Dodaj do ulubionych

Propaganda sukcesu?!

IP: *.gdynia.mm.pl 30.01.14, 12:51
~40 lat, ukończona telekomunikacja na WAT pod koniec lat 90-tych, 4 języki (2 biegle i 2 komunikatywnie), doświadczenie w topowych firmach (różne branże i stanowiska).
Aktualnie prawie 6 lat w jednym miejscu więc rozglądam się za czymś nowym.
I totalna lipa. Te 6 lat temu nie było łatwo, ale teraz to już k... jakieś dno.
Dziesiątki testów technicznych, językowych, osobowościowych by na końcu dowiedzieć się, że walczyłem o kontrakt (elegancka nazwa umowy o współpracę) z miesięczną fakturą na 4 tys.
I te wszechobecne kretynki ery fejsbuka z różnej maści "agencji", które próbują rekrutować inżynierów.
Uznałem więc, że szkoda czasu/kasy na takie akcje i od razu podczas pierwszego kontaktu telefonicznego pytam o warunki zatrudnienia i wynagrodzenie.

Czy ja mam taki niefart, czy faktycznie jest aż tak słabo?
5500 na łapkę uważam za rozsądne wynagrodzenie na stanowisku inżynierskim średniego szczebla i to jest minimum poniżej którego nie schodzę. 7500 to suma, którą w obecnej sytuacji gospodarczej uważam za bardzo przyzwoite wynagrodzenie. Nie mówię tu o kilkunastu tysiącach, jakie zarabiałem w najlepszych czasach. Mam świadomość, że to już było i nie wróci więcej...
Poszukiwania dotyczą Trójmiasta. W Wawie może coś po znajomości by się znalazło, ale jak mam prowadzić drugie gospodarstwo domowe, to wolę już za granicą. Gdzieś, gdzie mi się podoba.
Czy jedynym wyjściem jest opuszczenie tego zadupia, któremu kiedyś służyłem?
Nie chcę tego robić, ale powoli faja mi mięknie i chyba na tym się to zakończy. Bo kopać się z systemem nie mam zamiaru.
Obserwuj wątek
    • Gość: quicksortprogramer no przecież mamy zieloną wyspę IP: *.dynamic.chello.pl 30.01.14, 17:51
      > Dziesiątki testów technicznych, językowych, osobowościowych by na końcu dowiedz
      > ieć się, że walczyłem o kontrakt (elegancka nazwa umowy o współpracę) z miesięc
      > zną fakturą na 4 tys.

      Witam w klubie "Tania siła robocza w białym kołnierzyki". Pamiętaj, że KAŻDY specjalista może zostać zastąpiony przez SKOŃCZONĄ liczbę studentów informatyki. Rekrutowany pracownik ma być tani dla pracodawcy. Budżet na jego pensję został określony przed odpaleniem procesu rekrutacji. I nic tego budżetu już nie zmieni. To jest (chyba) główne kryterium przy przyjmowaniu do pracy. Kandydat ma mieć krótki staż pracy (żeby nie oczekiwał wysokiego wynagrodzenia), ma mieć nikłe doświadczenie zawodowe (żeby nie egzekwował swoich praw pracowniczych) i ... do roboty.

      > Uznałem więc, że szkoda czasu/kasy na takie akcje i od razu podczas pierwszego
      > kontaktu telefonicznego pytam o warunki zatrudnienia i wynagrodzenie.

      Też tak postępuję. Rozmowa kończy się po 10 minutach z oburzeniem jak śmiem pytać od razu o kasę i warunki. Ano śmiem, bo pracuję kilkanaście lat i wiem w czym jestem dobry, znam swoje kompetencje, wiem czego nie umiem oraz jakich zadań się nie podejmę.

      > Nie chcę tego robić, ale powoli faja mi mięknie i chyba na tym się to zakończy.
      > Bo kopać się z systemem nie mam zamiaru.

      Pytanie: jaki jest teraz szczyt bezczelności ?
      Odp: Zagłosować na PO a potem wyjechać z kraju.
      (to tak na rozluźnienie i zakończenie)
      • Gość: asbierzeraz Re: no przecież mamy zieloną wyspę IP: *.nwrknj.fios.verizon.net 30.01.14, 18:29
        > Witam w klubie "Tania siła robocza w białym kołnierzyki". Pamiętaj, że KAŻDY sp
        > ecjalista może zostać zastąpiony przez SKOŃCZONĄ liczbę studentów informatyki.

        Widze w tym temacie analogie do tego co sie dzieje w USA. Tutaj raczej prawda byloby podobne zdanie:
        Pamiętaj, że KAŻDY specjalista może zostać zastąpiony przez SKOŃCZONĄ liczbę Hindusow.

        Wyglada na to, ze w Polsce role Hindusow pelnia studenci informatyki, pewnie dlatego, ze Hindusom nie chce sie uczyc jezyka polskiego.

        W praktyce jednak widac, ze nie wszystkich specjalistow zastepuje sie Hindusami (lub studentami informatyki?). Tutaj jest spora grupka "niezastapionych" (nie wiem tylko na jak dlugo):

        www.komputerowcy.org/main.php
      • Gość: dziadek Re: no przecież mamy zieloną wyspę IP: *.gdynia.mm.pl 31.01.14, 07:46
        > Witam w klubie "Tania siła robocza w białym kołnierzyki". Pamiętaj, że KAŻDY sp
        > ecjalista może zostać zastąpiony przez SKOŃCZONĄ liczbę studentów informatyki.
        > Rekrutowany pracownik ma być tani dla pracodawcy. Budżet na jego pensję został
        > określony przed odpaleniem procesu rekrutacji. I nic tego budżetu już nie zmien
        > i. To jest (chyba) główne kryterium przy przyjmowaniu do pracy. Kandydat ma mie
        > ć krótki staż pracy (żeby nie oczekiwał wysokiego wynagrodzenia), ma mieć nikłe
        > doświadczenie zawodowe (żeby nie egzekwował swoich praw pracowniczych) i ... d
        > o roboty.

        Też do takich wniosków dochodzę. Ma być tanio. Reszta się nie liczy.


        > Też tak postępuję. Rozmowa kończy się po 10 minutach z oburzeniem jak śmiem pyt
        > ać od razu o kasę i warunki. Ano śmiem, bo pracuję kilkanaście lat i wiem w czy
        > m jestem dobry, znam swoje kompetencje, wiem czego nie umiem oraz jakich zadań
        > się nie podejmę.

        U mnie w większości przypadków też tak rozmowa się kończy.


        > Pytanie: jaki jest teraz szczyt bezczelności ?
        > Odp: Zagłosować na PO a potem wyjechać z kraju.
        > (to tak na rozluźnienie i zakończenie)

        To może chociaż na PSL? Żeby nie nasr... sobie całkowicie w CV. I tak wejdą w komitywę.
        • Gość: xxx Re: no przecież mamy zieloną wyspę IP: *.dynamic.chello.pl 31.01.14, 19:42
          serio pomyślelibyście 10 lat temu że scena polityczna będzie tak wyglądać ? ja jednak 12 lat temu jak uzyskałem prawa wyborcze miałem nadzieje na rodzącą się Polską demokrację, na ten kraj. Nie wiem jak mogliśmy spaść tak nisko... o czymś to świadczy.
          W sumie to jak przemyśli się, przejrzy dane statystyczne, to ciągle efekt wojny i zdrady zachodu w '45... Zobaczcie jakie państwa mają do d** demografie.. od Niemiec na wschód. Francja, UK mają normalną zastępowalność pokoleń. Po '89 też nas wydymali, wyciągają z europy środkowo wschodniej wszystko co wartościowe (czyli nas) a nie dają prawie nic.... dotacje unijne, śmiechu warte coś jak tania wódka dla ludu... lol ale kij w mrowisko, no ale co tam to pojedźcie teraz na maksa...po wszystkim i wszystkich
            • Gość: xxx Re: no przecież mamy zieloną wyspę IP: *.dynamic.chello.pl 02.02.14, 16:07
              Najważniejsze to żebyś znał język. Dla mnie Malta była by za męcząca - gorąco. Też zastanów się czy chcesz kupić tam docelowo nieruchomość, posprawdzaj ceny, czy nie wstrzelisz się w bańkę...
              Irlandia ciągle wygląda kusząco - niskie ceny nieruchomości, dobre wynagrodzenia, dość dobry klimat (zwłaszcza Dublin) - nie za zimno, nie za gorąco, choć deszczowo. Można kupić jeszcze dość tanio domek na country side jakieś 20km od Dub np. w Maynooth. Ludzie i społeczeństwo na bardzo wysokim poziomie - miłe, przyjazne. Ceny konsumenckie tylko wyższe niż np. w Niemczech. Do tego język angielski. Od północnych Włoch po Danię generalnie super klimat, porządek i wysoki standard życia, ceny nieruchomości to już różnie, oczywiście piszę to IMHO bo co kto lubi.
              • Gość: dziadek Re: no przecież mamy zieloną wyspę IP: *.dynamic.chello.pl 02.02.14, 20:03
                No właśnie nie wiem, czy chcę wyjechać na zawsze, czy na jakiś czas.
                W PL mam dom, którego nie planuję sprzedać, bo za dużo serca w niego włożyłem. Poza tym, jeżeli noga mi się powinie, to zawsze mam gdzie wrócić. Dzieci nie mam, żona pojedzie wszędzie, byle było fajnie, ciepło i przyjemnie. Też ją już wq... to padło.
                IRL raczej odpada, za dużo deszczu, a ja lubię słońce i ciepło (chociaż nartami też nie gardzę).
                Jedyna powód za IRL to język - angielski znam biegle, poza tym rosyjski (przydał się w jednej robocie i to konkretnie). Hiszpański i włoski znam komunikatywnie, dukam trochę po niemiecku.
                Trochę uczę się francuskiego i portugalskiego.
                Z językami też ciekawa sprawa. Niedawno spory bank, już nie pamiętam który, szukał fachowca od IT z hiszpańskim (i angielskim off corse). Oczywiście zlecili to jakimś amatorom z international HR solutions. To był chyba pierwszy raz, kiedy sami do mnie zadzwonili.
                Pytam więc ile, a ile chcę, pyta panna na wydaniu, myślę sobie IT i hiszpański to dość niepopularne połączenie, pojechałem po bandzie - 10,5 brutto, co?!, mamy budżet na 5500 odpowiada panna z iHRs. To se k... poszukajcie bezrobotnych absolwentów filologii i zróbcie z nich inżynierów, albo zaimportujcie bezrobotnych Mexów. End of call.
                Trza się szanować. No nie?!


                Napisz coś więcej o robocie na Malcie. Jak PIS dojdzie do władzy, to wpis w CV z tak katolickiego kraju może się przydać.
                • Gość: xxx Re: no przecież mamy zieloną wyspę IP: *.dynamic.chello.pl 03.02.14, 21:20
                  Hehe, serio tak jej odpowiedziałeś :D, można było jeszcze to spróbować wygrać, powiedzieć co ma powtórzyć swojemu managerowi... Niemniej satysfakcja bezcenna. Faktycznie z waszymi wymaganiami Irlandia odpada i z tego co sam piszesz celował bym w północ Włoch, Austrię, Szwajcarię albo południe Niemiec... tylko widzisz mnie wk**wia że to Niemcy i to wystarczy. Do tego ceny nieruchomości w zachodnich Niemczech poszły ostro w górę, pozostałych lokalizacji, cen nie znam. Niemniej góry, klimat (polecam posprawdzać weatherspark.com/), morze pewnie coś pod Was.
                  Najgorsze jest niezdecydowanie. Z powrotami i próbami to jest tak że przechodzisz kolejne fazy, zresztą poczytaj sobie na powrotnik.eu co ludzie piszą. Najpierw wszystko jest nowe, ładne, ciekawe i Ci się podoba, potem zaczynają cię wnerwiać niektóre rzeczy ale dalej czujesz że jest fajniej, potem wracasz do PL na wakacje i wydaje Ci się... dziko jeszcze trochę, może nie tak ładnie ale idziemy w kierunku zachodu to widać, piękny kraj, wszystko idzie do przodu, a może wracajmy ?.. może coś tracimy i tak się bujasz a potem wracasz, wracasz i nokaut znów Cię szlak trafia bo i owszem niby lepiej niż było ale Ojczyzna i jej absurdy, nieżyciowe zwyczaje i prawa tak Ci dokopią tak szybko że pakujesz walizki i emigrujesz już na stałe... tylko po co tak się bujać...no cóż chyba po to żeby każdy sam się przekonał że tego chce, a i tak pewności nigdy nikt nie ma, ale w końcu zawsze trzeba męskich decyzji i możliwie nie patrzeć wstecz.
                  • Gość: dziadek Re: no przecież mamy zieloną wyspę IP: *.gdynia.mm.pl 04.02.14, 11:40
                    Moim zdaniem to próbkowanie na zasadzie "za ile najmniej jelenie będą zap...".
                    Jeżeli są to przedsiębiorstwa prywatne należące do polskiego wąsatego biznesmena, to jeszcze potrafię sobie to wytłumaczyć - im mniej pójdzie do pracowników, tym więcej na gadżety dla właściciela. I to normalne, bo każdy ciągnie do siebie.
                    Ale jeżeli są to koncerny zachodnie, o rozproszonym akcjonariacie, gdzie po prostu właściciel jest bliżej nieokreślony, to dochodzi do patologii. Mam wrażenie, że polscy kierownicy/dyrektorzy chcą być bardziej święci od samego papieża, co w ich nomenklaturze, pochodzącej z podręcznika młodego menadżera oznacza "zapłać jak najmniej", "utrudniaj wykorzystanie urlopu" i typ podobne tricki. Mimo, że nie płacą ze swojej kasy, ani nie dają urlopu ze swojej puli. To co oni zaoszczędzą przejedzą w oddziale w innej części świata. Ale to już jest poza percepcją większości jełopów.
                    Po prostu sami Polacy tworzą takie patologie.
                    Konkretny przykład - na początku cywilnej drogi pracowałem w Siemens - dopóki kluczowe stanowiska zajmowali Niemcy, było naprawdę git. Konkretna robota, konkretna kasa, konkretne gadanie, żadnego korporacyjnego bełkotu. Jak Niemcy zaczęli się wycofywać i stanowiska zaczęli przejmować Polacy to rozpoczął się okres wypaczeń. Mnie akurat to nie dotknęło, bo miałem naprawdę mega przełożonych - pozdrawiam Artura i Tomka!
                    Ale w działach obok była masakra.
                    Przykład drugi - na stopa wziąłem kiedyś w Zagłębiu, w okolicach Będzina, panią, która spieszyła się do pracy w Real. Rozdygotana poprosiła, czy mogę ją podrzucić pod samo wejście, bo autobus nie przyjechał, a odkąd w Realu Niemców zastąpili Polacy to jest permanentny mobing. I jak się spóźni, to ma przej...


                    Ten kraj jest po prostu chory, bo takim go tworzą sami Polacy. Zaborcy i okupanci wiedzieli co robią, wybijając inteligencję.

                    Co do powrotów, nostalgii, etc. - że niby wierzby płacące, muzyka Chopina, swojskie krajobrazy. Służyłem temu krajowi i już się z tego wyleczyłem. Uważam, że ważniejsze od bycia patriotą jest po prostu bycie dobrym człowiekiem. Taka humanistyczna idea ;-)
                    Chata na pewno zostanie więc zawsze jednak będzie gdzie wrócić.

                    Włochy są jak dla mnie idealne (zimą narty, latem decha i to w promieniu 100km), ale mam z nimi sporo kontaktów i raczej na razie jest lipa z robotą. Przynajmniej tą dobrze opłacaną. Ale za 2-3 lata, kto wie. Myślałem też o RSM - rosyjski się przyda ;-)

                    Myślę, że w pierwszym kroku uderzę jednak na Luxemburg. Poczytałem i wygląda rozsądnie. Powysyłam trochę aplikacji w kwietniu i na weekend majowy uderzę na rozmowy, o ile będzie odzew. A ofert jest od groma. I to bardzo ciekawych.

                    • Gość: xxx Re: no przecież mamy zieloną wyspę IP: *.dynamic.chello.pl 04.02.14, 13:32
                      Wiesz ja mam takie same doświadczenia. Raz tylko miałem dobrego szefa w polskim oddziale i to przez ładne 5 lat. Co prawda *nigdy* sam z siebie mnie nie pochwalił, nie dał premii a o podwyżki musiałem walczyć rzucając co rok, dwa papiery ale pomijając to facet bardzo rozsądny. Potem zastąpił go jakiś dureń i powiedział "jak ci się nie podoba to idź sobie", no i na następny dzień miałem już nową pracę i niemieckiej korporacji... pomijam że dla firmy napisałem prawie bezbłędny zaawansowany soft, na którym pracowało >10tyś ludzi w >10 oddziałach robiąc samemu za mały team programistów, dając z siebie często wszystko, miałem własne zdanie, widziałem złe zmiany więc musiałem zostać odprawiony z kwitkiem.

                      Natomiast to co potem zobaczyłem w polskim oddziale tego niemieckiego koncernu to już się nie da opisać, mobbing, zwykłe kłamstwa przełożonych, chamówa, wyzysk itd... pracowałem też w jego zachodniej filii i oni cierpią na inną chorobę, ale tej chamówy i upadlania ludzi na co robią Polacy ze swojego oddziału to tam nie ma.

                      i uważam że masz rację, po prostu ten naród spadł nisko, ale nie tracił bym nadziei wiesz ta cała emigracja może kiedyś odwróci monetę, ludzie wychodzą jednak z ciemnogrodu, i widzą że można myśleć inaczej.
                      powodzenia na rozmowach!
    • Gość: xxx Re: Propaganda sukcesu?! IP: *.dynamic.chello.pl 30.01.14, 21:02
      No właśnie na naszym grajdole -3miasto raczej nic ciekawego się nie dzieje, ot te same firmy co były parę lat temu, chyba zero inwestycji greenfield. Chociaż z drugiej strony jako programista stwierdzam że biedy nie ma mamy Intela, Sparteza/Atlassiana, Misys, LH i Jepessena, GE, Blue, Adve, Compuware, Asseco z 2-3 banki, 3-4 inne instytucje finansowe i z kilkadziesiąt małych firm, może niektóre małe i kijowe ale są. Nie wiem jak to wygląda w innych dziedzinach.
      Niektóre tendencje są niepokojące np. powstałe "potworki" typu "sii", co to w ogóle za twór...na wyspach jak ktoś chce pracować na kontrakt to się rejestruje i tyle, a tu jak zwykle wyzysk młodych gniewnych (naiwnych)

      Na rynku pracy ciągle jest wyż, sporo osób przyjeżdża do trójmiasta z wioch, niektórzy się cenią inni mają raczej niskie standardy.. ale jak ktoś lubi kanapki z musztardą to potem robi za pół darmo...za trzech w bylejakości. Firmy też często mają wylane na jakość i generalnie zarządzanie ludźmi, ot jak fabryka...raczej każdy patrzy że samo się robi i spycha ma większego czarnucha, a potem to całe g. wszystko dostaje do roboty czarnuch w Polsce, który przyjechał do większego miasta z wiochy, mieszkający na wynajmie/spłacający 2 pokoje na kredyt we franku, jeżdżący spawanym z 2ch audi/wv/itp/ "igiełką", robiący zakupy w biedronce...... dla niego to i tak postęp, tylko po co się zajeżdżać dla takiej roboty?, a część ludzi nie daje się rąbać i się zwalnia, idzie do lepszych firm, na lepsze oferty albo wyjeżdża... ale mądrość idzie z doświadczeniem...rynek będzie dojrzewał... dobrze żebyśmy szli w jakość, która się broni nie ceną i własne przedsiębiorstwa (tylko jak w tym chorym systemie..)
      ... i potem tylko śmieszy zdziwienie managementu czemu projekty się nie udają... winni pewnie się znajdą, zazwyczaj ci co odeszli albo technologia lub metodyka....
      tyle mojej obserwacji.
      • Gość: dziadek Re: Propaganda sukcesu?! IP: *.gdynia.mm.pl 31.01.14, 08:01
        Zgodzę się, że dla programistów jest tu trochę roboty, ale zarobki wcale nie są tak wysokie, jak to przedstawia propaganda. I oczywiście zadaniowy czas pracy, co w praktyce oznacza zap... po kilkanaście godzin dziennie.
        Dla pozostałych inżynierów tej pracy jest już nieco mniej i za dużo mniej.
        Konkretny przykład - duża firma produkcyjna z branży spożywczej - do uruchomienia linia produkcyjna kupiona za kilka tłustych baniek ze wsparciem unijnym - potrzebny Leonardo z umiejętnościami od informatyki po automatykę przemysłową, SEP i angielskim.
        Dotarłem do ostatniego etapu i pierwszy raz w życiu usłyszałem stawkę godzinową - kilka złotych za godzinę (nie pamiętam ile dokładnie), co w rozliczeniu miesięcznym wychodziło mniej niż 2 tys.

        Teza z wsiokami i musztardą kontrowersyjna, ale coś w tym jest.
    • Gość: N. Re: Propaganda sukcesu?! IP: 5.174.1.* 02.04.14, 23:54
      Szukaj przez znajomych (ze studiów, z pracy i z poprzednich prac). Jeśli jesteś dobry, dobrze się z tobą współpracowało, ludzie wiedzą, co umiesz i co chcesz robić, to znajdziesz pracę ciekawą, wygodna i dobrze płatną (>10tys.). Jeśli zaś współpracownicy nie mają o Tobie dobrej opinii, to pozostaje szukanie poprzez ogłoszenia, ale - jak sam się przekonałeś - daje mniejsze szanse na odpowiadającą i popłatną pracę.
    • katja.asd Re: Propaganda sukcesu?! 18.06.14, 20:59
      Ja się zastanawiam, gdzie niby jest ta praca dostępna od ręki i dobra płaca. Póki co, zauważam x etapów rekrutacji, olewanie, wydziwianie i oburzenie, że w ogóle chcę kasy. Pewnie każdy poniżej 30 lat (mam 26) powinien robić na darmowym stażu. W dupach się rekruterom poprzewracało. Przynajmniej w Trójmieście.

      Czasem mam wrażenie, że skończę na zmywaku, gdzie będę liczyć talerze w pięciu językach i układać najbardziej optymalne algorytmy czyszczenia garów. Firmy chyba wcale nie chcą kumatego i szybko uczącego się pracownika, ale takiego, co będzie siedział cicho.

      Uczę się norweskiego. Chciałabym zdobyć parę lat doświadczenia w PL i wyjechać. Ale może to jednak głupi pomysł z tym doświadczeniem.
          • Gość: xgda Re: Propaganda sukcesu?! IP: *.dynamic.chello.pl 19.06.14, 01:34
            pomijając że

            "x etapów rekrutacji, olewanie, wydziwianie i oburzenie, że w ogóle chcę kasy."

            to polska norma (a pewnie i nie tylko polska), to mimo to po przebrnięciu ja obserwuję że praca dla programistów jest i nikt kogo znam nie zmienia teraz pracy za miskę ryżu. Może programowanie baz to jakaś dziwna nisza nie wiem.

            Fakt też że jak nie znasz rynku i aplikujesz w ciemno to pewnie można się sfrustrować bo rozstrzał pomiędzy firmami (zarobkowy, w podejściu itd) na pewno jest.
              • Gość: x Re: Propaganda sukcesu?! IP: *.dynamic.chello.pl 19.06.14, 18:02
                żartujesz ? prowokacja ?
                może masz jakieś opory/kompleksy/strach/<wpisz właściwe> i ktoś cię dyma w jakiejś małej firmie. Przecież pierwsza z brzegu oferta

                www.pracuj.pl/praca/software-engineer-gdansk,oferta,3445515
                senior

                www.pracuj.pl/praca/senior-software-engineer-gdansk,oferta,3453373
                Nie każda firma podaje widełki ale te z Kainos to nie są przecież najwyższe na rynku tylko taka korpo-norma.
                • Gość: ? Re: Propaganda sukcesu?! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.06.14, 01:06
                  Aplikowałem np. na:
                  www.scigani.pl/praca-it/17883/praca-programista-jee-java-python-net-dla-claran-consulting-enginners/

                  kwartał temu (oferta była na pracuj.pl) oraz na:

                  www.akt-ag.de/9.204.0.0.1.0.phtml
                  praca.money.pl/it-anwendungsentwickler,braunschweig,oferta,11340831.html

                  (oferta również była na tym samym portalu)
                  Brak odzewu.

                  Inne jak aplikowałem do Warszawy to powiedzieli, że chcą kogoś po UW lub Politechnice Warszawskiej. W Łodzi do banku na początkowym etapie już odpadłem, bo przecież kandydat musi spełniać dokładnie te kryteria co są w ofercie pracy.

                  np. miałem też z 15 telefonów (od różnych rekruterów z Polski), w których się pytałem o możliwość pracy np. w Anglii czy Niemczech, rekruterzy powiedzieli mi, że tak zapotrzebowanie jest duże, ale żadnej oferty nie mogli mi przedstawić (żadnej oferty pracy nie mieli)! (czyli niby jest praca, ale jej nie ma!)

                  Miałem też telefony od rekruterów z Anglii i Niemczech (również w j. niemieckim) i schemat jest ten sam. Kontakt urywa się po pierwszym telefonie tzn. wysyłam CV i już brak odpowiedzi.

                  To widać takie (tj. żadne) jest zainteresowanie programistami w Polsce i za granicą.

                  • Gość: x Re: Propaganda sukcesu?! IP: *.dynamic.chello.pl 20.06.14, 21:58
                    >>> praca-programista-jee-java-python-net-dla-claran-

                    Jak widzę coś takiego, jeszcze z takim przedziałem zarobków to od razu wiem że to nie jest żadna oferta pracy tylko łapanka i rekruter, jak słusznie zauważyłeś chce tylko zdobyć CV.
                    To ich praca, idą do firm i mówią że maja wielu programistów idą do programistów i opowiadają bajki o firmach. Dzięki temu udaje im się zwabić czasem dwie strony i zawrzeć deal i zgarnąć prowizję. Następnego dnia sprzedają używane samochody ;-). W tym wypadku nigdzie nie aplikowałeś.

                    Nie wszystkie oferty agencji z wysp są takie, ale w tych prawdziwych też częstą praktyką jest bajkopisanie... taka praca handlowca ;] nic nie poradzisz.

                    > Inne jak aplikowałem do Warszawy to powiedzieli, że chcą kogoś po UW lub Polite
                    > chnice Warszawskiej. W Łodzi do banku na początkowym etapie już odpadłem, bo pr
                    > zecież kandydat musi spełniać dokładnie te kryteria co są w ofercie pracy.

                    podobno zdarza się, te 1-1 to czasem, bo korpo potrafi spieprzyć wszystko i tak na prawdę przez to cv nie trafi nawet w ręce osoby, która będzie w stanie je ocenić. Słyszałem o tym, ale mnie to nie spotkało.

                    > np. miałem też z 15 telefonów (od różnych rekruterów z Polski), w których się p
                    > ytałem o możliwość pracy

                    Raczej daruj ich sobie...chyba że mają coś konkretnego. Ja mam profil na linkedin i dostaję od nich oferty pod konkretne projekty rekrutacyjne jak i od pracodawców bezpośrednio. IMHO lepiej próbować bezpośrednio, w dalszej kolejności przez agencje.
                    Inna sprawa że "kreatywny" agent w uk (nie wiem jak w Polsce) podrasuje Ci CV przed wysłaniem do pracodawcy.. tacy sprzedawcy kity ale przynajmniej przejdzie sito.

                    > To widać takie (tj. żadne) jest zainteresowanie programistami w Polsce i za gra
                    > nicą.

                    Raczej nie jest tak jak piszesz. Łatwiej zdobyć pracę jak jesteś na miejscu, ale to jeszcze Cię nie przekreśla. Musisz coś robić jakiś błąd albo masz po prostu pecha. Keep trying.
      • Gość: ver Re: Propaganda sukcesu?! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.02.15, 10:44
        katja.asd napisała:
        > Ja się zastanawiam, gdzie niby jest ta praca dostępna od ręki i dobra płaca. Pó
        > ki co, zauważam x etapów rekrutacji, olewanie, wydziwianie i oburzenie, że w og
        > óle chcę kasy. Pewnie każdy poniżej 30 lat (mam 26) powinien robić na darmowym
        > stażu. W dupach się rekruterom poprzewracało. Przynajmniej w Trójmieście.

        Otóż to. Odpowiadam wyłącznie na oferty, z których spełniam co najmniej wymagania konieczne, nierzadko jeszcze dodatkowe, a tu cisza albo jedna rozmowa (zwykle ogólna, nie techniczna) i cisza. Interesuje mnie .NET w Poznaniu, mieście know-how.
    • drorat1 Re: Propaganda sukcesu?! 05.09.14, 13:15
      Do wszystkich którzy pracują w IT i uważają, że trzeba się szanować, nie mają zamiaru schodzić poniżej określonego minimum, powiem tak: cieszcie się że w ogóle macie pracę i macie z czego żyć!. Zarabiacie tak dużo tylko dlatego, że jesteście wysokiej klasy specjalistami a takich jest mało i co najważniejsze pracodawcy Was potrzebują. Teraz jest jednak przerąbane bo faktycznie chodzi już tylko o tanią siłę roboczą z umiejętnościami na poziomie profesjonalnym.

      Niech mi ktoś łaskawie odpowie, dlaczego media tyle tłuką o IT i jak to w tej branży jest dobrze? Nigdzie nie przeczytam, że potrzeba chemików, fizyków tylko informatyków. Rozumiem że ta propaganda jest w interesie wielkich korporacji, bo proszę zauważyć też, że nigdzie się nie zachęca, żeby pracować w małych firmach tylko w korporacjach. To jest normalnie jakiś obłęd!!!

      To jest właśnie ta durna propaganda sukcesu w IT. Najgorsze jest jednak to, że ci co rozważają studia, przez takie bombardowanie wybierają informatykę chociaż nie powinni, bo nie każdy nadaje się na informatyka, przede wszystkim programistę bo to właśnie ten zawód się wychwala ponad niebiosa.

      Nie mogę też zrozumieć, dlaczego wychwala się i wszystkich zachęca do ucieczki za granicę. Czyżby w Polsce było aż tak źle? A za granicą to myślicie że jest tak dobrze? Podejrzewam że i tam wcale nie jest lepiej a jeszcze trzeba konkurować z innymi żeby się w ogóle dostać. Więc chyba aż tak różowo to nie jest.
    • Gość: Euryk Re: Propaganda sukcesu?! IP: *.tvk.torun.pl 11.01.15, 00:45
      A ja zauważyłem że oferty pracy w IT co niektóre, powtarzają się i potrafią wisieć po 5 miesięcy. Ja tego nie rozumiem. Druga sprawa jest taka, że dzwonią do mnie HRy i oferują pracę, i niby wszystko im pasuje, mowią że oddzwonią ale już nie oddzwaniają. :/ Nie mogę zrozumieć tych zmian, ale do tej pory nie miałem problemów ze znajdywaniem kolejnej pracy/projektów. Ale teraz jakoś nic nie moge sensownego znaleźć. Chyba inwestycje IT się zwijają z Polski. Pora na ludzi z it, podobno ukraińcy nadciągają do Pl, więc dla nas jest miejsce za zachodnią granicą.
      • Gość: x Re: Propaganda sukcesu?! IP: *.dynamic.chello.pl 11.01.15, 02:05
        >>A ja zauważyłem że oferty pracy w IT co niektóre, powtarzają się i potrafią wisieć po 5 miesięcy.

        Masowe rekrutacje - znam co najmniej kilka dużych firm, które pod takim ogłoszeniem zatrudniły kilkadziesiąt osób i ciągle zatrudniają.

        > Druga sprawa jest taka, że dzwonią do mnie HRy i oferują pracę

        bo to są telefonistki

        > Chyba inwestycje IT się zwijają z Polski

        Nie zauważyłem, w moim mieście wręcz przeciwnie. Są tarcia jeśli chodzi o płacę, ale idzie w górę, no i problem z oceną kompetencji.
      • drorat1 Re: Propaganda sukcesu?! 11.01.15, 07:59
        Jeśli jesteś dobry w tym co robisz to naprawdę sprawa jest dziwna. Co do firm rekrutacyjnych, mówię tu o tych większych, wydaje mi się że to co wyprawiają to tak naprawdę jedynie badanie rynku i budowanie baz danych. Tu naprawdę wiele rzeczy może być niejasnych, możliwe że to jakieś długofalowe działania, te duże z kapitałem zagranicznym mają kasę, powiązania, znajomości, stać ich pewnie na te działania. Jest bardzo prawdopodobne że jest tak jak piszesz. Zobacz, wiele tych artykułów w mediach jest pisanych zdaje się chyba z inicjatywy tych firm takich jak Antal np, gdzie wiem że robią jakieś badanie rynku. Media napychają na informatykę, przedstawiają wszystko w świetlanych barwach. O co tu chodzi jak nie o kreowanie podaży nowych specjalistów za małe pieniądze?
    • Gość: zenek Re: Propaganda sukcesu?! IP: *.neting.pl 14.01.15, 00:41
      Jest sporo propagandy sukcesu w tym co pisza media. Wg. mediow brakuje w Polsce tysiace informatykow, co drugi dzien jakies artykuly ile to nie zarabiaja w IT, i ktora to firma znowu nie zatrudni kilkuset programistow.
      Skoro jest tak rozowo, zgodnie z prawem popytu i podazy IT powinna byc finansowa elita i dlugo dlugo nic, a tymczasem wiecej zarabia sie na prawie, sprzedazy, marketingu (sic!), logistyce:
      antal.pl/images/art-eksp/raporty/salary/Raport-placowy-Antal-2014.pdf
      Ciekawie wyglada sektor farmaceutyczny, malo ktore stanowiska schodza poniej 10k brutto.

      • Gość: ass Re: Propaganda sukcesu?! IP: *.internetia.net.pl 14.01.15, 23:34
        z raportu wynika ze wynagrodzenie ludzi kręcących sie przy IT jest zdecydowanie lepsze niz ludzi technicznych wykonujacych realną robote, troche żal. Czesto są to krawaciarze bez kompetencji, niespelnieni programisci/testerzy z ktorymi nie wiadomo bylo co zrobic. Znam wielu wypelniaczy exceli ktorych w firmie rownie dobrze mogloby nie byc, a czesto nawet ich nadgorliwosc przeszkadza w pracy pozostałym. Co lepsze w TV ostatnio leci reklama naganiajca mlodych na nauke programowania lol (dzieci piszace gry). A przepis na kariere jest znacznie prostszy, chilloutowy kierunek studiow jak pedagogika/turystka, potem krawat czesto "po znajomosci", slodkie pierdzenie i "zarzadzanie" grupa roboli w IT. Oto sukces made in poland
        • Gość: zenek Re: Propaganda sukcesu?! IP: *.neting.pl 24.01.15, 15:46
          Masz rację, natomiast to w dużej mierze wina samych ludzi z branży IT. To najczęściej geeki, introwertycy, takie potoczne "dupy wołowe", które się nie szanują na rynku pracy. Wystarczy im dać komputer i pensję >5k brutto i już są bardzo szczęśliwi, brandzlując się przy nowej wersji Linuxa czy Javy. Znałem świetnego admina, który z niemal 15 letnim doświadczeniem zarabiał w Wawie ok. 4k brutto.
          Swietny przykład to open source - piękna idea, ale sporo mówi o całej branży - ludzie spędzają często cały swój wolny czas po pracy nad rozwijaniem za darmo jakiegoś softu, który potem krawaciarze będą sprzedawać za grube miliony korporacjom (np. Hadoop i temat Big Data).
          I potem jest jak jest: wszystkie firmy zabijają się o administratorów, analityków, programistów, a jak przyjdzie co do czego to się okazuje że w IT płacą tyle samo co w marketingu, i z 15% więcej niż w HRach czy Administracji, gdzie nie trzeba się non-stop kształcić i zbija się bąki.
          • Gość: ass Re: Propaganda sukcesu?! IP: *.internetia.net.pl 31.01.15, 17:54
            "gdzie nie trzeba się non-stop kształcić i zbija się bąki."
            a propo, przypomniala mi sie ostatnia sytuacja, gdzie na rozmowie z moim managerem podsumowujacej rok wspolpracy zostało mi wypomniane ze nie prowadze weekendowych szkolen dla innych "pasjonatów" z firmy oraz zadano mi pytanie "w jakich projektach open sourcowych bierzesz udzial ... ahhhh w zadnych? dlaczego?".To są tak zwane benefity pozaplacowe w naszej branzy, firmy oferuja "rozwój" ;) innym powodem dlaczego nie jestesmy finansowa elitą jak na zachodzie, uwazam ze sztucznie tworzy sie podaz, bardzo duzo znam programistow bez wyksztalcenia kierunkowego ktorych inni z zespolu musza ciągle szkolić i mentorować nawet latami. Jesli chodzi o testerow jest jeszcze gorzej, inzynierow jest jak na lekarstwo i te osoby musza zostac na poziomie płacowym razem z cala masa amatorow po zarzadzaniu marketingu ktorzy mysla ze testowanie polega tylko na slepym klikaniu aplikacji i sa zadowoleni z 4kbrutto. Co wiecej nowym sposobem firm i posrednikow jest tez wykorzystanie sytuacji politycznej, naprawde mega duzo osob z Ukrainy pojawilo sie ostatnio w mojej firmie, mam wrazenie ze autobusami ich w ciemno sprowadzaja, to tez pewnie nie pomaga. Musielibysmy utrudnic dostep do zawodu jak prawnicy, zeby bylo lepiej, inaczej sie nie da:)
              • Gość: ass Re: Propaganda sukcesu?! IP: *.internetia.net.pl 01.02.15, 11:48
                w takim razie zarabiacie bardzo mało, odsyłam do wątku "ile zarabiacie". Ja tez programując zarabialem lekko ponad minimalna krajową w miescie około 100tys, musiałem sie przeprowadzić by zarabiac zdecydowanie lepiej. Pamietam jak rzuciłem papierem to na odchodne powiedziano mi ze źle robie, ze koszty zycia wyzsze, korki itp :) W dużym miescie ludzie sa bardziej świadomi swojej wartosści rynkowej,bardziej przebojowi i wywieraja wieksza presje płacową na pracodawcy. Mozna sobie na to pozwolić gdy konkurencyjnych firm masz ponad 20 a nie 3.
            • Gość: anon Re: Propaganda sukcesu?! IP: *.dynamic.chello.pl 31.01.15, 21:28
              Nic dodać, nic ująć, tak jest. To są rezultaty polityki permanentych oszczędności i ciśnięcia wyniku - stawiania zbyt ambitnych celów. Te cele ustawiają ludzie w organizacji wysoko, oderwani od rzeczywistości programisty tu na dole. Czyli chcemy zarabiać dużo $$$ ale nie chcemy inwestować, ma być szybko i tanio :-). Tylko że tak się nie da i jest długo i drogo i do tego w beznadziejnej jakości. W efekcie projekt dla 3-4 dobrych developerów stara się nieudolnie do łatać do końca 20 miernot.
            • karlos44 Re: Propaganda sukcesu?! 04.02.15, 17:07
              Problem że na zachodzie informatycy nie są elitą. Tam jest masa zawodów w których się zarabia więcej niż w IT. Dobry spawacz zarabia więcej niż IT. Poszukaj ofert np. w UK (poza londynem) to zobaczysz że kokosów nie płacą. To w PL IT to elita.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka