Gość: naiwny idiota
IP: *.sav.tkb.net.pl
06.11.02, 23:33
Historia prawdziwa: miejsce akcji: Warszawa; czas akcji:
wrześień/październik/listopad 2002.
Rekrutacja na jedno z kluczowych stanowisk międzynarodowego koncernu.
I etap - spotkanie w jednaj z najbardziej prestiżowych, międzynarodowej
agencji HRowej;
II etap - spotkanie z zarządem polskiego oddziału koncernu
III etap (2 dni później) - spotkanie z osobą "przekazującą obowiązki" -
(stanowisko było zwalniane z powodu jej odejścia) - 7 godzin - interview,
testy, zadania symulacyjne. Osoba w sposób nieformalny daje do zrozumienia
naiwnemu idiocie, iż jest znaczącym kandydatem, wtajemnicza go w panujące w
firmie zasady, oficjalnie stwierdza, iż w ciągu 2 tygodni naiwny idiota
zostanie powoadomiony o wyniku rekrutacji, która właśnie się zakończyła.
Ponownie nieformalnie daje do zrozumienia, iż naiwny idiota powinien być
dobrej myśli. W podsumowaniu docenia wysokie kwalifikacje naiwnego idioty,
pozytywnie ocenia wyniki przeprowadzonych testów i wydaje opinię, iż naiwny
idiota w jego mniemaniu świetnie poradzi sobie na oferowanym stanowisku.
Po tygodniu naiwny idiota traci złudzenia, przestaje wyczekiwać telefonu. Po
dwóch zapomina o firmie - prawa rynku/recesji - przykre, że koncernu nie stać
nawet na list - ale trudno - widać za bardzo są zajęci.
Po 4 tygodniach naiwny idiota "odpala" pewnego dnia komórkę. W skrzynce jest
wiadomość, od prezesa zarządu koncernu, iż prosi o jak najszybszy kontakt z
niem bądź jego zastępcą. Naiwny idiota dzwoni. Prezes prosi o natychmiastowe
spotkanie (jak najszybciej). Umawiają się za godzinę.
Naiwny idiota dociera na miejsce(siedziba na obrzeżach warszawy, koszt taxi -
60 pln)
Wita go dwóch członków zarządu, z prezesem na czele. Informują, iż mają
poufną sprawę. Mianowicie, osoba, która od dwóch tygodni pracuje na
stanowisku, o które sprawa sie toczy - nie sprawdza się. Trzeba jej sie
dyskretnie i bezboleśnie pozbyć. Prezes informuję naiwnego idiotę, iż od
samego początku kandydatura naiwnego idioty była bardzo poważna, niemniej
pojawiła się późno, natomiast osoba aktualnie pracująca miała szanse na
odbycie szkolenia i przejęcia obowiązków (ze względu na specyfikę instruktaż
jest niezbędny), od osoby opuszczającej stanowisko. Faktem jest, iż osoba,
która maglowała naiwnego idiotę w III etapie rekrutacji była tego dnia
przedostatni raz w pracy.
Prezes ma plan. Naiwny idiota zostanie zatrudniony oficialnie na okres próbny
na na niższe stanowisko i będzie miał za zadanie wdrożyć się przez 2 tygodnie
w obowiązki, poznać całą specyfikę. Po 2 tygodniach, jak naiwny idiota będzie
już w temacie, osoba aktualnie pracująca zostanie zwolniona, a naiwny idiota
obejmie jej stanowisko. Prezes w swojej wspaniałomyślności przewidział nawet
wypłatę różnic w wynagrodzeniu. Naiwny idiota wyraża zgodę. Stwierdza, iż ma
w tym momencie inne zobowiązanie i może rozpoczać najwcześniej od przyszłego
tygodnia. Zarząd prosi naiwnego idiotę o zamknięcie dotychczasowych spraw i
gotowość do podjęcia pracy po długim weekendzie. Prosi również o gotowość do
odbycia spotkań w trakcie długiego weekendu (2 spotkania w dwa dni) z osobą,
która odeszła mających na celu wdrażanie do specyfiki obowiązków. Prezes
informuje, iż ostatecznie termin spotkań instruktażowych potwierdzi pojutrze.
Naiwny idiota rezygnuje z pracy(zlecenie, dzieki któremu żył przez ostatnie 3
miesiące) w trybie natychmiastowym. Przedstawia swoiemu aktualnemu szefowi
swojego swojego następcę. Po 2 dniach o 20 wieczorem dzwoni członek zarządu
koncernu i informuję, iż koncern rezygnuje i wycofuje się z oferty. Naiwny
idiota odkrywa, iż jest naiwnym idiotą . Koniec historyjki.
To wydarzyło mi się dzisiaj 3 godziny temu. Jestem człowiekiem cierpliwym i
wyrozumiałym, ale przyznam szczerze z trudem udało mi się być grzecznym w
rozmowie telef. z członkiem zarządu.
Dlaczego tylko my musimy traktować koncerny i innych pracodawców poważnie?
Państwo Pracodawcy, my ubiegający się o pracę jesteśmy LUDZMI. Jestesmy
specjalistami w swoich dziedzinach. Wy nie robicie nam łachy, umowa o pracę
jest umową wzajemną, dajecie nam kasę za nasze umiejętności, czas, wiedzę,
wysiłek. Traktujcie nas, tak samo jak chcielibyście być traktowani. Żadna
recesja, duży wybór z powodu bezrobocia NIE USPRAWIEDLIWIA taraktowania kogoś
przedmiotowo i nieetycznie.
Potencjalni naiwni - pamiętajcie - TYLKO OFERTY PISEMNE!!! Nikomu nie ufajcie
nawet tym z tzw Wielkiej Piątki.
Pierwszy raz w życiu czuję prawdziwą niechęć do potencjalnych pracodawców,
kiedyś nawet brak info (nawet w formie papierowej) o odmowie - osobiscie nie
odbierałem jako nietakt. Po prostu zapomnieli, moze sie zdarzyć albo brakło
im czasu. Po tym numerze, nie wiem czy chce u kogokolwiek pracować....moze
zacznę działać sam, mam przecież wolny zawód...
pozdrawiam,
naiwny idiota