Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    PRZYPADKI DYREKTORA BURAKA

      • pierozek_monika Duży Format mi przypomniał to napięcie, gdy 14.09.04, 08:20
        czekałam na nowe odcinki :)))
        Naprawdę świetna historia!
        Rifun odezwij się jeszcze kiedyś... może jakiś CZACIK Z GW????? Please.
      • Gość: Panzerknacker Genialna historia! Niestyty "Dyzme" juz nakrecono! IP: *.dip.t-dialin.net 14.09.04, 09:53
        Ale przyznac trzeba, ze Dyrektor... ups przepraszam ...Pan Prezes Burak moglby
        swoim zyciorysem obdarowac kilka scenariuszy!!!
      • der.die.das Chcialbym miec tyle szczescia co Burak! 14.09.04, 09:57
        Moja kariera jest teraz na etapie odsypiania zarwanych nocy pod sterta kartonow.
        W dodatku tez "u Krzyzakow"! Mowiac najostrozniej... juz za kilka... no moze
        kilkanascie miesiec bede jezdzil "PKS-em"!!! Oby...!!!
      • Gość: tt Re: PRZYPADKI DYREKTORA BURAKA IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.04, 10:26
        klimaty ala gellwe lub inter groclin...
        • Gość: Arek Re: PRZYPADKI DYREKTORA BURAKA IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.09.04, 22:42
          Pierwszy raz dopiero sopotkalem sie z ta historia.
          Ktos zamiescil linka na innym forum.
          Czyta sie swietnie :) Szkoda, ze to juz koniec.
          Swietna robota panie Rifun.
      • Gość: klakson BURAK MIAL FUKSA ALE AUTOR TEZ. PRZEZ PRZYPADEK IP: *.cec.eu.int 14.09.04, 12:58
        DOWIEDZIAL SIE ZE MA TALENT, I SMIALO MOZE SPROBOWAC SZCZESCIA W LITERATURZE
        TYPU "przypadki..." , "na tropie...". BRAKUJE TERAZ TEGO. SMIALO RIFUN
      • Gość: KAMIL TA FIRMA TO SCHOPA podaje strone IP: 81.210.116.* 14.09.04, 13:23
        www.schopa.pl/
        poczytajcie sobie ofertę firmy, jej historie, właścicieli (Walther - Waldek,
        Thomas - Tomek).
        To wszystko prawda.
        WOW!
        • Gość: betrix Re: TA FIRMA TO SCHOPA podaje strone IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.09.04, 15:35
          jak na to wpadłes?
      • Gość: KAM FIRMA - SCHOPA - Stargard gdański IP: 81.210.116.* 14.09.04, 13:24
        www.schopa.pl/
        poczytajcie sobie ofertę firmy, jej historie, właścicieli (Walther - Waldek,
        Thomas - Tomek).
        To wszystko prawda.
        WOW!
      • Gość: KAMIL SCHOPA IP: 81.210.116.* 14.09.04, 13:28
        Wejdźcie sobie w kim jesteśmy - nawet jest członek zarządu Jurgen - Jurek
        hehehhe
        Ciekawe czy andreas to gacek?
        • Gość: fasOlka Re: SCHOPA IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.04, 13:41
          sa nawet zdjecia - na zdjeciu nr 4 jest 3 panow i podpis "narada produkcyjna" -
          moze tam odnajdziemy twarz BURAKA ?
          z drugiej strony jesli on niec nie robil tylko leczyl stres to nie liczylabym ,
          ze bral udzial w naradach produkcyjnych.......

          pozdr.o.
          • hamsterek Re: SCHOPA 14.09.04, 15:49
            ZGADZA się !! Miałem mocne podejrzenia że firma ta ma dużo wspólnego z usługami
            poligraficznymi ale raczej nie był to drukarnia gdyż w Polsce jest parę takich
            a ta firma "zarządzana inaczej" przez buraka zajmowała się ponoć wyjatkowym
            rodzajem działalności. Pasuje jak ulał !!
          • Gość: Ania Burak to Andrzej Szwedowski IP: *.centertel.pl 14.09.04, 16:48
            jest na zdjeciu! i cala reszta gromadki opisanej w opowiesci
            • Gość: LMB Re: Burak to .... IP: *.icpnet.pl 14.09.04, 17:44
              Chyba nie, bo burak miał mieć zniemczone nazwisko. A ten zresztą nie wygląda na
              takiego buraka, i chyba trochę za młody.

              Ale jest "Marzena" i "Młody" - Paweł Szulc ;)
              • Gość: ja Re: Burak to .... IP: *.core.lanet.net.pl / *.core.lanet.net.pl 03.12.04, 17:37
                Buraka na tym zdjęciu moze nie być, bo np moze już tam nie pracowac.
        • Gość: R2D2 Re: SCHOPA IP: *.attu.pl / *.crowley.pl 27.09.04, 00:00
          Oczywiście, że Gacek to Andreas. Spójrzcie na uszy :-)))))
      • aron007 Re: PRZYPADKI DYREKTORA BURAKA 14.09.04, 15:12
        Witam!
        Własnie zajrzałem na stronę tej firmy - generalnie właściwie się zgadza:)
        Wszystko...
        Ciekawe co będzie się działo z tym dalej...
        a tak przy okazji-cała ta opaowieść jest niesamowita:))
      • Gość: betrix Re: PRZYPADKI DYREKTORA BURAKA IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.09.04, 15:30
        dotarłam do miejsca gdzie chyba znika Burak , czy to koniec czy coś ominęłam?
      • Gość: mar Re: PRZYPADKI DYREKTORA BURAKA IP: 4.4.1.* / 217.237.165.* 14.09.04, 16:49
        Re: SCHOPA
        Wczoraj i dzis czytalem o Buraku. Fascynujace. Prawda tez jest, ze jest takich
        wielu - sam tez sie z takim zetknalem. Ale a'propos Schopa. NIE MOGE wejsc na
        ich strone, jest tylko rozowawe tlo i nic wiecej. Znikneli specjalnie, czy mam
        problemy z moim Browser'em. Mam pomysl: na pewno ktos ze Stargardu wie kim jest
        Dyr. Burak, przeciez niejeden sie z nim zetknal. Napiszcie jak sie nazywa,
        mozna do niego zadzwonic (w Niemczech: www.teleauskunft.de). Zapytac: CO SIE
        STALO DALEJ?
        • Gość: Ania Re: PRZYPADKI DYREKTORA BURAKA IP: *.centertel.pl 14.09.04, 16:57
          Burak to Andrzej Szwedowski, jego zdjecie jest na www.schopa.pl, jest tez Gacek
          (Andreas), Jureg (Jurgen), Karola (Karina), jest też jeszcze jedna ciekawa
          osoba ;)
          • Gość: mar Re: PRZYPADKI DYREKTORA BURAKA IP: 4.4.1.* / 217.237.165.* 14.09.04, 17:08
            Dzieki Aniu! Widzialem, ze juz wczesniej to napisalas. Niestety nie moge nic
            otworzyc na stronie Schopa.pl. Sprobuje zaraz w domu.
            Szukalem juz Dyr.Buraka w teleauskunft.de - opornie idzie. Probowalem jako
            schwedowski, szwedowski i schwedo*. Nic nie znalazlem. Jest jeden Schwedow Andy
            pod Hannoverem. A moze on mieszka w Polsce?
            • Gość: Ania Re: PRZYPADKI DYREKTORA BURAKA IP: *.centertel.pl 14.09.04, 17:20
              Przepraszam bardzo pana Andrzeja Szwedowskiego, teraz doczytalam artykul pana
              Talki do konca i wynika z niego, ze Burak juz tam nie pracuje, wiec to nie moze
              byc pan Andrzej. Coz, nabralam sie, jeszcze raz przepraszam pana Andrzeja.
              • Gość: zalogowany Re: PRZYPADKI DYREKTORA BURAKA IP: 217.153.24.* 14.09.04, 17:41
                Ponadto wspomniany Buurak nigdy nie był kierownikiem produkcji...
                • Gość: Nie powiem Re: PRZYPADKI DYREKTORA BURAKA IP: *.client.comcast.net 18.09.04, 06:01
                  Obawiam sie, ze przez wasze male publiczne sledztwo Rifun moze miec duze
                  problem.
                  Podobno Burak jest w Niemczech, ale nie sadze zeby to byl problem dla
                  czlowieka ktory jechal z Polski do Francji na jeden dzien, zeby obejrzec
                  cholerny mecz.
                  Zostaje jeszcze nadzieja ze odebrano mu sluzbowego PKS-a...Oby...
            • Gość: ordinary life aha! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.04, 19:01
              Aha! Nie atakujcie tych ludzi z firmy-szeów marketingu,produkcji itp. Przecież
              tam go nie ma!Pan prezes nie był szefem żadnego wyszczególnionego działu-ON
              PANOWAŁ NAD CAŁOŚCIĄ! HI HI...(ale zawsze najpierw musiał sie odstresować, żeby
              móc panować!)
        • Gość: ordinary life PAN THOMAS XX ...współzałożyciel ;-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.04, 18:52
          Co sie stało dalej?Jest w dzisiejszym Dużym Formacie i nie tylko;-) Ten pan to
          THOMAS najprawdopodobniej,wspołzałożyciel firmy-obok WALTHERA-nazwiska obu są
          na schopowej stronce, którą dzisiaj nawiedza o wiele więcej internautów niż
          zwykle :-) . Pan ten obecnie rozwija swoja wąłsną firme, o podobnym profilu, w
          Polsce również też. A z ww wymienioną firmą się procesuje.
          • Gość: amico Uwaga, teraz Rifun powinien dostać ochrone! IP: *.przybyslowice.sdi.tpnet.pl 14.09.04, 20:05
            Przecież on jest teraz także rozszyfrowany i może być w niezłych opałach, jak
            się BURAKI i Gacki do niego zabiorą.
          • Gość: ordinary life Re: PAN THOMAS XX ...współzałożyciel ;-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.04, 20:29
            Wyżej wymienione informacje zaczerpniete zostały z innego miejsca na portalu
            gazeta.pl.Nie biorę za nie odpowiedzialności.
            • Gość: hopocek Re: PAN THOMAS XX ...współzałożyciel ;-) IP: *.autocom.pl 15.09.04, 16:49
              i z dużego foramtu wynika że on pracuje w administracji państwowej a już ktoś
              jeszcze przed pojawieniem sie w gazecie wiedział i napisał że jest on
              urzędnikiem. więc ten kto z zainteresowanych chciał sie dowiedzieć kim jest
              rufin to sie dowiedział. w końcu Talko też do niego dotarł.
              • Gość: pinky 25 odcinek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.09.04, 20:42
                Talko napisal: "Zaraz potem opublikował "Przypadki dyrektora Buraka cz. 1".
                Przez następnych kilka miesięcy historia dotarła do 25. odcinka i wzbudziła
                sensację." Jako ostatni przeczytalem 24 odcinek z dnia 15-02-2002, a gdzie jest
                25? Pomozecie?
                Pozdr
                • Gość: Skalar KAMILU skąd wiedziałeś? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 15.09.04, 22:36
                  Teraz RIFUN może mieć przesrane... rozdzwonią się telefony, wszystko wyjdzie na
                  jaw, w końcu dowie się i burak i przejedzie swoim pksem rifuna tak, że będziemy
                  mogli się pożegnać z kolejnym noblem dla polski..
                  • Gość: nova Re: KAMILU skąd wiedziałeś? IP: *.bpl.vectranet.pl / 80.51.226.* 16.09.04, 11:52
                    W tekście jest jeszcze jedna istotna informacja-dziennikarz na pytanie rifuna o
                    spotanie odpowiada, że przejechał 400 km, żeby sie z nim zobaczyć...
                • Gość: [8BZ] Val Re: 25 odcinek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.09.04, 07:13
                  Wspaniałowy tekst buraczany, muszę powiedzieć, że forum odkryłam dopiero po
                  publikacji w gazecie, niesłychane, pozdrawiam wsiech a najbardziej RIFUNA,
                  niech mu się wiedzie na państwowoej posadzie i oby sam ne zburaczał (co jak sam
                  przyznał i jego tknęło) :)))
                  • Gość: Swojak Re: 25 odcinek IP: *.sprint.com.pl 17.09.04, 08:08
                    Ja też odkryłem to forum dopiero po poniedziałkowej GW.Od poniedziałku czytam
                    wszystko o Dyr. Buraku i jestem z dnia na dzień coraz wiekszym fanem RIFUN'a
      • Gość: mirek jest waldek IP: 217.13.182.* 16.09.04, 11:58
        www.walter-schomaker.de/index_de.php?seitenlang=de&seitenname=team01
        • Gość: Cicki Re: jest waldek IP: *.imf.tu-freiberg.de 16.09.04, 16:12
          Strzal w dziesiatke, to musza byc ONI!
          • Gość: mirek Re: jest waldek IP: 217.13.182.* 17.09.04, 10:08
            to na pewno on , jego gęba pasuje do całej historii, zastanawiam się czy nie
            napisać mu maila w stylu : chłopie gdybyś ty wiedział co pół Polski o tobie wie?
            • Gość: Katylina Re: jest waldek IP: 195.117.25.* 17.09.04, 10:59
              Ciekawa mysl. Warto przejsc na oddzial w Polsce - sa zdjecia pracownikow (tych,
              ktorzy dotad jeszcze pracuja)
              • Gość: KooLiz Re: jest waldek IP: *.bipromet.com.pl 17.09.04, 12:04
                Dam se rękę uciąć że SchoPa to własnie ta firma.
                Nawet zabudowania pasują, a nie mówiąc jużo wyrobach.
                • mk79pl Thomas Decker 17.09.04, 14:05
                  A moze ktos ma pomysl jak zlokalizowac nowy interes pana Deckera? Bo to chyba
                  on jest burakiem, chociaz pewnosci nie ma. Hmmm jakies pomysly?
                • mk79pl To jednak nie Thomas Decker:((( 17.09.04, 14:16
                  " A on (burak)
                  przekonany o swojej bezkarności zachowywał się coraz bardziej irracjonalnie.
                  Aby przykłady irracjonalnego zachowania były bardziej przejrzyste muszę nazwać
                  pozostałych udziałowców (zgodnie, więc z tradycją spolszczam ich germańskie
                  imiona, od teraz jeden to TOMEKa drugi OLEK)." czyli Tomek to Thomas Decker a
                  Alek to Alex Paffenholz. Coz szukamy dalej:)
                  • Gość: Nie powiem Re: To jednak nie Thomas Decker:((( IP: *.client.comcast.net 18.09.04, 06:03
                    --------------------------------------------------------------------------------
                    Obawiam sie, ze przez wasze male publiczne sledztwo Rifun moze miec duze
                    problem.
                    Podobno Burak jest w Niemczech, ale nie sadze zeby to byl problem dla
                    czlowieka ktory jechal z Polski do Francji na jeden dzien, zeby obejrzec
                    cholerny mecz.
                    Zostaje jeszcze nadzieja ze odebrano mu sluzbowego PKS-a...Oby...
                    • Gość: BOREWICZ Re: To jednak nie Thomas Decker:((( IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.09.04, 20:42
                      Spokojnie mam znajoma co pracuje w shopie firma ta miesci sie w strgardzie
                      szczecinskim.wszystko sie wypytam i napisze.
                      Borewicz
                      • Gość: asker PO CO WAM TE NAZWISKA IP: *.219.233.204.telsat.wroc.pl 19.09.04, 00:35
                        nie rozumiem - nazwa firmy juz jest znana. w zasadzie chyba wszystko sie
                        zgadza. Rifuna chyba (poza jego znajomymi) nikt nie zidentyfikuje w realu jako
                        autora watku - taka mam nadzieje i tego mu zycze. To po co jeszcze walicie tymi
                        wszystkimi nazwiskami ludzi z zarzadu. Dajcie spokoj, to nic nie da.
                        Za tyle wyniesionych informacji o sytuacji w firmie pewnie czekalby Rifuna
                        dlugi proces. A tak ma po wsze czasy zapewniona dobra pamiec wsrod internautow.

                        • Gość: magdalenka Re: PO CO WAM TE NAZWISKA IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.04, 14:20
                          a wiecie co mi się wydaje że to jest jedna wielka ściema a wy tu się domyślacie
                          kąbinujecie . dajcie sobie na wstrzymanie
                          • Gość: misiunia Śledztwo nieistotne, RIFUN odezwij się! IP: *.dop.krakow.pl 21.09.04, 08:53
                            Tylu fanów czeka na jedno Twoje słowo...RIFUN odezwij się!
      • Gość: gfghfgvhgf Re: PRZYPADKI DYREKTORA BURAKA IP: *.devs.futuro.pl 22.09.04, 11:09
        gchfghrtfhfgyhghngf
      • Gość: gaan Re: PRZYPADKI DYREKTORA BURAKA IP: *.wroclaw.mm.pl 22.09.04, 19:40
        Ja jestem po prostu w ciężkim szoku, że coś takiego powstało w internecie i
        jeszcze taki odzew...
        Dziś weszłam na to pierwszy raz w pracy i musiałam w domu doczytać do końca, bo
        nie mogłabym wytrzymać z ciekawości, jak to się wreszcie skończyło. Poznałam
        wszystko na raz od początku do końca, tylko dlatego, że zainteresowało mnie
        hasło "dilbertoza" i prawdę powiedziawszy nawet nie wiedziałam, że właśnie w
        czymś takim tkwię w tyrce...Szkoda czasu na opisywanie, szczęściem mój
        samozwańczy pryncypał, jak jeden gość w firmie go dla mnie specjalnie nazwał,
        odszedł na emeryturę, choć niestety jeszcze przyłazi do firmy (rodzinna
        spółka). Mam więc więcej życia niż wcześniej.

        Pozdrawiam wszystkich na tym forum!!

        I to fakt, że szkoda, że Rifun nie pożegnał się z Wami :(
        • Gość: ogórek Re: PRZYPADKI DYREKTORA BURAKA IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.09.04, 20:54
          www.interia.pl
      • Gość: to ja Re: PRZYPADKI DYREKTORA BURAKA IP: 62.233.231.* 22.09.04, 23:33
        adres strony tej firmy www.schopa.pl/main.htm
        • Gość: Borewicz Re: PRZYPADKI DYREKTORA BURAKA IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.09.04, 11:30
          Wszystko juz wiem,ale za duzo nie moge napisac cale to zdarzenie wydarzylo sie
          naprawde.Dyr. burak to pan Henryk Pilat juz tam nie pracuje.riffun
          to.......tego nie napisze dla jego bezpieczenstwa ale tez juz nie pracuje.
          aha ja pisze z kafejki tak dla bezpieczenstwa.
          • Gość: Aga Re: PRZYPADKI DYREKTORA BURAKA IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.09.04, 12:19
            Ale to jakiś burmistrz Gryfina, to ten sam?
            • Gość: szperacz Burmistrz Gryfina nie jest Burakiem IP: *.wirba.net / 195.116.157.* 24.06.05, 14:26
              Henryk Piłat z Gryfina był w samorządzie terytorialnym już w czasie I i II
              kadencji samorządowej. Więc wtedy raczej nie bawiłby się w "burakowanie" w
              SchoPie.
              Henryk Piłat - Burmistrz Gryfina to nie Burak
          • Gość: k Re: PRZYPADKI DYREKTORA BURAKA IP: *.ewetel.net 23.09.04, 15:36
            Potwierdzam.
            Rzecz dzieje sie w Schopie w Stargardzie Szczecinskim.Burak to Henryk Pilat. A
            Rifun to Andrzej Karpeta.
            • Gość: k Re: PRZYPADKI DYREKTORA BURAKA IP: *.ewetel.net 23.09.04, 15:41
              Trafilem na ten watek pare dni temu.
              W miare posuwania sie w czytaniu coraz bardziej bylem przekonany, ze to chodzi
              o ta firme.
              Pracowala tam moja dziewczyna.
              Jak dowiem sie czegos wiecej to napisze.
              Pozdrawiam
            • Gość: $wieca Re: PRZYPADKI DYREKTORA BURAKA IP: *.ppp.tiscali.fr 25.09.04, 01:20
              czy zona buraka to Lidka
              • Gość: Jacek NOWAK BOREWICZ ... Henryk PILAT to Heinrich PILAT ? IP: *.ppp.tiscali.fr 25.09.04, 12:05
                Heinrich Pilat GmbH Villenstraße 14 67657 Kaiserslautern
                tel. 0631-67636
                fax. 0631-63069

                Pewnosci nie ma ale Henryk PILAT ma swojego niemieckiego klona Heinricha ...
                To by pasowalo ...

                BOREWICZ ... Myslisz, ze to ten gosc ? Moze zapytaj sie znajomej ... hehe
      • Gość: maja Re: PRZYPADKI DYREKTORA BURAKA IP: 192.168.1.* / *.cza.warszawa.supermedia.pl 24.09.04, 16:35
        przeczytalam wszystko i bardzo mi :((((( ze to juz koniec
        • megi55 Re: PRZYPADKI DYREKTORA BURAKA 25.09.04, 17:17
          A mi jest przykro, że to wszystko obrało taki kierunek, że nie potrafiono
          uszanować autora - te wszystkie nazwiska - Ludzie to nie o to chodziło! RIFUN
          trzymaj się - masz talent!
          • Gość: gaan Popieram megi55!!! IP: *.wroclaw.mm.pl 25.09.04, 17:49
            Zgadzam się z tobą w całej rozciągłości!!!
            Wchodzę tu jeszcze co jakiś czas, bo mam nadzieję, że Rifun jeszcze się
            odezwie, Ale widzę że nie ma to już sensu. Ja bym w życiu nie odezwała się do
            ludzi, którzy robią głupie śledztwo, zamiast pomyśleć nad sensem tych opowieści.

            Facet ma niewątpliwy talent!!
            Moim zdaniem, dziewczyna, która próbowała dokończyć jego dzieło również powinna
            pisać, ma świetne poczucie humoru :))
            • Gość: no ja tez Ja tez popieram megi55!!! IP: *.219.233.204.telsat.wroc.pl 25.09.04, 22:48
              popieram-niepotrzebne sledztwo, jak zwykle w Polsce efekt jest inny od
              zamierzonego - zamiast uzmyslowic ludziom, jak prowadzone sa niektore firmy,
              uwidocznienie problemu, najwazniejsze staje sie zdemaskowanie autora i
              ewentualne konsekwencje. NO coz, to tylko stanowi kontynuacje i rozszerzenie
              niedopowiedzianej mysli Rifuna o polskiej mentalnosci.
              • grzechu7 Re: Ja tez popieram megi55!!! 25.09.04, 23:24
                Zgadzam się, żeby dać spokój jakiemukolwiek śledztwu. Zawsze jest możliwość, że
                ktoś Burakopodobny chcąc zdyskredytować Rifuna zamieści szkalujące kogoś
                informację(np. podanie nazwiska przez Anię, a później odwołanie wszystkiego),
                doprowadzajac do podważenia wiarygodności Rifuna.
                Nie pozwólcie temu cwanemu matołowi zatryumfować.
                Grzechu
                • Gość: poco Re: Ja tez popieram megi55!!! IP: *.kom.pl / 80.53.82.* 26.09.04, 14:34
          • Gość: megi 59 Tez popieram megi55 IP: *.przybyslowice.sdi.tpnet.pl 29.09.04, 09:20
            Ta "zabawa", ktorą ofiarował, gdyby pozostala anonimowa, mogłaby trwać jeszcze.
            I RIFUN częstowałby nas firmowo-buraczanymi z życia wziętymmi anegdotami.
            Niestety głupie śledztwo z pewnością wpędziło go w niezłe kłopoty. Rifun,
            trzymaj się!
          • Gość: Jessica Re: PRZYPADKI DYREKTORA BURAKA IP: 194.152.110.* 23.11.04, 11:29
            Super historia
      • Gość: przyjacielMITOMANA DO RIFUNa :) IP: *.tcz.pl / *.tcz.pl 27.09.04, 03:16
        Widze długi czas minął odkąd urwałeś Swoją opowieść. Ale mam nadzieję że gdzieś
        jest część dalsza :) W opowieść wierzę, z tego prostego powodu że znam gościa
        plotącego jeszcze lepsze historie (niestety niewcielającego ich w życie). W
        każdym razie Mitoman (jak go nazwaliśmy z kumplami) ma wyobraźnię
        przewyższającą Buraka, ale z powodu braku jakichkolwiek zdolności narratorskich
        (tu muszę Ci Rifun złożyć pokłonik - RESPECT) nie podejmuję się do opisywania
        takowej. Jakkolwiek jeżeli gdzieś w necie jest dalsza część, proszę o pomoc
        poprzez odpisanie na ten post, każdego kto potrafi mi pomóc. Narka
        • Gość: Wspaniały Re: DO RIFUNa :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.09.04, 14:52
          Natknąłem się na to forum wczoraj, 26 wrzesnia 2004, czyli jakieś 3 lata po
          pierwszym tekście RUFINA. Czytałem jak najęty, skończyłem dzisiaj. Niestety
          wielu jest takich Buraków. Miałem "przyjemność" z takim w mojej krótkiej
          karierze (jestem przezd 30-tką) w owj. warmińsko-mazurskim - niewykształconym
          hamem, holeryko-nerwusem, pracoholikiem do upadłego, oderwanym od normalnej
          rzeczywistości, krzyczącym na żonę przy wszystkich, że kanapki za późno mu
          zrobiła na 2. śniadanie, że nie taka kiełbasa itp., nie poważającym kobiet jako
          równorządnych partnerów, szntażującym biznesowych partnerów, najmądrzejszym z
          mądrych i w ogóle. Swoją frustrację teraz wyrzuca poprzez fora dyskusyjne -
          pisze o Żydach, komuchach i innych. Ciekawie się czyta Księgę Gości zawieszoną
          na stronie jego firmy, w której aktywnie się udziela (zwykle wieczorami siedzi
          w necie, bo po co iść do domu do żony i dzieci, jeszcze by chciały, żeby im
          poczytał) - ludzie sam tym forum sami zauważają, że jakiś odchył ma facet, bo
          każdego, kto coś tam nie tak na niego powie, bezwzględnie dyskredytuje. Stracił
          już dystans.
          Abstrahując od tego, RUFIN - mimo że zmienił robotę - powinien symbolicznie
          zakończyć swoje dzieło - choćby jeden odcinek. Za dużo osób zaangażowało się w
          to wszystko. Tak się nie robi. Nawet teraz to forum żyje.
      • Gość: ji Glupie to.. IP: 217.116.101.* 28.09.04, 23:23
        ..tyle o tym slyszalem, przeczytalem i wzruszylem ramionami.
        Nic nowego; widzimy tu pokrzywdzona przez los inteligencje 'ktora skonczyla
        studia' a ktorej ktos swiata drzwi zamknal noga obuta w gumofilce wyscielane
        sianem 'cham' z ludu.

        Czym ze zasluzyli sobie na to ci wszycy 'po studiach'!?

        PS
        Polecam Polactwo Ziemkiewicza by przejzec sie w lustrze.
        • kraxa sames gupi 30.09.04, 16:47
          trafiBam na Buraka przypatkiem, zajrzaBam dzis na Dilbertoze po raz 1 w zyciu.
          Niestety niewiele dzi[ zrobiBam w pracy- bo mnie tak wcionglo. Rany julek, co
          za historia, zara wysyBam mojej siostrze w Auslandzie. Tylko sd teraz
          wytrzasnac artykul Talki sprzed 2 tygodni. Podmozcie- musze to przeczytac.
          Panie Rifunie- poklony. Heniu Pilat Rulez somewhere else probably.
          • Gość: ji Re: sames gupi IP: 217.116.101.* 30.09.04, 22:48
            Jescze jedna z wyzszych sfer. Caly dzien nic nie zrobila ale przeciez ma do
            tego prawo; co jej tam jakis burak prace bedzie nakazywal...

            • kraxa Ty Madralo 01.10.04, 10:10
              Po pierwsze nie nic- a niewiele,i nie Twój to zakichany interes, a poza tym
              nigdzie akurat mojego szefa nie nazwalam burakiem- bo poniekad sama nim jestem
              dla siebie. Daruj sobie, a glupis i tak
              • Gość: ji Tez 'po studiach'? :-) IP: 62.29.248.* 01.10.04, 19:07
                Okrutny ten swiat, prawda? Ludzie 'po studiach' musza pracowac a chamy tylko
                rozkazuja! Kto to widzial, by w pracy pracowac a nie chodzic tam tylko... to
                sie do prasy nadaje!
                :-)
      • cineo Re: PRZYPADKI DYREKTORA BURAKA 29.09.04, 16:44
        RIFUN WRACAJ DOKOŃCZ SWOJE ARCYDZIEŁO
        RIFUN WRACAJ
        RIFUN WRACAJ
        RIFUN WRACAJ
        RIFUN WRACAJ
        RIFUN WRACAJ
        RIFUN WRACAJ
        RIFUN WRACAJ
        RIFUN WRACAJ
        RIFUN WRACAJ
        RIFUN WRACAJ
        RIFUN WRACAJ
        RIFUN WRACAJ
        RIFUN WRACAJ
        RIFUN WRACAJ
        RIFUN WRACAJ
        .......................W-R-A-C-A-J
        • suzuki500f Re: PRZYPADKI DYREKTORA BURAKA 30.09.04, 18:24
          Przeważnie wszystkie rzeczy anonimowe traktuję z rezerwą ale to co przeczytałem
          dzisiaj (przypadkowo zupełnie) uruchomiło we mnie wspomnienia podobnych
          zdarzeń. Nasi ziomkowie (tzn. jak Burak) potrafią robić nie takie numery. To
          jest tak dobre (tekst Rifuna i komentarze),że nie ugotowałem na czas obiadu i
          zaraz dostanę opr od mojej starej, która wróci głodna z pracy. Tam jej zespołem
          kieruje z kolei Lady Buraczka sic! Idę pocieszyć moją wygłodniałą starą i potem
          pokaże jej to forum, ciekawe ile czasu może głodny człowiek zajmować się tak
          wspaniałą lekturą? Zmierzę czas mojej połowicy. Dziękuję
          • Gość: madzia Re: PRZYPADKI DYREKTORA BURAKA IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.10.04, 09:23
            coś to forum umarło .... napoczątku czytałam jak najęta jak jakąś powieść
            sensacyjną tylko przez to, że forum tak długo istnieje a teraz co nuda na maxa
            zaglądam tutaj codziennie i co???? i nic moze by tak Rufin by wpadł i
            powiedział co się dzieje u niego??!!! a tak pozatym Pozdrawiam wszystkich co tu
            wchodzą i co to czytają miłego dnia !!!
            • Gość: hydrogenium Re: PRZYPADKI DYREKTORA BURAKA IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.10.04, 15:45
              Tak jakoś smutno się tu zrobiło.
            • Gość: lisawieta A FE! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.10.04, 19:51
              Rifun ma teraz pewnie sporo problemów spowodowanych tym śledztwem, które mu
              zafundowano...i to zrobili mu to ludzie, którzy byli jego wiernymi
              czytelnikami..WSTYD!
              • kiciaf Re: A FE! 14.10.04, 13:04
                Tak naprawdę to powinien przeprosić Rifuna autor artykułu. I mam nadzieję że to
                zrobił. Jeśli Rifunowi przez tyle czasu dało się nieujawnić swojej tożsamości i
                wyraźnie nie chciał jej ujawniać dalej to należało to uszanować. Całe śledztwo
                internautów bazowało na szczegółach identyfikujących firmę, które zawarte były
                w artykule.
                Myślę że Rifun już się nie odezwie.Tym bardziej chcę mu podziękować za wszystko
                i życzyć powodzenia.
                • Gość: ar Re: A FE! IP: *.visp.energis.pl 27.10.04, 10:59
                  ja także....
                  • Gość: anatolka Re: A FE! IP: *.proxy.aol.com 01.12.04, 01:24
                    ... i zyli dlugo i szczesliwie...
                    • Gość: lura Re: A FE! IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 06.12.04, 14:55
                      a ja uważm, że Rifun przegiął
                      • Gość: Banka Przypadki dyrektora Buraka IP: 212.160.138.* 08.12.04, 11:04
                        Mam do podania przynajmniej dwa przypadki czystej buraczczyzny. Zaznaczam, że
                        wszystkie miały miejsce w warszawskich centralach banków. Na początek jeden:

                        1) dyrektor departamentu, który co drugie słowo wstawiał "k*rwa"; wychodził ze
                        swojego gabinetu na salę i tak sobie normalnie w tym stylu rozmawiał; jak się
                        wkurzył zapraszał do swojego gabinetu i tam "głupia krowa" to już był
                        komplement: namiary - Tomasz Wróbel, PKO BP

          • Gość: Wojtas RIFUN WRÓĆ!!!!!!!!!!! CZEKAMY!!!!!!!!!!!!!!! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.12.04, 16:49
            RIFUN!!
            CZEKAMY JUŻ PONAD 3 LATA:((
            I CO DALEJ??
            PISZ, PISZ!!


            To najlepsze forum na Gazecie. Wszystkie pozostałe tematy uchowają się przy
            Przypadkach Dyrektora Buraka.
            Przekazałem kilkudziesięciu osobom linka do tego fora, i dziś jest nas kilkuset,
            ale w sumie to nas jest dziesiątki tysięcy fanów:)
            • Gość: Schomaker bye RiFuN IP: *.pool.mediaWays.net 14.12.04, 21:42
              wiecie co?

              jakos mi smutno...,
              mam niedosyt...
              • Gość: schopa Re: bye RiFuN IP: *.pool.mediaWays.net 14.12.04, 23:37
                ENDE i basta!
                serwisy.gazeta.pl/df/1,34471,2278937.html?as=1&ias=9
                <<<THE END>>>
                • Gość: © 2001 by RIFUN dla was... IP: *.arcor-ip.net 16.12.04, 13:22
                  Witam wszystkich, którzy zechcieli to przeczytac.

                  Zanim zdecydowalem sie na napisanie tego tekstu przeczytalem inne, które

                  znajduja sie na forum i dotycza polskich Dilbertów. Zdalem sobie sprawe, ze od

                  wielu lat mam do czynienia z jego bardziej chamska i prymitywna forma. Nie

                  oczekuje dyskusji, ale jedynie prezentuje historie firmy, w której pracuje i

                  ludzi w niej zatrudnionych, podkreslam, ze wszystko, co opisuje zdarzylo sie

                  naprawde i w wiekszosci opisywanych zdarzen wystepowalem w charakterze swiadka

                  lub sluchacza. Choc historie te wydaja sie nieprawdopodobne to niestety mialy

                  miejsce. Tekst ten traktuje troche jako ujscie dla mojej frustracji i

                  bezsilnosci.



                  Z wiadomych wzgledów nie bede uzywal prawdziwych imion i nazw, zanim przejde do

                  historii z udzialem glównego bohatera, czyli Dyrektora Buraka podam opis

                  (sytuacyjny) firmy abyscie mogli spróbowac zrozumiec pewne zachowania

                  niektórych bohaterów.



                  Firma powstala 10 lat temu jest polskim oddzialem niemieckiego

                  przedsiebiorstwa, zatrudnia ok. 300 osób – w wiekszosci sa to niewyksztalceni

                  pracownicy fizyczni, blisko 90 % zalogi to kobiety pochodzace z malych

                  miejscowosci i wiosek. Charakter produkcji wymaga od pracownika jedynie

                  cierpliwosci i po przeszkoleniu trwajacym okolo tygodnia mamy gotowego

                  pracownika, który moze obslugiwac maszyne. W okolicy miejscowosci, w której

                  jest siedziba firmy panuje bezrobocie na poziomie 20-30 % i w dziale kadr

                  przedsiebiorstwa co miesiac skladane jest okolo 30 podan o prace.



                  Czesc 1


                  Poczatek kariery Dyrektora Buraka


                  Dyrektor Burak pochodzi z malej pegeerowskiej miejscowosci gdzies w Polsce, w

                  latach osiemdziesiatych doszedl do wniosku, ze nasz kraj nie oferuje takim

                  obiecujacym mlodym ludziom (wyksztalcenie srednie, podobno rozpoczal studia,

                  ale ma problemy ze sprecyzowaniem nazwy uczelni i kierunku) jak on mozliwosci

                  zrobienia kariery i postanowil wyemigrowac do „NRF-u” (cytat). Trudno sie z nim

                  nie zgodzic, bo okres komuny to nie byly raczej lata prosperity. Wiec wyruszyl

                  wraz z calym majatkiem (zona i dziecko) do niemieckojezycznego eldorado. Po

                  dotarciu na miejsce przeszedl standardowa procedure – obóz uchodzców,

                  zrzeczenie sie obywatelstwa, wniosek o przyznanie obywatelstwa niemieckiego,

                  wreszcie samo obywatelstwo. Lata te niestety osnute sa mgla tajemnicy, poniewaz

                  sam bohater niechetnie wspomina, ze jego Vaterland wymagal od swojego syna

                  takich poswiecen (jak obóz przesiedlenców) i nie do konca dawal wiare jego

                  zapewnieniom o czysto niemieckich korzeniach. Wreszcie jednak nastapil

                  upragniony dzien i Dyrektor Burak otrzymal swój pierwszy i prawdziwie niemiecki

                  Ausweis (czy jak oni nazywaja Dowód Osobisty) z jego swiezo zdeformowanym

                  (zniemczonym) imieniem i nazwiskiem. Obecnie Dyrektor Burak i jego rodzina ma

                  ogromny problem, poniewaz okazalo sie ze jego tlumaczenia na pytanie dlaczego

                  zmienil imie i nazwisko to klamstwo. Zawsze twierdzil, ze Niemcy go do tego

                  zmusili, teraz rzad federalny postanowil ze wszystkie imiona i nazwiska

                  krzyzaków maja byc pisane w oryginale, przy okazji okazalo sie ze wszyscy o

                  zmienionych nazwiskach specjalnie sobie tego zyczyli.


                  Czesc 2


                  Pierwsza praca Dyrektora Buraka.



                  Pierwszym etatem, jaki otrzymal (zdobyl) nasz bohater na lonie kapitalizmu byla

                  posada kelnera. Co do miejsca pracy pojawiaja sie pewne watpliwosci w jednej

                  opowiesci jest to „najlepsza i bardzo ekskluzywna” francuska restauracja

                  (najlepsza w miescie zamieszkania Dyr. Buraka) innym razem jest to klub nocny –

                  równie „ekskluzywny i elegancki”. Goscmi jednego i drugiego bywali mozni swiata

                  biznesu Niemiec i nie tylko (w jednej z opowiesci pojawil sie nawet arabski

                  szejk). Ekskluzywnosc, a przynajmniej profesjonalizm lokali nalezy poddac w

                  watpliwosc, – poniewaz w owym okresie Dyr. Burak jeszcze nie poslugiwal sie

                  swoim ojczystym jezykiem (niemieckim), ani zadnym innym europejskim (do

                  dzisiaj). Jezeli nawet pracowal w owych miejscach (miejscu?) to raczej w

                  charakterze pomywacza a nie kelnera. Niemniej jednak trzeba przyznac naszemu

                  Dilbertowi, ze po otrzymaniu upragnionego prawa do zasilku socjalnego nie

                  spoczal na laurach i nie zaczal korzystac z uciech kapitalizmu a zaczal szybko

                  wspinac sie po szczeblach drabiny spolecznej. W tedy tez po raz pierwszy

                  zauwazyl u siebie nieprzecietne zdolnosci do robienia zlotych „interesów”.

                  Zauwazyl ze loze w lokalu nocnym (tym „ekskluzywnym”) sa tak skonstruowane ze

                  pomiedzy oparciem i siedziskiem jest szpara w która wpadaja kluczyki, bilon i

                  drobiazgi które siedzacy tam goscie nosza w kieszeniach. Zaproponowal wiec

                  wlascicielowi ze bedzie zostawal po godzinach i pomagal sprzatajacym

                  doprowadzic do porzadku sale – wlasciciel oczywiscie sie zgodzil i jeszcze

                  wyrazil zachwyt jaki to pracowity naród ci Polacy. Nie wiedzial, ze Dyr. Burak

                  to zaden Polak tylko krzyzak z dziada pradziada. Nasz bohater nie

                  przepracowywal sie specjalnie ze sprzataniem za to bardzo starannie przegladal

                  szpary w lozach. Po jakims czasie nasz strateg wpadl na genialny pomysl jak

                  zwielokrotnic zyski bez wkladu wlasnego. Pomysl byl genialny w swojej prostocie

                  po prostu wydawal klientom reszte w mozliwie najwiekszej ilosci bilonu

                  tlumaczac, ze w kasie niestety niema banknotów o niskich nominalach. Na uwagi

                  (opowiadal te historie publicznie) swoich podwladnych, ze takie dzialania mozna

                  nazwac (lagodnie) „uczciwymi inaczej” stwierdzal, ze to zaden problem jak sa

                  frajerzy, którzy az sie prosza o to zeby na nich „zarobic” (cyt.).



                  Czesc 3



                  Druga praca Dyrektora Buraka



                  Podtytulem powinno byc przyslowie: Glupi ma szczescie. Otóz Dyr. Burak

                  postanowil rozwijac dalej swoja kariere w tym celu podjal prace w koncernie

                  dzialajacym w sektorze przemyslu ciezkiego. Niestety nie bylo to jeszcze

                  stanowisko wyzszego szczebla kierowniczego, nie bylo niestety równiez to

                  stanowisko sredniego szczebla kierowniczego, a co gorsza w ogóle nie bylo to

                  stanowisko kierownicze. Prawde mówiac byl w tym koncernie zwyklym robotnikiem

                  (w pierwszym okresie nawet niewykwalifikowanym, co oznaczalo, ze nie mógl

                  obslugiwac zadnych maszyn – poza miotla i impulsownikiem kinetycznym potocznie

                  zwanym mlotkiem). Pierwsze zdarzenie nawiazujace do w/w przyslowia mialo

                  miejsce juz na samym poczatku, w ustach Dyrektora Buraka brzmi mniej wiecej

                  tak: „Wiesz jak ja tam zaczalem robic to jeszcze ciagle zapier.......lem w tym

                  burdelu (ekskluzywny lokal z Czesci 1) i pracowalo sie cale noce to jak rano

                  szlem (celowo nie poprawiam) do fabryki to bylem strasznie zje...ny. Ale trzeba

                  bylo tylko wytrzymac do 10 i w tedy byla przerwa a po przerwie tak zeby mnie

                  nikt nie widzial szedlem (bede zawsze poprawial – plynniej sie pisze) do

                  magazynu opakowan, chowalem sie pod kartony i spalem. I tak przez kilka

                  miesiecy az tu kur...a, kiedys jakis ch..j z kierownictwa lazil po firmie i

                  zauwazyl ze cos wystaje spod kartonów. Zawolal kierownika zmiany i zrobil

                  alarm, ze kogos przygniotly kartony, niezly glupek, jak mnie spod tych kartonów

                  wyciagneli to nie wiedzialem, o co chodzi – kupa ludzi i wszyscy krzycza i

                  pytaja sie jak sie czuje, to sie zorientowalem, ze oni wszyscy naprawde mysla,

                  ze mnie przygniotlo. A wiesz, co bylo dalej ci debile dali mi wolne do konca

                  tygodnia i jeszcze ekstra szmal zebym nic nie mówil, bo te kartony nie byly

                  zabezpieczone. Najlepsze jest to, ze nikt sie nie zastanowil jak mogly mnie

                  przygniesc puste tekturowe pudelka”.

                  Minelo kolejnych kilka miesiecy (lat?) i Dyr. Burak awansowal – zostal

                  robotnikiem
                  • Gość: © 2001 by RIFUN Re: dla was... IP: *.arcor-ip.net 16.12.04, 13:27
                    wykwalifikowanym i zaczal obslugiwac maszyne do spólki, na jednej
                    zmianie z innym obywatelem Niemiec rodem z Turcji. Maszyna byla podobno bardzo
                    dluga i duza i cos tam toczyla, a sterowal nia „komputer” (prawdopodobnie
                    chodzi o jakies przelaczniki elektromechaniczne, jak to w tokarkach), który
                    obslugiwal nasz Dilbert-Dyzma wraz z kolegom. Szybko nasz innowator zauwazyl,
                    ze do obslugi tej skomplikowanej maszynerii wystarczy jeden czlowiek, z czym
                    calkowicie zgadzal sie Helmut z Istambulu, wiec podzielili swoja zmiane na
                    jeszcze krótsze dyzury i kiedy jeden pracowal (obslugiwal komputer) drugi mógl
                    odespac noc (Turek tez byl na dorobku i pracowal w restauracji). Tak obu
                    stachanowcom uplywaly dni, miesiace (lata?), az tu któregos dnia Dyr. Burak
                    lezac spokojnie pod maszyna (jakims blokiem glównym) zauwazyl wyciek oleju.
                    Wykombinowal, wiec sobie, ze jak to zglosi do kierownictwa to na pewno trzeba
                    bedzie to naprawic, jak przysla kogos, kto to bedzie naprawial to maszyna
                    bedzie nieczynna, czyli on nie bedzie mial, co obslugiwac a wiec zupelnie
                    legalnie bedzie mógl robic to, co robi, czyli odpoczywac po przepracowanych
                    nocach. Jak wymyslil tak tez zrobil. I co sie okazuje przyszedl Dyrektor
                    Techniczny popatrzyl i kazal natychmiast zatrzymac sprzet, wyciek byl na tyle
                    grozny, ze grozil powaznym uszkodzeniem calej tokarki wartej (podobno) miliony
                    marek. Nasz, Dyr. Burak zostal pochwalony (malo istotne) i (co wazniejsze)
                    nagrodzony – finansowo. Otrzymal premie w wysokosci 5.000 DM, co stanowilo jego
                    blisko dwumiesieczne wynagrodzenie.
                    Dyr. Burak po dzis dzien z lezka w oku wspomina prace w owym koncernie i ciagle
                    podkresla, ze to dopiero byla FIRMA, nie przemawiaja do niego argumenty, ze w/w
                    firma zbankrutowala na poczatku lat dziewiecdziesiatych. Podejrzewam równiez,
                    ze wtedy Dyr. Burak po raz pierwszy spotkal sie z Dilbertowskim zarzadzaniem i
                    sporo sobie przyswoil.

                    Czesc 4

                    Dyrektor Burak stawia pierwsze kroki w „wielkim biznesie”.

                    Dokladnie kroniki (okresy, w których Dyr. Burak mówi prawde) nie podaja, kiedy
                    ostatecznie zerwane zostaly kontakty naszego, Dyzmy z branza restauracyjno-
                    rozrywkowa i metalurgiczna (w domysle informatyczna – obsluga komputera). Fakt
                    faktem przelom lat osiemdziesiatych i dziewiecdziesiatych a szczególnie zmiany
                    w Polsce spowodowal nagly przyplyw genialnych pomyslów do glowy Buraka na
                    zrobienie interesu zycia. Pierwszy i w konsekwencji ostatni (wlasny pomysl) to –
                    Firma Transportowa. Tradycyjnie jak Dyr. Burak pomyslal tak zrobil – kupil
                    samochód dostawczy (Mercedes z plandeka – lekko uzywany, co prawda, ale za to
                    dlugo, bo kilkanascie lat) i zaczal zdobywac trudny rynek na dzikim (wtedy
                    jeszcze) wschodzie. W zasadzie do konca nie jest jasne, co i gdzie wozil, a
                    jedyne opowiesci z tamtych czasów ograniczaja sie do barwnych relacji z pobytów
                    w agencjach (nie celnych), które wtedy powstawaly jak grzyby po deszczu.
                    Zreszta z jego punktu widzenia mialo to ekonomiczne uzasadnienie za jednorazowa
                    (wcale nie wygórowana) oplata mial: nocleg (w tamtych czasach klient placil za
                    noc a nie godzine, podobno?), relaks, rozrywke (jedyne zainteresowania do
                    dzisiaj) i mile (czytaj niewymagajace) towarzystwo.

                    W tym momencie w mojej opowiesci pojawia sie nowy bohater, nazwijmy go Wujek.
                    Wujek jest pracownikiem firmy do dzisiaj i mozna powiedziec, ze moim
                    przelozonym. Jest postacia równie istotna, choc oczywiscie nie tak wazna jak
                    Dyr. Burak. Wujek bedac jeszcze studentem w latach siedemdziesiat-osiemdziesiat
                    uzyskal paszport i pozwolenie na wyjazd (w celach turystycznych oczywiscie) do
                    RFN. Skwapliwie z niego skorzystal i po zwiedzeniu (w dwa dni) tego pieknego
                    kraju podjal prace w firmie profilu, której nie bede opisywal, poniewaz jest to
                    Firma-Matka spólki, w której pracuje. Przygoda Wujka z praca w tym
                    przedsiebiorstwie trwala dwa razy po trzy miesiace w przeciagu kilku lat w
                    trakcie wakacji. Po skonczeniu studiów Wujek jak kazdy przykladny obywatel PRL
                    podjal prace w przedsiebiorstwie panstwowym zeby oddac panstwu, co jego
                    (sponsoring studiów). Juz po rewolucji w roku 1989 Wujek wyczuwajac szybka
                    dewaluacje wartosci nabywczej Marek Niemieckich postanowil po raz ostatni
                    wrócic do Panstwa Krzyzackiego i zarobic, choc troche twardej waluty, ot tak
                    zeby miec, z czym wejsc w kapitalizm. W zasadzie robil to samo, co zawsze, ale
                    o ile poprzednio zaden z wlascicieli firmy ani zaden z Managerów nie zauwazali
                    go to teraz zywo zaczeli wypytywac jak to teraz jest w Polsce: czy juz mozna
                    otwierac firmy prywatne, czy sa fachowcy tacy a tacy, czy to na przyklad
                    problem zalozyc telefon, wynajac biura, hale produkcyjna. Wujek jako patriota
                    oczywiscie przedstawil nasz kraj jako miejsce, w którym niedlugo spelnia sie
                    marzenia wszystkich kapitalistów i w ogóle kraine mlekiem i miodem plynacym, do
                    tego mlekiem i miodem bez wlasciciela i ten, kto bedzie pierwszy to nachapie
                    sie najwiecej (smutne jest to, ze troche w tym prawdy). Wujek popracowal i
                    poopowiadal poczym wrócil do kraju nie przeczuwajac nawet jak szybko i jak
                    bardzo zmieni sie jego zycie.

                    Czesc 5

                    Dyrektor Burak stawia pierwsze kroki w „wielkim biznesie” cd.

                    Tymczasem Dyr. Burak rozwijal nadal swoja firme transportowa.
                    W owym czasie rzad polski prowadzil szeroko zakrojona agitacje wsród zachodnich
                    przedsiebiorców w celu przyciagniecia kapitalu do Rzeczypospolitej. Jeden z
                    konsulatów na terenie Panstwa Krzyzackiego zorganizowal spotkanie dla prezesów
                    firm myslacych o inwestycjach w Polsce. I jak sie domyslacie informacja ta
                    dotarla do Dyr. Buraka, no cóz w zasadzie spelnial wszystkie warunki –
                    niemiecki przedsiebiorca, prezes (szkoda, ze jednoosobowej spólki, ale kto by
                    tam wnikal w takie drobiazgi) do tego posiadajacy kapital (mercedesa opisalem
                    wyzej) i (co cenniejsze) wiedze o realiach inwestycyjnych na wschodzie. Kiedys
                    nad tym sie zastanawialem czy ja na jego miejscu zdecydowalbym sie na taka
                    wizyte w konsulacie i doszedlem do wniosku, ze bez wplywu srodków odurzajacych
                    z pewnoscia – nie (maze to jest powód, dla którego to on a nie ja jest
                    dyrektorem). Ale to tylko dygresja (moze niepotrzebna). Dosc powiedziec ze Dyr.
                    Burak odpowiedzial na ogloszenie konsula i stanal posród przedstawicieli takich
                    firm jak KLUDI (najwiekszy na swiecie producent armatury), JADO (czolowy
                    niemiecki producent elektromechaniki i automatyki) jak równy miedzy równymi. Na
                    spotkaniu tym zjawili sie tez dwaj sposród trzech wspólwlascicieli firmy,
                    której losy opisuje. I cóz za zaskoczenie, Dyr. Burak zostal rozpoznany przez
                    jednego z nich jako przedsiebiorca z tego samego miasta (!!!). Po latach sprawa
                    sie wyjasnila – znajoma wydala sie twarz Dyzmy. Swoja droga jego wyglad jest
                    dosc charakterystyczny (jak na warunki cywilizowanego kraju) – zloty sygnet,
                    (co najmniej jeden), kilka zlotych bransolet (na obu nadgarstkach), no i do
                    kompletu zloty lancuszek i lisie oczka, prawda, ze szczególna charakteryzacja
                    jak na przedsiebiorce. Ale wyglad o ile charakterystyczny jest, to w zadnym
                    razie nie tlumaczy skad podejrzenie u mojego pryncypala, ze spotkal Dyr. Buraka
                    w trakcie swojej dzialalnosci biznesowej. A tak naprawde spotkal go w trakcie
                    wizyt w restauracji, w której Burak byl kelnerem!!! (Wyroki boskie sa
                    niezbadane). Co najciekawsze sam Dyr. Burak dopiero po latach zdal sobie sprawe
                    z okolicznosci w których po raz pierwszy widzial Waldka (tak bede okreslal
                    nowego bohatera – skoro Burak zniemczyl swoje polskie imie to ja spolszcze
                    niemieckie Waldka). Tak, wiec nieswiadomi pomylki (obaj) staneli obok siebie i
                    wysluchali, co do powiedzenia ma konsul na temat inwestycji w krainie mlekiem i
                    miodem plynacej. Instynkt, Dyr. Buraka podpowiedzial mu, ze jego potencjalny
                    partner w interesach ma szmal (nie maly) i powaznie mysli o inwesty
                    • Gość: © 2001 by RIFUN Re: dla was... IP: *.arcor-ip.net 16.12.04, 13:30
                      cji w
                      Polsce – w obu wypadkach nie mylil sie. Kul, wiec zelazo póki gorace, opisal
                      (bez zbednych szczególów) tabor samochodowy, jakim dysponuje, i lata
                      doswiadczen na trudnym dla interesów polskim gruncie. Nie omieszkal równiez
                      napomknac o znajomosci jezyka polskiego (tak jakby nie bylo slychac, ze mówi ze
                      wschodnim akcentem – do dzisiaj zreszta). Uwienczyl zas negocjacje propozycja
                      podpisania kontraktu, w którym on (jego firma, przepraszam kompania
                      transportowa) swiadczylaby uslugi przedsiebiorstwu Waldka, bo przeciez cos tam
                      i z powrotem bedzie wozil. I niestety w tym wypadku sie przeliczyl.

                      Czesc 6

                      Firma rusza.

                      Dyr. Burak przeliczyl sie, jezeli chodzi o (z pewnoscia) lukratywny kontrakt na
                      transport, jednak jakby na otarcie lez Waldek zaproponowal mu posade prezesa
                      (!!!) w nowo powstajacej spólce j.v. (jak to Burak mówil „joint”). Waldek
                      zaprosil Buraka do siebie do firmy pokazal mu, co i jak i powiedzial, ze w
                      Polsce tu i tu mieszka taki chlopak (wlasciwsze bedzie okreslenie facet –
                      Wujek, a o nim tu mowa mial juz lata studenckie za soba), co kiedys pracowal w
                      Niemczech i mniej wiecej wie, o co chodzi, wiec dobrze bedzie jak Dilbert-Dyzma
                      pojedzie i skontaktuje sie z nim, a przy okazji dowie sie jak od strony prawnej
                      wyglada zalozenie spólki i poszuka lokalizacji. Jako motywacje otrzymal
                      fundusze na wikt i opierunek (nie male) i co najwazniejsze ze wszystkiego
                      MERCEDESA, a musicie wiedziec, ze dla Dyr. Buraka nie istnieje marka
                      przedniejsza niz PKS, (co starsi czytelnicy pamietaja pewnie „logo” na
                      autobusach PKS – prawda, ze podobne?), byl to jego wymarzony i wysniony pojazd,
                      cudowna zabawka, wspaniala maskotka, najbardziej charakterystyczna oznaka
                      statusu spolecznego z jaka kojarzy polaczek bogactwo, a do tego wszystkiego byl
                      jego i tylko jego (no moze nie zupelnie jego, ale tylko on mógl go uzywac i
                      tylko on decydowal gdzie nim pojedzie). W tej sytuacji Burak ochoczo wyruszyl
                      do „Polen” jednak postanowil przelozyc wizyte u Wujka i poszukiwanie
                      lokalizacji o jeden dzien. Powód, jakze oczywisty, co prawda bywal juz
                      w „Polen” wielokrotnie, ale niestety nigdy nie znalazl (z przepracowania) czasu
                      na odwiedziny u rodziny. Teraz, kiedy juz byl prezesem mógl swobodnie
                      dysponowac swoim czasem, no i nareszcie mial, co (Mercedesa) pokazac rodzinie
                      na wsi, tudziez innym kolchoznikom w rodzinnym pegeerze. Wizyta byla nadzwyczaj
                      udana – rodzina uwierzyla nie tylko w to, ze Mercedes jest jego, ale (o naiwni)
                      równiez w to, ze niedlugo Burak wróci tu juz z kapitalem i otworzy firme,
                      jakiej nawet w „Pogodzie dla Bogaczy” nie widzieli. Notabene w to, ze firma
                      jest jego wlasnoscia wierza do dzisiaj, (co niektórzy).

                      Czesc 7

                      Wujek poznaje Dyr. Buraka (wlasciwie od niedawna Prezesa).

                      Pierwsze „widzenie” Wujka i Buraka odbylo sie bez sensacji, co jak poznacie
                      blizej Buraka juz jest sensacja.
                      Prezes Dilbert-Dyzma wystapil, a jakze w roli kumpla Waldka i laskawie
                      zaoferowal Wujkowi posade (kierownicza) w nowym koncern-holdingu, który wraz z
                      Waldkiem i „kilkoma jeszcze inwestorami” ma zamiar uruchomic niebawem. Wujek
                      owszem laskawie wysluchal i podziekowal Prezesowi za propozycje potwierdzajac,
                      ze bedzie oczekiwal na konkrety. Najciekawsze jest to, ze Dyr. Burak wydal mu
                      sie nawet rzeczowy (!!!) i godny zaufania (!!!), troche tylko zdziwilo go ze
                      byl obywatelem Vaterlandu dopiero kilka lat a juz tyle zapomnial z ojczystej
                      mowy. Bez przesady mozna powiedziec, ze do dzisiaj placi za tamten blad w
                      ocenie. A propos jezykowej ekwilibrystyki, Dyr. Buraka, co prawda nie zdolal
                      sie on nauczyc jezyka, (w którym napisano „Moja Walke”) w stopniu, który w
                      pelni pozwolilby mu sie z asymilowac z Bawarczykami, ale nabral tak
                      charakterystycznej maniery (charakterystycznej dla pewnej reprezentacji
                      polonii) „zapominania” polskich slów i zastepowania ich niemieckimi, nie zawsze
                      odpowiednikami. Nie rzadko w pierwszym okresie swojego pobytu na lonie
                      pierworodnej ojczyzny zadawal tez pytanie: „Jak to sie mówi po waszemu? (po
                      naszemu czyli po polsku).”
                      Po wykonaniu pierwszego polecenia Waldka (kontakt z Wujkiem) przystapil do
                      wykonywania drugiego, rozpoczal szukanie miejsca, w którym mozna by
                      zlokalizowac firme. Rozpoczal oczywiscie od miast wojewódzkich i ich
                      najbardziej reprezentacyjnych czesci, oczami wyobrazni widzial siebie jako
                      nowego magnata, który jadac swoim PKS-em jest z szacunkiem wytykany palcami
                      przez mieszczan. Waldek jednak szybko sprowadzil go na ziemie i wyjasnil, ze
                      nie stawiaja ani supermarketu ani butiku z ciuchami Diora tylko zaklad
                      produkcyjny i potrzebuja hali, najlepiej na zadupiu (bedzie tania), i co gorsza
                      w pierwotnym zalozeniu nie bedzie potrzebna nawet czesc biurowa (na poczatku),
                      a wystarczy tylko sanitarno-socjalny wezel dla pracowników. Dyr. Burak nie mógl
                      uwierzyc!!!! Jak to nie bedzie dwunastopietrowego biurowca w centrum miasta i
                      stada sekretarek!?! Nie bedzie nawet porzadnego budynku biurowego przy hali
                      produkcyjnej. Trzeba pamietac, ze kiedy wyjezdzal z PRL w kraju panowala moda
                      na koscielne budowanie w swieckim wydaniu (szesciopietrowa plebania, a w jej
                      sasiedztwie „SWIATYNIA” z nawa glówna na 20-stu wiernych). Poza tym to juz
                      ostateczny argument dla wyobrazni Buraka, ale nawet pegeer w jego rodzinnej
                      miejscowosci mial „BIURA”, tak by sie plebs nie mieszal z „Derektorami”. Cóz
                      chcac nie chcac musial wysluchac argumentów Waldka (a nawet udac, ze je
                      rozumie), ze na poczatku firma bedzie miala charakter wylacznie produkcyjny i
                      nie ma potrzeby budowania reprezentacyjnych gabinetów. Pogodzony z mysla, ze
                      jego cudowny prezesowski gabinet, caly w marmurach odsuna sie w blizej
                      nieokreslona przyszlosc Dyr. Burak znalazl hale na terenie dawnego gospodarstwa
                      rolnego. Chcialoby sie powiedziec: Co sie martwisz co sie smucisz ze wsi jestes
                      na wies wrócisz.

                      Czesc 8

                      Dyr. Burak i przypadek z ciezarówka.

                      Dyrektor Burak zadomowil sie juz na dobre w „swojej” firmie, co prawda byla to
                      na poczatku wlasciwie manufaktura. Zatrudniala (ta manufaktura) okolo
                      dziesieciu osób w tym 8 kobiet, jednego mechanika do obslugi maszyn, Wujka
                      (wdepnal juz w bagno) jako kierownika i oczywiscie Prezesa (niedlugo pojawie
                      sie ja). Proces technologiczny jest (pisalem o tym wczesniej) niezwykle prosty –
                      przyjezdza TIR z produktami biali murzyni robia z nimi to, czego nie oplaca
                      sie robic w Marchii, bo tam za duzo trzeba placic Rumunom, Turkom, Arabom,
                      krewnym Olisadebe i Polakom, po czym wraca z powrotem. W poczatkowym okresie
                      bylo tylko piec maszyn, wiec TIR zapelnial kalendarz produkcyjny na caly
                      tydzien, z reguly nie wylaczajac sobót i niedziel. W soboty i niedziele firma
                      pracowala bynajmniej nie z potrzeby dotrzymania terminów, ale raczej z powodu
                      widzimisie Prezesa Buraka, w mysl, bowiem nowoczesnych zasad zarzadzania
                      personelem uwazal on, ze jezeli kaze przychodzic pracownikom w dni wolne od
                      pracy to beda czuli przed nim respekt, (dlaczego!?!). No dobrze, ale mialo byc
                      o ciezarówce (stosunek do pracowników bedzie czesto pojawial sie w tekscie),
                      tak, wiec w tamtym okresie w firmie transportowej (niemieckiej, a jakze, ale
                      nie Buraka), która podpisala kontrakt z Waldkiem na obsluge dostaw pracowal
                      kierowca, który pochodzil z Hiszpanii. Swego czasu Hiszpania tez nie byla
                      najbogatsza i jej obywatele wyjezdzali za chlebem na wschód (z racji polozenia
                      geograficznego). Jak na Hiszpana przystalo mial goracy temperament i ciekawy
                      zwyczaj podjezdzania pod firme na piszczacych kolach (wszystkich osiemnastu).
                      Przyznaje, ze trzydziesto tonowa ciezarówka parkujaca na parkingu firmowym w
                      obloku dymu z rozgrzanych opon robi wrazenie. Tego dnia Burak siedzial w swojej
                      kanciapie wraz z zapoz
                      • Gość: © 2001 by RIFUN Re: dla was... IP: *.arcor-ip.net 16.12.04, 13:36
                        nanym kilka miesiecy wczesniej oficerem Wojska Polskiego –
                        nazwijmy go Generalem, kiedy uslyszal od pracownika, ze od strony Urzedu
                        Celnego zbliza sie Hiszpan w swojej ciezarówce. Zwrócil sie, wiec do Generala
                        tymi slowy: „Choc a zobaczysz cos zajeb....ego. Kierowców, co robia takie
                        numery mozesz zobaczyc tylko u mnie.” (dla niewtajemniczonych – wszyscy
                        oczywiscie byli przez Buraka informowani o tym ze nie tylko jedna ale i druga
                        firma jest jego wlasnoscia). Poszli, wiec i staneli przed firma czekajac na
                        obiecany przez Dyr. Buraka pokaz. Hiszpan faktycznie nadjechal z fasonem,
                        widzac, ze ma publicznosc docisnal jeszcze gaz i wszedl w zakret na podjezdzie.
                        Kola piszcza. Dym unosi sie wokól samochodu. Naczepa sie wypina. Przelatuje
                        obok Buraka i Generala. Wpada miedzy samochody (niestety nie uszkodzila
                        Burakowego PKS-u). I uderza z impetem w sciane hali produkcyjnej. Wybija dziure
                        mniej wiecej metr na metr (suma sumarum nic sie nikomu nie stalo). Burak i
                        General stoja jak skamieniali z rozdziawionymi gebami, wreszcie ten drugi
                        odzywa sie: „Ja pier....le skad wiedziales !?!”. Burak niestety nie wiedzial. A
                        wlasciwie nie podejrzewal, ze cos takiego moze sie stac. I w zasadzie cofam
                        slowa o braku ofiar, uszczerbku (nie pierwszego) na umysle doznal Dyr. Burak.

                        Czesc 9

                        Dyr. Buraka walka ze stresem.

                        Przez cale dotychczasowe zycie zawodowe Burak wykonywal czyjes polecenia, nagle
                        ta sytuacja zmienila sie z dnia na dzien. Teraz to jego zadaniem bylo
                        kierowanie (zarzadzanie) i wydawanie polecen. Czego efektem byl w pierwszej
                        fazie stan kompletnego zagubienia. Nastepnie byla to bezsilnosc spowodowana
                        ograniczona (zerowa) wiedza i calkowitym brakiem kompetencji. Obecnie Burak
                        jest pewna odmiana Rainmana zyjacego w wirtualnej rzeczywistosci, która sobie
                        sam stworzyl. Ale cofnijmy sie w przeszlosc. Ponizej przytaczam jeden z
                        nowoczesnych standardów zarzadzania:
                        Zarzadzanie Produkcja –
                        Mechanik przychodzi do Buraka i mówi: „Panie Prezesie (tak Trzeba bylo sie do
                        Buraka zwracac) maszyna sie zepsula.”
                        Burak: „Wiec ja ku...wa napraw”.
                        Mechanik: „Tak, ale potrzebuje taka a taka czesc”.
                        Burak: „Dobra jutro ci przywioze.”
                        Nastepnego dnia Mechanik przychodzi po obiecana czesc (Burak oczywiscie jej nie
                        kupil, bo zapomnial).
                        Burak: „Czego ku..wa znowu chcesz”.
                        Mechanik: „No wlasnie ja eee.. Panie Prezesie eee.. przyszedlem po ta czesc do
                        maszyny eee.. co to sie zepsula.”
                        Burak: „Jaka czesc!?! Aha!?!” (tu olsnienie) i nagly zwrot akcji – „Co ty
                        ku..wa myslisz ze ja nie mam co robic tylko jezdzic i szukac jakis pier....nych
                        czesci? Masz to naprawic bez nich a jak nie to cie wypier....le i znajde se
                        takiego co to potrafi naprawic bez nowych czesci!!!.”
                        Niektórym moze sie wydawac, ze przesadzilem z liczba wulgaryzmów, niestety nie,
                        a wlasciwie to mocno ja ograniczylem, Dyr. Burak, bowiem posród swoich
                        niezliczonych talentów ma jeden bardzo szczególny: Potrafi mówic calymi
                        zdaniami uzywajac tylko przeklenstw w róznych przypadkach i odmianach (ja
                        takiego daru nie mam, wiec chcac nie chcac musze stosowac polszczyzne). Ze
                        szczególnym zas upodobaniem stosuje ten swego rodzaju dialekt w stosunku do
                        swoich podwladnych (bez wzgledu na stanowisko, wiek i co najbardziej chore
                        plec). Pewnie mu sie wydaje, ze wzbudza tym powszechny respekt i szacunek (o
                        zalosny), a moze mysli, ze przez to przechodzi na bardziej nieformalna
                        (kolezenska) stope. A swoja droga ta brakujaca czesc kupil Wujek.
                        Miesiace mijaly i nawet do Buraka zaczelo docierac, ze nie nadaje sie do tego,
                        co mu kazano robic (zarzadzania, kierowania, reprezentowania, itp., itd.).
                        Stres zwiazany z faktem, ze uswiadomil sobie, iz jest kompletnym idiota i
                        prymitywem byl tak duzy, ze Dyr. Burak marnial w oczach. Wreszcie wpadl na
                        cudowny pomysl postanowil codziennie zakladac „rózowe okulary” w celu
                        upiekszenia swiata i siebie. A robil to w nastepujacy (jakze prosty) sposób,
                        przychodzil do firmy zamykal sie w swojej kanciapie i upijal sie (czasami do
                        nieprzytomnosci).

                        Czesc 10

                        Dyr. Burak jako Kaowiec.

                        Zastanawiajace – on pije gorzale calymi dniami a ci z Helmutowa (centrali) nic.
                        Rozwiazanie zagadki bardzo ciekawe i proste (wiekszosc dzialan Buraka jest
                        nieskomplikowana) otóz Dyr. Burak nawiazal nieformalne stosunki ze wszystkimi,
                        którzy maja cos do powiedzenia w Firmie (tam nie tu, bo tu rzadzil tylko on).
                        Szybko sie zorientowal, ze wiekszosc z Helmutów zna obraz Polski tylko z
                        opowiadan dziadków (zolnierzy Wermahtu), czyli ladne i tanie kobiety, wóda i
                        zarcie za darmo a w pesymistycznej wersji za niewielkie pieniadze. Wiekszosc
                        wizyt wygladala, wiec nastepujaco: Burak odbiera gosci z lotniska. Wiezie ich
                        do Hotelu (z reguly wynajmowal od razu pokój dla siebie). Wieczorem poi ich
                        wóda, az im banki nosem wychodza. Kolejny punkt programu to Dyskoteka. Jak sie
                        chlopcy rozochoca hajda do burdelu zobaczyc co nasz kraj oferuje najlepszego
                        (towar ceniony w calej europie). Nastepnego dnia spanie do poludnia. Sniadanko
                        i wizyta kontrolna w firmie z reguly maja przed odlotem czas na kawe (jedynie
                        ci ciekawscy na dwu trzy minutowy spacer po hali). O czternastej wypad na
                        lotnisko. I zycie wraca do normy. Kaowiec wraca do Firmy i na rozladowanie
                        nerwów wypija cwiarteczke (gwoli jasnosci dla mlodszych czytelników Kaowiec to
                        relikt PRL byl to czlowiek, który na wczasach pracowniczych za zadanie mial
                        organizowac przedstawicielom klasy robotniczej rozrywke kulturalno-oswiatowa).
                        Schemat tych wizyt kontrolnych powtarzal sie regularnie jakies osiem lat, co
                        bylo potem to napisze pózniej.
                        Przez te osiem lat raz tylko powialo sensacja. Sam Bóg postanowil nawiedzic
                        Buraka i zobaczyc jak zarzadza jego szmalem. Wszyscy byli pewni, ze nadszedl
                        kres jego blyskotliwej kariery. Znaki na niebie i ziemi na to wskazywaly. Boss
                        nie chcial wieczornej kolacji, ani dyskoteki, ani (argument ostateczny)
                        burdelu. Malo tego prosto z lotniska kazal sie przywiesc do firmy. Nastepnego
                        dnia (o zgrozo) siedzial w niej od rana, i zadawal niewygodne i bardzo trudne
                        pytania. Kto to jest ta kobieta w biurze (w tym czasie Burak postawil juz sobie
                        zaczatek kompleksu biurowego)? Po co tyle osób obsluguje ta maszyne i w ogóle,
                        co to za maszyna. Czemu jest taki balagan na hali? Dlaczego pracownicy nie maja
                        wody mineralnej? Czemu nie maja przerwy na sniadanie (najlepsze jest to ze
                        zwykle mieli, ale Burak myslal ze jak Boss zobaczy ze kazal im pracowac bez
                        przerwy to sie ucieszy) itp. Itd. Burak byl zalamany wszystkie jego standardy
                        zarzadzania personelem legly w gruzach. Uratowaly go dwie rzeczy. Pierwsza
                        Burak konsekwentnie od poczatku przy zatrudnianiu nowych pracowników kierowal
                        sie jedna zasada – nie wazne wyksztalcenie, doswiadczenie, wiek i plec, wazne
                        abys nie mówil po niemiecku. I tak jako jedyny tlumacz wystepowal on. Rozmowy
                        Boga z pracownikami wygladaly na przyklad tak:
                        Bóg: „Czy czegos wam brakuje”.
                        Pracownik: „Przydalyby sie wieksze szatnie i wiecej pryszniców”.
                        Tlumaczenie Dyr. Buraka: „Nie, wszystko mamy. W poprzedniej firmie, w której
                        pracowalem nie bylo nawet polowy tego, co tu.”
                        Bóg: „To dobrze wracaj prosze do pracy.”
                        Tlumaczenie Buraka: „Spi....dalaj do roboty.”
                        Generalnie obraz polskich pracowników (nie zapominajmy, ze 90 % to prosci
                        niewyksztalceni ludzie z malych miasteczek lub wsi), który przedstawial
                        Krzyzakom Burak wygladal mniej wiecej tak: len, zlodziej i kombinator, który
                        caly czas zastanawia sie jak nic nie robic a zarobic. Potwierdzenie tych slów
                        to fakt, ze jeden z udzialowców znal tylko jedno polskie slowo (nie wcale nie
                        ku...wa, ani dziekuje, czy dzien dobry), to slowo to „leniwi”. A skad, Dyr.
                        Burak odpowi
                        • Gość: © 2001 by RIFUN Re: dla was... IP: *.arcor-ip.net 16.12.04, 13:38
                          adajac na pytania, dlaczego to nie jest zrobione zawsze odpowiadal
                          (on wielki Niemiec), dlatego bo ci Polacy sa tacy leniwi (cale zdanie mówil po
                          niemiecku niestety nie wiedzial jak jest leniwi w jezyku Goethego).
                          Druga rzecz, która uratowal Buraka to opowiesc na osobny rozdzial.
                          Tak sobie mysle i dochodze do wniosku, ze nudzic sie u nas w Firmie jest
                          naprawde trudno i to nawet, wtedy jak nie ma nic do roboty (w sensie zawodowym).

                          Czesc 11

                          Druga „rzecz”, która uratowala Dyr. Buraka.

                          Okazalo sie po (jakims czasie), ze Bóg tez lubi skosztowac, co nieco z
                          polskiego towaru eksportowego, a co juz chyba jasne doswiadczenie w organizacji
                          konsumpcji (tych „towarów”) Dyr. Burak mial niemale. Tak, wiec co wyszlo po
                          jakims czasie na jaw Bóg w czasie tamtej wizyty wykorzystal i (podobno) docenil
                          talenty Kaowca. Decyzja Boga byla taka, ze Burak dostaje kolejna szanse i
                          lepiej zeby teraz jej nie spieprzyl. W zasadzie tylko z naszego punktu widzenia
                          wizyta w jakikolwiek sposób stanowila zagrozenie dla posady Prezesa, tak
                          naprawde Helmuty byli z niego zadowoleni (!!!) firma przynosila zyski, a o to
                          przeciez chodzi.
                          Kaowiec loil gorzale nadal i organizowal wizyty dla Krzyzaków, które po jakims
                          czasie zaczely przypominac Sex wczasy. Zreszta czesto i bez specjalnego
                          skrepowania opowiadal o wyczynach swoich i swoich kolegów. Jedna z opowiesci
                          brzmiala mniej wiecej tak a dotyczyla, Dyr. Buraka i Boga (nie wiem czy bylo to
                          w czasie pamietnej wizyty):
                          „No wiesz dobrze ochlalismy sie wódy no i ku...wa wracamy do Hotelu i przy
                          drodze stoja ruskie ku....wy. Bóg sie pyta ile kosztuje taka. To ja mówie, ze
                          mu postawie (znajac Buraka wydaje mi sie to nieprawdopodobne, ale z drugiej
                          strony Tirówki chyba nie wystawiaja faktur). No i wiesz na poczatku nie chcial,
                          ale ja mu mówie, ze czlowiek musi ku...wa wszystkiego w zyciu spróbowac. No i
                          wiesz w koncu sie dal namówic. To ja sobie, mysle co tak bede stal i tez sobie
                          jedna taka ruska ku...we wzialem (mam nadzieje ze nie do Hotelu – czasem w nim
                          bywam i obsluga wie gdzie pracuje). A pózniej to znaczy rano pojechalismy do
                          domu, (czyli do Vaterlandu). Wieczorem Bóg do mnie dzwoni i mówi, ze go
                          strasznie jaja swedza (!!!). No i ja tak sobie pomyslalem, ze mnie w sumie tez
                          (!!!). To od razu pojechalismy do lekarza, ku...wa jak ja sie czlowieku balem,
                          ze nas te dziwki czyms zarazily. A wiesz, co sie okazalo, ze to byly zwykle
                          mendy (!!!! Jak to zwykle mendy?!!!! dla mnie byloby czyms raczej niezwyklym
                          miec mendy !!!). Najlepsze, ze ten lekarz powiedzial, ze raz cos takiego
                          widzial, a wiesz gdzie na zdjeciu w trakcie studiów (tu gromki smiech) a nie u
                          pacjenta (znowu gromki smiech).” Uprzedzalem wczesniej, ze bedzie niesmacznie i
                          nieprzyjemnie a gwarantuje, ze to wcale nie jest jeszcze szczyt (a moze
                          bardziej pasuje okreslenie – dno). Czasami jak widze Boga, który (mnie z reguly
                          nie zauwaza) to sobie mysle „Chlopie zebys ty wiedzial, co ja wiem” (i nie
                          tylko ja).




                          Czesc 12

                          Dyrektor Burak zdobywa polski rynek.

                          Firma dzialala i rozwijala sie (rozwój zawdzieczamy raczej koniunkturze na
                          rynku niz zarzadzaniu Buraka). Mniej wiecej w roku 1993 Dyr. Burak dostal
                          polecenie zeby sprawdzic, jaki potencjal moze miec rynek polski (dotychczas
                          wszyscy klienci pochodzili z Europy zachodniej). Dyr. Burak zabral sie ochoczo
                          do dziela doszedl do wniosku, ze nie ma potrzeby zatrudniac specjalistów od
                          reklamy, marketingu czy sprzedazy, cóz to dla niego wygospodarowac troche czasu
                          w ciagu dnia i troche miejsca w glowie na zarzadzanie strategia firmy w tych
                          dzialach (z produkcja i personelem przeciez swietnie daje sobie rade). Nie
                          pomyslal tez o zleceniu badan rynkowych, bo po prostu nie wiedzial, ze robi sie
                          takie rzeczy (do dzisiaj nie wie). Przypominam, ze Firma jest firma uslugowa i
                          sprzedaje wlasciwie jeden jej rodzaj (gatunek?). Ci z czytelników, którzy
                          pracuja w firmach o podobnym profilu wiedza jak ciezko jest namówic kontrahenta
                          do placenia (wcale nie malo) za cos, co i tak bedzie dzialac bez naszej uslugi.
                          Rozpoczal swoje dzialania od obmyslenia strategii wymyslil, wiec po pierwsze,
                          haslo reklamowe, które brzmialo (to nie zart) „Usluga (tu wstawil nazwe uslugi)
                          to jest to”. Geniusz!!!! Szkoda, ze nie wystartowal w „Reklamozercach”, (jezeli
                          juz w tedy to cos sie odbywalo) pewnie by wygral, nie wiem, w jakiej kategorii
                          (znajac jego szczescie – stworzyliby jakas specjalnie dla niego). Drugi pomysl
                          na dotarcie do klienta, spenetrowanie rynku, wygryzienie konkurencji,
                          zwiekszenie obrotu itp., itd. to byly targi (do dzisiaj nie wieze, ze sam na to
                          wpadl, ale przyznaje, ze jeszcze nie odkrylem, kto mu to podpowiedzial).
                          Dlaczego nie wierze poniewaz Dyr. Burak jest typem któremu sie wydaje ze do
                          zdobycia klienta wystarczy postawic tablice z nazwa firmy na bramie wjazdowej.
                          No, ale wrócmy do targów, Burak zadzwonil, do Helmutowa i pochwalil sie, ze w
                          Polsce odbywaja sie targi branzowe i dobrze by bylo gdyby Firma tam zaistniala.
                          Waldek zgodzil sie (nie dal po sobie poznac, ze nie wierzy w skutecznosc targów
                          w wykonaniu Buraka) i wyznaczyl budzet. Dyr. Burak szybko obliczyl, ze niestety
                          bedzie musial troche ograniczyc zaplanowane wczesniej wydatki. Na co starczylo
                          Burakowi: Na najlepszy Hotel w Poznaniu (czytaj najdrozszy), na gorzale i
                          lyskacza dla klientów (no moze odrobinke tez dla niego), o dziwo starczylo tez
                          na kupienie powierzchni wystawowej, na reklame w katalogu targowym (haslo w
                          koncu trzeba uzywac), na wynajecie firmy wykonujacej zabudowe. Na co Burakowi
                          nie starczylo: na architekta, który mial zrobic projekt (niestety Dyr. Burak,
                          uznal, ze moze go zastapic) – dziwne, ze nie dostal nagrody za najciekawsza
                          zabudowe, stoisko przypominalo ciemna nore na tyle niewidoczna, ze jedyni
                          goscie Dyr. Buraka to byl Waldek i którys z Krzyzackich Manago (chyba
                          zabladzili, bo nawet jakby ktos chcial to i tak by nie znalazl). Kolejna,
                          rzecz, na która nie starczylo forsy to Hostessy, najgorsze bylo to, ze gdy zona
                          Buraka uslyszala o Hostessach to postanowila wyruszyc wraz z nim (jako atrakcja
                          stoiska). To pozbawilo Buraka szansy skorzystania z uslug Hostess w pierwszym
                          burdelu napotkanym po drodze (najgorsze, ze on do dzisiaj mysli, ze Hostessy
                          pracujace na targach i wystawach to prostytutki zatrudniane dla rozrywki
                          Prezesów i Dyrektorów).
                          Tak, wiec te dzialania (nie bardzo wiem jak je nazwac) majace nacelu
                          zawojowanie polskiego rynku trwaly w takiej formie (haslo reklamowe raz w
                          miesiacu w prasie branzowej, rzadko, ale za to na cala strone + targi branzowe
                          raz w roku) przez trzy lata. Efekt: 2 klientów (slownie dwóch klientów) wartosc
                          (nie mylic z zyskiem) kontraktów, które dla nich zrealizowano nie byla nawet
                          równa kosztom jednorazowej edycji hasla w magazynie branzowym. Nawet Waldek i
                          Helmuty zauwazyli, ze cos jest chyba nie tak i postanowili wprowadzic zmiany.

                          Czesc 13

                          Dyrektor Burak i Gacek.

                          Waldek i pozostali dwaj udzialowcy (przypominam, ze Burak jako udzialowiec
                          wystepuje tylko w PGR-e) zaczeli okazywac pewne zaniepokojenie (trzeba
                          chlopakom przyznac, ze maja nerwy ze stali) poczynaniami Dyr. Buraka. A on
                          przekonany o swojej bezkarnosci zachowywal sie coraz bardziej irracjonalnie.
                          Aby przyklady irracjonalnego zachowania byly bardziej przejrzyste musze nazwac
                          pozostalych udzialowców (zgodnie, wiec z tradycja spolszczam ich germanskie
                          imiona, od teraz jeden to Tomek a drugi Olek). Tak, wiec któregos dnia Tomek
                          postanowil przyjechac do Polski wraz ze Szwedzkim kontrahentem i pochwalic sie
                          nowa inwestycja, popelnil jednak dramatyczny w swoich skutkach blad, a
                          wlasciwie kilka bledów. Blad pierwszy - nie uprzedzil nikogo o swoim zamiarze
                          odwiedzenia Firmy. Blad drugi – kontrahent to byla kobieta (i do tego ladna).
                          Blad trzeci - kobieta byla
                          • Gość: © 2001 by RIFUN Re: dla was... IP: *.arcor-ip.net 16.12.04, 13:44
                            z pochodzenia polka i rozumiala nawet wiersze
                            Mickiewicza (bez tlumaczenia). To, co dzialo sie pózniej mozna nazwac
                            poczatkiem konca dla Buraczej wolnosci. Tomek i Pani Szwedka (tak ja nazwijmy)
                            zajechali, wiec pod firme, Wujek jak ich zobaczyl to malo nie spadl z krzesla.
                            Wpadl do kanciapy Buraka i zaczal go cucic, (Dyr. Dyzma od wczesnych godzin
                            porannych walczyl ze stresem) nie bardzo mu to wyszlo, postanowil, wiec
                            wystapic w roli gospodarza. Tomek wprowadzil Szwedke, przedstawil ja Wujkowi, i
                            oczywiscie spytal o Buraka.
                            Wujek juz zaczal wyjasniac, ze Dyr. Burak jest chwilowo niedysponowany, ale w
                            tym momencie w drzwiach „gabinetu” pojawil sie nasz bohater. W pierwszej chwili
                            Tomek myslal, ze to jakis okrutny zart, ale gdy uswiadomil sobie, ze Burak
                            wystrzelil sie w kosmos przy pomocy póllitrowej porcji wody ognistej to z
                            zaskoczenia az zaniemówil. I to kolejny blad, jaki popelnil biedny Helmut, on
                            zaniemówil a Dyr. Burak wrecz przeciwnie – geba mu sie nie zamykala. Ucalowal
                            wiec szarmancko dame i spojrzal jej gleboko w oczy po czym stwierdzil ze
                            dzisiaj w nocy to on jej pokaze (po pijaku Dyr. Burak staje sie takim
                            prostakiem ze Reymontowi by zabraklo slów zeby to opisac). Dyzma puscil do
                            Wujka oczko pod tytulem:, „Ale ze mnie zgrywus” (mówil po polsku przekonany o
                            tym, ze Szwedka go nie rozumie). I mial racje kobieta myslala, ze sie
                            przeslyszala. A w to, ze sie nie przeslyszala uwierzyla dopiero przy kolacji,
                            kiedy Burak (wiedzac juz, ze Szwedka to Polka) zlozyl jej dwuznaczna (a raczej
                            jednoznaczna) propozycje. Jak sie konczy zenujaca historia, po pierwsze Burak
                            dostal w twarz (nie pierwszy raz), ale nic go to nie nauczylo jedna z jego
                            maksym brzmi: „Jak mi ktos plunie w twarz to sobie mówie ze to deszcz” (ciekawe
                            czy sam to wymyslil). Po drugie ta firma (szwedzka) jest naszym klientem do
                            dzisiaj (moze Szwedka skorzystala z propozycji – raczej nie Burak by sie
                            wszystkim pochwalil). Po trzecie i najwazniejsze Waldek, Tomek i Olek uradzili,
                            ze wysla Gacka, czyli prawdziwego Krzyzaka, którego zadaniem bedzie pilnowanie
                            tego farbowanego.



                            Czesc 14

                            Gacek przybywa.

                            Jak uradzili tak uczynili. Gacek zostal zatrudniony oficjalnie jako Dyrektor
                            Handlowy a nieoficjalnie jak sie wszyscy domyslali byl po prostu Cerberem,
                            który mial pilnowac i donosic na Dyr. Buraka. To byl rok 1995 lub 96 (pamiec
                            mam dobra, ale krótka), zreszta to bez znaczenia za to istotne sa jeszcze inne
                            zmiany, które nastapily. Po pierwsze odbylo sie zebranie zarzadu (drugie pod
                            wzgledem wagi w historii firmy), obecny byl stary czlonek zarzadu, czyli Dyr.
                            Burak i pojawil sie nowy, czyli Gacek. Zarzad uradzil, iz od dzisiaj (po
                            konsultacji z prawnikami) spólka przestaje byc j.v. a zostaje z o.o. (ZOO to
                            juz bylo tam od dawna, teraz przynajmniej spelniono warunki formalne). Wiazalo
                            sie to ze zmianom wpisów do rejestru itp. itd. Dla Buraka w tych wszystkich
                            zmianach byla istotna tylko jedna sprawa, – kto bedzie wystepowal na papierze
                            jako prezes On czy Gacek. Gwoli wyjasnienia, nasz Bystrzacha szybko sie
                            zorientowal, ze jedyna konsekwencja jego wybryków to nadzór nad jego osoba w
                            postaci Gacka. Niestety stalo sie najgorsze prezesem zostal Waldek (wlasciwie
                            najgorzej byloby gdyby zostal Gacek, ale i tak to pierwsze potkniecie w
                            blyskotliwej karierze). Drugie potkniecie a wlasciwie to juz bardziej
                            kwalifikuje sie na upadek to fakt, iz Burak zostal mianowany Dyrektorem, ale
                            nie MANAGING Dyrektorem tylko Dyr. Ds. Produkcji!!!!! To byl prawdziwy szok. Do
                            tego wcale nie byl to koniec szykan („tych pie....nych Szwabów”), najgorsze (z
                            jego punktu widzenia) bylo przed nim. Otóz Gacek pierwszego dnia zajechal pod
                            firme nowiutkim samochodem (na szczescie dla niego nie byl to PKS – Burak z
                            pewnoscia porysowalby karoserie gwozdziem), byl to znak, ze trzeba sprawdzic,
                            kiedy jest termin wykupu z leasingu jego PKS-u. I cóz za szczescie, juz za
                            kilka miesiecy Burak dostanie nowiutkiego PKS-a. Od razu mu sie humor poprawil,
                            bo przeciez, kto bedzie wiedzial, ze prezesem jest, kto inny (wizytówek
                            przeciez nie bedzie zmienial, bo tyle mu zostalo starych, a przeciez to taki
                            wydatek drukowac nowe), a jak go ludzie zobacza w nowym PKS-ie to przeciez nie
                            uwierza w plotki o degradacji. Cierpliwie czekal, wiec na wiesci z Panstwa
                            Krzyzackiego (no moze, co jakis czas przypominal, ze leasing na PKS sie konczy
                            i trzeba pomyslec o nowym). Wreszcie nadszedl Wielki Dzien Burak pojechal do
                            Vaterlandu wszystkim oznajmiajac (od kilku tygodni), ze wróci nowym PKS-em.
                            Wrócil to fakt, ale po pierwsze nie taki wesoly jak wyjezdzal, po drugie nie
                            nowym a dwuletnim, a po trzecie nie PKS-em!!!!!!! To byl juz drugi tak powazny
                            cios w bardzo krótkim czasie, Burak uznal, ze skoro jest Gacek (zajmie sie
                            robota) to on moze zaczac walczyc ze stresem. No i zaczal walczyc, w zasadzie z
                            malymi przerwami (na sen) przebywal cala dobe na orbicie. Gacek faktycznie
                            zabral sie ostro do roboty i raportowal oraz donosil z malymi, przerwami (na
                            papierosa) przez cala dobe. Na efekty nie trzeba bylo dlugo czekac, odbylo sie
                            walne i na pólformalne zebranie zarzadu (pierwsze pod wzgledem wagi w historii
                            Firmy).

                            Czesc 15

                            Kariera Dyr. Buraka zawisla na wlosku.

                            Po Gackowych raportach, których wiarygodnosc potwierdzal Tomek (majac w pamieci
                            niezapowiedziana wizyte w Firmie), Waldek postanowil naradzic sie i podjac
                            decyzje, co do dalszych losów Buraka. Okazja po temu nadarzyla sie w trakcie
                            wizyty zarzadu (w komplecie) w okresie Swiat. Po tradycyjnym gadu-gadu o
                            niczym, ktos postanowil (swinia jedna) napomknac, ze jest pewna drazliwa
                            kwestia, która trzeba zalatwic. Malo tego (gnida jedna) sprowokowala glosowanie
                            pod tytulem: „Zostawiamy Buraka w Firmie czy nie?”. Zasada glosowania w
                            zarzadzie jest wyjatkowo glupia, do podjecia decyzji potrzebna jest pelna
                            jednomyslnosc, ale (banda nazistów) postanowila wylaczyc prawo do glosu Buraka.
                            A tak byla spora szansa, ze zarzad nie przeglosowalby dymisji naszego geniusza
                            zarzadzania (instynkt samoobrony i zupelny brak poczucia wstydu to
                            charakterystyczne cechy Buraka). Scena, która miala miejsce pózniej to jak
                            klasyk z wenezuelskich „dreszczowców”, Burak siedzi ze spuszczonym lbem, lzy mu
                            staja w oczach i slyszy jak kazdy z jego kolegów czlonków glosno i wyraznie
                            mówi „wyrzucic”, „wyrzucic”, „wyrzucic”.........itd. Burak kuli sie w
                            sobie,
                            prawie udalo mu sie zniknac a w jego wypadku to prawdziwa sztuka (zwykle nawet
                            w ciemnosciach zlote lancuszki i bransolety blyszcza ostrymi refleksami), chyba
                            zdaje sobie sprawe ze to juz koniec cudownej bajki, po prostu czar prysl. Jak
                            przez mgle slyszy w oddali glos Waldka (jego zdanie jest ostateczne,
                            przyslowiowy gwózdz do trumny): „A ja chce mu dac jeszcze jedna szanse”. Burak
                            nie wierzy wlasnym uszom zaczyna nerwowo rozgladac sie po pokoju i widzi, ze
                            nie tylko on wybalusza oczy ze zdumienia. A wiec jednak, znowu mu sie
                            udalo!!!!!! Po spotkaniu wychodzi z pokoju jak zbity pies, ale w duch utwierdza
                            sie w przekonaniu, ze po prostu jest naprawde dobrym managerem i tylko Waldek
                            to dostrzegl (reszta to tlumoki). Cóz, dla nas wszystkich nadeszly nowe czasy
                            (jeszcze ciekawsze).

                            Czesc 16

                            Sciezka kariery wedlug Buraka.

                            Mimo wszelkich dzialan Buraka, które przeczyly jakimkolwiek mozliwoscia rozwoju
                            Firmy, ta rozwijala i rozbudowywala sie w najlepsze. Przed pojawieniem sie
                            Gacka, Burak rozbudowal administracje firmy (w sposób, który cechowal kazde
                            jego dzialanie – bezmyslnie) i otoczyl sie grupa popleczników. Tak, wiec
                            na
                            scene wkroczyla drobna istota o prostym umysle zwana dalej Karola, w niedlugim
                            czasie zostanie ona nominowana i wybrana przez Buraka na stanowisko Kierownika
                            dzialu Import-Eksport Drobne Kradzieze
                            • Gość: © 2001 by RIFUN Re: dla was... IP: *.arcor-ip.net 16.12.04, 13:46
                              . Jedyne argumenty, które przemawialy za
                              obsadzeniem tego stanowiska przez ta istote to fakt, iz jest jedna z
                              najstarszych (stazem) pracownic i najczesciej ze wszystkich zwraca sie jak
                              trzeba, czyli per Panie Prezesie. Nie byla to jednak najbardziej blyskotliwa
                              (blyskawiczna) kariera w historii Firmy (poza kariera, Dyr. Buraka oczywiscie).
                              A z najszybsza kariera to bylo tak: Któregos dnia Burak powalczyl ze stresem w
                              swojej kanciapie a nastepnie wyruszyl na hale produkcyjne w celu
                              poprzeszkadzania mechanikom i pomolestowania damskiej czesci zalogi.
                              Przechadzal sie, wiec bez celu pomiedzy maszynami i paletami az tu nagle
                              zmarszczyl ze zdziwienia czolo, bo widzi, ze jedna z palet jest opisana w
                              jezyku jego przodków (po krzyzacku), potoczyl przekrwionym wzrokiem po hali i
                              wezwal kierownika zmiany: „Masz sie dowiedziec, kto to napisal i wyslac go

                              natychmiast do mojego gabinetu.” Blady strach padl na wszystkich pracowników,
                              bo jak wiadomo Burak przez wszystkie lata bardzo uwazal zeby nie zatrudnic
                              nikogo, kto moze sie pochwalic znajomoscia krzyzackiego w stopniu
                              umozliwiajacym komunikacje, strach, wiec bylo pomyslec, co zrobi delikwentowi,
                              który przemycil ta zakazana wiedze na teren Firmy (ukrzyzuje? Raczej malo
                              prawdopodobne. Wyrzuci? Wrecz pewne). Kierownik zmiany stanal na wysokosci
                              zadania odnalazl winowajczynie (to byla kobieta) i doprowadzil na próg
                              Buraczanego „gabinetu”, zastukal w drzwi i przystapil do bicia
                              rekordu w biegu
                              na szescdziesiat metrów na hali. Dziewcze uslyszalo ryk spoza
                              drzwi: „Wejsc!!!!”, wiec weszlo i stanelo tuz pod drzwiami. Burak
                              siedzial
                              rozparty w fotelu i trzymal w rekach dowód rzeczowy (kartke z opisem palety),
                              jak na wytrawnego dochodzeniowca przystalo zadal podchwytliwe pytanie: „Ty
                              to
                              napisalas?”, „Tak” wyszeptalo dziewcze. „Czy wiesz, ze
                              to jest po krzyzacku?”,
                              znowu podchwytliwie zapytal Burak. „Tak” wyszeptalo dziewcze.
                              „To znaczy, ze ty
                              musisz mówic po krzyzacku” zablysna intelektem Burak. „Tak”
                              dziewcze wyszeptalo
                              ponownie ulubiony wyraz. „W takim razie od jutra juz nie bedziesz
                              pracowac,
                              (lzy stanely w oczach dziewczecia) na hali a zaczniesz w biurze (zdumienie i
                              wzruszenie odebralo jej glos) „, ale nie przeszkodzilo jej w wyszeptaniu
                              „Tak”.
                              Nastepnego dnia dziewcze stawilo sie w biurze, Burak dopiero po dluzszej chwili
                              przypomnial sobie, po co miala tu przyjsc. Fakt zas, ze glówny ksiegowy akurat
                              wkroczyl do pomieszczen Buraka zdeterminowal dalsza kariere Cichutkiej (takie
                              przezwisko bedzie dla niej najbardziej odpowiednie) zostala ksiegowa i jest nia
                              do dzisiaj.

                              Czesc 17

                              Kilka slów o Gacku.

                              Gacek jak juz wspomnialem wczesniej jest straznikiem moralnosci Dyr. Buraka. W
                              oficjalnej wersji wystepuje jako dyrektor handlowy (wizytówka), lub dyrektor
                              finansowy (osobiscie nie widzi róznicy pomiedzy jednym i drugim pojeciem).
                              Trudno tez, aby widzial jego wyksztalcenie nie predysponuje go do tego w zadnym
                              wypadku. Nie jestem do konca pewien, czym kierowal sie Waldek zatrudniajac
                              akurat Gacka, jedno jest pewne nie byla to wiedza i na pewno nie bylo to
                              doswiadczenie. Podejrzewam, ze chodzilo raczej o charakter i cechy osobiste,
                              Gacek, bowiem jest calkowitym przeciwienstwem Buraka, i nie ma w tym wcale
                              przesady. Burak nie potrafi sklecic zdania bez „lacinskiego”
                              przerywnika, Gacek
                              nigdy nie przeklina. Jeden interesuje sie tylko pornografia, drugi teatrem
                              (podobno z wyksztalcenia jest rezyserem) i literatura. Ich cechy mozna by w ten
                              sposób wymieniac w nieskonczonosc przejde jednak do konkretów. Pierwsze
                              spotkanie obu panów nastapilo jeszcze w latach, kiedy Burak byl sobie sam
                              sterem, kapitanem i okretem a Gacek robil kariere w jakiejs niemieckiej
                              korporacji (kariera byla podobno niesamowicie obiecujaca), ale zdecydowal sie
                              pomóc staremu przyjacielowi (Waldkowi) i zgodzil sie na zeslanie do sredniej
                              wielkosci firmy na dzikim wschodzie. I co ciekawe (powoli zaczyna byc to
                              regula) on równiez twierdzi, ze Burak zrobil na nim jak najbardziej pozytywne
                              wrazenie!!!!!! Te kontakty byly na tyle krótkie, ze nie zawiazala sie miedzy
                              nimi nic przyjazni. W ogóle raczej nie odczuwali wobec siebie zadnych uczuc
                              wyzszych (a moze nizszych). To chyba spowodowalo, ze Dyr. Burak postanowil
                              zagrac tradycyjna pilke stosowana w rozgrywkach z, Helmutami, czyli wóda,
                              dyskoteka i burdel. Jak latwo bylo przewidziec nic z tego nie wyszlo, kilka
                              miesiecy pózniej wpadl do biura z okrzykiem: „Gacek wczoraj w burdelu
                              stracil
                              cnote?!!!!”, ale nie wierzylem w to wtedy i nie wierze teraz (Gacek jest
                              zonaty
                              i ma dziecko jak na prawiczka to niezle). Po nie udanej próbie nawiazania
                              kumoterskich stosunków Burak z zalu (lub przyzwyczajenia) rozpoczal walke ze
                              stresem. Gacek przez pierwsze dni byl w takim szoku, ze próbowal udawac, iz nic
                              nie widzi, ale po jakims czasie rozpoczal najpierw wysylanie zaszyfrowanych
                              sygnalów a nastepnie juz otwartym tekstem raportowal o sytuacji na froncie
                              wschodnim. Jego meldunki byly na tyle niewiarygodne, ze Centrala nie dawala do
                              konca wiary swojemu agentowi. Z drugiej strony byl przeciez Dyr. Burak (twórca
                              i zarzadca potegi Firmy na trudnych rynkach wschodnich), który mówil na temat
                              swojej walki ze stresem zupelnie, co innego i dodatkowo twierdzil, ze raporty
                              Gacka maja tylko jeden cel: „Doprowadzic do jego zwolnienia i zajecia jego

                              miejsca”. Cala sytuacja byla po prostu absurdalna – dwóch
                              równorzednych
                              dyrektorów szczerze sie nienawidzacych i pomiedzy tym wszystkim my i kompletnie
                              zakrecony Krzyzacki zarzad. Przyznac trzeba Burakowi, ze mial tupet i wygral
                              swoja glupota (ponownie), bo jak zachowuje sie normalny czlowiek prawie
                              wyrzucony (przez walke ze stresem) z Firmy i do tego jeszcze pod bacznym okiem
                              agenta – przeciez nie przebywa na orbicie od rana do wieczora. Tak, wiec
                              fakt,
                              iz Burak wlasnie to robil (w rzeczywistosci i w Gackowych raportach) wydawal
                              sie Waldkowi nieprawdopodobny. Dla rozwiazania swoich watpliwosci postanowil
                              zrobic pewna rzecz (eksperyment).

                              Czesc 18

                              Eksperyment Waldka.

                              W celu zweryfikowania prawdomównosci obu swoich dyrektorów Waldek postanowil
                              zwrócic sie do swojego znajomego (nie chcial go zatrudnic do pilnowania obu
                              managerów). Znajomy Waldka to lekarz, spytal go, wiec czy medycyna w krajach
                              wysokorozwinietych jest na tyle rozwinieta zeby mozna bylo sprawdzic czy ktos
                              spozywal alkohol (przy pomocy testów). Nie mial na mysli badania alko matem,
                              ale raczej testy na wzór sprawdzania czy dzieciak bierze „dragi”.
                              Lekarz, choc
                              nie jest fachowcem w tej branzy obiecal sie dowiedziec i dowiedzial sie, ze sa
                              testy, które pozwalaja badac czy pacjent w okresie ostatnich kilkudziesieciu
                              dni walczyl ze stresem, jedyna wada testów to fakt, ze jeden kosztuje kilkaset
                              marek. No cóz, ale co warte smieszne kilkaset marasków jak Waldek bedzie mial
                              pewnosc, kto tu klamie Burak czy Gacek.
                              Zawezwal, wiec Buraka do Helmutowa i zaprowadzil do lekarza, wczesniej lojalnie
                              go uprzedzil, po co ida. Test oczywiscie wykazal, ze Buraka wóda w gardlo nie
                              kole, niestety nie stwierdzil czy Dyr. Burak pija czesto i czy duzo potwierdzil
                              po prostu fakt, ze pije. Waldek sie zasepil i wymyslil bezwzgledny zakaz
                              spozywania jakichkolwiek trunków przez Buraka. Powiedzial, ze jak mu zrobi
                              testy znowu po nowym roku to maja wykazac albo zero albo teraz to on juz go
                              zwalnia na pewno. A zeby mu bylo latwiej z tym walczyc to niech sobie znajdzie
                              jakies hobby, na przyklad tenis (o tym bedzie pózniej). Burak zalamany
                              faktycznie zaczal grac w tenisa i przestal pic (przez chwile). Cala historia
                              dziala sie pod koniec wakacji, ale juz w pelni jesieni Burak ponownie rozpoczal
                              walke ze stresem (nie przy pomocy tenisa). Burak pil,
                              • Gość: © 2001 by RIFUN Re: dla was... IP: *.arcor-ip.net 16.12.04, 13:49
                                Gacek donosil, mozna
                                powiedziec zycie wrócilo do normy. Waldek sluchal raportów i cierpliwie czekal
                                na styczen i wyniki testów. Tymczasem w grudniu odbyla sie kolejna rocznicowa
                                impreza w Firmie i po raz pierwszy zostal na nia zaproszony nasz felczer od
                                testów. Burak juz byl pograzony po szyje i postanowil zlapac sie brzytwy.
                                Zastosowal wobec Lekarza taktyke starego kaowca, czyli: wóda, dyskoteka,
                                burdel. Robil to bez przekonania majac w pamieci ostatnie porazki na polu
                                rozrywki, ale ku jego kompletnemu zaskoczeniu felczer polknal haczyk. Po kilku
                                godzinach lajdaczenia sie Burak niesmialo napomkna o testach i uslyszal to, na
                                co czekal: „Nie martw sie” wybelkotal lekarz. Burak juz troche
                                uspokojony
                                rzucil sie w wir walki ze stresem i praktycznie do Bozego Narodzenia nie zszedl
                                z orbity. Gacek wiedzac o testach raportowal jak najety a Waldek czekal.
                                Wreszcie nadszedl dzien prawdy (testów) Burak stawil sie w gabinecie oddal krew
                                i poszedl. Waldek dostal wyniki i zglupial, wynik byl negatywny, czyli Burak
                                nie klamal, z drugiej strony sam by przysiagl, ze przez te pól roku widzial
                                Buraka przynajmniej raz pod wplywem. Biedakowi nie przyszlo do glowy, ze klamie
                                lekarz. A moze po prostu chcial uwierzyc (przez wzglad na stara przyjazn), fakt
                                faktem obaj dyrektorzy pracuja nadal a Waldek udaje, ze wierzy jednemu i
                                drugiemu.

                                Czesc 19

                                Przypadki Dyr. Buraka ze sponsoringiem i nie tylko.

                                Burak jest typem, który czesto powtarza glosno zaslyszana lub wymyslona przez
                                siebie idiotyczna formulke (frazes, przyslowie, glupote). Do ulubionych
                                nalezy: „Nic,mnie tak nie cieszy jak czyjes nieszczescie”. Co chyba nie jest
                                dziwne (dla tych którzy go znaja) nie tylko bezwiednie ja powtarza, ale równiez
                                stosuje w zyciu, co oznacza ze jak tylko slyszy ze komus cos ukradziono lub ze
                                ktos sobie zlamal noge to zaraz do niego dzwoni i mówi: „Widzisz mówilem ze tak
                                bedzie” (nawet w tedy gdy tak nie mówil). Burak przy calym prostactwie na
                                zewnatrz udaje filantropa (za cudze pieniadze) tak, wiec sponsorowal mlodych
                                tenisistów, pilkarzy i palac mlodziezy. Sponsoring wygladal w ten sposób ze
                                bral z kasy firmy pieniadze z funduszu socjalnego i kosztem swoich pracowników
                                zgrywal przed wszystkimi dobrego wujka, wszem i wobec gloszac ze to jego
                                prywatne pieniadze bo na Sponsoring z firmowych pieniedzy nie pozwalaja
                                przepisy. Problem pojawil sie, kiedy przyniósl kolejna fakture za pileczki
                                tenisowe (lub cokolwiek innego) a glówny ksiegowy potracil mu to z
                                wynagrodzenia. Burak przylecial z piana na ustach do gabinetu ksiegowego i
                                uslyszal, ze z powodu ostatnich wypadków (opisanych wyzej) on, (czyli glówny
                                ksiegowy) otrzymal od nich, (czyli Waldka i Helmutów) zakaz przyjmowania od
                                niego, (czyli Buraka) jakichkolwiek faktur, (czyli wstrzymano Sponsoring). Na
                                skutki tej decyzji nie trzeba bylo dlugo czekac po pierwsze Burak przestal
                                uprawiac swoje hobby (Tenis) a powód byl prosty nie mial sponsora, po drugie
                                musial przestac udawac dobrego wujka (ostatnia rzecz jak by mu przyszla do
                                glowy to dac na rozwój mlodziezy jakiekolwiek prywatne pieniadze), po trzecie
                                wreszcie z treningów musiala zrezygnowac zona i dzieci Buraka (dotychczas
                                rodzina panstwa Burak korzystala z uciech sportowych za pieniadze Firmy).
                                Dodatkowo nastaly ciezkie czasy dla Buraka z powodu ciaglych telefonów od
                                sponsorowanych wczesniej klubów i kólek mlodziezowych. Przez pierwsze miesiace
                                Burak kazal mówic, ze go niema w firmie lub jest bardzo zajety. Ale którys z
                                bardziej nachalnych kierowników postanowil sprawdzic czy to, aby nie jakies
                                klamstwo sekretarki, i przyjechal do Firmy. Buraka zastal, ale niestety
                                (niestety dla kierownika) w trakcie walki ze stresem (a w zasadzie tuz po
                                walce). Wykazal sie jednak odwaga (moze bezmyslnoscia) i postanowil zapytac, co
                                ze sponsoringiem, na co uslyszal, ze jest: „Glupim i zachlannym sk......m
                                któremu jak dac palec to on od razu wpi....li cala reke razem z plucami. I
                                dlatego on, (czyli Dyr. Burak) nauczy go kultury i ukaze za chamstwo i wiecej
                                nie da zadnych pieniedzy, ani jemu ani jego innym kumplom z pozostalych
                                klubów”. I to, w zaszadzie mozna nazwac koncem ery Sponsoring w Firmie.
                                Podsumowujac trzeba powiedziec, ze Burak ma odkad pamietam problem z wydawaniem
                                jakichkolwiek pieniedzy, jezeli przy okazji cos na tym nie zarobi i
                                powiedzenie „Robota zrobiona swieta rzecz zaplacic” nie nalezy do jego
                                ulubionych. Zeby to bardziej zobrazowac przytocze historie, która zadarzyla sie
                                przed laty a której bylem swiadkiem. W Firmie powstaje dosc duza liczba
                                odpadków (liczona w tonach), z którymi od zawsze byl problem. Wreszcie Wujek
                                znalazl mala firemke, która za nie wysoka oplata zgodzila sie wywozic odpadki.
                                Firemka prowadzona byla przez dwóch braci, oba chlopaki mialy po dwa metry
                                wzrostu i po sto dwadziescia kilo miesni. I cierpliwie znosily zgrywanie przed
                                nimi przez Buraka wielkiego prezesa. Któregos piatku, jak co tydzien jeden z
                                braci przyszedl do Buraka zeby ten mu podpisal fakture Burak stwierdzil, ze
                                jemu jako wlascicielowi (ciagle mu z tym wlascicielem nie przeszlo) nalezy sie
                                procent od zlecen, które otrzymuja bracia, na co uslyszal, ze moze Braci
                                pocalowac w dupe (doslownie). Burak poczerwienial i powiedzial, ze dzisiaj nie
                                ma czasu na podpisywanie zadnych gów...nych faktur. Brat nie wzruszony poszedl
                                i wrócil za tydzien z dwoma fakturami, od sekretarki uslyszal, ze Dyr. Burak
                                jest bardzo zajety i nie ma dla niego czasu. Ni przejety slowami sekretarki
                                wszedl do pokoju Buraka (nie pukajac wczesniej) i kazal mu usiasc, Burak
                                widzial po minie Brata, ze zarty sie skonczyly, wiec usiadl. Brat zaczal mówic
                                (nie podnoszac glosu): „Posluchaj Debilu (zwrócil sie do Buraka) mialem kiedys
                                dubeltówke, a mój sasiad mial kundla, który ciagle ujadal. Wiec poszedlem do
                                sasiada i poprosilem zeby uwiazal kundla za domem albo go zastrzele. Sasiad
                                kundla nie uwiazal, wiec go zastrzelilem (kundla), policja przyjechala i
                                zabrala mi dubeltówke. Ale mój brat ma jeszcze jedna. Jak zaraz nie zaplacisz
                                mi za moja prace Debilu to pojade do domu wezme ta druga dubeltówke i wróce tu
                                a pózniej ci odstrzele jaja”. Obserwowalem cala scene sluchalem przemowy brata
                                i zdalem sobie sprawe, ze nawet irracjonalnosc tej sceny mnie nie dziwi (to byl
                                kolejny znak, ze trzeba zmienic prace, zanim do konca oszaleje). Druga rzecz,
                                która do dzisiaj nie daje mi spokoju to czy Burak faktycznie w tedy ze strachu
                                tylko zbladl i sie spocil. Fakt faktem polecial do kasy i przyniósl szmalec i
                                nawet (wspanialomyslnie) zrezygnowal z faktur.

                                Czesc 20

                                Dyr. Burak i tragedia z PKS-em.

                                Jak pisalem wczesniej Burak nie dostal nowego PKS-a a niestety spadkowy
                                samochód z demobilu po Waldku. Cierpliwie jednak czekal na lepsze czasy i
                                przygotowywal grunt pod przekonanie Waldka do nowego furaka. W tym czasie
                                nowiutki samochód dostal Gacek (kolejny nowy w czasie krótkiej kariery) dla
                                Buraka to byl cios, ale i dobry znak bo Waldek napomknal cos o tym ze i dla
                                niego trzeba bedzie cos kupic.
                                Zanim przejde do dalszej czesci watku z PKS-em, musze wtracic maly akapit
                                informacyjny. Otóz firma (ku zaskoczeniu moim i pozostalych pracowników)
                                prosperowala nadal i rozwijala sie oraz zatrudniala nowych pracowników. I
                                nawiazujac do nowych pracowników podejrzewam, iz prawdopodobnie Waldek nie dal
                                wiary Burakowi w to, ze rynek polski jest malo obiecujacy, jezeli chodzi o
                                potencjalnych klientów i postanowil zatrudnic osobe odpowiedzialna za jego
                                rozwój. Tak w Firmie pojawila sie Mariola, dziewczyna troche naiwna, ale
                                dobroduszna i na wskros uczciwa. Pyzatym Mariola ma jeszcze jedna ceche, która
                                ni jak nie pasuje do naszej Firmy, otóz mozna ja okreslic mianem bogobojnej (w
                                dobrym tego slowa znaczeniu). I uzywajac slowa bogobojna nie mam na mysli
                                dewotki lezacej krzyzem przed oltarzem
                                • Gość: © 2001 by RIFUN Re: dla was... IP: *.arcor-ip.net 16.12.04, 13:53
                                  po dwie godziny rano i wieczorem, ale
                                  mysle raczej o prostej (ludowej) uczciwosci. Mariola, bowiem nie przeklinala i
                                  bardzo nie lubila, gdy ktos w jej towarzystwie przeklinal (!!!!), nie uznawala
                                  zdrad malzenskich i w ogóle jakichkolwiek zdrad (!!!!), itp. itd. (wykrzykniki
                                  nie oznaczaja mojej dezaprobaty a podkreslaja konflikt pomiedzy sposobem bycia
                                  i zycia Buraka i Marioli). Na szczescie dla niej Waldek jako jej przelozonego
                                  wyznaczyl Gacka. Nie przeszkodzilo to Burakowi uznac ja za wroga numer jeden (w
                                  koncu jej zadaniem bylo udowodnienie niekompetencji Buraka w jednej z dziedzin,
                                  w której jest przeciez ekspertem). Burak na poczatku tylko kopal pod Mariola
                                  doly i podkladal pod nogi klody, ale juz wkrótce mial przejsc do otwartych
                                  dzialan zbrojnych. O tym, ze podkladane przez niego swinie nie przynosily
                                  efektów niech swiadczy fakt, iz po roku Mariola zlozyla u Waldka
                                  zapotrzebowanie na pracownika do „swojego” dzialu, poniewaz sama nie mogla
                                  sobie dac rady. Tak w firmie pojawil sie student, którego nazwijmy: Mlody. Od
                                  tego czasu zaczeli stanowic zespól, który dla Buraka stal sie celem numer jeden
                                  (moge im tylko wspólczuc, chociaz z drugiej strony dzieki temu pozostali
                                  pracownicy maja wiekszy spokój).
                                  Wrócmy jednak do historii z PKS-em., Waldek nie chcial w zaden sposób
                                  faworyzowac Gacka powiedzial wiec Burakowi, ze on tez dostanie nowa fure. Burak
                                  od razu zadzwonil do Stuttgartu (tam swoja fabryke ma PKS) i zazyczyl sobie
                                  wyslanie katalogów oraz cenników. Szybko wybral model, kolor, skóry, klimy,
                                  felgi, komputery, i pozostale gadzety poczym zlozyl zapotrzebowanie u Waldka.
                                  Ten jak zobaczyl cene nowej zabawki to najpierw spadl z fotela, a pózniej
                                  zadzwonil do Buraka z informacja, ze nawet w najbardziej szczodrej wersji nie
                                  zamierzal przeznaczyc nawet polowy szmalu, który chce Burak na jego samochód.
                                  Burak najpierw gorzko zaplakal i powalczyl ze stresem przez jeden dzien poczym
                                  przystapil do walki o swoje. Po pierwsze zrezygnowal z polowy wyposazenia i
                                  obnizyl model o jedna klase. Waldek byl nadal nie ugiety. Po drugie
                                  zadeklarowal, ze róznice pomiedzy planowanymi i rzeczywistymi kosztami pokryje
                                  z wlasnej kieszeni. Waldek nadal byl nie ugiety (watpil w to, iz Burak dotrzyma
                                  slowa i doplaci swoja czesc). Wreszcie Burak wyskoczyl w samolot i ruszyl
                                  blagac Waldka o spelnienie prosby o PKS. Jednym, z argumentów bylo ze kazdy
                                  Polak marzy o tym zeby jezdzic swoim PKS-em (skad mu sie to bierze !?). Prawda
                                  (moim zdaniem) byla troche inna, prawdopodobnie (a wrecz na pewno) Burak zdazyl
                                  juz sie pochwalic wszystkim kumplom i rodzinie, ze dostaje nowa fure ze
                                  Stuttgartu, i gdyby sie przydarzylo, ze nowy samochód jest innej marki niz ten
                                  przedstawiony (model, kolor i wyposazenie mozna bylo ukryc) kumplom mogliby
                                  pomyslec, ze jest klamca (dawno tak mysleli), lub, co gorsza stalby sie
                                  przedmiotem zartów (byl od dawna). Waldek byl tak dlugo meczony, ze w koncu sie
                                  zgodzil i Burak zamówil nowego PKS-a. Po odczekaniu czterech miesiecy nastapil
                                  dlugo oczekiwany dzien odbioru auta.

                                  Czesc 21

                                  Dyr. Burak i tragedia z PKS-em cd.

                                  Zanim jednak Burak zajechal pod Firme nowym samochodem to musial przezyc stresy
                                  zwiazane z „zawiscia” kolegów z pracy i okolicy. Od jakiegos czasu (od trzech
                                  miesiecy), kiedy bylo juz wiadomo, ze nowy furak (nie mylic z fura np. siana,
                                  która bylaby bardziej na miejscu) to na pewno PKS a nie jakis tam furak Wujek i
                                  Mlody przystapili do realizacji planu pod kryptonimem „Zrób z Buraka klebek
                                  nerwów”. Plan byl prosty i skuteczny, polegal na przegladaniu prasy porannej i
                                  podkreslaniu fosforyzujacym flamastrem wszelkich informacji z rubryk: „Wczoraj
                                  sie zdarzylo”, „W nocy ukradli...”, „Napadli wczoraj...”, „Znowu
                                  ukradli...”.
                                  Zasada podkreslania tez byla prosta, artykul lub notatka prasowa musiala
                                  zawierac slowa: „PKS”, a to swego rodzaju perelek (wytluszczanych na czerwono)
                                  nalezaly informacje zawierajace: „PKS”, „krzyzacki biznesmen”, turysta z
                                  Helmutowa”, „PKS z krzyzackimi tablicami”. Do szczególnej kategorii Wujek i
                                  Mlody zaliczyli tez opisy pobicia i zbrojnych napasci na Helmutów. Po dokonaniu
                                  porannej prasówki Mlody lub Wujek szedl z gazeta do gabinetu Burak poczym
                                  otwieral ja na wlasciwej stronie (przymykajac przy tym powieki, aby nie stracic
                                  wzroku od blasku flamastra) i przekazywal Burakowi ze slowami: „Prosze sie
                                  lepiej zastanowic nad kupnem tego PKS-u, bo niech Pan Dyrektor zobaczy, co sie
                                  teraz w tym kraju wyrabia”. Burak przez pierwsze tygodnie znosil dzielnie te
                                  hiobowe wiesci o tym jak traktuja w Polsce PKS-y i ich wlascicieli, jednak
                                  zalamaly go dwie rzeczy pierwsza to rozmowa z kolega, który kiedys mial PKS-a,
                                  mial go do czasu az stana przed szlabanem na przejezdzie kolejowym i stal tak
                                  nie zastanawiajac sie nad tym, ze odkad jezdzi do swojej firmy przez ostatnie
                                  dziesiec lat nigdy nie byl on zamkniety (tory i tak juz dawno ukradli i
                                  wywiezli do skupu zlomu). Ale to wszystko uswiadomil sobie dopiero po
                                  tygodniowym pobycie w szpitalu jak juz wyszedl ze spiaczki. Blad Burak polegal
                                  na tym, ze zapomnial, iz zgodnie z zasada „Nic mnie tak nie cieszy jak cudze
                                  nieszczescie” zadzwonil do swojego kumpla ze slowami: „A nie mówilem ci
                                  ku....wa zebys nie kupowal PKS-a”. Kumpel nie omieszkal teraz sie odgryzc i
                                  malo ze nie pocieszyl Buraka na przyklad slowami: „Nie martw sie przeciez nie
                                  kradna wszystkich PKS-ów” to powiedzial: „zaloze sie ze ci go zapier....la w
                                  ciagu miesiaca”. Druga rzecz, która zlamala Buraka to rozmowy z fachowcami od
                                  alarmów i zabezpieczen (generalnie wszyscy twierdzili, ze zadne zabezpieczenie
                                  nie pomoze i jak beda chcieli to i tak ukradna) dodatkowo Burak uslyszal
                                  anegdote o kciuku (dla czytelników, którzy nie znaja: Facet zalozyl sobie kod w
                                  Audi, który mozna bylo wylaczyc tylko po przylozeniu kciuka, wiec jak sie ockna
                                  po ciosie w leb palka bejzbolowa to nie mial i Audi i kciuka). Burak po jakims
                                  czasie zaczal chodzic i oglaszac wszem i wobec ze on ma w dupie czy ukradna czy
                                  nie bedzie jak ma byc i nie ma zamiaru przejmowac sie czyims gadaniem, no i
                                  chyba faktycznie przestal sie przejmowac, bo mówil o kradziezy (ewentualnej)
                                  PKS-u tylko sto – sto piecdziesiat razy dziennie. A nawet (podobno) zdarzalo mu
                                  sie mówic o czyms innym.
                                  No, ale wrócmy do dnia, w którym Panstwo Burak w komplecie i z fasonem
                                  zajechali pod Firme nowym PKS-em, cala zaloga chodzila w kolo samochodu i
                                  mówila, jaki to on wspanialy i jaki ladny a co niektórzy dostapili zaszczytu
                                  przejazdzki. Pyzatym Pani Burakowa poinformowala wszystkich, ze PKS to nie PKS
                                  tylko ORKAN, (bo jest taki duzy, czarny i ma taki grozny przód). Generalnie nic
                                  wielkiego sie nie wydarzylo przez nastepne kilka tygodni, Burak jezdzil po
                                  wszystkich kumplach i chwalil sie jak jego firma prosperuje, ze nawet sobie
                                  kupil nowego PKS-a., Ale najwazniejsze bylo dopiero przed rodzina panstwa Burak
                                  otóz na swieta zaplanowane bylo rodzinne spotkanie polaczone z weselem i przede
                                  wszystkim cudowna okazja popisania sie przed calym pegeerem Orkanem. I wtedy
                                  zdarzyla sie tragedia (jakis tydzien przed wystepami goscinnymi w pegeerze),
                                  rano do Firmy dotarla informacja, ze PKS zostal ukradziony. Do poludnia agencje
                                  doniosly, ze nie tylko ukradziono furaka, ale i bagaze panstwa Burak, ponadto
                                  napadnieto i zmasakrowano Buraka, a Pani Burak ma pociete nozem gardlo,
                                  Buraczatko zas jest w szoku i pod opieka psychologów. W samo poludnie Burak
                                  podjechal pod firme (taksówka) i opowiedzial z pierwszej reki, co sie
                                  wydarzylo. Najpierw pokazal wszystkim rany, jakie odniósl w czasie walki:
                                  podbite oko, polamane zebro i odbite nerki. Przyznam, ze ja nic nie widzialem,
                                  ale podobno Mlody cos zauwazyl (moim zd
                                  • Gość: © 2001 by RIFUN Re: dla was... IP: *.arcor-ip.net 16.12.04, 13:59
                                    aniem tak mówi, bo mial wyrzuty
                                    sumienia – zasmial sie jak uslyszal wiadomosc o kradziezy). Podobne do moich
                                    odczucia musial miec tez lekarz dokonujacy obdukcji, bo w raporcie nie
                                    dolaczono jej wyników. No, ale wszystkim bylo bardzo zal Pani Burakowej, której
                                    poderznieto gardlo (w sledztwie okazalo sie, ze tak wlasciwie to nie
                                    poderznieto jej gardla, bo wlasciwie to tylko przylozono jej do szyi nóz a w
                                    zasadzie to nie nóz a dlon, – ale tak twarda, ze byla prawie jak maczeta). No i
                                    na koniec Buraczatko (najbardziej poszkodowane), otóz sprawialo wrazenie jakby
                                    przezylo najwieksza przygoda i nie moglo sie doczekac powrotu do domu zeby o
                                    wszystkim w szkole opowiedziec. Nie chce, aby czytelnicy odebrali mnie jako
                                    zawistnego i pozbawionego uczuc wyzszych drania (nie pochwalam tego, co
                                    przydarzylo sie Burakowi – nawet jemu) i twierdze, ze to bylo najwieksze
                                    skur....synstwo. Z drugiej jednak strony komizm sytuacji powalajacy: cala
                                    rodzina Buraków ubrana na czarno i w czarnych okularach, Burak biegajacy z
                                    kserowanymi portretami pamieciowymi zlodziei, Pani Burak pochlipujaca, co
                                    chwila, ze nie chodzi o tego PKS-a, ale biedne (generalnie rozesmiane)
                                    Buraczatko przezylo taki szok. No i wreszcie mialem (podobnie jak wszyscy
                                    pracownicy) dosc sluchania, ze „Wszyscy pierd....ni Polacy to pier...ni
                                    zlodziej wlacznie ze mna i wszystkimi którzy tu pracuje. I tak w ogóle to
                                    pewnie ktos z nas nadal, zlodzieja ta robote. Bo my dobrze wiedzielismy, kiedy
                                    Burak wraca do tego jeb...ego kraju pelnego pier...nych zlodziei. A teraz do
                                    tego nie zalujemy w ogóle, tego, co sie stalo i zajmujemy sie swoimi sprawami
                                    (praca) tak jak by sie nic nie wydarzylo. A w ogóle to nikt mu (po godzinach)
                                    nie pomaga szukac tych jeb....nych skurw....nów, którzy mu ukradli Orkana.”
                                    Tak, wiec moze jestem draniem bez serca, ale mam dosc obrazania mnie i z czasem
                                    odczuwam coraz wieksza radosc z faktu, ze Orkanem jezdzi jakis Burak na
                                    Ukrainie.
                                    Czesc 22

                                    Wielkie Zmiany.

                                    Otóz bylo to jakies pól roku temu, okazalo sie mianowicie, ze Firma wytracila
                                    juz wszystkie rezerwy sily inercji, jaka jeszcze parla do przodu. I gdzies tak
                                    w Marcu Waldek i pozostali udzialowcy (Buraka to nie dotyczy, Gacka zreszta
                                    tez) przezyli szok. Szok polegal na tym, ze pierwszy raz od dziesieciu lat nie
                                    przelane zostaly na ich konto sumy, których sie spodziewali, (które obiecywal
                                    Burak i Gacek). Obaj dostali miesiac czasu na to by znalezc rozwiazanie i
                                    Helmuty zapowiedzieli sie z wizyta w Kwietniu poczym pojechali z powrotem.
                                    Panike, która pózniej nastapila mozna porównac tylko z ta ze stadionu Haisel
                                    (nie wiem czy dobrze pisze). Oprócz polecen wydanych bezposrednio Burakowi i
                                    Gackowi (tych dotyczacych uleczenia kondycji finansowej Firmy) Waldek zazyczyl
                                    sobie od Glównego Ksiegowego zestawienia wydatków. Ale nie takiego zwyklego
                                    (bilansu rocznego czy kwartalnego), ale chcial zobaczyc wszystkie wydatki,
                                    których dokonali Burak i ten, który mial pilnowac zeby Burak pracowal, nie pil
                                    i nie wydawal szmalu firmowego. Tak sobie mysle, ze sam na to nie mógl wpasc i
                                    podejrzewam, ze pewnie ktos mu delikatnie zasugerowal taka wyrywkowa kontrole
                                    (do dzisiaj nie mam pojecia, kto to byl). Fakt faktem Ksiegowy wykonal
                                    polecenie bardzo skrupulatnie (od wielu juz lat wkurzalo go kupowanie na koszt
                                    firmy wszystkiego). Piszac wszystkiego nie przesadzam mam na mysli: papierosy,
                                    gorzale, sprzet RTV i HiFi (jak kiedys zestawil ile mamy telewizorów, wideo,
                                    lodówek, kamer video i aparatów fotograficznym to sie okazalo, ze jedyna firma
                                    w Polsce, która ma wiecej to Media Markt), sprzet sportowy, ale równiez Burak
                                    nie gardzil plynami do naczyn i proszkiem do prania (byl, bowiem przekonany, ze
                                    Firma powinna mu nie tylko oplacac mieszkanie w Polsce, ale równiez wyzywienie,
                                    pranie i sprzatanie). Gacek na poczatku glosno komentowal i ganil poczynania
                                    Buraka, ale szybko zostal przez niego przeszkolony i docenil komfort zycia bez
                                    jakichkolwiek kosztów. Proceder ten w wykonaniu obu panów Dyrektorów trwal
                                    latami (w wypadku Buraka lat dziesiec, w wypadku Gacka lat piec). Waldek jak
                                    zobaczyl zestawienie wydatków to podobno prawie oszalal okazalo sie, bowiem
                                    (sam bylem w szoku), ze roczny koszt utrzymania Dyrektorów (pensje, premie,
                                    mieszkania, samochody, telefony i faktury) jest wyzszy niz koszty z tytulu
                                    wynagrodzenia i ubezpieczenia (ZUS) 300 pracowników!!! Waldek nie wierzyl w to,
                                    co czyta, (bo i bylo to nieprawdopodobne), nie bede pral brudów publicznie
                                    (zasada Pani Dulskiej), ale np. Burak potrafil przyniesc w ciagu miesiaca
                                    faktury na paliwo o wartosci dwudziestu tysiecy zlotych. Jak latwo sie domyslic
                                    jezdzil sporo (samochodem), ale nie 75 tysiecy kilometrów miesiecznie?!!!
                                    Waldek z kazdym punktem zestawienia Glównego Ksiegowego wariowal coraz bardziej
                                    (biedny, Helmut po dziesieciu latach zdal sobie sprawe ze jest najnormalniej w
                                    swiecie okradany przez swoich rodaków). Szok byl podwójny, bo ci, którzy kradli
                                    przez dziesiec lat opowiadali, ze „wszyscy Polacy to zlodzieje i kombinatorzy”.
                                    Tymczasem Obaj Dyrektorzy, (nieswiadomi kontroli wewnetrznej przeprowadzanej
                                    przez Waldka) rozpoczeli szukanie oszczednosci.






                                    Czesc 23

                                    Wielkie Zmiany cd.

                                    Rozpoczeli szukanie oszczednosci kazdy na sobie wlasciwy sposób. Co ciekawe
                                    aktualnie znajdowali sie w stanie wojny wiec podejmowali decyzje w tych samych
                                    sprawach bez konsultacji miedzy soba. Tak obserwowalem i nie wierzylem w to, co
                                    sie dziej, mniej wiecej po dwóch tygodniach wprowadzania reformy zaczalem
                                    kupowac poniedzialkowa gazete i przegladac oferty pracy. W mojej ocenie nagle
                                    nasilenie debil-dilbertyzmu z taka moca w tak krótkim czasie moglo oznaczac
                                    tylko jedno: cios, którego Firma nie byla w stanie zniesc tym bardziej, ze
                                    koniunktura (w gospodarce) nie nastrajala optymistycznie. Niemniej jednak
                                    panowie ochoczo zaczeli rozwiazywac problemy. Problem zbyt wysokich kosztów
                                    produkcji (w glównej mierze byly to koszty zatrudnienia pracowników) Panowie
                                    hiper-managerowie „rozwiazali” nastepujaco, Burak wyznaczyl piecdziesiat osób
                                    (kierowal sie oczywiscie wlasnym widzimisie, a w zasadzie regula pod
                                    tytulem:, „która z pan kiedys ulegla Burakowym amorom zostaje, a która nie
                                    zniosla molestowania i nie ulegla badz nie daj boze odpyskowala - wynocha”) i
                                    zwolnil je w trybie natychmiastowym. Nie sluchajac porad Glównego Ksiegowego.
                                    kazal na wypowiedzeniach jako powód rozwiazania umowy napisac – likwidacja
                                    stanowiska (co najmniej polowa zwolnionych pracowników pierwsze kroki z firmy
                                    skierowala od razu do PIP-u, o tym dalej). Cóz Gacek tymczasem obserwowal z
                                    ironicznym usmiechem oszczednosci w wykonaniu Buraka i jak przystalo na
                                    Dyrektora Finansowego rozwiazal problem zbyt wysokich pensji i premii w jak sie
                                    okazalo jeszcze „inteligentniejszy” sposób. Po pierwsze premie zostaly
                                    zlikwidowane (jakiekolwiek premie), po drugie wszelkie nadgodziny wyplacane
                                    mechanikom i kierownikom zmian zostaly zamienione na dni wolne. A musze tu
                                    zaznaczyc, ze blisko 40 % wynagrodzenia tych Panów to wlasnie nadgodziny
                                    wyplacane w systemie kwartalnym. I tak z dnia nadzien okazalo sie, ze ponad
                                    polowa kluczowych (bardziej niz Burak i Ja, lub ktokolwiek w firmie) ze wzgledu
                                    na umiejetnosci pracowników jest na dwu lub trzy miesiecznych platnych
                                    urlopach. Okres byl wtedy wakacyjny, wiec nie trzeba bylo ich specjalnie
                                    namawiac do urlopu, a poza tym chetnie i gremialnie na znak protestu zlozyli
                                    wnioski. Wujek przerazony tym, co wyprawiaja dilbert-debile chetnie im te
                                    wnioski podpisal. I wtedy zaczelo sie prawdziwe pieklo, bo „wakacje” sie
                                    skonczyly, zlecenia przybywaja, a niema ani mechaników, którzy uruchomia
                                    maszyny (Gacek wyslal ich na urlop) ani wystarczajacej liczby kobiet do obslugi
                                    tych maszyn (Burak je wyrzucil). Zlecenia zawalane sa jedno
                                    • Gość: © 2001 by RIFUN Re: dla was... IP: *.arcor-ip.net 16.12.04, 14:06
                                      po drugim. Wujek na
                                      sile sciaga mechaników z urlopów (nie specjalnie sie stara). W miedzy czasie
                                      szuka nowych kobiet, (co nie jest trudne, majac na wzgledzie bezrobocie) i uczy
                                      je obslugi maszyn, (co jest trudniejsze, majac na wzgledzie, ze ci, którzy je
                                      potrafia obslugiwac sa na urlopie). W to wszystko wpada PIP i inspektorzy z
                                      ironicznym usmiechem sluchaja Buraka, który usiluje im odpowiedziec na pytanie
                                      jak to mozliwe, ze zatrudnia wlasnie pracowników na stanowiska, które zostaly
                                      zlikwidowane. Burdel na kólkach i chinski cyrk w jednym. Ale oczywiscie to nie
                                      koniec, bo oszczednosci bylo wiecej. Kolejny problem to rachunki za telefony i
                                      korzystanie z Internetu. Po pierwsze zostaly odebrane wiekszosci pracowników
                                      telefony komórkowe i tu podobnie Burak kierowal sie nie wysokoscia rachunków a
                                      iloscia „szefów i prezesów” na godzine, które padaja z ust pracownika pod jego
                                      adresem. A teraz numer stulecia w kwestii oszczednosci. Czesc sposród nas
                                      zostala pozbawiona mozliwosci korzystania z poczty elektronicznej, – poniewaz
                                      rachunki za polaczenia internetowe sa za wysokie. Jak to uslyszalem to myslalem
                                      ze to jakis idiotyczny zart. Ze Burak jest glupi to wiedzialem, ale nie
                                      podejrzewalem, ze az tak, niestety jest az tak i w zaden sposób nie przyjmowal
                                      do wiadomosci, ze ilosc kont nie ma zadnego wplywu na koszty polaczen a to z
                                      prostego powodu, ze firma ma wykupione stale lacze i bez wzgledu ilosc i czas
                                      polaczen koszt miesieczny jest taki sam. Notabene sa w Firmie dwa komputery,
                                      które uzywaja polaczen modemowych. Sa to komputery Buraka i Gacka, obaj, bowiem
                                      Super-managerowie sa swiecie przekonani (w swej nieomylnosci), ze dzieki temu
                                      ich polaczenia sa szybsze. Informatyk, który podpowiedzial Burakowi, ze jezeli
                                      rachunki za Internet sa wyzsze to tylko z jego lub Gacka winy uslyszal: „Nie
                                      wpie...laj sie w nie swoje sprawy.” Niestety pomysly dotyczace oszczednosci to
                                      nie wszystko, poniewaz obaj dilbert-debile przystapili do restrukturyzacji
                                      Firmy majacej na celu podniesienie wydajnosci i jakosci swiadczonych uslug.


                                      Czesc 24

                                      Wielkie Zmiany Zakonczone, Rozpoczela sie Rewolucja.

                                      Na efekt „restrukturyzacji” firmy w wykonaniu Buraka i Gacka nie trzeba bylo
                                      dlugo czekac. W zasadzie tuz po wakacjach nie nadazalismy z niczym i z nikim.
                                      Reklamacje plynely równomiernym i szerokim strumieniem, w mysl zasady: zlecenie
                                      = reklamacja. Cierpliwie przegladalem Gazete, co poniedzialek i jeszcze
                                      cierpliwiej wysluchiwalem idiotycznych pytan w trakcie rozmów kwalifikacyjnych
                                      (mniej wiecej po dwóch miesiacach uznalem, ze jednak trzeba przeczekac z
                                      Burakiem recesje na rynku pracy). Tym bardziej, ze miarka sie chyba wreszcie
                                      przebrala (!!!!). Waldek blyskawicznie (jak na niego), bo juz po trzech
                                      miesiacach zorientowal sie, ze liczba reklamacji nie jest normalna i chyba tam
                                      (w Polen) znowu cos sie dzieje. Wskoczyl w pierwszy samolot i przybyl do Polen.
                                      Zaskoczenie Gacka i Buraka bylo gigantyczne, ale bynajmniej nie z powodu
                                      naglego nalotu Waldka, a z powodu przyczyny tego nalotu. Otóz nie mogli
                                      uwierzyc, ze Waldek nie jest w stanie zrozumiec, ze na efekty (te pozytywne)
                                      ich restrukturyzacji trzeba troche poczekac. Malo tego Waldek zrobil cos, na co
                                      obaj chlopcy zupelnie nie byli przygotowani, otóz zazyczyl sobie rozmowy z
                                      pracownikami firmy i do tego („skur........syn jeden”) nie zyczyl sobie
                                      obecnosci obu Asów Zarzadzania przy tych rozmowach. W zasadzie siegajac
                                      pamiecia wstecz to jedyne, co chcial uslyszec Waldek to potwierdzenie swoich
                                      domyslów, ze oba Helmuty (oryginal i farbowany) nie nadaja sie do robienia
                                      tego, co robia. I chyba od kogos to uslyszal, bo tak nagle jak przyjechal tak
                                      samo nagle wyjechal. Chlopcy zas (Asy Zarzadzania) jeszcze przez pare dni
                                      nerwowo sie usmiechali, ale zgodnie z prawem ewolucji (im organizm prostszy tym
                                      latwiej sie przyzwyczaja do nowych warunków) szybko zapomnieli o dziwnej
                                      wizycie. Fajno bylo (dla nich), ale nagle sie gwaltownie skonczylo, otóz
                                      któregos dnia Gacek przybyl z wiadomoscia, ze u Waldka w Helmutowie pracuje
                                      jakis nowy gosciu, co to bedzie nowym szefem fabryki, która Waldek ma zamiar
                                      kupic u Madziarów. Gackowy instynkt podpowiadal mu, ze cos tu smierdzi.
                                      Natomiast Burak zupelnie nieswiadomy zagrozenia wszem i wobec rozglaszal, ze
                                      Waldek zatrudnil nowego i nawet go wysle tu do „Polen” zeby on Burak go nauczyl
                                      jak sie zarzadza sie firma (Jezu!!!!! Skad mu sie to w glowie bierze). I stalo
                                      sie, bylo to na przelomie wrzesnia i pazdziernika Waldek przybyl ponownie, ale
                                      nie sam razem z nim przyjechal nowy Krzyzak, tradycyjnie spolszczymy jego
                                      Pruskie imie i od dzis bedziemy go nazywac Jurek. Jurek zostal przedstawiony
                                      jako Dyrektor ds. Logistyki (niezle, naprawde niezle), jedynym, który wydawal
                                      sie w to wierzyc byl Burak. Gacek przyjal to jako porazke zamknal sie u siebie
                                      i tyle go widzialem. Burak za to jak to Burak zaczal przedstawienie pod
                                      tytulem: „Ja tu ku...wa jestem Szefem”. I trafila wreszcie kosa na kamien (lub,
                                      jak kto woli cytat za Wujkiem: „No to trafil Ch.. na wiekszego od siebie”). Bo
                                      Jurek pokazal pazury (a wlasciwie szpony). I dawno juz tak wesolo w firmie nie
                                      bylo.

                                      Cdn. ???


















                                      • Gość: przerażona Re: dla was... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.12.04, 23:06
                                        Witam wszystkich !Po raz pierwszy czytam i uczestniczę w takiej dyskusji i mam
                                        nadzieję ostatni!Przypadki Dyr Buraka przeczytałam jednym tchem!(gratuluję
                                        polotu literackiego i lekkości pióra)Jestem przerażona!!!!!Nie zdawałam sobie
                                        sprawy z potęgi internetu!Żyjesz sobie spokojnie lub niespokojnie,jesteś
                                        Burakiem,Marchewką,Kurą lub Myszką,a tu na łamach tzw Klubu Dyskusyjnego jakiś
                                        Gość zamiast pracować(większośc wypowiedzi RIFUN pisze w godzinach pracy!)
                                        opisuje Twoje życie!Na początku tylko po to by dać upust swoim frustracjom,ale
                                        potem tak się rozkręca,że opowiadanie przybiera postać lawiny obrazliwych
                                        epitetów,dat,opisów coraz bardziej prywatnych spraw!Opowiadanie o kradziży auta
                                        z takim cynizmem i drwiną to apogeum okrucieństwa!Nie jeżdżę Mercedesem (choć
                                        pewnie jak większość bardzo bym chciała)ani Volvo ale na samą myśl o tym że
                                        ktoś napada na kogoś,obojętnie czy jest to rodzina Buraków czy
                                        Szczypiorków,ktoś wyciąga nóż,popycha czy bije pasażerów,a dziecko jest
                                        świadkiem bezradności rodziców,budzić powinno współczucie a nie drwinę!Jestem
                                        przerażona że na stronach internetu można kogoś publicznie i bezkarnie
                                        oczerniać,obrażać i w dodatku znajdować aprobatę czytelników żądnych coraz
                                        pikantniejszych szczegółów.RIFUN jeśli kiedyś przeczytasz ten przydługi tekst
                                        to odpowiedz na pyt.:czy jesteś z siebie dumny?(pomijając aspekt zyskania
                                        popularności wśród czytelników)Czy jesteś dumny z tego artykułu?Aswoją drogą
                                        Burak nie jest aż takim burakiem jak Go opisałeś;ma też wiele pozytywnych cech
                                        ale pewnie zabrakło czasu lub miejsca na ich dodanie...
                                        Kończę przestrogą:Uważajcie!Bo kiedyś obudzicie się,otworzycie swój komp i
                                        przeczytacie o sobie PRZYPADKI...nie koniecznie te,którymi chcielibyście się
                                        dzielić z całą Polską!
                                        Żegnam-Przerażona
                                        WESOŁYCH SWIĄT!
                                        • Gość: jodelka Re: dla was... IP: *.pool.mediaWays.net 21.12.04, 17:13
                                          RIFUN sie az TAAAK przerazil, ze uciekl... :)


                                          Y
                                          YY
                                          YYY
                                          YYYYY
                                          II

                                          wesolych...
                                          AK
                                          • Gość: jodelka Re: dla was... IP: *.pool.mediaWays.net 21.12.04, 17:20
                                            Y
                                            YYY
                                            YYYYY
                                            YYYYYYY
                                            YYYYYYYYY
                                            II
                                            • Gość: RFN Re: dla was... IP: *.pool.mediaWays.net 25.12.04, 12:49
                                              RiFuN wydrukowalem sobie twoje dzielo
                                              w formacie A5 i czekam niecierpliwie
                                              na dalsze czesci!

                                              jezeli nie masz natchnienia zeby dalej
                                              pisac-bo juz tam nie pracujesz, proponuje
                                              dokonczyc dzielo przy pomocy fantazji
                                              i wydac kompletna ksiazke, tak jak to
                                              zrobil "szczur", no i...
                                              pomysl o pieniazkach...
                                              • Gość: kokon.wavenet.pl Re: dla was... IP: 217.79.147.* 13.01.05, 00:00
                                                Witam wszystkich.
                                                Dla Mnie to była bomba. Jescze się tak nie uśmiałem na necie.
                                                RIFUN wracaj i dokończ co jest do skończenia.To było naprawdę super.Spokojnie
                                                możemy powiedzieć że 90% wszystkich firm w tym kraju w większym lub mniejszym
                                                stopniu ma takie same osobistości BURAKI ale to jest tylko życie i z niego warto
                                                się śmiać. Pozdrawiam wszystkich z portalu i zyczę Nam aby RIFUN się odezwał.
                                                • Gość: BabyG Re: dla was... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.01.05, 18:33
                                                  Dla mnie RIFUN to bohater - chłopie wydaj książkę !!!
                                                  A morał z całej tej historii jest taki : BURAKI są wśród nas i nikt nie jest w
                                                  stanie nic na to poradzić ! :(
                                                  • Gość: WIERNY do ALL... IP: 62.233.167.* 17.01.05, 16:43
                                                    Szczurbiurowy wydał książke...kupiłem ja...RIFUNie..kolej na Ciebie..z
                                                    przyjemnością wspomogę Twój budżet domowy..:))
                                                    CZEKAMY NA KSIĄŻKE !!!!
                                        • Gość: pafcio Re: dla was... IP: *.t17.ds.pwr.wroc.pl 06.01.05, 20:27
                                          Hmmmm, co takak powazna jestes?? corka dyr. buraka? ;)
                                          troche humoru i juz chca czlowieka powiesic... szkoda slow
                                      • Gość: do re mi CDN??? IP: *.ruf.uni / *.ruf.uni-freiburg.de 07.01.05, 12:32
                                        natürlich CDN!!!

                                        pozdrwawiam z Krzyzakowa
                                        • Gość: coach4u Re: CDN??? - czekamy:) IP: 5.5R6D* / *.pg.com 22.02.05, 19:22
                                          Do następnego spotkania, pozdrawiam
                                          • Gość: mokry Re: CDN??? - czekamy:) IP: *.gmk.net.pl / *.gmk.net.pl 28.02.05, 12:24
                                            przeczytalem ciegiem i nic dodac ponadto ze ta historia musi miec ciag dalszy
                                            pozdro dla RIFUNa tak trymc
                                            walczmy z buractwem moze kiedys ten kraj do czegos
                                            dojdzie
                  • Gość: QBA Do RIFUNA IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.03.05, 13:33
                    <<<<No tak to się nie godzi opuszczac rzesze czytelników, nie bądż BURAK
      • Gość: szczecinianka Re: PRZYPADKI DYREKTORA BURAKA IP: *.espol.com.pl 27.02.05, 17:59
        ależ historia!!! A jak wyśmienicie opisana! wielkie brawa należą się za to
        RIFUNowi!!! Niemniej ciary przelatują człowieka, że Buraków na naszym POLSKIM
        polu wciąż niestety nie brakuje... A swoją drogą, niesamowita ciekawość mnie
        zżera, która to ze szczecińskich lub okolicznych firm została opisana?:)
        Nachodzi mnie też taka smutna refleksja, że historia PANA DYREKTORA PREZESA
        BURAKA jak ulał pasuje do jednego z moich szefów... Im więcej błędów zawodowych
        popełnia, im więcej przez jego lenistwo firma traci klientów i dobrą opinię,
        tym bardziej chce pokazać światu i pracownikom kto tu jest ważnym PREZESEM.
        Dodajmy: ZAPRACOWANYM PREZESEM. Zadziwiające jak ludzie próbują własne
        kompleksy małości leczyć PREZESOWANIEM (buraczanym).
      • Gość: QBA Re: PRZYPADKI DYREKTORA BURAKA, DO RIFUNA IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.03.05, 13:36
        ,,,dokończ Waśc wstydu sobie oszczędż, nie bądż BURAK
        • substantiv Re: PRZYPADKI DYREKTORA BURAKA, DO RIFUNA 11.03.05, 14:20
          to chyba juz naprawde koniec.... dla rifuna bylo to traumatyczne przezycie...
          da sie zrozumiec, eh
          • Gość: iWantMore Re: PRZYPADKI DYREKTORA BURAKA, DO RIFUNA IP: 194.46.78.* 26.05.05, 20:43
            mialem Buractwo szanowne podczas prazy w banku pod szyldem bizona polskiej
            puszczy - przekrety Biedronek, tumanstwo dyr. Buraka - czego tylko pragniecie -
            pod egida posiadaczy wloskich. Bank, kiedys dla mnie "twierdza nie do
            zdobycia", wymarzone miejsce pracy - stal sie trauma, i nauczka na dluugo.
            Rifun, dokonczysz?
            • Gość: aan Re: PRZYPADKI DYREKTORA BURAKA, DO RIFUNA IP: *.eranet.pl 11.08.05, 15:44
              Burak chyba się zorientował i go zabił, alboco...
              To już chyba ze 3 lata minęło...
              • Gość: pit THE END IP: *.ghnet.pl 05.04.06, 23:20
                Mam nadzieję RIFUN że wszystko u ciebie w porządku.
          • Gość: kaskao14 Re: Przypadki Dyr. .... tutaj koniec opowiesci IP: *.chello.pl 27.06.06, 21:12
            Jesli ktos nadal czeka na koniec tej historii to pod tym adresem całość w
            skrócie bezpośrednhio od RIFUNa w wywiadzie po latach
            forum.gazeta.pl/forum/1,59000,2278937.html?as=1&ias=9
            ja tez na kilku w zyciu trafilam takich dyrektorow + wiem ze to nie
            przerysowana historyjka. Moze ktos opisze swoja firme?
            • hamsterek Re: Przypadki Dyr. .... tutaj koniec opowiesci 28.06.06, 15:06
              Co za zbieg okoliczności! Wczoraj szukałem tego wątku i nie mogłem znaleźć a tu
              dziś proszę! Znalazłem za to na googlach zebrane i poskładane wszystkie odcinki
              przez jakiegoś dobrego człowieka oraz link który podałeś. Znów czytam :-))
              • emtyl Re: Przypadki Dyr. .... tutaj koniec opowiesci 29.09.06, 14:47
                A co bylo dalej ??
              • profes79 Re: Przypadki Dyr. .... tutaj koniec opowiesci 01.10.06, 23:41
                Powiem lepiej - to jedyny znany mi watek, ktorego NIE DA SIE dodac do
                ulubionych!!!
                • Gość: luli Re: Przypadki Dyr. .... tutaj koniec opowiesci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.10.06, 21:23
                  to niesamowite ze ten blog nadal istnieje i ludzie sie nadal wpisuja.
                  przeczytalam te historie w Duzum Formacie w 2004 roku. ciagle czekacie na cd?
                  • hamsterek Re: Przypadki Dyr. .... tutaj koniec opowiesci 24.10.06, 12:55
                    Wciąż mamy nadzieję że Rifun wróci...

                    RIFUN WRÓĆ !!!
                    • Gość: Tomasz Re: Przypadki Dyr. .... tutaj koniec opowiesci IP: *.stalowa.pilicka.pl 26.02.07, 14:52
                      Dilbert jest w każdym z nas (roboli). A Burak w każdym z nich (...)
                      • Gość: poodel Niesamowita historia IP: 195.33.166.* 28.06.07, 15:31
                        Zaczęłam wczoraj, skończyłam dzisiaj...
                        W sumie Rifun podsumował wszystko w DF, szkoda, że to już koniec...
                      • pacor1 Re: Przypadki Dyr. .... tutaj koniec opowiesci 22.01.08, 09:08
                        I to jest świetne podsumowanie całej tej niesamowitej historii:)
                        • Gość: zaniepokojony czy dyr. Burak nie pracuje dziś przypadkiem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.02.08, 12:19
                          na wysokim stanowisku w administracji samorządowej pewnego zachodnipopmorskiego
                          miasteczka? Imię i nazwisko się zgadza...
                          grozą wieje....
                          • hamsterek Re: czy dyr. Burak nie pracuje dziś przypadkiem 21.04.08, 12:07
                            Hop do góry bo warto!
                          • Gość: x Re: czy dyr. Burak nie pracuje dziś przypadkiem IP: *.chello.pl 01.10.08, 16:46
                            www.info.stargard.pl/dodatki/forum/index.php?A=2&nr_tematu=8356&komentarz=0&nazwa_dzialu_przekazana=PRACA
                            • verminka lekcja od dyra 08.10.08, 11:39
                              Pensja 2000, Staz: pol roku Dyrektor: Tyran Lekcja: Wrzody, przewlekle bole
                              glowy, nerwo bole. Wrazenia: Niezapomniane.
                            • verminka Re: czy dyr. Burak nie pracuje dziś przypadkiem 08.10.08, 11:42
                              Pensja 2000, Staz: pol roku Dyrektor: Tyran Lekcja: Wrzody, przewlekle bole
                              glowy, nerwo bole. Wrazenia: Niezapomniane.
                              • pamirczyk Re: czy dyr. Burak nie pracuje dziś przypadkiem 08.10.08, 13:55
                                Całkowicie nie pojmuje tego jak można pracować w firmie, w której nikt Cie nie
                                szanuje. Ludzie miejcie odrobinę godności osobistej. Cash i career nie jest
                                wszystkim co jest ważne na tym świecie.
                                • walwera Re: czy dyr. Burak nie pracuje dziś przypadkiem 08.10.08, 15:01
                                  Jak przyciśnie Ciebie głód lub chęć utrzymania rodziny wówczas przekonasz się
                                  sam. Sama się nabawiłam w jednej pracy porządnych problemów z kręgosłupem. Do
                                  dzisiaj jestem zmuszona by normalnie funkcjonować, długo siedząc przy komputerze
                                  stosować środki przeciwbólowe, zwłaszcza te silniejsze/skuteczniejsze np.
                                  refastin. Pomijając kwestie ekonomiczne/leki kosztują i to że już stały się w
                                  moim domu tak powszechne jak woda, czasem wolę się naprawdę przemęczyć dla dobra
                                  rodziny.
                                  • dendrarium tak i nie 08.10.08, 15:29
                                    ok,tylko co z tymi osobami co pracują i dają się poniżać mając wybór? tergo nie
                                    pojmuje....
                                    • chudyhenio Re: tak i nie 07.01.09, 18:50
                                      ble ble ble nie tylko u was tak jest
                                      • joagru Re: tak i nie 18.01.09, 17:37
                                        Dyr. Burak prowadzi teraz firmę, o branży bliźniaczej do Schopa.
                                        Poszukanie w necie zajęło mi krótką chwilę.
                                        www.pilatross.com/
                                        • Gość: mala760 Re: tak i nie IP: *.globalconnect.pl 28.04.09, 13:39
                                          no niestety nasz "burak "ma swą małą firmę w Kobylance za Stargardem
                                          szczec i stronka co podałeś jest nazwą firmy... ale już aż taki
                                          chamski nie jest...choć do butelki zagląda to fakt...
                                          • turturro Re: tak i nie 08.05.09, 18:18
                                            RIFUN RULLEZ 4EVER!
                                            • mijo81 Re: tak i nie 05.01.10, 00:51
                                              :) dobre
                                              • Gość: takajedna Re: tak i nie IP: 94.254.214.* 09.02.10, 11:05
                                                niezłe :)
      • kodif Rocznica :) 25.05.11, 15:22
        Niedługo będzie dziesiąta rocznica pierwszego odcinka sagi o Buraku

        GW powinna jakieś podsumowanie dilbertozy zrobić :)
      • Gość: dexterek011 Ochhh.. wspomnienia IP: *.dynamic.chello.pl 01.05.14, 00:28
        Ooojjj.. Przydałoby się dokończenie cyklu. Czekamy już ponad 12 lat.
        • ponis1990 Re: Ochhh.. wspomnienia 02.05.14, 20:40
          Fajny wątek:D
        • levy Re: Ochhh.. wspomnienia 06.11.14, 10:26
          W tym tygodniu jadąc do pracy minąłem na ulicach Szczecina TIR-a z naczepą, na której był napis:
          SchoPa Buchbinderei
          Więc od razu powróciły wspomnienia i postanowiłem zajrzeć na forum a tu mała niespodzianka - wątek wciąż odżywa od czasu do czasu. :)
          • dwie_szopy_jackson Re: Ochhh.. wspomnienia 07.11.14, 13:53
            a ja pamietam jak czytalem to "na zywo" te trzynascie lat temu :) Az dziw bierze, ze tyle lat pozniej, watek nadal jest na gorze forum :)
            • Gość: kuku Re: Ochhh.. wspomnienia IP: 80.50.142.* 13.05.15, 08:15
              Nie słyszeliście? Rifun od 10 lat nie żyje (zemsta Buraka).

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka