Gość: :-(
IP: *.nowacom.pl
27.08.02, 12:37
Wlaśnie kończy się moja kariera kasjera w Biedronce. Pracowalem tam 2 tyg.
jako kasjer. Dziwne, bo kasjer powinien siedzieć w kasie i inkasować
należność za towar. Nic bardziej mylnego! Kasjer jeździ z paletami
wypełnionymi towarem na wysokość 2 metrów, układa towar na półkach, sprawdza
daty ważności, przenosi koszyki, sprząta cały sklep, biega w każde miejsce w
które go zawołają, no i w końcu spocony, brudny i zmęczony siada w kasie
gdzie robi wreszcie to do czego go rzeczywiście go zatrudniono. Nie ma
czasu, żeby wyjść do toalety, zjeść nawet w pośpiechu kawalek czegoś
jadalnego żeby nie umrzeć z głodu lub wypić łyka czegokolwiek mokrego żeby
nie uschnąć z pragnienia. Acha! Oczywiście pracuje się od 8 do 13 godzin! I
to za jedyne 700 zlotych brutto, bo to przecież 3/4 etatu. Ponadto
obowiązkowo kilka razy trzeba zebrać za to że pracuje się opieszale i zbyt
wolno. Koszmar!!!
A ludzie się dziwią, że w takiej biedronce, netto czy innym tego typu
sklepie jest czynna tylko jedna kasa, a kolejka ciągnie się kilometrami...
W tym kraju nigdy nie będzie normalnie...