Gość: Andswi Dzień z życia lekarza POZ IP: *.broker.com.pl / *.broker.com.pl 23.03.04, 15:39 Przyjmowanie pacjentów od 7 do 16. W tym czasie 60- 70 pacjentów i jeszcze więcej problemów do natychmiastowego rozwiązania. I nikt nic nie podpowie. wizyty domowe od 17- 20 /4 do 8 pacjentów i kilkanasie kilometrów przejechanych jako kierowca swoim samochodem na którego utrzymanie dostajesz ryczałt 200 zł miesięcznie - od stycznia dodatkowo opodatkowany/ Nauka własna 21- 23 i od nowa. Wszystko za 1000zł netto Zamieńmy się dupku. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ano Re: dzień z życia managera w korporacji IP: *.kappa.com.pl 23.03.04, 16:57 Najpierw do szkoły: oryginalny, a nie orginalny. Poźniej zastanów się jak sobie czas organizować. Jak już to opanujesz, możesz zastanawiać się na czym polega stanowisko kierowniecze. Z 12,5h straciłeś minimum 4h. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Marcin Re: dzień z życia managera w korporacji IP: 80.51.220.* 23.03.04, 18:15 drapieżnik - tak trzymaj! nie przejmuj się opiniami niedouczonych ("pracocholik")zawistników, którzy wiedzą lepiej niż ty co jest dla ciebie dobre. sam wiem ile trzeba poświęcić aby być na twoim (naszym) stanowisku. nie ma nic za darmo. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gogo polecam lepszą lekturę IP: *.fonet.pl / *.crowley.pl 23.03.04, 19:29 polecam lepszą lekturę, też menadżera...bubu www.happyland.com.pl/mysl.php Odpowiedz Link Zgłoś
mr.moneypenny Re: dzień z życia managera w korporacji 23.03.04, 23:58 Ktos w dyskusji napisal: 'Tak, tyraj, tyraj, bez zycia osobistego, rodziny, dzieci, przyjaciol, zainteresowan (...)', itp, itd. a potem: '(...) ze za pare lat bede pracowal tylko dla siebie i u siebie.' Widac ze jeszcze nie probowal. Na swoim pracuje sie 25/8. Jak trzeba rezygnuje sie z zycia osobistego, rodziny, dzieci, przyjaciol czy zainteresowan. I o tym m.in. jest ten watek. (chyba) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ZZZ Re: dzień z życia managera w korporacji IP: 157.25.130.* 24.03.04, 09:21 mr.moneypenny napisała: > Ktos w dyskusji napisal: > > 'Tak, tyraj, tyraj, bez zycia osobistego, rodziny, dzieci, przyjaciol, > zainteresowan (...)', itp, itd. > > a potem: > '(...) ze za pare lat bede pracowal tylko dla siebie i u siebie.' > > Widac ze jeszcze nie probowal. Na swoim pracuje sie 25/8. Jak trzeba rezygnuje > sie z zycia osobistego, rodziny, dzieci, przyjaciol czy zainteresowan. I o tym > m.in. jest ten watek. (chyba) Odpowiadam: nie kazda praca "na swoim" musi polegac na ciaglej harowce przez caly tydzien po 24 godziny na dobe.... apteki ani stacji benzynowej prowadzic nie zamierzam.... a jak praca we wlasnej firmie wyglada, wiem bo juz to robie, po godzinach, w domu. I tak ma to wygladac - w domu, u siebie, bez rezygnowania z zycia prywatnego. I zapewniam cie ze nie wszyscy pracujacy na swoim robia tak jak to opisales.... tyle tylko ze trzeba troche ruszyc glowa... A watek jest nie o pracy u siebie, tylko w wielkiej korporacji.... Odpowiedz Link Zgłoś
mr.moneypenny Re: dzień z życia managera w korporacji 24.03.04, 13:14 Zobaczysz jak juz bedziesz na swoim i jak Ci sie powiedzie (czego szczerze Ci zycze). Ja tez pracuje glownie z domu i robie cos co sprawia mi ogromna przyjemnosc. A watek jest o wlasnie tego typu pracy - odpowiedzialnej i czasochlonnej. I jak juz pisalem, lacznie z 'Porozmawiajmy może o kandydatach do pracy' niektore odpowiedzi swiadcza o marzycielsko/irracjonalnym nastawieniu wielu forumowiczow do rzeczywistosci. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ZZZ Re: dzień z życia managera w korporacji IP: 157.25.130.* 24.03.04, 13:59 mr.moneypenny napisała: > Zobaczysz jak juz bedziesz na swoim i jak Ci sie powiedzie (czego szczerze Ci > zycze). Ja tez pracuje glownie z domu i robie cos co sprawia mi ogromna > przyjemnosc. > > A watek jest o wlasnie tego typu pracy - odpowiedzialnej i czasochlonnej. I jak > > juz pisalem, lacznie z 'Porozmawiajmy może o kandydatach do pracy' niektore > odpowiedzi swiadcza o marzycielsko/irracjonalnym nastawieniu wielu forumowiczow > > do rzeczywistosci. Dzieki za zyczenia :-)) jak na razie wlasny biznes wyglada bardzo obiecujaco; ale fakt ze utrzymuje sie w tej chwili glownie z pracy najemnej; na razie jestem na etapie inwestycji... wracajac do pracy w korporacji - mam nadzieje ze moja wypowiedz nie zaliczasz do marzycielsko/irracjonalnej...Wydaje mi sie ze twardo stoje na ziemi. Jestem tez wyznawca teorii ze nalezy jak ognia wystrzegac sie fanatyzmu w kazdej formie i podejrzliwie traktowac kazdego fanatyka - i dlatego z jednej strony mierzi mnie olewczy stosunek do pracy, ale z drugiej strony podejrzliwie traktuje takich pracoholikow jak opisany wyzej bohater watku. Chyba nalezy , jak to w zyciu, zachowac wlasciwy umiar i miec troche krytycyzmu do swiata i samokrytycyzmu do siebie. Pozdrawiam i dziekuje za mila wymiane pogladow Odpowiedz Link Zgłoś
zuzka111 utrata stanowiska? 31.03.04, 10:55 zastanawiam się jak to by było, gdyby taki manager stracił pracę. Czy łatwo jest "wskoczyć" na podobny stołek, czy dla takich zapracowanych osób, pewnych swoich kwalifikacji jest sporo ofert, czy nie bywa tak, że rzeczywistość przerasta wyobrażenia managerów o samych sobie? Odpowiedz Link Zgłoś
beza_beza Re: utrata stanowiska? 31.03.04, 12:47 zuzka111 napisała: > zastanawiam się jak to by było, gdyby taki manager stracił pracę. > Czy łatwo jest "wskoczyć" na podobny stołek, czy dla takich zapracowanych osób, > > pewnych swoich kwalifikacji jest sporo ofert, czy nie bywa tak, że > rzeczywistość przerasta wyobrażenia managerów o samych sobie? Zuzka. Każdemu jest trudno po utracie pracy i specjalistom i managerom - wszystkim. Jakoś jednak sobie radzą. Ja zapracowanie zstąpiłam poszukiwaniem. Odpowiedz Link Zgłoś
zuzka111 Re: utrata stanowiska? 31.03.04, 13:24 OK, ale jeśli przyzwyczaisz sie do pewnego standartu życia, nasz znajomych, którzy tworzą jakąś grupę zawodową, to czy nie zaczynasz odstawać? Ci dotychczasowi "przyjaciele" nie odwracają sie? Jak długo poszukiwanie może zastąpić pracę? Pół roku? A rynek jest okrutny, kończysz magiczne trzydzieściparę lat i Twoje szanse spadają do zera, bo już nie należysz do grupy docelowej, w której sie szuka nowych chętnych do wyścigu. Zastanawiałam sie nad tym, że gdy spędzasz w taki sposób parę lat w jednej firmie, ona cie wyciska do ostatniej kropelki, to z jednej strony masz poczucie dużej wartości - podejmujesz wszak ważne decyzje i decydujesz o losie podległych ludzi, ale z drugiej strony tracisz trochę kontakt z rzeczywistością i może nie jesteś tyle warta na rynku jak to sobie wyobrażasz? Czy taka konfrontacja nie jest szokująca i bolesna? Czy jest tu ktoś, kto coś takiego przeżył? Odpowiedz Link Zgłoś
beza_beza Re: utrata stanowiska? 31.03.04, 13:41 zuzka111 napisała: > OK, ale jeśli przyzwyczaisz sie do pewnego standartu życia, nasz znajomych, > którzy tworzą jakąś grupę zawodową, to czy nie zaczynasz odstawać? > Ci dotychczasowi "przyjaciele" nie odwracają sie? Prawdziwych przyjaciół poznajesz jak sama dobrze wiesz w biedzie. Inni to nie przyjaciele. > Jak długo poszukiwanie może zastąpić pracę? Pół roku? Tak długo jak potrzeba. A rynek jest okrutny, > kończysz magiczne trzydzieściparę lat i Twoje szanse spadają do zera, bo już > nie należysz do grupy docelowej, w której sie szuka nowych chętnych do wyścigu. Mam magiczne 31 lat i co z tego? To mnie wogóle nie dołuje. Nie mam takich myśli jak opisujesz powyżej. ZA TO żadnych zobowiazań, dyspozycyjność i bogate doświadczenie zawodowe zdobyte ciężką pracą bez znajomości. > Zastanawiałam sie nad tym, że gdy spędzasz w taki sposób parę lat w jednej > firmie, ona cie wyciska do ostatniej kropelki, to z jednej strony masz poczucie > > dużej wartości - podejmujesz wszak ważne decyzje i decydujesz o losie > podległych ludzi, ale z drugiej strony tracisz trochę kontakt z rzeczywistością > > i może nie jesteś tyle warta na rynku jak to sobie wyobrażasz? Miałam bardzo ciekawą pracę, wiele możliwości (np studia) i bardzo wiele mnie firma nauczyła. Nie straciłam kontaktu z rzeczywistością jak to opisujesz. Pracowałam w firmie a nie byłam wyciskana. Wiele firmie zawdzięczam. Dzięki właśnie firmie teraz jako bezrobotna mam poczucie dużej wartości. > Czy taka konfrontacja nie jest szokująca i bolesna? Gdybym myślała jak Ty to może... Jednak myślę inaczej. Wiem, że dużo osiągnęłam, nauczyłam się, jestem za to wdzięczna losowi i firmie też (to dzięki pieniążkom - właśnie firmy ukończyłam dwa kierunki) i teraz mogę zacząć coś nowego, może nawet wyżej. Czemu nie? > Czy jest tu ktoś, kto coś takiego przeżył? Ja. Odpowiedz Link Zgłoś
zuzka111 Re: utrata stanowiska? 31.03.04, 14:07 To dobrze, że masz w sobie tyle optymizmu, że nie dałaś się wycisnąć i masz nadzieję, dobre że mówisz pozytywnie o swojej firmie. Życzę Ci wiele, wiele poowdzenia. Ale co do przyjaciół - to, czy oni sa prawdziwi sprawdza sie zwykla w takich przykrych momentach i boli podobnie, niezależnie od tego, czy masz świadomość co do ich prawdziwości. Odpowiedz Link Zgłoś
beza_beza Re: utrata stanowiska? 31.03.04, 14:14 zuzka111 napisała: > To dobrze, że masz w sobie tyle optymizmu, że nie dałaś się wycisnąć i masz > nadzieję, dobre że mówisz pozytywnie o swojej firmie. > Życzę Ci wiele, wiele poowdzenia. Zuzka dzięki! Tobie też mam nadzieję optymizm się udzielił. Życzę powodzenia i Tobie. To nie była jedyna firma w której pracowałam - w niej byłam najdłużej. Wszystkim firmom jednak coś zawdzięczam - naukę przede wszystkim i to, że dzięki nim żyłam bo zarabiałam. > Ale co do przyjaciół - to, czy oni sa prawdziwi sprawdza sie zwykla w takich > przykrych momentach i boli podobnie, niezależnie od tego, czy masz świadomość > co do ich prawdziwości. Życzę Ci Zuzka prawdziwych przyjaciół. Odpowiedz Link Zgłoś
zuzka111 Re: utrata stanowiska? 31.03.04, 14:42 Dziękuję, ale ja jestem już taka zgorzkniała, że nic mi nie pomoże. Jedno cieszy, że jeszcze się po tym grajdołku plącze optymizm, oby zawsze. Odpowiedz Link Zgłoś
beza_beza Re: utrata stanowiska? 31.03.04, 14:47 zuzka111 napisała: > Dziękuję, ale ja jestem już taka zgorzkniała, że nic mi nie pomoże. > Jedno cieszy, że jeszcze się po tym grajdołku plącze optymizm, oby zawsze. Zuzka "miej wiarę" - cytat Lucyperka. Odpowiedz Link Zgłoś
zuzka111 Re: utrata stanowiska? 08.05.04, 19:22 > Zuzka "miej wiarę" - cytat Lucyperka. wiara taż musi być czymś karmiona :-) ciakwe co słychać u drapieżnika? Odpowiedz Link Zgłoś
beza_beza Re: utrata stanowiska? 08.05.04, 20:20 Właśnie! Cześć Zuzka111. Ciekawe co u Drapieżnika i Lucjusza? Karmiona - optymizmem i pogodą ducha Zuzka111. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: portfelik Re: dzień z życia managera w korporacji IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.08.04, 07:17 no i jak drapieżniku? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: hubert dzień z życia pracownika Urzędu Gminy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.08.04, 10:07 22.30 robię kanapki do pracy (na jutro) 22.45 - 00.00 TV lub lulanie dziecka lub czytanie zaległej prasy lub pocieszanie bezrobotnej żony 00.00 kima 6.45 pobudka, szybkie ubieranie, czasami herbata 7.05 PKSem do miasta 7.30 otwieranie pokoju, okien, kawa, herbata, śniadanie przy komputerze alternatywa 1) 8.00 - 11.30 zapieprz (referat inwestycyjny, czyli: nadzór nad budowami, sprawozdania finansowe, telefony do ARiMR lub Banku Światowego, użeranie się z kolegami - urzędniakami, którzy nie wiedzą co i jak robić lub im się nie chce, spotkania u wójta) 11.30-11.45 przerwa na wyskok do baru mlecznego "Smakuś" na ruskie pierogi za 3 zł 11.45 - 15.29 zapieprzu c.d (j.w.) 15.30 urzędnicy z uśmiechem na twarzy zbiegają żwawo po schodkach do domu... 15.40 PKSsem do domu lub (jesli przyjedzie za wcześnie o 3 minuty) cholerna godzinka z buta... alternatywa 2) 8.00 - 15.30 nuuuuudyyyyyyyyy 15.30 urzędnicy z uśmiechem na twarzy zbiegają żwawo po schodkach do domu... 15.40 PKSsem do domu lub (jesli przyjedzie za wcześnie o 3 minuty) cholerna godzinka z buta... pozdrawiam wszystkich nadzianych :) Odpowiedz Link Zgłoś
zuzka111 Re: dzień z życia managera w korporacji 13.01.05, 20:43 zyjesz jeszcze drapieżniku? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: werka Re: dzień z życia managera w korporacji IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.05, 16:20 Ja tam nie wiem osobiście jak to jest pracować w dużych korporacjach, ale mam krewnych i znajmych pracujących w polskich oddziałach międzynarodowych firm i ... . No właśnie ... ile razy wpadłam po cosik tam do nich do pracy zawsze czyściutkie biurka, ani jednego papierka, komputer włączony na "startowej" stronie, prawie zero telefonów. Prawda, że nigdy dłużej u nich nie siedziałam - tak 30 -45 minut. I tak jest u nich zawsze - przedpołudniem, w południe, popołudniu, na początku miesiąca, w środku miesiąca, na koniec miesiąca, na początku roku, na koniec roku, w środku roku. A płaca podstawowa - od 8.000 do 14.000, dochodzą do tego premie i inne bonusy. I powiem szczerze nigdy bym się nad ich pracą nie zastanawiała, ale poczytałam sobie posty na tym forum i wyszło mi zupełnie coś innego. Próbowałam sobie przypomnieć czy kiedykolwiek nie mogłam ich złapać w domu po 17.30 i wyszło mi, że jeżeli były takie sytuacje to okazywało się, że pojechali na zakupy z żoną, są na basenie, na korcie albo gdzieś tam z dziećmi. A może na tych stanowiskach tak się po prostu pracuje - dyrektorzy oddziałów banków, wice-prezesi i dyrektorzy poszczególnych pionów w firmach produkcyjnych. Albo, jest taka możliwość, są niesłychanymi geniuszami a ich organizacja pracy jest tak perfekcyjna, że aż nieludzka. Może ja znam ufoludki? Odpowiedz Link Zgłoś