vitmik
08.09.05, 09:30
Gdy pierwszy raz usłyszałem te historie,nie mogłem w nią uwierzyć.
Historia oczywiście rozpoczęła się w Polsce, powiedzmy w roku 2002.
Młody chłopak,zaraz po studiach ekonomicznych, bystry,znający języki
rozpoczął pracę w firmie usługowej. Jako samodzielny referent był od
wszystkiego i od niczego: kserował, przekładał dokumenty, roznosił faktury,
naprawiał komputery starszych pań w biurze (najczęściej nie wyjmowały
dyskietek i twierdził ze komp sie zepsuł, bawiło go to niezmiernie.
Aha,jeszcze jedno, komputer w jego pokoju słuzył tylko do pisania w
Wordzie,zeby wejsc do internetu musiał pytać sie szefa o zgodę. Nieważne,
faktz, że po miesiącu pracy dostał na łapkę 180 złotych, w drugim miesiącu
330. Zwolnił sie oczywiscie, bo nie po to uczył sie od 17 lat żeby zarabiać
takie gó..ane pieniądze. Oczywiście co miesiąc płacił jeszcze za bilet
miesieczny bo do pracy jechał prawie 1 godzine autobusem w jedna stronę of
course.
Przez miesiąc leżał brzuchem do góry, lecząc grypę której nabawił sie w
czasie jazdy zamrozonym autobusem,w jeden z ostatnich dni swojej pracy w
twejze firmie. (nota bene firma ma sie swietnie,zysk z roku na rok coraz
wyzszy).
Myślał co tu robić? W lutym nikt nie jezdzi do pracy do szwecji czy holandii,
nie byl studentem wiec i tak nie dostałby wizy do usa. co robić?
Mając pewne znajomosci (bo jak inaczej) rozpocal prace w administracji
lokalnej. tak jak sie spodziewał praca ta polegala na pierdzeniu w stołek,
uzeraniu sie ze starymi, myslacymi kategoriami sprzed 20 lat urzednikami,
kretynskiemu podporzadkowaniu sie biurokracji, debilnym unizeniu sie głupim i
chamskim petentom. pensja jednak go zadawalala bo byla 4 razy wieksza od
poprzedniej-1200 na reke. I tak przez bite 2 lata.
W miedzyczasie jego znajomi z podworka, absolwenci podtawowki,zawodowki, spz,
szkol specjalnych i zakladow poprawczych, zaczeli wychodzic z wiezien
(rozboje,pobicia,dragi, samochody).
Kazdy z nich ,nie wiadomo jak po kilku tygodniach jezdzil nowym samochodem,
plywał w zlotych łancuchach i przepijał fure pieniedzy w okolicznych
burdelach.
Utrzymywał z nimi poprawne kontakty, bo znali sie od dziecka. gdy powiedzial
im ile zarabia w swoim urzedzie jeden z nich wyjal plik 100-zlotowek, i nie
liczac ich spalil je na oczach naszego bohatera.
potem powiedzial mu ze jak bedzie dla nich pracowac to bedzie mial 10-razy
tyle. bylby u nich ekonomista i czlowiekim do spotkan z wyzszej klasy
przestepcami,tak mu to wyjasnili.
Nasz bohater oczywiscie odmowil,brzydził sie przestepstwem, nigdy nie byl
notowany,spisanay,ukarany,zadnego mandatu nic. czysty jak łza.
w tym samy dniu, wqrwiony do resztek przygoda ze spalonym plikiem pieniedzy
napisal cv i list motywacyjny do policji/albo cbs teraz nie pamietam. grunt
ze nie otrzymal zadnej odpowiedzi. po 3 trzech miesiacach jego zycie zmienilo
sie diametrialnie. jak myslicie co zrobil?