Gość: peggy_brown
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
14.02.05, 15:23
Pewnie kiedyś będę się z tego śmiać, ale dzisiaj mam ochotę gryźć, strzelać i
dusić wszystkich dookoła. W piątek dostałam telefon z zaproszeniem na rozmowę
do firmy X. Od razu urosły mi skrzydełka, buźka się śmiała, po prostu
zastrzyk nadziei, że może tym razem się uda. Dziś super przygotowana i
odpindrowana pojechałam 50 km do owej firmy, stając na uszach, żeby się tylko
nie spóźnić. 5 min. przed wyznaczoną godziną, a firma zamknięta na głucho.
Cóż, czekam 5, 10, 15, 25 minut na mrozie, aż zjawia się szanowny "prezesik"
w dresiku, z hamburgerem w łapce i mówi: "sorry, WYSZŁEM tylko po coś do
żarcia". OK. Zaprasza mnie do biura i zaczyna wcinać. Oprócz mlaskania
powiedział do mnie: "Nooo" i uciapanymi łapami wyciągnął z szufladki moje
C.V. "Pani coś powie, bo mi się nie chce teraz tego czytać". Jedyne, co
chciałam mu powiedzieć, to: UDŁAW SIĘ BURAKU, ale grzecznie, przeprowadziłam
monolog na swój temat, po którym wydał z siebie następne "nooo", doznał
olśnienia i spytał "a rodzinę pani ma?" Nie nie mam rodziny, jestem
pustelnicą i żyję w ascezie wyznając Hare Kriszna. Kiedy odpowiedziałam, że a
i owszem mam rodzinę, ale nie uważam, żeby to była przeszkoda do podjęcia
pracy, wręcz przeciwnie, "prezes" przełknął ostatniego kęsa i
powiedział... "nooo" i poiedział, że teraz to musi lecieć, bo ma spotkanie
biznesowe, ale jutro będzie miał czas, więc zaprasza na jutro.
Jezzzzzzuuuuuuuu czemu muszę trafiać na takich debili, wydawać ostatnią kasę
na bilet, żeby dostać takiego kopa w dupę. Ja po prostu od ponad roku chcę
znaleźć pracę, czy to tak nieosiągalne? Rzygać mi się chce, mam doła jak
smok,nie cierpię Łodzi, nie cierpię CV, pieprzonych listów motywacyjnych,
rozmów kwalifikacyjnych na których jestem traktowana jak totalne ZERO, nawet
Wyborczej dzisiaj nie kupię. Basta.
Napiszcie jaka była Wasza najgorsza rozmowa kwalifikacyjna...