Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Czy ja wiem, kogo szukam?

    IP: *.adsl.inetia.pl 04.04.11, 13:09
    Blisko miesiąc firma sprawdzała moje kwalifikacje. W końcu uznano, że jestem idealnym kandydatem i zaproszono mnie na rozmowę w sprawie zatrudnienia. Pokonałem 130 kilometrów, tylko po to, aby dowiedzieć się, że osoby z moimi kwalifikacjami są nie są firmie potrzebne. Na moją uwagę, aby firma bardziej precyzyjnie określała swoje wymagania zostałem wyproszony za drzwi.
    Dlatego też przepraszam rekrutera z firmy Aarmsleff w Kutnie, za to, iż niesłusznie posądziłem go o posiadanie odrobiny kultury.
    Obserwuj wątek
      • Gość: Ucianka Czy ja wiem, kogo szukam? IP: *.27.rev.vline.pl 04.04.11, 14:18
        Wreszcie ktoś się wziął za ten temat. O kulturze w czasie rozmów można pomarzyć. Nieoddzwanianie jest nagminne (nawet jeśli 10 razy przysięgają, że oddzwonią). Mam jednak pytanie do osób zajmujących się HR, aby wypowiedzieli się na nurtujący mnie ostatnio temat. Zmuszona do intensywnego poszukiwania pracy, uczestnicząc w rozmowach kwalifikacyjnych zauważyłam zadziwiającą nową modę. Otóż rozmawiając ze mną rekruter nie patrzy mi w oczy, ani nawet w ogóle na mnie, tylko gapi się w ekran laptop. OK, wiem że przesyłam mailem swoje cv i tam ono się znajduje. Problem w tym, że oprócz patrzenia w ekran szanowni rekruterzy coś gmerają i piszą, zwracając się do mnie z oczami utkwionymi w ekran. Zawsze korci mnie by spytać, cóż jest tak nie cierpiącego zwłoki w tym kompie, że nie można tego zrobić po rozmowie - odpisują sobie na maile? Grają w kulki? A może sprawdzają, jakie mam zdjęcia na fajsie? Oczywiście fakt, że dla mnie jest to wysoce niekulturalne jest mało ważny. Przecież jestem tylko poszukującym pracy i za sam fakt możliwości spotkania powinnam chyba całować po rękach :)
        Gdyby ktoś był uprzejmy odpowiedzieć na nurtujące mnie pytanie, będę wdzięczna.
        Bo inaczej nie wytrzymam i się w końcu zapytam na jakiejś rozmowie... A może lepiej - wyjmę swojego laptopa i przeprowadzimy rozmowę przez gg lub skypa.
        • Gość: nie-HR Re: Czy ja wiem, kogo szukam? IP: *.e-plan.pl 04.04.11, 22:04
          Nie jestem HR-em ale ci powiem co oni robią
          Nie traktują rekrutacji poważnie tylko oceniają cie na wejściu i starają sie jakoś dotrwać do końca rozmowy, zeby nie było ze cię olali (ale to robią). Mają już wytypowanego zwycięzcę (kuzyn kuzyna) albo w drzwiach stwierdzili że im nie pasujesz i czekają aż wyjdziesz. A potem obejrzą sobie następną osobą.
          Sa leszczami w temacie rekrutacji i nie potrafią tego ukryć. Brałem udział w kilkudziesięciu conajmniej rozmowach w swoim życiu jako kandydat - i moze z tego ze 2-3 profesjonalne rozmowy miałem. Reszta kaszana i wiocha.


          • fair_rules Re: Czy ja wiem, kogo szukam? 04.04.11, 23:27

            > Nie jestem HR-em ale ci powiem co oni robią
            > Nie traktują rekrutacji poważnie tylko oceniają cie na wejściu i starają sie ja
            > koś dotrwać do końca rozmowy, zeby nie było ze cię olali (ale to robią). Mają j
            > uż wytypowanego zwycięzcę (kuzyn kuzyna) albo w drzwiach stwierdzili że im nie
            > pasujesz i czekają aż wyjdziesz. A potem obejrzą sobie następną osobą.
            > Sa leszczami w temacie rekrutacji i nie potrafią tego ukryć. Brałem udział w ki
            > lkudziesięciu conajmniej rozmowach w swoim życiu jako kandydat - i moze z tego
            > ze 2-3 profesjonalne rozmowy miałem. Reszta kaszana i wiocha.
            >

            Bo te całe HR, rekrutacja to nie jest żadna usystematyzowana wiedza ani jakiś twardy system działania.
            Tragedia naszych czasów jest fakt że najlepiej płątne bywają stanowiska nie związane z żadną konkretną wiedzą ani umiejetnościami - managment,zarządzanie zasobami ludzkimi, doradztwo, biura polityczne itd. Te osoby najczęściej nigdy wcześniej nie pracowały na konkretnych, roboczych stanowiskach i o takiej pracy nie mają bladego pojęcia - i zdając sobie z tego sprawę krzycza o "ścieżkach" , "ryzykach", 'profilach" - zwyczajnie starają się nowomową zapchać brak konkretnej treści i często kwalifikacji
            Na to nakłada się bardzo polski nepotyzm, pchanie swoich, fikcyjnośc procedur i ciągły głód pracy u młodych
            I bardzo się mylą ci którzy to odnosza tylko do budżetówki - w wielkich korporacjach często i 80 % załogi jest wciśnięte na co lepsze stanowiska po znajomości. A HR-owcy muszą to rzecz jasna ubrac w głądkie słówka
            • Gość: nie HR Re: Czy ja wiem, kogo szukam? IP: *.e-plan.pl 05.04.11, 01:32
              szczerze mówiąc to bez szkody dla firmy można by oczyścić świat z HRów - to jakiś sztuczny twór. Wystarczy kadrówka od prawnych rzeczy i dobry menedżer działu - i masa firm tak działa bez tych darmozjadów. Np. szef handlowców moze dbać o szkolenia zespołu, motywowanie do roboty i nagrody. No to po co nam jakiś tam cudak? chyba po to żeby ludzie bez konkretnych kwalifikacji mieli pracę.
              • Gość: najmadrzejszy Re: Czy ja wiem, kogo szukam? IP: *.dynamic.chello.pl 05.04.11, 12:57
                Co śmieszne, w Polsce, gdzie pracy jest mało jest chyba zarejestrowanych z 1000 (!) firm doradctwa personalnego. Dla mnie to taka bezproduktywna działalność: przerzucanie setek cv, z których większość do niczego się nie nadaje.
                • Gość: asd Akurat punkt ostatni to błąd 95% rekrutujących... IP: *.dynamic.chello.pl 10.04.11, 17:46
                  jest norma w Polsce że rekruter po rozmowie nie dzwoni mimo że na rozmowie zapewnia że "na pewno zadzwonimy" . Zawsze się zastanawiam czy wynika to z braku kultury czy braku odwagi?
                  • Gość: fafiak Re: Akurat punkt ostatni to błąd 95% rekrutującyc IP: *.adsl.inetia.pl 11.04.11, 07:57
                    Akurat ostatnio zauważyłem nową modę - rekrutujący podaje bardzo dokładny termin udzielenia feedbacku - "będziemy się odzywać w poniedziałek", "odpowiedzi zwrotnej udzielimy w przyszłym tygodniu".
                    Bardzo to sobie chwalę, bo wiem, że jak w pn się nie odezwą to mnie nie chcą, a nie się zastanawiam przez 3 tygodnie czy już powinni się odezwać czy jeszcze nie...

                    A z drugiej strony napisanie jednego maila bcc do wszystkich, którzy byli na spotkaniach "Niestety, ale wybraliśmy innego kandydata" kosztuje firmę mniej niż wyjście rekruterki na fajkę... Z trzeciej strony nikt nie lubi przekazywać złych wieści więc nie dziwi, że rekruterki nie chcą tego robić, ale jak to świadczy o ich profesjonalizmie?
                    • Gość: zzz bo w Polsce firmy w ogóle od siebie mało wymagają. IP: 195.82.180.* 11.04.11, 10:56
                      ...podczas CAŁEJ rekrutacji

                      Zaczyna się od ogłoszenia w którym wymagania ledwo się mieszczą, a oferta firmy ogranicza się tylko do zapewnienia o możliwości pracy "w dynamicznym zespole" Widełki płacowe są w Polsce oczywiście egzotyką.

                      Później przychodzi rozmowa kwalifikacyjna - możemy mówić o szczęściu jeżeli przed nami nie zobaczymy wychodzącego innego kandydata.
                      W jednym przypadku zostałem wręcz potraktowany po chamsku - weszło dwóch panów, żaden nie pofatygował się, żeby się przynajmniej przedstawić ( o podaniu ręki nie wspomnę )-więc nie wiem czy to byli sprzątacze, prezesi czy 'specjaliści ejcz ar'. Gdy ja się przedstawiłem - jednego pana zatkało, drugi pozostał niewzruszony (najwyraźniej chamstwo miał we krwi).
                      Oczywiście o jakiejś merytorycznej rozmowie na temat moich umiejętności (jakiekolwiek by one nie były) można było zapomnieć, rozmowa zaczęła się od pytania "co pan(sic!) może wnieść do firmy?".

                      Na innej rozmowie pan, za bardzo nie wiedział o czym ze mną rozmawiać ale przynajmniej zdołał wepchnąć z dwie (jego zdaniem) ironiczne aluzje do mojego wykształcenia.

                      Chyba tylko raz byłem na rozmowie z prawdziwego zdarzenia, w której padały konkretne pytania, przedstawiono mi wyczerpująco ofertę firmy i zweryfikowano znajomość języków obcych.

                      Smutne.....
                      • Gość: Albatros A kobiety mają jeszcze gorzej IP: *.dynamic.chello.pl 11.04.11, 13:47
                        Ogromny szok przeżyłam jako młoda dziewczyna poszukująca pracy w charakterze sekretarki. Stanowisko do obsadzenia znajdowało się na oddziale neurochirurgii Szpitala Bródnowskiego, a "rekruterem" - sam ordynator, nota bene facet w średnim wieku, dość przystojny i sprawiający wrażenie uprzejmego, ale w ostatecznym zetknięciu cham i mizoginista. Biorąc pod uwagę fakt, że oferta płacowa stanowiła wtedy jakieś 600 złotych do ręki (około 7 lat temu), a praca w "Biedronce" to było jakieś 1000 PLN za pełen etat (sąsiadka zarabiała tyle, więc nie rzucam kwoty z kosmosu), to wolałabym już bóle w krzyżu od dźwigania palet z towarem niż orydarne odzywki pana doktora, który na wstępie wyśmiał moje CV i powiedział, że, cytuję, mam "gó...ane wykształcenie, bo po prywatnej uczelni", jestem niezbyt atrakcyjna i nadaję się bardziej na pacjentkę (tak słabowicie niby miałam wyglądać), a on ma wokół multum studentek-stażystek z Akademii Medycznej, które błagają go o to stanowisko. Na usta cisnęło się pytanie: "to po cholerę, bucu, zawracałeś mi głowę?". Odnoszę wrażenie, że niektóre osoby muszą sobie stale na kimś używać, bo dzień bez zgnojenia drugiej osoby jest dla nich dniem straconym. Nikt nigdy nie potraktował mnie tak, jak ten ćwok w kitlu.
                      • Gość: marchewka Re: bo w Polsce firmy w ogóle od siebie mało wyma IP: *.nplay.net.pl 27.05.11, 19:53
                        > Oczywiście o jakiejś merytorycznej rozmowie na temat moich umiejętności (jakiek
                        > olwiek by one nie były) można było zapomnieć, rozmowa zaczęła się od pytania "c
                        > o pan(sic!) może wnieść do firmy?".


                        Ale po schodach czy windą? ;)
                        • Gość: gość Re: bo w Polsce firmy w ogóle od siebie mało wyma IP: *.dip0.t-ipconnect.de 28.05.11, 09:21
                          Kurwa ludzie, otworzcie oczy. Pracuje w renomowanej zachodniej firmie. Podania o prace naplywaja regularnie i bez przerwy. Stosujac sie do panujacego prawa, sa skrupulatnie rejestrowane i ida w rejs po zakladowych oddzialach, do rak kierownikow.

                          I wtedy sie zaczyna: panuja konkursy na najbardziej szpetne zdjecie przy czym kandydaci sa wysmiewani i zdarza sie, ze jakis pracownik biegnie z teczka pod pacha kilka pieter na dol aby rozweselic kolege szczegolnie smieszna fizjonomia, czy nazwiskiem, albo podniecic (ladne kandydatki) i zachecic do pikantnych komentarzy w stylu: "gdyby mi codziennie obciagala z rana to dalbym jej ta prace"

                          Kandydat o imponujacym cv w ogole niema szans na zatrudnienie, bo przewyzszalby kwalifikacjami szefa. POwodzenie maja osoby ciche, spokojne, nie podpadajace, wykonywujace swoja prace rzetelnie i szybko z nalezyta kompetencja.

                          Dane osobowe trafiaja na prywatne komputery pracownikow badz wrecz leza na biurku czy parapecie, bezmyslnie a czasem celowo, aby wywrzec presje na obecnych pracownikow.
                • Gość: Jontek9000 Dlaczego niby "do niczego sie nie nadaje"? IP: *.137.broadband2.iol.cz 10.04.11, 23:55
                  Prosze rozwinac swoja wypowiedz - albo,
                  za przeproszeniem zamknac mor*** jak sie nie ma nic madrego do powiedzenia...
            • Gość: ma-ryja Re: Czy ja wiem, kogo szukam? IP: *.dip.t-dialin.net 10.04.11, 20:04
              Jestem zawodowo skazana na sporadyczne kontakty z HR, czyli zasobami ludzkimi. Jak widze te wszystkie kozy i lale, bedace zasobem i traktujace wszystkich wokol z gory jako zasób, to chce mi sie krzyczec i zlapac jedna i druga za kolnierz i potrzasnac. Ludzie, broncie sie przed tymi glupawymi panienkami, psujace opinie nie tylko firmie, w ktorej pracuja lecz rowniez kobietom, majacym normalne podejscie do swiata i ludzi.
              • Gość: Alutka Autentyk czyli coś z życia IP: *.dynamic.chello.pl 11.04.11, 14:23
                W pewnej firmie o trzyliterowej nazwie mieszczącej się na ulicy Bekasów w Warszawie, kilka lat temu odbyła się rekrutacja "na recepcjonistkę". Warunkiem przyjęcia odpowiedniej dziewczyny - studentki, była dobra znajomość niemieckiego, którą u kandydatki sprawdzał...cieć zwany ozdobnie specjalistą do spraw zaopatrzenia. Był to facet "przynieś, podaj, zarejestruj samochody służbowe, kup papier toaletowy itp.", który nie miał pojęcia o języku niemieckim, choć swego czasu próbował się go uczyć, słowem - antytalent lingwistyczny. Osobnik ten, do którego prywatnie nic nie mam, został zobligowany do wyboru panienki odpowiedzialnej za tzw. pierwsze wrażenie w kontakcie z klientami i osobami z zewnątrz tak ogólnie. Tak oto firmy potrafią zakpić sobie z procesu rekrutacyjnego.
            • Gość: Wiking Re: Czy ja wiem, kogo szukam? IP: *.cybercomhosting.com 11.04.11, 13:02
              > I bardzo się mylą ci którzy to odnosza tylko do budżetówki - w wielkich korpora
              > cjach często i 80 % załogi jest wciśnięte na co lepsze stanowiska po znajomości
              > . A HR-owcy muszą to rzecz jasna ubrac w głądkie słówka

              Widzisz bo w PL jeszcze troche nie doroslismy. w PL cos co na calym swiecie nazywa sie rekomendacja uznawane jest za nepotyzm lub znajomosci i odbierane negatywnie.

              Czy ja i koledzy pracujacy poza aktualnie poza PL dostajemy maile w ktorych napisane jest - poszukujemy ludzi na stanowiska X, Y, Z jesli mozecie kogos polecic bedziemy wdzieczni.
              Takie dzialanie ma 2 zadania przyspieszyc i obnizyc koszty procesu rekrutacji a zarazem znalezienie wlasciwej osoby na wlasciwe miejsce - bo tylko idiota ryzykuje swoja opinie polecajac kogos i marnych kwalifikacjach (np. zeby otrzymac bonus finansowy - bo i tak sie dzieje).

              Oczywiscie nie przecze ze PL sa sytuacje (i wielu moich znajomych mialo nieprzyjemnosc w nich uczestniczyc) gdzie miejsce jest juz obsadzone a rektrutacja prowadzona jest jako zaslona dymna bo byc musi. To jest po prostu chore. A smutne jest to ze prace dostaja w ten sposob czesto osoby o doswiadczeniu grubo ponizej oczekiwan.

              Doskonalym przykladem jest tutaj rozmowa kwalifikacyjna mojego znajomego ktory zrobil doktorat na ktorej uslyszal no niesety bardzo mi przykro... ale za to zobaczylam (rektutujaca) jak wyglada czlowiek z tytulem dr - no to jak strzelic komus w ryj.
          • Gość: Ucianka Re: Czy ja wiem, kogo szukam? IP: *.27.rev.vline.pl 05.04.11, 11:01
            No tak podejrzewałam. Ale ponieważ czasem i ja "na wejściu" albo zaraz po, orientuję się, że w takiej firmie to nie chcę pracować, korci mnie, żeby zajrzeć im do tego laptopa... Albo "delikatnie" zwrócić uwagę. Ale to zrozumie, jeden z drugim?
        • luni8 Re: Czy ja wiem, kogo szukam? 28.05.11, 08:09
          > . Nieoddzwanianie jest nagminne (nawet jeśli 10 razy przysięgają, że oddzwonią)

          Raz mi się tak zdarzyło że obiecali telefon jeszcze tego samego dnia. Nie oddzwonili, zadzwoniłem następnego dnia rano z pytaniem, jak się okazało zostałem przyjęty tylko w danym tygodniu firma była ostro zajęta przeprowadzką do nowej siedziby i zwyczajnie ktoś zapomniał przedzwonić.

          Mimo wszystko duży plus należał się firmie za to że rzeczywiście czytała CV, tzn. byłem wtedy na etapie gdy wysyłałem już CV wszędzie bez względu na stanowisko. A pierwsze pytanie na rozmowie brzmiało "czemu zgłosiłem się na magazyniera" po czym zaproponowano mi ubieganie się o lepsze i bliższe moich kwalifikacji stanowisko.
      • Gość: dree Wiecie,co mnie wk...wia najbardziej? IP: *.acn.waw.pl 04.04.11, 14:51
        Oddzwanianie z zastrzerżonych nr. telefonów.Bo jak ktoś szuka pracy to przecież powinien z włączonym telefonem chodzić pod prysznic i do sracza.Nie powinien też jeździć metrem,chodzić do kina i na spotkania w innych firmach,tylko siedzieć murem z wzrokiem wbitym w aparat,bo może łaskawca oddzwoni.
        Juz mi się to zdarzyło kilka razy-ktoś dzwonił z zastrzeżonego,ja nie mogłem odebrać,więc nie wiedziałem,do kogo odzwonić.Po kilku dniach dzwonie do firmy,do której aplikowałem, i co słyszę?PRETENSJE,ŻE NIE ODBIERAŁEM TELEFONU I NIE ODDZWANIAŁEM JAK PAN "BIZNESMAN",CZY INNY "REKRUTER" DZWONIŁ.
        • Gość: najmądrzejszy Re: Wiecie,co mnie wk...wia najbardziej? IP: *.dynamic.chello.pl 05.04.11, 12:52
          To chyba forma 'odsiewu' - nie odebrał, czyli nie chce mieć pracy, skreślony.
          Już słyszałem, że jako bezrobotny mam czas na wszystko.
          • Gość: nieHR Re: Wiecie,co mnie wk...wia najbardziej? IP: *.e-plan.pl 05.04.11, 22:02
            szukanie pracy to jedna z najcięższych prac: stresująca, musisz być silny psychicznie i mocno zorientowany na cel bo mozesz nie mieć codziennie "wypłaty". Dlatego tak wielu ludzi moim zdaniem sobie z szukaniem pracy nie radzi. To tak jakby nie radzili sobie w wymagającej dużych umiejętnosći robocie.
            • Gość: Robson Re: Wiecie,co mnie wk...wia najbardziej? IP: 83.143.139.* 10.04.11, 16:20
              A ja włączyłem blokowanie połączeń z numerów zastrzeżonych i z dwóch firm zadzwonili do mnie i "pokazali" swój numer. Jeśli firma się wstydzi czegoś i nie chce się pokazać to nie ma co się nimi przejmować :-)
        • kajaxxi Re: Wiecie,co mnie wk...wia najbardziej? 06.04.11, 22:56
          a tu akurat moge Ci odpowiedziec, ze to nie wina rekruterów tylko ustawienia centralek. Przynajmniej tak jest u nas w firmie, zwykli pracownicy nie maja nic do gadania w tej sprawie.
          • Gość: dree Re: Wiecie,co mnie wk...wia najbardziej? IP: *.acn.waw.pl 07.04.11, 06:51
            Nie rozśmieszaj mnie."Wina ustawienia centralek"-i nic nie można z tym zrobić?Spisek,normalnie.
            • luni8 Re: Wiecie,co mnie wk...wia najbardziej? 10.04.11, 18:00
              Nie to że nie można, po prostu nikomu się nie chce.
          • olek_01 Re: Wiecie,co mnie wk...wia najbardziej? 10.04.11, 19:00
            kajaxxi napisała:

            > a tu akurat moge Ci odpowiedziec, ze to nie wina rekruterów tylko ustawienia ce
            > ntralek. Przynajmniej tak jest u nas w firmie, zwykli pracownicy nie maja nic d
            > o gadania w tej sprawie

            to powiedz tym burakom,że do takich akcji można kupić za 5 złotych jakiś starter np Fresza
            z numerem i z niego oddzwaniać do kandydatów ,a nie chamsko się ukrywać z numerem :P
        • Gość: tomasz Re: Wiecie,co mnie wk...wia najbardziej? IP: *.smgr.pl 04.02.14, 22:19
          Kur***!!! Skąd wy się wzieliście buraki??????? Ja nie jestem HRem, ale kurna, jak was czytam to mi się nóz w kieszeni otwiera....nic dziwnego, że pracy nie możecie znaleźć...a wystarczyłoby jakieś podstawowe wnioski wyciągnąć, tyle, że wy poza flaszką spod pazuchy niczego spod pazuchy wyciągnąc nie możecie...no chyba, że transparent WFCG...to wszystko gó..., co potraficie.....
          • Gość: kafebiba Re: Wiecie,co mnie wk...wia najbardziej? IP: *.dynamic.chello.pl 05.02.14, 13:02
            zaproszono mnie na rozmowę prowadzoną przez 2 przemiłe panie, stanowisko merytoryczne (młodsza biurwa, ale wykwalifikowana). Rozmowa trwała nieco ponad godzinę.

            Pracy nie dostałam, ponieważ nie znam francuskiego, tyle, że o znajomość tego języka nikt mnei nie spytał ani razu i mimo posiadania mojego CV na rozmowie też nie wspomniano o tym, aby była ona konieczna.
      • Gość: Marcin Czy ja wiem, kogo szukam? IP: *.217.146.194.generacja.pl 10.04.11, 18:05
        Ja raz miałem taką sytuację, że po wysłaniu CV dzwoni do mnie ktoś z firmy i pyta o parę spraw, między innymi o wysokość zarobków za jakie zgodziłbym się pracować. No to mówię, że interesuje mnie przedział 5 - 7 tys pln. Po tym telefonie dostałem zaproszenie na rozmowę kwalifikacyjną do miasta oddalonego o 100 km od mojego miejsca zamieszkania. Przyjeżdżam, rozmowa bardzo miła, niesztampowa i kulturalna. Ale na końcu mój niedoszły szef stwierdził coś w rodzaju. "No zatrudnilibyśmy pana, ale my tutaj na tym stanowisku płacimy 3,5 tys. a pan chce 5 - 7 więc chyba się nie dogadamy" ?! Masakra! Co za burak! Po cholerę idioto chciałeś żebym jechał 100 km na rozmowę jak wiedziałeś, że i tak nie jesteś skłonny mi zapłacić kwoty którą określiłem? Ludzie, jak ktoś jest bezrobotny to zwykle nie ma kasy na wycieczki krajoznawcze.
        • Gość: xxx Re: Czy ja wiem, kogo szukam? IP: *.xdsl.centertel.pl 10.04.11, 18:19
          jako bezrobotny gardzisz 3,5 tys.?
          • Gość: xxx Re: Czy ja wiem, kogo szukam? IP: *.xdsl.centertel.pl 10.04.11, 18:20
            przecież nie jest to mało, to średnia krajowa o której większosc marzy
            • Gość: elo nie kazdy bezrobotny ma puste konto... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.04.11, 23:41
              a sprzedawac swoj czas za darmo lub poldarmo moze tylko idiota.
        • Gość: Wiking Re: Czy ja wiem, kogo szukam? IP: *.cybercomhosting.com 11.04.11, 13:10
          To czesty problem. I nie tyczy sie tylko bezrobotnych jesli chce zmienic prace to nie mam ochoty marnowac dnia na dojazd, spotkanie i dojazd zeby ktos tak mnie potraktowal. Ale sami sobie bat kreca. Im wieksza fama ze firma jest kijowa tym gorzej dla firmy... oczywiscie ktos bedzie tam pracowal ale czy beda to specjalisci czy stazysci zalezy tez od opinii o firmie.
      • Gość: szukająca Re: Czy ja wiem, kogo szukam? IP: *.acn.waw.pl 10.04.11, 19:00
        To ja też miałam ciekawą sytuację.
        Poniedziałek, dzwoni pani z firmy, zaprasza mnie na rekrtację na wtorek rano.
        Wtorek rano, ja juz ubrana, wychodzę z domu - dzwoni pani i przzekłada na środę (rozmowa była o 10.00, pani zadzwoniła ok 9.00). Ja wyrozumiale zgadzam się.
        Środa rano, jadę juz autobusem na rozmowę, nagle telefon. Znowu pani i znowu że chce przełożyc na inny dzień (rozmowa była znowu na 10.00, pani zadzwoniła tak ok 9.20)... Co miałam zrobić, wróciłam się. Zadzwoniła jeszcze raz, po południu, wyznaczając kolejny termin. Odmówiłam. Na szczęście jestem z Warszawy więc komunikacja jest sprawna i nie tukłam się z jakiegoś dalekiego miejsca. Dopiero by mnie trafiło, gdybym jechala np spod Warszawy, a pani rekruterka przełożyłaby mi rozmowę pół godziny przed rozmową (raz się moglo zdarzyc, ale 2 razy ten sam numer już mnie zirytował).
      • Gość: Jacek Czy ja wiem, kogo szukam? IP: *.aster.pl 10.04.11, 20:50
        Portal Praca.pl przeprowadza rekrutację przez osobę wynajętą z zewnątrz, właściciela firmy PIM Kraków. Podejrzewam, że chodzi o dotację z UE, za każdą przeprowadzoną rekrutację i rozmowę.
        Pan Marek Luty, (jako Dyrektor ds. Rozwoju) przeprowadza te rozmowy, na których zadaje niedopuszczalne pytania m.in. dotyczące stanu cywilnego. Na koniec rozmowy stwierdza, że będzie się kontaktował z wybranymi osobami, a tych, których nie wybierze, zachowa CV w bazie kadrowej, do przyszłych rekrutacji :) Śmiech na sali:)
        Chodzi tak naprawdę o zbieranie i przetwarzanie danych osobowych.
        Nie polecam.
        • Gość: Jacek Re: Czy ja wiem, kogo szukam? Praca.pl PIM Kraków IP: *.aster.pl 10.04.11, 20:52
          Portal Praca.pl przeprowadza rekrutację przez osobę wynajętą z zewnątrz, właściciela firmy PIM Kraków. Podejrzewam, że chodzi o dotację z UE, za każdą przeprowadzoną rekrutację i rozmowę.
          Pan Marek Luty, (jako Dyrektor ds. Rozwoju) przeprowadza te rozmowy, na których zadaje niedopuszczalne pytania m.in. dotyczące stanu cywilnego. Na koniec rozmowy stwierdza, że będzie się kontaktował z wybranymi osobami, a tych, których nie wybierze, zachowa CV w bazie kadrowej, do przyszłych rekrutacji :) Śmiech na sali:)
          Chodzi tak naprawdę o zbieranie i przetwarzanie danych osobowych.
          Nie polecam.
        • Gość: oskar Re: Czy ja wiem, kogo szukam? IP: *.multi-play.net.pl 10.04.11, 23:36
          Pan Marek Luty to w ogóle człowiek legenda.
          Chyba jedynym co jest w stanie przyćmić jego osiągnięcia jest jego własne ego.
          Ogólnie bajkopisarz. Poznałem go kilka lat temu i jak wtedy wciskał kit, że aż się śmiać chciało tak do dziś się nic nie zmieniło. Z całego potoku bredni jakimi zalewa nowo poznane ofiary chyba jedyne co jest prawdą to to że kiedyś działał w GOPR.
          Niestety, dość często można nadziać się na prowadzone przez niego szkolenia, głównie z zarządzania ale nie tylko - w końcu jak się ma taką wiedzę i doświadczenie to grzech byłoby się nią nie podzielić. Ja w każdym razie nie polecam strata czasu i pieniędzy.
          A dane, które zbierał na rekrutacjach o których mowa w poście wyżej zapewne opychał na lewo za parę złotych, bo to jest generalnie taki typ "byznesmena".
      • Gość: Paweł Czy ja wiem, kogo szukam? IP: *.dynamic.chello.pl 10.04.11, 22:08
        A co powiecie na taką sytuację? Jestem umówiony z 4 kandydatami do pracy w naszej firmie. Na ustalone godziny. Między kandydatami są godzinne odstępy czasu, żebyśmy mogli się poznać, porozmawiać, i żeby obydwie strony dokonały świadomego, dobrego wyboru. I wiecie co się stało? Żadna z zaproszonych osób się nie pojawiła. Żadna też wcześniej nie zadzwoniła odwołując spotkanie. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że starym ustalonym zwyczajem w naszej firmie, dzień wcześniej potwierdzamy spotkania z kandydatami do pracy. Te także zostały potwierdzone i żadna z osób nie stwierdziła, że nastąpiła zmiana planów, czy też nie jest już zainteresowana. Straszna lipa. Ja wiem, że w tej układance występuje, jako przedstawiciel wiecznie potępianej strony, czyli wrednego kapitalisty, ale tak sobie myślę, że te 4 osoby nieźle mnie zlekceważyły i tak się zastanawiam, co by było gdybym to ja się tak zachował.
        • Gość: nierób Re: Czy ja wiem, kogo szukam? IP: 87.204.189.* 10.04.11, 23:51
          zróbmy czarną listę takich półdebilnych kandydatów, wymieniajmy się danymi i nie zapraszajmy ich nigdy na żadne rozmowy ! wtedy będą mieli więcej czasu na żałosne wpisy na tego typu forach :)))
          • dalt0n Re: Czy ja wiem, kogo szukam? 11.04.11, 10:42
            W takim razie zaproście mnie na rozmowe. Zawsze przychodze na czas. Raz miałem sytuację, że nie mogłem przyjść w danym dniu, to dzień wcześniej skontaktowałem się z kadrami żeby odwołać spotkanie. Proponuję też zacząć przeglądać wszystkie CV, bo mam wrażenie, że połowa jest kasowana przed przeczytaniem. Jeszcze jedno chodzi mi po głowie. W każdej firmie, w której byłem miała miejsce następująca sytuacja. Rozmowa telefoniczna -> zaproszenie na testy ->zdanie testów z wynikiem bardzo dobrym -> rozmowa, a na rozmowie nagle przedstawiciele firmy spostrzegają, że moje doświadczenie i profil studiów im nie odpowiada. Pytam się więc. Po jaką cholerę zapraszają mnie na testy a później na rozmowy, żeby na 4-5 etapie rekrutacji nagle mi powiedzieć, że nie spełniam ich oczekiwań. Żarty sobie robią, a mnie krew zalewa, bo nie mogę znaleźć pracy po najlepszej uczelni ekonomicznej w Polsce. Jedynym moim grzechem jest brak doświadczenia, bo głupi byłem i nie pracowałem w trakcie studiów.
            • klawiatura_zablokowana Re: Czy ja wiem, kogo szukam? 27.05.11, 23:14
              To jest nagminne.
              Jak szukałam pracy, to przerobiłam chyba wszystkie debilne akcje tzw. haeru, łącznie z sytuacją, gdy wyszykowana podążałam na rozmowę, dzwonię z komórki żeby zapytać, jak dokładnie mam dojść, bo byłam już pod samym budynkiem i niestety nie znałam ani pokoju ani piętra, w słuchawce jakaś zdziwiona pani wyksztusiła "to chyba jakaś pomyłka"... Nie wiem, zapomnieli czy nie wiedzą kogo umawiają, a może cała rekrutacja była lipna?

              Rozbrajały mnie także pytania w stylu "dlaczego szuka pani pracy", ja nie wiem czy tym ludziom nikt nie wytłumaczył, że w pracy się zarabia pieniądze, a pieniądze są niezbędne do przeżycia?

              Oczywiście rozmowy w lengłydżu, którym rekruter władał gorzej od rozmówcy to też standard, jak wynika z obserwacji moich i kolegów.

              Można by tak wymieniać grzechy polskiego haeru, który stroi się w wielkie piórka, a słoma mu z butów wyłazi... tylko po co. Oni i tak są królami, władcami rzędu dusz i panami życia i śmierci biednego "zasobu. I nic ich z samozadowolenia nie jest w stanie wytrącić.
          • Gość: Gość. Re: Czy ja wiem, kogo szukam? IP: *.play-internet.pl 28.05.11, 07:56
            > zróbmy czarną listę takich półdebilnych kandydatów, wymieniajmy się danymi

            Wykazali się podobną kulturą jak niektórzy rekrutujący.
            A czy wiesz, że po zakończeniu procesu rekrutacji nie wolno Ci przechowywać danych niewybranych kandydatów ?
            To w temacie bazy.
            Nawet gdyby taka baza powstała, już widzę HR - owców umieszczających w niej kandydatów, którzy się czymś narazili dla podbudowania własnego ego.
            • Gość: Gość. Re: Czy ja wiem, kogo szukam? IP: *.play-internet.pl 28.05.11, 07:59
              > zróbmy czarną listę takich półdebilnych kandydatów, wymieniajmy się danymi

              Wykazali się podobną kulturą jak niektórzy rekrutujący.
              A czy wiesz, że po zakończeniu procesu rekrutacji nie wolno Ci przechowywać danych niewybranych kandydatów ?
              To w temacie bazy.
              Nawet gdyby taka baza powstała, już widzę HR - owców umieszczających w niej kandydatów, którzy się czymś narazili. Dla podbudowania własnego ego.
        • Gość: GT Re: Czy ja wiem, kogo szukam? IP: *.ghnet.pl 27.05.11, 23:04
          A może tutaj w grę wchodziły jakieś czynniki zewnętrzne? Może np. macie w firmie domofon, który akurat tego dnia nie działał? Może w ogłoszeniu, albo innej informacji wysłanej do kandydatów był błąd w adresie? Może akurat tego dnia ptaki tak zasrały tabliczkę z nazwą firmy, ze kandydaci nie mogli znaleźć? Albo np dzień wcześniej w wieczornych wiadomościach podano, że PIP nałożyła karę na waszą firmę? Po prostu ciężko uwierzyć, żeby 4 kandydatów jednego dnia was olało. Za dużo na przypadek.
      • Gość: gość mnie rozwalila panienka - nie wiem czy dzial hr IP: *.backiel.com.pl 10.04.11, 22:56
        pewnie sekretarko -kadrowa ,
        ona - czy ma pan jakies pytania
        ja - tak czy mozna zrobic w tej firmie uprawnienia budowlane (elektryczne - moj przypadek, chodzi o wpisy do ksiazki praktyk - firma elektryczna zeby nie bylo)
        ona- tak mamy zaplanowane szkolenie na za 2 tygodnie, sie pan zalapie
        ja: noooooooooooo, to fajnie
        pracowalem miesiac i trzy dni, kazali mi przyjsc cos do biura podpisac a ja do tej pani czy moze mi wypowiedzenie wydrukowac, ale miala mine
      • Gość: Tichy62 Czy ja wiem, kogo szukam? IP: *.215.193.148-internet.zabrze.debacom.pl 11.04.11, 00:30
        Dobry artykuł. Celne spostrzeżenia - niestety. Większość tak zwanych HR-owców to młodzi ludzie o niewielkim doswiadczeniu życiowym, kiepsko przygotowani do zawodu. Nadrabiają to arogancją. W końcu mają "władzę" i mogą odesłać kandydata z kwitkiem.
        • Gość: Wiking Re: Czy ja wiem, kogo szukam? IP: *.cybercomhosting.com 11.04.11, 13:20
          lub dokladnie odwrotnie... mialem doczynienia z mlodsza specjalistka do spraw rekrutacji... kiedy ja zaczynam pracowac to ona konczyla podstawowke.
          I tak chciala mnie wepchnac do roboty ktora po rozmowie wydala mi sie zupelnie nieatrakcyjna ze az przykro... no zal mi sie jej troche zrobilo... do tego powolywala sie na liczne kontakty w branzy twierdzila ze to co powiedzial mi dyro i moj przyszly byc moze zwierzchnik to koloryzowanie faktow i ze zna ludzi z branzy i ze wie jak wiele osob jest zadowolonych z pracy w tej firmie...
          Zapomniala biedulka ze w dobie internetu sprawdzenie kim jest i ile ma lat to 3 klikniecia.

          Pani Moniko pozdrawiam jesli pani to czyta :)
      • Gość: cobra01 większość HR-owców IP: *.dynamic.chello.pl 11.04.11, 00:59
        to takie panienki po psychologii społecznej albo po politologii, które bełkoczą o projektach i sprawdzają czcionki w CV i zadają nieprzemyślane pytania. Ogólnie rzecz biorąc porażka. Dziwię się, że szefowie im tyle płacą za co? Chyba tylko że fajnie wyglądają - co się zdarza dosyć często.
      • Gość: wedry Czy ja wiem, kogo szukam? IP: *.pzu.pl 11.04.11, 09:16
        Zgadzam sie, najpowazniejszy blad jaki robia rekrutujacy to spoznianie sie na rozmowe.

        -
        • Gość: Wiking Re: Czy ja wiem, kogo szukam? IP: *.cybercomhosting.com 11.04.11, 13:26
          ha, owszem
          Z tym ze u mnie spozniony byl dyro pionu w ktorym mialem pracowac... spotkanie mu sie przedluzylo...
          a wygladalo to tak wchodze sekretarka przedstawiam sie, zaproponowano mi kawe/herbate poprosilem o herbate uslyszalem ze dyrektorowi przeciagnelo sie spotkanie wiec siedze sobie grzecznie czekajac az napoj przestygnie a zza drzwi slysze glos dyrektora (w pierwszej chwili wydawalo mi sie ze to 'nic smiesznego' leci ale to byl glos dyra) mowiacego do pracownika mniej wiecej: 'i nie j€b sie z tym tak bo sie pochlastac mozna i zrob to dzis nie jutro...'
          To sie nazywa dobre wrazenie
          spoznienie wynosilo blisko 20 minut co zaowocowalo skroceniem spotkania i delikatna sugestia ze drzwi sa tutaj.

          Pracodawcy nauczcie sie na szacunek trzeba zapracowac inaczej bedziecie mieli bande sflustrowanych majac firme w gdzies pracownikow... ktorzy jak tylko nadarzy sie okazja to wam uciekna.
      • Gość: Piotrek Czy ja wiem, kogo szukam? IP: 46.115.23.* 11.04.11, 09:29
        W niektórych branżach, poprzez swoją pracę dajesz świadectwo sobie i przechodzisz z firmy do firmy na zasadzie "to mój kolega, zna się na tej pracy, rozważcie jego kandydaturę" i zwykle omija się całą nudną procedurę rekrutacji tylko od razu odbywa rozmowę ze swoim przyszłym szefem. W większości wypadków rekrutacji nie powinien prowadzić dział personalny bo oni często nie do końca rozumieją co kandytat powinien wiedzieć. Mnie zawsze bawiło pytanie o znajomość CAD, a gamonie nie wiedzą, że CAD to bardzo szerokie pojęcie, a nie tylko rysowanie kresek. A dodatkowo, tu często nie chodzi o to jak szybko potrafisz "rysować kreski", ale o to by one były na właściwym miejscu.
      • Gość: Pracownik Czy ja wiem, kogo szukam? IP: 121.15.144.* 11.04.11, 10:56
        Zawsze osoba bezrobotna jest w gorszej sytuacji niz szukajaca - pracujaca. Na szczecie w wiekoszci swoich doswidczen z Rekrutorami/ Headhunter'ami, HR-owcami bylem po tej drugiej stronie. Pare moich doswiaczen:
        1. Jazeli masz gdzies jechac na rozmowe, zapytaj o zwrot kosztow przejazu.Moze to byc twoja piersza selekcja. Mialem miec rozmowe z rekrutorem w Anglii. Chieli zebym przyjechal. Jak im powiedzialem ze moge przyjechac po pokryciu przez nich/ nowego pracodawce kosztow przelotu itp... okazalo sie ze pierwsze romowy mozemy przeprowadzic przez telefon lub Skype. dopiero ostatinia romowa z notabene przyszlym pracodaca wymagala mojej obecnosci w fabryce. Dostalem bilety i pokrycie kosztow noclegu.
        2. Uzyskaj konkretna date/ godzine do kiedy oddzwonia/ odpisza. Jezeli nikt cie nie powiadomi, szukaj dalej. Masz juz wyrobione zdanie na ich temat. Jezeli odzwonia pozniej, romawiaj, wspomij ze nie odzwonili. dobrz jest jeszcze powiedzies ze obecnie jestes zajety i prosisz o telefon za np. 1h. Jezeli oddzwonia gra warta swieczki. Jezeli nie, sprawa zalatwiona bez nerwow.
        3. Jezeli nie maja pojecie co to jest CAD, trodno, czesto ich rola jest zrobienie wstepnej selekcji i przedstawieniu pracodawcy/przyszlemu szefowy, jak najlepszych kandudatur. Jezeli jestes eng. nie bedzies pracowac w HR, a firma rekrutacyjan nie jest towoim przyszlym pracodawca.
        4. Badz konkretny. Jezeli zapytaja Cie czy znasz CAD odpowiedz tak. Jezeli potem zapytaja czy mozesz na przykladzie zrobic analize tolerancji, to zrob. Ale nie rob, kiedy pyatja cie czy nasz CAD.
        5. Badz wlasciwa osoba na wlasciwym miejscu. Jezeli jestes specjalista w CAD a skladasz podanie do pracy w fabryce slodyczy, roznie moze byc....mozesz byc zaproszony na jakas romowe z czystej ciekawosci a poznie zignorowany. Jezeli chcesz tam pracowac, tak napisz CV aby wynikalo z niego ze jestes expretem w slodyczach (notabene taka wiedze posidac musisz) a przy okazji cos tam robisz w CAD.
        7. Cen siebie, cen swoj czas, szanuj innych. Nie oceniaj, nie znasz wszystkich faktow. Polacy w swiecie sa postrzegani jako King of improvisation, tak wiec jak i ty czasami - rekruterzy/ HR -owcy musza improwizowac.
        Pozdrawaim

        • Gość: zzz a propos CAD IP: 195.82.180.* 11.04.11, 11:03
          W jednym ogłoszeniu przeczytałem:
          "Wymagania:
          ....
          -znajomość programu CAD"

          ;)
          • Gość: Pracownik Re: a propos CAD IP: 121.15.144.* 11.04.11, 11:41
            ale odpowiedz w jakim stopniu jest wymagana, jest pewnie w okresleniu stanowiska. Jak idziesz to pracy na Design Eng. to w dzisiejszych czasach pytanie o znajomosc CAD jest czysto formalne - powiem wiecej malo znaczace. To tak jak pytac sekreterke w dozej fimie czy zna MS Office.
            Bardzo czesto jedak na rozmowie moze sie okazac ze tak naprade firma juz projektuje w CATIA lub innych programach, i znajomosc CAD bedzie niewystarczaca..
            Z drugie strony sa osoby ktore skladaja podania na wszystko jak leci.....:)
            • Gość: zzzz Re: a propos CAD IP: 195.82.180.* 11.04.11, 12:07
              Troszkę pobieżnie to zacytowałem- zdanie było tak ułożone, że pytano się o znajomość programu który nazywa się CAD ;)
        • Gość: Wierzbno Re: Czy ja wiem, kogo szukam? IP: *.dynamic.chello.pl 20.04.11, 17:12
          Punkt 4,5 i 7 to tylko kolejne dowody, że dział HR można w firmie zlikwidować. Po pierwsze - zapraszanie kogoś, kto nie spełnia wymogów, to marnowanie czasu - tego napewno nie zrobi kierownik działu, który pracownika. Po drugie - skoro ja mam mieć wiedzę, to i rekrutujący powinien ją mieć, żeby to nie wyglądało na rozmowę ślepego z głuchym. Po co rozmawiać o CAD z kimś, kto nie widział tego na oczy ?
          • Gość: gość Re: Czy ja wiem, kogo szukam? IP: *.dip0.t-ipconnect.de 28.05.11, 09:37
            Czlowieku, zapraszajac balwanow na rozmowy to im szybciej godzinki leca i szef widzi jak "ciezko pracuja i sie uzeraja". Sluchaj ich pie...nia i pisz im szychty. Pozatym to poczucie wladzy i sily dla zakompleksionego polglowka... bezcenne!
      • Gość: dsfgsd Czy ja wiem, kogo szukam? IP: *.play-internet.pl 11.04.11, 13:11
        poaptrz tez tutaj:

        bardzo-dobra-praca.blogspot.com
      • Gość: Eliza Czy ja wiem, kogo szukam? IP: *.dynamic.chello.pl 11.04.11, 13:12
        nieprzygotowanie do spotkania (brak scenariusza spotkania, dokumentów kandydatów, wiedzy na temat stanowiska);
        * nieokazywanie szacunku: spóźnianie się, okazywanie zniecierpliwienia, przerywanie wypowiedzi, niepozwalanie kandydatom na zadawanie pytań, odpisywanie w czasie spotkania na SMS-y lub maile;
        * zadawanie zbyt osobistych pytań, np. o s tan cywilny, status materialny, bądź bezsensownych z punktu widzenia kandydata, np.: Jakim zwierzęciem jest rekrutujący?;
        * próba zdobycia poufnych informacji na temat konkurencji;
        * niepowiadomienie kandydata o efektach rekrutacji mimo obiecanego kontaktu.
        To nie są sytuacje sporadyczne, tylko STANDARD podczas rozmów w sprawie pracy niezależnie od tego, z jaką firmą mamy do czynienia - koncernem czy biurem pisania podań pani Zosi z Pcimia.
      • Gość: Labamba Agencje pośrednictwa pracy IP: *.dynamic.chello.pl 11.04.11, 13:22
        Była swego czasu w Warszawie agencja pośrednictwa pracy dla sekretarek i asystentek "Accord", w której zatrudniono moją koleżankę - dziewczynę z głębokiej prowincji, ale bardzo ładną i dość sprytną. W owej agencji głównym kryterium doboru kandydatek była ich znajomość języków obcych. Problem polegał na tym, że moja koleżanka kiepsko znała niemiecki, a baaaaardzo kiepsko - angielski, ale z obu języków "egzaminowała" kandydatki do pracy w firmach zlecających nabór. Rzecz działa się ok. 15 lat temu, a więc w fazie rozkwitu i powodzenia tego typu biznesów, pamiętam do dziś, jak panna oceniała przyszłe sekretarki lub/i asystentki głównie po wyglądzie i zwracając uwagę na to, czy dużo mówią w danym języku proszone zawsze standardowo o przedstawienie się i opowiedzenie o sobie. Równie dobrze można było wyrecytować jej przepis na sernik.
        • Gość: Joaśka Re: Agencje pośrednictwa pracy IP: *.lublin.mm.pl 24.04.13, 16:48
          A ty za to byłaś super z języków, ha ha, do tej pory masz niestety problem, by nawet wysłowić się w języku polskim, a co dopiero w języku obcym! Chyba niestety należysz do grona sfrustrowanych kobiet, do tego nieurodziwych:( i zazdrosnych. Ciekawe jak sobie radzisz dzisiaj, chyba nie najlepiej.
      • rabbinhood co byście zrobili gdyby 27.05.11, 17:03
        co byście zrobili gdyby na rozmowie kwalifikacyjnej dali wam zadanie do rozwiązania w osobnym pokoju, ale komputer stacjonarny, (taki starego typu) nie miał myszki, oraz zacinającą się klawiaturę? Zgłosiłem od razu usterkę, ale poinformowano mnie że sam muszę sobie z problemem poradzić.Spółka giełdowa z mojego miasta wiele osób szanuje ją a nawet kupuje jej akcje, dla mnie to dno, i drugi raz nie próbowałem. Na spokojnie myślałem czy to nie złośliwość pojedynczego pracownika, albo jakieś zaniedbanie, ale prześledziłem co i jak działo się po kolei, oraz jakie były reakcje na poszczególne słowa, doszedłem do przekonania że właśnie tak wszystko miało przebiegać jak przebiegało. Kiedy indziej prułem 200 kilometrów do warszawki aby usłyszeć że rekruter "tylko chciał mnie zobaczyć" i że szuka kogoś bardziej ekspansywnego. No fajnie, ale po to są telefony aby wstępnie porozmawiać. Na szczęście to historie sprzed lat, a dzisiaj wszyscy krajowi rekruterzy są na najwyższym światowym poziomie i nigdy nie popełniają błędów i nietaktów.
      • Gość: Joanna Tajemnica wysokości wynagrodzenia IP: 193.238.93.* 27.05.11, 17:14
        Dlaczego w Polsce tajemnicą są zarobki? W Niemczech w ofertach o poszukiwaniu pracowników napisane jest niemal zawsze - stanowisko oraz wysokość proponowanego wynagrodzenia. Aplikując poszukujący pracy wie czy warto wysłać swoje zgłoszenie czy też nie. Nie rozumiem pytania zadawanego przez prowadzących rozmowę kwalifikacyjną: "Jakie są Pani wyobrażenia dotyczące wynagrodzenie?", ja zastanawiam się zawsze- a skąd ja to mam wiedzieć, jeżeli większość ofert to bardzo ogólnikowe stwierdzenia typu "praca w młodym i dynamicznym zespole" itp. Ewentualnie urzekające jest oburzenie jeżeli takie pytanie stawiane jest przez kandydata wprost. Sądzę, że lepiej nie marnować sobie wzajemnie czasu bo co z tego, że przejdę 3 etapy rekrutacji, jeżeli potem się okaże, że oferowane zarobki są na poziomie zupełnie nieadekwatnym. Temat spóźniania się na umówione spotkania to temat-rzeka, tak jak ewidentne nieprzygotowanie i aroganckie zachowanie. Dużo jeszcze musi się zmienić.
      • Gość: rekrutowany Taaak, Atos Origin w Bydgoszczy IP: *.statnet.pl 27.05.11, 18:03
        Bez względu na decyzję (pozytywna, negatywna, wstrzymywanie się z ofertą) jeśli rekruterki (w sumie miłe dziewczyny) obiecały obiecać - nie robią tego.
        Złożyliśmy z kolegą CV i on nadal nie ma zaproszenia na rozmowę ani informacji, że jest odrzucony (mają tam specjalną stronę WWW na której to widać), mnie niby chcą, ale na obiecany telefon (dzwoniłem dwa tygodnie po rozmowye pytać o szczegóły) czekam już ponad tydzień - czuję się lekceważony.
        • klawiatura_zablokowana Re: Taaak, Atos Origin w Bydgoszczy 28.05.11, 00:11
          Ha ha jedna firma się na mnie tak przejechała, o tym, że chcą ze mną współpracować dowiedziałam się od szefa szkoły językowej, która miała robić przeszkolenie dla tej firmy (praca była w obcym języku), do mnie oczywiście nawet nie zadzwonili i dowiedziałam się w sumie przypadkiem, bo faceta znam skądinąd.
          Ciekawe, skąd miałam wiedzieć, że mam się stawić na szkolenie i kiedy zamierzali mi o tym powiedzieć... on się ostro zdziwił, że ja nic nie wiem, a tam wszystko już dogadane mieli.
          Ponieważ miałam w tym czasie rozmowy z innymi pracodawcami, w efekcie wylądowałam w zupełnie innej firmie i dzisiaj cieszę się z tego.
          Najlepsze, że jak jechałam podpisać umowę u przyszłego pracodawcy, to odebrałam jeszcze telefon, inna z kolei firma obudziła się po ok. 1,5 miesiąca (!), że jednak chcą mnie zaprosić na drugi etap... jakby zadzwonili dosłownie parę dni wcześniej, to bym się zastanowiła, ale miałam dosłownie gotową umowę czekającą na biurku szefa.
      • marek.p.j Re: Czy ja wiem, kogo szukam? 27.05.11, 20:04
        Co ja akurat dobrze zapamiętałem:

        1) Kilkukrotnie na wejściu i wyjściu mijałem się z innymi kandydatami.
        2) Oczywiście formułka "skontaktujemy się ze wszystkimi kandydatami, bez względu na wynik rekrutacji", powtarzana za każdym razem, jak tekst bardzo szybko czytany na koniec reklamy farmaceutycznej, wymuszony rozporządzeniem ministra zdrowia.
        • Gość: T Re: Czy ja wiem, kogo szukam? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.05.11, 21:43
          Ja z HR mam raczej przyjemne skojarzenia.
          Przykład - moja ostatnia rekrutacja. Wyszukałem (przypadkiem) ogłoszenie o rekrutacji. Idealnie wpisywało się w moje doświadczenie zawodowe (raczej niszowe, wg mnie wtedy około kilkadziesiąt osób w Polsce, teraz więcej). Nie była podana nazwa - CV wysyłało się do agencji. Wysłałem (ważna wskazówka - wysyłajcie w pdf, a nie w wordzie). Sympatyczna pani oddzwoniła. Umówiliśmy się na rozmowę. Około 17 się zameldowałem, rozmowa trwała około godziny , była też po angielsku, poznałem nazwę firmy i zostałem wstępnie umówiony z ich szefostwem. Po paru dniach sympatyczne spotkanie, powiedzieli,że dadzą znać. Po paru dniach kolejne spotkanie - z przedstawicielkami działu HR tej firmy. Tu, trzeba przyznać, raczej jałowe. Po około tygodniu dostałem telefon, że jestem przyjęty. Poprosiłem o potwierdzenie na piśmie - przysłali.

          Muszę podkreślić, że osoby z szefostwa zadawali bardzo celne pytania. Pani z agencji też była bardzo dobrze przygotowana. W sumie łączny czas rozmów to bylo ok. 3 godzin.
          • klawiatura_zablokowana Re: Czy ja wiem, kogo szukam? 28.05.11, 00:13
            Jak się rozmawia z przyszłym (ew.) szefem, to są często o wiele lepsze wrażenia, bo ta osoba zwykle wie, kogo chce. Z rozmów z HRem mam zwykle gorsze doświadczenia, często to takie zwyczajne pitu pitu.
      • Gość: gość Czy opinia o firmie dla kogoś się liczy? IP: *.play-internet.pl 27.05.11, 22:08
        Pani headhunter wyznaczyła ambitnie termin spotkania na poniedziałek 8.30.
        Zaczęło się całkiem niewinnie od 6 nieodebranych połączeń na godzinę przed spotkaniem Okazało się że pani headhunter niestety się spóżni. (ile ? nie wiadomo)
        Po 40 minutach oczekiwania (no cóż oferta była bardzo ciekawa więc poczekałam) pojawiła się pani headhunter z rozwianym włosem. Dobrze, że miałam kopię swojego CV i mogłam jej użyczyć ponieważ "nie zdążyła wydrukować dokumentów" ale przynajmniej przeprosiła za spóźnienie.
        Podczas spotkania odebrała 2 smsy ale przynajmniej pytania zadawała do rzeczy. Chociaż chyba nie do końca czuła jakie kompetencje ma mieć osoba na stanowisku, na które rekrutowała.
        Pogratulowała mi CV i wspomniała że "mam szansę" ze względu na szerokie doswiadczenie z czego być może błędnie wywnioskowałam, że rozmowa poszła mi dobrze. Umówiła się ze mna na następny poniedziałek na telefon. We wtorek zaniepokojona zadzwoniłam żeby się dowiedzieć że " już do mnie nie oddzwaniała bo nie mogłam się z nią spotkać w środę poza tym mój profil nie do końca spełnia wymagania pracodawcy " Nie wiem czy brak umiejętności przekazywania złych informacji usprawiedliwia wciskanie kitów że to mi nie odpowiadał termin. Czy też może Pani już pomylili się kandydaci. Nie wiem czy wymagania pracodawcy zmieniły się nagle. W każdym razie po uroczej rozmowie w poniedziałek już w następny wtorek miałam okazję doświadczyć jak to jest być "upierdliwym niewłaściwym kandydatem"
        A wystarczyło oddzwonić i powiedzieć "wybraliśmy kogoś innego"

        No cóż firmie Michael Page gratuluję profesjonalnego rekrutera. Może przy takiej ilosci "przerabianych kandydatów" nie warto wykazywać się klasą i profesjonalizmem.

      • popijajac_piwo Zdecydowanie najlepsza rozmowa: 27.05.11, 22:28
        www.youtube.com/watch?v=zP0sqRMzkwo
        • Gość: ola Re: Zdecydowanie najlepsza rozmowa: IP: *.aster.pl 27.05.11, 23:49
          A ja raz byłam na rozmowie, żeby na końcu dowiedzieć się, że w tej pracy to oni by raczej widzieli faceta a nie kobitkę. Noż się wkurzyłam, bo imię i nazwisko mam polskie i chyba wiedzieli dokładnie kogo zapraszali.
      • Gość: Ężynjer Rekrutacja do LG w Warszawie albo do ???? we Wro IP: *.ssp.dialog.net.pl 28.05.11, 11:34
        Rekrutacja do LG w Warszawie na stanowisko inżyniera. Przy recepcji wita nas grupka czekających na windę (prawdopodobnie) managerów. Przypuszczenie to opiera się na obserwacji ich dość luźnego zachowania. Przekleństwa w ich konwersacji słychać częściej niż u pospolitych żuli na butelką denaturatu. Przejdźmy do testu kwalifikacji zawodowych - spisany angielszczyzną tak pokrętną, jakby zdobywaną doświadczeniem na londyńskich przedmieściach.
        Drugi przypadek to mała fińska firma systemów embeded, która otwiera swój oddał we Wrocławiu. Pan "Prezes" (notabene nie rady nadzorczej, ale po prostu "prezes") daje znać kandydatowi podczas rozmowy kwalifikacyjnej że nie jest niż już zainteresowany - dłubaniem w nosie.

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka