Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    czy to normalne??

    03.09.10, 21:27
    jestem na półmetku studiowania na EiT, chciałem dziś zaprojektować proste radyjko i klops, nawet
    nie widziałem jak zacząć, z czego ma to być zbudowane, itd. wstyd się przyznać, ale jako przyszły
    inżynier takie coś powinienem umieć; do tej pory na studiach poznałem: skomplikowane wzory
    matematyczne, charakterystyki elementów, podziały elementów, skomplikowane schematy
    generatorów, wzmacniaczy plus muszę znać całą matematykę do tego, transformaty sygnałów,
    techniki obliczeniowe, dziury, elektrony itd. mógłbym wymieniać to w nieskończoność ... i to nie
    pozwoliło mi zaprojektować prostego odbiornika radiowego, wątpie aby przez następne dwa lata
    coś nowego poznać

    pytanie do absolwentów EiT: czy Wy z dyplomem inż. jesteście stanie ot tak zaprojektować proste
    radyjko, które by działało?
    inż budownictwa gdyby Wam po studiach dać zlecenie na zaprojektowanie jakiegoś obiektu
    budowlanego np. mostu to jesteście stanie to zrobić, dobrać tak materiały aby ten most się
    trzymał.
    albo inż mechaniki czy jesteście s tanie zrobić silnik, który by działał.

    Pytam dlatego, by wiedzieć czy to jest reguła czy tylko coś u mnie nie tak. Studiuję na jedej z
    prestiżowych uczelni technicznych, tak się reklamują.
    Obserwuj wątek
      • michi3 Re: czy to normalne?? 03.09.10, 21:49
        Witamy w polskim systemie edukacyjnym. Nauke zaczynaja od konca zamiast od podstaw.
        Ja konczylem budownictwo na jednej z czolowych uczelni i przez I rok serwowali
        nam mega zlozona matematyke. Potem przez caly czas ciagnela sie seria
        przedmiotow typu mechanika teoretyczna czy teoria sprezystosci bedacych skrajnie
        teoretycznymi i nie da sie ukryc trudnymi z wg mnie znikomym zastosowaniem.
        Za to przez caly czas studiow nie pokazano nam jak muruje sie sciane ceglana czy
        wylewa beton. Materialy budowlane poznawalismy z rysunkow na tablicy, ani razu
        nie bylismy na cwiczeniach na budowie! Przyklady mozna ciagnac w nieskonczonosc.
        • dystansownik Re: czy to normalne?? 03.09.10, 23:26
          > przez I rok serwowali
          > nam mega zlozona matematyke. Potem przez caly czas ciagnela sie seria
          > przedmiotow typu mechanika teoretyczna czy teoria sprezystosci bedacych skrajni
          > e
          > teoretycznymi i nie da sie ukryc trudnymi z wg mnie znikomym zastosowaniem.

          To samo u mnie. Tyle, że nie jestem po żadnej najlepszej uczelni z najlepszym
          budownictwem, więc pewnie jeszcze gorzej mnie to przygotowało.
          Na początek ładowano nam całkowicie teoretyczne przedmioty w ogóle nie tłumacząc
          do czego one nam są potrzebne. Te pokroju teorii sprężystości (u mnie ten
          przedmiot powtarzała połowa osób na roku), to był w ogóle kosmos. Wiele
          zagadnień dopiero zacząłem rozumieć, gdy pojawiało się dla nich praktyczne
          zastosowanie na przedmiotach konstrukcyjnych. Jednak nawet na nich większość
          rzeczy, to były najprostsze przykłady.
          Na żelbecie chociażby, liczyliśmy np. najprostszą belkę ciągłą jako żebro
          stropu. Jak później przy magisterce pojawiła mi się belka podsuwnicowa do
          policzenia, to ogólnego sposobu liczenia musiałem szukać w podręczniku który
          jest starszy ode mnie, a takie rzeczy jak np. ścinanie ze skręcaniem musiałem
          rozkminiać z notatek z wykładów (teraz jestem wdzięczny wykładowczyni, że
          wyzywała nas od idiotów i wymagała obecności), bo na ćwiczeniach oczywiście
          przerabialiśmy tylko najprostszy przypadek samego ścinania.

          Co do samego tematu, to teoretycznie absolwentowi budownictwa i tak bez
          uprawnień nie wolno samodzielnie projektować. Osobiście bałbym się cokolwiek
          samemu zrobić, bo wiem, że nic nie wiem. Z odpowiednią kontrolą tego co bym
          "stworzył" pewnie z prostymi rzeczami bym sobie poradził, ale już mnie
          magisterka nauczyła, że uczelnia uczy tylko zupełnych podstaw. Jak przychodzi co
          do czego, to te podstawy trzeba złożyć razem, a często jeszcze uzupełnić
          samodzielnym poszukiwaniem wiedzy.
      • tukafon instytut matematyki to wrzód na dupie 03.09.10, 23:48
        każdej uczelni technicznej

        prawdopodobnie za komuny mieli funkcję podpie...ć kolegów czy niewłaściwych kawałów nie opowiadają

        okopali się i zasiadają w senatach ustalając program tak by studia miały tylko wymiar teoretyczny
        tak jest taniej zresztą; wystarczy tablica, kreda i jeden pajac z notatkami z 1970 tłukący to samo co roku
        • dystansownik Re: instytut matematyki to wrzód na dupie 04.09.10, 11:08
          Ja bym tak po tych wszystkich od matmy nie jechał. Akurat mój wykładowca od
          matematyki (a dokładniej analizy, bo statystykę prowadził kto inny i z niej
          prawie nic nie wyniosłem, choć oficjalnie mam 4.5 w indeksie) był jednym z
          najlepszych z jakimi miałem do czynienia w całym okresie studiów.
          Od niego po prostu na kilometr było widać pasję związaną z tym czego uczy,
          prawdziwe zdolności pedagogiczne i świetne podejście do studentów.
          Ja prawie wyleciałem ze studiów właśnie przez analizę z pierwszego semestru
          (egzamin pisemny z zadań zaliczony w pierwszym terminie, egzamin z teorii
          dopiero przy piątym podejściu), ale przez to że wykładowca dawał szansę zdawać
          do oporu (czyli końca przedłużenia sesji) w końcu sam się zmobilizowałem, zdałem
          i już do końca studiów miałem wszystkie następne sesje zaliczone w terminach.
          Wszystko zależy od tego na jakich ludzi się trafi, a niestety, takich którzy
          potrafią oddziaływać na studentów w pozytywny sposób jest niewielu. Największy
          problem tkwi raczej w tym, że na uczelniach i w instytutach rządzą układy, a nie
          rzeczywiste zdolności w zakresie nauczania.
      • pasztet204 Re: czy to normalne?? 04.09.10, 00:51
        Bardzo ciekawy temat. Widzę, że wszyscy mają takie same odczucia. Ja niestety
        mam podobne. Tak więc na kierunku elektrotechnika nauczono mnie wszystkiego
        tylko nie praktyki. Ja też wiem jak zaprojektować za pomocą języka programowania
        filtr dolnoprzepustowy o dwudziestu parametrach, przepuścić przez niego sygnał
        sinusoidalny tak żeby na końcu narysowały się kwiatki i jeszcze poleciała
        muzyczka...
        Niestety nie jesteś kolego sam, tak po prostu jest wszędzie (wyjątków raczej nie
        szukałbym na całych uczelniach, ale na konkretnych kursach tylko u wskazanych
        prowadzących). Praktykę znają tylko ci którzy byli kujonami i to takimi, którzy
        żyli tym 24 h (bo są też kujony od kucia hehe), albo po prostu hobbyści. W
        zależności od kierunku jest ich na moje oko jakieś 10-20% (wiadomo informatyka,
        elektronika są to dziedziny, gdzie łatwiej być praktykiem niż np. w
        budownictwie). Generalnie ja też czasami muszę się wstydzić za swoją wiedzę, mam
        trochę do siebie o to pretensje, bo być może należało się pilniej uczyć, ale
        uważam że główna wina leży po stornie uczelni. I to nawet nie konkretnych
        prowadzących ale całego systemu, który jest chory. Pocieszeniem jest to, że
        obojętnie do jakiej pracy nie pójdziesz będziesz się jej musiał nauczyć...
        Aczkolwiek z drugiej strony żałuję, że nie posiadam praktycznej wiedzy, bo to
        stwarza większe możliwości na otwarcie chociażby własnego biznesu. Ale jak o
        własnym biznesie może myśleć ktoś kto wykonanie instalacji widział na 4
        tygodniowej praktyce...Tak więc kolego nie jesteś sam, takich ludzi jest sporo,
        zdecydowana większość. Niby inżynier nie jest od tego żeby osobiście wkręcać
        śrubki i biegać z kablem po budowie, ale mimo wszystko pewne rzeczy byłyby
        bardzo pomocne.


        Jeszcze taka ciekawosta, jeden z moich doktorów kiedyś powiedział (facet
        pracował wcześniej w przemyśle) "przeczytałem w prasie, że po studiach tech.
        wykorzystuje się 40% wiedzy zdobytej na uczelni, moim zdaniem jest to jakieś 5%
        może 10%".
      • schl0 Podziękuj systemowi... uwierzyłeś w "bajki" 04.09.10, 10:05
        o świetlanej przyszłości inżyniera i rewelacyjnych zarobkach po studiach technicznych. Zamiast wybrać studia zgodnie z zainteresowaniami wybrałeś tak jak robi to 80-90% absolwentów "dla kasy". Efekt jest taki że większość kuje na blachę, zdaje... i nic po studiach nie potrafi zrobić.

        Z projektowaniem w budownictwie jest trochę inaczej... teorie teoriami, projektowanie projektowaniem a życie życiem... Na szczęście w procesie budowlanym jest wiele ogniw zaczynając od projektanta, sprawdzającego, urzędów, kierowników budów, majstrów po zwykłego pracownika którzy są w stanie zareagować na pewne nieprawidłowości i odpowiednio wcześnie je zasygnalizować. Oprócz tego są na świecie budowle które się filozofom nie śniły ;-))) pomimo tego stoją i mają się nadzwyczaj dobrze wbrew wszystkim teoriom konstrukcji i obliczeniom.
        • roy_x Re: Podziękuj systemowi... uwierzyłeś w "bajki" 04.09.10, 12:54
          schl0: wyobraz teraz sobie , że wszyscy sa po studiach. Strach z domu wyjśc. Szkoły (studia też),
          nie są od tego aby czegokolwiek nauczyć. One są od realizacji programu i z tego są rozliczane. Co
          do realiów i praktyki, to tak jak nauka wychowania seksualnego przez zakonnice. Przecież nikt
          (????) z kadry naukowej na uczelni w życiu w robocie realnej nie był, to niby skad miałby coś
          wiedzieć?

          Wszystkie uczelnie techniczne w Polsce uczą liczyć, żadna nie uczy po co.

          Rozwój i postęp to dziedzina pasjonatów, którzy coś tworzą. Kujoni zostaja na uczelni i ucza
          kolejnych w myśl zasady: "Uczyl Marcin Marcina"!
          • dystansownik Re: Podziękuj systemowi... uwierzyłeś w "bajki" 04.09.10, 13:31
            > Przecież nikt
            > (????) z kadry naukowej na uczelni w życiu w robocie realnej nie był, to niby s
            > kad miałby coś
            > wiedzieć?

            Zależy gdzie i od czego. Jak ktoś uczy czysto teoretycznych przedmiotów, to
            zwykle jest kolejnym produktem chowu wsobnego. Kariera takiego człowieka wygląda
            najczęściej tak, że robi magisterkę, potem idzie na doktorat, potem czeka aż
            ktoś z kadry umrze, żeby zacząć coś wykładać. W międzyczasie może walnie
            habilitację, a jak ma mocne plecy lub umie komuś w nie wbić nóż, to nawet
            profesora nadzwyczajnego się dorobi.

            W przypadku bardziej "praktycznych" przedmiotów, jak np. w budownictwie
            konstrukcyjne, zaczyna się stawiać na ludzi z doktoratami, ale też z
            doświadczeniem w zawodzie. Niedawno na mojej uczelni poszukiwano właśnie takiego
            wykładowcy, to w wymaganiach znalazł się między innymi wymóg posiadania
            uprawnień budowlanych do których uzyskania niezbędna jest praktyka.
            Część wykładowców posiada już uprawnienia, a niektórzy nawet na boku zarabiają
            projektując. Główny problem tkwi w tym, że to nadal mniejszość, a i tak spora
            część z nich ma dość pracy na uczelni. Niby etat i ciepła posadka, ale pensje
            względnie niewielkie, a wymagania uczelni coraz większe.

            > Rozwój i postęp to dziedzina pasjonatów, którzy coś tworzą. Kujoni zostaja na u
            > czelni i ucza
            > kolejnych w myśl zasady: "Uczyl Marcin Marcina"!

            Niestety, ale tak naprawdę czego innego się spodziewać? Uczelnia jest dobrym
            wyjściem dla pasjonatów nie tylko swojej branży, ale i samego uczenia, czyli
            sztuki dla sztuki. Robiąc doktorat na uczelni dostanie się grosze stypendium, a
            i później wcale nie ma pewności czy etat się znajdzie. W niektórych branżach
            idąc do pracy można już na starcie dostać kilkukrotnie większą kasę, a w
            większości jest chociaż nadzieja na taką w przyszłości. Najlepsi po prostu nie
            mają ochoty na uczelni zostawać. Póki nie zmieni się sytuacji na taką w której
            by chcieli, raczej nic się na lepsze w tym względzie nie zmieni.
            • laserowy_ksiaze Re: Podziękuj systemowi... uwierzyłeś w "bajki" 04.09.10, 18:27
              a jednak to norma, no nic trzeba będzie na trzecim roku trochę pocisnąć wykładowców i prosić o
              bardziej jakieś praktyczne przykłady nawet kosztem zakłócenia wykładu i wrogości moich kolegów,
              którzy przychodzą tylko aby odbębnić swoje.

              Kolejne kuriozum, które mi się rzuciło po Waszych wypowiedziach po inż budownictwa aby
              projektować trzeba mieć jakieś specjalne kursy czy świadectwa, pozwolenia? To byłoby podobne
              do elektryki, inż. elektryka nie dopuszcza się do urządzeń, bo nie ma uprawnień SEP, bzdura. Chyba
              tytuł inż. do czegoś zobowiązuję.

              Doktoranci nauk technicznych mają praktykę zresztą muszą ją mieć: muszą prowadzić ileś godzin
              zajęć dydaktycznych na uczelniach plus muszą prowadzić doświadczenia w laboratoriach. Moja
              znajoma doktoryzuje się z chemii i prócz jakiś wzorków na kartce widziałem jak miesza ze sobą różne
              substancje i poddaje je albo podgrzaniu czy zamarzaniu lub jescze innym czynnikom. Doktoranci
              mają wiedzę i też praktyczną, zresztą na wykładach nieraz słyszałem jak to jeden z drugim chwalił
              się, że coś ze sobą łączyli i a efekty były takie a takie. Tylko szkoda, że my nie możemy sami tego
              zobaczyć.
              • dystansownik Re: Podziękuj systemowi... uwierzyłeś w "bajki" 04.09.10, 19:07
                > Kolejne kuriozum, które mi się rzuciło po Waszych wypowiedziach po inż budownic
                > twa aby
                > projektować trzeba mieć jakieś specjalne kursy czy świadectwa, pozwolenia? To b
                > yłoby podobne
                > do elektryki, inż. elektryka nie dopuszcza się do urządzeń, bo nie ma uprawnień
                > SEP, bzdura. Chyba
                > tytuł inż. do czegoś zobowiązuję.

                Teraz tytuł inżyniera może mieć każdy, więc do niczego nie zobowiązuje. Gdybyś
                zobaczył jacy ludzie kończą budownictwo, to byś się załamał i dwa razy byś się
                zastanowił zanim postawiłbyś stopę w jakimś budynku. Uprawnienia budowlane (bo o
                nie chodzi w tym zawodzie) można zdobyć tylko po zdaniu egzaminu przed
                przystąpieniem do którego trzeba odbyć odpowiednią praktykę zawodową (min. 2 lata).
                Z jednej strony jest to dobre rozwiązanie, bo samodzielną pracą zajmują się
                ludzie w miarę kompetentni. Ale jest też minus, ponieważ większość pracodawców
                poszukuje ludzi którzy już te uprawnienia posiadają i wpada się w zamknięte
                koło: do pracy trzeba uprawnień, do uprawnień doświadczenia, do doświadczenia pracy.

                > Doktoranci nauk technicznych mają praktykę zresztą muszą ją mieć: muszą prowadz
                > ić ileś godzin
                > zajęć dydaktycznych na uczelniach plus muszą prowadzić doświadczenia w laborato
                > riach. Moja
                > znajoma doktoryzuje się z chemii i prócz jakiś wzorków na kartce widziałem jak
                > miesza ze sobą różne
                > substancje i poddaje je albo podgrzaniu czy zamarzaniu lub jescze innym czynnik
                > om.

                Ale co to za praktyka? Może dla chemika siedzenie w laboratorium nią będzie, ale
                w przypadku np. budowlańca? Uczelnia uczy głównie projektowania, ale uczy
                podstaw. Chcąc być dobrym wykładowcą, tzw. "praktykiem", trzeba popracować w
                rzeczywistych projektach. Jednak chcąc być dobrym projektantem, pasuje spędzić
                też trochę czasu na budowie (zresztą do uprawnień projektowych jest to wymagane).
                Sam widzę jak robienie czegokolwiek w oparciu o teorię wyniesioną z uczelni
                pozostawia wiele do życzenia. Dziś bawię się z rysunkiem dźwigara dachowego (nie
                mam do CADa żadnych nakładek branżowych, więc muszę wszystko na piechotę
                rysować) i pomimo, że mam niby wszystko ładnie policzone, to ze sporą ilością
                szczegółów mam problemy. Nie bardzo wiem jak narysować łożysko styczne przesuwne
                i nieprzesuwne, czy choćby jak najlepiej rozwiązać problem połączenia
                montażowego. Jednym słowem, projektuję coś czego tak naprawdę w życiu nie
                widziałem na oczy. Teraz wyobraź sobie, że ktoś z podobnym podejściem miałby
                uczyć przyszłych inżynierów. :P
                • laserowy_ksiaze Re: Podziękuj systemowi... uwierzyłeś w "bajki" 04.09.10, 22:50
                  chyba doktorzy budowlańcy również muszą jakieś zielone pojęcie zanim zaczną cokolwiek wykładać
                  w szkołach, bo to trochę się w głowie nie mieści uczyć kogoś, kiedy samemu się nie wie o czym tak
                  naprawdę się mówi, pomijam teorię.

                  Ale Dystasownik, chyba nie masz trochę racji, były przecież programy w TV np. ostatnia afeta z
                  autostradą A1, gdzie był kradzony dolomit, zastępowali go piachem, wypowiadał sie jakiś doktorek z
                  Politechniki Warszawskiej albo AGH nie pamiętam; nawet była robiona symulacja komputerowa co
                  się stanie po dłuższym użytkownaiu z taką jezdnią; gościu dość dobrze mówił, miałem wrażenie
                  jakby wiedział o czym mówi, dalej można przeczytać, że do jakiś projektów wykorzystuje się badania
                  politechnik czy uniwerków. Nie bronię tu doktorów, ale z książek wszystkiego nie da się nauczyć.

                  Ktoś wie może jakich programów używa się w firmach elektronicznych do projektowania obwodów
                  drukowanych? Przygodę zacząłem z Eagle ale może coś innego jest popularne lub lepsze?
                  Do symulacji: PSpice, coś jeszcze, szukam głównie pod optoelektronikę.
              • schweppes1 Prawnie dyplom inż. czy mgr inż. nic nie daje 06.09.10, 09:21
                Tzn. na stanowisku np. konstruktora mechanika może pracować zarówno inżynier
                mechanik, jak i chłop z pola po podstawówce (przecież chłop może czytać książki
                i mieć nawet większą wiedzę od absolwenta MiBM). Oczywiście, jeżeli pracodawca
                go przyjmie.

                Tak samo w mechanice Kierownikiem Projektu, Kierownikiem Warsztatu, Kierownikiem
                Produkcji czy Dyrektorem Technicznym również może być zarówno prof. hab. dr inż.
                mechanik, mgr inż. mechanik, inż. mechanik lub chłop z pola.

                W budownictwie jest trochę (niewiele) większa kasa, niż w szeroko rozumianym
                przemyśle, remontach mechanicznych, ale za to inż. budowlany musi się męczyć z
                tymi uprawnieniami i bez nich max to mistrz/inżynier budowy.

                Inż. mechanik nie musi żadnych uprawnień robić, więc od razu po studiach ma
                otwartą bramę na wszystkie stanowiska (kwestia doświadczenia).
          • schl0 Nie zrozumiałeś mojego "przesłania"... 05.09.10, 10:47
            Na studia są po to by rozwijać i poszerzyć SWOJE zainteresowania w danym temacie co później procentuje w pracy zawodowej. Kiedyś na studia techniczne np na budownictwo szli ludzie, którzy wcześniej ukończyli zawodówkę później dzienne lub wieczorowe technika w międzyczasie zdobywali praktykę pracując na budowach a ci najbardziej ambitni szli na studia.
            Teraz na studia szczególnie bardzo trudne techniczne idą ludzie którzy w 80% powinni zakończyć swoją edukację na szkole średniej i pójść do zwykłej pracy. Dzięki nadprodukcji kadry "inżynierskiej" umarł zawód technika budowlanego - jednocześnie nadprodukcja inżynierów spowodowała upadek tego zawodu, większość zamiast być "inżynierem" pracuje jako technicy kreślarze czy majstrowie budów czyli poniżej kwalifikacji, co powoduje szybkie wypalenie zawodowe (praca poniżej kwalifikacji) bez możliwości rozwoju zawodowego.

            Ps. Żadne studia nie są od "nauczenia" - sama nazwa wskazuje tryb nauki... to nie "szkoła" a studia gdzie SAMEMU dochodzi się do wiedzy czyli STUDIUJE. Kadra naukowa uczelni jedynie pomaga (albo utrudnia ;-) i naprowadza na pewne rozwiązania.
            • schweppes1 Racja, za inżyniera Karwowskiego podział był jasny 06.09.10, 09:33
              W czasach pokolenia inż. Karwowskiego były zachowane stosunki między
              wykształceniem a stanowiskiem na odpowiednim poziomie.

              Zawodówka - robotnik budowlany z opcją awansu na brygadzistę

              Technik - mógł też być robotnikiem budowlanym lub brygadzistą, ale też majstrem
              budowy lub asystentem kierownika budowy, kreślarzem

              Inżynier - inżynier budowy, kierownik robót, kierownik budowy

              Niestety, teraz wszystko zeszło o stopień w dół i technik = robotnik. Przecież
              teraz do każdej pracy związanej z biurem lub nadzorem czegokolwiek chcą wyższego
              technicznego...

              A inżynier często pracuje jako technik. Przecież np. specjalista ds. utrzymania
              ruchu za PRL'u był technikiem!!! Inżynier zazwyczaj zajmował się projektowaniem,
              ewentualnie nadzorowaniem prac na wyższym szczeblu!!!
              • schweppes1 Mało tego, wielu techników było Kierownikami Budów 06.09.10, 09:34
          • schl0 Nie zrozumiałeś mojego przesłania 05.09.10, 10:56
            Na studia są po to by rozwijać i poszerzyć SWOJE zainteresowania w danym temacie co później procentuje w pracy zawodowej. Kiedyś na studia techniczne np na budownictwo szli ludzie, którzy wcześniej ukończyli zawodówkę później dzienne lub wieczorowe technika w międzyczasie zdobywali praktykę pracując na budowach a ci najbardziej ambitni szli na studia.
            Teraz na studia szczególnie bardzo trudne techniczne idą ludzie którzy w 80% powinni zakończyć swoją edukację na szkole średniej i pójść do zwykłej pracy. Dzięki nadprodukcji kadry "inżynierskiej" umarł zawód technika budowlanego - jednocześnie nadprodukcja inżynierów spowodowała upadek tego zawodu, większość zamiast być "inżynierem" pracuje jako technicy kreślarze czy majstrowie budów czyli poniżej kwalifikacji, co powoduje szybkie wypalenie zawodowe (praca poniżej kwalifikacji) bez możliwości rozwoju zawodowego.

            Ps. Żadne studia nie są od "nauczenia" - sama nazwa wskazuje tryb nauki... to nie "szkoła" a studia gdzie SAMEMU dochodzi się do wiedzy czyli STUDIUJE. Kadra naukowa uczelni jedynie pomaga (albo utrudnia ;-) i naprowadza na pewne rozwiązania.
            • formi Re: Nie zrozumiałeś mojego przesłania 06.09.10, 17:20
              Odpowiadam na pytanie autora: absolwent budownictwa, w zależności od specjalizacji, jest w stanie zaprojektować samodzielnie obiekt zaczynając od posadowienia a kończąc na konstrukcji od A do Z. Oczywiście nie mówie tu o instalacjach itd. tlyko o konstrukcji. Np hala, budynek wielopiętrowy, domek jednorodzinny, Ci po specjalizacji związanej z mostownictwem potrafią projektować mosty, wiadukty i kładki ( wiaodmo, że raczej proste przypadki).

              Co do kolegi, który twierdzi, ze nie wiedział jak "ugryźć" belke podsuwnicową; obecnie na 3 roku projektuje sie halę z suwnicą w ramach żelbetu;)
              • roy_x Re: Nie zrozumiałeś mojego przesłania 06.09.10, 18:20
                Absolwent to samodzielnie może skorzystać z toalety, użyć papieru toaletowego i spuścić po sobie wode.

                Nie piszmy bzdur na tym forum, bo się młodym potem mózgi lasują jak czytają te durnoty.
              • schl0 cytujesz jakąś broszurke uczelnianą? 06.09.10, 18:24
                formi napisał:

                > Odpowiadam na pytanie autora: absolwent budownictwa, w zależności od specjaliza
                > cji, jest w stanie zaprojektować samodzielnie obiekt zaczynając od posadowienia
                > a kończąc na konstrukcji od A do Z.

                Powyższy cytat wygląda jakby był żywcem przepisany/przekopiowany ze strony www jakiejś uczelni z zakładki "o absolwentach"... a w rzeczywistości? 50% z mojego rocznika nie dałbym nawet budy dla psa "zaprojektować" czy "wybudować" ;))) Średnio 10-20% z absolwentów jest inżynierami - reszta ma tylko "dyplom" w zakresie inżynierii...

                >Oczywiście nie mówie tu o instalacjach itd
                > . tlyko o konstrukcji. Np hala, budynek wielopiętrowy, domek jednorodzinny, Ci
                > po specjalizacji związanej z mostownictwem potrafią projektować mosty, wiadukty
                > i kładki ( wiaodmo, że raczej proste przypadki).

                Bardzo odważne stwierdzenie ;-)

                > Co do kolegi, który twierdzi, ze nie wiedział jak "ugryźć" belke podsuwnicową;
                > obecnie na 3 roku projektuje sie halę z suwnicą w ramach żelbetu;)

                Znajomy konstruktor, który nie jedno w życiu zaprojektował i niejeden jego projekt zrealizowano zna piękne powiedzenie... Brzmi tak: Papier wszystko przyjmie...
                Dlatego takie wypowiedzi studentów 3-go roku którzy "projektują" "całe hale z suwnicami" i bóg wie co... brzmią bardzo groteskowo i śmiesznie.
                • dystansownik Re: cytujesz jakąś broszurke uczelnianą? 06.09.10, 19:30
                  > > Odpowiadam na pytanie autora: absolwent budownictwa, w zależności od spec
                  > jaliza
                  > > cji, jest w stanie zaprojektować samodzielnie obiekt zaczynając od posado
                  > wienia
                  > > a kończąc na konstrukcji od A do Z.

                  No to tylko gratulować absolwentowi zaczynającemu projektowanie od posadowienia. :D

                  > Powyższy cytat wygląda jakby był żywcem przepisany/przekopiowany ze strony www
                  > jakiejś uczelni z zakładki "o absolwentach"... a w rzeczywistości? 50% z mojego
                  > rocznika nie dałbym nawet budy dla psa "zaprojektować" czy "wybudować" ;))) Śr
                  > ednio 10-20% z absolwentów jest inżynierami - reszta ma tylko "dyplom" w zakres
                  > ie inżynierii...

                  Dokładnie to samo mógłbym napisać o moich spostrzeżeniach. Na szczęście, jak widzę nie tylko u mnie była tak tragiczna sytuacja. Dodałbym tylko, że te 10-20% ma dopiero szansę zostać inżynierami. Papierek jeszcze ich nimi nie czyni. Prawdziwego zawodu muszą się nauczyć w praktyce i dopiero mają potencjał.

                  Zresztą, ja osobiście uważam, że od absolwenta inżyniera, który po studiach nic nie umie, jest gorszy tylko taki, któremu się wydaje, że umie wszystko. Czyli dokładnie taki jakiego formi opisał.

                  > > Co do kolegi, który twierdzi, ze nie wiedział jak "ugryźć" belke podsuwni
                  > cową;
                  > > obecnie na 3 roku projektuje sie halę z suwnicą w ramach żelbetu;)

                  O to akurat do mnie. Już wyjaśnię w czym rzecz. Nie jestem po KBI, więc nie przerabiano u mnie szerokiej gamy konstrukcji. Na żelbecie odchodziła taka masówka (grupy ćwiczeniowe po kilkanaście czy nawet dwadzieścia osób), że za wiele się nie przerabiało, bo i czasu było niewiele. Do samodzielnego zaprojektowania mieliśmy podstawowe elementy konstrukcyjne (strop, żebro, słup, stopa, itp.) budynku o konstrukcji szkieletowej.
                  Jeśli ktoś projektuje całą halę z uwzględnieniem wszystkich zagadnień z tym związanych na 3 roku na żelbecie, to tylko mogę pogratulować świetnej uczelni lub osoby prowadzącej zajęcia. Ewentualnie, może w końcu programy studiów zmieniają się na lepsze i wyrzucają śmieciowe przedmioty i zagadnienia ucząc czegoś przyzwoitego.
                  • formi Re: cytujesz jakąś broszurke uczelnianą? 06.09.10, 22:51
                    Wiadomo, że na studiach przekazywana jest podstawowa wiedza. Natomiast nie sa to zupełnie aż takie "podstawy podstaw" bo za to odpowiadają technika. Wszystkie kierunki techniczne są trudne i jest mase wiaodmości do przyswojenia. Zagadnienia sa trudne i jest tego tyle, że ciężko, żeby absolwent po 5 latach znał się na wszystkim. Np. na budownictwie przedmiotów jest sporo, jest dużo projektów, ale już na ostatnich latach nie pamięta się jak zaprojektować beton określonej klasy bo przerabiało się to na 2 roku.
                    Fakt jest taki, że rzeczywiście studiuje wiele osób, które nie wiele mają wspólnego z danym kierunkiem, lub też myślą, że na studiach sie wszystkiego nauczą, że wpoi im sie wszystkie zagadnienia. Są w błędzie. Niestety trzeba sie odrobinę interesować tematem i samemu coś próbować działać. Ja ukonczyłem technikum elektroniczne, w którym się nauczyłem tlyko prawo Ohma. A poza tym nic! 4 lata! Trudne przemdioty, układy analogowe, układy cyfrowe, mikroprocesory itd. Ale nigdy mnie to nie pociągało. Nie robiłem nic sam. Natomiast miałem kolegów, którzy w domu projektowali stroboskopy, radiostacje, proste roboty itd. Była to ich pasja i smai szukali informacji na różnych forach. Ja poszedłem na budownictwo i nie żałuje. Nie uległem nagonce mediów i reklamie. Kierunek mi się podoba i wiem jakie trudności czekają na absolwentów. Mimo wszystko uważam, że wystarczą chęci i mozna sie samememu troc hę nauczyć. Fakt, że ejst mało praktyki. Ale w dzisiejszych czasach to większośc załatwai praktyki wakacyjne dostając papierek a w tym czasie pracują gdzieś na boku. Z jednej strony to rozumiem bo kasa w tym wieku potrzebna, ale z drugiej strony potem narzekają, że nie wiedza jak sie beton wylewa i deskowania montuje...

                    Na studiach jest dużo niepotrzebnych przedmiotów. Każdy to wie. Niektóre to tzw. "odsiewacze" a inne "zapychacze". Nie mniej jednak jest to wyższa edukacja dlatego program przewidują przedmioty zawansowane teoretycznie.

                    Na koniec do autora: jeśli właśnie skonćzyłes 2 rok to sie nie rpzejmuj, bo te 2 lata to było takie wprowadzenie, wiem bo mam kolegów na EiT i później już robią fajniejsze rzeczy. tak smao jest na budownictwie, na 3 roku zaczynają się przedmioty stricte kierunkowe, na ktorych robi sie mase projektów ( bądź też kopiuje się przodki a później narzeka, że się nic nie umie) ;)
                    • roy_x Re: cytujesz jakąś broszurke uczelnianą? 06.09.10, 23:38
                      "Z jednej strony to rozumiem bo kasa w tym wieku potrzebna, ale z drugiej strony potem narzekają, że nie wiedza jak sie beton wylewa i deskowania montuje..."

                      formi: Na jakim to wydziale budownictwa uczą, że się beton wylewa?
                      • formi Re: cytujesz jakąś broszurke uczelnianą? 06.09.10, 23:42
                        michi3: "Za to przez caly czas studiow nie pokazano nam jak muruje sie sciane ceglana czy
                        wylewa beton. "
                        do tego nawiązałem;]
                    • dystansownik Re: cytujesz jakąś broszurke uczelnianą? 06.09.10, 23:44
                      > Fakt jest taki, że rzeczywiście studiuje wiele osób, które nie wiele mają wspól
                      > nego z danym kierunkiem, lub też myślą, że na studiach sie wszystkiego nauczą,
                      > że wpoi im sie wszystkie zagadnienia. Są w błędzie. Niestety trzeba sie odrobin
                      > ę interesować tematem i samemu coś próbować działać.

                      Ale akurat w przypadku budownictwa wszystko popsuła nowa matura (czyli brak egzaminów na samej uczelni) i wszechobecna propaganda jakie to kierunki techniczne zapewniają wspaniałe perspektywy.
                      Nie wiem jak u Ciebie, ale u mnie po technikum budowlanym było może 10% osób. Reszta, to ludzie najczęściej po LO, bez jakiejkolwiek wcześniejszej styczności z zawodem. Niestety i tu jest jeszcze gorzej, bo tylko jakieś 30% osób (nie licząc tych po technikum), to ci, którzy rzeczywiście byli zainteresowani studiowaniem danego kierunku. Pozostałe 60%, to najczęściej były odrzuty z ekonomicznej lub ludzie zachęceni propagandą, a niestety w przypadkach osób, które same nie mają pojęcia na co chcą iść, budownictwo jest ich najczęstszym wyborem.

                      > Nie uległem nagonce mediów i reklamie. Kierunek mi się podoba i wi
                      > em jakie trudności czekają na absolwentów. Mimo wszystko uważam, że wystarczą c
                      > hęci i mozna sie samememu troc hę nauczyć.

                      W moim przypadku było bardzo podobnie. Sam chciałem to studiować i tylko dlatego nie uważam, żebym sobie zmarnował życie wybierając ten kierunek. Za to znam ludzi, którzy narzekają na swój wybór i bajki jakie im opowiadano. Jeden kumpel już od 2 miesięcy od obrony nie może znaleźć roboty w zawodzie i ostatnio stwierdził, że przegrał życie idąc na budownictwo zamiast na inny mniej popularny kierunek (nie pamiętam dokładnie jaki) na AGH na który też się kiedyś dostał.

                      > Fakt, że ejst mało praktyki. Ale w d
                      > zisiejszych czasach to większośc załatwai praktyki wakacyjne dostając papierek
                      > a w tym czasie pracują gdzieś na boku. Z jednej strony to rozumiem bo kasa w ty
                      > m wieku potrzebna, ale z drugiej strony potem narzekają, że nie wiedza jak sie
                      > beton wylewa i deskowania montuje...

                      Ale nie można też całkowicie zwalać winy na studentów. Prawda jest taka, że gdyby w programie studiów były obowiązkowe całoroczne praktyki od któregoś roku studiów, to wypłynęłaby prawda o tym, że studentów nawet na kierunkach technicznych jest za dużo.
                      Ja robiłem praktyki wakacyjne w dość sporej i porządnej firmie. Efekt był taki, że nie miałem tam prawie nic do roboty, bo w tym samym czasie było ze mną na budowie 3 innych praktykantów. Firma miała jeszcze kilka budów w okolicy. Takich firm jest więcej. Teraz sobie wyobraź na ilu ludzi może być realne zapotrzebowanie, skoro nawet praktykantów trzeba upychać gdzie się da.
                      Co do tego jak się praktyki odbywa, to oczywiście jest tak, że jakaś 1/3 osób odbywa je tylko na papierku. Jednak z reszty, co najmniej połowa odbywa je w firmach, gdzie praktycznie i tak za wiele nie mają do roboty i wiele się nie nauczą. Te firmy po prostu często wychodzą z założenia, że dziś praktykant jest, za miesiąc go już nie ma.

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka