sea_dog
26.03.04, 16:01
Życie codzienne ze wszystkimi konsekwencjami. Brakuje mi tylko hemoroidów,
kosmetyków Celia i porządnego bazarowego żakietu. Najlepiej w duże grochy.
Bosze jeśłi to tak własnie miało wyglądać, to faktycznie wyjątkowo długo
przeżyłam w głębokiej niewiedzy! Średnio o 13.20 wysiadam. Wariuję. Pełzam na
kolanach po dnie własnych wyobrażeń i przeklinam cały świat! Nie wyrabiam.
Oszaleję. O 13.20 zaczyna się moja codzienna biurowa agonia. Pot gęstą
strużką ścieka pod sweterkiem, w głowie huczy wiatr, a plecy po ludzku
pekają. Mam 29 lat. Czeka mnie co najmniej drugie tyle w pozycji siedzącej.
Codzienne wariactwo. Jak niewolnik na galerach. Gorszy od niechęci jest tylko
ten ból rozwalający mi dupę, kręgosłup i wszystkie mięśnie jakie mi tylko
zostały. Myśli za oknem. Pod biurkiem spuchnięte nogi. Zupełnie jak stara
baba. Głowa boli, wszystko boli. Nie wytrzymam tak dłużej, jak rok czy dwa.
Nawet gdybym miała ratować ludzkość przed wymarciem, nie wytrzymuje dłużej
jak do 13.20. Potem umieram i robi mi się wszystko jedno. Byleby wstać i
gdzieś pójść.