Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna

    IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.02.05, 15:23
    Pewnie kiedyś będę się z tego śmiać, ale dzisiaj mam ochotę gryźć, strzelać i
    dusić wszystkich dookoła. W piątek dostałam telefon z zaproszeniem na rozmowę
    do firmy X. Od razu urosły mi skrzydełka, buźka się śmiała, po prostu
    zastrzyk nadziei, że może tym razem się uda. Dziś super przygotowana i
    odpindrowana pojechałam 50 km do owej firmy, stając na uszach, żeby się tylko
    nie spóźnić. 5 min. przed wyznaczoną godziną, a firma zamknięta na głucho.
    Cóż, czekam 5, 10, 15, 25 minut na mrozie, aż zjawia się szanowny "prezesik"
    w dresiku, z hamburgerem w łapce i mówi: "sorry, WYSZŁEM tylko po coś do
    żarcia". OK. Zaprasza mnie do biura i zaczyna wcinać. Oprócz mlaskania
    powiedział do mnie: "Nooo" i uciapanymi łapami wyciągnął z szufladki moje
    C.V. "Pani coś powie, bo mi się nie chce teraz tego czytać". Jedyne, co
    chciałam mu powiedzieć, to: UDŁAW SIĘ BURAKU, ale grzecznie, przeprowadziłam
    monolog na swój temat, po którym wydał z siebie następne "nooo", doznał
    olśnienia i spytał "a rodzinę pani ma?" Nie nie mam rodziny, jestem
    pustelnicą i żyję w ascezie wyznając Hare Kriszna. Kiedy odpowiedziałam, że a
    i owszem mam rodzinę, ale nie uważam, żeby to była przeszkoda do podjęcia
    pracy, wręcz przeciwnie, "prezes" przełknął ostatniego kęsa i
    powiedział... "nooo" i poiedział, że teraz to musi lecieć, bo ma spotkanie
    biznesowe, ale jutro będzie miał czas, więc zaprasza na jutro.
    Jezzzzzzuuuuuuuu czemu muszę trafiać na takich debili, wydawać ostatnią kasę
    na bilet, żeby dostać takiego kopa w dupę. Ja po prostu od ponad roku chcę
    znaleźć pracę, czy to tak nieosiągalne? Rzygać mi się chce, mam doła jak
    smok,nie cierpię Łodzi, nie cierpię CV, pieprzonych listów motywacyjnych,
    rozmów kwalifikacyjnych na których jestem traktowana jak totalne ZERO, nawet
    Wyborczej dzisiaj nie kupię. Basta.
    Napiszcie jaka była Wasza najgorsza rozmowa kwalifikacyjna...
    Obserwuj wątek
      • Gość: toto Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.02.05, 17:21
        Przychodzę na rozmowę kwalifikacyjną do handlu na bazarze w straganie z owocami.
        Facet pyta o kwalifikacje(siarczyście pociąga nosem) mam 10 lat w handlu, znam
        go od jego wieku szczenięcego.On mnie nie poznaje? Opowiadam o sobie,ale cały
        czas mnie rzuca (on pociąga dalej)Łapie go kaszel, taki od serca, z obu płuc
        spluwa namiętnie.Ja mam już dość.On swobodnie załatwia klientow i pyta mnie o
        badania, zdrowie itd. W pewnym momencie sposobem małego dziecka wyciera nos w
        rękaw i robi mi wykład o higienie w handlu. Ręce mi opadły. Na koniec pyta mnie
        o języki i robi wykład o konieczniści znajomości języków w handlu.
        Dla podkreślenia ważności swoich wywodów smarknął z dwóch palców,splunął.
        Ręki na pożegnanie nie podałem mu.
      • Gość: realista Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.02.05, 22:23
        Gość portalu: peggy_brown napisał(a):

        >W piątek dostałam telefon z zaproszeniem na rozmowę
        > do firmy X. Od razu urosły mi skrzydełka, buźka się śmiała, po prostu
        > zastrzyk nadziei, że może tym razem się uda.

        No właśnie. Nastawienie. Telefon i... mam pracę. A okazało się że nic z tego. Dobra rada: pracę masz wtedy kiedy podpiszesz umowę. Nie wczesniej. Obiecanki typu jutro/za x dni podpiszemy umowę nie oznacza że mamy pracę w garści.Będzie mniej rozczarowania.

        > Pewnie kiedyś będę się z tego śmiać, ale dzisiaj mam ochotę gryźć, strzelać i
        > dusić wszystkich dookoła.

        Już jutro będziesz się z tego śmiać. :-))) ...no i najgorszą rozmowę w życiu masz już za sobą ;-)))
        • anula36 Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna 14.02.05, 22:34
          pomysl,ze gdyby cie przyjal to ty bys biegala po te hamburgery:)
        • Gość: maxcom Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.internet-radom.info 17.02.05, 16:58
          myślisz że jak masz umowę w garści to już masz pracę ?
          mnie w zeszłym tygodniu zwolnił po 8 dniach od podpisania umowy - bo żonę ma
          zazdrosną ... to się nazywa fart (a zaznaczam że miss polonia to ja nie jestem
          15 kg nadwagi)
      • Gość: Margo Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.aster.pl / *.aster.pl 14.02.05, 22:51
        Ale się uśmiałam! :-)

        Moja najgorsza rekrutacja (bo niestety było to dużo więcej niż rozmowa):

        Starałam się o pracę programisty, po 4 latach doświadczenia zawodowego.

        1. Wysyłam CV i LM.
        2. Idę na pierwsze spotkanie. Tradycyjna rozmowa + prośba: przesłać próbki kodu.
        3. Wybieram starannie próbki, bo w końcu niełatwo wybrać coś sensownego z
        pracy, często robionej się w pośpiechu, w której niejednokrotnie grzebie także
        ktoś inny. Na dodatek starałam się, aby nie były banalne. Ale ok, znalazłam,
        wysłałam.
        4. Zaproszenie na drugie spotkanie. Okazało sie, że pierwszy "etap" przeszłam
        wraz z jakimś facetem i teraz wybierają pomiędzy nami. Usadzili nas naprzeciwko
        i dali testy do rozwiązania. Testy trwały około 2 godzin.
        5. Telefon. Dowiaduję się, że nadal nie są zdecydowani. Proszą o napisanie
        komponentu do obsługi faktur. Spędzam nad tym ze dwa wieczory, aby ślicznie
        było i wysyłam.
        6. Dostaję telefon z zaproszeniem na następną rozmowę. Dowiaduję się, że jestem
        wspaniała. Nawet jednak nie pytają się o moje wymagania. Mówią wprost: na
        początek 1400zł, po 3 miesiącach 1600zł (brutto!), po pół roku szansa na 2tys z
        kawałkiem. Do tego dowiaduję się, że standardowe godziny pracy to u nich 9:00-
        23:00, za nadgodziny nie płacą, urlopów nie wykorzystują (brzmi jak żart!).
        Mówię, że muszę przemyśleć, po czym wychodzę, nie mogąc uwierzyć, że tyle czasu
        straciłam na takiego palanta.
        7. Gość dzwoni po miesiącu. Pyta się, czy może pensja była za niska?
        Mówię "owszem". "To w takim razie może spotkamy się by negocjować?",
        odpowiadam: "Nie, dziękuję, nie widzę sensu negocjować."

        Poszłam do innej firmy. Po jednej jedynej rozmowie kwalifikacyjnej dostałam
        4500zł na okresie próbnym.

        Do teraz nie wiem, czy w tej poprzedniej firmie aż tak kiepskie te moje próbki
        kodu były, że wycenili mnie jak sekretarkę? A może po prostu potrzebowali tego
        komponentu do fakturki...
        • Gość: wer Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.02.05, 09:26
          Telefon z działu personalnego od poważnej międzynarodowej firmy z zaproszeniem
          na rozmowe. Jadę 140 km. Na miejscu po krótkiej rozmowie domyślam się że moje
          cv nawet nie było przeczytane a zaproszono mnie bo mam fajny nick w mailu!
          Roboty nie dostałem bo nie spełniaałem wszystkich warunków. Gdyby to była
          polska firma z prezesem Burakiem to nawet bym nie pisał ale abb....
        • Gość: AJJ Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: 195.13.39.* 16.02.05, 22:53
          Ja też się uśmiałem. Nie widziałem jeszcze programisty, który by w dwa wieczory
          napisał jakikolwiek 'komponent' nie znając całości. Z doświadczenia wiem, że
          samo przestudiowanie całości, do której owy 'komponent' ma być napisany zajmuje
          minimum dwa wieczory do 5 potęgi jeśli pracuje nad tym cały zespół a w wypadku
          samotnej walki trwa to najczęściej wieki i nikomu się nie opłaca. Co to miało
          być? Excel? :-))))))))))

          pozdro,
          Adam

          p.s.
          Większość programistów nie wysyła 'próbek kodu' bo to kompletnie ale to
          kompletnie nic nie daje i przecież nic nie znaczy. Programistą się jest albo
          nie jest to nie handel proszkiem do prania! :-) Pomyśl trochę zanim zaczniesz
          wykwity swej bujnej wyobraźni przelewać na forum :-)
          A.

          p.p.s
          A jeśli jednak to prawda to ja już zaczynam wątpić w podstawy.
          A.
          • Gość: Margo Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.aster.pl / *.aster.pl 17.02.05, 01:32
            > Nie widziałem jeszcze programisty, który by w dwa wieczory
            > napisał jakikolwiek 'komponent' nie znając całości.

            Napisałam: komponent do faktury. Faktura, jako byt, to owa całość. Nie widzę
            powodów by coś takiego pisał cały zespół przez 2 do potęgi 5 wieczorów.
            Komponent jako klocek w programowaniu typu RAD (czyli Rapid Application
            Development), czyli coś, co rzucasz na formatkę. Faktura ma nagłówek, pozycje,
            metodę wyliczającą sumę, podatek itd. Jeśli nie widziałeś by coś takiego
            tworzył pojedynczy programista, to mało widziałeś :-)

            > Większość programistów nie wysyła 'próbek kodu' bo to kompletnie ale to
            > kompletnie nic nie daje i przecież nic nie znaczy.

            Nie wysyłałabym, gdyby nie poproszono mnie o to. Aczkolwiek uważam, że rzut oka
            na kod danego człowieka jest akurat doskonałym sposobem na ocenienie jego
            umiejętności - oczywiście, jesli ma sie pewność, że jest on rzeczywiście jego
            autorem.

            > Programistą się jest albo
            > nie jest to nie handel proszkiem do prania!

            A tego zupełnie nie rozumiem... Są programiści lepsi i gorsi, tak samo jak jest
            kod lepszy i gorszy, nawet jeśli oba działają.

            > Pomyśl trochę zanim zaczniesz
            > wykwity swej bujnej wyobraźni przelewać na forum :-)

            Chyba nie mam jej aż tak wielkiej ;-)
            • Gość: Prot Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.rajskanet.pl / *.rajskanet.pl 17.02.05, 02:05
              Pozwole sobie wtrocis sie do tej debaty programistycznej..... ;-)
              1. Jesli programowanie w RAD oznacza dzis bycie programista to ja cos
              przespalem w karierze.
              2. Gdy startowalem do pracy w "najwiekszej corpo IT na swiecie" okazalo sie ze
              profesjonalna rozmowa kwalifikacyjna specjalisty ma niewiele wspolnego z
              zaliczeniem na studiach. Po prostu dobry specjalista aby poznac dobrego
              specjaliste potrzebuje krotkiej wymiany zdan na odpowiednim poziomie.
              3. Kwiatku Drogi - jesli chcesz nazywac sie programistka to sprawdz prosze
              definicje tego terminu. Jesli trafisz na postepowanie kwalifikacyjne do mnie to
              do rozmowy nie dojdzie. Moja asystentka ma odpwiedniego IF'a na takie przypadki
              i nie potrzebuje narzedzi RAD aby Ci podziekowac bez ogladania Twojego
              wubujalego CV z zalaczonymi probkami kodu.

              Pocieszam sie swiadomoscia iz ludzie sie rozwijaja i wybujale wyobrazenie o
              poziomie umiejetnosci z czasem mija gdy czlowiek uswiadamia sobie czego nie
              umie.

              • Gość: Margo Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.aster.pl / *.aster.pl 17.02.05, 03:26
                Nie szukam pracy, więc do Ciebie nie trafię.

                > 1. Jesli programowanie w RAD oznacza dzis bycie programista to ja cos
                > przespalem w karierze

                Najwyraźniej przespałeś. Może powiesz mi, że GUI piszesz od początku do końca
                kodem? Z resztą nie pisałam o "programowaniu w RAD", ale raczej
                o "programowaniu dla RAD". Nie wiem, czy potrafisz zauważyć różnicę.

                Poza tym napisanie komponentu było zadaniem, które dostałam, a nie które sobie
                wymyśliłam. Tak samo, jak przesłanie próbek kodu, bowiem nie mam w zwyczaju do
                swojego "wybujałego CV" ich załączać.

                Dodam, że dobrą pracę ostatecznie dostałam w innej firmie, po krótkiej wymianie
                zdań, a nie po testach, próbkach kodu i tym podobnych historiach.

                Co do przeglądania kodu pracowników, to akurat jest to jeden z moich obowiązków
                i wiem, że w "najwiekszej corpo IT na swiecie" jest to również praktyka
                powszechna, a nawet obowiązkowa (mam na myśli wytwarzanie oprogramowania a nie
                rozmowy kwalifikacyjne), więc nie wiem, co tak bardzo Was śmieszy? Może po
                prostu nie potraficie odróżnić dobrego od złego. Ciekawe tylko, ile zajmuje Wam
                support.

                Najwyraźniej Ty i Twój przedmówca macie jakiś problem, skoro z taką agresją
                podchodzicie do mnie, po tym, co napisałam, a co było zwykłą relacją z procesu
                rekrutacji, jaką miałam okazję kiedyś przechodzić.

                Asystentką sie nie chwal, bo też mam asystentkę, więc jeszcze nie wiadomo która
                czyje CV będzie w przyszłości odrzucać. Chociaż moja na szczęście, zamiast
                zakodowanych algorytmów ma rozum.


                • Gość: Prot Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.rajskanet.pl / *.rajskanet.pl 17.02.05, 10:25
                  Wiele lat praktyki sprawia ze masz przygotowane zasoby GUI na kazda okazje.
                  Wiesz co gdzie jest i nie korzystasz ze standardowych gotowcow w ktorych
                  przypadku nie masz pojecia jak to w srodku dziala. Zreszta jak zdolalem sie
                  domyslec Twoja mocna strona musi byc Delphi lub cos takiego. Ja nie mam nic
                  wspolnego NA SZCZESCIE ze swiatem Microsoftu i tego "calego oprogramowania"
                  wiec o czym tu w ogole mowic i co porownywac. Znam ludzi ktorzy uwazaja sie za
                  informatykow bo kiedys dostali PC'ta i potrafia go rozlozyc i zlozyc....;-)
                  Zajrzyj zlotko do najnowszego numeru Newsweek'a gdzie znajdziesz kilka stron na
                  temat Polskich coder'ow - rozwin wyobraznie w kwestii tego co to oznacza byc
                  coderem. Umiejetnoscia pisania formatek w RAD na pewno przewyzszasz srednia
                  krajowa ale to jeszcze nie oznacza ze jestes coderem.....;-)
                  • Gość: TorV@wp.pl Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.devs.futuro.pl 17.02.05, 11:28
                    Prot, a Ty w czym jesteś dobry? Piszę, bo po części mam takie poglądy jak Twoje,
                    ale akurat krytyki Margo nie rozumiem.

                    No i określenie 'koder'. Nazwij kodera 'programistą', a się obrazi... Jednak
                    kodowanie to tylko pierwszy etap w rozwoju, szczebel potrzebny, żeby nauczyć się
                    (tak, nauczyć, a nie dowiedzieć), to jest możliwe, a co nie. Krok ten zabiera
                    długie lata i (przynajmniej) dziesiątki tysięcy linii kodu, a tak naprawdę nie
                    powinien nigdy się zakończyć. Ale jeśli w pewnym momencie człowiek nie zaczyna
                    projektować, to znaczy, że jednak trochę talentu (i wyobraźni) mu brakuje...

                    PS. Prot, uważasz, że mógłbyś zmierzyć się ze mną w C lub C++ (czysty standard,
                    bez żadnych MFC ani innych fikuśnych bibliotek)? Jeśli np. nie wiesz, dlaczego
                    'external templates' są bardzo dyskusyjną rzeczą, to chyba nie jesteś tak dobry,
                    jak Ci się wydaje.
                    • Gość: Prot Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.rajskanet.pl / *.rajskanet.pl 17.02.05, 12:06
                      Oj zanosi sie na walke kogutow o kobiete... ;-)
                      Po prostu zabawne wydaje mi stawianie znaku rownosci miedzy programista i RAD.
                      Moim zdaniem post Margo to lanie wody przez osobe ktora uklada makra do Excel'a
                      w VB lub sklada coc w Delphi lub Builderze. OK ..takie sa moze poczatki ale
                      Margo ma juz asystentke a to oznacza ze ktos za nia pracuje a ona projektantem
                      nie bedzie...Zgodnie z tym co napisales lata klepania kodu a nie klikania mysza
                      formatek robia programiste. To jest oczywiscie tylko moje zdanie poparte przez
                      12 lat doswiadczen w zawodzie w ktorym startowalem gdy nie bylo jeszcze Windows
                      a pozadne systemy niezmiennie dzialaja na maszynach RISC. To zabawne
                      iz "formatka do faktur" wymaga korekty srednio co 6 miesiecy a co 18 miesiecy
                      trzeba ja przepisac. Kod ktory tworzylem 10 lat temu nadal pracowicie dziala i
                      grzecznie sie uruchamia na kolejnych wersjach maszyn i kolejnych odslonach
                      UX'a.
                      Chcesz sie zmierzyc? Chetnie poznam Twoje umiejetnosci. Tak znajduje wiekszosc
                      z najlepszych magikow ktorzy u mnie pracuja...
                      • Gość: łoś Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.localdomain / *.internetdsl.tpnet.pl 17.02.05, 12:45
                        no tak. real programisci piszą tylko w asmie tfu! kodują zera i jedynki w
                        pamięci podręcznym akceleratorem cząstek... Dziewczyna pisze może i w Delphi
                        (które jest oczywiscie ble i fuj) ale zarabia kase. To co ona zrobi w 1 dzien Ty
                        bedziesz pisał w C tydzień a dopieszczał kod drugi. Niestety firma tego nie
                        doceni i zgadnij kogo wywali.
                        • prot1001 Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna 17.02.05, 12:53
                          Czesc losiu...

                          To zalezy od firmy w ktorej pracujesz i od tego kto cie ocenia.
                          Jesli ktos trzepie makra w biurze prezesa to efekt musi byc ladny a dzialanie
                          jest pomijalne.
                          Jesli ktos pisze soft ktory dba aby Twoja pensja pojawila sie na rachunku w
                          banku i nie zniknela nagle i zupelnie bez powodu to chyba lepszy jest efekt.
                          Jesli o mnie chodzi wole otrzymac brzydki wyciag z banku ale miec pieniazki na
                          koncie.
                          A w kwesti tego kto kogo zwolni to ... o tym juz bylo .... zalezy u kogo sie
                          pracuje. Burak nie doceni wiedzy nie widzac ladnej formatki.
                          Jaki specjalista/profesjonalista chcialby pracowac u buraka?
                          Przy powaznych przedsiewzieciach programistycznych na szczescie
                          kierownikami/szefami sa zawodowcy....
                          • Gość: łoś Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.localdomain / *.internetdsl.tpnet.pl 17.02.05, 13:02
                            Widzisz Prot, ale ty sugerujesz ze _nie da_ sie napisac dobrego programu za
                            pomocą aplikacji typu Delphi. Oczywiscie aplikacje sterującą automatyką w
                            fabryce lepiej użyć C czy asm, byleby byla kontrola nad kodem. Ale imho
                            obowiązuje zasada dostosowania języka do konkretnego zadania.
                            • prot1001 Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna 17.02.05, 13:10
                              Oczywiscie widzialem znakomity kod napisany kiepskimi narzedziami i zupelna
                              klape napisana w C/asm. Kryterium oceny sa postawione wymagania - OK.
                              Nie neguje mozliwosci napisania dobrego programu w Delphi jesli takie sa
                              wymagania. Pytanie gdzie lezy granica wyznaczajaca umiejetnosci godne
                              odpowiedniego skategoryzowania specjalisty.
                          • Gość: Margo Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.aster.pl / *.aster.pl 17.02.05, 23:45
                            Strzeliłeś Prut kulą w płot, bo piszę glównie oprogramowanie finansowo-
                            księgowe, w dużej mierze dla banków. Także niestety ze swoją pensją jesteś na
                            mój nieudolny kod zdany.
                      • Gość: raf Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: 213.17.178.* 17.02.05, 13:10
                        Trochę dziwne czasy mamy... niedawno usłyszałem przypadkiem, że jedna z amerykańskich firm, która podpisała kontrakt na zakup (jeśli dobrze pamiętam) "meleksów" zażyczyła sobie aby silnik tych pojazdów działał poprawnie przez dwa lata. Po tym czasie pojazdy miały zacząć się psuć. Powstał problem jak zrobić silnik który po dwóch latach się zepsuje na tyle aby zmusić klienta to zakupu nowego pojazdu. Po dwóch latach amerykańska firma miała zaproponować nową generacje pojazdów. Nie jest to żadna sprawdzona informacja ale opowiastka ta skojarzyła mi się z dzisiejszym podejściem do programowania patrząc od strony marketingu.
                        Pozdrawiam.
                        • pendragon_pl Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna 02.03.05, 16:58
                          PROGRAMISCI !!!! OFF TOPIC !!!! chciałem zauważyć.
                        • Gość: bigM Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.03.05, 00:52
                          Ostatnio slyszalem prelekcje programisty z firmy X jak wciskal klientom
                          framework web servwisow napisany przez jego firme, kosztujacy niebotyczne
                          pieniadze i niewiele wydajniejszy od zaawanswoanej komorki... tenze sam czlowiek
                          pierwszy wyklad jaki u niego mialem na PW zaczal od tego, ze owszem web services
                          to rozwiazanie fajne, ale dla programisty/developera, bo jest prosty, latwy,
                          sklada sie z klockow i rozwiazanie oparte na tej technologi kosztuja gigantyczne
                          pieniadze. Ale z wydajnoscia nie ma to wiele wspolnego. Tak juz ten swiat jest
                          skonstruowany, ze jedni znaja technologie, a drudzy im placa za braki w wiedzy...

                          Pozdr.
                      • Gość: TorV Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.devs.futuro.pl 17.02.05, 17:25
                        >Chcesz sie zmierzyc? Chetnie poznam Twoje umiejetnosci. Tak znajduje wiekszosc
                        >z najlepszych magikow ktorzy u mnie pracuja...

                        Jeżeli szukasz czarodzieja (etap magika mam już dawno za sobą) i sam masz coś
                        ciekawego do zaoferowania, to napisz na torv@wp.pl (zdaję sobie sprawę, że
                        skrzynka syfiasta, ale nie wiem kto zacz, więc porządnego adresu podać nie
                        mogę). Jeśli szukasz człowieka z wieloletnim, udokumentowanym doświadczeniem
                        zawodowym, to od razu sobie daruj (jestem samoukiem, a poza tym do dyplomu mam
                        jeszcze 4 miesiące). Jednak zupełnie zielony, jeśli chodzi o pracę
                        (projektowanie, kodowanie, testowanie), nie jestem - przez prawie rok
                        pracowałem w pewnym Ośrodku Badawczo-Rozwojowym związanym z MW. Tworzyliśmy
                        system łączności KF, oparty na natowskim protokole STANAG 5066 (ja, oprócz
                        współstworzenia ogólnego projektu całego systemu, zaprojektowałem i napisałem (w
                        C++) jedną z warstw polskiej implementacji tego protokołu). Odszedłem sam (raz,
                        że dyplom, a dwa, że uposażenie żałosne). Z firmy mam świetne referencje.

                        Z papierów posiadam FCE A (niedługo będzie CAE) oraz poświadczenie
                        bezpieczeństwa wystawione przez ABW, upoważniające do dostępu do informacji
                        niejawnych stanowiących tajemnicę państwową oznaczonych klauzulą 'tajne'.

                        PS. Z góry zastrzegam, że nie mam ochoty pisać w COBOL-u lat 90. (czyli w
                        Javie). UNIX to moje naturalne środowisko, choć w czystym WinAPI też nie zginę.

                        PS2. Do wszystkich, którzy uważają się za informatyków: przeczytajcie 'Real
                        Programmers Don't Use Pascal'
                        (www.pbm.com/~lindahl/real.programmers.html) oraz 'The story of Mel'
                        (www.pbm.com/~lindahl/mel.html).
                        • Gość: w Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.crowley.pl 17.02.05, 18:00
                          No prosze: z dyskusji nt. najgorszej rozmowy kwalifikacyjnej przeszliśmy do
                          klotni dwoch "wszechwspanialych" na temat wyzszosci C nad Java lub czyms innym.
                          Panowie(lub Panie) zasmiecacie watek
                          • Gość: TorV Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.devs.futuro.pl 17.02.05, 21:12
                            >Panowie(lub Panie) zasmiecacie watek

                            Masz rację, zapędziłem się. Jeśli komuś utrudniłem czytanie - przepraszam. A co
                            do wyższości C nad Javą - nikt tu czegoś takiego nie napisał.

                            Pzdr, Torv
                      • coffeecandy Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna 19.02.05, 19:16
                        Prot napisał(a):

                        > Moim zdaniem post Margo to lanie wody przez osobe ktora uklada makra do Excel'a
                        > w VB lub sklada coc w Delphi lub Builderze. OK ..takie sa moze poczatki ale
                        > Margo ma juz asystentke a to oznacza ze ktos za nia pracuje a ona projektantem
                        > nie bedzie...Zgodnie z tym co napisales lata klepania kodu a nie klikania mysza
                        > formatek robia programiste.
                        Czy ty czasem nie przeginasz z domysłami? Margo została wyraźnie POPROSZONA o
                        napisanie tego komponentu w ramach przetestowania umiejętności. NIGDY nie
                        napisała, że 'układa makra w Excelu' itp ani nie powiedziała, że potrafi tylko w
                        narzędziach RAD tworzyć. Na jakiej więc podstawie tworzysz tą krytykę? No chyba,
                        że po prostu sam nie potrafiłbyś w dwa dni stworzyć czegoś takiego i ci głupio. :-)

                        > 12 lat doswiadczen w zawodzie w ktorym startowalem gdy nie bylo jeszcze Windows
                        Kup sobie kalkulator, użyj go ze zrozumieniem, a potem zajrzyj gdzieś, gdzie
                        opisana jest historia informatyki.

                        > a pozadne systemy niezmiennie dzialaja na maszynach RISC.
                        Hehe :-) Lipne to jakieś systemy, które działają tylko na jednej architekturze
                        :-) Poza tym w jakimś skansenie pracujesz, czy jak? :-)

                        > To zabawne
                        > iz "formatka do faktur" wymaga korekty srednio co 6 miesiecy a co 18 miesiecy
                        > trzeba ja przepisac. Kod ktory tworzylem 10 lat temu nadal pracowicie dziala
                        Po pierwsze, masz jakieś dowody na poparcie swojej pierwszej tezy? Z po drugie -
                        co ma piernik do wiatraka?

                        > Chcesz sie zmierzyc? Chetnie poznam Twoje umiejetnosci. Tak znajduje wiekszosc
                        > z najlepszych magikow ktorzy u mnie pracuja...
                        Bufon.
                        • Gość: Torv Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.devs.futuro.pl 20.02.05, 17:50
                          No i popatrz... Prot nie odezwał się. Zdaje się, że nie jest tym, za kogo się
                          podaje. A mnie dobra praca naprawdę by się przydała, bo z finansami krucho... Ech...
                      • Gość: Ania Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.orasoft.net.pl 28.02.05, 21:54
                        Prot! Czy tam tak te Twoje przechwałki i az mi Ciebie szkoda! Jak można byuć
                        takim bufonem... na programowaniu się nie znam ale mogę Ci powiedzieć, że po
                        prostu brak Ci kobiety! ... to przykre ale takie zachowanie jak Twoje to skutki
                        nieregularnego życia seksualnego i braku emocjonalnej bliskości z drugą osobą.
                  • Gość: Adjares Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.ite.waw.pl 17.02.05, 11:37
                    Nie jestem co prawda informatykiem i nie za bardzo wiem co to takiego RAD, ale
                    nie zauwazylem zeby dziewczyna gdzies napisala, ze tylko tym sie zajmuje. Po
                    prostu to jej polecili zrobic, wiec to zrobila. Jedyny wniosek to taki, ze to
                    tez potrafi. Byc moze trzaska kod w assemblerze calymi dniami. Nie calkem wiec
                    rozumiem z czego wynika caly ten atak. Jesli samo uslyszenie/pzeczytanie slowa
                    RAD, Delphi itd., niezaleznie od kontekstu, wywoluje furie i chec rzucenia sie
                    na kogos w poblizu (i to nie w celach erotycznych, co by bylo jeszcze w miare
                    zrozumiale :) ), to nalezaloby sie zastanowic, czy nie ma sie jakiegos problemu.
                    A przeciez chciala tylko opisac rozmowe kwalifikacyjna, a nie popisywac sie
                    tym, ze jest Wielkim Programista.
                  • Gość: TM Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.internetdsl.tpnet.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 17.02.05, 15:23

                    Margo: a) Jesli kod pisalas dla kodos to nie powinnas sie nim chwalic, bo nalezy
                    on do firmy dla ktorej pracujesz. Kazdy kawalek kodu (zwlaszcza taki ktory jest
                    warty pochwalenia sie) to kawalek jakiegos algorytmu i latwo zdradza jak dana
                    firma pracuje, a nazwe firmy masz napisana w CV.
                    b) Jesli ty tworzysz aplikacje w Visual ... to chwalic sie mozna Interfejsem, a
                    nie kodem. Kto to czytal? Jakis maniak najpewniej.
                    Prot: Jesli ty tak dlugo programujesz i jestes taki dobry to jakim cudem chyba
                    kazda z twoich wypowiedzi ma po kilka literowek...Pewnie nerwy...
                    Pozdrawiam
                    TM
                    • prot1001 Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna 17.02.05, 15:52
                      TM) Tworzenie kodu to nie to samo co pisanie korespondencji. Trzeba wiedziec
                      kiedy przywiazywac uwage na wrazenia estetyczne. Istotne jest to kto to czyta i
                      komu zalezy na formie a komu na tresci ;-)
                  • mieszi Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna 02.03.05, 13:03
                    zakompleksiony koleś...margo dajesz mu popalic,gratuluje.
                • Gość: kasia Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.kbcfp.net 17.02.05, 14:51
                  Margo, daj sobie spokoj, nie widzisz ze chlopaki maja stresa bo w wypowiada sie
                  kobieta na temat zmaskulinizowanego zawodu (nie wiem czy takie trudne slowa to
                  oni znaja:) Ja nie znam sie w ogole na tym o czym sobie tak milutko gawedzicie
                  ale agresje w ich komentarzach wyczuwam. I panike.:))

                  Ja poruszam sie w swiecie finansow i tez czasami mi daja po lapach jak sie
                  czuja zagrozeni. Oni tak maja:)
                  • Gość: TorV Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.devs.futuro.pl 17.02.05, 17:19
                    Droga Kasiu, masz jakieś uprzedzenia. Odnajdź proszę mój post z godz. 11:04,
                    przeczytaj, a potem twórz hipotezy o "agresji i panice".

                    Pzdr, TorV
                    • Gość: kasia Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.kbcfp.net 17.02.05, 18:11
                      To nie bylo do Ciebie tylko do Prota - jak sam stwierdziles dziwna jest ta
                      krytyka. Prot przejechal sie po bogu ducha winnej Margo jak walcem - tak jakby
                      mial zly dzien i chcial sie wyzyc. A przeciez ona nie mowila ze jest najlepszym
                      programist(k)a na swiecie tylko cos opowiadala. Chodzi mi o forme w jakiej Prot
                      sie do niej zwrocil - taka samcza piesn samouwielbienia. Niektorzy faceci tak
                      maja, przyznasz.
              • bartolomeo81 Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna 17.02.05, 11:31
                Ciekawie jest patrzyc jak ludzie bez jakiegos wiekszego powodu lubia sobie
                pokpic z innych, tak dla zabawy i chyba podniesienia swojego ego (w tym
                przypadku jako programistow). Powinniscie pasc na kolana i dziekowac ze ktos
                wynalazl Internet, bo w realu chyba na cos takiego byscie sie nie zdobyli.
                pozdrawiam ;)
              • Gość: k. Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.aster.pl 17.02.05, 18:11
                Taaak, potwierdza się moja opinia, że średnio rzecz biorąc informatycy i matematycy (fizycy o dziwo mniej) to największe zadufane w sobie bubki wśród profesji. :-)
                • rwerp Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna 17.02.05, 19:59
                  Stary, za mało znasz fizyków, zwł. profesorów. Problem z matematykami polega
                  raczej na tym, że oni mało kontaktują ze światem realnym.
              • coffeecandy Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna 19.02.05, 19:04
                Prot napisał(a):

                > 1. Jesli programowanie w RAD oznacza dzis bycie programista to ja cos
                > przespalem w karierze.
                Ktoś postawił znak równości pomiędzy tymi rzeczami? Może cytat? Bo znajomość
                narzędzi RAD jest często wymagana do zatrudnienia jako programista. Sam ich nie
                lubię i nie używam, co nie zmienia faktu, że są przydatne w określonych sytuacjach.

                > 3. Kwiatku Drogi
                Prot, dziubasku śliczny, może trochę szacunku dla rozmówcy?

                > Jesli trafisz na postepowanie kwalifikacyjne do mnie to
                > do rozmowy nie dojdzie. Moja asystentka ma odpwiedniego IF'a na takie przypadki
                Twoja strata.
            • Gość: TorV Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.devs.futuro.pl 17.02.05, 11:04
              Całkowicie się z Margo zgadzam.

              >uważam, że rzut oka na kod danego człowieka jest akurat doskonałym sposobem na
              >ocenienie jego umiejętności

              To jest święta racja. Widziałem przykłady paskudnego kodu, który działał, ale
              jeszcze nie widziałem eleganckiego kodu który by nie działał. Zresztą to, że
              program działa, nie ma znaczenia. Każdy głupi jest w stanie taki napisać.
              Istotne są późniejsze koszty utrzymania i rozwoju, a te, jeśli architektura i
              implementacja systemu są byle jakie, rosną wykładniczo.
          • coffeecandy Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna 19.02.05, 18:46
            > Ja też się uśmiałem. Nie widziałem jeszcze programisty, który by w dwa wieczory
            > napisał jakikolwiek 'komponent' nie znając całości.
            Jeśli ta całość jest prawidłowo zaprojektowana i zbudowana z modułów łączonych
            dobrze opisanym API nie widze powodów, żeby to było niemożliwe. Zresztą
            okreśelnie 'komponent do obsługi faktur' jest bardzo ogólne - nie wiesz, jak
            bardzo rozbudowany miał być.

            >a w wypadku
            > samotnej walki trwa to najczęściej wieki i nikomu się nie opłaca.
            Ty to chyba masz straszliwego pecha jeśli chodzi o miejsca pracy albo tylko się
            nasłuchałeś ile 'poważnym programistom' to zajmuje czasu. Zapewniam cię, że 1-2
            osobowy zespół zdolnych, umotywowanych ludzi z powodzeniem może napisać duże
            rzeczy w krótkim czasie.

            > Większość programistów nie wysyła 'próbek kodu' bo to kompletnie ale to
            > kompletnie nic nie daje i przecież nic nie znaczy.
            A toś palnął głupotę. Może nigdy nie pracowałeś w zespole, ale zapewniam cię, że
            styl pisania i jakość kodu ma fundamentalne znaczenie w takich przypadkach, a
            takie rzeczy widać nawet w próbkach.
          • Gość: Naiwna Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.smstv.pl 11.03.05, 13:25
            Z wilkim przejęciem przeczytałam ogłoszenia w prasie... I jest..... To jest
            to!!! Praca w Belgii!Zadzwoniłam, przeprowadziłam rozmowę po francusku, super
            miły gość!!! Na początek 400euro na tydzień\brutto plus oczywiście dodatki!
            Pobyt stały i takie tam różne bonusy!
            Spakowałam się w dwie torby, pojechałam!
            Przyjechał po mnie Pan z dziewczyną(polką) starą skodą.
            Po rozmowie okazało się, że 400E na miesiąc + jakieś śmieszne dodatki. Ku ich
            ZDZIWIENIU nie zgodziłam się. Powrót. Nie ma autobusu. TGV do Niemiec, bo tam
            czeka autobus!!!!! Przyjechałam po trzech dniach zmęczona, ręce po kostki(to od
            tych dwóch waliz)!!! Extra!
        • Gość: lek.med. Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.02.05, 00:15
          jestem lekarzem, mam 5 lat doświadczenia, operuję pacjentów i mam 1400 pln
          brutto.pośmiejesz sie??????
          • Gość: Pacjent Znajoma Lekarz domowy na wiosce ma ok 20 tys mc IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.02.05, 01:21
            Za lekarza domowego ma pensji ok 1o tyś od Państwa reszta z prywatnej praktyki-
            bierze za wszystko .Darmo ją wożą ,żywią remontują mieszkanie -
            pacjeńci.Pani "doktor " jeste królem życia -dla mnie każdy lekarz co narzeka to
            degenerat.
            • Gość: Prot Re: Znajoma Lekarz domowy na wiosce ma ok 20 tys IP: *.rajskanet.pl / *.rajskanet.pl 17.02.05, 02:09
              I tu sie zgadzam. Poziom degeneracji wsrod lekarzy najlepiej odzwierciedla
              beton jaki trzeba przejsc aby cos w sluzbie zdrowia zmienic.
              Cieple posadki w bialych fartuszkach nie pozwalaja myslec o idelalach na ktore
              sklada sie przysiege lekarska o niesieniu pomocy, ofiarnosci i poswieceniu.
              • Gość: Adjares Re: Znajoma Lekarz domowy na wiosce ma ok 20 tys IP: *.ite.waw.pl 17.02.05, 11:54
                A to jest bardzo niesprawiedliwe generalizowanie. Lekarze sa rozni, bo to tez
                ludzie (choc maja szczegolny zawod, w zasadzie misje, wiec nalezy od nich
                wiecej wymagac).Pelno jest konowalow, ktorzy potrafia tylko przepisywac
                standardowe leki, ale sa tez prawdziwi lekarze, ktorzy malo zarabiaja, ale
                czerpia zadowolenie z dobrze wykonanej pracy.
                Kiedys trafilem do szpitala, i bylem pod opieka ordynatora. Dowiedzialem sie ze
                bardzo dobrze trafilem, bo to dobry lekarz - i uczciwy. Fakt - jedzil starym
                trabantem (ordynator).
                Fakt ze lekarze zarabiaja u nas za malo. Nie tylko oni, takie mamy niestety
                warunki. Fajnie by bylo, jakbysmy wszyscy byli piekni, zdrowi i bogaci. Inna
                sprawa, ze skoro jest tak zle, to czemu zawsze tylu kandydatow na jedno miejsce
                na te badz co badz majace opinie jednych z najtrudniejszych studia? No i nie
                wierze, zeby lekarze pracujacy prywatnie biedowali - kilkadziesiat zl. za
                zwykla wizyte, jak z badaniem itd - jeszcze wiecej. Mysle ze calkiem uczciwie
                sa w stanie niezle zyc.
                • Gość: Prot Re: Znajoma Lekarz domowy na wiosce ma ok 20 tys IP: *.rajskanet.pl / *.rajskanet.pl 17.02.05, 12:29
                  Zgoda ..uogolnianie jest bledem - przyznaje sie.
                  Sa w zamknietym swiecie sluzby zdrowia ludzie ktorzy uczciwie pracuja i nie
                  moga patrzec na to co robia ich leledzy.
                  Zastanawia mnie tylko to iz wlasnie w tej sferze jest najtrudniej cos zmienic.
                  Najtrudniej jest poprawic sytuacje pacjetow gdyz w pierwszej kolejnosciu musi
                  byc lepiej lekarzom. Ministrow zdrowia mielismy wiecej niz jakie kolwiek inne
                  panstwo. KAzdemu opadaja rece i nie wynika to z tego ze nie mozna tego zrobic
                  tylko opor reformowanego sprawia iz reformator traci nadzieje w powodzenie.
                  To chyba nie przypadek iz wlasnie w sluzbie zdrowia poziom nasycenia
                  degeneracja i aferami przerasta jakakolwiek srednia. Oczywiscie nie jest to
                  zasada powszechna ale odsetek uczciwych lekarzy ginie w tlumie.

                  • Gość: Adjares Re: Znajoma Lekarz domowy na wiosce ma ok 20 tys IP: *.ite.waw.pl 17.02.05, 12:52
                    Ha, piszesz ze uogolnianie jest bledem, ale znowu ougolniasz, piszac ze odsetek
                    uczciwych ginie w tlumie (co by sugerowalo, ze sa czyms wyjatowym, a wiekszosc
                    to kretacze). Tego typu twierdzenie wymagaloby poparcia jakimis danymi
                    statystycznymi itd.Ja ich nie mam, wiec nie bede polemizowal. Wydaje mi sie
                    jednak, ze czesto opieramy sie na przypadkach pojedynczych, z ktorymi sie
                    spotkalismy, i rozciagamy na ogol. Spotkalem nieuczciwego lekarza - wiec sa oni
                    nieuczciwi. To tak jak z tymi samolotami, o ktorych sie pisze jak spadna, a nie
                    jak doleca - bardziej rzuca sie w oczy.
                    No chyba ze zachodzi nieporozumienie - bo odnosze wrazenie ze stosujesz
                    zamiennie lekarzy i sluzbe zdrowia. A pod sluzba zdrowia mozna rozumiec tez te
                    cala czapke wpostaci ministerstwa, urzednikow itp itd etc. Przetargi, spore
                    pieniadze dla kolegow. No a tu niestety jak w kazdym kawalku sektora
                    publicznego u nas (ale nie tylko u nas). Tylko ze to juz nie lekarze (choc
                    niektorzy moga miec i medyczne wyksztalcenie, mysle jednak ze lekarz to nie
                    tylko wyksztalcenie, a nawet nie umiejetnosci, ale pewien "stan ducha". Bo jak
                    pisalem wczesniej - byc lekarzem to nie zawod, a misja i powolanie.Przynajmniej
                    tak powinno byc).
                    • prot1001 Re: Znajoma Lekarz domowy na wiosce ma ok 20 tys 17.02.05, 12:57
                      OK ..ponownie masz racje. Ten samolot ktory nie doleci rzutuje jednak w dosc
                      istotny sposob na reszte floty i pojawia sie obawa czy latac czy nie.
                      Lekarze ktorzy najpier lecza a potem zarabiaja kase powinni byc pokazywani
                      publicznie aby zmienic wizerunek opinii ksztaltowanej przez zdegenerowane
                      przypadki.
                      • Gość: Adjares Re: Znajoma Lekarz domowy na wiosce ma ok 20 tys IP: *.ite.waw.pl 17.02.05, 13:08
                        I tutaj ja znowu sie zgadzam. Jedna parszywa owca potrafi narobic tyle zlego,
                        ze nie widzi sie tych pozostalych 100 porzadnych - bo ona jest po prostu lepiej
                        widoczna. Lekarz dostaje w swoje rece to, co nalezy do najcenniejszych rzeczy,
                        czyli moje zdrowie. Musze wiec miec do niego zaufanie i wierzyc, ze zrobi
                        wszystko co mozliwe zeby mi pomoc. A jak slysze, ze lekarz popelnil blad, a
                        potem komisja lekarska go oczyszcza i jest w porzasiu... Operacja sie udala,
                        pacjent zmarl. Faktem jest, ze powinni sami sie oczyszczac (tak zreszta jak i
                        inne srodowiska wysokiego zaufania publicznego). Ta parszywa owca znajdzie sie
                        wszedzie - wazne zeby stado sie jej samo pozbylo. Bo to nie jego wina, ze sie
                        pojawila - jego wina jest, gdy pozwoli jej zostac.
                        • prot1001 Re: Znajoma Lekarz domowy na wiosce ma ok 20 tys 17.02.05, 13:16
                          W naszym polskim swiatku lekarskim panuje zle zrozumiana zasada kolezenskiej
                          solidarnosci. Ktos kot popelni blad bedzie kryty i oczyszczany z zarzutow.
                          Z drugiej strony nie jest grzechem bledy popelniac - grzechem jest je
                          powtarzac - jestesmy ludzmi. Pytanie tylko czy lekarzem odpowiedzielnym za
                          zdrowie i zycie innego czlowieka powinno sie przestac byz po popelnieniu bledu
                          czy po powtornej wpadce.....
                          • Gość: Adjares Re: Znajoma Lekarz domowy na wiosce ma ok 20 tys IP: *.ite.waw.pl 17.02.05, 13:47
                            Mysle ze zalezy to od rodzaju wpadki. Jesli pomylil sie w trudnej diagnozie (bo
                            nie jest wszystkowiedzacy) - to jedna sprawa. A jesli pacjenta w bardzo ciezkim
                            stanie odeslal gdzie indziej, lub po pijaku zaaplikowal zle lekarstwo - to
                            calkiem inna. Zalezy po prostu chyba od stosunku do wykonywanego zawodu. Jesli
                            doklada wszelkich staran, zeby bylo dobrze, a czasami nie wyjdzie - trudno go
                            oskarzac. Jesli nie - nie powinien byc lekarzem, gra idzie o zbyt wielka stawke.
          • Gość: Margo Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.aster.pl / *.aster.pl 17.02.05, 01:52
            Może dlatego nie zostałam lekarzem...

            Pewnie,że masz racje, że nie jest to śmieszne, aczkolwiek tak już jest, co jest
            śmieszne dla jednego, nie jest śmieszne dla drugiego.

            Informatycy w odróżnieniu od lekarzy nie zarabiają 1400 zł. Przeciętny
            programista z 5 letnim doświadczeniem zarabia w Polsce około 3000 (mam na mysli
            Polskę, a nie Warszawę) i nie są to żadne kokosy, ale pewien standard.
          • Gość: Meliana Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.02.05, 09:43
            Widzę, że zaczęliśmy się licytować i obrażać. Kto z nas najbiedniejszy? Kto
            najlepszy? Kto najgłupszy? Widać gdzie siedzi najwięcej zawiści i spowodowanej
            nią frustracji. Przy okazji wzajemnego uwłaczania sobie straciliście państwo z
            oczu temat...

            Jeśli chodzi o najgorszą rozmowę kwalifikacyjną - to była moja pierwsza rozmowa.
            Starałam się o pracę w dużej instytucji- mniejsza o to gdzie. W czasie rozmowy
            kwalifikacyjnej dowiedziałam się, że właśnie o taką osobę, o którą im chodziło.
            Po chwili osoba, która ze mną rozmawiała zadzwoniła do swojego przełożonego z
            informacją o tym, że znaleźliśmy pracownika, trzeba sporządzić umowę. Po chwili
            z telefonu, który był ustawiony bardzo głośno, słyszę, że to stanowisko jest już
            zajęte, bo przeciż pani X załatwiła. Poczułam się strasznie, ale moje odczucia
            były niczym, wobec tego, co czuła osoba, która ze mną rozmawiała. Tak to już
            jest w sektorze publicznym...
          • merisa Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna 17.02.05, 10:56
            żal mi cibie ,stary.wiem,że same studia to nie przelewki,a co dopiero praca w
            szpitalu.teraz może byc jeszcze gorzej,bo sejm nie przyją ustawy na
            dofinansowanie dlla ZOZ-ow-kompletna klapa.
            trzymaj sie
          • Gość: tomek Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.interman.com.pl 23.02.05, 20:58
            Jak Ci mało to zarób sobie ankietkami od przedstawicieli :-)
        • beatrix.kiddo Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna 17.02.05, 12:25
          Poszłam do innej firmy. Po jednej jedynej rozmowie kwalifikacyjnej dostałam
          4500zł na okresie próbnym. Do teraz nie wiem, czy w tej poprzedniej firmie aż
          tak kiepskie te moje próbki kodu były, że wycenili mnie jak sekretarkę?

          droga (?) Margo
          daj spokoj, wycenili Cie jak sekretarke? ale hanba. to ja Ci powiem: teraz tez
          zarabiasz tyle co sekretarki, a nawet mniej. ciagle podoba Ci sie Twoja praca?
          bo ja bym sie na Twoim miejscu wypiela od razu. matko i corko, pensja jak
          sekretarska, ale wstyd....
          • Gość: Prot Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.rajskanet.pl / *.rajskanet.pl 17.02.05, 12:38
            Bez przesady. Kazdy cenie sie adekwatnie do umiejetnosci. Trzeba znac granice
            cenowa poziomu wiedzy ktorej czlowiek nie jest w stanie przekroczyc.
            Jesli Margo dostala prace "programisty" po pierwszej rozmowie to znaczy ze byli
            sklonni kupic kota w worku. Przepraszam ...kotke.
            A pensja ....? Hmmmm moze nie wszystkie sekretarki zarabiaja wiecej ale
            programisci na pewno grubo wiecej.
            • beatrix.kiddo Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna 17.02.05, 15:32
              zgodze sie z Toba co do cenienia sie adekwatnie do umiejetnosci. chodzilo mi
              tylko o kontekst uzycia zawodu sekretarki. nic poza tym. jakby bycie sekretarka
              bylo czyms strasznym i slabo platnym, taka wiesz "praca najgorsza na swiecie"
              • prot1001 Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna 17.02.05, 15:54
                Nie uwazam ze praca sekretarki jest najgorsza na swiecie. Wrecz przeciwnie.
                Najlepsi manager'owie bez dobrej sekretarki gubia sie w lesie problemow.
                Po prostu jest to spolecznie oklepany odnosnik .....
                • beatrix.kiddo Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna 17.02.05, 16:47
                  ja to wiem:) i wiem ze to spolecznie oklepany odnosnik. ale to mi sie wcale nie
                  podoba i chcialabym z tym powalczyc, stad moj post:) pozdrawiam serdecznie. asia
                  • prot1001 Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna 17.02.05, 17:16
                    Dodam jeszcze ze sekretarki nierzadko wyprzedzaja swoich szefow w rozwoju w
                    sposob tak istotny ze sa w stanie zajac ich miejsce. To sie autentycznie
                    wydarzylo. Dziewczyna byla asystentka szefa calkiem niezlej polskiej firmy.
                    Zaocznie skonczyla MBA i dzis ...po 8 latach pracy w firmie od 6 miesiecy jest
                    pania prezes.
                • Gość: meg Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.168. / *.aluzyjna.waw.pl 20.02.05, 11:07
                  I własnie z takimi "społecznie oklepanymi odnośnikami" trzeba walczyć. Jestem
                  sekretarką od 2 lat, często jest mi przykro, bo wiele osób ma zakodowane pewne
                  pejoratywne postrzeganie sekretarki. Jest to krzywdzące. Niezależnie ile pracy
                  włozysz w dobre działanie firmy, to i tak ktoś cię podsumuje, że jesteś tylko
                  sekretarką. Smutne, ale prawdziwe ...
            • Gość: Margo Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.aster.pl / *.aster.pl 17.02.05, 23:15
              To pochwal się Prot ile Ty zarabiasz, bo jestem ciekawa, ile może zarobić ktoś,
              kto nie ma bladego pojęcia o współczesnej technologii (bo nie masz), dłubie
              hektolitry kodu na piechotę i chwali się tym, co napisał 10 lat temu (kto tego
              jeszcze używa? jeśli to sie w ogóle da jeszcze używać, to musi to być banał, bo
              życie idzie do przodu i wszystko się zmienia).

              Że NIEKTÓRZY programiści zarabiają dużo więcej, wiem, ale dotyczy to przede
              wszystkim wielkich korporacji i konsultantów. A jakie są średnie krajowe, można
              spojrzeć w i-necie, i od średnich tych w dół nie odstaję.

              Ponadto dodam mały szczegół, że jestem kobietą, który niestety ma odrobinę
              znaczenie... Szczególnie dla bufonów z zakodowanymi w umyśle IF'ami.
              • pendragon_pl Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna 02.03.05, 17:03
                Ten wątek jest najlepszym przykładem nie trzymania się tematu. Wystarczą dwie
                przemądrzałe osoby i wszystko idzie w pizd..
                Margo naprawdę nikogo tutaj nie interesuje ile zarabiasz lub ile zarabia Prot.
            • Gość: Margo Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.aster.pl / *.aster.pl 17.02.05, 23:57
              A co do tego:

              > Jesli Margo dostala prace "programisty" po pierwszej rozmowie to znaczy
              > ze byli sklonni kupic kota w worku. Przepraszam ...kotke.

              pozwolę sobie zacytować:

              > Gdy startowalem do pracy w "najwiekszej corpo IT na swiecie" okazalo
              > sie ze profesjonalna rozmowa kwalifikacyjna specjalisty ma niewiele
              > wspolnego z zaliczeniem na studiach. Po prostu dobry specjalista
              > aby poznac dobrego specjaliste potrzebuje krotkiej wymiany zdan na
              > odpowiednim poziomie.

              Rozumiem, że skoro trzymasz sie z daleka od Microsoftu, to pracy tej nie
              dostałeś? ;-)

              I na tym kończę ten wątek, bo wiele rzeczy, które napisałeś, wskazuje na taką
              ignorancję i zacietrzewienie, że po prostu nie warto dyskutować.

              Między innymi widać, że nie masz bladego pojęcia nawet o tym, co znaczy
              słowo "komponent", od którego cała ta dyskusja się w ogóle zaczęła.
          • Gość: Margo Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.aster.pl / *.aster.pl 17.02.05, 23:07
            Podoba mi się moja praca, bo lubię to, co robię (a nie dlatego, że zarabiam ile
            zarabiam).

            Dodam, że od tamtogo czasu minęło już trochę i kwota nie jest aktualna. Tamta
            dotyczyła okresu próbnego i chodziło mi o wskazanie różnicy, a nie o chwalenie
            sie tym ile zarabiam.

            Co do sekretarki - przepraszam, jeśli uraziłam. Jeśli któraś zarabia 10tys. to
            pewnie jest tego warta. Być profesjonalną sekretarką to też sztuka, tak samo,
            jak być profesjonalistą w innym zawodzie. Aczkolwiek takich kobiet nie nazywa
            się "sekretarkami", tylko "asystentkami", a spotkałam sie nawet,
            że "asystentami" - w rodzaju męskim, aby poważniej brzmiało, serio :-)
      • tanger_soto Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna 15.02.05, 09:48
        Moja historia miala miejsce kilka lat temu. Wyjechalam na kilka dni,
        zadowolona, ze odpoczne itp. Dzwoni moja wspollokatorka, ze wlasnie zadzwonil
        do domu jakis facet (byla niedziela!!) i zaprasza mnie na rozmowe
        kwalifikacyjna do jakiegos pisma. Poniewaz bylam wtedy kilka miesiecy bez
        stalej pracy, chodzilam na wszystkie rozmowy (czasem traktujac to jak jakies
        hobby :)), wiec i w tym przypadku wrocilam do domu i pojechalam do tego goscia.
        Co prawda zdziwilam sie, ze gosc dzwonil w niedziele i ze nie pofatygowal sie z
        wykonaniem telefonu na komorkowy, zeby zaprosic mnie osobiscie, ale machnelam
        na to reka.
        Adres w Wilanowie, jakas willa, wparowalam tam - gosc konczyl rozmowe z jakas
        dziewczyna, wiec mialam okazje sie rozejrzec, ale na redakcje to mi ten dom nie
        wygladal (okazalo sie potem, ze facet miala jakas firme robiaca klimatyzacje
        czy cos w tym stylu). Potem zaprosil mnie do swojego gabinetu - od razu
        uprzedzil, ze bedzie zadawac nietypowe pytania. I sie zaczelo: kim sa pani
        rodzice, czy ma pani chlopaka / narzeczonego, co robi, jakie sa pani poglady
        polityczne, czy jestem wierzaca etc. Czekalam na pytanie ile razy w tygodniu
        uprawiam seks :)) Podeszlam do tego dosc humorystycznie (nic innego mi chyba
        nie zostalo) i zaczelam sie wdawac z nim w jakies paranoiczne dyskusje starajac
        sie unikac odpowiedzi na jego pytanka. Potem pan zabral sie za wyluszczanie co
        to wlasciwie za praca i po co te pytania. Mial zamiar rozkrecic jakies pisemko
        o parlamentarzystach i szukal osob do przeprowadzania wywiadow z politykami.
        Poniewaz mialam w tym pewne doswiadczenie, uznal mnie za idealna osobe. Aha,
        mial zamiar zatrudnic tylko kobiety (mlode) - "wie pani, wy kobiety macie swoje
        sztuczki, zeby wyciagnac z polityka cos wiecej". A ten jego wywiad mial mu dac
        wizje osoby, jej "spoleczny rodowod", styl zycia - "do tej pracy nie nadaje sie
        kazdy, trzeba byc czlowiekiem okreslonego formatu..". Okazalo sie, ze jego
        zdaniem format mialam :)) ale ja panu grzecznie podziekowalam i wyszlam,
        wsciekla na siebie, ze skrocilam swoj wyjazd i poswiecilam palantowi cala
        godzine..
        • Gość: maxcom Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.internet-radom.info 17.02.05, 17:14
          no moja droga, ja też takiego dupka miałam, teraz oddałam sprawę do sądu pracy,
          a on jeździ po moich byłych pracodawcach i zgodnie z wcześnieszymi
          pogróżkami "opinię mi psuje", ale dlaczego u byłych pracodawców, anie u
          przyszłych?
      • Gość: kalaka Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.02.05, 12:52
        moze nie najgorasza ale najbardziej pozbawiona bez sensu na jakiej bylaam
        w gazeceie wyborczej bylo ogloszenie ze szukaja asystenta zarzadu i papiery na
        takowe stanowisko wyslalam. juz na samym poczatku odbylo sie z problemami bo
        mimio iz nie potwierdzilam spotkania i umowilam sie ze potwierdze czy przyjade
        w czwartek czy w piatek to zostalam postawiona przed faktem dokonanym ze musze
        w czwartek bo w piatek byl przed bozym narodzeniem i wsyzscy podobno chca miec
        juz wolne :) wiec rad nie rad musialam sie zwalniac ekstra z pracy i pojechalam
        pani poinformowala mnie iz rozmowa bedzie z dyrtektorem finansowym mowie ok
        pewnie czlonek zarzadu i dlatego:) ale na miejscu nagle dowiaduje sie iz z
        mojego cv wywnioskowla sobie owy pan ze lepiej bede sie nadawac na analityka
        finansowego co tam ze od ponad 3 lat mimo skonczenia finansow i rachunkowosci
        zajmuje sie czyum innym!!! ale pan tak uznal ale nie rachyl mnie o tym
        wczesniej poinformowac i potem czepil sie zdania z lm ze praca w ich firmie mi
        by odpowiadala ale nie zwrocil uwagi iz list dotyczyl asystenta zarzadu!!!!
        madrowal sie polsko angielskimi zwrotam i z dzieiny finanow a na koniec jak
        usluyszal ile chcem zarabiac to praiwe spadl z krzesla i powiedzial ze on ma
        kogos za 1200 brutto a ja to gore zlota chcem na co panu podizekaowalam i sobie
        poszlam i cala droge do domu mialam ubaw z tej idiotycznej sytuacji
        • jotembi Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna 16.02.05, 20:00
          "chcem" to cytat, czy może asystenci zarządu tak teraz piszą...?
          • Gość: Rechu Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.02.05, 07:56
            To "chcem" powtarza się jeszcze jeden raz, do tego masa literówek i jakiejś
            dziwacznej wsiowej stylistyki. Ona tego nie pisała ironicznie, to PRAWDZIWA
            idiotka z ambicjami.
            • Gość: TorV Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.devs.futuro.pl 17.02.05, 11:37
              Poza tym, nie sądzicie, że niemal kompletny brak interpunkcji bardzo utrudnia
              czytanie? A potem takie indywidua dziwią się, że "z
              mojego cv wywnioskowla sobie owy pan ze lepiej bede sie nadawac". Ja też tak
              wnioskuję, co więcej - nawet nie mam wątpliwości!
            • Gość: kalaka Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.02.05, 15:46
              oj od kiedy tacy dokładni jesteście
              Nie ma problemu, będę teraz pisać bardzo powoli i dokładnie
              i wypraszam sobie teksty na temat idiotki z ambicjami!!! nie znasz mnie więc po
              co wygłaszasz takie opinie??? jak zrobisz tak jak certyfikaty z dwóch języków
              obcych i ukończysz dwa różne kierunki studiów to możesz sie wtedy do mnie
              odzywać a póki co to spadaj!!! Jesteś sama bądź sam jakaś bądź jakiś
              niedorowinięty!!!
              • Gość: maxx Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.03.05, 09:19
                Fakt - faktycznie wsiowa. Napisz cos jeszcze kochanie.
      • aniapij Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna 15.02.05, 14:57
        ja doskonale Ciebie rozumiem, przeszBam sporo kretyDskich rozmów, szukaBam
        pracy ponad 2 lata. W koDcu dostaBam, teraz jednak zmieniam i z powrotem jest
        mi trudno. Jesli chcesz ze mna porozmawiac, podaje mój nr gg:7316491.Pozdrawiam
      • Gość: mp Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.02.05, 15:57
        Dostaje telefon z zaproszeniem na rozmowę, przygotowuję się do niej cały
        wieczór, czytam jakieś ustawy, nazajutrz jadę ok. 150 km do miejscowości X.
        Komisja nie ma do mnie żadnych pytań z wyjątkiem tego, czy to w ogóle ma sens
        ubiegać się o tę pracę, przekonują mnie, że na pewno się nie utrzymam w X za
        oferowane pieniądze, że powinnam szukac pracy bliżej domu. Żałosne po prostu,
        po co w ogóle ściągali mnie na tę rozmowę.
        • luczjola Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna 15.02.05, 16:15
          Dostałam zaproszenie na rozmowę, gdy byłam z rodziną nad morzem. Zostawiłam
          dziecko, męża, plaże i przyjechałam do warszawy (zapomniełam tylko kluczy do
          mieszkania, ale jakoś sobie poradziłam).
          Na rozmowie wypadłam (oczywiście w moim odczyciu) bardzo dobrze, żadnych
          potknięć, dobrze przygotowana, wyszłam zadowolona.
          Byłam pierwzsa tego dnia o 9 rano. Tylko od razu coś mnie tknęło, na biurku,
          gdzie powinna leżeć moja aplikacja, leżały dokumenty innej osoby, moje były
          gdzieś w kąciku, Pan ich szukał. Hmmm od razu wiedziałam że ta rekrutacja (w
          budżetówce)to była tylko fikcja. Jak w trakcie rozmowy aby przekonać jak bardzo
          mi na tej pracy zależy, napomknęłam , że zostawiłam rodzinę nad morzem i
          przyjechałam tu, wszystkim z komisji zrzedły miny i zaraz rozmowa się
          zakończyła.
      • Gość: frik Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.02.05, 16:30
        Rozmowa w koncernie holenderskim, ostatnia już - z samym dyrektorem -
        przyszedłem 5 minut przed spotkaniem, przyszła bardzo miła pani z kadr i
        zaprowadziła mnie do pana dyrektora do pokoju reprezentacyjnego obok gabinetu
        dyrektora, po 20 minutach dyrektor przewinął się, spojrzał i skwitował hmmm...
        to nasz kandydat... po czym przeprosił i powiedział, że ma jeszcze pilną
        rozmowę. Zostawił swoje drzwi otwarte po czym łąmaną angielszczyzną pluł się do
        słuchawki przez 20 minut nie mogac się wysłowić... po rozmowie przyszedł
        zadowolony z siebie i zadał 2 pytania po angielsku po czym zaproponował rozmowę
        po polsku... pochwalił moją angielszczyznę po czym po kilku standardowych
        pytaniach powiedział, że to, że na przykład mi teraz odmówi, nie oznacza, ża nie
        odezwie się za kilka miesięcy... Wtedy zrozumiałem, że cała rekrutacja jest już
        ustawiona i że i tak przyjmą kogoś po znajomości.
        Nie chce mi się pracować z ludźmi, którzy nie mają kompetencji a pracują w
        wielkim koncernie mmiędzynarodowym, dzięki któym do firmy wchodzą ludzie po
        znajomości... Poza tym jest to firma wyzyskiwaczy nie tylko polskich warunków,
        ale także polskiej gospodarki. Żal się robi jak w firmach tej renomy zdarzają
        się takie rzeczy...
        • Gość: Szukającyszczęścia Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.02.05, 17:01
          Kilka lat temu trafiłem na rozmowę do pewnej firmy.
          Pan zadał pytanie:
          - Czy mówi Pan po angielsku
          Odpowiedziałem, że tak
          Pan zaproponował powiedzenie czegoś po angielsku.
          Powiedziałem:
          - I was born in 1972.
          Pan wpadł w zachwyt.
          Firma "krzak", ale chcieli mieć magistra z "językiem" jak wyraził się pan.
          Ofertę odrzuciłem.
        • papuasik Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna 17.02.05, 08:07
          Było to kilka lat temu. Wysłałem aplikację do dealera samochodów. Miałem być sprzedawcą samochodów. Zaprosili mnie na rozmowę. Przyjeżdżam na miejse parę minut wcześniej i czekam, w końcu nadchodzi moja kolej. Wchodzę do biura i w obroty bierze mnie smutna pani psycholog. No dobra - myślę sobie, niech będzie. Rozwiązuję testy obrazkowe, widocznie tak trzeba. Potem pani zaczyna zadawać pytania typu czy leczyłem się psychiatrycznie. Z wrażenia mnie zatkało. Powiedziałem zgodnie z prawdą, że nie. Pani nie dosłyszała mojego "nie" i podejrzliwie zaczęła na mnie spoglądać, że niby się jednak leczyłem, ale chcę to ukryć. Przez parę minut przekonywałem ją że się nie leczyłem. W końcu dała mi 3 kartki A4 z pytaniami, na które miałem w miarę szybko odpowiedzieć. Zszedłem do holu i zaczęła się jazda. Pytań było ok. 30. Np. czy mam kłopoty żołądkowe, czy jak idę ulicą to wydaje mi się, że ktoś mnie śledzi, jak często oddaję stolec (DOSŁOWNIE!!!), czy mam omamy. Siedzę nad tym, część pytań notuję sobie na boku, żeby później pokazać znajomym i przysłuchuję się rozmowie dwóch pań sprzątaczek, które omawiają poszczególnych kandydatów. W końcu dochodzą do wniosku, że ?ta blondyna była najlepsza, a reszta się nie nadaje?. Ubaw miałem niesamowity. Oddałem odpowiedzi i wyszedłem. Więcej na szczęście nie zadzwonili. Przez cały czas nie dostałem żadnego pytania dotyczącego pracy, którą miałbym wykonywać, ani dotyczącego moich umiejętności.
      • mesmeredia Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna 15.02.05, 19:19
        Rozmowa w urzędzie skarbowym na referenta. Byłam umówiona na 9.00, o 9.10 -
        łaskawie przyszła pani i zaprowadziła mnie do pokoju gdzie siedziały jej 2 inne
        rozbawione do łez koleżanki. Posadzono mnie za biurkiem (na biurku usiadła mi
        jedna "żeby lepiej widzieć co robię"), druga nade mną wisiała a trzecia
        siedziała za innym biurkiem. Ta co nade mną wisiała wydawała mi polecenia typu
        "proszę wcisnąć escape", "proszę wcisnąć F1", "proszę przepisać ten tekst",
        "proszę wybrać cancel (czytane nie kansel tylko cancel :-D )". Pani siedząca na
        biurku parskała ze śmiechu (jak rozumiem rozbawiona całą sytuacją) i szeptała
        coś do tej za biurkiem. Trwało to tak ze 20 minut. Nie zadano mi ani jednego
        pytania, nie pozwolono mi też na jakąkolwiek rozmowę. Wyszłam wku..ona na cały
        świat ale na korytarzu zobaczyłam grupkę ok. 50 osób czekającą na dokładnie taką
        somą rozmowę i trochę mi przeszło :-) Brawa za profesjonalizm rekrutacji panie
        naczelniku, po prostu brawa. Po co zawracać ludziom głowę i robić aftery wokół
        fikcyjnych wakatów skoro i tak wiadomo, kto będzie przyjęty?
        I.
        • Gość: Margo Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.aster.pl / *.aster.pl 17.02.05, 01:56
          Haha :-) Nie wiem, czy bym się domyśliła, że "cancel" (fonetycznie)
          to "kansel" ;-)
        • Gość: Prot Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.rajskanet.pl / *.rajskanet.pl 17.02.05, 02:39
          To Ty nie wiedzialas ze praca w administracji panstwowej opiera sie na dosc
          specyficznym pojeciu casting'u. Rozbawione panie zapewne maja powod do
          raportowania swojemu szefowi wysokiego obciazenia obowiazkami, rekrutacja
          wyloni kilku kandydatow wybranych przez panie do ktorych pan naczelnik doklada
          swojego 100% kandydata. Najlepsze w tym wszystkim jest to ze gdy Ty grzecznie
          wciskalas cancel 100% kandydat pana naczelnika konczyl formalnosci w kardach.
          Sfera administracji panstwowej stanowi cos w rodzaju skansenu obyczajow i zasad
          ktore w normalnych firmach sa trescia rozmow "jak to bywalo za komuny...."
          • mesmeredia Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna 17.02.05, 09:50
            Oczywiście, że spodziewałam się tego co zwykle czyli ustawionej osoby ale wtedy
            latałam na wszystkie możliwe rozmowy kwalifikacyjne licząc na szczęście. "A
            może tym razem jednak..." No i sama rozmowa kwalifikacyjna przeszła moje
            wyobrażenia... Swoją drogą "wielkie obciążenie obowiązkami" sprowadza się chyba
            do picia kawy, czytania kolorowych pism , dyskusji o modzie i malowania
            kilkucalowych pazurów bo w działach zapieprzają stażyści i praktykanci. Sama
            niestety miałam praktyki w urzędzie skarbowym i wojewódzkim a to co można o
            takich praktykach powiedzieć - ciężki kawałek chleba. Zresztą, zatrudnianie 10
            osób zamiast jednej, która spokojnie wyrobiłaby się z robotą gdyby uczciwie
            pracowała przez 8 godzin spokojnie urządza rodzinę, znajomych i zasłużonych
            tych z góry. Nie wspomnę o rewelacyjnej znajomości osbługi komputera jaka
            powszechnie panuje w urzędach czyli np. nadpisywanie pism do jednego
            kilkusetstronicowego pliku w Wordzie i wzywanie informatyków w przypadku
            przesunięcia drukarki. I smutne to, że niby wszyscy o tym wiedzą a nikt nic nie
            robi i nie zrobi.
            I.
            • Gość: Prot Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.rajskanet.pl / *.rajskanet.pl 17.02.05, 10:28
              Gratuluje....!!! Widze ze doswiadczenie w Twoim przypadku poprawnie ksztaltuje
              poglady.
            • Gość: SANep Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.com.pl / *.com.pl 17.02.05, 16:14
              Witam
              Czytając ten post, widziałem "swoją" firmę, która również jest instytucją
              budżetową. Moje koleżanki (ciężko zapracowane) dzień rozpoczynaja od śniadania
              na biurku, po czym toczą idiotyczne dialogi i tak do końca dniówki. W tym samym
              czasie stażyści tudzież inni młodzi pracownicy zapieprzają robiąc ich robotę.
              Swoją drogą te panie nie mogły by się uczciwie wywiązać z powierzonych
              obowiązków ponieważ np. nie znają obsługi komputera i nie chcą jej opanować gdyż
              "od nich tego nie wymagano, zatrudniając je" :/ cóż za elastyczność... swoją
              drogą patrzą jak zaczarowane jak zmieniam czcionki i ich kolory i podziwiają
              "moje" umiejętności... co mnie dobija wszak mam jeszcze kilka innych bardziej
              godnych podziwiania :)
          • cleo_1 Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna 17.02.05, 10:48
            nie powinniscie uogolniac.pracuje w adminitracji rzadowej,jako naczelnik biore
            udzial w rekrutacji nowych pracowników.kazdy kandydat przechodzi niezle sito
            merytoryczne,rozmowa trwa okolo 1/2h.Pytamy o wszystko.Pracuje w funduszach
            strukturalnych,zatem pytamy o polityki,historie i prawo UE,polityke
            spojnosci,nasz program operacyjny,ustawe o sluzbie cywilnej,sprawdzamy
            znajomosc zasad pracy w administracji,sprawdzamy angielski(obowiazkowy na
            poziomie A-C advanced).nie wybiore znajomka,ktory nic nie umie i jest leniwy,bo
            to oznacza,ze bede musiala sie z nim uzerac i wykonywac za niego prace i
            siedziec tu po nocach(co i tak czesto ma miejsce).
            Z drugiej strony,pracuja u nas dwie osoby polecone przez kogos tam.Sa
            rewelacyjne.Po prostu rewelacyjne-gdyby wszyscy tak pracowali,mielibysmy druga
            Japonie, albo nawet pierwsza.
            wiec nie uogolniajcie.
            PS mam urlop:) (ale jestem wpracy) wiec moge sobie popisac bez narazania sie na
            staly zarzut z Waszej strony, ze okradam obywateli:)
            • Gość: Prot Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.rajskanet.pl / *.rajskanet.pl 17.02.05, 10:53
              Zgadzam sie ze uogolnienia to niezbyt dobre rozwiazanie. Ale zgodzis sie iz
              poza Wa-wa sytuacja jest jak dokladnie taka jak opisano. Mam kolege w MF,
              zajmuje sie sprawami integracji europejskiej i jest, przyznaje, niezly. Ale
              rzeczywistosc wiekszosci administracji publicznej niestety jest powalajaca. Nie
              mowie juz tylko o wiedzy ale kultura osobista i sposob traktowania ludzi jest
              czyms z inne epoki. Tam po prostu nie dotarl jeszcze rok 1989...
            • aga140 Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna 17.02.05, 15:37
              Szanowny panie naczelniku, tych swoich z rekomendacji chocby nie wiem jak
              rewelacyjni, zawsze przychylniej sie ocenia, niz takich samych z ulicy, którzy
              w niczym panu nie zaszkodza, Zła ocena tych rewelacyjnych moze spowodowac
              spiecia miedzy panem a tymi co ich rekomenduja,
              • cleo_1 Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna 17.02.05, 18:59
                PANI, jesli juz.
                Na szczescie, mam madrych szefowo, ktorzy maja uczy otwarte i umieja oceniac
                ludzi. NIe generalizuj, prosze. Ja sama jestem "z ulicy". Wiem jednak, ze zycie
                nie jest czarno-biale, o czym Ty chyba jeszcze nie wiesz.
        • karolarwd Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna 17.02.05, 12:36
          Moja koleżanka poszła ostatnio na rozmowę w sprawie stażu(!!) w szkole
          podstawowej. Staż miał być w sekretariacie, jako pomoc sekretarki. Jedynym
          warunkami były "bardzo dobra znajomośc obsługi komputera" oraz "umiejętność
          szybkiego pisania". Koleżanka poszła, nieco obawiała się, że nie sprosta
          wymaganiom, bo pisze średnio-szybko, ale co tam:P Na miejscu pani sekretarka
          pokazała jej miejsce pracy, którym okazało się biurko-zwykła ławka szkolna z
          umieszczonym na niej komputerem; jako siedzisko służył zwykły, wiekowy
          fotel... "Rozmowa kwalifikacyjna": sekretarka pyta jakie koleżanka zna programy
          komputerowe, wiedząc że staż jest w biurze, koleżanka wymienia: Word,
          Excell... - Sekretarka przerywa: "U nas są inne programy, u nas musisz umieć
          obsługiwać Office'a" Koleżanka popatrzyła na nią dziwnie, ale nic. Przychodzi
          dyrektorka szkoły, pyta się sekretarki, czy jej zdaniem Daria się nadaje? - "No
          nie wiem - proszę nam przepisać możliwie szybko ten fragment tekstu".
          Sekretarka podaje koleżance kartkę A4 i otwiera Notatnik. Koleżanka zdębiała.
          Na koniec dowiedziała się, że np. "ile razy naciśniesz klawisz "backspace",
          tyle literek ci się skasuje".
          Staż dostała, zaczyna w przyszły poniedziałek.
          Od "rozmowy" minął tydzień, a my nadal zaśmiewamy się łez...
          Choć jakby na to nie spojrzeć, to lepsze takie doświadczenie, niż np. z
          higienicznym sprzedawcą owoców na straganie:)
          Pozdrawiam:)
      • Gość: marta Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.02.05, 20:07
        na jednej z moich rozmów kwalifikacyjnych przyszlego pracodawce interesowal
        najbardziej moj znak zodiaku. chyba się mu wodnik spodobał bo nawet mnie
        zatrudnił a po dwóch dniach mojej ciężkiej, solidnej pracy łącznie z
        nadgodzinami(nawet nie mialam czasu isć do wc :-)) zadzwonil do mnie i
        oswiadczył że mogę przyjsc po wyplate poniewaz zatrudnia córke znajomej. a ja
        głupia nie złożyłam papierów na studia bo tak zależało mi na pracy i przepadl
        mi termin...
        • Gość: lo Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.zwm.punkt.pl / *.zwm.punkt.pl 16.02.05, 19:05
          Kurde, wiele znanych koncernów bawi się w fikcje i robi jaja z ludzi. Byłem na
          kilku rozmowach o "przyrodzie", a po paru dniach dowiadywałem się że stanowisko
          jest już obsadzone, a firma spełniła tylko wymóg rekrutacji. To jest Polska
          własnie z 20% bezrobociem.
        • mctiggle Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna 17.02.05, 12:43
          Gość portalu: marta napisał(a):
          > na jednej z moich rozmów kwalifikacyjnych przyszlego pracodawce interesowal
          > najbardziej moj znak zodiaku

          taaak!! ja też tak miałem!! poza tym rozwiązywanie zagadek żywcem wziętych z
          testu na inteligencję. i jeszcze wymane deklaracje, jakim to bedę pracoholikiem.
          nie przeszedłem - może mój entuzjazm do pracy nie wydał się zbyt wiarygodny??
      • Gość: domkasp Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: 195.99.240.* 16.02.05, 19:35
        Mialem dosc i tu ma problem bardziej zabawna czy meczaca rozmowe kwalifikacyjna
        na stanowisko terapeuty z. w pewnym osrodku PWUICU gdzie potrzebowali osoby do
        uswiadamiania mlodziezy seksualnie w szkolach podstawowych i srednich.
        Rozmawial ze mna szef owej firmy na zmiane z jakas babka-psychologiem.O ile
        facet wydawal sie jeszcze zabawny swoimi wtraceniami o miejscach jakie chcialby
        odwiedzic(dowiedzial sie ze duzo podrozowalem), to babka byla bardzo
        zniechecajaca.Bardzo chciala mnie przekonac ze to nieoplacalna praca nie dajaca
        zadnej satysfakcji a w ogole to ze cala wyplate( w sumie szesc) bede musial
        wydac na szkoenia-tak mnie probowala"zachecic do pracy" z duzo cierpliwoscia
        znosilem jej proby i za kazdym razem potwierdzalem ze lubie pracowac z
        mlodzieza.
      • Gość: misia Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.02.05, 20:38
        najbardziej sie wkurzylam jak zaproszono mnie do Torunia do TZMO, w zeszlym
        roku, pojechalam w na spotkanie w sprawie dyrektorskiego stanowiska, rozmowa
        miala byc z Komisja
        wchodze, bardzo mila pani portierka mnie wstrzymuje i dzwoni gdzies, prosi, zeby
        poczekac, czekam 20 minut, jeszcze OK
        jestem zaproszona "na gore", mijam sie z jakim chlopakiem, poniewaz jest
        pusciutko domyslam sie, ze to kontrkandydat
        wchodze do pokoju - siedzi tam jedna osoba i ma do mnie jedno pytanie: czy jak
        dostane prace to przeprowadze sie do Torunia
        koniec
        od tej pory produkty TZMO nie maja u mnie szans - zadnych, wariatow i
        zakompleksionych snobow wspierac nie bede
        • Gość: Ania Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.143.111.62.revers.nsm.pl 16.02.05, 20:43
          TZMO to tez moja ulubiona firma od kilku tygodni, pojechalam do nich na
          rozmowe, a oni ach szkoda mowic, rozmowa rozpoczela sie z 45 min opoznieniem,
          potem zadawali pytania pomocnicze typu czy pani nie chce zapisac sie do partii
          politycznej? a czy jest pani pewna ze sie sprawdzi, czy moze chce pani pracowac
          za graniaca a my to tylko tymczasowa przystan itd
          zglupiala, ale wiem, ze nie chce miec z nimi nic wspolnego
          pozdrawiam
        • Gość: ManMachine Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.02.05, 21:06
          Odpowiedziałem na ogłoszenie agencji reklamowej, która poszukiwała copywritera.
          Wkrótce otrzymałem telefon, że mam się stawić na rozmowę kwalifikacyjną
          takiego, a takiego dnia. Pojechałem - 40 km. Byłem umówiony na godzinę, ale
          maglowali jeszcze inne osoby, więc spokojnie czekałem. W końcu wszedłem do
          środka pokoiku, w którym siedział dwóch facetów. Jeden z nich był ubrany
          powiedziałbym schludnie - weekendowo (marynarka, koszula), ale na widok
          drugiego o mało nie wybuchnąłem śmiechem. Miał artystycznie rozwleczony czarny
          sweter z podciagniętymi rękawami, a na ręce miał bransoletkę z łańcucha (chyba
          od jakiegoś motocykla). Więc na wysokości nadgarstka miał całą tę łapę ubabraną
          smarem - no mówię wam poezja po prostu.
          Ów sweterowo-łańcuchowy był - jak się okazało - szefem tej agencji. Popatrzył
          na mnie ze znudzeniem, po czym wyciagnął z szuflady stary, nakręcany stoper i
          powiedział.
          - OK. Masz 20 sekund, żeby wymienić 10 swoich atutów.
          Uruchomił stoper. Po 20 sekundach - w ciagu których nic nie powiedziałem
          stwierdził.
          - No co? Nie masz żadnych atutów.
          Na co ja odparowałem:
          - Moja osobowość jest tak złożona, ze nawet godzina nie wystarczyłaby żeby o
          tym porozmawiać.
          Mogłem się już w ogóle nie pieprzyć, bo widząc ten stoper i sposób
          przeprowadzania tej rozmowy - zrozumiałem, że tracę czas.
          On na to:
          - W takim razie może mógłbyś wymienić 10 ostatnich najbardziej nośnych haseł
          reklamowych. Masz 20 sekund.
          I znowu włączył stoper.
          Ja nic.
          On:
          - No i co? Nie znasz żadnych haseł?
          - Owszem znam - odparłem. - Coca-cola to jest to. Ale jak sądzę nie to hasło ma
          jakieś 50 lat.

          Później powiedziałem otwarcie, że spodziewałem się poważnego traktowania i
          konkretnej rozmowy a nie uczestnictwa w jakims quizie. Powiedzieli mi otwarcie:
          dziekujemy, szukamy kogoś innego. Wcale tego nie żałowałem.

          Jeden z bardziej fachowym procesów rekrutacyjnych pamiętam z Gazety Wyborczej,
          gdzie przez jakis czas pracowałem. Dobrze przeprowadzona rekrutacja, dzieki
          której rzeczywiście można było wyłapać tych którzy do danej pracy naprawde się
          nadają.
          • Gość: Prot Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.rajskanet.pl / *.rajskanet.pl 17.02.05, 02:18
            Zgadzam sie co do Gazety Wyborczej. Pracowalem ponad trzy lata na Czerskiej i
            uwazam ze to bardzo udany okres w mojej karierze zawodowej. Zarowno rekrutacja
            jak i metody pracy sa wyjatkowe. Efekt - wspaniala atmosfera az chce sie
            przychodzic do pracy.
            • gregor_1976 Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna 17.02.05, 14:30
              > Zgadzam sie co do Gazety Wyborczej. Pracowalem ponad trzy lata na Czerskiej i
              > uwazam ze to bardzo udany okres w mojej karierze zawodowej. Zarowno rekrutacja
              > jak i metody pracy sa wyjatkowe. Efekt - wspaniala atmosfera az chce sie
              > przychodzic do pracy.

              Cos podobnego! Moja siostra przepracowala w GW wiele wiele lat i pamieta glownie
              wzajemne animozje, podkopy i brak profesjonalizmu u wiekszosci zespolu...
              • prot1001 Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna 17.02.05, 15:58
                Szczerze wspolczuje. W jakim dziale pracowala Twoja siostra jesli mozna spytac?
              • Gość: KICIA ŁÓDŹ Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.02.05, 14:33
                Prawdziwy burak pracuje w firmie Raben. Już na rozmowie okazało sie ze jest
                burakiem, ktory mnie zatrudni. Był szefem lecz jeszcze bardziej zielony niż ja.
                Pozwolił mi spedzić w tej prestiżowej firmie 3 miesiace, w ciągu których znalazł
                kuzynkę, która wpakował na moje miejsce. Burak do kwadratu teraz tylko czekam az
                zwolnia go z tej firmy, a wtedy bede starała sie znów o posade w Rabenie.
                Głupia rozmowa - w banku millenium, mialam obsługiwac klientów, ale na rozmowie
                kazali mi sprzedac okno pani prezes, namówic na wymiane pozostałych.Nie cierpie
                tez pytania - ile zarabiałas w poprzedniej firmie - fuj.Zawsze jak wysle cv ide
                na rozmowe, w 20% przypadków racza oddzwonic.Zawsze sie zarzekaja ze
                zadzwonią.Zycze sobie i wam powodzenia. Prosze stworzmy inna forme rekrutacji
                niz rozmowa kwalifikacyjna.
              • Gość: mrówka Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.kg.net.pl / 80.51.254.* 11.03.05, 12:55
                ostatnio byłam na rozmowie na stanowisko asystentki,szef firmy zrobił mi
                przysługe jako że pracuję ale chce zmienić pracę rozmowa odbywała się o
                godzinie 20:00.poczatek normalny ale potem zaczeły się zaczynać takie pytania:
                1. czy często chodze w spódniczkach i jakich długich?-to jeszcze ok
                2. czy jestem pruderyjna? hm????
                3. co bym zrobiła gdybym miała rozproszyc klienta?
                4. czy włozyłabym mini,pończochy samonośne, i brak bielizny = tak zrobiła
                asystentka innego prezesa,skutecznie rozpraszając klientów!
                5. czy robiłabym afery i skandale gdyby na bakietach,podpici prezesi
                poklepywaliby mnie po wiadomo czym?
                no cóz jakos dotrwałam do końca, żałując ze gnałam na złamanie karku z pracy w
                mrozie do takiego idioty.
                potem modliłam się tylko o to by nie zadzwonił ale chyba moja mina i odpowiedzi
                w czasie rozmowy nie przypadły mu do gustu.
          • Gość: maczos Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.idea.pl 05.03.05, 22:23
            jakis tydzień temu wchodzę do wynajetego przez firmę farmaceutyczną pokoju w
            hotelu Magura w B-B; siedzi dwóch kolesi- jeden szef przedst.medycznych- ubrany
            w garnitur, drugi- szef przedst.handlowych ubrany...,no w co? (hotel w Bielsku-
            B- góry)też sie zastanawiałem czy mnie oczy nie mylą- spodnie narciarskie,
            sweter, brakowało mu tylko butów;
      • Gość: ggggggggg Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.aster.pl / *.aster.pl 16.02.05, 20:57
        Moze nie najgorsza rozmowa, ale ogolnie - najgorsza rekrutacja, w ktorej
        uczestniczylem...

        Ja: student ostatniego roku, ale w pelni dyspozycyjny, doswiadczenie -
        kilkumiesieczna praktyka w firmie branzy motoryzacyjnej.
        Firma: generalny importer samochodow pewnej marki zagranicznej.


        Ogloszenie w gazecie. Lista obowiazkow dokladnie pokrywa sie z tym czym
        zajmowalem sie dotychczas. Doswiadczenie - mile widziane, ale nie wymagane.
        Super. Zlozylem dokumenty. CV oraz list motywacyjny w dwoch jezykach, do tego
        referencje z miejsca praktyk. Po kilku dniach telefon, umowilismy sie na
        rozmowe z szefem dzialu.

        Rozmowa 1
        Szef dzialu okazal sie bardzo sympatycznym gosciem, niewiele starszym niz ja.
        Skonczyl moja uczelnie, mamy podobne zainteresowania, zaczynal prace w firmie w
        podobnej sytuacji w jakiej ja znajduje sie obecnie - tuz po studiach, bez
        przyslowiowego "10 letniego doswiadczenia". Chyba udalo mi sie udowodnic ze
        orientuje sie w tematach samochodowych etc. Uslyszalem ze na 100% moge
        spodziewac sie zakwalifikowania do drugiego etapu. Tam juz bedzie na mnie
        czekac powazny przeciwnik - "szefowa dzialu personalnego", ktora zada mi kilka
        podchwytliwych pytan. Czemu nie...do odwaznych swiat nalezy.

        No i tutaj niestety popelnilem blad. Zaczelo mi zalezec. Tzn zalezalo mi juz
        wczesniej, ale teraz zaczelo mi zalezec tak jak nigdy wczesniej. Wyobraznia
        zaczela pracowac...juz wyobrazalem sobie prace w firmie. Glupie, prawda? No ale
        co tam...pomarzyc zawsze mozna. Poza tym czuje jak nigdy przedtem, ta praca
        jest dla mnie a ja jestem dla niej!

        Za pare dni....telefon. Dzwoni Szefowa HR - zapraszamy na rozmowe.

        Rozmowa 2
        Mialem jakis kiepski dzien. Od blisko tygodnia zyje ta rekrutacja. Na przemian
        przezywam okresy euforii i zwatpienia. Nie ukrywam ze troche mi to rujnuje
        psychike. Przed rozmowa z HRem spotkalem "szefa dzialu". Zdradzil mi, ze na
        ogloszenie odpowiedzialo kilkaset osob, ale on typuje mnie do pierwszej piatki.
        Chyba nie musze mowic jak to na mnie podzialalo. "Pani personalna" -
        sympatyczna 30-latka o wzroku bazyliszka (ta z serii "juz wszystko o tobie
        wiem, kolego..."). Zaczyna sie tradycyjna gadka: dlaczego chce pan pracowac w
        naszej firmie, co firma zyska na zatrudnieniu pana, gdzie widzi pan sie za 3
        lata, krotka konwersacja po angielsku, nie ma pan doswiadczenia, wiec co moze
        nam pan zaoferowac. Swiadomie nie przygotowywalem sie do tej rozmowy, chociaz z
        duzym pradopodobienstwem moglem przewidziec wiekszosc pytan. W rezultacie
        wypadlem poprawnie, ale nie jakos porywajaco. Ale tak to chyba jest jak
        odpowiada sie szczerze i prostolinijnie zamiast czarowac jakimis oklepanymi
        formulkami. Do tego bylem troche spiety i poddenerwowany. Po prostu mi
        cholernie zalezalo a moj organizm tak reaguje. Oczywiscie standardowe pytanie o
        oczekiwania finansowe. Chyba przegialem ale w druga strone - powiedzialem za
        malo. Smiesznie malo. W sumie po pierwsze chcialem zeby mnie zatrudnili. Do
        tego mam jeszcze drugie zrodlo dochodu. Nie mam na utrzymaniu rodziny.
        Formalnie nie mam nawet wyzszego wyksztalcenia. Gdybym teraz mial odpowiedziec
        raz jeszcze, dorzucilbym jednak polowe wiecej. Kwota ktora podalem w tej firmie
        musiala rzeczywiscie zabrzmiec smiesznie... Tuz po rozmowie bylem przekonany ze
        to by bylo na tyle. Staralem sie jak moglem ale akurat tym razem sie nie udalo.
        Szkoda. Bardzo szkoda, bo mialem spore szanse (kilkaset osob a ja w pierwszej
        piatce!) a wlasnie taka praca jest moim marzeniem. No nic. Czekam na telefon z
        cyklu "bardzo panu dziekujemy z udzial w rekrutacji, jesli w przyszlosci
        bedziemy szukali osoby z pana kwalifikacjami, z pewnoscia skontaktujemy sie z
        panem..."

        Za okolo tydzien telefon - tutaj zaskoczenie... Zapraszamy pana na kolejna
        (trzecia) rozmowe - tym razem z dyrektorem sprzedazy. Hurra. Jednak nie
        wszystko stracone. Nadzieje odzyly, nerwy rowniez. Tym razem jednak umialem sie
        jakos bardziej wziasc w garsc.

        Rozmowa 3
        Przychodza dyrektor i "szef dzialu". Dyrektor - typowy dyrektor handlowy w
        firmie motoryzacyjnej (tak mi sie przynajmniej wydaje). Czlowiek do bolu
        praktyczny, bezposredni, doswiadczony w bojach. Najpierw krotko przedstawia mi
        sytuacje firmy na rynku (w sumie nic nowego nie powiedzial - wzystko to juz
        wiedzialem), wyjasnia strategie sprzedazy, zadania dzialu w ktorym mialbym
        pracowac etc. Zabiera sie za przejrzenie mojego CV. Koncze dobra uczelnie (+),
        mam wyksztalcenie finansowo-bankowe (-), mam doswiadczenie w firmie
        konkurencyjnej o innej filozofii (-), ucze sie jezyka kraju, z ktorego pochodzi
        firma oraz zarzad (jezyk dosyc egzotyczny) (-). Dyrektor mowi ze zostalo dwoch
        kandydatow (ja mam 75% szans, drugi 25%) i wyraza obawy (absolutnie
        nieuzasadnione) czy po jakims czasie nie zmienie zdania i nie bede chcial
        pracowac w sektorze finansowym, zgodnie z moim wyksztalceniem. Udaje mi sie je
        rozwiac. OK...Dyrektor mowi, ze jak dla niego jestem w porzadku i od kiedy moge
        zaczac prace. Odpowiadam ze od zaraz. Rozmowa konczy sie zapewnieniem Dyra, ze
        w ciagu dwoch godzin moge oczekiwac telefonu, bo jeszcze musza omowic szczegoly
        z Pania Personalna. Dziekuje. Uscisk reki. Do widzenia. "Szef dzialu"
        odprowadza mnie do windy. Mowi ze wlasciwie moge uwazac sie za zatrudnionego.
        Chyba domyslacie sie jak bardzo sie ciesze. Jeszcze chwile rozmawiamy, przed 14
        odezwiemy sie do Pana. "Swietnie, czekam na telefon", do widzenia.

        I w tym momencie kontakt sie urywa ;) Od 2 tygodni ani widu ani slychu. Czy
        jestem rozczarowany? Tak, ale nie wynikiem rekrutacji (to nie koniec swiata,
        raz sie udaje a raz nie) tylko stylem w jakims wszystko sie zakonczylo.
        Pewnie...zycie jest brutalne, dla przegranych nie ma litosci etc. ale tu nie
        chodzi o szacunek tych ludzi do mnie, tylko do siebie samych. Poswiecili mi
        kupe czasu (ja im rowniez), nie sadze zeby na 3 rozmowach bylo tak naprawde
        wiecej niz 5 osob. Chyba firma nie zbankrutuje jesli do 4 z nich sie zadzwoni?

        Dzisiaj jestem nawet wdzieczny tej firmie za kubel zimnej wody. To dla mnie
        kolejna lekcja, bo bylem niezlym naiwniakiem. Oczywiscie, kazdemu zalezy na
        pracy, jesli ubiega sie o jakies stanowisko to nie z mysla ze sie nie uda. Caly
        trik polega na tym zeby znalezc rownowage miedzy zaangazowaniem a chlodnym
        podejsciem. Ja nie potrafilem tego zrobic, ale teraz juz potrafie (chyba). Mam
        nadzieje, ze osoby, ktore to przeczytaja (podziwiam ich cierpliwosc ;) wyciagna
        jakies wnioski z moich bledow.

        Pozdrawiam
        • Gość: meg Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.02.05, 00:14
          Do gggggg - a może tam po prostu zadzwoń? Przecież to chyba normalne, że chcesz
          się czegoś dowiedzieć po 3 etapach rekrutacji? Ja dawniej też miałam opory
          przed dzwonieniem do firmy, która nie odezwała się w obiecanym terminie, ale po
          kilku razach mi przeszło. Mam prawo wiedzieć, co i jak, w końcu też poświęcam
          swój czas i stresuję się oczekiwaniem. A poza tym są różne sytuacje, może mają
          teraz tyle na głowie, że muszą chwilowo odłożyć sprawy rekrutacji na bok. Nie
          chcę nikogo usprawiedliwiać, mnie też cholernie wkurza takie olewanie, ale
          czasem tak bywa i niewiele możemy na to poradzić. Miałam kilka przypadków, że
          dzwonili do mnie po 2 m-cach, a mieli się odezwać po tygodniu. I właśnie w
          jednej z takich firm teraz pracuję, czego i Tobie życzę !
          Trzymaj się ciepło! Zadzwonią!
        • Gość: Margo Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.aster.pl / *.aster.pl 17.02.05, 02:10
          Uważam, że zrobiłeś błąd, że sam nie zadzwoniłeś. W takiej sytuacji to by było
          bardzo uzasadnione.
          Są różne przypadki losowe. Może to nieprawdopodobne, ale może nie mogli się do
          Ciebie dodzwonić, może dyrektor przekazał sekretarce zły numer albo zgubili
          Twoje papiery? Może brzmi to śmiesznie, ale naprawdę różne przypadki się
          zdarzają. Mineło już sporo czasu, ale może warto zadzwonić jeszcze teraz? Co
          najwyżej stracisz kilka impulsów telefonicznych.
        • Gość: SF Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.03.05, 12:52
          Ostatnio w firmie, w ktorej pracuję byli poszukiwani kandydaci do pracy.
          Ogłoszenie do pracy wysłane było chyba pod koniec stycznia. Pierwszy kandydat
          został umowiony na koniec lutego, a niektorzy jeszcze wcale.
          A wszystko to z powodu tempa pracy i braku czasu. Osoba, ktora przeprowadza
          rozmowy mousi na to poswiecic praktycznie cąły dzień.
          To nie jest tak, że po rozmowie z toba cała firma zamiera i wszystcy tylko
          mysla o nowym pracowniku - tak to wygląda z twojego punktu widzenia, bo ty
          zyjesz tym faktem, ale w firmie mogło sie po prostu nagle zdarzyc wiele pilnych
          rzeczy.
          Zanim sobie wylejesz ten kubeł wody to lepiej idź tam, albo zadzwoń i sie
          dowiedz. A może ktos czegos nie dopatrzył i to oni z rozczarowaniem czekali na
          ciebie???
        • Gość: Magda Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.03.05, 23:24
          Dokładnie tak samo potraktowała mnie TP S.A. Trzy rozmowy-zapewnienia ze
          świetnie mi poszło. I nic żadnego telefonu NIC. Nawet "dziekujemy przyjęliśmy
          innego kandydata".Po prostu NIC.Telefon milczał a ja czekałam,
          czekałam...Podobno chcieć to móc? Jak mocno trzeba "chcieć" bo ja chciałam
          BARDZO- do bólu, do zatracenia. Zależało mi szalenie. Z telefonem w dłoni przez
          kilka dni. Do dziś mi szkoda bo to było stanowisko dla mnie byłabym świetna w
          tej pracy.Zyskaliby super pracownika.
          Rozczarowanie jest strasznie destrukcyjnym uczuciem. Nie mogłam sie
          pozbierać.Doświadczenia bywaja bolesne.Śmierć frajerom i naiwniakom...
          • Gość: ggggggggg Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.aster.pl / *.aster.pl 11.03.05, 00:34
            Jestem Wam winny Epilog do tej historii...opisalem wszystko 16.02, a 18.02 rano
            zadzwonil telefon. Pani personalna zapytala czy jestem "nadal zainteresowany
            praca". Mialem ochote ja delikatnie zwymyslac, ale jakos wycedzilem ze "owszem,
            jeszcze jestem...". Po kilku godzinach dostalem telefon, ze zostalem przyjety.
            Dzisiaj minely 2 tygodnie odkad pracuje :)))) Czy urzekla Was moja historia? ;))

            Aha...co sie okazalo... Proces rekrutacyjny sie przedluzyl, bo prezes zazyczyl
            sobie, zeby dyrektor przperowadzil rozmowy z wszystkimi kandydatami z drugiego
            etapu, a nie tylko z trzeciego. Troche to dyrowi zajelo, a nikt nie wpadl na
            pomysl zeby poinformowac pozostalych o opoznieniu. No i w ten sposob nabawilem
            sie zapewne wrzodow na zoladku ale mam robote. Latwo mi to teraz mowic, ale nie
            traccie nadziei.

            Pozdrawiam serdecznie

      • hybryda Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna 16.02.05, 21:07
        To bylo w Polpharmie, Starogard Gdanski.
        Pan dyrektor Grzegorz Sokolowski (wtedy, a moze i teraz?) patrzac na mnie
        mowi: "niech pan zaczyna"
        Ja na to: "ale od czego"?
        A Sokolowski na to "no, od poczatku"
        Zaczalem od 7 klasy podstawowej...:)
        Potem rozmowa po angielsku z jakims Angolem. Sokolowski powiedzial, ze za
        dobrze nie mowi i bedzie sie przysluchiwal.
        Potem inna rozmowa z Grekiem i Polakiem po angielsku. Grek rozmawial z Polakiem
        po niemiecku, tlumaczac mu o co nam chodzi.
        Na koniec Sokolowski zapytal za jakie MINIMUM bede pracowal!
        Po tygodniu mialem uzyskac odpowiedz.
        Dzwonie po 8 dniach. Sekretarka, ze Sokolowski zadzwoni w ciagu tygodnia.
        Po tygodniu dzwonie, ta sama sekretarka mowi, ze rozmawiala z nim i on zaraz do
        mnie odzwoni. Po paru godzinach dzwonie, ona mowi, ze "pan dyrektor jest w
        Warszawie i nie moze sie stamtad do mnie dodzwonic" Mam zadzwonic jutro.
        Dzwonie zatem nastepnego dnia. Otrzymuje informacje od sekretarki, ze zaraz mi
        powie, tylko porozmawia z Sokolowski. Za chwile mowi mi "ze Pan dyrektor mowi,
        ze nie". I tyle. Nic wiecej. Na moje pytanie, ze "co nie" nie umiala
        odpowiedziec bo "dyrektor jej nie poinformowal"
        Do Stargogardu Gdanskiego jechalem okolo 6 godzin, ponad 300 km. Placilem za
        nocleg, bo spotkanie bylo rano nastepnego dnia. Kilka setek w plecy...:(
        Czy ktos mowil o BURAKU??????
        Ja spotkalem TOTALNEGO BURAKA!!!!!!!!

        Dlaczego nie piszecie o jakie firmy Wam chodzi? Boicie sie czy co?
        • Gość: Szukającyszczęści Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.02.05, 21:50
          Kiedyś tam, dawno temu ubiegałem się o posadę w firmie Johnson&Johnson. Jako, że miało to być stanowisku PH, miałem wraz z dwoma przedstawicielami firmy odegrać scenę. Scena miała polegać na tym, że handlowiec (ja), miał sprzedać Eskimosom lodówkę. Koniec końców panowie nie "kupili" sprzętu. Pod koniec rozmowy zapytali ile godzin dziennie jestem w stanie pracować. Pracy nie dostałem.

          -------
          "Życie jest snem wariata."
          • egon.olsen Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna 17.02.05, 09:29
            Numer stary jak świat. Lodówke Eskimos kupi, jak go przekonasz, że dzięki
            lodówce nie będzie mu zamarzało jedzenie :))))
        • Gość: Prot Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.rajskanet.pl / *.rajskanet.pl 17.02.05, 02:27
          To chyba zrozumiale dlaczego nie padaja nazwiska i nazwy firm....
          Jesli ktos pracuje u buraka to cierpliwie to znosi az uda mu sie uciec do
          nastepnego. Jesli ktos chce pracowac u buraka to lepiej go przed podpisaniem
          umowy nie obsmarowywac. Jesli ktos byl na nieudanej rozmowie u buraka to tez
          nie bedzie sie tym chwalil gdyz buraki maja wlasna liste dyskusyjna i
          wymieniaja sie nazwiskami tych ktorych nie zatrudnili bawiac sie tym jak
          poszukiwacze pracy kraza miedzy ich firmami z prosba w oczach.
          Taka jest rzeczywistosc tego kraju. Niwiele jest firm gdzie za biurkiem siedzi
          szef do ktorego ludzie maja szacunek nie poprzez nienawisc ale poprzez uznanie
          gdyz ich szef jest kims i warto sie pochwalic ze sie u niego pracuje.
          • Gość: aaa Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.warta.pl / 195.149.64.* 17.02.05, 09:07
            no to już trochę paranoja z tą buraczaną listą dyskusyjną :-) Buraki mają tylko
            własne buractwo i niezdolnych do myślenia pracowników.
            • Gość: Prot Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.rajskanet.pl / *.rajskanet.pl 17.02.05, 10:31
              ... a najsmutnijsze jest to iz efektem tego buraczenia jest zupelny barszcz..
      • Gość: krzychu Nie łam się, 3mamy kciuki, będzie lepiej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.02.05, 21:47
        Tak się zdarza, wiadomo że człowiek się może w takim przypadku ostro wkurzyć.
        Ale trzymam za Ciebie kciuki bo z Twojego tekstu wynika, że mądra dziewczyna z
        ciebie i sobie poradzisz ;)
        • Gość: peggy_brown Re: Nie łam się, 3mamy kciuki, będzie lepiej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.02.05, 22:39
          Krzychu, jeśli to było do mnie to, gorące dzięki i buziaki. :-*
      • jicarero ROZMOWA KWALIFIKACYJNA NA POLSKIM RYNKU PRACY. 16.02.05, 22:50
        ROZMOWA KWALIFIKACYJNA NA POLSKIM RYNKU PRACY
        Osoby dramatu:
        * osoba rekrutujaca czyli tworzaca RYNEK PRACY
        - osoba rekrutowana czyli... no wlasnie czyli...
        ----

        * Co pan ostatnio sprzedal?

        - To byl piec gitarowy. Niekoniecznie go sprzedalem, raczej zastawilem w
        lombardzie.

        * Rozumiem. Mam też nadzieje, ze zdaje sobie pan sprawe, iz sprzedaz w naszej
        firmie ma nieco inny charakter.

        - Rozumiem, ze chodzi o tradycyjna sprzedaz. Klient, towar, ja. Moje zadanie to
        sprawic, aby towar trafil do klienta i aby klient przy kazdym nastepnym zakupie
        bral pod uwage juz tylko nas.

        * Istotnie, choc w naszej firmie, jesli klient jest oporny i nie wraca do nas,
        nie gniewamy sie. Intensywnie natomiast szukamy klientow nowych. Wiele mowi sie
        o jakosci klientow a nie o ich ilosci. W naszym przypadku jakosc klienta
        stanowi rzecz cenna, jednak ich ilosc rzecz cenniejsza.

        - Czyli, jak dobrze rozumiem, moja praca mialaby polegac na zdobyciu jak
        najwiekszej ilosci klientow, tak?

        * Owszem. I tutaj wlasciwie moglbym bezposrednio przejsc do czynnikow
        motywacyjnych. Bo widzi pan, my oferujemy naszym pracownikom dosc atrakcyjny
        pakiet motywacyjny. Kazdy, kto pomyslnie ukonczy proces rekrutacyjny otrzymuje
        od naszej firmy nieograniczona mozliwosc wplywania na swoj zarobek. Idziemy do
        przodu, czasy sie zmieniaja, sztywny dochod, czy ujmujac inaczej - comiesieczna
        pensja - bardzo ogranicza, tego, kto faktycznie mysli o zarabianiu.

        - Ehh, czulem, ze to nastapi. Nie obejdzie sie zatem bez systemu prowizyjnego...

        * I na dodatek systemu, jaki juz od pierwszego sprzedanego produktu pozwoli
        panu odczuc, ze zadna, ale to zadna sila nie ograniczy z gory panskiego
        dochodu! Co oznacza, ze wszystko zalezy od pana - zechce pan zarobic wzglednie
        mniej, zarobi pan. Zechce pan zarobic wzglednie wieciej, tez pan zarobi. Nie
        zechce pan zarobic niczego, nie zarobi pan. W kazdym z trzech przytoczonych
        przypadkow, odzialuje pan na przyczyny i odpowiada pan za skutki. To chyba
        uczciwy uklad prawda?

        - Ale przeciez to chodzi o sprzedaz bezposrednia, tak??

        * Prosze pana, oczywiscie. Chodzi o istote sprzedazy.

        - W takim razie...

        * W takim razie, no tak, rezygnuje pan... Widzi pan, przygladam sie panu i
        widze siebie. W sumie przeciez, az tak bardzo nie roznimy sie wiekiem. Tez tak
        kiedys siedzialem, jak pan, na podobnej rozmowie kwalifikacyjnej. Problem
        zawsze tkwi w sprzedazy. Sprzedaz kojarzy sie po prostu zle i juz. My mlodzi,
        wykazujemy niemal chorobliwa awersje do sprzedazy. Prawdopodobnie wyssalismy te
        awersje wraz z mlekiem naszych matek. Dziwi sie pan, mysli pan, ze ja ssalem
        inne mleko. Alez skad? Ssalem to samo mleko, co i pan. I tak samo przerazala
        mnie mysl, ze bede musial cos sprzedawac. A jeszcze tyle sie nasluchalem o
        talencie kupieckim i tym podobnych, ze niby ma sie go od urodzenia i w ogole.
        Jakis czas pozniej zrozumialem, ze to nieprawda. Zrozumialem tez rzecz o wiele
        istotniejsza. A mianowicie to, ze wszystko co mnie otacza zdudowane jest na
        sprzedazy. Niech mi pan powie, na czym Fenicjanie zbudowali swoje imperium? Na
        sprzedazy! To sprzedawcy byli skarbem tego imperium. Sprzedawca to najstarszy
        zawod swiata. Starszy nawet od tego, jaki powszechnie przyjal sie, jako
        najstarszy. A widzi pan, usmiecha sie pan. Taki jest stan faktyczny. Male
        biznesy rozrastaja sie do duzych, a duze do poteznych dzieki sprzedazy, dzieki
        sprzedawcom. Male biznesy pozostaly malymi - rowniez dzieki sprzedazy -
        kiepskiej sprzedazy, sprzedazy ignorowanej, zaniedbywanej. Tak, moj biznes,
        panski biznes czy kazdy inny biznes w tym miescie, w tym kraju i na tym swiecie
        ma szanse powodzenia tylko i wylacznie, powtorze, tylko i wylacznie dzieki
        sprzedazy. Mowimy o przyszlosci, rowniez i panskiej przeszlosci. Pasuje panu
        jutro godzina dziewiata, czy w pierwszym tygodniu chcialby pan pojawiac sie u
        nas w pozniejszej porze. Zaczniemy oczywiscie od szkolen... Od szkolen w
        terenie.

        - Co mialbym konkretnie sprzedawac?

        * Alez sie pan niecierpliwi, zapalil sie pan do pracy, prawda? To zrozumiale.
        Produkt pozna pan jednak jutro, podobnie, jak i swojego trenera...
        • Gość: wolnystrzelec(ona) Re: ROZMOWA KWALIFIKACYJNA NA POLSKIM RYNKU PRACY IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.02.05, 13:20
          BUAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHA... uśmiałam się, naprawdę uśmiałam... przez łzy co
          prawda, ale jednak. Po prostu jak z jakiejś sztuki Mrożka.:)

          Byłam na podobnej rozmowie. Odzew na mailing- w treści wiadomości maila
          rozsyłanego po firmach napisane, że znam trzy jezyki, że skończyłam studia i
          pracuję jako lektor i tłumacz.

          Wchodzę do rzekomej "agencji promocji", myślę sobie: fajnie- młody zespół,
          fajnie być asystentką w takiej firmie.

          Pani przyszła po 15 minutach, oczywiście nie raczyła nawet przeprosić (przecież
          jestem dla niej żebrakiem, co chodzi po prośbie), zaprowadziła mnie do jakiejś
          piwnicy, gdzie w małym pokoiku z przyszarzałymi ścianami stała woda.

          Pani była w moim wieku, ale chyba coś nie halo z nią było, bo stacja metra w
          jej mailu nazywała się "Słóżew" (tak, tak przez o z kreską).

          Spojrzała w moje CV i rzekła, że niestety nie ma mi nic do zaoferowania,
          cyt:"Nie MAMY PAni nic do zaoferowania" (Zawsze jak słyszę tę formę, to mam
          ochotę, jak Ferdynand Wspaniały zacząć zwracać się do Pani na "wy").

          Okazało się, że Pani chciała mnie zatrudnic do sprzedawania wody. Tak właśnie
          moi kochani. Gdybyście jeszcze nie widzieli co może robić człowiek po studiach
          to już wiecie.
          • Gość: Robotnik Re: ROZMOWA KWALIFIKACYJNA NA POLSKIM RYNKU PRACY IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.02.05, 13:34
            Wszystkich tych którzy chcą wiedzieć co sądzę na temat wszelkich rozmów
            kwalifikacyjnych i tych chorych stosunków pomiędzy Pseudopracodawcą a
            normalnymi ludzmi odsyłam do wątku "Dlaczego ludzie boją się akwizycji?"
            Znajdziecie tam moją wypowiedź na temat pracy..Pozdrawiam -Robotnik
      • Gość: agulha Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.aster.pl 17.02.05, 00:00
        U mnie nie było aż tak źle, ale byłam kiedyś na rozmowie kwalifikacyjnej w
        sprawie nowego dla mnie (w sensie pracy etatowej) zajęcia, innego od dotychczas
        wykonywanego Zawodu. Zapytano mnie, dlaczegóż to chcę zrezygnować z Zawodu, po 7
        latach? I tu wykazałam się zbytnią szczerością, bo powiedziałam, że mimo braku
        obiektywnych przesłanek i mimo tego, że osoby z zewnątrz oceniały, że sobie
        dobrze radzę, ja nie czułam się w tym Zawodzie dobrze i postanowiłam go zmienić.
        Na to Szef Firmy: a jaką mam gwarancję, że nowe zajęcie też się Pani nie znudzi?
        No i mnie nie przyjął. Tak się zastanawiam, skąd u niego tak dalekosiężne plany.
        Jego firma może upaść wcześniej, niż mnie się znudzi :-)). Znalazłam tę pracę w
        innej firmie, a od 2 lat mam satysfakcję pracować w firmie, z której owego Szefa
        Firmy parę lat temu wyrzucili :-)). Natomiast jego inna pracownica, a moja
        koleżanka, wyjechała do centrali firmy, po czym tamże, za granicą, porzuciła
        firmę i wróciła do Zawodu.
      • Gość: tygru Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.aster.pl / *.aster.pl 17.02.05, 00:33
        Może nie tyle najgorsza, co najdobitniej pokazująca absurd rekrutacji...

        Rok 1996. Dla niektórych to prehistoria, ale i tak zapodam moją historyjkę.
        Chodziłam wtedy na rozmowy niejako dla wprawienia się. Żeby w momencie, gdy
        trafię na firmę, która mnie powali na kolana, opanować drżenie rąk i niepewność
        głosu. Na przestrzeni ok. roku odbyłam ponad 50 rozmów kwalifikacyjnych...

        A oto i zapowiedziana historia...

        Jestem na 15 minut przed wyznaczonym terminem rozmowy. Sekretarka proponuje
        kawę/ herbatę/ ciasteczka.

        Po 40 minutach czekania mam w nosie kawę/ herbatę/ ciasteczka.
        Pytam, czy moje spotkanie zostało ujęte w planie dnia prezesa.
        „Ależ oczywiście”.

        Po 2 godzinach (wtedy byłam doprawdy cierpliwa) rozpoczyna się „rozmowa”.
        Biorę ją w cudzysłów, bo w ¾ był to li tylko monolog prezesa.
        Opowiadał mi, jakąż to prężną organizację (brrr, już wtedy niecierpiałam tego
        określenia) stanowi jego firma. Całość po niemiecku. Ubiegam się o stanowisko
        tłumacza pionu handlowego.

        Po ok. 30 minutach (kawa/ herbata/ ciasteczka) przychodzi pan (imienia nie
        pamiętam, załóżmy, że Włodzimierz), który ma mnie przetestować z angielskiego.
        Pan Włodzimierz nie potrafi poprawnie sklecić jednego zdania w języku
        Szekspira...

        Na teście wypadam „świetnie”. Wówczas prezes zaczyna ze mną „poważną” rozmowę.

        I znowu monolog. Jesteśmy bomba, fajni i w ogóle. I bardzo się ucieszymy z tak
        utalentowanej sekretarki w pani osobie.
        Słucham?!?! Jestem tłumaczem i cała ta rozmowa miała być wokół stanowiska
        tłumacza, z całym szacunkiem dla sekretarek.
        Poza tym dali państwo przecież ogłoszenie, że poszukują tłumacza! Inaczej bym
        się nie zgłosiła.

        Taaa, ale widzi pani, mamy politykę niezatrudniania tłumaczy w naszej firmie,
        ponieważ każdy z pracowników naszej firmy zna przynajmniej 2 języki obce, co
        testujemy podczas procesu rektutacji (taaa... patrz pan Włodzimierz). A na
        ogłoszenie dla tłumaczy zgłosiło się więcej wykwalifikowanych osób, niż na
        ogłoszenie dla sekretarek. A nie możemy zatrudnić tłumacza jako tłumacza, bo to
        podkopałoby naszą politykę rekrutacyjną (ha ha ha).

        W tym momencie już wiem, że straciłam dla nich pół dnia, zorientowałam się, że
        nie jest to firma, w jakiej chcę pracować, ale co mi tam, i tak już dzień
        stracony, więc ciągnijmy tę farsę. Niech oni też poczują, jak to jest, gdy
        bezproduktywnie traci się czas...

        W końcu (jakieś 3 godziny od momentu mojego przybycia na spotkanie),
        zostałam „wywołana” z korytarza, w którym czekałam z pięcioma innymi
        kandydatkami.

        Kolejna porcja monologu, tym razem w wykonaniu dyrektora finansowego. Znowu, że
        są najlepsi, najwięksi itp. (nie szkoda im czasu...?)

        No, i pada pytanie – gwóźdź programu... „Czy ma pani męża?”.
        Cóż, nie był to pierwszy raz, kiedy takie pytanie usłyszałam... Wiedziałam, co
        będzie dalej. A ponieważ co najmniej godzinę wcześniej straciłam dla nich
        wszelki potencjalny szacunek, odpaliłam: „Nie, i dzieci także nie mam. Ale
        muszę pana rozczarować. Nie mam także zamiaru dla państwa pracować.”
        Gość się roześmiał. Nigdy się nie dowiem, czy z tego samego powodu, dla którego
        chciałam im wystawić rachunek za zmarnowany dzień, bo tego dnia już żadnej
        pracy nie byłam w stanie wykonać. Po 2 godzinach dotarłam do domu i...
        zakończyłam chodzenie na rozmowy rekrutacyjne. W końcu dostałam pracę (jako
        tłumacz!)... dzięki poleceniu przez znajomego. Tam rozmowa kwalifikacyjna
        trwała 15 minut.

        Jaki z tego wniosek?
        Nie znamy dnia ani godziny...

        I tym optymistycznym... pozdrawiam.
        • Gość: iljicz Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.03.05, 02:41
          Wniosek jest prosty - po co chodzić na rozmowy kwalifikacyjne jeśli pracę
          dostaje się "z polecenia"?
      • Gość: Ilona Dawno, dawno temu- 1991 rok. Przenosiłam się "za IP: *.wbrmfd01.mi.comcast.net 17.02.05, 04:26
        mężem" do dużego miasta i chciałam zgodnie ze swoim zawodem być nauczycielką w
        szkole. W poprzednim miejscu pracy przepracowałam w szkole 6 lat, a więc nie
        byłam "zielona". Znalazłam pół etatu w pewnej szkole, ale to było mało.
        Dowiedziałam się, że w innej szkole jest również pół etatu. Wybierałam się tam
        z moim podaniem, ale po drodze "wstąpiłam" do kuratorium. Rozmawiałam z
        kuratorem na temat możliwości zatrudnienia, wspomniałem o tej połówce
        etatu....Facet nie ukrywał, że nie może mi pomóc, bo teraz wszystko zależy od
        dyrektora szkoły- gdy będą chcieli mnie zatrudnić i dać mi te pół etatu, to mi
        dadzą, a gdy nie, to on mi i tak nie może pomóc. Nie byłam rozczarowana- gość
        postawił sprawę jasno... Zachodzę do wspomnianej szkoły, rozmawiam z dyrektorką
        i sekretarką, składam podanie, odpowiadam na pytania. Czuję, że się podobam,
        ale odpowiedź jest od razu nie! Nie, bo mamy kogoś innego!)(... to po co w
        ogóle ta rozmowa?) Trudno- zbieram się do wyjścia, ale poprosiłam jeszcze o
        możliwość zatelefonowania (nie mieliśmy jeszcze telefonu w nowym
        mieszkaniu).Dzwonię z tej szkoły do właśnie poznanego pana kuratora i mówię, że
        niestety nie dostałam pracy, o której rozmawialiśmy. Właściwie nie wiem po co
        tam zadzwoniłam, to był jakiś impuls. Rozmowę słyszą obie panie- dyrektorka i
        sekretarka. Zegnam się, wychodzę. Na drugi dzień rano UMYŚLNY GONIEC z tej
        szkoły przynosi mi do domu wiadomość, że mi dają te pół etatu!!!! Okazało się,
        że chcieli zatrudnić swoją nauczycielkę - emerytkę na pół etatu, ale się
        przestraszyli. Miałam więć wtedy pracę, ale w dwóch szkołach. Po roku w jednej
        z nich(nie tej) dostałam cały etat. Po kilku latach wyjechałam na stałe za
        granicę. Szukanie dobrej pracy za granicą to już osobna historia....
        • Gość: sari Re: nie moja ale najgorsza IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 17.02.05, 08:51
          Kilka lat temu pracowałam jako asystentka zarządu w firmie komputerowej w W-
          wie.Mój szef był (i pewnie dalej jest)- delikatnie mówiąc-humorzastym
          cholerykiem tak więc i z tego powodu w firmie trwała wieczna rekrutacja.
          Przychodziły CV a ja była odpowiedzialna za umawianie ludzi na rozmowy
          kwalifikacyjne. Któregoś dnia na 12 miał dojechać na spotkanie Pan z Łodzi.
          Jest za 10 a mój szef wychodzi,przypominam o rozmowie, a on, że ma ważniejszy
          meeting,a człowiek jak chce pracy to niech czeka. Punktualnie o 12 zjawia się
          miły Pan,cieszy się, że pociag z Łodzi był na czas i że on zdążył. Sadzam go w
          sali konferencyjnej i zaczyna się horror.Mija godzina,dwie,szefa nie ma,komórki
          nie odbiera.Zjawia się mniej więcej po 2,5 h i od progu widać, że jest
          wściekły.Szeptem przypominam mu , że czeka kandydat na handlowca,że specjalnie
          z Łodzi,a on swoje (głośno): "w Łodzi jest bezrobocie,a jak chce pracy,niech
          czeka" i zamknął się u siebie. Po następnej pół godzinie Pan po prostu
          wyszedł,bez niczego,bez rozmowy,bez zamienionego nawet słówka z szefem,opity
          tylko serwowanymi przeze mnie napojami.Poszłam do szefa i mówię, że już nie
          musi się fatygować, bo Pan nie mógł dalej czekać.Boss nie odrywając wzroku od
          laptopa skwitował to słowami:niech sp...Do dzisiaj jest mi bardzo przykro i
          współczuję temu Panu. A mojemu byłemu szefowi życzę, zeby znalazł się też w
          takiej sytuacji-jako czekający i poniżany kandydat do pracy
          • Gość: wio4litery Re: nie moja ale najgorsza IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.05, 12:22
            To się w głowie nie mieści.
            Dobrze, że prócz szefa chama, byłaś tamy Ty sari.
            Sam jestem szefem i mam nadzieję, że nikomu
            nie dałem pretekstu, by pomyślał o mnie tak, jak ja o
            Twoim szefie.
            Pozdrawiam
            w4l
        • asiajot Re: Dawno, dawno temu- 1991 rok. Przenosiłam się 17.02.05, 15:47
          Droga Ilono!
          Kilka lat temu, będąc świeżo upieczoną nauczycielką rozpoczęłam poszukiwania
          upragnionej pracy. W ciągu około 3-4 tygodni odwiedziłam 54 szkoły! Wszędzie
          słyszałam tą samą odpowiedź: Niestety, w tej chwili nie ma szans na
          zatrudnienie. Niż demograficzny.
          Byłam załamana!! W bliższej i dalszej okolicy nie było szkoły, której bym nie
          odwiedziła. Na szczęście znalazło się jedno gimnazjum, w którym pomimo niżu
          demograficznego potrzebowali nauczyciela.
          W imieniu nauczycieli i studentów uczelni pedagogicznych apeluję do wszystkich:
          WALCZCIE Z NIŻEM DEMOGRAFICZNYM!! "RÓBCIE DZIECI"!! Pmóżcie w ten sposób
          nauczycielom!

          Pozdrawiam
          :-)
          Asia

      • Gość: ??? Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.petrus.com.pl 17.02.05, 08:00
        gościu Ty masz chyba kompleksy i to poważne...
      • Gość: aaaa Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: 62.180.53.* 17.02.05, 08:56
        A moze panom przeszkadza, ze jakas kobieta moze uznawac sie za programiste?
        Prawda, ze niektore osoby "programujac" w htmlu uwazaja, ze sa programistami...
        Ale zupelnie nie rozumiem powodu tej nagonki
        Przeciez dziewczyna nie chciala sie chwalic tylko opisala swoja rekrutacje.
        Probki kodu - to dosyc ciekawe, przeciez kod pisany w danej firmie jest jej
        wlasnoscia, wszelkie prawa zastrzezone itp idt, wiec jak mozna go wynosic?
        Pozdrawiam
        • Gość: mss Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.telpol.net.pl / *.telpol.net.pl 17.02.05, 09:55
          Informatycy są chorzy...
        • miang Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna 17.02.05, 11:42
          > A moze panom przeszkadza, ze jakas kobieta moze uznawac sie za programiste?


          tez mi na to wyglądało ;) ;) ;)

          > Probki kodu - to dosyc ciekawe, przeciez kod pisany w danej firmie jest jej
          > wlasnoscia, wszelkie prawa zastrzezone itp idt, wiec jak mozna go wynosic?

          moze maiłą rzeczy które pisała nie w pracy a dla własnych potrzeb, albo
          zaliczenia ze studiów.
      • mariarella Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna 17.02.05, 09:02
        że też macie jeszcze ochotę opisywać te wszystkie farsy...też miałabym do
        opowiedzenia chyba ze trzy takie sytuacje, że i płakać i śmiać się jednak po
        poszukiwaniach i dziesiątkach rozmów od kwietnia ubiegłego roku - popadam chyba
        w depresję...........
        • Gość: kowal Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.crowley.pl 17.02.05, 09:56
          Nie łam się. Wprawdzie mam pracę ale szukam w innym mieście. W ciągu roku - 40
          rozmów kwalifikacyjnych. Rekord - 7 w jednej firmie...



        • Gość: Prot Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.rajskanet.pl / *.rajskanet.pl 17.02.05, 10:40
          Izo.... w pelni popieram. Ja co prawda nie trafilem na kiepska rozmowe
          kwalifikacyjna ale na pewnym etapie kariery mialem okropnego szefa. Kompletny
          brak wiedzy a jedyny zawod wyuczony to "dyrektor" - brak wiedzy, kompetencji a
          decyzje podejmowal na zasadzie ToTo. Zdarzylo sie to niestety w duzej i bardzo
          znanej firmie. Podjalem szybka decyzje i....zmienilem prace. Dzis nie zaluje iz
          rzucilem prace u ...znanego operatora sieci komorkowej.
          ZAWSZE MOZNA ZACZAC (NAWET) OD POCZATKU. KOMFORT PSYCHICZNY W PRACY JEST
          NAJWAZNIEJSZY. JESLI PRACA I CALE OTOCZENIE NIE JEST W PELNI SATYSFAKCJONUJACE
          NIE WARTO PRACOWAC GDYZ WCZESNIEJ CZY POZNIEJ BEDZIEMY MIELI DOSC. DECYZJE O
          ZMIANIE TRZEBA PODJAC WCZESNIEJ NIZ POZNIEJ - MNIEJSZA WYRWA W PSYCHICE I
          MNIEJSZY BAGAZ ZLYCH DOSWIADCZEN.
          • mariarella Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna 17.02.05, 11:20
            ..mniejsz wyrwa w psychice?... zastanawiam się czy najgorszą rozmową
            kwalifikacyjną w moim zyciu nie była ta, po której dostałam dobrą pracę, w
            dużej firmie S.A., Spółce Skarbu Państwa - tej od najsłynniejszego masła
            roślinnego.

            Nie byłam przez nikogo polecona, przyszłam z ogłoszenia (sami mnie wyłowili bo
            dałam ogłoszenie) i te prace dostałam. Czułam się jakbym wygrała loterię.
            Tymbardziej, że w mojej okolo 10-cio letniej karierze zawodowej, było to
            pierwsze miejsce jakie znalazłam zupełnie bez znajomości.

            Pracowałam tam przez ponad rok. na dwa tygodnie przed końcem trzeciej umowy o
            pracę przyszłam na 8-ą a o 8:15 już dostałam obiegówkę (i czas do około 10)
            wręczoną przez kierowniczkę działu - było to jak grom z jasnego nieba. Prezes,
            z którym zresztą pracowałam bezpośrednio (nie z kierowniczką) oznajmił mojej
            koleżance telefonicznie, że przyjdzie później - czyli po 10-ej.
            nie było o czym i z kim rozmawiać. Nikt wczesniej nie raczył mi powiedzieć
            nawet słowa.. szok zresztą był to dla całego biurowca i wogóle administracji.
            Nigdy chyba się nie dowiem czym naraziłam się kierowniczce - tylko ona od
            początku mnie jakoś unikała (zreszta nie tylko mnie - była skonfliktowana z
            całym zakładem - taki typ). Najbardziej mam sobie za złe,że naprawdę starałam
            się mieć z nią jakiś poprawny kontakt, Po czasie wiem, że to ona wywarła wpływ
            na mojego byłego prezesa. Zresztą pozostała kadra zarządzajaca (w sumie cztery
            osoby) nie mieli do mnie żadnych zastrzeżeń.
            I tak p. Prezes, który osobiście mnie zatrudnił, pracował ze mną przez
            kilkanaście miesięcy każdego dnia - nawet nie potrafił mnie ładnie zwolnić.....
            Po ok. miesiącu Vacatu na moje miejsce przyszła ... kuzynka Pani Kierowniczki,
            przepracowała tam niecałe dwa miesiące po czym Pan Prezes przesunął ją do
            INNEGO działu (gdzie pracuje do dziś) gdyz nie spełniała jego wymogów.

            w każdym razie - ja od prawie roku nie mogę znaleźć pracy. juz nie wiem co jest
            ze mna nie tak, ale z drugiej strony - chyba sama bym stamtąd odeszła. Juz
            pomału zaczynałam zastanawiać się nad tym bo w tej firmie wszechobecna
            atmosfera kumoterstwa - to łagodne ujęcie tematu.
            Tylko jak mozna postapić tak z kimkolwiek? Zwłaszcza, że mam dwoje dzieci,które
            wychowuję sama, wynajmuje mieszkanie - o czym wszyscy wiedzieli ale co nigdy
            nie rzutowało na jakość mojej pracy....
            Do tej pory pracowałam w kilku różnych firmach i nigdy nie miałam przerwy w
            zatrudnieniu.
            Więc co jest ze mną nie tak?
            • Gość: Prot Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.rajskanet.pl / *.rajskanet.pl 17.02.05, 11:49
              Zastanawiam sie na ile bylo to zgodne z prawem - nie znam szczegolow zasad na
              ktorych bylas zatrudniona. Sczerze Ci tylko wspolczuje ale sadze iz nie trzeba
              przyjmowac za zasade iz nie mozesz znalezc pracy gdyz jest to efekt
              niepowodzenia ktore Cie dotknelo.
              Przypadek mojego obecnego pracownika Rafala. Rafal pracowal w bardzo znanej
              firmie - rekin telco na rynku polskim. Zarabial bardzo dobrze, byl uznanym i
              szanowanym specjalista. Traf chcial iz pojawil sie problem ktory rozwiazujac
              musial udowodnic iz ktos popelnil powazny blad. Problem zostal rozwiazany,
              Rafal dostal pochwale od szefa pionu ale....zycie bywa zlosliwe.
              Ten ktos komu udowodniono blad byl znanym w firmie nieudacznikiem strasznie nie
              lubianym przez pracownikow za sposob w jaki ich traktowal, za brak wiedzy i
              elementarnych kompetencji. Panowalo przekonanie ze nie robi nic. Jego szef
              postanowil go zwolnic dyscyplinarnie za kolejny przypadek niedociagniec i
              niedbalosci oraz za skargi jego pracownikow traktowanych jak przedmioty. Tak
              sie zlozylo iz owczesny szef Rafala bardzo nie lubil szefa owego nieudacznika
              i......zatrudnil nieudacznika na stanowisku kierownika sekcji w ktorej pracowal
              Rafal. I zaczela sie zemsta... Znany i ceniony specjalista zostal odciety od
              szkolen i przeniesiony do marginalnych zajec. Dokonczyl priorytetowe projekty z
              rozpedu i zaczal zajmowac sie niczym. Szef nie przypisywal go do zadnych
              powaznych zajec. Brak szkolen, brak perspektyw rozwoju, utracona pozycja i
              stopniowe udowadnianie otoczeniu iz jest tak naprawde przereklamowanym nikim
              zaczynalo wpedzac go w totalna depresje. Spotkalem go kiedy myslal o wyjezdzie
              z kraju. PIerwszy raz widzialem czlowieka okolo 30-tki ktory mial tak dosyc
              zycia. Chcial uciec jak najdalej pracujac chocby przy zbieraniu owocow ale na
              drugim koncu swiata. Nie czul nienanwisci czy checi zemsty - czul sie pokonany
              i dobity. Mialem u sibie wolny etat. Zaproponowalem mu prace. Dzis mam w osobie
              Rafala idera grupy ktory zapewnia mi z prawdopodobienstwem 100% iz klient
              przysle podziekowanie i pochwale dla Rafala za solidnosc i rzetelnosc.

              Izo zycze Ci aby ktos dal Ci szanse abys cala zlosc i zal przelozyla w efekt
              godny pochwaly.
              • mariarella Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna 17.02.05, 12:15
                Tak naprawdę to ja nie żywię złości ani żalu - juz taka jestem. No może trochę
                rozżalenie...za to, że jakis pech mnie dopadł oraz, że sama będąc osobą otwartą
                i życzliwa z natury ale jednocześnie angażującą się w to co robię tak
                niefortunnie trafiłam na ludzi, którym nie zrobiłam niczego złego, w niczym nie
                zagrażałam a którzy obeszli się ze mna w taki sposób. Być może teraz ta
                sytuacja ma jakis wpływ na moje zachowanie, że nie mogę się z tego otrząsnąc -
                tak naprawde.
                W moich wczesniejszych doswiadczeniach (mimo iż miewałam jakieś tam chocby
                minimalne poparcie) też róznie bywało - raz lepiej raz gorzej - wiadomo pracuje
                sie z ludxmi... ale zawsze potrafiłam wyrobić sobie szacunek u moich szefów, a
                tu mimo, że prezes wydawał się człowiekiem na poziomie...cóz...

                co do Rafała - nie dziwię się - sama zaczynam mysleć o zbieraniu selerów, byle
                z daleka od tego grajdoła w którym żyjemy. jednak mam dzieci i muszę się tu
                jakoś kręcić, choć zaczynam tracić sens <Nie czul nienanwisci czy checi zemsty -
                czul sie pokonany>

                Niemniej szczere dzięki za słowa otuchy...
                >
        • makary21 Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna 17.02.05, 11:06
          mnie tez dotknal problem rozmoway kwalifikacyjnej.
          jednakze z dwoch stron.
          Najpierw szukalem pracy przeszedlem ilesc rozmow. na jedych mi mowiono ze ma za
          male kwalifikacje (nauka obslugi faxu dla czlowieka po wyzszych studiach i
          studiach podyplomowaych z zakresy informatyki wedlug jednej z osob byla ponad
          moje sily) na drugich ze za duze( no coz przedstawiciel handlowy z wyzszym
          eee nie ) . Innym razem szef powiedzial mi ze juz jest o rekrutacji ( dwa dni
          po wywieszeniu ogloszenia. do wywieszenia ten podmiot byl zobowiaqzany)

          dwa razy roznowy byly mile. potem okzalo sie ze firmy handluja... bublem
          naciagfajac klientow ( nota bene firmy te potem byly brane pod lupe przez
          media )
          wkoncu dostalem prace (rozmowa byla srednio mila ale jak sie okazalo szef byl
          mily, takie podejscie bylo maska i chrztem bojowym przed kontaktem z klientem)
          potem przezylem jednak rozmowy rekrutacyjne z drugiej strony. dokladnie bylem
          odpowiedzialny za umowania osob i pierwszy kontakt (potem rozmawiala szefowa
          dzialu gdzie ludziki starali sie o prace) chodzilo o handel.
          z ciekawszych przypadkow
          1) przeszeedl pan po ktorym wietrzylismy pol dnia salon tak smierdzialo
          2) po innym wietrzylismy bo chyba flakon perfum wylal na siebie
          3) od jednego dawalo czosnkiem inny podczas rozwony konczyl hamburgera.
          3) spoznienie 2 godzinne bez informacji ze sie osoba spozni ( a podane byly 4
          telefony ). na zdanie osoby rekrutujace ze nie ladnie sie spozniac owa osoba
          odparla ze .... to takie male spoznienie ze nie warto bylo dzownic ech
          4) przyjscie w podkoszulku, lub bardzo wyzywjkacej mini
          5) sandaly jako obowie
          6) pensja prowizyjna... eee nie w handlu tego sie nie spotyka ...

          byl;o tego wiecej, sporo takich co sie wyslowic dobrze nie umieli ( a sprzedaz
          polegala na slownym przekoaniu klienta do produktu)

          znalezienie odpowiedniego czlowieka zajelo 2 tygodnie z 50 ludzikow zalewdwie
          jeden przeszedl dalej. a wymagania wcale nie byly duze.
      • Gość: noname Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.02.05, 09:29
        Pierwsza rozmowa:
        Firma Famot
        Spotkanie z kierownikiem serwisu, OK. Mój angielski ponoć w czołówce wszystkich
        kandydatów. Nagle wchodzi jakaś "starsza pani" i przynosi mu czyjeś CV.
        Pomyślałem sobie co za gó... Nic to czekam na telefon. Dzwoni, gruga rozmowa z
        dyr. Czekamy w kolejce, spotykam kumpla ze studiów, atmosfera się rozluźnia,
        puszczają emocje, jesteśmy weseli. Patrzymy po ludziach, wszyscy przyzwoicie
        ubrani, ale między nami siedzi taki jeden w wyświechtanych sztruksach,
        wyciągniętym sfeterku i skórze. Kumpel wszedł, ... wyszedł powiedzieł cześć.
        Wchodzę i od razu zniechęca mnie atmosfera, jakąś złością dyr. emanuje.
        Niezadowolony z odpowiedzi, gada o firmie, jakie to drogie maszyny robią i jaka
        to odpowiedzialna praca. Pyta ile chcę zarabiać, mówię że po okresie próbnym
        2500 netto. A on na to CO!!! Bezrobotny i chce takie pieniądze!!! To minie
        wk...iło. Mówię: praca cały tydzień w terenie w domu tylko weekendy,
        odpowiedzialna bo jedna maszyna potrafi kosztować ok 1mln zł., praca pod presją
        czasu i w stresie (kup coś za 1mln i niech ci się zepsuej), trzeba dobrze znać
        angielski, dobrze byłoby nauczyć się niemieckiego. I Pan myśli że 2500 to dużo?
        To proszę zatrudnić kogoś po zawodówce co się ucieszy za 800. Żegnam Panów.
        Widziałem, że kierownikowi było trochę głupio i szkoda. A dyr miał taką minę
        jakbym dał mu w mordę. Wróciłem bardzo zadowolony z tej rozmowy. Pomimo tego że
        musiałem się tam 2 razy fatygować i wybulić 100zł na paliwo.
        Robotę dostał ten w skórze.

        Druga rozmowa.
        Firma Endress+Hauser.
        Musiałem jechać do Wrocławia. Specjalista ds rekrutacji straszny cwaniak i
        bardzo z góry traktujący. Tak jakby to on był najmądrzejszy na świecie. Pytania
        z kartki to i ja potrafię zadawać i dyskretnie dawać do zrozumienia że kandydat
        jest debil. Poza tym niektóre z pytań nie miały sensu matematyczno-logicznego,
        ale na moje uwagi odburkiwał. Prezez jak powiedziałem, że chcę 1500netto to
        wstał i wyszedł, widocznie wyło za mało powiedziałem, tak przynajmniej to
        odczułem. Wróciłem z tej rozmowy tak wkurzony że miałem ochotę komuś na w drodze
        do domu ryj rozwalić.


        Trzecia rozmowa:
        Philips Piła.
        Rozmowa z holendrem, który chyba jest bardziej humanistyczny niż techniczny.
        Poniważ nie odpowiedziałem wyczerpująco na pytania dał mi do domu zestaw, kazał
        się zastanowić i przyjechać za tydzień. Wiedziałem, że nie będzie pytał ale na
        wszelki wypadek coś niecoś pomyślałem. Oczywiście nie pytał o to co na kartce,
        tylko dał im swój telefonik i kazał udowodnić że jest okrągły. Powiedziałem, że
        nie przyjechałem tu filozofować tyko rozmawiać na poziomie o istotnych sprawach
        związanych z pracą. Zrobił się trochę mniejszy niż był, zaczął coś rysować
        tłumaczyć, gadać o problemach technicznych. Z roboty nic nie wyszło, może
        2000netto to za dużo dla odpowiedzialnego za utrzymanie linii produkcyjnej.
        Nie ważne, cieszę się że tam nie pracuję, bo podczas rozmowy wszedł jeden z
        pracowników, raczej wyższego szczebla. Od razu na baczność "good morning" jak mu
        odpowiedziałem "dzień dobry" to kamień spadł mu z serca. Chyba coś tam jest nie tak.


        Ludzie piszcie nazw firm. Nie bójcie się. Powinniśmy wiedzieć gdzie jest syf i
        czego się mniej więcej spodziewać. Idealnym roziązaniem byłoby stworzenei strony
        z jakimś szablonem opisującym firmy, gdzie każdy mógłby zgłaszać swoje opinie.
        Może coć by drgnęło, gdyby zobaczyli jak jest ich firma postrzegana. Zacznijmy
        się cenić, nie może być tak, że ludziom po studiach (mam na myśli te lepsze
        uczelnie w kraju), świadomym swojej wartości proponuje się pensję 1000-1500
        netto, to jest kpina. To powinna być minimalna płaca dla każdego. Wiem, że jak
        się nie ma pracy to chce się złapać cokolwiek, sam przez to przechodziłem i było
        naprawdę CIĘŻKO finansowo (mam rodzinę), ale twierdziłem, że nie dam sobą
        pomiatać, jak traktują mnie na rozmowie jak frajera to odpłacam im się tym
        samym. Przynajmniej nie mam później negarywnych myśli. Wierzcie mi, że z którmś
        razem traficie na firmę swojego życia.
        • lemon_curry rozmówki rekrutacyjne 17.02.05, 10:19
          Millenium Bank - na stan. asystent klienta (albo coś podobnie brzmiącego)
          Pierwszy etap z regionalnym dyr sprzedaży - fajna atmosferka, miła rozmowa i
          skok do drugiego etapu w Warszawie - o terminie miałem byc poinformowany
          mailem/tel. Mail przyszedł (nawet liste tramwajów wysłali, którymi z dworca PKP
          dojade do centrali) z prośbą o ptwierdzenie terminu lub umówienia innego.
          Odpisałem (adres mailowy do konkretnej osoby, nie żadne: praca,
          rekrutacja@...pl - czyli do nikogo), że moge być na rozmowie w terminie innym
          bo mam zobowiązania u obecnego pracodawcy. Po dwóch dniach dzwoni asystentka
          osoby z adresu mailowego z pytaniem czy będę czy nie (..?) - mówię, że wysłałem
          maila z wyjaśnieniem i propozycją innego terminu a ona "aha.. to Pani taka i
          taka się z Panem na pewno skontaktuje".. no.. i tyle, cisza. Wysłałem jeszcze
          raz maila i tyle, cisza. Dziwne, tym bardziej, że odnosiłem wrażenie
          profesjonalizmu i zaangażowania banku, i po rozmowie z dyr. regionalnym i po
          tym jak do samego złożenia CV online trzeba było odp. na jakieś bzdurne pytanka
          typu "jaki kolor przeważa w logo naszego banku".

          Drugą rozmowę sam spiepshyłem - Żywiec - PH. Na pytanie czy lubie ten browrek
          odpowiedziałem zgodnie z prawdą, że mój ulubiony. Na pytanie czy często piję
          piwo też byłem szczery (za bardzo) - powiedziałem, że parę razy w tygodniu -
          jakoś miałem wrażenie, że od tego momentu rozmowa nie toczy się w dobrym
          kierunku :) Generalnie chyba więc wyszedłem (i tak też bym postrzegał siebie
          będąc rekrutującym) na potencjalnego alkoholika napalonego na gadżety firmowe.

          Ad. oddzwaniania do potencjalnego pracodawcy - warto. Teraz pracuję w firmie,
          która nie kwapiła się z podjęciem decyzji o wyborze kandydata, po umówionym
          terminie zadzwoniłem i zapytałem czy chcą mnie czy nie bo już nie wiem czy mam
          na coś liczyć. Powiedziałem, że mam inną propozycję (nie miałem) i albo się
          decydują albo nie. No i się zdecydowali :)
        • Gość: Andrew Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: 195.68.192.* 17.02.05, 10:21
          Jak ze 2 lata temu byłem na rozmowie w KAUFLANDZIE na stanowisko Kierownik
          Działu Przyjęc Towaru.
          Też weszłem patrze a siedzi tam taki wymoczek i zadaje mi pytanie nie związane
          ze stanowiskiem.Takie duperele generalnie.Potem sprawa zeszała na najważniejsze
          a mianowicie temat wynagrodzenia.Spytał sie ile bym chciał zarabiać,więc mu
          mówie ze zadowoliło by mnie 3000 brutto.A on się mnie pyta po ile godzin
          pracuję w teraz( chcę zaznaczyć iz wtedy pracowałem w firmie do której pracuję
          teraz),wieć mu mówię ze normalnie po 8,a on na to iż u nich się pracuje trochę
          więcej,drugie pytanie jak wygląda praca w wekeendy ,wiec mu dalej mówie iż
          ewentualne przychodzę w jedną sobotę w miesiącu,a on znów ze u nich się pracuje
          prawie w każdy wekeend.To już się uśmiałem w duchu i wiedziałem ze nic z tego
          nie będzie ale postanowiłem pociągnąc tą rozmowę.Potem powiedział mi też ze
          bede musiał czasami siedzieć na kasie,układać wózki na parkingu przed marketem
          i pilnowac sprzątaczki na sklepie.Zaznaczam iż na sklepie są chyba ze dwie
          sprzątaczki na 1/2 etatu,a bym musiał je obstawic aby jedna była przez cały
          czas pracy w markecie,a market pracuje 7 dni w tygodniu.Spytałem się go jak mam
          to zrobić aby było czysto cały czas ,a trzeba przecież dawać tym sprzątaczką
          dni wolne i urlopy.A on wzruszył ramionami i powiedział ze to mój problem.Wiec
          się wku..łem już nieżle.A na sam koniec powiedzał ze może mi zaproponować 2500
          brutto i bedą się przyglądać mi czy się realizuje.To ja się go pytam czy za
          taka kwotę mam robić po 12 godzin i jeszcze wekeendy?A na to że tego wymaga
          firma i jeżeli aspiruję na to stanowisko to powinienem pokazać ze mi
          zależy.Wiec już wku..ony mówie ze nie mamy o czym gadać ,zbieram się do
          wyjscia a on mi jeszcze na koniec mówi zebym nie marnował szansy pracy w
          nowocześnie zarządzanej firmie.Ale już go zlałem i wyszedłem.
          Jeszcze miałem parę takich ciekawych i smiesznych rozmów ale niechce mi się ich
          opisywać.

          Pozdr.
          • Gość: xxl Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.chello.pl 17.02.05, 10:49
            ...andrew (kierowniku) - może zrób to bo bardzo ciekawie opowiadasz........
          • Gość: Prot Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.rajskanet.pl / *.rajskanet.pl 17.02.05, 10:55
            Andrew....pisz pan. Jesli ktos ma doswiadczenia w "nowoczesnie zarzadzanej
            firmie" to musi byc to bardzo ciekawe. Znam jedna taka i panujace tam zasady sa
            gorsze od biurokracji z okresu ciezkiej komuny.
            • Gość: Andrew Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: 195.68.192.* 17.02.05, 11:17
              Na temat nowocześnie zarządzanych firm,systematycznego dązenia do wytyczonego
              celu to można ksiązki pisac i filmy kręcić.Kiedyś na jedej rozmowie spytałem
              się co ma na celu siedzenie w pracy po kilkanascie godzin to dyrektor
              powiedział mi że to w ramach mojego indywidualnego rozwoju.
              A co do temtu przełożych to też miałem parę ciekawych przypadków.
              Np.główny zarzut do mojego zastępcy jak się go spytałem jakie ma zarzuty do
              niego to uzyskałem odpowiedz ze on taki dziwny,nie uśmiecha się i jest troche
              BLADY i poradził mi zebym go częsciej wysyłał do pracy w terenie aby mógł sie
              opalić.Zaznaczam iz mój zastępca był odpowiedzialny za sprawy administracyjne.

              Pozdr.
            • Gość: elle Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.82-139.bia.tkb.net.pl 17.02.05, 11:42
              Może troche nie na temat ale... Po pół roku pracy w agencji reklamowej doszłam
              do wniosku,że nie chcę już nigdy pracować na etat. Niby szef fajny był, ale
              znoszenie jego fochów, nadgodzin za darmo i tym podobnych doprowadziło mnie do
              wniosku, że praca tego typu mnie męczy i wcale do niczego dobrego nie prowadzi.
              O pracę grafika starałam się pół roku ale po przepracowaniu kolejnych 6
              miesięcy wiedziałam tylko jedno, nie chcę pracowac na etat.
          • serena69 Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna 17.02.05, 20:08
            wielce szanowny panie kierowniku,
            "weszłem", "trzeba przecież dawać tym sprzątaczką dni wolne i urlopy"
            proszę o jeszcze- jest Pan boski
        • Gość: Ewa Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.02.05, 11:49
          Przypomniales mi rozmowe w Philipsie - tam rzeczywiscie cos jest nie tak.
          Dotyczylo stanowiska asystenta analityka finansowego (choc ogloszenie wyslalam
          na inne stanowisko). Moja rozmowa (ok. 2 lat temu) skladala sie z kilku czesci:
          1. rozmowa z HR: zadziwiona pani moim charakterem dosc energicznym bo analitycy
          to zawsze tacy zagubieni, zamknieci itp. - czyzbym zostala zaszufladkowana?
          2. rozmowa z szefem dzialu finansowego - chyba najrozsadniejsza.
          3. rozmowa z niemal mdlejaca pania prezes (czy vice), ktora cichutko wyjasniala
          mi przebieg naszej rozmowy: 10 min ona mowi, potem ja mowie o tym i o tym 5
          min, potem ja 5 min zadaje pytania, ona odpowiada itp. Wszystko odbylo sie z
          zegarkiem w reku. Pani byla niezadowolona najwyrazniej gdyz zadalam tylko 1
          pytanie na ktore odpowiadala caly wyznaczony czas (a na poczatku rozmowy
          wspomniala ze pytania ktore zadam rowniez daja opinie o mojej osobie).
          4. Rozmowa z holendrem - byc moze tym samym. Gosc wyluzowany w pelni, rozwalony
          na fotelu, obok mlody polak dosc nerwowy, z niezbyt dobrym angielskim. Nie
          pamietam pytan ale trwalo to ponad godzine i rowniez odnioslam wrazenie strachu
          u polaka.
          Zle wrazenie zostalo. Wspomne jeszcze o znaczkach o niepaleniu w stylu My nie
          palimy itp. umieszczonych na wszystkich scianach. Najwyrazniej prezes nie lubi
          palaczy - podejrzewam ze pelna dyskryminacja w tym zakresie.
        • Gość: gosia Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.tvk.torun.pl / 217.173.176.* 17.02.05, 14:11
          podobasz mi sie! ja mam studia wyzsze (b.dobry uniwerek)i podyplomowe, moze
          kierunek jakos slabo przydatny (chociaz chyba nie!)ale mam klopoty ze
          znalezieniem czegos. I jednak wzielam cos co miesci sie w granicach 1000-1200
          brutto a dotego nie jest to czly etat, ale szukam dalej...
        • Gość: Szukającyszczęścia Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.02.05, 22:09
          Zgadzam się z przedmówcą. Za 1000-1500 PLN to można
          zatrudnić absolwenta szkóły tańca i różańca
        • Gość: CF Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.02.05, 01:14
          Nie wiem skąd pochodzisz, ale jak widzę jak piszesz 1500-1000 zł netto to nie
          wiem czy się śmiać czy płakać.
          Mieszkam w jedynej wsi z tramwajami (zorientowani będą wiedzieli o co chodzi) i
          takie stawki są zarezerwowane dla pracowików na wyższych stanowiskach, z
          długoletnim stażem. Uważam że bez znajomości nie ma szans na znalezienie
          normalnej pracy (2 znajomych tak znalazło na kilkudziesięciu, z czego jeden
          farmaceuta) i dlatego też próbuję w ten sposób.
          Ale rewelacyjne są ogłoszenia które spotykam:
          informatyk (kosmiczne wymagania) - 849 brutto
          kierownik działu handlowego - 1200 brutto
          i oczywiście akwizytor pod róznymi nazwami, tu zarabiasz ile tylko chcesz :)
          Dobrze że zrobiłem prawo jazdy C+E to chociaż mogę wyjechać i mieć zajęcie, bo
          studiami mogę sobie d... podetrzeć. Trzeba było iść na szewca lub hydraulika,
          przynajmniej byłyby lepsze zarobki.

          Ale zaciekawił mnie znajomek poznany na studiach podyplomowych. Dr prawa (nie
          powiem dokładnej nazwy), około 5 kierunków studiów podyplomowych, staż w
          Komisji Europejskiej, 3 języki i był bezrobotny ponad rok. Później już nie
          przyznawał się że jest doktorem, bo to go już dyskwalifikowało (kto chce mieć
          mądrzejszego podwładnego). Na razie pracuje za 1500 netto.

          Gdyby nie kobieta to już dawno by mnie tu nie było. Marna praca, ale praca i to
          płatna.
          Przeraża mnie to dokąd ten kraj zmierza.
          • Gość: Szukającyszczęścia Do CF IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.02.05, 01:39
            Nie wiem, czy nie mieszkasz w Grudziądzu. Ale mniejsza o to.
            Napisałem 1000-1500, bo to moim skromnym zdaniem minimum
            za które opłaca się pracować. Wiele emerytów ma emerytury
            na poziomie 750-900, ale najczęściej mają mieszkania.
            A młody człowiek, jeżeli rodzice nie pomogą z zakupem
            własnego lokum, przy tej pensji nie może na nic liczyć.
            Kraj się nie rozwija. Popatrz co produkujemy: europalety,
            meble, farby, jakieś deski. Wielu twierdzi, że mamy doskonałą
            żywność. Może to i prawda, ale w nowoczesnej gospodarce liczą
            się technologie. W rolnictwie nie potrzeba zbyt dużo ludzi.
            Co zrobić z tymi co będą zmuszeni odejść z rolnictwa?
            Rozmawiałem z inżynierem, który zajmuje się serwisowaniem
            maszyn dla przemysłu spożywczego. Maszyny tego typu projektuje
            się i produkuje na Zachodzie. W Polsce tylko instaluje i użytkuje,
            ...oraz uprawia ziemię, aby to co wyrośnie przetworzyć w tych
            maszynach.
            Rzuciłem robotę. Była nienajgorzej płatna. Ale nie stać mnie
            psychicznie na to, aby zamartwiać się codziennie, czy będę
            miał pracę, czy dam radę spłacić kredyt.
            Myślę realnie. Wyjeżdzam.

            ---------
            "Już nie żyje to kraina,
            Tego już nikt nie zatrzyma."
          • dzieciaczek5 Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna 24.02.05, 11:02
            "Gość portalu: CF napisał(a):
            Mieszkam w jedynej wsi z tramwajami (zorientowani będą wiedzieli o co chodzi)"

            Czyzby SZCZECIN ?!?!
      • olgabo2 Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna 17.02.05, 12:06
        Ja w zeszłym roku zostałam zaproszona na rozmowę przez firmę farmaceutycznę
        (dermatologia:). Okazało się, że to rozmowa w większym gronie - prawie 20 osób.
        I jeden prowadzący. Zrobił z nas cyrk. Pytania, zadania, praca w grupie. Połowa
        zebranych mówi na raz, nikt nikogo nie słucha. Więc niektózy krzyczą. Reszta
        siedzi zdruzgotana. Koszmar, pełna żenada, która trwała parę godzin. Na koniec
        wybrał 4 facetów - jednego nudziarza gawędzierza, jednego buraka pewniaczka,
        trzeci był fajny i na niego stawiałam a czwarty się chwalił, że jest z rodziny
        lekarskiej:). I już tylko z nimi kontynuował casting
        Zawsze pytajcie czy to będzie rozmowa indywidualna, jeśli nie odpuście sobie
        jeśli jesteście normalni.
        • Gość: Kajetanka Re: Moja najgorsza rozmowa kwalifikacyjna IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 17.02.05, 12:14
          Ja szczęśliwie pracuje w rzec by można cieplarnianych warunkach. Rozmowa
          kwalifikacyjna była miłą rozmową przy kawie. Nie sądziłam, że to tak wyjątkowe
          zjawisko.
        • Gość: redblack Boże, ja w poniedziałek mam rozmowę kwalifikacyjną IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.02.05, 12:24
        • Gość: Guest Czyżby Stiefel? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.02.05, 13:54
          W zeszłym roku też byłam na takiej "rozmowie". Pominąwszy wszystko inne,
          profesjonalizm całej rekrutacji był żenujący. Zaczęło sie od tego, że prowadzący
          show nawet nie potrafił wymówic nazwy firmy, dla której rekrutuje... Cyrk był
          taki, że boki zrywać. Oczywiście mi podziękowano. Żeby nie było, że się nie
          nadawałam, to powiem, że w dwa tygodnie później dostałam pracę. Też jako rep,
          ale rekrutacja odbywała się w formie rozmowy, a nie Amway'a.
          Kolega zwrócił mi uwagę, że nikt pracujacy nie powinien brać udziału w takich
          przedstawieniach. W końcu czy mamy pewność, że osoba stojąca obok nas nie
          zadzwoni do naszego pracodawcy i nie poinformuje, że szukamy pracy u konkurencji?
          • Gość: tak Re: Czyżby Stiefel? IP: *.kartel.com.pl / *.kartel.com.pl 17.02.05, 14:01
          • Gość: znowuja Re: Czyżby Stiefel? IP: *.kartel.com.pl / *.kartel.com.pl 17.02.05, 14:13
            Tak, to był Stiefel:) Jestem bardzo ciekawa po co się organizuje takie zbiorowe
            rekrutacje? Żeby wybrać największego obrzydliwca, który głośno krzyczy i z
            nikim się nie liczy? Ciekawa jestem co lekarze na to jak ich odwiedzają takie
            typki - pewniaczki.
            Btw, słyszałam potem teorię, że do dermatologii biorą tylko chłopów bo to są
            same panie dermatolożki, ponowie sporadycznie.
            • Gość: Guest - znowu Re: Czyżby Stiefel? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.02.05, 14:46
              Rekrutacja w Stieflu chyba się nie udała. Po jakimś miesiącu od przedstawienia,
              w którym niechcący uczestniczyłam, ukazało się ogłoszenie jeszcze raz. Dołożyli
              tylko warunek POSIADANIA UDOKUMENTOWANYCH SUKCESÓW W SPRZEDAŻY. Po prostu
              najprawdopodobniej zatrudnili jakiegoś oszołoma, który wyleciał z hukiem z
              pierwszej wizyty u lekarza...
              Przedstawicielstwo Stiefla w Polsce jak tak profesjonalne, że nie ma nawet maila
              (chociaż może już się dorobili...). Gdy byłam leczona preparatem tej skądinąnd
              cenionej(na świecie)firmy, pytanie musiałam wysłać do Niemiec. Nie chciało mi
              się iść do lekarza prowadzącego, więc sama się zwróciłam do producenta.
              Odpowiedź (konkretna i sympatyczna)przyszła następnego dnia, była podpisana
              przez ichniejszego specjalistę ds.informacji medycznej. I to trochę zatarło mój
              niesmak po Amway'u, na który trafiłam parę miesięcy wcześniej.

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka