Gość: Uzo
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
21.07.05, 18:32
cały czas czytam tu, że nie ma pracy, że trudno dostać, a jak już nie ma
studiów, to w ogóle tylko za 500 zł...
a ja nigdy nie miałem większego kłopotu ze znalezieniem pracy, nawet, gdy
nagle sprzedano firmę, w której pracowałem, znalazłem kolejną prawie
natychmiast...
NIE MAM studiów! nie znam angielskiego! mam tylko doświadczenie i chyba
tupet, bo zawsze wysyłam CVki i LMki na stanowiska, w których firmy wymagają
wyższego wykształecenia i często j. angielskiego.
Nigdy nie podaję niższej stawki niż 2500 - 3000 netto...
i?
Zwykle około miesiąca zajmuje mi znalezienie nowej pracy...
nie chcę nikogo prowokować, nie o to chodzi mi w tym wątku, po prostu
zastanawiam się nad własnym... fenomenem ?! fuksem?!
myślałem, że może rynek pracy zmienił się bardzo od czasu, gdy ja ostatnio
szukałem pracy, więc zrobiłem eksperyment, wysłałem znowu swoje aplikacje do
3 firm, 2 z nich zaprosiły mnie na rozmowę i obie zaproponowały mi pracę...
zupełnie niechcący (miał być tylko eksperyment) w tej chwili jestem w trakcie
zmiany pracy - o jednej propozycji gdzieś tu pisałem, wymaga działalności
gospodarczej, druga to zwykły etat... obie w uprawianym przeze mnie
zawodzie...
dodam, że rzuciłem stawki zaporowe, żeby siebie samegi nie kusić, ale mimo to
obie dostałem...
zaraz mnie tu kilka osób pewnie obrzuci błotem :)
ale może wspólnie dojdziemy do jakiegoś mądrego wniosku, co ja takiego robię,
że te pracę dostaję? co tak działa na pracodawców, że chcieli pracownika z
wyższym wykształceniem, a przyjmują bez? a Ci z wyższym i znajomością języków
odpadają?!
ja obstawiam pewność siebie... a Wy?