie przeslyszala uwierzyla dopiero przy kolacji, kiedy Burak (wiedzac juz, ze Szwedka to Polka) zlozyl jej dwuznaczna (a raczej jednoznaczna) propozycje. Jak sie konczy zenujaca historia, po pierwsze Burak dostal w twarz (nie pierwszy raz), ale nic go to nie nauczylo jedna z jego maksym brzmi: „Jak mi ktos plunie w twarz to sobie mówie ze to deszcz” (ciekawe czy sam to wymyslil). Po drugie ta firma (szwedzka) jest naszym klientem do dzisiaj (moze Szwedka skorzystala z propozycji – raczej nie Burak by sie wszystkim pochwalil). Po trzecie i najwazniejsze Waldek, Tomek i Olek uradzili, ze wysla Gacka, czyli prawdziwego Krzyzaka, którego zadaniem bedzie pilnowanie tego farbowanego. Czesc 14 Gacek przybywa. Jak uradzili tak uczynili. Gacek zostal zatrudniony oficjalnie jako Dyrektor Handlowy a nieoficjalnie jak sie wszyscy domyslali byl po prostu Cerberem, który mial pilnowac i donosic na Dyr. Buraka. To byl rok 1995 lub 96 (pamiec mam dobra, ale krótka), zreszta to bez znaczenia za to istotne sa jeszcze inne zmiany, które nastapily. Po pierwsze odbylo sie zebranie zarzadu (drugie pod wzgledem wagi w historii firmy), obecny byl stary czlonek zarzadu, czyli Dyr. Burak i pojawil sie nowy, czyli Gacek. Zarzad uradzil, iz od dzisiaj (po konsultacji z prawnikami) spólka przestaje byc j.v. a zostaje z o.o. (ZOO to juz bylo tam od dawna, teraz przynajmniej spelniono warunki formalne). Wiazalo sie to ze zmianom wpisów do rejestru itp. itd. Dla Buraka w tych wszystkich zmianach byla istotna tylko jedna sprawa, – kto bedzie wystepowal na papierze jako prezes On czy Gacek. Gwoli wyjasnienia, nasz Bystrzacha szybko sie zorientowal, ze jedyna konsekwencja jego wybryków to nadzór nad jego osoba w postaci Gacka. Niestety stalo sie najgorsze prezesem zostal Waldek (wlasciwie najgorzej byloby gdyby zostal Gacek, ale i tak to pierwsze potkniecie w blyskotliwej karierze). Drugie potkniecie a wlasciwie to juz bardziej kwalifikuje sie na upadek to fakt, iz Burak zostal mianowany Dyrektorem, ale nie MANAGING Dyrektorem tylko Dyr. Ds. Produkcji!!!!! To byl prawdziwy szok. Do tego wcale nie byl to koniec szykan („tych pie....nych Szwabów”), najgorsze (z jego punktu widzenia) bylo przed nim. Otóz Gacek pierwszego dnia zajechal pod firme nowiutkim samochodem (na szczescie dla niego nie byl to PKS – Burak z pewnoscia porysowalby karoserie gwozdziem), byl to znak, ze trzeba sprawdzic, kiedy jest termin wykupu z leasingu jego PKS-u. I cóz za szczescie, juz za kilka miesiecy Burak dostanie nowiutkiego PKS-a. Od razu mu sie humor poprawil, bo przeciez, kto bedzie wiedzial, ze prezesem jest, kto inny (wizytówek przeciez nie bedzie zmienial, bo tyle mu zostalo starych, a przeciez to taki wydatek drukowac nowe), a jak go ludzie zobacza w nowym PKS-ie to przeciez nie uwierza w plotki o degradacji. Cierpliwie czekal, wiec na wiesci z Panstwa Krzyzackiego (no moze, co jakis czas przypominal, ze leasing na PKS sie konczy i trzeba pomyslec o nowym). Wreszcie nadszedl Wielki Dzien Burak pojechal do Vaterlandu wszystkim oznajmiajac (od kilku tygodni), ze wróci nowym PKS-em. Wrócil to fakt, ale po pierwsze nie taki wesoly jak wyjezdzal, po drugie nie nowym a dwuletnim, a po trzecie nie PKS-em!!!!!!! To byl juz drugi tak powazny cios w bardzo krótkim czasie, Burak uznal, ze skoro jest Gacek (zajmie sie robota) to on moze zaczac walczyc ze stresem. No i zaczal walczyc, w zasadzie z malymi przerwami (na sen) przebywal cala dobe na orbicie. Gacek faktycznie zabral sie ostro do roboty i raportowal oraz donosil z malymi, przerwami (na papierosa) przez cala dobe. Na efekty nie trzeba bylo dlugo czekac, odbylo sie walne i na pólformalne zebranie zarzadu (pierwsze pod wzgledem wagi w historii Firmy). Czesc 15 Kariera Dyr. Buraka zawisla na wlosku. Po Gackowych raportach, których wiarygodnosc potwierdzal Tomek (majac w pamieci niezapowiedziana wizyte w Firmie), Waldek postanowil naradzic sie i podjac decyzje, co do dalszych losów Buraka. Okazja po temu nadarzyla sie w trakcie wizyty zarzadu (w komplecie) w okresie Swiat. Po tradycyjnym gadu-gadu o niczym, ktos postanowil (swinia jedna) napomknac, ze jest pewna drazliwa kwestia, która trzeba zalatwic. Malo tego (gnida jedna) sprowokowala glosowanie pod tytulem: „Zostawiamy Buraka w Firmie czy nie?”. Zasada glosowania w zarzadzie jest wyjatkowo glupia, do podjecia decyzji potrzebna jest pelna jednomyslnosc, ale (banda nazistów) postanowila wylaczyc prawo do glosu Buraka. A tak byla spora szansa, ze zarzad nie przeglosowalby dymisji naszego geniusza zarzadzania (instynkt samoobrony i zupelny brak poczucia wstydu to charakterystyczne cechy Buraka). Scena, która miala miejsce pózniej to jak klasyk z wenezuelskich „dreszczowców”, Burak siedzi ze spuszczonym lbem, lzy mu staja w oczach i slyszy jak kazdy z jego kolegów czlonków glosno i wyraznie mówi „wyrzucic”, „wyrzucic”, „wyrzucic”.........itd. Burak kuli sie w sobie, prawie udalo mu sie zniknac a w jego wypadku to prawdziwa sztuka (zwykle nawet w ciemnosciach zlote lancuszki i bransolety blyszcza ostrymi refleksami), chyba zdaje sobie sprawe ze to juz koniec cudownej bajki, po prostu czar prysl. Jak przez mgle slyszy w oddali glos Waldka (jego zdanie jest ostateczne, przyslowiowy gwózdz do trumny): „A ja chce mu dac jeszcze jedna szanse”. Burak nie wierzy wlasnym uszom zaczyna nerwowo rozgladac sie po pokoju i widzi, ze nie tylko on wybalusza oczy ze zdumienia. A wiec jednak, znowu mu sie udalo!!!!!! Po spotkaniu wychodzi z pokoju jak zbity pies, ale w duch utwierdza sie w przekonaniu, ze po prostu jest naprawde dobrym managerem i tylko Waldek to dostrzegl (reszta to tlumoki). Cóz, dla nas wszystkich nadeszly nowe czasy (jeszcze ciekawsze). Czesc 16 Sciezka kariery wedlug Buraka. Mimo wszelkich dzialan Buraka, które przeczyly jakimkolwiek mozliwoscia rozwoju Firmy, ta rozwijala i rozbudowywala sie w najlepsze. Przed pojawieniem sie Gacka, Burak rozbudowal administracje firmy (w sposób, który cechowal kazde jego dzialanie – bezmyslnie) i otoczyl sie grupa popleczników. Tak, wiec na scene wkroczyla drobna istota o prostym umysle zwana dalej Karola, w niedlugim czasie zostanie ona nominowana i wybrana przez Buraka na stanowisko Kierownika dzialu Import-Eksport Drobne Kradzieze Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: © 2001 by RIFUN Re: dla was... IP: *.arcor-ip.net 16.12.04, 13:46 . Jedyne argumenty, które przemawialy za obsadzeniem tego stanowiska przez ta istote to fakt, iz jest jedna z najstarszych (stazem) pracownic i najczesciej ze wszystkich zwraca sie jak trzeba, czyli per Panie Prezesie. Nie byla to jednak najbardziej blyskotliwa (blyskawiczna) kariera w historii Firmy (poza kariera, Dyr. Buraka oczywiscie). A z najszybsza kariera to bylo tak: Któregos dnia Burak powalczyl ze stresem w swojej kanciapie a nastepnie wyruszyl na hale produkcyjne w celu poprzeszkadzania mechanikom i pomolestowania damskiej czesci zalogi. Przechadzal sie, wiec bez celu pomiedzy maszynami i paletami az tu nagle zmarszczyl ze zdziwienia czolo, bo widzi, ze jedna z palet jest opisana w jezyku jego przodków (po krzyzacku), potoczyl przekrwionym wzrokiem po hali i wezwal kierownika zmiany: „Masz sie dowiedziec, kto to napisal i wyslac go natychmiast do mojego gabinetu.” Blady strach padl na wszystkich pracowników, bo jak wiadomo Burak przez wszystkie lata bardzo uwazal zeby nie zatrudnic nikogo, kto moze sie pochwalic znajomoscia krzyzackiego w stopniu umozliwiajacym komunikacje, strach, wiec bylo pomyslec, co zrobi delikwentowi, który przemycil ta zakazana wiedze na teren Firmy (ukrzyzuje? Raczej malo prawdopodobne. Wyrzuci? Wrecz pewne). Kierownik zmiany stanal na wysokosci zadania odnalazl winowajczynie (to byla kobieta) i doprowadzil na próg Buraczanego „gabinetu”, zastukal w drzwi i przystapil do bicia rekordu w biegu na szescdziesiat metrów na hali. Dziewcze uslyszalo ryk spoza drzwi: „Wejsc!!!!”, wiec weszlo i stanelo tuz pod drzwiami. Burak siedzial rozparty w fotelu i trzymal w rekach dowód rzeczowy (kartke z opisem palety), jak na wytrawnego dochodzeniowca przystalo zadal podchwytliwe pytanie: „Ty to napisalas?”, „Tak” wyszeptalo dziewcze. „Czy wiesz, ze to jest po krzyzacku?”, znowu podchwytliwie zapytal Burak. „Tak” wyszeptalo dziewcze. „To znaczy, ze ty musisz mówic po krzyzacku” zablysna intelektem Burak. „Tak” dziewcze wyszeptalo ponownie ulubiony wyraz. „W takim razie od jutra juz nie bedziesz pracowac, (lzy stanely w oczach dziewczecia) na hali a zaczniesz w biurze (zdumienie i wzruszenie odebralo jej glos) „, ale nie przeszkodzilo jej w wyszeptaniu „Tak”. Nastepnego dnia dziewcze stawilo sie w biurze, Burak dopiero po dluzszej chwili przypomnial sobie, po co miala tu przyjsc. Fakt zas, ze glówny ksiegowy akurat wkroczyl do pomieszczen Buraka zdeterminowal dalsza kariere Cichutkiej (takie przezwisko bedzie dla niej najbardziej odpowiednie) zostala ksiegowa i jest nia do dzisiaj. Czesc 17 Kilka slów o Gacku. Gacek jak juz wspomnialem wczesniej jest straznikiem moralnosci Dyr. Buraka. W oficjalnej wersji wystepuje jako dyrektor handlowy (wizytówka), lub dyrektor finansowy (osobiscie nie widzi róznicy pomiedzy jednym i drugim pojeciem). Trudno tez, aby widzial jego wyksztalcenie nie predysponuje go do tego w zadnym wypadku. Nie jestem do konca pewien, czym kierowal sie Waldek zatrudniajac akurat Gacka, jedno jest pewne nie byla to wiedza i na pewno nie bylo to doswiadczenie. Podejrzewam, ze chodzilo raczej o charakter i cechy osobiste, Gacek, bowiem jest calkowitym przeciwienstwem Buraka, i nie ma w tym wcale przesady. Burak nie potrafi sklecic zdania bez „lacinskiego” przerywnika, Gacek nigdy nie przeklina. Jeden interesuje sie tylko pornografia, drugi teatrem (podobno z wyksztalcenia jest rezyserem) i literatura. Ich cechy mozna by w ten sposób wymieniac w nieskonczonosc przejde jednak do konkretów. Pierwsze spotkanie obu panów nastapilo jeszcze w latach, kiedy Burak byl sobie sam sterem, kapitanem i okretem a Gacek robil kariere w jakiejs niemieckiej korporacji (kariera byla podobno niesamowicie obiecujaca), ale zdecydowal sie pomóc staremu przyjacielowi (Waldkowi) i zgodzil sie na zeslanie do sredniej wielkosci firmy na dzikim wschodzie. I co ciekawe (powoli zaczyna byc to regula) on równiez twierdzi, ze Burak zrobil na nim jak najbardziej pozytywne wrazenie!!!!!! Te kontakty byly na tyle krótkie, ze nie zawiazala sie miedzy nimi nic przyjazni. W ogóle raczej nie odczuwali wobec siebie zadnych uczuc wyzszych (a moze nizszych). To chyba spowodowalo, ze Dyr. Burak postanowil zagrac tradycyjna pilke stosowana w rozgrywkach z, Helmutami, czyli wóda, dyskoteka i burdel. Jak latwo bylo przewidziec nic z tego nie wyszlo, kilka miesiecy pózniej wpadl do biura z okrzykiem: „Gacek wczoraj w burdelu stracil cnote?!!!!”, ale nie wierzylem w to wtedy i nie wierze teraz (Gacek jest zonaty i ma dziecko jak na prawiczka to niezle). Po nie udanej próbie nawiazania kumoterskich stosunków Burak z zalu (lub przyzwyczajenia) rozpoczal walke ze stresem. Gacek przez pierwsze dni byl w takim szoku, ze próbowal udawac, iz nic nie widzi, ale po jakims czasie rozpoczal najpierw wysylanie zaszyfrowanych sygnalów a nastepnie juz otwartym tekstem raportowal o sytuacji na froncie wschodnim. Jego meldunki byly na tyle niewiarygodne, ze Centrala nie dawala do konca wiary swojemu agentowi. Z drugiej strony byl przeciez Dyr. Burak (twórca i zarzadca potegi Firmy na trudnych rynkach wschodnich), który mówil na temat swojej walki ze stresem zupelnie, co innego i dodatkowo twierdzil, ze raporty Gacka maja tylko jeden cel: „Doprowadzic do jego zwolnienia i zajecia jego miejsca”. Cala sytuacja byla po prostu absurdalna – dwóch równorzednych dyrektorów szczerze sie nienawidzacych i pomiedzy tym wszystkim my i kompletnie zakrecony Krzyzacki zarzad. Przyznac trzeba Burakowi, ze mial tupet i wygral swoja glupota (ponownie), bo jak zachowuje sie normalny czlowiek prawie wyrzucony (przez walke ze stresem) z Firmy i do tego jeszcze pod bacznym okiem agenta – przeciez nie przebywa na orbicie od rana do wieczora. Tak, wiec fakt, iz Burak wlasnie to robil (w rzeczywistosci i w Gackowych raportach) wydawal sie Waldkowi nieprawdopodobny. Dla rozwiazania swoich watpliwosci postanowil zrobic pewna rzecz (eksperyment). Czesc 18 Eksperyment Waldka. W celu zweryfikowania prawdomównosci obu swoich dyrektorów Waldek postanowil zwrócic sie do swojego znajomego (nie chcial go zatrudnic do pilnowania obu managerów). Znajomy Waldka to lekarz, spytal go, wiec czy medycyna w krajach wysokorozwinietych jest na tyle rozwinieta zeby mozna bylo sprawdzic czy ktos spozywal alkohol (przy pomocy testów). Nie mial na mysli badania alko matem, ale raczej testy na wzór sprawdzania czy dzieciak bierze „dragi”. Lekarz, choc nie jest fachowcem w tej branzy obiecal sie dowiedziec i dowiedzial sie, ze sa testy, które pozwalaja badac czy pacjent w okresie ostatnich kilkudziesieciu dni walczyl ze stresem, jedyna wada testów to fakt, ze jeden kosztuje kilkaset marek. No cóz, ale co warte smieszne kilkaset marasków jak Waldek bedzie mial pewnosc, kto tu klamie Burak czy Gacek. Zawezwal, wiec Buraka do Helmutowa i zaprowadzil do lekarza, wczesniej lojalnie go uprzedzil, po co ida. Test oczywiscie wykazal, ze Buraka wóda w gardlo nie kole, niestety nie stwierdzil czy Dyr. Burak pija czesto i czy duzo potwierdzil po prostu fakt, ze pije. Waldek sie zasepil i wymyslil bezwzgledny zakaz spozywania jakichkolwiek trunków przez Buraka. Powiedzial, ze jak mu zrobi testy znowu po nowym roku to maja wykazac albo zero albo teraz to on juz go zwalnia na pewno. A zeby mu bylo latwiej z tym walczyc to niech sobie znajdzie jakies hobby, na przyklad tenis (o tym bedzie pózniej). Burak zalamany faktycznie zaczal grac w tenisa i przestal pic (przez chwile). Cala historia dziala sie pod koniec wakacji, ale juz w pelni jesieni Burak ponownie rozpoczal walke ze stresem (nie przy pomocy tenisa). Burak pil, Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: © 2001 by RIFUN Re: dla was... IP: *.arcor-ip.net 16.12.04, 13:49 Gacek donosil, mozna powiedziec zycie wrócilo do normy. Waldek sluchal raportów i cierpliwie czekal na styczen i wyniki testów. Tymczasem w grudniu odbyla sie kolejna rocznicowa impreza w Firmie i po raz pierwszy zostal na nia zaproszony nasz felczer od testów. Burak juz byl pograzony po szyje i postanowil zlapac sie brzytwy. Zastosowal wobec Lekarza taktyke starego kaowca, czyli: wóda, dyskoteka, burdel. Robil to bez przekonania majac w pamieci ostatnie porazki na polu rozrywki, ale ku jego kompletnemu zaskoczeniu felczer polknal haczyk. Po kilku godzinach lajdaczenia sie Burak niesmialo napomkna o testach i uslyszal to, na co czekal: „Nie martw sie” wybelkotal lekarz. Burak juz troche uspokojony rzucil sie w wir walki ze stresem i praktycznie do Bozego Narodzenia nie zszedl z orbity. Gacek wiedzac o testach raportowal jak najety a Waldek czekal. Wreszcie nadszedl dzien prawdy (testów) Burak stawil sie w gabinecie oddal krew i poszedl. Waldek dostal wyniki i zglupial, wynik byl negatywny, czyli Burak nie klamal, z drugiej strony sam by przysiagl, ze przez te pól roku widzial Buraka przynajmniej raz pod wplywem. Biedakowi nie przyszlo do glowy, ze klamie lekarz. A moze po prostu chcial uwierzyc (przez wzglad na stara przyjazn), fakt faktem obaj dyrektorzy pracuja nadal a Waldek udaje, ze wierzy jednemu i drugiemu. Czesc 19 Przypadki Dyr. Buraka ze sponsoringiem i nie tylko. Burak jest typem, który czesto powtarza glosno zaslyszana lub wymyslona przez siebie idiotyczna formulke (frazes, przyslowie, glupote). Do ulubionych nalezy: „Nic,mnie tak nie cieszy jak czyjes nieszczescie”. Co chyba nie jest dziwne (dla tych którzy go znaja) nie tylko bezwiednie ja powtarza, ale równiez stosuje w zyciu, co oznacza ze jak tylko slyszy ze komus cos ukradziono lub ze ktos sobie zlamal noge to zaraz do niego dzwoni i mówi: „Widzisz mówilem ze tak bedzie” (nawet w tedy gdy tak nie mówil). Burak przy calym prostactwie na zewnatrz udaje filantropa (za cudze pieniadze) tak, wiec sponsorowal mlodych tenisistów, pilkarzy i palac mlodziezy. Sponsoring wygladal w ten sposób ze bral z kasy firmy pieniadze z funduszu socjalnego i kosztem swoich pracowników zgrywal przed wszystkimi dobrego wujka, wszem i wobec gloszac ze to jego prywatne pieniadze bo na Sponsoring z firmowych pieniedzy nie pozwalaja przepisy. Problem pojawil sie, kiedy przyniósl kolejna fakture za pileczki tenisowe (lub cokolwiek innego) a glówny ksiegowy potracil mu to z wynagrodzenia. Burak przylecial z piana na ustach do gabinetu ksiegowego i uslyszal, ze z powodu ostatnich wypadków (opisanych wyzej) on, (czyli glówny ksiegowy) otrzymal od nich, (czyli Waldka i Helmutów) zakaz przyjmowania od niego, (czyli Buraka) jakichkolwiek faktur, (czyli wstrzymano Sponsoring). Na skutki tej decyzji nie trzeba bylo dlugo czekac po pierwsze Burak przestal uprawiac swoje hobby (Tenis) a powód byl prosty nie mial sponsora, po drugie musial przestac udawac dobrego wujka (ostatnia rzecz jak by mu przyszla do glowy to dac na rozwój mlodziezy jakiekolwiek prywatne pieniadze), po trzecie wreszcie z treningów musiala zrezygnowac zona i dzieci Buraka (dotychczas rodzina panstwa Burak korzystala z uciech sportowych za pieniadze Firmy). Dodatkowo nastaly ciezkie czasy dla Buraka z powodu ciaglych telefonów od sponsorowanych wczesniej klubów i kólek mlodziezowych. Przez pierwsze miesiace Burak kazal mówic, ze go niema w firmie lub jest bardzo zajety. Ale którys z bardziej nachalnych kierowników postanowil sprawdzic czy to, aby nie jakies klamstwo sekretarki, i przyjechal do Firmy. Buraka zastal, ale niestety (niestety dla kierownika) w trakcie walki ze stresem (a w zasadzie tuz po walce). Wykazal sie jednak odwaga (moze bezmyslnoscia) i postanowil zapytac, co ze sponsoringiem, na co uslyszal, ze jest: „Glupim i zachlannym sk......m któremu jak dac palec to on od razu wpi....li cala reke razem z plucami. I dlatego on, (czyli Dyr. Burak) nauczy go kultury i ukaze za chamstwo i wiecej nie da zadnych pieniedzy, ani jemu ani jego innym kumplom z pozostalych klubów”. I to, w zaszadzie mozna nazwac koncem ery Sponsoring w Firmie. Podsumowujac trzeba powiedziec, ze Burak ma odkad pamietam problem z wydawaniem jakichkolwiek pieniedzy, jezeli przy okazji cos na tym nie zarobi i powiedzenie „Robota zrobiona swieta rzecz zaplacic” nie nalezy do jego ulubionych. Zeby to bardziej zobrazowac przytocze historie, która zadarzyla sie przed laty a której bylem swiadkiem. W Firmie powstaje dosc duza liczba odpadków (liczona w tonach), z którymi od zawsze byl problem. Wreszcie Wujek znalazl mala firemke, która za nie wysoka oplata zgodzila sie wywozic odpadki. Firemka prowadzona byla przez dwóch braci, oba chlopaki mialy po dwa metry wzrostu i po sto dwadziescia kilo miesni. I cierpliwie znosily zgrywanie przed nimi przez Buraka wielkiego prezesa. Któregos piatku, jak co tydzien jeden z braci przyszedl do Buraka zeby ten mu podpisal fakture Burak stwierdzil, ze jemu jako wlascicielowi (ciagle mu z tym wlascicielem nie przeszlo) nalezy sie procent od zlecen, które otrzymuja bracia, na co uslyszal, ze moze Braci pocalowac w dupe (doslownie). Burak poczerwienial i powiedzial, ze dzisiaj nie ma czasu na podpisywanie zadnych gów...nych faktur. Brat nie wzruszony poszedl i wrócil za tydzien z dwoma fakturami, od sekretarki uslyszal, ze Dyr. Burak jest bardzo zajety i nie ma dla niego czasu. Ni przejety slowami sekretarki wszedl do pokoju Buraka (nie pukajac wczesniej) i kazal mu usiasc, Burak widzial po minie Brata, ze zarty sie skonczyly, wiec usiadl. Brat zaczal mówic (nie podnoszac glosu): „Posluchaj Debilu (zwrócil sie do Buraka) mialem kiedys dubeltówke, a mój sasiad mial kundla, który ciagle ujadal. Wiec poszedlem do sasiada i poprosilem zeby uwiazal kundla za domem albo go zastrzele. Sasiad kundla nie uwiazal, wiec go zastrzelilem (kundla), policja przyjechala i zabrala mi dubeltówke. Ale mój brat ma jeszcze jedna. Jak zaraz nie zaplacisz mi za moja prace Debilu to pojade do domu wezme ta druga dubeltówke i wróce tu a pózniej ci odstrzele jaja”. Obserwowalem cala scene sluchalem przemowy brata i zdalem sobie sprawe, ze nawet irracjonalnosc tej sceny mnie nie dziwi (to byl kolejny znak, ze trzeba zmienic prace, zanim do konca oszaleje). Druga rzecz, która do dzisiaj nie daje mi spokoju to czy Burak faktycznie w tedy ze strachu tylko zbladl i sie spocil. Fakt faktem polecial do kasy i przyniósl szmalec i nawet (wspanialomyslnie) zrezygnowal z faktur. Czesc 20 Dyr. Burak i tragedia z PKS-em. Jak pisalem wczesniej Burak nie dostal nowego PKS-a a niestety spadkowy samochód z demobilu po Waldku. Cierpliwie jednak czekal na lepsze czasy i przygotowywal grunt pod przekonanie Waldka do nowego furaka. W tym czasie nowiutki samochód dostal Gacek (kolejny nowy w czasie krótkiej kariery) dla Buraka to byl cios, ale i dobry znak bo Waldek napomknal cos o tym ze i dla niego trzeba bedzie cos kupic. Zanim przejde do dalszej czesci watku z PKS-em, musze wtracic maly akapit informacyjny. Otóz firma (ku zaskoczeniu moim i pozostalych pracowników) prosperowala nadal i rozwijala sie oraz zatrudniala nowych pracowników. I nawiazujac do nowych pracowników podejrzewam, iz prawdopodobnie Waldek nie dal wiary Burakowi w to, ze rynek polski jest malo obiecujacy, jezeli chodzi o potencjalnych klientów i postanowil zatrudnic osobe odpowiedzialna za jego rozwój. Tak w Firmie pojawila sie Mariola, dziewczyna troche naiwna, ale dobroduszna i na wskros uczciwa. Pyzatym Mariola ma jeszcze jedna ceche, która ni jak nie pasuje do naszej Firmy, otóz mozna ja okreslic mianem bogobojnej (w dobrym tego slowa znaczeniu). I uzywajac slowa bogobojna nie mam na mysli dewotki lezacej krzyzem przed oltarzem Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: © 2001 by RIFUN Re: dla was... IP: *.arcor-ip.net 16.12.04, 13:53 po dwie godziny rano i wieczorem, ale mysle raczej o prostej (ludowej) uczciwosci. Mariola, bowiem nie przeklinala i bardzo nie lubila, gdy ktos w jej towarzystwie przeklinal (!!!!), nie uznawala zdrad malzenskich i w ogóle jakichkolwiek zdrad (!!!!), itp. itd. (wykrzykniki nie oznaczaja mojej dezaprobaty a podkreslaja konflikt pomiedzy sposobem bycia i zycia Buraka i Marioli). Na szczescie dla niej Waldek jako jej przelozonego wyznaczyl Gacka. Nie przeszkodzilo to Burakowi uznac ja za wroga numer jeden (w koncu jej zadaniem bylo udowodnienie niekompetencji Buraka w jednej z dziedzin, w której jest przeciez ekspertem). Burak na poczatku tylko kopal pod Mariola doly i podkladal pod nogi klody, ale juz wkrótce mial przejsc do otwartych dzialan zbrojnych. O tym, ze podkladane przez niego swinie nie przynosily efektów niech swiadczy fakt, iz po roku Mariola zlozyla u Waldka zapotrzebowanie na pracownika do „swojego” dzialu, poniewaz sama nie mogla sobie dac rady. Tak w firmie pojawil sie student, którego nazwijmy: Mlody. Od tego czasu zaczeli stanowic zespól, który dla Buraka stal sie celem numer jeden (moge im tylko wspólczuc, chociaz z drugiej strony dzieki temu pozostali pracownicy maja wiekszy spokój). Wrócmy jednak do historii z PKS-em., Waldek nie chcial w zaden sposób faworyzowac Gacka powiedzial wiec Burakowi, ze on tez dostanie nowa fure. Burak od razu zadzwonil do Stuttgartu (tam swoja fabryke ma PKS) i zazyczyl sobie wyslanie katalogów oraz cenników. Szybko wybral model, kolor, skóry, klimy, felgi, komputery, i pozostale gadzety poczym zlozyl zapotrzebowanie u Waldka. Ten jak zobaczyl cene nowej zabawki to najpierw spadl z fotela, a pózniej zadzwonil do Buraka z informacja, ze nawet w najbardziej szczodrej wersji nie zamierzal przeznaczyc nawet polowy szmalu, który chce Burak na jego samochód. Burak najpierw gorzko zaplakal i powalczyl ze stresem przez jeden dzien poczym przystapil do walki o swoje. Po pierwsze zrezygnowal z polowy wyposazenia i obnizyl model o jedna klase. Waldek byl nadal nie ugiety. Po drugie zadeklarowal, ze róznice pomiedzy planowanymi i rzeczywistymi kosztami pokryje z wlasnej kieszeni. Waldek nadal byl nie ugiety (watpil w to, iz Burak dotrzyma slowa i doplaci swoja czesc). Wreszcie Burak wyskoczyl w samolot i ruszyl blagac Waldka o spelnienie prosby o PKS. Jednym, z argumentów bylo ze kazdy Polak marzy o tym zeby jezdzic swoim PKS-em (skad mu sie to bierze !?). Prawda (moim zdaniem) byla troche inna, prawdopodobnie (a wrecz na pewno) Burak zdazyl juz sie pochwalic wszystkim kumplom i rodzinie, ze dostaje nowa fure ze Stuttgartu, i gdyby sie przydarzylo, ze nowy samochód jest innej marki niz ten przedstawiony (model, kolor i wyposazenie mozna bylo ukryc) kumplom mogliby pomyslec, ze jest klamca (dawno tak mysleli), lub, co gorsza stalby sie przedmiotem zartów (byl od dawna). Waldek byl tak dlugo meczony, ze w koncu sie zgodzil i Burak zamówil nowego PKS-a. Po odczekaniu czterech miesiecy nastapil dlugo oczekiwany dzien odbioru auta. Czesc 21 Dyr. Burak i tragedia z PKS-em cd. Zanim jednak Burak zajechal pod Firme nowym samochodem to musial przezyc stresy zwiazane z „zawiscia” kolegów z pracy i okolicy. Od jakiegos czasu (od trzech miesiecy), kiedy bylo juz wiadomo, ze nowy furak (nie mylic z fura np. siana, która bylaby bardziej na miejscu) to na pewno PKS a nie jakis tam furak Wujek i Mlody przystapili do realizacji planu pod kryptonimem „Zrób z Buraka klebek nerwów”. Plan byl prosty i skuteczny, polegal na przegladaniu prasy porannej i podkreslaniu fosforyzujacym flamastrem wszelkich informacji z rubryk: „Wczoraj sie zdarzylo”, „W nocy ukradli...”, „Napadli wczoraj...”, „Znowu ukradli...”. Zasada podkreslania tez byla prosta, artykul lub notatka prasowa musiala zawierac slowa: „PKS”, a to swego rodzaju perelek (wytluszczanych na czerwono) nalezaly informacje zawierajace: „PKS”, „krzyzacki biznesmen”, turysta z Helmutowa”, „PKS z krzyzackimi tablicami”. Do szczególnej kategorii Wujek i Mlody zaliczyli tez opisy pobicia i zbrojnych napasci na Helmutów. Po dokonaniu porannej prasówki Mlody lub Wujek szedl z gazeta do gabinetu Burak poczym otwieral ja na wlasciwej stronie (przymykajac przy tym powieki, aby nie stracic wzroku od blasku flamastra) i przekazywal Burakowi ze slowami: „Prosze sie lepiej zastanowic nad kupnem tego PKS-u, bo niech Pan Dyrektor zobaczy, co sie teraz w tym kraju wyrabia”. Burak przez pierwsze tygodnie znosil dzielnie te hiobowe wiesci o tym jak traktuja w Polsce PKS-y i ich wlascicieli, jednak zalamaly go dwie rzeczy pierwsza to rozmowa z kolega, który kiedys mial PKS-a, mial go do czasu az stana przed szlabanem na przejezdzie kolejowym i stal tak nie zastanawiajac sie nad tym, ze odkad jezdzi do swojej firmy przez ostatnie dziesiec lat nigdy nie byl on zamkniety (tory i tak juz dawno ukradli i wywiezli do skupu zlomu). Ale to wszystko uswiadomil sobie dopiero po tygodniowym pobycie w szpitalu jak juz wyszedl ze spiaczki. Blad Burak polegal na tym, ze zapomnial, iz zgodnie z zasada „Nic mnie tak nie cieszy jak cudze nieszczescie” zadzwonil do swojego kumpla ze slowami: „A nie mówilem ci ku....wa zebys nie kupowal PKS-a”. Kumpel nie omieszkal teraz sie odgryzc i malo ze nie pocieszyl Buraka na przyklad slowami: „Nie martw sie przeciez nie kradna wszystkich PKS-ów” to powiedzial: „zaloze sie ze ci go zapier....la w ciagu miesiaca”. Druga rzecz, która zlamala Buraka to rozmowy z fachowcami od alarmów i zabezpieczen (generalnie wszyscy twierdzili, ze zadne zabezpieczenie nie pomoze i jak beda chcieli to i tak ukradna) dodatkowo Burak uslyszal anegdote o kciuku (dla czytelników, którzy nie znaja: Facet zalozyl sobie kod w Audi, który mozna bylo wylaczyc tylko po przylozeniu kciuka, wiec jak sie ockna po ciosie w leb palka bejzbolowa to nie mial i Audi i kciuka). Burak po jakims czasie zaczal chodzic i oglaszac wszem i wobec ze on ma w dupie czy ukradna czy nie bedzie jak ma byc i nie ma zamiaru przejmowac sie czyims gadaniem, no i chyba faktycznie przestal sie przejmowac, bo mówil o kradziezy (ewentualnej) PKS-u tylko sto – sto piecdziesiat razy dziennie. A nawet (podobno) zdarzalo mu sie mówic o czyms innym. No, ale wrócmy do dnia, w którym Panstwo Burak w komplecie i z fasonem zajechali pod Firme nowym PKS-em, cala zaloga chodzila w kolo samochodu i mówila, jaki to on wspanialy i jaki ladny a co niektórzy dostapili zaszczytu przejazdzki. Pyzatym Pani Burakowa poinformowala wszystkich, ze PKS to nie PKS tylko ORKAN, (bo jest taki duzy, czarny i ma taki grozny przód). Generalnie nic wielkiego sie nie wydarzylo przez nastepne kilka tygodni, Burak jezdzil po wszystkich kumplach i chwalil sie jak jego firma prosperuje, ze nawet sobie kupil nowego PKS-a., Ale najwazniejsze bylo dopiero przed rodzina panstwa Burak otóz na swieta zaplanowane bylo rodzinne spotkanie polaczone z weselem i przede wszystkim cudowna okazja popisania sie przed calym pegeerem Orkanem. I wtedy zdarzyla sie tragedia (jakis tydzien przed wystepami goscinnymi w pegeerze), rano do Firmy dotarla informacja, ze PKS zostal ukradziony. Do poludnia agencje doniosly, ze nie tylko ukradziono furaka, ale i bagaze panstwa Burak, ponadto napadnieto i zmasakrowano Buraka, a Pani Burak ma pociete nozem gardlo, Buraczatko zas jest w szoku i pod opieka psychologów. W samo poludnie Burak podjechal pod firme (taksówka) i opowiedzial z pierwszej reki, co sie wydarzylo. Najpierw pokazal wszystkim rany, jakie odniósl w czasie walki: podbite oko, polamane zebro i odbite nerki. Przyznam, ze ja nic nie widzialem, ale podobno Mlody cos zauwazyl (moim zd Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: © 2001 by RIFUN Re: dla was... IP: *.arcor-ip.net 16.12.04, 13:59 aniem tak mówi, bo mial wyrzuty sumienia – zasmial sie jak uslyszal wiadomosc o kradziezy). Podobne do moich odczucia musial miec tez lekarz dokonujacy obdukcji, bo w raporcie nie dolaczono jej wyników. No, ale wszystkim bylo bardzo zal Pani Burakowej, której poderznieto gardlo (w sledztwie okazalo sie, ze tak wlasciwie to nie poderznieto jej gardla, bo wlasciwie to tylko przylozono jej do szyi nóz a w zasadzie to nie nóz a dlon, – ale tak twarda, ze byla prawie jak maczeta). No i na koniec Buraczatko (najbardziej poszkodowane), otóz sprawialo wrazenie jakby przezylo najwieksza przygoda i nie moglo sie doczekac powrotu do domu zeby o wszystkim w szkole opowiedziec. Nie chce, aby czytelnicy odebrali mnie jako zawistnego i pozbawionego uczuc wyzszych drania (nie pochwalam tego, co przydarzylo sie Burakowi – nawet jemu) i twierdze, ze to bylo najwieksze skur....synstwo. Z drugiej jednak strony komizm sytuacji powalajacy: cala rodzina Buraków ubrana na czarno i w czarnych okularach, Burak biegajacy z kserowanymi portretami pamieciowymi zlodziei, Pani Burak pochlipujaca, co chwila, ze nie chodzi o tego PKS-a, ale biedne (generalnie rozesmiane) Buraczatko przezylo taki szok. No i wreszcie mialem (podobnie jak wszyscy pracownicy) dosc sluchania, ze „Wszyscy pierd....ni Polacy to pier...ni zlodziej wlacznie ze mna i wszystkimi którzy tu pracuje. I tak w ogóle to pewnie ktos z nas nadal, zlodzieja ta robote. Bo my dobrze wiedzielismy, kiedy Burak wraca do tego jeb...ego kraju pelnego pier...nych zlodziei. A teraz do tego nie zalujemy w ogóle, tego, co sie stalo i zajmujemy sie swoimi sprawami (praca) tak jak by sie nic nie wydarzylo. A w ogóle to nikt mu (po godzinach) nie pomaga szukac tych jeb....nych skurw....nów, którzy mu ukradli Orkana.” Tak, wiec moze jestem draniem bez serca, ale mam dosc obrazania mnie i z czasem odczuwam coraz wieksza radosc z faktu, ze Orkanem jezdzi jakis Burak na Ukrainie. Czesc 22 Wielkie Zmiany. Otóz bylo to jakies pól roku temu, okazalo sie mianowicie, ze Firma wytracila juz wszystkie rezerwy sily inercji, jaka jeszcze parla do przodu. I gdzies tak w Marcu Waldek i pozostali udzialowcy (Buraka to nie dotyczy, Gacka zreszta tez) przezyli szok. Szok polegal na tym, ze pierwszy raz od dziesieciu lat nie przelane zostaly na ich konto sumy, których sie spodziewali, (które obiecywal Burak i Gacek). Obaj dostali miesiac czasu na to by znalezc rozwiazanie i Helmuty zapowiedzieli sie z wizyta w Kwietniu poczym pojechali z powrotem. Panike, która pózniej nastapila mozna porównac tylko z ta ze stadionu Haisel (nie wiem czy dobrze pisze). Oprócz polecen wydanych bezposrednio Burakowi i Gackowi (tych dotyczacych uleczenia kondycji finansowej Firmy) Waldek zazyczyl sobie od Glównego Ksiegowego zestawienia wydatków. Ale nie takiego zwyklego (bilansu rocznego czy kwartalnego), ale chcial zobaczyc wszystkie wydatki, których dokonali Burak i ten, który mial pilnowac zeby Burak pracowal, nie pil i nie wydawal szmalu firmowego. Tak sobie mysle, ze sam na to nie mógl wpasc i podejrzewam, ze pewnie ktos mu delikatnie zasugerowal taka wyrywkowa kontrole (do dzisiaj nie mam pojecia, kto to byl). Fakt faktem Ksiegowy wykonal polecenie bardzo skrupulatnie (od wielu juz lat wkurzalo go kupowanie na koszt firmy wszystkiego). Piszac wszystkiego nie przesadzam mam na mysli: papierosy, gorzale, sprzet RTV i HiFi (jak kiedys zestawil ile mamy telewizorów, wideo, lodówek, kamer video i aparatów fotograficznym to sie okazalo, ze jedyna firma w Polsce, która ma wiecej to Media Markt), sprzet sportowy, ale równiez Burak nie gardzil plynami do naczyn i proszkiem do prania (byl, bowiem przekonany, ze Firma powinna mu nie tylko oplacac mieszkanie w Polsce, ale równiez wyzywienie, pranie i sprzatanie). Gacek na poczatku glosno komentowal i ganil poczynania Buraka, ale szybko zostal przez niego przeszkolony i docenil komfort zycia bez jakichkolwiek kosztów. Proceder ten w wykonaniu obu panów Dyrektorów trwal latami (w wypadku Buraka lat dziesiec, w wypadku Gacka lat piec). Waldek jak zobaczyl zestawienie wydatków to podobno prawie oszalal okazalo sie, bowiem (sam bylem w szoku), ze roczny koszt utrzymania Dyrektorów (pensje, premie, mieszkania, samochody, telefony i faktury) jest wyzszy niz koszty z tytulu wynagrodzenia i ubezpieczenia (ZUS) 300 pracowników!!! Waldek nie wierzyl w to, co czyta, (bo i bylo to nieprawdopodobne), nie bede pral brudów publicznie (zasada Pani Dulskiej), ale np. Burak potrafil przyniesc w ciagu miesiaca faktury na paliwo o wartosci dwudziestu tysiecy zlotych. Jak latwo sie domyslic jezdzil sporo (samochodem), ale nie 75 tysiecy kilometrów miesiecznie?!!! Waldek z kazdym punktem zestawienia Glównego Ksiegowego wariowal coraz bardziej (biedny, Helmut po dziesieciu latach zdal sobie sprawe ze jest najnormalniej w swiecie okradany przez swoich rodaków). Szok byl podwójny, bo ci, którzy kradli przez dziesiec lat opowiadali, ze „wszyscy Polacy to zlodzieje i kombinatorzy”. Tymczasem Obaj Dyrektorzy, (nieswiadomi kontroli wewnetrznej przeprowadzanej przez Waldka) rozpoczeli szukanie oszczednosci. Czesc 23 Wielkie Zmiany cd. Rozpoczeli szukanie oszczednosci kazdy na sobie wlasciwy sposób. Co ciekawe aktualnie znajdowali sie w stanie wojny wiec podejmowali decyzje w tych samych sprawach bez konsultacji miedzy soba. Tak obserwowalem i nie wierzylem w to, co sie dziej, mniej wiecej po dwóch tygodniach wprowadzania reformy zaczalem kupowac poniedzialkowa gazete i przegladac oferty pracy. W mojej ocenie nagle nasilenie debil-dilbertyzmu z taka moca w tak krótkim czasie moglo oznaczac tylko jedno: cios, którego Firma nie byla w stanie zniesc tym bardziej, ze koniunktura (w gospodarce) nie nastrajala optymistycznie. Niemniej jednak panowie ochoczo zaczeli rozwiazywac problemy. Problem zbyt wysokich kosztów produkcji (w glównej mierze byly to koszty zatrudnienia pracowników) Panowie hiper-managerowie „rozwiazali” nastepujaco, Burak wyznaczyl piecdziesiat osób (kierowal sie oczywiscie wlasnym widzimisie, a w zasadzie regula pod tytulem:, „która z pan kiedys ulegla Burakowym amorom zostaje, a która nie zniosla molestowania i nie ulegla badz nie daj boze odpyskowala - wynocha”) i zwolnil je w trybie natychmiastowym. Nie sluchajac porad Glównego Ksiegowego. kazal na wypowiedzeniach jako powód rozwiazania umowy napisac – likwidacja stanowiska (co najmniej polowa zwolnionych pracowników pierwsze kroki z firmy skierowala od razu do PIP-u, o tym dalej). Cóz Gacek tymczasem obserwowal z ironicznym usmiechem oszczednosci w wykonaniu Buraka i jak przystalo na Dyrektora Finansowego rozwiazal problem zbyt wysokich pensji i premii w jak sie okazalo jeszcze „inteligentniejszy” sposób. Po pierwsze premie zostaly zlikwidowane (jakiekolwiek premie), po drugie wszelkie nadgodziny wyplacane mechanikom i kierownikom zmian zostaly zamienione na dni wolne. A musze tu zaznaczyc, ze blisko 40 % wynagrodzenia tych Panów to wlasnie nadgodziny wyplacane w systemie kwartalnym. I tak z dnia nadzien okazalo sie, ze ponad polowa kluczowych (bardziej niz Burak i Ja, lub ktokolwiek w firmie) ze wzgledu na umiejetnosci pracowników jest na dwu lub trzy miesiecznych platnych urlopach. Okres byl wtedy wakacyjny, wiec nie trzeba bylo ich specjalnie namawiac do urlopu, a poza tym chetnie i gremialnie na znak protestu zlozyli wnioski. Wujek przerazony tym, co wyprawiaja dilbert-debile chetnie im te wnioski podpisal. I wtedy zaczelo sie prawdziwe pieklo, bo „wakacje” sie skonczyly, zlecenia przybywaja, a niema ani mechaników, którzy uruchomia maszyny (Gacek wyslal ich na urlop) ani wystarczajacej liczby kobiet do obslugi tych maszyn (Burak je wyrzucil). Zlecenia zawalane sa jedno Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: © 2001 by RIFUN Re: dla was... IP: *.arcor-ip.net 16.12.04, 14:06 po drugim. Wujek na sile sciaga mechaników z urlopów (nie specjalnie sie stara). W miedzy czasie szuka nowych kobiet, (co nie jest trudne, majac na wzgledzie bezrobocie) i uczy je obslugi maszyn, (co jest trudniejsze, majac na wzgledzie, ze ci, którzy je potrafia obslugiwac sa na urlopie). W to wszystko wpada PIP i inspektorzy z ironicznym usmiechem sluchaja Buraka, który usiluje im odpowiedziec na pytanie jak to mozliwe, ze zatrudnia wlasnie pracowników na stanowiska, które zostaly zlikwidowane. Burdel na kólkach i chinski cyrk w jednym. Ale oczywiscie to nie koniec, bo oszczednosci bylo wiecej. Kolejny problem to rachunki za telefony i korzystanie z Internetu. Po pierwsze zostaly odebrane wiekszosci pracowników telefony komórkowe i tu podobnie Burak kierowal sie nie wysokoscia rachunków a iloscia „szefów i prezesów” na godzine, które padaja z ust pracownika pod jego adresem. A teraz numer stulecia w kwestii oszczednosci. Czesc sposród nas zostala pozbawiona mozliwosci korzystania z poczty elektronicznej, – poniewaz rachunki za polaczenia internetowe sa za wysokie. Jak to uslyszalem to myslalem ze to jakis idiotyczny zart. Ze Burak jest glupi to wiedzialem, ale nie podejrzewalem, ze az tak, niestety jest az tak i w zaden sposób nie przyjmowal do wiadomosci, ze ilosc kont nie ma zadnego wplywu na koszty polaczen a to z prostego powodu, ze firma ma wykupione stale lacze i bez wzgledu ilosc i czas polaczen koszt miesieczny jest taki sam. Notabene sa w Firmie dwa komputery, które uzywaja polaczen modemowych. Sa to komputery Buraka i Gacka, obaj, bowiem Super-managerowie sa swiecie przekonani (w swej nieomylnosci), ze dzieki temu ich polaczenia sa szybsze. Informatyk, który podpowiedzial Burakowi, ze jezeli rachunki za Internet sa wyzsze to tylko z jego lub Gacka winy uslyszal: „Nie wpie...laj sie w nie swoje sprawy.” Niestety pomysly dotyczace oszczednosci to nie wszystko, poniewaz obaj dilbert-debile przystapili do restrukturyzacji Firmy majacej na celu podniesienie wydajnosci i jakosci swiadczonych uslug. Czesc 24 Wielkie Zmiany Zakonczone, Rozpoczela sie Rewolucja. Na efekt „restrukturyzacji” firmy w wykonaniu Buraka i Gacka nie trzeba bylo dlugo czekac. W zasadzie tuz po wakacjach nie nadazalismy z niczym i z nikim. Reklamacje plynely równomiernym i szerokim strumieniem, w mysl zasady: zlecenie = reklamacja. Cierpliwie przegladalem Gazete, co poniedzialek i jeszcze cierpliwiej wysluchiwalem idiotycznych pytan w trakcie rozmów kwalifikacyjnych (mniej wiecej po dwóch miesiacach uznalem, ze jednak trzeba przeczekac z Burakiem recesje na rynku pracy). Tym bardziej, ze miarka sie chyba wreszcie przebrala (!!!!). Waldek blyskawicznie (jak na niego), bo juz po trzech miesiacach zorientowal sie, ze liczba reklamacji nie jest normalna i chyba tam (w Polen) znowu cos sie dzieje. Wskoczyl w pierwszy samolot i przybyl do Polen. Zaskoczenie Gacka i Buraka bylo gigantyczne, ale bynajmniej nie z powodu naglego nalotu Waldka, a z powodu przyczyny tego nalotu. Otóz nie mogli uwierzyc, ze Waldek nie jest w stanie zrozumiec, ze na efekty (te pozytywne) ich restrukturyzacji trzeba troche poczekac. Malo tego Waldek zrobil cos, na co obaj chlopcy zupelnie nie byli przygotowani, otóz zazyczyl sobie rozmowy z pracownikami firmy i do tego („skur........syn jeden”) nie zyczyl sobie obecnosci obu Asów Zarzadzania przy tych rozmowach. W zasadzie siegajac pamiecia wstecz to jedyne, co chcial uslyszec Waldek to potwierdzenie swoich domyslów, ze oba Helmuty (oryginal i farbowany) nie nadaja sie do robienia tego, co robia. I chyba od kogos to uslyszal, bo tak nagle jak przyjechal tak samo nagle wyjechal. Chlopcy zas (Asy Zarzadzania) jeszcze przez pare dni nerwowo sie usmiechali, ale zgodnie z prawem ewolucji (im organizm prostszy tym latwiej sie przyzwyczaja do nowych warunków) szybko zapomnieli o dziwnej wizycie. Fajno bylo (dla nich), ale nagle sie gwaltownie skonczylo, otóz któregos dnia Gacek przybyl z wiadomoscia, ze u Waldka w Helmutowie pracuje jakis nowy gosciu, co to bedzie nowym szefem fabryki, która Waldek ma zamiar kupic u Madziarów. Gackowy instynkt podpowiadal mu, ze cos tu smierdzi. Natomiast Burak zupelnie nieswiadomy zagrozenia wszem i wobec rozglaszal, ze Waldek zatrudnil nowego i nawet go wysle tu do „Polen” zeby on Burak go nauczyl jak sie zarzadza sie firma (Jezu!!!!! Skad mu sie to w glowie bierze). I stalo sie, bylo to na przelomie wrzesnia i pazdziernika Waldek przybyl ponownie, ale nie sam razem z nim przyjechal nowy Krzyzak, tradycyjnie spolszczymy jego Pruskie imie i od dzis bedziemy go nazywac Jurek. Jurek zostal przedstawiony jako Dyrektor ds. Logistyki (niezle, naprawde niezle), jedynym, który wydawal sie w to wierzyc byl Burak. Gacek przyjal to jako porazke zamknal sie u siebie i tyle go widzialem. Burak za to jak to Burak zaczal przedstawienie pod tytulem: „Ja tu ku...wa jestem Szefem”. I trafila wreszcie kosa na kamien (lub, jak kto woli cytat za Wujkiem: „No to trafil Ch.. na wiekszego od siebie”). Bo Jurek pokazal pazury (a wlasciwie szpony). I dawno juz tak wesolo w firmie nie bylo. Cdn. ??? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: przerażona Re: dla was... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.12.04, 23:06 Witam wszystkich !Po raz pierwszy czytam i uczestniczę w takiej dyskusji i mam nadzieję ostatni!Przypadki Dyr Buraka przeczytałam jednym tchem!(gratuluję polotu literackiego i lekkości pióra)Jestem przerażona!!!!!Nie zdawałam sobie sprawy z potęgi internetu!Żyjesz sobie spokojnie lub niespokojnie,jesteś Burakiem,Marchewką,Kurą lub Myszką,a tu na łamach tzw Klubu Dyskusyjnego jakiś Gość zamiast pracować(większośc wypowiedzi RIFUN pisze w godzinach pracy!) opisuje Twoje życie!Na początku tylko po to by dać upust swoim frustracjom,ale potem tak się rozkręca,że opowiadanie przybiera postać lawiny obrazliwych epitetów,dat,opisów coraz bardziej prywatnych spraw!Opowiadanie o kradziży auta z takim cynizmem i drwiną to apogeum okrucieństwa!Nie jeżdżę Mercedesem (choć pewnie jak większość bardzo bym chciała)ani Volvo ale na samą myśl o tym że ktoś napada na kogoś,obojętnie czy jest to rodzina Buraków czy Szczypiorków,ktoś wyciąga nóż,popycha czy bije pasażerów,a dziecko jest świadkiem bezradności rodziców,budzić powinno współczucie a nie drwinę!Jestem przerażona że na stronach internetu można kogoś publicznie i bezkarnie oczerniać,obrażać i w dodatku znajdować aprobatę czytelników żądnych coraz pikantniejszych szczegółów.RIFUN jeśli kiedyś przeczytasz ten przydługi tekst to odpowiedz na pyt.:czy jesteś z siebie dumny?(pomijając aspekt zyskania popularności wśród czytelników)Czy jesteś dumny z tego artykułu?Aswoją drogą Burak nie jest aż takim burakiem jak Go opisałeś;ma też wiele pozytywnych cech ale pewnie zabrakło czasu lub miejsca na ich dodanie... Kończę przestrogą:Uważajcie!Bo kiedyś obudzicie się,otworzycie swój komp i przeczytacie o sobie PRZYPADKI...nie koniecznie te,którymi chcielibyście się dzielić z całą Polską! Żegnam-Przerażona WESOŁYCH SWIĄT! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jodelka Re: dla was... IP: *.pool.mediaWays.net 21.12.04, 17:13 RIFUN sie az TAAAK przerazil, ze uciekl... :) Y YY YYY YYYYY II wesolych... AK Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jodelka Re: dla was... IP: *.pool.mediaWays.net 21.12.04, 17:20 Y YYY YYYYY YYYYYYY YYYYYYYYY II Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: RFN Re: dla was... IP: *.pool.mediaWays.net 25.12.04, 12:49 RiFuN wydrukowalem sobie twoje dzielo w formacie A5 i czekam niecierpliwie na dalsze czesci! jezeli nie masz natchnienia zeby dalej pisac-bo juz tam nie pracujesz, proponuje dokonczyc dzielo przy pomocy fantazji i wydac kompletna ksiazke, tak jak to zrobil "szczur", no i... pomysl o pieniazkach... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kokon.wavenet.pl Re: dla was... IP: 217.79.147.* 13.01.05, 00:00 Witam wszystkich. Dla Mnie to była bomba. Jescze się tak nie uśmiałem na necie. RIFUN wracaj i dokończ co jest do skończenia.To było naprawdę super.Spokojnie możemy powiedzieć że 90% wszystkich firm w tym kraju w większym lub mniejszym stopniu ma takie same osobistości BURAKI ale to jest tylko życie i z niego warto się śmiać. Pozdrawiam wszystkich z portalu i zyczę Nam aby RIFUN się odezwał. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: BabyG Re: dla was... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.01.05, 18:33 Dla mnie RIFUN to bohater - chłopie wydaj książkę !!! A morał z całej tej historii jest taki : BURAKI są wśród nas i nikt nie jest w stanie nic na to poradzić ! :( Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: WIERNY do ALL... IP: 62.233.167.* 17.01.05, 16:43 Szczurbiurowy wydał książke...kupiłem ja...RIFUNie..kolej na Ciebie..z przyjemnością wspomogę Twój budżet domowy..:)) CZEKAMY NA KSIĄŻKE !!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pafcio Re: dla was... IP: *.t17.ds.pwr.wroc.pl 06.01.05, 20:27 Hmmmm, co takak powazna jestes?? corka dyr. buraka? ;) troche humoru i juz chca czlowieka powiesic... szkoda slow Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: do re mi CDN??? IP: *.ruf.uni / *.ruf.uni-freiburg.de 07.01.05, 12:32 natürlich CDN!!! pozdrwawiam z Krzyzakowa Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: coach4u Re: CDN??? - czekamy:) IP: 5.5R6D* / *.pg.com 22.02.05, 19:22 Do następnego spotkania, pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mokry Re: CDN??? - czekamy:) IP: *.gmk.net.pl / *.gmk.net.pl 28.02.05, 12:24 przeczytalem ciegiem i nic dodac ponadto ze ta historia musi miec ciag dalszy pozdro dla RIFUNa tak trymc walczmy z buractwem moze kiedys ten kraj do czegos dojdzie Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: QBA Do RIFUNA IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.03.05, 13:33 <<<<No tak to się nie godzi opuszczac rzesze czytelników, nie bądż BURAK Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: szczecinianka Re: PRZYPADKI DYREKTORA BURAKA IP: *.espol.com.pl 27.02.05, 17:59 ależ historia!!! A jak wyśmienicie opisana! wielkie brawa należą się za to RIFUNowi!!! Niemniej ciary przelatują człowieka, że Buraków na naszym POLSKIM polu wciąż niestety nie brakuje... A swoją drogą, niesamowita ciekawość mnie zżera, która to ze szczecińskich lub okolicznych firm została opisana?:) Nachodzi mnie też taka smutna refleksja, że historia PANA DYREKTORA PREZESA BURAKA jak ulał pasuje do jednego z moich szefów... Im więcej błędów zawodowych popełnia, im więcej przez jego lenistwo firma traci klientów i dobrą opinię, tym bardziej chce pokazać światu i pracownikom kto tu jest ważnym PREZESEM. Dodajmy: ZAPRACOWANYM PREZESEM. Zadziwiające jak ludzie próbują własne kompleksy małości leczyć PREZESOWANIEM (buraczanym). Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: QBA Re: PRZYPADKI DYREKTORA BURAKA, DO RIFUNA IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.03.05, 13:36 ,,,dokończ Waśc wstydu sobie oszczędż, nie bądż BURAK Odpowiedz Link Zgłoś
substantiv Re: PRZYPADKI DYREKTORA BURAKA, DO RIFUNA 11.03.05, 14:20 to chyba juz naprawde koniec.... dla rifuna bylo to traumatyczne przezycie... da sie zrozumiec, eh Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: iWantMore Re: PRZYPADKI DYREKTORA BURAKA, DO RIFUNA IP: 194.46.78.* 26.05.05, 20:43 mialem Buractwo szanowne podczas prazy w banku pod szyldem bizona polskiej puszczy - przekrety Biedronek, tumanstwo dyr. Buraka - czego tylko pragniecie - pod egida posiadaczy wloskich. Bank, kiedys dla mnie "twierdza nie do zdobycia", wymarzone miejsce pracy - stal sie trauma, i nauczka na dluugo. Rifun, dokonczysz? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: aan Re: PRZYPADKI DYREKTORA BURAKA, DO RIFUNA IP: *.eranet.pl 11.08.05, 15:44 Burak chyba się zorientował i go zabił, alboco... To już chyba ze 3 lata minęło... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pit THE END IP: *.ghnet.pl 05.04.06, 23:20 Mam nadzieję RIFUN że wszystko u ciebie w porządku. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kaskao14 Re: Przypadki Dyr. .... tutaj koniec opowiesci IP: *.chello.pl 27.06.06, 21:12 Jesli ktos nadal czeka na koniec tej historii to pod tym adresem całość w skrócie bezpośrednhio od RIFUNa w wywiadzie po latach forum.gazeta.pl/forum/1,59000,2278937.html?as=1&ias=9 ja tez na kilku w zyciu trafilam takich dyrektorow + wiem ze to nie przerysowana historyjka. Moze ktos opisze swoja firme? Odpowiedz Link Zgłoś
hamsterek Re: Przypadki Dyr. .... tutaj koniec opowiesci 28.06.06, 15:06 Co za zbieg okoliczności! Wczoraj szukałem tego wątku i nie mogłem znaleźć a tu dziś proszę! Znalazłem za to na googlach zebrane i poskładane wszystkie odcinki przez jakiegoś dobrego człowieka oraz link który podałeś. Znów czytam :-)) Odpowiedz Link Zgłoś
emtyl Re: Przypadki Dyr. .... tutaj koniec opowiesci 29.09.06, 14:47 A co bylo dalej ?? Odpowiedz Link Zgłoś
profes79 Re: Przypadki Dyr. .... tutaj koniec opowiesci 01.10.06, 23:41 Powiem lepiej - to jedyny znany mi watek, ktorego NIE DA SIE dodac do ulubionych!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: luli Re: Przypadki Dyr. .... tutaj koniec opowiesci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.10.06, 21:23 to niesamowite ze ten blog nadal istnieje i ludzie sie nadal wpisuja. przeczytalam te historie w Duzum Formacie w 2004 roku. ciagle czekacie na cd? Odpowiedz Link Zgłoś
hamsterek Re: Przypadki Dyr. .... tutaj koniec opowiesci 24.10.06, 12:55 Wciąż mamy nadzieję że Rifun wróci... RIFUN WRÓĆ !!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Tomasz Re: Przypadki Dyr. .... tutaj koniec opowiesci IP: *.stalowa.pilicka.pl 26.02.07, 14:52 Dilbert jest w każdym z nas (roboli). A Burak w każdym z nich (...) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: poodel Niesamowita historia IP: 195.33.166.* 28.06.07, 15:31 Zaczęłam wczoraj, skończyłam dzisiaj... W sumie Rifun podsumował wszystko w DF, szkoda, że to już koniec... Odpowiedz Link Zgłoś
pacor1 Re: Przypadki Dyr. .... tutaj koniec opowiesci 22.01.08, 09:08 I to jest świetne podsumowanie całej tej niesamowitej historii:) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zaniepokojony czy dyr. Burak nie pracuje dziś przypadkiem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.02.08, 12:19 na wysokim stanowisku w administracji samorządowej pewnego zachodnipopmorskiego miasteczka? Imię i nazwisko się zgadza... grozą wieje.... Odpowiedz Link Zgłoś
hamsterek Re: czy dyr. Burak nie pracuje dziś przypadkiem 21.04.08, 12:07 Hop do góry bo warto! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: x Re: czy dyr. Burak nie pracuje dziś przypadkiem IP: *.chello.pl 01.10.08, 16:46 www.info.stargard.pl/dodatki/forum/index.php?A=2&nr_tematu=8356&komentarz=0&nazwa_dzialu_przekazana=PRACA Odpowiedz Link Zgłoś
verminka lekcja od dyra 08.10.08, 11:39 Pensja 2000, Staz: pol roku Dyrektor: Tyran Lekcja: Wrzody, przewlekle bole glowy, nerwo bole. Wrazenia: Niezapomniane. Odpowiedz Link Zgłoś
verminka Re: czy dyr. Burak nie pracuje dziś przypadkiem 08.10.08, 11:42 Pensja 2000, Staz: pol roku Dyrektor: Tyran Lekcja: Wrzody, przewlekle bole glowy, nerwo bole. Wrazenia: Niezapomniane. Odpowiedz Link Zgłoś
pamirczyk Re: czy dyr. Burak nie pracuje dziś przypadkiem 08.10.08, 13:55 Całkowicie nie pojmuje tego jak można pracować w firmie, w której nikt Cie nie szanuje. Ludzie miejcie odrobinę godności osobistej. Cash i career nie jest wszystkim co jest ważne na tym świecie. Odpowiedz Link Zgłoś
walwera Re: czy dyr. Burak nie pracuje dziś przypadkiem 08.10.08, 15:01 Jak przyciśnie Ciebie głód lub chęć utrzymania rodziny wówczas przekonasz się sam. Sama się nabawiłam w jednej pracy porządnych problemów z kręgosłupem. Do dzisiaj jestem zmuszona by normalnie funkcjonować, długo siedząc przy komputerze stosować środki przeciwbólowe, zwłaszcza te silniejsze/skuteczniejsze np. refastin. Pomijając kwestie ekonomiczne/leki kosztują i to że już stały się w moim domu tak powszechne jak woda, czasem wolę się naprawdę przemęczyć dla dobra rodziny. Odpowiedz Link Zgłoś
dendrarium tak i nie 08.10.08, 15:29 ok,tylko co z tymi osobami co pracują i dają się poniżać mając wybór? tergo nie pojmuje.... Odpowiedz Link Zgłoś
joagru Re: tak i nie 18.01.09, 17:37 Dyr. Burak prowadzi teraz firmę, o branży bliźniaczej do Schopa. Poszukanie w necie zajęło mi krótką chwilę. www.pilatross.com/ Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mala760 Re: tak i nie IP: *.globalconnect.pl 28.04.09, 13:39 no niestety nasz "burak "ma swą małą firmę w Kobylance za Stargardem szczec i stronka co podałeś jest nazwą firmy... ale już aż taki chamski nie jest...choć do butelki zagląda to fakt... Odpowiedz Link Zgłoś
kodif Rocznica :) 25.05.11, 15:22 Niedługo będzie dziesiąta rocznica pierwszego odcinka sagi o Buraku GW powinna jakieś podsumowanie dilbertozy zrobić :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: dexterek011 Ochhh.. wspomnienia IP: *.dynamic.chello.pl 01.05.14, 00:28 Ooojjj.. Przydałoby się dokończenie cyklu. Czekamy już ponad 12 lat. Odpowiedz Link Zgłoś
levy Re: Ochhh.. wspomnienia 06.11.14, 10:26 W tym tygodniu jadąc do pracy minąłem na ulicach Szczecina TIR-a z naczepą, na której był napis: SchoPa Buchbinderei Więc od razu powróciły wspomnienia i postanowiłem zajrzeć na forum a tu mała niespodzianka - wątek wciąż odżywa od czasu do czasu. :) Odpowiedz Link Zgłoś
dwie_szopy_jackson Re: Ochhh.. wspomnienia 07.11.14, 13:53 a ja pamietam jak czytalem to "na zywo" te trzynascie lat temu :) Az dziw bierze, ze tyle lat pozniej, watek nadal jest na gorze forum :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kuku Re: Ochhh.. wspomnienia IP: 80.50.142.* 13.05.15, 08:15 Nie słyszeliście? Rifun od 10 lat nie żyje (zemsta Buraka). Odpowiedz Link Zgłoś