Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Nakręceni

      • verey Re: Nakręceni a takze pasozytujacy.... 06.11.05, 06:34
        Podoba mi sie prosty, bialo czarny schemat tego artykulu: z jednej strony
        tyrania korporacji i wewnetrzna tyrania osobistej glupoty i zagubienia, z
        drugiej uczone diagnozy psychoterapeutow (najlepsza jest ta o gosciu co zyje
        caly czas we wzwodzie... ciekawe ile kursow ukonczyla swiatla osoba pomagajaca i
        gdzie znalazla taka kwalifikacje problemow,moze sama nic innego nie widzi tylko
        wzwody?).
        Swiat prosty,psychoterapeuci wiedza co dobre i pomoga ,za odpowiednia oplata,
        sie odnalezc,jednoczesnie samemu stajac sie trybikami tego samego wyscigu.Bo w
        tym wyscigu wszyscy wiedza swoje i koniecznie musza to sprzedac.Fantastycznie
        jest w gazetce dowalic tym nieszczesnym zagubionym ludziom i ich przedstawic z
        punktu widzenia psychologicznej patologii.To popycha kariere!Moze troche kosztem
        innych osob,no ale taki przeciez jest swiat,korporacyjny czy inny.
        Bo psychoterapeuci wiedza jak ma byc!
        Pysznosci postawa jednych i drugich!I kto jest bardziej
        nakrecony:pracoholicy?psychoterapeuci?dziennikarka?
        Pewnie ja.
        • magia23 Re: Nakręceni a takze pasozytujacy.... 06.11.05, 16:57
          Swiat nie jest czarno-bialy..... wcale nie trzeba byc debilem emocjonalnym zeby
          wpasc w sita pracy ...korporacji...
          wystarczy nie miec pieniedzy na mieszkanie.. studia... zycie...
          czasem jest tak ze dostajesz prace jako praktykant..asystent i okazujesz sie
          wartosciowym pracownikiem bo pracujesz, szanujesz prace i jestes ambitny BO
          MUSISZ! CHCESZ SKONCZYC STUDIA, poprostu zyc... i idziesz coraz wyzej i
          wyzej... zarabiasz coraz wieksze pieniadze... masz coraz wiecej obowiazkow i
          odpowiedzialnosci. I nagle budzisz sie po jakims czasie gdy okazuje sie ze nie
          musisz juz walczyc o przetrwanie... walczysz bo nauczyles sie walczyc...
          przeciez robisz to od lat. Nagle jestes menadzerem, szanuja cie za kompetencje,
          pracowitosc i zarabiasz pieniadze ktore pozwalaja ci godnie zyc...a za to
          placisz wysoka cene.Twoje cialo, serce, rodzina mowi nie!, rzuc to... zostaw...
          ale co zrobic??? Jak zaczac od nowa by znowu nie walczyc o przetrwanie...

          Mam 25 lat i pracuje od kilku lat w branzy medialnej, teraz jestem juz
          menadzerem... moze nie pracuje po 14 godzni ale w ciagu tych 8-9 godzin mojej
          pracy pedze z predkoscia 200 km na godzine... trudno jest sie zatrzymac ...
          trudno jest zaczac od nowa.
          Od kilku tygodni z przemeczenia klade sie spac z goraczka i marze aby stad
          uciec, wyjechac z kraju w ktorym aby godnie zyc trzeba pracowac ponad sily...

          M
      • 123i321 kapitalizm to nedza, wojny, terroryzm i smierc 06.11.05, 07:34
      • anulac Szukać szczęścia... 06.11.05, 07:49
        Ja za kilka dni wyjeżdzam z Polski. Wyjeżdżam by być bliżej narzeczonego. Chcę
        z nim stworzyć normalny, ciepły dom. Zostawiam tutaj moją pracę, nie powiem że
        złą. Wierze jednak, że bedziemy naprawdę szcześliwi. Nie martwię sie o
        pieniądze, bo wiem, że gdy jest się z kimś razem, to wszystko inne jakoś się
        ułoży.
      • olw Re: Nakręceni 06.11.05, 08:29
        No,niestety. Sami tworzymy taką rzeczywistość. Godzimy sie w imię osobistego
        sukcesu na podobne traktowanie. Na szczęście nie wszyscy. Dla ludzi spoza
        Warszawy mam ten luksus, że ja się tu urodziłem. Moja rodzina mieszka w
        Warszawie od pokoleń, więć doświadczam stabilizacji. Jednak kilka lat temu
        chciałem zasmakować takiego życia. Zostałem przyjęty do doskonale prosperującej
        firmy. Czułem sie fenomenalnie. Zaczęły się wyjazdy, urozmaicone kontakty
        zawodowe, słowem okres prosperity. Ale zmęczony nie zauważyłem obumierania
        mojego dotychczasowego życia które, zdawałoby się, pozostawiłem w hibernacji.
        Nie miałem o czym już gadać z dawnymi kumplami, moje cele były daleko wyżej
        położone, a oni jacyś tacy inni.
        Na szczęście rozstałem się z moją firmą.
        Trochę żałowałem, zaraz trafiła sie jednak okazja do pracy w innej zachodniej
        firmie. Postępuję inaczej. Mam czas na wszystko. Cenie swoją prywatność. I jest
        teraz o wiele lepiej. Mam żonę, dziecko. I tylko z zadumą spotykam tych, którzy
        dla pracy oddadzą wszystko. Wypalą się szybciej niż im się zdaje. Granica jest
        niewidoczna.
      • shammy Re: Nakręceni 06.11.05, 10:09
        chciałoby się powiedzieć "Ludzie ludziom zgotowali ten los"
      • Gość: Greg Re: Nakręceni IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.11.05, 22:52
        Kapitalizm daje wybór. Nie chcesz - nie bierzesz w tym udziału. Wielu ludzi
        zrezygnowało z takiego stylu życia, bo im nie odpowiadał. Na tym polega
        kapitalizm. Kapitalizm to wolność, czyli możliwość wyboru. Nikt Cie nie zmusza
        do pracy w korporacji. Jesli pracujesz, to znaczy ze sam sie na to zdecydowales.
        • Gość: czajnik Re: Nakręceni IP: *.crowley.pl 07.11.05, 17:03
          Moim zdaniem ten artykuł przedstawia zafałszowany obraz. Pracowałem przez
          ładnych parę lat w znanej, międzynarodowej firmie konsultingowej - czyli
          typowej korporacji. Praca była naprawdę ciężka, zarwane wieczory i weekendy
          zdarzały się często, ale nie powodowało to takich wynaturzeń jak te opisywane w
          artykule (rozpad małżeństw i przyjaźni, narkotyki). Przyciętny pracownik był
          zupełnie normalnym człowiekiem posiadającym rodzinę, dzieci, zainteresowania
          itp. Przez cały czas pracy w koproracji zachowałem znajomości i przyjaźnie
          jeszcze z liceum i to pomimo, że zarabiałem 2-3 razy więcej od niektórych
          znajomych. To nie ma nic do rzeczy.

          Na pewno zdarzają się takie sytuacje i ludzie jak opisani w artykule, ale to
          jest margines a nie standard. Taki margines można znaleźć w każdej odpowiednio
          dużej grupie społecznej, nie tylko w korporacji
          • corgan1 ale tym wynaturzeniom ulegją specyficzni ludzie 07.11.05, 19:58
            często skompleksieni, sami w wielkim mieście, najczęściej z prowincji albo bez
            żadnego "kręgosłupa" kulturowego nabytego w rodzinie i społeczeństwie. i bez
            znajomych i przyjaciół. To jest sytuacja że chce się uciec skądś albo wyjechać
            (z powodów różnych - nuda, ciekawość świata, palanciarska rodzina) i takie
            właśnie osoby wpadają w łapy takich typu organizacji. Tak jak ryba wpada w sieć
            o odpowiednich oczkachg kiedy inne ryby przez tę sieć swobodnie przepływają.

            Pracowałem przez miesiąc w firmie (nieduża ag. reklamowa) w ktorej pracowała z
            nami sekretarka, laska po psychologii, ktora była z pod Krosna, przyjechała do
            Warszawy po studiach w Lublinie. Właścicielka firmy to był durny, ciągle drący
            ryja qrwiszon. Ja po tyg. od jej powrotu z wakacj (pracowalismy tydzien bez
            niej) wyczułem że długo ze sobą nie popracujemy. Natomiast ta laska w piątek
            przed jej powrotem prawie co chwila zygała z nerwów do kibla, bo "co będzie jak
            X wróci?". Ona płakała, ze doprowadzała ją do nerwów, pasji, torsji ale
            dzielnie pracowała w tej firmie od 3 lat. Właścicielka stwarzała taką atmosferę
            że każdy miał jej się bac a my mieliśmy być jej małymi robocikami do pracy a
            ona miała byc władczynią naszej pracy jak i czasu przed i po pracy.

            Ja mając już podobne doświadczenia w poprzedniej pracy wiedziałem czego się po
            niej spodziewać, zresztą po miesiącu już mnie tam nie było. Ta sekretarka
            dostawała torsji, żygała, ale dzielnie pracowała a ta szmata się na niej
            wyżywała, j....ła ją jak psa i ciągle darła ryja. Nie wiem dlaczego jedni
            ludzie ulegają takim szmatom, ta sekretarka ulegała, ja nie miałem zamiaru.
            Wiem od jednego z jej pracowników ktorego przypadkowo spotkałem po 4 latach że
            zwolniła się w sumie po 5 latach pracy jak zaszła w ciąże i znalazła mena.

            Dlaczego ludzie godzą się na takie warunki? jakaś umysłowa forma zniewolenia?
            nie wiem...

            Ja rozumiem - małe miasteczko gdzie jest 30% bezrobocie, ale to była Warszawa!
            miasto z 6% bezrobociem!

            Ok! jako osoba z megaprowincji :)) mogę swobodnie walić po osobnikach z
            prowincji mieszkających w Warszawie. Po 5 latach mieszkania tutaj spotkałem
            wiele osób z tubylców i z poza Wawy. Wnioski są następujące - nie kazdy kto do
            Warszawy przyjeżdża z prowincji od razu praca i cała ta otoczka (biurowce,
            atmosfera, lokale, galerie handlowe) wali go w łeb, ale tych ktorych spotkałem
            i powaliło ich bardzo ostro tak ze zaczynają j....bać innych to były osoby
            spoza Warszawy. I nie ma tu podzialu na tzw. Polskę "A" i "B". Natomiast bardzo
            mile zaskoczyłem się osobami z Warszawy (może poza jedną, ale wyjatek
            potwierdza regułę) ktore okazały się sensowne, miłe, po prostu normalne.

            Podejrzewam że Warszawiacy żyją swoim życiem, nie muszą nikomu niczego
            udowadniać zwłaszcza sobie i rodzinie, która ma cisnienie żeby pochwalić się
            przed znajomymi że "córka albo syn robią karierę w Warszazwie" wiec syn i córka
            zawsze musi być na topie, no nie może nie być na topie, nawet jeśli ten top
            nich niszczy.

            Zdaję sobie sprawę że:
            - są Warszawiacy którzy sa w samym ogniu cyklonu tych wielkich korporacji z
            pełna świadomością tego po co są, co robią, co lubią a czego nie lubią. Jeżdża
            na Teneryfę bo lubią a nie dlatego że "na ich pozycji wypada" albo spędzają
            wczasy nad Bałtykiem bo dawno nie byli a na Teneryfie już byli a nie dlatego
            że "ich nie stać".
            - osoby z Warszawy na rynku pracy w Warszawie mają i łatwiej i trudniej.
            Łatwiej, bo sa na miejscu, mają kontakty, mieszkanie, rodziny, przyjaciół,
            znajomych. Mogą zaliczać różne patologiczne darmowe staże czy praktyki na ktore
            większość ludzi spoza Warszawy - jeśli nie zycia nie sfinansują im rodzice - po
            prostu nie stac. Ale Warszawiacy mają też trudniej dlatego że wśród pracodawców
            (osób z Wawy i nie z Wawy) osoby z prowincji mają etykietę tych "łatwiejszych",
            spolegliwych ktorych można szybko urobić, omammić, uzależnić i przemodelować na
            swoją (niekoniecznie korporacyjną) modłę. Trochę takie na opak prawo Kopernika
            czyli "pieniądz gorszy wypiera pieniądz lepszy".

            ps: Właścicielka tej firmy o ktorej pisałem wyżej była ze wsi spod Słupska, co
            sekretarka mi zaznaczyła żebym nigdy przy niej poruszał tematu pt. "Słupsk.
            Lębork" albo w ogóle "prowincja" itp.

            ps: prowincja to jest coś co zaczyna się geograficznie w Błoniach albo
            Sulejówku, ale głownie chodzi mi o prowincję w sensie mentalnym.
            • Gość: rzuku Re: ale tym wynaturzeniom ulegją specyficzni ludz IP: *.polkomtel.com.pl 10.11.05, 16:03
              >>prowincja to jest coś co zaczyna się geograficznie w Błoniach

              Jeśli już to w Błoniu!!!!!!
              Błonia są w Krakowie :P
      • Gość: ferguson 30000? Koń by się uśmiał. IP: *.neostrada.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 08.11.05, 09:03
        Te 30000 zł miesięcznej pensji są tylko na rozmowie kwalifikacyjnej dla
        frajerów. Frajerzy są jednak potrzebni, żeby robić sprzedaż. Jak zaangażują się
        na 14 godzin na dobę, to może osiągną 3000 zł, a jeżeli mają szczęście trafić
        do branży drogich (aczkolwiek zbywalnych) towarów/usług, to może podciągną w
        okolice 10000 zł. Takie artykuły są potrzebne, żeby ściągnąć nowe, naiwne
        szczury do wyścigu. Nie mówię, jeden, dwa, czy trzy osobniki potrafią osiągnąć
        sukces, ale reszty nie stać nawet na psychoterapeutę. Ten artykuł tak fajnie
        brzmi: praca, wysokie zarobki, psycholog, wielki świat, naciągane problemy
        bogaczy. Tyle, że na ogół nieosiągalne dla plebsu. Jest takie fajne
        powiedzenie: "Co się martwisz? Co się smucisz? Ze wsi jesteś, na wieś wrócisz."
      • insite Re: Nakręceni???? EEE, naiwni 08.11.05, 09:42
        powiedzialem szefowi, my sanity is more important than that f.. business.
        Pracuje tylko moje godziny, za nadgodziny musza mi placic. przez 8 godzin
        PRACUJE, a nie opier.. sie, poganiam szefa, zeby mi nie przeszkadzal. Mam robote
        zrobiona na czas, na kilka dni na przod mam plan pracy,a w dni wolne mysle o
        wszstkim tylko NIE O PRAcy.
        ci opisani sAMI SA SOBIE WINNI.
        a NAD MOIM BIURKIEM WISI "I am always right".
        Tak zeby szef widzial.
        zapomnialem dodac, ja znam swoja prace.
      • fauve Re: Nakręceni 08.11.05, 12:38
        Zapraszam na przykład do Nowego Yorku, tam też pracują profesjonaliści (z
        przykrością stwierdzam, że często lepsi niż u nas, a przy tym bardziej
        skromni), którzy na dodatek potrafią być kreatywni i nieszablonowi.

        Dla przykładu, w firmie Alias Wavefront (produkcja wysokiej klasy
        oprogramowania graficznego dla potrzeb rozrywki/edukacji/nauki itd.) pracuje na
        stanowisku "main scientist" pewien fizyk. Na koncie facet ma spore osiągnięcia.
        Wiecie jak wygląda ? Chodzi w short'ach, nosi długie włosy, jeździ na motorze i
        ma czas na piwko nawet. Nie jest to człowiek od obsługi zachodnich wynalazków,
        któremu wydaje się, że pozjadał wszystkie rozumy, a naukowiec.

        Podobnie rzecz się ma z kadrą zarządzającą tej firmy. Ludzie Ci poza sukcesami
        w branży mają też w CV różne inne ciekawe rzeczy, szerokie zainteresowania i
        zarabiają więcej niż 100 yuppie z W-wy razem wziętych.

        Teraz sytuacja z nieco bliższego otoczenia. Do znajomego właściciela firmy
        przyjeżdża z W-wy informatyk na zlecenie. Trzeba zrobić to, co potrafi każdy
        nastoletni pasjonat komputerów z tą różnicą, że nie za 10 tys zł. Informatyk
        oczywiście pod krawat, postawa reprezentacyjna, wchodzi do firmy i napotyka na
        drodze człowieka w jeansach i koszuli z kołnierzykiem i krótkimi rękawami.
        Napotkany człowiek (właściciel firmy) z racji tego, że spodziewał się gościa
        zadaje pytanie o tożsamość i cel wizyty. Informatyk z pogardą odpowiada
        (cytuję):
        - A kim Pan jest żeby zadawać mi takie pytania ?
        Na to człowiek w jeansach:
        - Jestem właścicielem tej firmy proszę Pana :)

        Się chłopak zdziwił :)

        Pozdr

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka