Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Po roku szukania poddałam się :-(

    IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 30.07.02, 10:31
    Przerabiałam już prawie wszystkie etapy "kariery" zawodowej. Na studiach
    praca dorywcza, po studiach wymarzona pierwsza praca w dużej firmie za małe
    pieniądze (tak to zazwyczaj jest na początku), potem praca za większe
    pieniądze w mniej znanej firmie. Moja radość trwała jednak tylko pół roku.
    Mimo iż od początku powtarzano mi, że jestem wyjątkowo cennym nabytkiem
    zahaczyłam o tzw.redukcję etatów. W ciągu dwóch tygodni trzeba było sobie
    znaleźć nową pracę, tańsze mieszkanie, kupić bilet miesięczny (z samochodem
    służbowym i komórką trzeba było się pożeganć). Na szczęście pomogli znajomi.
    Znalazłam pracę. Zupełnie nie związana z moimi kwalifikcjami za 1/3 mojej
    poprzedniej pensji :-) Ale uznałam, że wezmę co jest i cały czas będe szukać.
    Minął własnie rok. Byłam na ok 20 rozmowach. W dwóch firmach przeszłam chyba
    przez wszystko co się dało a mimo to nie zostałam przyjęta. Tkwię więc w
    biurze i robię coś czego nie jestem w stanie polubić. 26 lat, skończone
    wyższe studia na dobrym kierunku, komputer w małym palcu i co mi z tego????
    NIC!!! Poddałam się :-(((
    Obserwuj wątek
      • Gość: maniak Re: Po roku szukania poddałam się :-( IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 30.07.02, 13:49
        Cos z tego nie rozumiem piszesz ze zarabialas dobrze,jesli tak to trzeba bylo
        wykorzystac oszczednosci poszukac amerykanskiej uczelni pociagnac doktorat/ z
        wiza na to nie ma problemu/ i sie tam pozniej zachaczyc na stale,bo juz z takim
        wyksztalceniem wiza h-1 to zaden problem.Mysle ze zbyt szybko odpuscilas nauke
        idac na kase.
        • Gość: Przegrana Re: Po roku szukania poddałam się :-( IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 30.07.02, 14:35
          Myślę, że w kwestii nauki nie zaniedbałam niczego. Po studiach zrobiłam jeszcze
          podyplomowe. Nie podoba mi się styl życia amerykanów, a ich szkolnictwo, mogę
          cię zapewnić jeszcze długo będzie musiało gonić poziomem nasze. Skąd wiem?-
          autopsja. Oszczędności, które miałam musiałam zainwestować w tzw. przeżycie do
          1-go w ciągu nastepnych kilku miesięcy. Ciekawe czy po roku walenia głową w
          murek byłbyś nadal wielkim optymistą? :-)
          • dixit Re: Po roku szukania poddałam się :-( 30.07.02, 14:53
            Uwaga kolegi maniaka o doktoracie za oceanem - jak
            najbardziej na miejscu, jesli oczywiscie widzisz sie w
            badaniach. Pod wzgledem "wypuszczanych" doktorow pierwsza
            piecdziesiatka (co najmniej) amerykanskich szkol bije
            niestety na glowe nasze uczelnie, tak wiec wyglada, iz
            Twoj argument o znajomowsci tematu z autopsji nie jest
            poparty szerszym doswiadczeniem.

            A poza tym - powodzenia w zmianach na lepsze!
          • Gość: optymista Re: Po roku szukania poddałam się :-( IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 31.07.02, 00:40
            Czytam, czytam i kręcę głową. Wierzyć mi się nie chce, że ...jestem takim
            optymistą. Przez ostatnie 2 lata - pracowałem przez 6 miesięcy. Właśnie
            skończyła mi się całkowicie kasa, likwiduję oststnią polisę ubezpieczeniową,
            wysyłam miesięcznie 20-30 CV, odpowiada 1 - 2 firmy na miesiąc ( max) , idę na
            spotkanie aby usłyszeć po 2 tyg. , że potrzeba kandydata o "innym profilu". Nie
            wychodzę prawie z domu ( nie mam po co i ...za co!!!!), ma 42 lata, przez 10
            lat byłem na stanowiskach managerskich i dyrektorskich. zastanawiam się kiedy
            powinienem się zarejestrować w urzędzie Pracy...
            Mimo to nie poddaje się. Poddać się to juz chyba lepiej ( szybciej i taniej)
            się powiesić. :-)))
            Życzę wszystkim więcej wiary, optymizmu i siły - kiedyś się uda, ale trzeba w
            to wierzyć.
            • Gość: Pio Mio Re: Ja sie poddalem po dwoch latach IP: *.CHEM.CWRU.Edu 31.07.02, 18:18
              Jestem troszke mlodszy, ale tez przekroczylem magiczne 35 lat, po ukonczeniu ktorych jestes zombie.
              Po dwoch latach bezsensownego pukania glowa w mur wyjechalem do Stanow. Bylem tu wiele razy
              wczesniej (mam rodzine) i wcale mi sie tu nie podoba pod wieloma wzgledami ale za to placa.
              Dostaje spazmow radosci za kazdym razem jak czylam post o mlodym bezrobotnym; tym samym
              mlodym, "ambitnym, dynamicznym, kreatywnym...." co jeszcze dwa lata temu kazal mi sie klasc do grobu i
              glosowal na "Europe" i na "Kwasniewskiego" a teraz sam wyladowal na zielonej trawce, i to gorzej bo
              bez zadnej perspektywy. Kalwo jest. Moje na gorze.
              • munde Tak trzymac 31.07.02, 18:29
                Pozdrowienia z NY.



          • Gość: Jankes Re: Po roku szukania poddałam się :-( IP: *.broadcom.com 02.08.02, 21:07
            Jak ta amerykanskie wyksztalcenie takie kiepskie to moze wytlumaczysz dlaczego
            ludzie po studiach znajduja prace natychmiast a Ty mimo ze masz i podyplomowe
            juz rok gowno mozesz znalezc?
            Cos tu nie tak chyba... Takie doskonale wyksztalcenie na Polskich uczelniach
            a jakos ani pracy ani gospodarka lepsza.

            Widze, ze nadal panuje zasada "boso ale w ostrogach"...
            Trac zycie... trac...
        • Gość: Przegrana Re: Po roku szukania poddałam się :-( IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 30.07.02, 14:45
          A jeśli z wizą poszło ci tak łatwo to szczerze gratuluję :)) Ja mam w
          paszporcie 3 pieczątki odmowne. Czemu??? Tego najstarsi górale nie wiedzą :))
          Za czwartym razem dostałam ale też nie wiem dlaczego :))
          • Gość: Marta Re: Po roku szukania poddałam się :-( IP: *.igo.wroc.pl 30.07.02, 16:02
            Swego czasu nie poddałam sie 2 razy. Raz odbiłam sie od dna po 3 latach.
            Ostatnio po półtora roku.A jestem od Ciebie o 10 lat starsza ( niektóre młotki
            przycinały mi na rozmowach a propos mojego wieku - ale olewam ich ). I uważam,
            że mozna tak odbijać się od dna do konca swiata. Wiem co to brak kasy ( to jest
            problem ).Też przejadłam kasę na naukę. Też mam 2 fakultety. I staż pracy w
            renomowanych firmach.No i co z tego. Grunt to poczucie humoru. Recesja nie trwa
            wiecznie.
            • nikita18 Re: Po roku szukania poddałam się :-( 31.07.02, 10:06
              od razu mi się lepiej na duszy zrobiło. nie zamierzam się nigdy poddać, ale
              myślałam, że tylko ja mam tak przechlapane. a tu widzę coś, co brzmi bardzo
              znajomo. dwa fakultety, jezyk bdb, komputer, doświadczenie w dużych
              amerykańskich firmach i co? robię coś zupełnie nowego dla mnie, niezgodnego z
              moją naturą (jestem humanistką i nie lubię się z cyferkami, a teraz siedzę w
              banku i księguję), za 1/3 ostatniej pensji. nie bardzo mi starcza na życie,
              więc pozbywam się różnych bibelotów z domu. ale żeby nie zwariować, musiałam
              sobie znaleźć jakiś punkt zaczepienia, coś z czego mogę się cieszyć, bo
              przecież każdy ma powód do radości. i znalazłam: rodzinę, znajomych, sport,
              książki, i całą masę rzeczy, które sprawiają mi radość, nawet w ciężkich
              chwilach i dodają siły do walki o jutro.
              pozdrawiam
      • moniaag1 Re: Po roku szukania poddałam się :-( 30.07.02, 16:16
        Nie martw sie. Ja tez juz sobie dalam spokoj. Jakiekolwiek ogloszenie o prace
        wywoluje u mnie odruch wymiotny. Nawysylalam sie, napisalam, natracilam kasy na
        znaczki, zdjecia i inne pierdoly. Odezwali sie moze z 2 miejsc, przy czym w
        jednym oczekiwali, ze bede pracowac za 1 miesiecznie (smiech na sali drodzy
        panstwo!). Nie mam juz pomyslu gdzie wysylac.

        Dalam sobie spokoj - zostane sekretarka do konca zycia. To nic, ze szef z
        politowaniem kreci glowa i pyta co ja tu robie. A co mam k... zrobic? Przykuc
        sie kajdankami w recepcji wymarzonego pracodawcy i zrobic strajk okupacyjny?
        Minal rok od kiedy skonczylam studia, mam coraz mniejsze szanse na znalezienie
        pracy. Ktos sie pewnie zapyta dlaczego nie robie podyplomowych itp. Odpowiedz:
        podyplomowe moge robic wtedy, kiedy juz bede pracowac, po to zeby rozwijac sie
        w danym kierunku - teraz moge co najwyzej zrobic kurs wizerunku sekretarki (ha,
        ha, ha).
        Doktorat? Nie kazdy ma ambicje zostac doktorem. I nie sadze aby bylo to
        konieczne. Oczywiscie najprostsza rada: lec do Stanow, tak, tak, oczywiscie, a
        swistak siedzi...
        Jezyk? Mam w malym palcu. Wiecej wycisnac sie nie da.

        I co dalej?
        I nic. Bede sekretarka.

        Tylko, ze jesli jeszcze ktos zada mi to sakrametnalne pytanie: "dlaczego nie
        robisz czegos powazniejszego, na tyle cie stac" to bede strzelac!
        • Gość: aga Re: Po roku szukania poddałam się :-( IP: 2.1.* / *.pnu.com 18.09.02, 10:08
          Przykro mi ze tak niewdziecznie wyrazasz sie o tym zawodzie. Pamietaj ze moze
          niektorzy lubia pracowac jako sekretarka i zeby to robic tez trzeba miec
          umiejetnosci .Jestem po 5 latach studiow mgr i jezyk obcy i takie tam a jednak
          lubie te prace mimo wszystko.

          pozdr am
          moniaag1 napisała:

          > Nie martw sie. Ja tez juz sobie dalam spokoj. Jakiekolwiek ogloszenie o prace
          > wywoluje u mnie odruch wymiotny. Nawysylalam sie, napisalam, natracilam kasy
          na
          >
          > znaczki, zdjecia i inne pierdoly. Odezwali sie moze z 2 miejsc, przy czym w
          > jednym oczekiwali, ze bede pracowac za 1 miesiecznie (smiech na sali drodzy
          > panstwo!). Nie mam juz pomyslu gdzie wysylac.
          >
          > Dalam sobie spokoj - zostane sekretarka do konca zycia. To nic, ze szef z
          > politowaniem kreci glowa i pyta co ja tu robie. A co mam k... zrobic? Przykuc
          > sie kajdankami w recepcji wymarzonego pracodawcy i zrobic strajk okupacyjny?
          > Minal rok od kiedy skonczylam studia, mam coraz mniejsze szanse na
          znalezienie
          > pracy. Ktos sie pewnie zapyta dlaczego nie robie podyplomowych itp.
          Odpowiedz:
          > podyplomowe moge robic wtedy, kiedy juz bede pracowac, po to zeby rozwijac
          sie
          > w danym kierunku - teraz moge co najwyzej zrobic kurs wizerunku sekretarki
          (ha,
          >
          > ha, ha).
          > Doktorat? Nie kazdy ma ambicje zostac doktorem. I nie sadze aby bylo to
          > konieczne. Oczywiscie najprostsza rada: lec do Stanow, tak, tak, oczywiscie,
          a
          > swistak siedzi...
          > Jezyk? Mam w malym palcu. Wiecej wycisnac sie nie da.
          >
          > I co dalej?
          > I nic. Bede sekretarka.
          >
          > Tylko, ze jesli jeszcze ktos zada mi to sakrametnalne pytanie: "dlaczego nie
          > robisz czegos powazniejszego, na tyle cie stac" to bede strzelac!
      • zlotyrybek Re: Po roku szukania poddałam się :-( 30.07.02, 16:21
        W ACNielsen Polska zwolniło się miejsce asystentki Szefa Administracyjnego
        biura.
        Angielski b.dobry (duzo korespondencji - korporacja w 90 krajach), komputer,
        cały etat od 8,30 do 17,00. Zaraz się ukaże (lub już jest) ogłoszenie w GW.

        Może tak ?
        • munde Prosba o wyjasnienie...do Przegranej. 30.07.02, 16:41
          Cytat: Nie podoba mi się styl życia amerykanów, a ich szkolnictwo, mogę
          cię zapewnić jeszcze długo będzie musiało gonić poziomem nasze.
          Skąd wiem?-
          autopsja. "

          Czy moglby mi ktos wytlumaczyc, jak to w takim razie jest, ze w Polsce jest w
          gospodarce syf i najprawdopodobniej dalej bedzie, a w USA nie ma i pewnie dlugo
          nie bedzie? Czy wnioskowac z tego nalezy, ze do gospodarczego rozwoju kraju nie
          potrzeba ludzi madrych i z wyksztalceniem?
          Dodam, ze w Polsce studiowalem 4 lata ( matematyka) a w USA mam ukonczony
          college z tytulem Bachelors of Science, wiec mam troche wgladu w oba systemy
          szkolnictwa wyzszego i osobiscie zdania p. Przegranej nie podzielam, ale
          chetnie zapoznam sie z Waszymi opiniami.
          • Gość: maniak Re: Prosba o wyjasnienie...do Przegranej. IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 30.07.02, 16:57
            Naczytalem sie bardzo duzo o tym ze polska edukacja jest najlepsza ale wedlug
            mnie to zwyczjny kit tak jak porady dla bezrobotnych lub absolwentow.Bo my
            polacy jestesmy najlepsi/ w psuciu wszystkiego/.
            Po 1/.wize jest dostac bardzo latwo/ a znajac jezyk jeszcze latwiej/ tylko nie
            moze to byc twoja 1 podroz zagraniczna,trzeba miec kpl.papierow najlepiej
            przetlumaczonych/biurokraci lubia sie podpierac czyms przy podejmowaniu
            decyzji.Pamietaj jeszcze cale zycie przed toba walcz,walcz bo swiat ludzi wbrew
            pozorom jest taki jak zwierzat.To ty ich polykaj i uatawiaj pod siebie,bo to ty
            jestes najwaznielsza na tym swiecie.I na tym polega roznica w szkolnictwie bo
            tam ucza ludzi rowniez dawac sobie rade w zyciu .pozdrawiam i czekam na twoj
            list zatytulowany "SUKCES"
            • charissa nie zgadzam sie 28.08.02, 15:37
              nie zgadzam sie ze stwierdzeniem, ze bardzo latwo jest dostac wize do USA, a
              juz znajac jezyk tym bardziej
              bylam w USA na wymianie studenckiej, na praktykach. Wize dostalam (nawet dwie),
              bylam jeszcze na studiach. Wrocilam grzecznie do Polski ( gdzie ja wtedy glowe
              mialam) i staralam sie o wize po raz kolejny. Mam dwie odmowne pieczateczki w
              paszporcie. Nie trzyma mnie nic w kraju - no tak bo taka prace to kazdy by
              rzucil gdyby dostal cos lepszego.
              Nie mam meza, pieciorga tlukacych sie i wrzeszczacych dzieciakow itd Nic mnie w
              moim wspanialym kraju nie trzyma. A chyba moj angielski pogorszym sprawe, bo
              sie troche unioslam, ze mi nie chca dac tej wizy i sie ladnie , bez zajakniecia
              po angielsku klocilam. No wiec wyszlo, ze znam dobrze jezyk, mam wyzsze
              wyksztalcenie, juz nakrecone kontakty, wiec na 100% chce wyjechac na stale
        • loginka1 Re: Po roku szukania poddałam się :-( 31.07.02, 10:26
          zlotyrybek napisał:

          > W ACNielsen Polska zwolniło się miejsce asystentki Szefa Administracyjnego
          > biura.
          > Angielski b.dobry (duzo korespondencji - korporacja w 90 krajach), komputer,
          > cały etat od 8,30 do 17,00. Zaraz się ukaże (lub już jest) ogłoszenie w GW.
          >
          > Może tak ?

          Tylko jak sprawić, żeby z setek ofert, które nadejdą w odpowiedzi na to
          ogłoszenie wyłonili właśnie tę konkretną i przynajmniej zaprosili na rozmowę?
          Chyba nie zdajesz sobie sprawy ile listów przychodzi po publikacji ogłoszenia w
          GW skoro tak optymistycznie podsuwasz proste w swoim przekonaniu rozwiązanie.
          Osoba, która szuka pracy zazwyczaj przerabia takich ogłoszeń mnóstwo.
          • zlotyrybek Re: Po roku szukania poddałam się :-( 31.07.02, 11:15
            Wybacz, po prostu podałam informację. Wiem ile przychodzi listów, wiem ile jest
            telefonów, bo też czasem rekrutuję ludzi do swoich działów. Niewątpliwie lepiej
            wiedzieć o tym niż nie wiedzieć. Zawsze można wysłać CV ZANIM ukaże się
            ogłoszenie w GW . Jak wiadomo dziś informacja to potęga.
            Chciałam pomóc a otrzymałam słowa pouczenia i krytyki - trudno dziś pomagać
            ludziom. Przekonuję się o tym kolejny raz.
            Może masz rację - po co w ogóle wysyłac CV jak i tak nie wiadomo czy Cię
            zaproszą na rozmowę...
            Pozdrawiam
            • loginka1 Re: Po roku szukania poddałam się :-( 31.07.02, 11:30
              Może faktycznie trochę mnie poniosło. Przepraszam jeśli Cię to dotknęło. Być
              może trochę pochopnie potraktowałam to jako wypowiedź osoby, która sama nigdy
              nie szukała pracy i wydaje jej się, że to, że ktoś nie może jej znaleźć to
              tylko przejaw niezaradności i lenistwa. Jasne, że jest sens wysyłać swoją
              ofertę. Moja reakcja była spowodowana tym, że też byłam bez pracy,choć szukałam
              jej na wszelkie możliwe sposoby, a teraz w tej sytuacji znalazł się mój mąż. I
              bardzo boli, kiedy spotykam kogoś znajomego i z rozmowy wynika, że mój mąż jest
              bez pracy, słyszę pytanie: "A szuka?"
              • zlotyrybek Re: Po roku szukania poddałam się :-( 31.07.02, 11:43
                Wiem, jak koszmarnie ciężko jest teraz znaleźć pracę. Dostaję mnóstwo CV i nie
                mogę niczego zaproponować tym ludziom, bo póki co walczę o utrzymanie składu
                mojej ekipy już zatrudnionych ludzi. W bardzo wielu firmach wygląda to
                podobnie. Szczerze współczuję Twojemu mężowi - mam nadzieję, że niedługo jego
                kłopoty sie skończą, bo widać lekki ruch na rynku ( o ile można to nazwać
                ruchem :))

                Wszystkiego dobrego.
                • Gość: :) Re: Po roku szukania poddałam się :-( IP: *.acn.pl / *.acn.waw.pl 31.07.02, 18:45
                  zlotyrybek napisał:

                  > Wiem, jak koszmarnie ciężko jest teraz znaleźć pracę. Dostaję mnóstwo CV i
                  nie
                  > mogę niczego zaproponować tym ludziom, bo póki co walczę o utrzymanie
                  składu
                  > mojej ekipy już zatrudnionych ludzi. W bardzo wielu firmach wygląda to
                  > podobnie. Szczerze współczuję Twojemu mężowi - mam nadzieję, że niedługo
                  jego
                  > kłopoty sie skończą, bo widać lekki ruch na rynku ( o ile można to nazwać
                  > ruchem :))
                  >
                  > Wszystkiego dobrego.
                  pozwole sobiena małą dygresję. Zupełnie nie rozumiem tłumaczenia w
                  stylu...przecież przychodzi tak wiele ofert...i co z tego??? ten kto
                  zamieszcza ogłoszenie to biedne niewiniątko nie zdaje sobie sprawy z tego, że
                  na jedno ogłoszenie przyjdzie kilkaset aplikacji...przecież to jest bardzo
                  trudne do przewidzenia..druga sprawa...jeśli już udało się ogłoszeniodawcy
                  przewidzieć ile nadeszło zgłoszeń to przecież można zorganizować procedure
                  odpowiedzi... na coś takiego naprawde nie potrzeba wiele czasu a jedynie
                  odrobine inteligencji i odpowiedniej orgaizacji pracy...naprawde nie
                  kompromitujcie się wypowiedziami w stylu, że skoro przychodzi dużo aplikacji
                  to nie sposób oddzielić ziarno od plew....powiem tak , jesli to są aplikacje
                  elektroniczne to wystarczy na jedna 5-7 minut czasu , odpowiedź 1 minuta,
                  sprawdzenie czy pod wskazany adres dotarła przesyłka ( zapis w folderze
                  wysłane) 1 minuta...wystarczy 10 minut...6 na godzine...48-50 na jeden dzien
                  pracy...1 tydzien i 250 aplikacji obsłuzonych...jezeli topomnozymy przez 2
                  osoby to 500 aplikacji...i mółbym tak dalej udowadniać...jeśli chcemy być
                  szanowani to szanujmy innych...pozdrawiam:)
                  ps. a co do przegranej..pamiętaj wszystko co robisz jest nauką na
                  przyszłość...i nie wolo Toie mówić ..jestem przegrana....NIE JESTEŚ!!!
                  • zlotyrybek Re: Po roku szukania poddałam się :-( 02.08.02, 11:55
                    Gość portalu: :) napisał(a):

                    > zlotyrybek napisał:
                    >
                    > > Wiem, jak koszmarnie ciężko jest teraz znaleźć pracę. Dostaję mnóstwo CV i
                    >
                    > nie
                    > > mogę niczego zaproponować tym ludziom, bo póki co walczę o utrzymanie
                    > składu
                    > > mojej ekipy już zatrudnionych ludzi. W bardzo wielu firmach wygląda to
                    > > podobnie. Szczerze współczuję Twojemu mężowi - mam nadzieję, że niedługo
                    > jego
                    > > kłopoty sie skończą, bo widać lekki ruch na rynku ( o ile można to nazwać
                    > > ruchem :))
                    > >
                    > > Wszystkiego dobrego.




                    > pozwole sobiena małą dygresję. Zupełnie nie rozumiem tłumaczenia w
                    > stylu...przecież przychodzi tak wiele ofert...i co z tego??? ten kto
                    > zamieszcza ogłoszenie to biedne niewiniątko nie zdaje sobie sprawy z tego, że
                    > na jedno ogłoszenie przyjdzie kilkaset aplikacji...przecież to jest bardzo
                    > trudne do przewidzenia..druga sprawa...jeśli już udało się ogłoszeniodawcy
                    > przewidzieć ile nadeszło zgłoszeń to przecież można zorganizować procedure
                    > odpowiedzi... na coś takiego naprawde nie potrzeba wiele czasu a jedynie
                    > odrobine inteligencji i odpowiedniej orgaizacji pracy...naprawde nie
                    > kompromitujcie się wypowiedziami w stylu, że skoro przychodzi dużo aplikacji
                    > to nie sposób oddzielić ziarno od plew....powiem tak , jesli to są aplikacje
                    > elektroniczne to wystarczy na jedna 5-7 minut czasu , odpowiedź 1 minuta,
                    > sprawdzenie czy pod wskazany adres dotarła przesyłka ( zapis w folderze
                    > wysłane) 1 minuta...wystarczy 10 minut...6 na godzine...48-50 na jeden dzien
                    > pracy...1 tydzien i 250 aplikacji obsłuzonych...jezeli topomnozymy przez 2
                    > osoby to 500 aplikacji...i mółbym tak dalej udowadniać...jeśli chcemy być
                    > szanowani to szanujmy innych...pozdrawiam:)
                    > ps. a co do przegranej..pamiętaj wszystko co robisz jest nauką na
                    > przyszłość...i nie wolo Toie mówić ..jestem przegrana....NIE JESTEŚ!!!

                    Drogi / a :)

                    Ponieważ cytujesz mnie powyżej - chciałabym odpowiedzieć.
                    Piszesz nie na temat. Rozmawiamy o możliwościach znalezienia pracy a nie o
                    chamstwie pracowdawców nie dających odpowiedzi na nadesłane aplikacje. JA NIE
                    DAJĘ OGŁOSZEŃ a mimo to dostaję codziennie CV. Jak pisałam w cytowanym przez
                    Ciebie fragmencie - nie daję ogłoszeń, bo muszę walczyć o utrzymanie w całości
                    mojego zespołu ludzi już zatrudnionych.

                    Dobrze jest nie tylko umieć czytać tekst ,ale również go czasem zrozumieć.
                    Jeśli tak rozumiesz zamieszczone ogłoszenia pracodawców , to nie dziw się , że
                    nie dostajesz odpowiedzi na swoje oferty , bo prawdopodobnie są one "nie na
                    temat" (tak jak twój post)

                    Serdecznie pozdrawiam.
                    • Gość: Marta Re: Po roku szukania poddałam się :-( IP: *.igo.wroc.pl 02.08.02, 12:29
                      Zgadzam się z Gościem, że nie można myśleć ,że jest się przegranym, tylko
                      dlatego, że chwilowo nie siedzi się na odpowiednim stołku ( o ile wogóle na
                      jakimś się siedzi ). Tak już w zyciu bywa. Raz na wozie raz pod wozem. Lepiej,
                      że człowiek zaczyna się uodparniać na przeciwności w młodym wieku i
                      przyzwyczajać się do myśli, że całe zycie trzeba się uczyć i kilka razy
                      zmieniać zawód i pracę. To nawet robi się interesujące ( poza przypadkami gdy
                      brak środków na życie ). Zawsze to nowe doświadczenia życiowe i wyzwania. A
                      tak na marginesie, to zaden dyshonor pracować w małych firmach. Zawsze mozna
                      postarać się by firma stawała się większa.
                      • Gość: Kuba Re: Po roku szukania poddałam się :-( IP: 5.2.1R1D* / 141.145.177.* 02.08.02, 15:05
                        Kochani, mam zoneczke, kt. instensywnie szuka pracy od skonczenia studiow, trwa
                        to juz ponad roczek i... nic. Odpisuje na wszystkie mozliwe ogloszenia. Na
                        poczatku (przez pierwsze trzy miesiace) zero odpowiedzi, pozniej zaczely sie
                        pojawiac odp z podziekowaniami za zlozenie podania. Przy pierwszym tego typu
                        liscie spojrzalem na zone, a ona zamiast byc zmartwiona, rozczarowana itp,
                        cieszy sie ogromnie, ze ktos jej wreszcie odpisal. To nic, ze odmownie, ale
                        ktos jednak odpisal. Obecnie odpowiedzi z odmowami przychodza juz bardzo
                        czesto, ale pojawiaja sie tez telefony z propozycja spotkan. W niektorych
                        firmach przechodzi nawet kolejne etapy, ale jak na razie bez finalnega happy
                        endu. Kobitka teoretycznie sie nie poddaje, ale widze, ze jednak jakos tak
                        mizernieje, popada w lekka apatie... Szuka pracy wszedzie na stanowiska:
                        sekretarki, recepcjonistki, przedstawiciela handlowego, itp ostatnio nawet na
                        sprzedawczynie obuwia w duzej jankeskiej firmie, gdzie zaproszono ja na
                        rozmowe. Pod koniec interview spytala sie, co wplynelo na fakt zaproszenia jej
                        na spotkanie, czy moze to, ze ma mgr, a ubiega sie o stolek sprzedawcy. Jakiez
                        bylo jej zdziwienie, gdy rekrutorka stwierdzila, ze akurat nie to, gdyz oni na
                        sprzedawczynie obecnie zatrudniaja tylko absolwentow studiow majacych juz mgr.
                        Pisze to jako ciekawostke, zeby zobrazowac jak bardzo zmienila sie nasza Polska
                        ukochana od polowy lat 90 (wielkiego boomy), gdy skonczone SGH otwieralo bramy
                        do raju za potezne pieniadze.
                        Ale kochani glowa do gory. Tak jak ktos z Was juz napisal - kazda, nawet
                        najgorsza recesja kiedys sie koczy :)
                        • munde Do Kuby 02.08.02, 15:27
                          Jest to nieco deprymujace, ze na takie stanowiska przyjmuje sie osoby po
                          studiach. Kompletna degradacja wyksztalcenia i dyplomu. Niemniej:
                          Bardzo serdecznie zycze Twej zonie zalapania sie do pracy jako sprzedawczyni w
                          sklepie.
                          Osobiscie ma pierwsza praca w US byla praca kasjera w odpowiedniku naszego
                          kantoru walutowego.
                          Po mniej wiecej roku mialem kolekcje wizytowek, ( ambasadorzy, CEO's, managers,
                          brokers , etc, ktorzy sami sobie przychodzili zakupic walute na swe wojaze)
                          dzieki ktorej znalazlem aktualna prace. Mam nadzieje, ze dotrwam juz w niej do
                          emerytury, choc mlody jeszcze jestem.....praca jest dobra po prostu.
                          Nawiazanie konwersacji to nie problm, gdy klienrt cos od ciebie kupuje....
                          • Gość: hola Re: Do Kuby IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 17.09.02, 18:01
                            Podobno w Japonii 90% ludzi ma wyzsze wyksztalcenie. I pracuja potem w sklepach
                            z obuwiem np. To nie jest degradacja tylko awans cywilizacyjny (spoleczenstwa
                            jako calosci).
      • Gość: Jankes Re: Po roku szukania poddałam się :-( IP: *.broadcom.com 02.08.02, 21:01

        Emigracja CI zostala jak masz porzadny zawod...
        • alfalfa Re: Do Jankesa 06.08.02, 15:31
          Kochany, jaka emigracja? Na wariata, rzucić wszystko i jechac w nieznane do
          roboty na czarno? Tak o zrobiłeś? Wątpię.
          Planuję taki ruch jak wyjazd ale najpierw trzeba się do czegoś takiego
          przygotować, mieć zawód, znać jezyk a na to wszystko najlepiej zrobic jakieś
          miedzynarodowe papiery (a szkolenia z odpowiednimi egzaminami kosztują - kto mi
          to zfinansuje, z czegoś też żyć trzeba? czas ucieka, itd).
          pzdr.
      • Gość: akaWill Re: Po roku szukania poddałam się :-( IP: *.snet.net 02.08.02, 21:35
        Gość portalu: Przegrana napisał(a):

        > Przerabiałam już prawie wszystkie etapy "kariery" zawodowej. Na studiach
        > praca dorywcza, po studiach wymarzona pierwsza praca w dużej firmie za małe
        > pieniądze (tak to zazwyczaj jest na początku), potem praca za większe
        > pieniądze w mniej znanej firmie. Moja radość trwała jednak tylko pół roku.
        > Mimo iż od początku powtarzano mi, że jestem wyjątkowo cennym nabytkiem
        > zahaczyłam o tzw.redukcję etatów. W ciągu dwóch tygodni trzeba było sobie
        > znaleźć nową pracę, tańsze mieszkanie, kupić bilet miesięczny (z samochodem
        > służbowym i komórką trzeba było się pożeganć). Na szczęście pomogli znajomi.
        > Znalazłam pracę. Zupełnie nie związana z moimi kwalifikcjami za 1/3 mojej
        > poprzedniej pensji :-) Ale uznałam, że wezmę co jest i cały czas będe szukać.
        > Minął własnie rok. Byłam na ok 20 rozmowach. W dwóch firmach przeszłam chyba
        > przez wszystko co się dało a mimo to nie zostałam przyjęta. Tkwię więc w
        > biurze i robię coś czego nie jestem w stanie polubić. 26 lat, skończone
        > wyższe studia na dobrym kierunku, komputer w małym palcu i co mi z tego????
        > NIC!!! Poddałam się :-(((

        No to co dalej? Poddalas sie, wiec nie bedziesz dalej szukac? Wyjechac nie
        chcesz, bo Ci styl zycia nie odpowiada. Wiec co? Z tego co piszesz kariera
        jest, a przynajmniej byla dla Ciebie wazna. Twoje wnioski swiadcza, ze nie.

        Nie chce Cie namawiac do emigracji, ale ludzie w Twojej sytuacji wyjezdzaja.
        Nie musi to byc od razu emigracja, moze sie to nazywac wyjazd. Ale idz tam
        gdzie Cie chca. To buduje, a Tobie troche tego potrzeba. A nuz sie zdarzy, ze
        inaczej spojrzysz na rzeczy, moze nawet na Amerykanow. Ustal sobie priorytety
        i byc moze idz na pewien kompromis. Ale poddawac sie?
        • maczacza Re: Po roku szukania poddałam się :-( 02.08.02, 22:38

          > > NIC!!! Poddałam się :-(((
          >
          > No to co dalej? Poddalas sie, wiec nie bedziesz dalej szukac? Wyjechac nie
          > chcesz, bo Ci styl zycia nie odpowiada.

          Bzdura. nie chce wyjechac, bo jest po prostu nieudolna. Lub leniwa....

          Wiec co? Z tego co piszesz kariera
          > jest, a przynajmniej byla dla Ciebie wazna.

          Skoro "poddala sie " to nie jest ani nigdy nie byla. Gdyby byla, pracowala by
          nawet za darmo.
          Twoje wnioski swiadcza, ze nie.
          >
          > Nie chce Cie namawiac do emigracji
          nie powinienes jej namawiac, bo osoba, ktora rozklada po roku szukania rece,
          nie nadaje sie do emigracji. Skonczy w parku lub budelu, przy odrobinie
          szczescia z powrotem w Polsce

          , ale ludzie w Twojej sytuacji wyjezdzaja.

          Mobilni, agresywni, rzadni kasy i wrazen wyjezdzaja.
          Pozostali poddaja sie.

          > Nie musi to byc od razu emigracja, moze sie to nazywac wyjazd. Ale idz tam
          > gdzie Cie chca.

          Skad tem mit, ze gdzies ja lub innych "chca"? Chca gdzie? W Europie? USA?
          Poszperaj po necie, jak wyglada los nielegalnych, jak wyglada aktualnie
          zalatwianie pobytu stalego lub chocby zalatwienie czasowego legalnego wyjazdu.
          Szczegolnie dla osob majacych tendencje do "poddawania sie".

          To buduje, a Tobie troche tego potrzeba. A nuz sie zdarzy, ze
          >
          > inaczej spojrzysz na rzeczy, moze nawet na Amerykanow.

          To ostatni kraj, do ktorego powinna pojechac. Zreszta zalapanie sie tam na
          cokolwiek dzis graniczy z cudem.


          Ustal sobie priorytety
          > i byc moze idz na pewien kompromis. Ale poddawac sie?
          • _sindi_ Re: Po roku szukania poddałam się :-( 06.08.02, 10:05
            A może bys tak przeczytał baranku, że dziewucha pracuje. Nie robi tego o czym
            marzy ale cos robi i nie siedzi na dupie z założonymi rekami, nie przebierała
            tylko wziela to co było :-) Przerabiałam szukanie pracy wielokrotnie. W chwili
            obecnej mam to czego szukałam. Może gdybys przeszedł przez kilka lub
            kilkanascie wg ciebie udanych rozmów a nie zostałbys nigdzie przyjety to
            zmieniłbyś swoje podejscie. Ja ci droga kolezanko życzę cierpliwosci. Moze zrob
            sobie mala przerwe w tych poszukiwaniu i odpocznij od wszystkich glupich
            komentarzy :-)

            Pozdr

            Ps. Nie daj sie wypedzic z kraju. Jeszcze los sie odmieni :-)
            • maczacza Skoncz z glupia demagogia 06.08.02, 15:13
              _sindi_ napisała:

              > A może bys tak przeczytał baranku, że dziewucha pracuje. Nie robi tego o czym
              > marzy ale cos robi i nie siedzi na dupie z założonymi rekami, nie przebierała
              > tylko wziela to co było :-)
              No wiec jak roznica? Robi byle co, wiec traci czas. Gdyby tylko szukala lub
              nawet pracowala za darmoche ale robila to, co jest zgodne z wytyczona sobie
              droga, bylaby w lepszej sytuacji.
              Jesli nie stac jej na to, to trudno, w tej sytuacji to sila wyzsza.
              Osobiscie wzialem w przeszlosci prace za 1/3 poprzedniej kasy, by robic to co
              chce. Bardzo dobry krok !


              Przerabiałam szukanie pracy wielokrotnie. W chwili
              >
              > obecnej mam to czego szukałam. Może gdybys przeszedł przez kilka lub
              > kilkanascie wg ciebie udanych rozmów a nie zostałbys nigdzie przyjety

              Mam nadzieje, ze to zart. Wyslalem 1200 CV, przeszedlem grubo ponad 100 rozmow
              szukajac pracy ktora chcialem

              to
              > zmieniłbyś swoje podejscie.

              Nie, nie zmienilbym. Zawsze daze do celu. Nie macie autentyucznego
              samozaparcia. Moze macie chociaz zaparcie. na to dobra jest lewatywa.

              Ja ci droga kolezanko życzę cierpliwosci. Moze zrob
              >
              > sobie mala przerwe w tych poszukiwaniu i odpocznij od wszystkich glupich
              > komentarzy :-)

              Tak, koniecznie zrob sobie roczna przerwe. Po roku na pewno z wieksza energia
              wrocisz do poszukiwan.
              Puknij sie w glowe dziewczyno, zanim komus udzielisz rad az tak pomylonych.

              >
              > Pozdr
              >
              > Ps. Nie daj sie wypedzic z kraju. Jeszcze los sie odmieni :-)
              • Gość: mamosz Re: Skoncz z glupia demagogia IP: *.acn.pl / 10.128.131.* 06.08.02, 15:44
                Przeczytalasm sobie te posty i wniosek nasunął mi sie jeden.Podstawowy bład
                jaki popełnili pracodawcy to bylo płacenie smarkaczopm po studiach dużych(za
                dużych) pieniędzy i teraz jest tragedia - pracuję za 1/3 poprzedniej kasy...i
                bardzo dobrze powinno się płacic za doświadczenie i fachowość, a nie za sam
                fakt ukończenia studiów.Po za tym co to znaczy,że 35 lat to jakaś magiczna
                granica.W tym wieku człowiek dopiero staje sie pelnowartościowym pracownikiem
                bo jest dorosły i nabiera trochę pokory.
                Po za tym gdzie jest powiedziane,że świezo upieczony magisrterek z wyposażeniem
                podstawowym czyli 2 języki biegly komputer + dyplom ma obejmować odpowiedzialne
                stanowiska w miedzynarodowych firmach.A szkoły,przedszkola,instytucje
                budżetowe ...to też są miejsca pracy.Troche pokory kochani a będzicie mniej
                sfrustrowani.W Stanach czekają na Was odpowiedzialne stanowiska
                sprzataczek,budowlańców i pomocy domowych więc jeśli po to zdobywaliscie te
                dyplomuy to pa pa.Specjalistow to oni sobie lepszych wyksztalcili sami
                • munde Re: Skoncz z glupia demagogia 06.08.02, 16:13
                  Gość portalu: mamosz napisał(a):

                  > Przeczytalasm sobie te posty i wniosek nasunął mi sie jeden.Podstawowy bład
                  > jaki popełnili pracodawcy to bylo płacenie smarkaczopm po studiach dużych(za
                  > dużych) pieniędzy i teraz jest tragedia - pracuję za 1/3 poprzedniej kasy...i
                  > bardzo dobrze powinno się płacic za doświadczenie i fachowość,

                  Uwaga ze wszchmiar sluszna. Ale: Czy polski rynek pracy jest normalny? Czy
                  Polska 2002 to kraj normalny?
                  Osobiscie mialem incydent "powrotu do macierzy". Dostalem piekne pieniadze
                  tylko za fakt posiadania "doswiadczenia zagranicznego" i biegla znajomosc ang.
                  Wtedy nie mialem nawet skonczonego college. Sielanka trwala krotko , i dobrze.

                  a nie za sam
                  > fakt ukończenia studiów.Po za tym co to znaczy,że 35 lat to jakaś magiczna
                  > granica.W tym wieku człowiek dopiero staje sie pelnowartościowym pracownikiem
                  > bo jest dorosły i nabiera trochę pokory.

                  Absolulnie tak. Przyczyny: Patrz wywod powyzej nt. "normalnosci". Pamietam, jak
                  w w nowojorskiej TV zmieniano speakerow. Mlode, jurne laski zastapili ludzie
                  ok.50- tki.
                  Wynikalo to z tego, ze wiekszosc programow (a co za tym idzie reklam i kasy)
                  adresowana jest do ludzi z doswiadczeniem , stazem i co oczywiscte- kasa.
                  Dla odbiorcy programu wiarygodniejszy jest redaktor w jego wieku i stylu.



                  > Po za tym gdzie jest powiedziane,że świezo upieczony magisrterek z
                  wyposażeniem
                  >
                  > podstawowym czyli 2 języki biegly komputer + dyplom ma obejmować
                  odpowiedzialne
                  >
                  > stanowiska w miedzynarodowych firmach.A szkoły,przedszkola,instytucje
                  > budżetowe ...to też są miejsca pracy.Troche pokory kochani a będzicie mniej
                  > sfrustrowani.

                  Pokora? U kogo ? U rodakow? To Ci nie wyszlo.. ;-)))

                  W Stanach czekają na Was odpowiedzialne stanowiska
                  > sprzataczek,budowlańców i pomocy domowych więc jeśli po to zdobywaliscie te
                  > dyplomuy to pa pa.Specjalistow to oni sobie lepszych wyksztalcili sami

                  Rowniez sedno sprawy ale i odrobina demagogii... specjalisci z Rosji lub Indii
                  doskonale radza sobie tu w IT.
            • Gość: akaWill Re: Po roku szukania poddałam się :-( IP: *.227.252.64.snet.net 06.08.02, 18:03
              _sindi_ napisała:


              > Ps. Nie daj sie wypedzic z kraju. Jeszcze los sie odmieni :-)

              Wypedzic? Co Ty _sindi_? My tu o opcjach nie o wypedzaniu, nawet jezeli
              maczacza ujal sprawy agresywnie. A losowi trzeba pomoc, co nie nastapi w
              poczuciu rezygnacji. Byc moze Przegrana rzeczywiscie potrzebuje przerwy i to
              wszystko. Tak czy owak powinna jej sie ta dyskusja przydac. Czego szczerze
              zycze.
      • ewa.w Nie poddawaj się!!! 08.08.02, 22:27
        Masz pracę i szukasz kolejnej. Więc nie jest tak źle. Ja byłam bez pracy 11
        miesięcy. Ale stał się cud i od miesiaca pracuję. I zdarzyła mi się
        najwspanialsza praca pod słońcem - czasem warto czekać ;)
        Widzę wśród znajomych, że już się coś ruszyło na rynku. Znajdują pracę. Więc
        wierzę, że i Tobie się uda. A tymczasem zaciśnij zęby i szukaj dalej - na pewno
        znajdziesz tę wymarzoną pracę.
        Pozdrawiam
        Ewa
      • Gość: GJD Re: Po roku szukania poddałam się :-( IP: *.asm.bellsouth.net 08.08.02, 22:37
        Wow...w zakladzie ,w ktorym pracuje przyjeliby Cie z "pocalowaniem reki" i za
        duze pieniadze.
        Pozdrawiam z pieknego, spokojnego poludnia USA.
        • bozena___l Poludnie czegos tam 09.08.02, 14:28
          Gość portalu: GJD napisał(a):

          > Wow...w zakladzie ,w ktorym pracuje przyjeliby Cie z "pocalowaniem reki" i za
          > duze pieniadze.
          > Pozdrawiam z pieknego, spokojnego poludnia USA.


          To bardzo fajnie, ciesze z tego, ze Ci sie powodzi.
          Poniewaz jednak Ty wyjechales z Polski, prawdopodobnie nie potrafisz zrozumiec
          ze sa ludzie, ktorzy wola robic byle co za byle jekie pieniadze, ale jednak we
          wlasnym Kraju.
          Takze ciesz sie ze swojej sytuacji i raczej nie zabieraj glosu w kwestiach,
          ktore Ciebie nie dotycza.
          Ludzie, ktorzy zdecydowali sie zmagac z niezbyt przychylna polksa
          rzeczywistoscia i tak nie beda Tobie zazdroscic, wiec trud daremny.


          • Gość: GJD Re: Poludnie czegos tam IP: *.asm.bellsouth.net 09.08.02, 22:13
            bozena___l napisała:

            > Gość portalu: GJD napisał(a):
            >
            > > Wow...w zakladzie ,w ktorym pracuje przyjeliby Cie z "pocalowaniem reki" i
            > za
            > > duze pieniadze.
            > > Pozdrawiam z pieknego, spokojnego poludnia USA.
            >
            >
            > To bardzo fajnie, ciesze z tego, ze Ci sie powodzi.
            > Poniewaz jednak Ty wyjechales z Polski, prawdopodobnie nie potrafisz
            zrozumiec
            > ze sa ludzie, ktorzy wola robic byle co za byle jekie pieniadze, ale jednak
            we
            > wlasnym Kraju.
            > Takze ciesz sie ze swojej sytuacji i raczej nie zabieraj glosu w kwestiach,
            > ktore Ciebie nie dotycza.
            > Ludzie, ktorzy zdecydowali sie zmagac z niezbyt przychylna polksa
            > rzeczywistoscia i tak nie beda Tobie zazdroscic, wiec trud daremny.
            >
            >
            MASZ RACJE NIE MA CZEGO ZAZDROSCIC, BO DO WSZYSTKIEGO DOSZLAM WLASNYM
            ROZUMEM I SILAMI. Z CZEGO NAJBARDZIEJ JESTEM DUMNA, ZE MOJA MATKA MOGLA
            ZOBACZYC DZIEKI MNIE TROCHE SWIATA.
            MOIM NAJWIEKSZYM SUKCESEM JEST MOJ SYN I MOJA RODZINA :)))))
            RESZTA TO DODATKI DO ZYCIA. OJCZYZNA TAM GDZIE DOBRZE.
            • bozena___l Re: Poludnie czegos tam 09.08.02, 22:48
              No wiec tym bardziej nie rozumim, czemu mial sluzyc ten poprzedni post?
              Draznieniu dziewczyny, ktora nie ma pracy, ktora jej odpowiada?
              Nie kazdy chce rejterowac z wlasnego kraju jak Ty,tylko po to by zarabiac by
              zarabiac kase i odpowiadac przy kazdej nowej znajomosci na pytanie "Where are
              you from ?" lub "Whwere is your accent from"?
              A jezdzic sobie po swiecie to my tez mozemy, spoko spoko.
              • dixit Re: Poludnie czegos tam 10.08.02, 12:25
                "rejterowac", "tylko po to by zarabiac zarabiac kase" hehehe...

                Jezeli zawodowa samorealizacje w normalnym kraju sprowadzasz do w/w sloganow,
                to chyba rzeczywiscie trudno bedzie Ci zrozumiec GJD.

                Pozdrawiam serdecznie (obie dyskutantki)
                • bozena___l Do Dixita 10.08.02, 17:50
                  A moze Dixitku, przeczytaj najpierw choc pare postow zanim zaczniesz sobie
                  ironizowac?
                  A wiec:

                  Gość portalu: GJD napisał(a):
                  >
                  > > Wow...w zakladzie ,w ktorym pracuje przyjeliby Cie z "pocalowaniem reki" i
                  > za
                  > > duze pieniadze.
                  > > Pozdrawiam z pieknego, spokojnego poludnia USA.
                  "Zaklad" to miejsce, gdzie GJD realizuje swe ambicje zawodowe? Zaklad, to
                  miejsce gdzie sie produkuje na ogol jakis syf przy tasmie
                  montazowej....Chociaz, w Polsce i takiej pracy nie ma za wiele, to moze o to
                  wlasnie chodzi, co?
                  A przegrana pewnie, przyjeli by tam chetne, bo przynajmniej zna angielski, w
                  odroznieniu od 2222 Meksykanek przy tejze wlasnie tasmie...
                  >
                  Z CZEGO NAJBARDZIEJ JESTEM DUMNA, ZE MOJA MATKA MOGLA
                  ZOBACZYC DZIEKI MNIE TROCHE SWIATA.
                  MOIM NAJWIEKSZYM SUKCESEM JEST MOJ SYN I MOJA RODZINA :)))))

                  Wiec jednak nie kariera zawodowa i samorealizacja? To raczej priorytety osob
                  glodnych kariery.
                  Nie ujmujac autorce, nie zabrzmiala raczej jak Maria Sklodowska- Curie
                  wypowiadajaca sie o swych osiagnieciach u szczytu kariery.

                  RESZTA TO DODATKI DO ZYCIA. OJCZYZNA TAM GDZIE DOBRZE.
                  Pewnie, po co wiec draznic demagogia?
                  A na poludniu USA owszem, jest pieknie i spokojnie. Zalezy jednak co kto lubi,
                  ja nie przepadam za suchym upalem i nie znam hiszpanskiego, wole wiec Polske i
                  Europe.
                  Rowniez pozdrawiam,
                  BL



      • Gość: Marcel Re: Po roku szukania poddałam się :-( IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 28.08.02, 12:50
        To może się zamienimy? Ja chętnie popracuję w tym biurze.
      • charissa Re: Po roku szukania poddałam się :-( 28.08.02, 14:40
        ja sie jeszcze nie poddalam, caly czas szukam. Ciagle mam nadzieje, ale chyba...
        tez mam jak Ty 26 lat, dobre studia i praktyke zagraniczna.
        Coz mi z tego, skoro nie znam odpowiednich ludzi na odpowiednich stanowiskach.
        Siedze na moim stolku za 750 zl miesiecznie i staram sie usmiechac do
        klientow...
        • newyork2 Do charissy 28.08.02, 17:21
          Nie wiem co dokladnie robisz,ale ja "usmiechajac sie" ( no, nie przesadnie...)
          znalazlem swa najlepsza w zyciu prace.
          Wyladowalem w US oczywiscie bez zadnych znajomosci i przeputalem 5 lat na
          budowach, potem zas wlasnie "pracowalem z klientem" ( customer service)przez
          pare lat.
          Stamtad wlasnie pochodza kontakty , ktore, mam nadzieje ustawily mnie zawodowo
          na reszte zycia.
          Jesli wyjedziesz do US, to tez Cie nie ominie szukanie znajomosc ;-)))
          • charissa Re: Do charissy 28.08.02, 19:41
            Bylam juz tam, znajomosci mam. Propozycje pracy tez. Mialam juz zalatwione
            pozwolenie na prace, tylko na samiutkim koncu okazalo sie ze pnienka w okienku
            w konsulacie wbila mi do paszportu pieczatke Application received on....

            juz dwa razy;-))

            teraz sprzedaje wczasy.........
            • newyork2 Re: Do charissy 28.08.02, 20:22
              Dlaczego wiec narzekasz ??!!


              "ja sie jeszcze nie poddalam, caly czas szukam. Ciagle mam nadzieje, ale
              chyba...
              tez mam jak Ty 26 lat, dobre studia i praktyke zagraniczna.
              Coz mi z tego, skoro nie znam odpowiednich ludzi na odpowiednich stanowiskach.
              Siedze na moim stolku za 750 zl miesiecznie i staram sie usmiechac do
              klientow..."
              • charissa Re: Do charissy 29.08.02, 09:25
                narzekam na to co jest tutaj.
                W Polsce nie mam zadnej propozycji pracy. Post poprzedni dotyczyl Stanow
                • newyork2 Chari ... 29.08.02, 15:36
                  Pytalem dlaczego majac wize, prace i kontakty w US, siedzisz w Polsce i
                  narzekasz na polska rzeczywistosc?
                  Albo wyjedz i nie narzekaj, albo swiadomie zrezygnuj z wyjazdu i tez nie
                  narzekaj.
                  Czy jak w Posce ktos zaoferuje Tobie te wymarzona prace, to wyjedziesz do
                  Wietnamu , by sobie troche ponarzekac, ze nie ma tam odpowiedniej dla Ciebie
                  pracy?
                  • charissa Re: Chari ... 30.08.02, 09:21
                    nie mam wizy!!!
                    • charissa Re: Chari ... 30.08.02, 09:25
                      gdybym miala wize juz dawno by mnie tu nie bylo. Nie badz wiec taki
                      przemadrzaly!!!O te wize do konsulatu pisali nawet moi byli- (i niedoszli)
                      pracodawcy, szukali innych sposobow , ale dowiedzieli sie, ze na decyzje
                      konsula nikt nie ma wplywu.
                      So welcome to Poland
                  • charissa Re: Chari ... 30.08.02, 09:22
                    bylam w USA na wymianie studenckiej, na praktykach. Wize dostalam (nawet dwie),
                    bylam jeszcze na studiach. Wrocilam grzecznie do Polski ( gdzie ja wtedy glowe
                    mialam) i staralam sie o wize po raz kolejny. Mam dwie odmowne pieczateczki w
                    paszporcie. Nie trzyma mnie nic w kraju - no tak bo taka prace to kazdy by
                    rzucil gdyby dostal cos lepszego.
                    Nie mam meza, pieciorga tlukacych sie i wrzeszczacych dzieciakow itd Nic mnie w
                    moim wspanialym kraju nie trzyma. A chyba moj angielski pogorszym sprawe, bo
                    sie troche unioslam, ze mi nie chca dac tej wizy i sie ladnie , bez zajakniecia
                    po angielsku klocilam. No wiec wyszlo, ze znam dobrze jezyk, mam wyzsze
                    wyksztalcenie, juz nakrecone kontakty, wiec na 100% chce wyjechac na stale

                    • newyork2 W takim razie 30.08.02, 14:51
                      przepraszam, umknelo to mej uwadze. W koncu z pracu pisze i czasami ktos glowe
                      zawraca a nieraz nawet trzeba pracowac ;-)))
                      Powodzenia w bojach o wize.
                      A
                      • Gość: chari Re: W takim razie IP: *.katowice.sdi.tpnet.pl 30.08.02, 16:03
                        dzieki.
                        i ciesze sie, ze doczytales do konca, bo sie troche zdenerwowalam ;-))
                        pozdrav
      • rumsfeld Do Maniaka 19.09.02, 14:41
        Piszesz o szukaniu amerykańskiej uczelni i robieniu tam doktoratu.
        W jaki sposób można znaleźć tam odpowiednią uczelnię (czytaj: chętną) i/lub
        promotora?
        Z góry dzięki za fatygę.
      • Gość: Tutejszy Re: Po roku szukania poddałam się :-( IP: *.ny325.east.verizon.net 20.09.02, 05:21
        Przez ostatnie 4 tygodnie szukalem pracy w swoim zawodzie i chcialbym sie
        podzielic moimi doswiadczeniami. Najwazniejszym dokumentem ktory trzeba
        przedstawic pracodawcy jest CV zwane tez Resume. Istnieje masa ksiazek na
        temat jak nalzey pisac prawidlowo CV, zasada jest prosta, osoba ktora
        ukonczyla studia powinna najpierw zamiescic informacje nt. ukonczonej szkoly,
        jakie przedmioty ukonczyl, dopiero dalej nalezy zamiescic informacje na temat
        wykonywanych prac, moga to byc prace nie zwiazane z zawodem ale wskazujace na
        aktywnosc danej osoby, wazne sa opisy wykonywanych czynnosci. Osoba ktora ma
        juz minumum 2 letnie doswiadczenie powinna najpierw zamiescic informacje o
        swojej ostatniej pracy i dokladnie opisac wykonywane czynnosci. Razem z CV
        nalzey wyslac Cover Letter ( List motywacyjny ) Najwazniejszym elementem tego
        dokumentu przedstawienie swoich kwalifikacji ktore wskazywalyby co firma moze
        zyskac zatrudniajac ciebie.
        To sa niby proste rzeczy ale nie sa tez zrozumiane przez wiele osob w Polsce.
        Przegladajac CV zamieszczane przez Gazete Wyborcza zauwazylem ze wiekszosc z
        nich jest napisana fatalnie ! Ktos wspomnial ze wyslal setki CV i nie dostal
        zadnej odpowiedzie. Nalezy sobie postawic pytanie dlaczego nie przyszlo
        zaproszenie na rozmowe. Domyslam sie ze zle napisane CV gdyz ktos jednak
        zostal zaproszony na rozmowe i otrzymal prace. Tu pojawia sie najwazniejszy
        element, szukanie pracy to ukladanie puzzli. To nie tylko PRACA ma nam pasowac
        ale takze my musimy pasowac do PRACY. Nasze kwalifikacje musza byc dokladnie
        takie jak oczekuje pracodawca. Nie ma wiec sensu wysylac setek CV ale
        skoncentrowac sie na tych ogloszeniach na ktore mozemy potencjalnie otrzymac
        odpowiedz i zaproszenie na rozmowe kwalifikacyjna.

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka