Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Redaktor prowadzący mnie gnoi systematycznie.

    29.01.04, 18:59
    Pomóżcie mi znaleźć odpowiedź, bo nie wiem o co chodzi. Jestem dziennikarzem
    w jednym z tygodników - korespondentem z regionu. Sprawa jest taka - pisze 3
    duże teksty tygodniowo i trzy razy w tygodniu mój red. prowadzący je
    krytykuje - miesza z błotem mnie, mój styl pisania, dobór słow, wszystko.
    GDyby ich nie puszczał - ok, zrozumiałabym, że jestem do bani i nie tędy
    droga - trzeba szukać innej pracy. Ale - zawsze są w numerze, jest zajawka
    na 1 str. i komentarz w przeglądzie prasy w I pr. PR. Nie ma mnie na miejscu
    w redakcji, więc nie wiem jak to wygląda z tej strony (cyt. "Wyrzygałem sie
    tym tekstem, z resztą wszyscy na kolegium nim rzygali"). Sądzę, że gdyby one
    rzeczywiście były kiepskie, to by ich nikt nie puszczał - dodam, że nie mam
    pleców. MObbing - może, nie wiem. A może tak po prostu jest, redaktorzy
    prowadzący tak mają - a ja jestem tego nieświadoma. Co Wy na to? Aha - tak
    jest od dwóch lat - i zero pozytywnej motywacji.
    Obserwuj wątek
      • Gość: perełka Re: Redaktor prowadzący mnie gnoi systematycznie. IP: *.chello.pl 30.01.04, 00:24
        Mój (moja) robi to w bardziej perfidny i zakamuflowany sposób. Powoli, ale
        systematycznie. Odsyła teksty z dziesiątkami (jeśli nie setkami) poprawek, na
        ogół nieuzasadnionych. Opatruje je komentarzami w tonie mentorskim, które nie
        tylko podważają moje kompetencje. Przede wszystkim sytuują mnie nie na
        równorzędnej pozycji partnera, ale podrzędnej - ucznia, który musi się jeszcze
        wiele nauczyć, zanim zabierze głos. Odbiera w ten sposób prawo do własnego
        zdania (lub je torpeduje, gdy mimo wszystko chcę przekonywać o swoich racjach),
        kiedy wysupłuje z tekstów coraz to nowe szczegóły - na ogół wątki drugorzędne -
        i każe je rozbudowywać o dziesiątki dodatkowych informacji. A gdy okazuje się,
        że po przeróbkach tekst się nie mieści, każe ciąć wszystkie uzupełnienia.
        Paranoja.

        Co mogę zrobić? Komu się na nią poskarżyć? Nikomu, ponieważ nasz wspólny szef
        (red. nacz.) jest jej mężem. Sytuacja patowa. A swoją drogą – zajmowanie takich
        stanowisk przez małżeństwa powinno być zabronione...

        Do tego dochodzi chamstwo nacz., uwagi i komentarze wygłaszane wobec
        pracowników, które wg niego są żartami, a w naszym odczuciu – najzwyklejszymi
        szykanami.

        I tak jest od trzech lat. I też zero motywacji (chyba że motywacją ma być
        wieczne narzekanie przez nich oboje, że wszystko jest źle). A do tego to
        poczucie zaszczucia się pogłębia.


        Właściwie to nie chciałam się tu skarżyć, choć dzień był kiepski i byłam dziś w
        pracy bliska płaczu. Na ogół staram się nie dawać, ale walczyć o swoje (choć
        walka z głupotą jest bardzo trudna). Ale zdarza się – tak jak dziś – że obrywam
        z obu stron (od niej, a potem od niego) i wtedy stwierdzam, że po prostu już
        nie mogę. Że mam dość pracy w takich warunkach. Że jest jakiś kres
        wytrzymałości.

        Myślę, że to nie chodzi o to, że red. prow. czy nacz. tak mają. Jak w każdym
        zawodzie, szef przyjmuje taką postawę, jaka jest mu wygodna lub jaką uważa za
        słuszną. W wypadku moich szefów widzę w nich mnóstwo frustracji, która każe w
        pracownikach dopatrywać się przede wszystkim nieuczciwości, krętactwa i
        pozerstwa. Przysłowia mądrością narodów (:)), a wg jednego z nich każdy sądzi
        po sobie...
        Swoją drogą ciekawa jestem, co psycholog powiedziałby o psychice takiego
        szefa...

        Nie waham się odejść z tej pracy. Odejdę, gdy tylko znajdę lepszą, gdzie będzie
        się liczyło, co mam do powiedzenia. Gdzie mnie docenią za moje umiejętności i
        obdarzą szacunkiem, który motywuje znacznie bardziej niż uwagi i pretensje.
        Gdzie nie będę słyszała, że za mało pracuję, podczas gdy zostaję po godzinach.
        Gdzie docenią moje poczucie obowiązku i zaangażowanie w pracę. Bo tego
        wszystkiego potrzebuję w pracy jak powietrza. I wiem, że to nie są mrzonki, bo
        tak z pracownikami postępował mój poprzedni szef.

        Właściwie to zaczęłam to pisanie z myślą o tym, by Ci powiedzieć, że
        najważniejszy jest szacunek dla samej siebie. Nie można robić nic wbrew sobie,
        nic, co wywołuje w nas samych niesmak.
        I jeszcze jedno: nie pozwól sobie wmówić, że się do niczego nie nadajesz, że
        się nie znasz na tym, co robisz. Musisz znać swoją wartość. Prędzej czy później
        znajdzie się ktoś, kto Cię doceni.


        • Gość: marianna32 Re: Redaktor prowadzący mnie gnoi systematycznie. IP: *.netglob.com.pl 30.01.04, 10:29
          Dzięki, perełka. Z Twojego listu wynika, że miałysmy taki sam czwartek. I ta
          bezsilność, prawda... Nic tylko golnąć sobie martini, ale jak, skoro jutro
          trzeba oddac tekst :-). Dzięki zwłaszcza za to zdanie o szacunku dla samej
          siebie - cos w tym jest, bo odkąd zaczełam pisac w tej gazecie , nie mogę
          czytać swoich tekstów w druku (specyficzny profil gazety powoduje, ze nie
          identyfikuje się z nim i wstyd mi, że moje nazwisko widnieje pod nimi). MOże
          przeczytasz moją odp. i poradzisz mi co robić. Proponują mi etat w jednym z
          miesięczników kobiecych, jeszcze nic nie podpisałam <
          • Gość: reaktor Re: Redaktor prowadzący mnie gnoi systematycznie. IP: *.is.pw.edu.pl 30.01.04, 13:54
            Nie wiem w jakiej gazecie pracujesz, ani co to za czlowiek, ten Twoj redaktor,
            ale rzeczywiscie jawi sie (przynajmniej z tego co piszesz) jako skonczony dupek
            (witaj w warszawie), ktory prawdopodobnie chce byc drugim Wojewodzkim. Zjebanie
            kogos w stylu, "wyrzygalem sie..", a potem puszczenie takiego tekstu
            to ...malutkie.
            Rada : Golnij sobie to martini, i to z pol butelki, przed napisaniem tekstu,
            i nie wtedy jak bedziesz juz "na wylocie", wyslij go koniecznie zaraz po
            napisaniu - tekst bedzie napewno smielszy, i odwazniejszy (wkurzona
            piszesz: 'male fiutki' - toz to tak grzeczne, ze az ...), a i wyobrazni czlek
            nabiera wiekszej po dobrym trunku, jak masz opory potraktuj to jako eksperyment
            (tak, czy inaczej, jestes przeciez jebana).
            A zeby cie jeszce przekonac, to jest taka anegdota o Prouscie (jesli dobrze
            pamietam): Otoz, pewnego wieczoru usiadl rzeczony, do pisania pilnego, "na juz"
            artykulu, popijajac wino, koniak, czy jakis inny trunek, i... troche przesadzil,
            Rano zupelnie nie pamietal co napisal, kiedy wysalal, o co chodzilo itp.
            Malutki, skromniutki, z przerazeniem, poszedl do redakcji, zeby odwolac tekst
            i...dostal awans. Po przeczytaniu, wszyscy wlacznie z RN padli przed nim na
            kolana.

            Pzdr i Powodzenia.
            • Gość: marianna32 Re: Redaktor prowadzący mnie gnoi systematycznie. IP: *.netglob.com.pl 30.01.04, 18:10
              Reaktorze - dziękuję. Stawiam pierwszą kolejkę
              • Gość: reaktor Re: Redaktor prowadzący mnie gnoi systematycznie. IP: *.is.pw.edu.pl 30.01.04, 18:34
                Pierwsza powiadasz... wlasnie pisze pilny artykul na jutro ;)
                Twoje zdrowie!
              • kasicaaa Re: Redaktor prowadzący mnie gnoi systematycznie. 30.01.04, 18:44
                miałam to samo - moja szefowa przez kilka lat mieszała mi w tekstach do tego
                stopnia, że na wszelki wypadek wolałam czytać szczotki, żeby sprawdzić, czy nie
                zmieniła sensu. Miała przy tym taki zwyczaj, że potrafiła wezwać mnie do
                siebie, jeśli zrobiłam literówkę (pracowałam w dzienniku - teksty pisało się
                taśmowo na czas), ale kiedy zmieniała np. nazwę instytucji (tak!) to nie
                raczyła mnie poinformować i potem wychodziłam na kompletnego przygłupa, co
                nawet nie wie, gdzie np, jest Wydział Komunikacji - w Urzędzie Miejskim czy w
                Starostwie. Pod tekstami było moje nazwisko, więc nie raz dochodziło do
                awantur. Obgadywała mnie potem na potęgę i robiła wszystko, żeby się "zemścić"
                i podsrać mnie przed szefami "wyżej" (pracowałam w dodatku lokalnym regionalnej
                gazety). Mojej koleżance w redakcji narobiła raz strasznego wstydu,
                bo "podrasowała" jej tekst w taki sposób, że całe miasto z niej lało. Tekst
                mianowicie traktował o przejeździe kolejowym, na którym nie było dróżnika i
                przez to przejazd był cały czas zamknięty, co wkurzało kierowców. Szefowa tekst
                poprawiła na "jeszcze lepszy" wpisując w dowolne miejsca słowo "drużnik" przez
                u otwarte. Zrobiła to w ostatniej chwili, korekta już tego nie widziała. W
                efekcie na pierwszej stronie dodatku ukazał się tekst, w którym dróżnik raz był
                przez "ó", a raz przez "u" - czasami w jednym akapicie. Podpisany pełnym
                nazwiskiem! MOja koleżanka beczała dwa dni, bo ktokolwiek z nią gadał, to się z
                niej nabijał. Tego rodzaju historii było tyle, że książkę by można napisać.
                Wiesz co się stało? Zwolniłysmy się z redakcji! Jednocześnie, jednego dnia
                wypowiedzenia złożyły trzy dziennikarki. Został tylko dziennikarz sportowy
                (który nawiasem mówiąc po kilku tygodniach przeniósł się do innego oddziału).
                My z tą koleżanką założyłyśmy własną firmę. I dobrze nam idzie. Obiecałyśmy
                sobie, że przenigdy nikogo nie będziemy gnoić i na razie nam się to udaje.
                Jestem pewna, że Ty też poradzisz sobie ze swoim problemem. Odwagi!
                PS. Szefowa została, bo nasze działanie zostało odebrane przez prezesa
                jako "działanie przeciw firmie". I teraz rozp... następny zespół. A my, ile
                razy ktoś nam opowiada, co tam się wyprawia, gratulujemy sobie decyzji. Trzymaj
                się!:)
              • reaktor99 Re: Redaktor prowadzący mnie gnoi systematycznie. 30.01.04, 18:52
                a tak z ciekawosci ... co to za gazeta i rn, powiesz ?

                reaktor99@gazeta.pl
                • Gość: marianna32 Reaktor 99 IP: *.netglob.com.pl 30.01.04, 21:01
                  MOże bym i powiedziała, ale taką mam manię przesladowczą, że skąd ja wiem, że
                  to Ty nie jestes, za przeproszeniem, tym żałosnym, zakompleksionym bucem z
                  fiutkiem jak fistaszek czyli moim przełozonym. Hm?
                  • Gość: reaktor Re: Reaktor 99 IP: *.is.pw.edu.pl 30.01.04, 21:19
                    > MOże bym i powiedziała, ale taką mam manię przesladowczą, że skąd ja wiem, że
                    > to Ty nie jestes, za przeproszeniem, tym żałosnym, zakompleksionym bucem z
                    > fiutkiem jak fistaszek czyli moim przełozonym. Hm?

                    oczywiście, że jestem zakompleksionym, żałosnym bucem, plugawym i okrutnym z
                    fiutkiem wielkości fistaszka i ponieważ jestem jaki jestem, nie chce mnie żadna
                    dziewczyna i na fiutku wielkości już ustalonej zrobiła się, z nieużywania, taka
                    pomarszczona, twarda skorupka - przypomina ...hm, niech pomyślę ... skorupkę
                    fistaszka???
                    Toż przecież gdybym był Twoim żałosnym, ..., itp, przełożonym to bym się nie
                    pytał, od razu bym cię wylał na pysk zbity ;)
              • Gość: Tmp Re: Redaktor prowadzący mnie gnoi systematycznie. IP: 195.117.30.* 30.01.04, 19:06
                Proponuję mały eksperyment. Skoro naczelny czy inny decdent(ka) twierdzi, że
                Twoje teksty są do bani, na pewno też ma takiego pupilka, którego teksty badzo
                mu się podobają. Proponuję wygrzebać jakiś stary tekst owego pupila i przesłać
                jako własny. Daję sobie głowę uciąć, że zostaniesz potraktowana tak jak zwykle
                czyli obelgami, a wtedy pytasz niewinnie "czy pan(i) X napisałby to lepiej?" a
                potem wyciągasz starą gazetę... Już widzę tę purpurę na gębie Twojego
                naczelnego. Ponieważ masz zahaczenie gdzie indziej, możesz sobie na to
                pozwolić, bo po takim numerze (zwłaszcza gdy się plagiat ukaże drukiem) zapewne
                wylecisz z hukiem. Ponieważ mamy już nowe przepisy o mobbingu, nawet
                odszkodowanie możesz za to wywalczyć, nagrywasz połajanki i przedstawiasz w
                sądzie pracy swój podstęp dla udowodnienia ich bezpodstawności.
                Pozdrawiam
                PS
                Też jestem z tej branży. Mój pan (i władca) całkowicie zabronił mi pisania
                artykułów po przeczytaniu jednego, który wzbudził zachwyt naczelnego i miał
                pójść na jedynkę. Nie poszedł wcale. Powodem wściekłości było zaskoczenie: pan
                uważający się za niebywałego znawcę ludzi nie przewidział, że jakiś techniczny
                umie pisać! Ktoś mu zburzył pewność, że ludzie dzielą się na umysły ścisłe i
                humanistów, grupy będące całkowicie odmiennymi gatunkami, nie rozumiejącymi
                kompletnie nic z nie swojej działki. No więc skoro ścisły nie umie pisać, to
                nie umie i koniec, kropka, nie wolno mu pisać! Mało mnie to rusza, moje dzieła
                drukuje konkurencja - satysfakcja większa niż po martini :)
                PS
                Tak na marginesie zapytam fachowców jak oceniają powyższy tekst pod względem
                literackim. Bo może naprawdę ścisłość umysłu bardzo przeszkadza w pisaniu "dla
                ludzi", a tylko ja nie zdaję sobie z tego sprawy? Może mój szef ma rację? :-))))
                • reaktor99 Re: Redaktor prowadzący mnie gnoi systematycznie. 30.01.04, 19:15
                  Fajnie, fajnie a jeszcze fajniej bedzie jak r. rozpozna
                  tekst pupila, nie?. Ach Wy techniczni, niedokoncatechniczni :)))
                  Bez urazy!
                  • Gość: Tmp Re: Redaktor prowadzący mnie gnoi systematycznie. IP: 195.117.30.* 30.01.04, 19:31
                    > Fajnie, fajnie a jeszcze fajniej bedzie jak r. rozpozna
                    > tekst pupila, nie?.

                    To chyba jest jasne jak słońce, że należy wybrać taki tekst, który pozostałby
                    nierozpoznany. Czyli
                    1. stary i zapomniany, ale z tematem możliwym do podciągnięcia "na dziś"
                    2. taki, którego nie czytał naczelny, bo np. był na nartach
                    3. zostałby zmieniony w konkretnych szczegółach (inne imię, miejscowość, itp) a
                    czepianie się dotyczy przecież stylu, doboru słów i podobnych.

                    Można też z kimś lepiej traktowanym zamienić się na teksty, ale raczej mało
                    prawdopodobne, żeby ta druga osoba na to poszła.

                    > Ach Wy techniczni, niedokoncatechniczni :)))
                    > Bez urazy!

                    Oczekuję na ścisłą (!) odpowiedź: czy aby na pewno moje teksty są strawne dla
                    nietechnicznego? :-)))

                    • Gość: reaktor Re: Redaktor prowadzący mnie gnoi systematycznie. IP: *.is.pw.edu.pl 30.01.04, 20:08
                      Pewnie, kombinowac mozna zawsze, tyle, ze latwo sie
                      wpakowac i wyjsc na kompletnego durnia, bo
                      (jak technicznie, to technicznie, prosze bardzo):

                      > stary i zapomniany, ale z tematem możliwym do podciągnięcia "na dziś".
                      skad mozesz wiedziec, ktory tekst jest przez kogos zapomniany, he?.
                      Jesli byl dobry, to jest duza szansa, ze tkwi on komus jeszcze w glowie,
                      jesli byl denny, to troche nie ma sensu zawracac sobie nim glowy, zgadzamy sie?

                      > taki, którego nie czytał naczelny, bo np. był na nartach
                      99,99% redaktorow ma we zwyczaju czytac swoja gazete na nartach, po nartach,
                      na kajakach, zaglowkach, w motorowkach itp.

                      >zostałby zmieniony w konkretnych szczegółach (inne imię, miejscowość, itp)
                      Pewnie, pisząc np. w gazecie Otwockiej zmienmy nazwe miejscowosci na Grudziadz
                      - to slaby argument wiec sie go nie czepiaj :)

                      > Można też z kimś lepiej traktowanym zamienić się na teksty, ale raczej mało
                      prawdopodobne, żeby ta druga osoba na to poszła.
                      A tu dobrze kombinujesz, bo jesli w redakcji sa jajarze, a nie trzesace sie
                      o stolki matolki, a r. jest nie lubiany, to kazdy z przyjemnoscia powinien
                      zrobic z niego durnia.

                      Poza tym, wiesz, ciaganie sie po sadach (Twoj pierwszy mail),
                      nalezy do srednich przyjemnosci i z reguly to nie jest gra warta swieczki,
                      a po pewnym czasie, staje sie to nudne i malutkim od poczatku jest.
                      Wieksza satysfakcje daje zrobienie z durnia durnia (to moje zdanie).

                      I Tyle.

                      A Twoj tekst - dla mnie strawny i poprawny, bez urazy, ale srednio
                      wyksztalcony, czlowiek powinien cos takiego moc sklecic. Ze jest inaczej to
                      juz inna sprawa.
                      Sic.
          • Gość: perełka Re: Redaktor prowadzący mnie gnoi systematycznie. IP: *.chello.pl 31.01.04, 00:40
            Przypomina mi się taka scena z jednej z książek M. Musierowicz, kiedy
            nastoletnia bohaterka, która nie bardzo radzi sobie z życiem i sobą samą, idąc
            za radą matki, staje przed lustrem i mówi: „Jestem piękna i wspaniała!”. :-)
            Przepraszam za tak pensjonarskie skojarzenie, ale cel jest taki sam: musi
            zauważyć swoją wartość, by przekonać o niej innych. Brawo. Tak trzymać. :-)

            Jeśli chodzi o propozycję pracy, to (wybacz, że będę tu - jak jaki mentor –
            radzić, ale sama o to prosisz) chyba bym z niej skorzystała. Nie znam, rzecz
            jasna, wszystkich za i przeciw, ale na podstawie tych, które przywołujesz,
            dochodzę do przekonania, że przeciw jest tylko konieczność zmian w
            życiu. „Tylko” – ktoś się może zirytuje, bo przecież argument ten ma wielką
            wagę. Myślę jednak, że jeśli nic Cię w Twoim rodzinnym mieście poza pracą nie
            trzyma (mąż i jego praca, szkoła (-y) dzieci, mieszkanie kupione na kredyt,
            schorowani rodzice), warto taką propozycję rozważyć. A jeśli nawet jest ten mąż
            i są dzieci, to przecież możliwy jest układ, który bardzo Ci odpowiada, że
            przyjeżdżasz tu tylko na wezwanie. Życie w Warszawie bywa potwornie męczące
            (też nie jestem „stąd”), ale jest też zaleta: więcej wydawnictw - więcej pism –
            więcej potencjalnych miejsc pracy (o trudnościach na rynku wszyscy wiemy, więc
            nie dołujmy się na zapas, tylko liczmy na to, że wreszcie się to zmieni). Poza
            tym myślę sobie, że zmęczenie tym miastem może być też impulsem do kolejnej
            zmiany w życiu. A zmiany są potrzebne.
            Do tego argument, myślę, ogromnie ważny: że to, co wychodzi spod Twojego pióra,
            zupełnie Cię nie zadowala. Jeśli tematyka kobieca jest tym, co czujesz, warto
            zmienić branżę. Widzisz, ja mam to samo – profil mojego pisma potwornie mnie
            nudzi (choć branża jest poważna i znajomi ze studiów traktują tę moją pracę
            troszkę jak awans, i nawet szef – mimo wszystko – potrafi czasem oględnie dać
            do zrozumienia, że się w niej nieźle znajduję). To jednak, co piszę, po
            poprawkach ewoluuje tak mocno i idzie w takim kierunku, że zwyczajnie się
            wstydzę. Poza tym czuję, że te teksty nie są MOJE, to nie JA decyduję o
            ostatecznym ich kształcie, wreszcie: to nie MÓJ poziom kompetencji językowej
            odzwierciedlają. Naprawdę uważam, że potrafię się posługiwać językiem pisanym
            znacznie lepiej, niż moja szefowa. To prawda, że jej poprawki (czasem są to
            całe ustępy dopisane do tekstu) wracają najpierw do mnie i muszę się do nich
            ustosunkować, ale jest ich tak wiele, że nie sposób ich wszystkich odrzucić
            (zanim odrzucę, muszę się skonsultować). Poza tym ten jej ton, o którym
            wspominałam, duszący każdą dyskusję w zarodku i sprowadzający niegrzecznego
            pracownika na należne mu miejsce... Niełatwo jest w takich sytuacjach wygrywać,
            dlatego moją formą sprzeciwu jest podpisywanie tekstów pseudonimem.
            Postanowiłam, że jej wypocin (kiepska literatura, naprawdę) swoim nazwiskiem
            nie podpiszę.
            No i najważniejsze: satysfakcja, ach! dzika i aż nieprzyzwoita, by wraz z
            wypowiedzeniem rzucić szefowi w twarz to, czego dotychczas nie można było...
            Trzasnąć drzwiami i już nie wrócić... Hm... rozmarzyłam się... Naprawdę
            chciałabym być w takiej sytuacji: mieć propozycję innej pracy i móc wybierać.

            To prawda, że czuję się bezsilna i że kontakt z moimi szefami wiele mnie
            emocjonalnie kosztuje (czwartek faktycznie był do bani), a do domu wracam
            rozbita. Obmyślam jednak plan działania (czy zachowania), jak przetrwać, by nie
            zwariować i nie nabawić się nerwicy. W końcu to w ogromnej mierze zależy od
            naszej postawy, jak traktują nas inni.
            Tymczasem jednak cieszę się wolnym weekendem (chcieli wymóc na mnie pracę w
            domu, ale się na nich wypięłam i mam z tego powodu dziką satysfakcję) i
            kieliszkiem – nie martini wprawdzie – ale dobrego wina. Twoje zdrowie!

            Daj znać, Marianno, jaką decyzję podjęłaś. Trzymam kciuki i pozdrawiam
            serdecznie.
            perełka
      • Gość: b Re: Redaktor prowadzący mnie gnoi systematycznie. IP: *.stacje.agora.pl 30.01.04, 21:11
        A wyobraź sobie, że Twoją szefową jest Anna Ibisz...
        • Gość: marianna32 Re: Redaktor prowadzący mnie gnoi systematycznie. IP: *.netglob.com.pl 30.01.04, 21:22
          Hmmm. Magazyn "Voyage" - Ładne foty, kredowy papier, foliowana okładka -
          klasa "lux". Tak jak szefowa, co?
          • Gość: b Re: Redaktor prowadzący mnie gnoi systematycznie. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.01.04, 23:14
            Faktycznie, ładne opakowanie...
            No i dobry zespół z wyjątkami, dlatego się jeszcze udaje ukryc tę pustkę w srodku...
            • Gość: Itonait Re: Redaktor prowadzący mnie gnoi systematycznie. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.01.04, 18:49
              Kurczę blade!
              Do tej pory miałam zastrzeżenia do mojego Naczelnego, ale po tych paru Waszych
              postach chyba zacznę Go nosić na rękach ;))
              Wprawdzie teksty mi czasem skraca (niestety, bywa że kastrując) i pochopnie
              odrzuca propozycje, które miały szansę trafić w swój czas, ale za to nigdy
              mnie nie zgnoił, a kilka razy nawet zdarzyło się, że pochwalił.
              Chętnie bym powymieniała z Wami poglady na temat pracy rożnych redakcji, w tym
              i "mojego" tygodnika, ale diabli wiedzą, kto tu zagląda...

              • Gość: b Re: Redaktor prowadzący mnie gnoi systematycznie. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.01.04, 20:16
                Wiesz, to jedyna możliwość ulżenia sobie, a co najważniejsze- napisania ku przestrodze!!! Nie widze powodu, dla , którego to miejsce nie miałoby być w pewenym sensie batem na potworów i idiotów. Ja jawnie ostrzegam przed wydawnictwem JMG (Voyage, Playboy, CKM, Cosmopolitan,Shape)
                Pozdrawiam b
                • Gość: we Re: Redaktor prowadzący mnie gnoi systematycznie. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.02.04, 22:33
                  Przed Galą, Claudią, Wprostem, itd. też . Gdzie jest dobrze?
                  • Gość: itonait Re: Redaktor prowadzący mnie gnoi systematycznie. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.02.04, 01:29
                    Gdzie jest dobrze? Hm, w mojej redakcji. Ale jak powiem, gdzie, to się tam
                    wszyscy rzucą i wtedy mogą mnie zwolnić, jak przyjdą lepsi.
                    • Gość: rs Re: Redaktor prowadzący mnie gnoi systematycznie. IP: *.stacje.agora.pl 08.02.04, 14:00
                      Co to znaczy dobrze? Że w twojej redakcji jest dobrze?

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka