andallthat_jazz
30.09.25, 09:56
a posmiejcie sie na zdrowie. Pod koniec maja zaprosilam pewna osobe na rozdanie we wrzesniu dyplomow. Juz wczesniej byla zaproszona i bardzo dopytywala "kiedy". No i w maju poznalam dokladna date i moglam jej podac. Zanotowala w kaledarzu i "oj, ach jak sie juz cieszy". Tak mija lato. Ok 1,5 tygodnia przed rozdaniem uroczystoscia nagle w rozmowie telefonicznej wypala, ze postara sie byc, ale nie wie czy dostanie wolne. Praca biurowa, wiedziala od maja, ma niewykorzystany urlop, czym sie chwalila (przechodzi na emeryture). No wiec ja lekkie zdziwko, ale okeyyy. I czekam co bedzie. Nie odzywala sie do dnia przed a ja nie dopytywalam, bo zapowiadala, ze da znac. Poznym wieczorem cos ok. 21.00 przychodz od niej sms:"ze niestety nie dostala wolnego (no panie, juz wcale nie liczylam na jej obecnosc) i zyczy dobrego dnia i zaprasza mnie na wspolne swietowanie pozniej". Heh... Zlalam juz temat.
I teraz z mojej strony silentium. Bo niby co na to odpowiedziec? Przez 3 miesiace nie dala rady zaplanowac wolnego dnia? Nie liczyla, ze zdam? Nie wiem... i jeszcze ten sms o 21.00 w wieczor poprzedzajacy... A przeciez nawet nie wiiedziala o ktorej godzinie i gdzie dokladnie. Zaproszenia otrzymalismy niecaly tydzien przed i skoro sie nie odzywala, to jej nie dalam. Wiec serio nie wiem po co ta wieczorna szopka. 🙄
No i dzis z rana dostaje kolejny sms. "Jak spedzam wolne?". Serio odpisalybyscie cos na to? Co? Bo mi nic poza silentium nie przychodzi do glowy. Nie jestem obrazona, czy zla. Zaakceptowalam fakt i nie chce mi sie po prostu z ta osoba rozmawiac...