Gość: animek
IP: *.chello.pl
31.03.10, 20:34
Witam wszystkich, piszę bo mam już dość i muszę się komuś wygadać:( Czuję się "wypalona" po 2 latach pracy! Dodam, że jest to moja pierwsza tzw. poważna praca, bo wcześniej cały czas pracowałam na umowę-zlecenie. Gdy przyjmowałam się do pracy wszystko wydawało się super, miałam pracować od poniedziałku do piątku, czasami w soboty (uczę się i od razu zapowiadałam szefowi, że muszę mieć wolne soboty), oczywiście po 8 godzin. Wszystko zmieniło się, gdy po okresie próbnym podpisywałam umowę na czas określony (3lata). Szef zmienił moje stanowisko pracy, dostałam awans i dobre warunki finansowe. Niestety umowa jaką dał mi do podpisania była różna od rzeczywistych przydzielonych warunków, ale ustaleń niepisanych szef przestrzega, głównie finansowych (chociaż zdarzają się wpadki przy wypłacie) na wizytówkach tez mam to co ma być a nie specjalista d/s sprzedaży (za 1500 zł jak w umowie o pracę). W tzw. międzyczasie okazało się, że wiele rzeczy w firmie nie wygląda wcale tak jak mówił szef na rozmowie kwalifikacyjnej. Przesunięto moje godziny pracy. pewnego dnia dostałam wiadomość, że mam przychodzić do pracy kilka godzin wcześniej i tak już chodzę od roku. 8 godzin pracy mija mi teoretycznie o 12:00, ale o tej porze nie wychodzi się z firmy...Po prostu nie i koniec. Siedzę więc po 10-12 godzin (razem z innymi osobami przychodzącymi na tą godzinę) bo szef życzy sobie, żebyśmy byli na miejscu!Gdy powiedziałam szefowi, że mi się to nie podoba, stwierdził, że jeśli wyrabiam się z zadaniami o czasie to dobrze, ale inni nie i moje wyjście do domu tak "wcześnie" mogłoby spowodować dezorganizację:/ głupie tłumaczenie, no ale nic to. Jeśli ktoś myśli, że są to płatne nadgodziny to wyprowadzam z błędu. Nie są. Oczywiście każda sobota jest pracująca. gdy wspominam, że mam szkołę szef się jeży, bo to zawsze jest WAŻNA sobota! odprawa, inwentura czy cokolwiek innego. Wolne? Chorobowe? Urlop? Zapomnij... Wspomnienie o dniu wolnym kończy się w najlepszym wypadku grymasem i podniesioną ręką w stronę osoby pytającej, czasami szarpnie albo wyzwie.
Lubiłam swoją pracę. Teraz jednak zaczynam mieć dość. Muszę robić kilka rzeczy, bo brakuje ludzi.naprawdę nie mam czasu w pracy nawet na pójście siku(no sorry).
Czemu nie odejdę? bo zarabiam więcej o jakieś 50% niż mogłabym w innej firmie w moim mieście (brudnym, szarym, pełnym biedy W.) Poza tym, hehe, zdobywam doświadczenie...W poważnej firmie (prywatnej jak zdążyliście się zorientować), na dobrym stanowisku. Ile tak wytrzymam? Ze świadomością, że życie toczy się obok, że "nie mam prawa" nawet mysleć o dzieciach i rodzinie przez najbliższe 5 lat, że szacunek to słowo nic nie znaczące w "mojej" firmie...