masaker
16.07.02, 13:17
Mam ze sobą taki problem (jeden z wielu): nie potrafię zachować minimalnego choćby dystansu do tego, co
mówię. Może nawet inaczej - reaguję nadmiernym pobudzeniem emocjonalnym (a mówiąc szczerze -
poirytowaniem) w sytuacjach, kiedy mój rozmówca prezentuje odmienny od mojego punkt widzenia. Owszem,
czasami udaje mi się powiedzieć sobie, żebym się wyluzował, a z reguły po rozmowie widzę, że próbowałem
innym narzucić swoje zdanie, ale w trakcie dyskusji "zapominam", że każdy może mieć swój punkt widzenia i nie
musi akceptować mojego, nawet jesli to ja mam rację. Dosć często nawet - analizując później to, co powiedziała
druga strona - dochodzę do wniosku, że mój pogląd na daną sprawę wymaga rewizji czy choćby przemyslenia.
Nie jest więc tak, nigdy nie zmieniam swojego zdania, tylko bardzo często nie umiem "zmusić się" do
nabrania dystansu do samego siebie podczas rozmowy. Chyba zbyt smiertelnie poważnie traktuję
samego siebie. Dotyczy to głównie rozmów w gronie towarzyskim czy szeroko rozumianym rodzinnym.