Gość: Ola
IP: *.tkdami.net / *.tkdami.net
25.10.05, 13:06
Chciałabym podzielić się moimi przemyśleniami i "doświadczeniem" odnośnie
rynku pracy i potencjalnych możliwośći zatrudnienia z punktu widzenia
studentki V roku studiów.
Mam 23 lata, za rok kończę zaoczne studia na kierunku ekonomiczno-finansowym
w średniej wielkości mieście. Studia podjęłam właściwie bez namysłu, bo
przecież 3/4 klasy z ogólniaka zamierzało kontynuować naukę, więc poszłam jak
to się mówi "z owczym pędem", zresztą już wtedy każdy powtarzał mi, że dziś
bez studiów mogę jedynie sprzedawać w warzywniaku.
Problem w tym, że tak naprawdę pracy dla 120 przyszłorocznych absolwentów z
naszego roku w naszym regionie NIE BĘDZIE i nie ma co liczyć na cud......
Przekonałam się o tym starając sie o pracę/staż podczas studiów. Jedyna
posada, jaką udało mi się otrzymać (i to niestety po protekcji) była posadą
barmanki w pubie, gdzie dniówka wynosiła 30 zł na rekę. Dodam, że znam dobrze
2 języki obce, mam prawo jazdy, jestem bardzo komunikatywną, dyspozycyjną i
podobno reprezentacyjną osobą.
Powiem tak: nie sądzę, żeby za rok, wraz z momentem ukończenia studiów moja
sytuacja zmieniła się diametralnie. Nie wierzę w to, że wtedy ja i moi
koledzy z roku staniemy się nagle potencjalnym celem pracodawców i mówiąc
najprosciej - nie sądzę, żeby nawet mała część nas otrzymała godną, normalną
pracę umysłową adekwatną do kwalifikacji. Nie jestem pesymistką, ale
otaczające realia staram się widzieć takimi, jakie są.
Pozostają dwa popularne ostatnio rozwiązania: wyjechać za granicę bądź do
większego miasta. Druga opcja jest już raczej mało realna, gdyż "boom" na
wyjazdy np. do stolicy już przeminął. Tam też juz jest nadmiar osób
poszukujących pracy i bez znajomości (których nie posiadam) raczej nie ma się
co pchać.
Wyjazd np. do Anglii? Owszem, ale po co w takim razie było 5 lat męczyć się
na studiach? Czy do sprzedawania hot-dogów bądź do opieki nad staruszką
potrzebny jest "mgr" przed nazwiskiem????
Poza tym - nie bardzo mam możliwość wyjazdu - ze względów rodzinno-osobistych.
Targana myślami i nieuchronnie zbliżającym się terminem pisania pracy i
pożegnania z uczelnią - szukam więc dla siebie miejsca na rynku pracy.
Ostatnio wpadłam na myśl, że skoro nie mogę znaleźć zatrudnienia - to
zatrudnię się sama.
Rozważam rozpoczęcie własnej działalności gospodarczej. W grę wchodzi mała,
jedno, dwuosobowa firma, powiedzmy sklep, punkt handlowo-usługowy. Dochodzi
jeszcze kwestia wyboru branży - w tym momencie rozważam kilka dziedzin, wybór
padnie zapewne na tą, w której czuję się "najmocniejsza" i do prowadzenia
której nie będę potrzebowała zatrudniać osób trzecich (koszty).
Pozostaje kwestia kapitału na rozruch przedsięwzięcia. Zamierzam skorzystać z
pomocy oferowanej przez PUP oraz ewentualnie zaciągnąć nieduży kredyt lub
skorzystać z pomocy rodziny (pożyczka).
Ciekawa jestem, co sądzicie na temat takiego rozwiązania? Interesują mnie
opinie studentów, absolwentów oraz wszystkich poszukujących zatrudnienia.
Pozdrawiam!