Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Lata katorgi...?

    11.11.02, 15:04
    oj coś czuję, że będzie następny kijaszek w mrowisko... ale naprawdę nie
    mogę się powstrzymać

    dla wyjaśnienia:
    - wiem, jaka jest sytuacja na rynku
    - wiem, w jakim nastroju są ludzie bezskutecznie poszukujący jakiejkolwiek
    pracy możliwie zbliżonej do tzw. profilu zawodowego czy wykształcenia (już
    sama lektura wpisów na tym forum może człowieka zdołować na amen)
    - wiem, że szanse na szybką poprawę są nikłe (a i to tylko wg oceny
    skrajnego optymisty)

    no więc WSZYSTKO TO WIEM!

    ale:
    czy naprawdę lata nauki widzicie jako lata katorgi...?
    to pytanie to wbrew pozorom nie jest prowokacja, ciekawa jestem
    w postach dominuje taki ton "tyle lat męki, a tu nic..."
    jeszcze rozumiem, że podstawówka to męka totalna, te średnie etapy często
    też, ale studia?

    jestem stara babuleńka, co studia kończyła jeszcze za koszmarnych czasów...
    no nie, nie przesadzajmy, nie sanacji, ale komuny (mały quiz: kto wie, skąd
    te "koszmarne czasy sanacji"?), wtedy się raczej człowiek bał, żeby go do
    roboty nie skierowali na jakieś zadupie (niektóre kierunki miały obowiązek
    pracy czy coś w tym stylu, mój na szczęście nie), bezrobocie nikomu nie
    groziło, przynajmniej formalnie. rozumiem, że ta pewność przyszłego
    zatrudnienia mogła troche poprawiać nastrój studentowi i w efekcie
    studiowało się weselej...

    ale czy naprawdę dzisiejsi absolwenci (albo prawie-absolwenci) postrzegają
    swoje lata nauki (studiów głównie) jako lata katorgi? czy ten ton to tak
    niejako przypadkowo wynika z ogólnego (zrozumiałego zresztą) rozgoryczenia?

    powtarzam: pytam z ciekawości
    (ale i tak mi się pewno dostanie... trudno, taki już los jotembi na tym
    forum)
    Obserwuj wątek
      • uscitizen Tylko troche na temat meki... 11.11.02, 19:52
        "w postach dominuje taki ton "tyle lat meki, a tu nic..."
        Zastanawiam sie czasem, co stracilem nigdy w Polsce nie studiujac i nie
        bedac "absolwentem"...a ile zysklaem ?
        Po kilku latach "bujania sie " po maturze wyjechalem z Polski i chociaz
        dostalem tu motywacji do skonczenia studiow, nigdy nie uwazalem sie za
        studenta badz absolwenta. Moja specjalizacja zawodowa jest unikalna i studia
        byly raczej tylko pracochlonnym hobby. Zadnego fun'u ;-))))
        A ile zyskalem wyjezdzajac?
        Czy oszczedzona beznadziejne szamotanie sie po studiach w poszukiwaniu pracy
        to kwestia warunkow czy indywidualnego przypadku i osobowosci "ofiary"?
        Co zrobilbym bedac maturzysta w r. 2002 ?
        Prawdopodobnie jednak uznalbym studia w Polsce ( mimo fun'u). Watpie, bym byl w
        stanie studiowac 5 LAT majac w perspektywie ...no co?
        Szamatanine w poszukiwaniu cjakiegokolwiek zajecia?
        Wyjazd za greanice "z dyplomem"? Ktory i tak jest praktycznie nieuzyteczny lub
        uzytaczny bardzo malo?
        Czy nie lepiej, by ci ktorzy maja zamiar "ratowac sie ucieczka" robili to jak
        najwczesniej?? Studiowali "tam" a nie "tu"?
        Pozdro.
        • uscitizen Re: Tylko troche na temat meki...poprawione 11.11.02, 20:43
          "w postach dominuje taki ton "tyle lat meki, a tu nic..."

          Zastanawiam sie czasem, co stracilem nigdy w Polsce nie studiujac i nie
          bedac "absolwentem"...a ile zyskalem ?
          Po kilku latach "bujania sie " po maturze wyjechalem z Polski i chociaz
          dostalem tu-w USA- motywacji do skonczenia studiow, nigdy nie uwazalem sie za
          studenta badz absolwenta. Moja specjalizacja zawodowa jest unikalna i studia
          byly raczej tylko pracochlonnym hobby i dodatkiem do zawodowej kariery.
          Zadnego fun'u ;-))))
          A ile zyskalem wyjezdzajac?
          Czy (oszczedzone mi) beznadziejne szamotanie sie po studiach w poszukiwaniu
          pracy to kwestia polskich warunkow czy indywidualnego przypadku i
          osobowosci "ofiary"?
          Co ja zrobilbym bedac maturzysta w r. 2002 ?
          Prawdopodobnie jednak uznalbym studia w Polsce ( mimo fun'u) za czas
          bezpowrotnie i bezproduktywnie stracony.
          Watpie, bym byl w stanie studiowac 5 LAT majac w perspektywie ...no co?
          Szamotanine w poszukiwaniu jakiegokolwiek zajecia?
          Wyjazd za granice "z dyplomem"? Ktory i tak jest praktycznie nieuzyteczny lub
          uzyteczny bardzo malo?
          Czy nie lepiej, by ci ktorzy maja zamiar "ratowac sie ucieczka" robili to jak
          najwczesniej??
        • Gość: livetowork Re: Tylko troche na temat meki... IP: *.reshsg.uci.edu 15.11.02, 08:32
          Studiowanie "tam" troche kosztuje, panie uscitizen. Powinienes o tym wiedziec.

          • uscitizen Re: Tylko troche na temat meki... 15.11.02, 18:51
            Gość portalu: livetowork napisał(a):

            > Studiowanie "tam" troche kosztuje, panie uscitizen. Powinienes o tym wiedziec.

            Wiem. Nie wiem zas dokoad zmierzasz w swej wypowiedzi.
            Czy spedzenie 5 lat na malo przydatnych studiach "nie kosztuje"?
            Czy w zyciu mozna cokolwiek dobrego dostac calkowicie za darmo ?
            Czy nie mozna pracowac i studiowac? Czy nie mozna isc do szkoly miejskiej lub
            stanowej, potem do pracy i potem kontynuowac nauki?
            Czy nie mozna dostac stypendiun za wyniki w nauce?

            Czy lepiej powiedziec ze "kosztuje" i rozlozyc bezradnie rece?

            >
            • Gość: livetowork Re: Tylko troche na temat meki... IP: *.reshsg.uci.edu 16.11.02, 07:46
              uscitizen napisała:

              > Gość portalu: livetowork napisał(a):
              >
              > > Studiowanie "tam" troche kosztuje, panie uscitizen. Powinienes o tym wiedz
              > iec.
              >
              > Wiem. Nie wiem zas dokoad zmierzasz w swej wypowiedzi.

              Myslalem ze to bylo oczywiste ale widze ze trzeba jasniej.

              P O L S K I 1 8 - L A T E K N I E M A S Z A N S Z A P L A C I C Z A S T U D I A W U S A

              W teorii jest to mozliwe - przyjedzie tutaj, bedzie pracowal w Mcdonaldzie przez 2 lata mieszkajac w jakiejs dziurze, zda SAT, wyrobi sobie prawo do pobytu albo obywatelstwo, dostanie sie do dobrego collegu, itd. Jednak jesli znasz kogokolwiek takiego, albo nawet slyszales o czyms takim, to daj znac.
              • Gość: livetowork Wyjasnijmy tylko... IP: *.reshsg.uci.edu 16.11.02, 08:02
                Zanim podasz siebie za swiecacy przyklad, wytlumacze ze chodzi mi o przecietnego absolwenta dobrego liceum w Polsce bez zadnych koneksji w Stanach. Czy myslisz ze taki czlowiek, jak mu rodzice zafunduja bilet w jedna strona i dadza z $300 do kieszeni, bedzie po 6 latach mial dyplom z Princeton i dobra prace?

                Troche realizmu prosze. Jak roztaczasz tego typu wizje przed ludzmi ktorzy chetnie pracowaliby za grosze to mozna przynajmniej serio podejsc do sprawy. Pytanie sie czy "cokolwiek mozna w zyciu dostac za darmo" nie nazwalbym podejsciem na serio.
                • uscitizen Re: Wyjasnijmy tylko... 16.11.02, 22:33
                  Nie mam zamiaru podawac sie za switlany przyklad....
                  Pracowalem, zrobilem B/S nie widze w tym nic nadzwyczajnego.
                  Nie naleze do pokolenia tegorocznych maturzystow, wiec nie znam nikogo
                  osobiscie.
                  Pamietam zas niejakiego Mikey z W-wy, ktory dostal sie na dobry college w
                  Maine. Zadawal tu sporo pytan na ten temat. Wrzuc sobie jego SN na
                  przeszukiwarke i na pewno trafisz na pare jego postow. Z detalami tlumaczyl jak
                  to wszystko zalatwil i finansowal.
                  Podejrzewam, ze przecietny nastolatek z 300 dolarami bedzie skazany raczej na
                  college miejski a nie na Princeton. Co wcale nie oznacza ze w przyszlosci nie
                  moze tam trafic.
                  A w ogole, to chyba lepiej, aby przecietni pozostali sobie w Polsce, a tu
                  raczej niech przyjezdzaja wybitni. Wymra wtedy smiercia naturalna polish jokes,
                  prawda ?
                  • settembrini Re: Wyjasnijmy tylko... 20.11.02, 22:21
                    uscitizen napisała:

                    > A w ogole, to chyba lepiej, aby przecietni pozostali sobie w Polsce, a tu
                    > raczej niech przyjezdzaja wybitni. Wymra wtedy smiercia naturalna polish
                    jokes,
                    >
                    > prawda ?

                    Nieprawda. Nieprzecietni swietnie sobie radza w kraju i nie musza przez 4 lata
                    sprzatac hamerykanskich kibli zanim rozpoczna nauke w jakiejs bardzo
                    przecietnej szkole. Mimo takiej a nie innej sytuacji w Polsce
                    (wszechotaczajacego kolesiostwa) mozna tu cos zrobic i jest miejsce na swieze
                    pomysly tak samo jak w usa. A tak zupelnie zbaczajac z tematu: spalilbym sie ze
                    wstydu mowiac moim przodkom (powstancom slaskim notabene), ze wyjechalem z
                    kraju za kasa, bo tam ja latwiej robic.
                    • uscitizen Powstancy Slascy wiecznie zywi. 21.11.02, 17:29
                      settembrini napisał:

                      > uscitizen napisała:
                      >
                      > > A w ogole, to chyba lepiej, aby przecietni pozostali sobie w Polsce, a tu
                      > > raczej niech przyjezdzaja wybitni. Wymra wtedy smiercia naturalna polish
                      > jokes,
                      > >
                      > > prawda ?
                      >
                      > Nieprawda. Nieprzecietni swietnie sobie radza w kraju i nie musza przez 4
                      lata
                      A dlaczego nie przez rok? Albo w ogole? A moze nie sprzatac kibli tylko
                      pracowac jako pomoc administracyjna na uczelni ?

                      > sprzatac hamerykanskich

                      A jaki to kibel HAMERYKANSKI?

                      kibli zanim rozpoczna nauke w jakiejs bardzo
                      > przecietnej szkole. Mimo takiej a nie innej sytuacji w Polsce
                      > (wszechotaczajacego kolesiostwa) mozna tu cos zrobic i jest miejsce na swieze
                      > pomysly tak samo jak w usa. A tak zupelnie zbaczajac z tematu: spalilbym sie
                      ze
                      >
                      > wstydu mowiac moim przodkom (powstancom slaskim notabene)

                      A to przepraszam. Moja znajomosc historii jest widocznie denna. Nie wiedzialem
                      ze zyja jeszcze jacys powstancy slascy.

                      , ze wyjechalem z
                      > kraju za kasa, bo tam ja latwiej robic.
                      • settembrini o rozumieniu czytanego tekstu i polish jokes 22.11.02, 10:35
                        uscitizen napisała:

                        > > uscitizen napisała:
                        > >
                        > > > A w ogole, to chyba lepiej, aby przecietni pozostali sobie w Polsce,
                        > a tu
                        > > > raczej niech przyjezdzaja wybitni. Wymra wtedy smiercia naturalna pol
                        > ish jokes,
                        > > >
                        > > > prawda ?
                        > >
                        > > Nieprawda. Nieprzecietni swietnie sobie radza w kraju i nie musza przez 4
                        > lata
                        > A dlaczego nie przez rok? Albo w ogole? A moze nie sprzatac kibli tylko
                        > pracowac jako pomoc administracyjna na uczelni ?

                        w ogole to po co na uczelni skoro mozna od razu pracowac w administracji Busha?
                        Moze to z powodu ich przecietnosci, ale wszyscy moi znajomi niestety zmuszeni
                        byli do sprzatania przez ladnych kilka lat zanim podjeli tam nauke.

                        >
                        > A jaki to kibel HAMERYKANSKI?

                        najzwyczajniejszy kibel, tyle ze rzadko myty przez swoich wlascicieli
                        > >A tak zupelnie zbaczajac z tematu: spalilbym sie ze
                        > >
                        > > wstydu mowiac moim przodkom (powstancom slaskim notabene)
                        >
                        > A to przepraszam. Moja znajomosc historii jest widocznie denna. Nie
                        wiedzialem
                        > ze zyja jeszcze jacys powstancy slascy.

                        nie wiem jaka jest twoja znajomosc historii, natomiast rozumienie czytanego
                        tekstu jest zaledwie mierne. Nie napisalem nigdzie ze moj dziadek jeszcze zyje,
                        napisalem natomiast ze byloby mi wstyd mowiac cos takiego, jest w tym zdaniu
                        pewien abstrakcyjny sens. A pro po zyjacych powstancow slaskich- jeszcze kilka
                        lat temu mialem zaszczyt rozmawiac z kilkoma z nich podczas obchodow 78
                        rocznicy plebiscytu na Slasku.

                        pozdrawiam

                        p.s. tak naprawde zrodlem polish jokes nie jest inteligencja Polakow
                        (przypominam, ze wedlug badan ONZ zaledwie 11% Amerykanow potrafi wskazac USA
                        na mapie swiata, gorsi sa tylko Meksykanczycy :))), ale sytuacja ekonomiczna,
                        ktora zmuszala ich do podejmowania takich a nie innych prac, skutkiem czego
                        stali sie swego rodzaju pariasami.
                        • uscitizen Uhm 22.11.02, 16:39

                          > w ogole to po co na uczelni skoro mozna od razu pracowac w administracji
                          Busha?

                          Osobiscie pracowalem na uczelni. W zupelnosci wystarczylo mi to by ukonczyc
                          pomyslnie szkole. Kibli w zyciu nie mylem. Ktos, kto rozpowszechnia stereotyp
                          Polaka wiecznie myjacego w US kible jest zacofany albo po prostu glupi.

                          > Moze to z powodu ich przecietnosci, ale wszyscy moi znajomi niestety zmuszeni
                          > byli do sprzatania przez ladnych kilka lat zanim podjeli tam nauke.

                          Wspolczuje. mam nadzieje, ze przynajmniej zdobyta wiedza procentuje teraz. Lub
                          zaprocentuje w przyszlosci.

                          > >
                          wiem jaka jest twoja znajomosc historii, natomiast rozumienie czytanego
                          > tekstu jest zaledwie mierne. Nie napisalem nigdzie ze moj dziadek jeszcze
                          zyje,

                          To wybacz mi. Dla mnie :
                          "spalilbym sie ze
                          wstydu mowiac moim przodkom (powstancom slaskim notabene), ze wyjechalem z
                          kraju za kasa, bo tam ja latwiej robic." nie pozostawia tu pola do
                          jakiejkolwiek swobody intrpretacji.
                          A abstrakcji w tym tyle, co kot naplakal.

                          > lat temu mialem zaszczyt rozmawiac z kilkoma z nich podczas obchodow 78
                          > rocznicy plebiscytu na Slasku.
                          >
                          > pozdrawiam
                          >
                          > p.s. tak naprawde zrodlem polish jokes nie jest inteligencja Polakow
                          > (przypominam, ze wedlug badan ONZ zaledwie 11% Amerykanow potrafi wskazac USA
                          > na mapie swiata, gorsi sa tylko Meksykanczycy :))), ale sytuacja ekonomiczna

                          A sytuacja ekonomiczna to wynik, przepraszam, czego? Wspanialego
                          wyksztalcenia, fachowej wiedzy, talentu do biznesu?
                          Czy zacofania, niedouczenia i ciemnoty?
                          ,
                          > ktora zmuszala ich do podejmowania takich a nie innych prac, skutkiem czego
                          > stali sie swego rodzaju pariasami.

                          Mylisz dosc podstawowe pojecia. Co ma wspolnego inteligencja z ogolna wiedza
                          encyklopedyczna? Czy to taki powod do narodowej dumy, ze potrafisz od razu
                          pokazac na mapie gdzie co lezy ?
                          • settembrini Re: Uhm 22.11.02, 21:33
                            uscitizen napisała:

                            >
                            > > w ogole to po co na uczelni skoro mozna od razu pracowac w administracji
                            > Busha?
                            >
                            > Osobiscie pracowalem na uczelni. W zupelnosci wystarczylo mi to by ukonczyc
                            > pomyslnie szkole. Kibli w zyciu nie mylem. Ktos, kto rozpowszechnia stereotyp
                            > Polaka wiecznie myjacego w US kible jest zacofany albo po prostu glupi.

                            oni nie myli wiecznie, myli 3 lata. teraz jakos sobie radza, splacaja kredyt na
                            dom ;)

                            > wiem jaka jest twoja znajomosc historii, natomiast rozumienie czytanego
                            > > tekstu jest zaledwie mierne. Nie napisalem nigdzie ze moj dziadek jeszcze
                            > zyje,
                            >
                            > To wybacz mi. Dla mnie :
                            > "spalilbym sie ze
                            > wstydu mowiac moim przodkom (powstancom slaskim notabene), ze wyjechalem z
                            > kraju za kasa, bo tam ja latwiej robic." nie pozostawia tu pola do
                            > jakiejkolwiek swobody intrpretacji.
                            > A abstrakcji w tym tyle, co kot naplakal.

                            ciagle obstaje przy mojej opinii, ze z tego zdania nie wynika ze moj przodek
                            zyje. Jest to po prostu pewna teoretyczna sytuacja i moje potencjalne
                            zachowanie (moj wstyd). Najlepiej niech ktos spoza oceni kto ma racje.

                            > > lat temu mialem zaszczyt rozmawiac z kilkoma z nich podczas obchodow 78
                            > > rocznicy plebiscytu na Slasku.
                            > >
                            > > pozdrawiam
                            > >
                            > > p.s. tak naprawde zrodlem polish jokes nie jest inteligencja Polakow
                            > > (przypominam, ze wedlug badan ONZ zaledwie 11% Amerykanow potrafi wskazac
                            > USA
                            > > na mapie swiata, gorsi sa tylko Meksykanczycy :))), ale sytuacja ekonomicz
                            > na
                            >
                            >> A sytuacja ekonomiczna to wynik, przepraszam, czego? Wspanialego
                            >> wyksztalcenia, fachowej wiedzy, talentu do biznesu?

                            nie, sytuacja ekonomiczna to spuscizna domokracji ludowej i gospodarki
                            uspolecznionej

                            >> Czy zacofania, niedouczenia i ciemnoty?
                            >> ktora zmuszala ich do podejmowania takich a nie innych prac, skutkiem czeg
                            >> o stali sie swego rodzaju pariasami.
                            >
                            > Mylisz dosc podstawowe pojecia. Co ma wspolnego inteligencja z ogolna wiedza
                            > encyklopedyczna? Czy to taki powod do narodowej dumy, ze potrafisz od razu
                            > pokazac na mapie gdzie co lezy ? (oni nie potrafili wcale wskazac, a nie "od
                            razu"- sett)

                            uwazasz ze umiejetnosc wskazania wlasnego kraju, ktorego sie jest obywatelem,
                            na mapie swiata jest bez znaczenia? Swietnie ze tacy ludzie biora udzial w
                            wyborach prezydenckich i decyduja o zyciu publicznym. To daje pole do popisu
                            dla manipulacji,skoro nie maja TAK PODSTAWOWYCH wiadomosci.A poza tym jest to
                            po prostu przerazajace. A wiedza encyklopedyczna wcale nie jest nieprzydatna.
                            Studiuje prawo i cos o tym wiem, bo na takiej wiedzy bazuje. Moze ktos wskazuje
                            to spoleczenstwo za przyklad spoleczenstwa obywatelskiego, ale mnie to
                            przeraza. Bo jakie oni maja pojecie o swiecie? Koles z ktorym rozmawialem w
                            L.A., w restauracji Friday's, w odpowiedzi na zadane przezen pytanie skad
                            pochodze, zapytal sie, w ktorej czesci Californii jest Polska. Zenada. Ja
                            rozumiem, ze California jest +- wielkosci Polski, ale jednak... czy to jest dla
                            mnie partner do jakiejkolwiek rozmowy? Chyba tylko o hamburgerach, a wygladal
                            na nizsza klase srednia (bialy), wiec nie farmer z Texasu. Jestem przekonany ze
                            jest on reprezentatywny dla calej Californii (nie np. dla NYC).
                            pozdrowienia dla Polonii z Katowic
                            • uscitizen Re: Uhm 23.11.02, 03:16
                              , gorsi sa tylko Meksykanczycy :))), ale sytuacja ekon
                              > omicz
                              > > na
                              > >
                              > >> A sytuacja ekonomiczna to wynik, przepraszam, czego? Wspanialego
                              > >> wyksztalcenia, fachowej wiedzy, talentu do biznesu?
                              >
                              > nie, sytuacja ekonomiczna to spuscizna domokracji ludowej i gospodarki
                              > uspolecznionej

                              Tutaj akurat wydawalo mi sie ze mowimy o Meksyku...tam sytuacja ekon. to nie
                              spuscizna komuny...
                              >
                              > >> Czy zacofania, niedouczenia i ciemnoty?
                              > >> ktora zmuszala ich do podejmowania takich a nie innych prac, skutkiem
                              > czeg
                              > >> o stali sie swego rodzaju pariasami.
                              > >
                              > > Mylisz dosc podstawowe pojecia. Co ma wspolnego inteligencja z ogolna wied
                              > za
                              > > encyklopedyczna? Czy to taki powod do narodowej dumy, ze potrafisz od razu
                              >
                              > > pokazac na mapie gdzie co lezy ? (oni nie potrafili wcale wskazac, a nie "
                              > od
                              > razu"- sett)
                              >
                              > uwazasz ze umiejetnosc wskazania wlasnego kraju, ktorego sie jest obywatelem,
                              > na mapie swiata jest bez znaczenia? Swietnie ze tacy ludzie biora udzial w
                              > wyborach prezydenckich i decyduja o zyciu publicznym. To daje pole do popisu
                              > dla manipulacji,skoro nie maja TAK PODSTAWOWYCH wiadomosci.

                              Byc moze. To milo, jesli gosciu wie, gdzie Polska i mozna z nim o wielu
                              rzeczach pogadac. ja jednak wole, by np. lekarz do ktorego ide byl solidnym
                              fachowcem i dokladnie wiedzil, co robi. Tak samo adwokat, tak samo pilot
                              samolotu i kierowca autobusu, ktorym jade.Albo moj broker. To, czy maja szeroka
                              wiedze ogolna, jest dla mnie mniej istotne, bo z nimi nie musze utrzymywac
                              kolezenskich kontaktow. Niech beda profesjonalni w kazdym calu, bo za to
                              przewaznie place...
                              A poza tym jest to
                              > po prostu przerazajace. A wiedza encyklopedyczna wcale nie jest nieprzydatna.
                              > Studiuje prawo i cos o tym wiem, bo na takiej wiedzy bazuje. Moze ktos
                              wskazuje
                              >
                              > to spoleczenstwo za przyklad spoleczenstwa obywatelskiego,

                              Owszem, osobiscie wydawalo mi sie, ze sonda dotyczyla uczniow high school, ale
                              nie wiem dokladnie w jakim wieku. Glosowac w US mozna od 18 roku zycia, wiec
                              mniej wiecej w czasie, gdy rozpoczyna sie nastepny etap nauki.

                              ale mnie to
                              > przeraza. Bo jakie oni maja pojecie o swiecie? Koles z ktorym rozmawialem w
                              > L.A., w restauracji Friday's, w odpowiedzi na zadane przezen pytanie skad
                              > pochodze, zapytal sie, w ktorej czesci Californii jest Polska. Zenada. Ja
                              > rozumiem, ze California jest +- wielkosci Polski, ale jednak... czy to jest
                              dla
                              >
                              > mnie partner do jakiejkolwiek rozmowy? Chyba tylko o hamburgerach, a wygladal
                              > na nizsza klase srednia (bialy), wiec nie farmer z Texasu. Jestem przekonany
                              ze
                              >
                              > jest on reprezentatywny dla calej Californii (nie np. dla NYC).

                              A ja jestem przekonany , ze nie jest. California to tez San Francisco, dolina
                              krzemowa, Hollywod i setki innych rzeczy. No i jedno z bogatszych i
                              atrakcyjniejszych miejsc do zamieszkania na swiecie.
                              Stworzyli to wszystko niedouczeni idioci? Watpie.

                              > pozdrowienia dla Polonii z Katowic

                              Pozdro rowniez.
                              • uscitizen Re: Uhm-cd 23.11.02, 03:25
                                "About 11 percent of young citizens of the U.S. couldn't even locate the U.S.
                                on a map. The Pacific Ocean's location was a mystery to 29 percent; Japan, to
                                58 percent; France, to 65 percent; and the United Kingdom, to 69 percent"

                                Czyli mniej wiecej co dziesiaty nie wie, gdzie na mapie swiata lezy jego kraj.
                                Czy stawiasz kase za to, ze gdybys taka sonde zrobil wsrod mlodziezy w po-
                                peggerowskiej wiosce, to na 10 nie znajdziesz 1, ktory bedzie mial problem
                                wskazac, gdzie Polska. Bo ja nie bylbym taki pewny....
                                A poza ty: Nikt tu nie chowa glowy w piasek. Trabia o tym w gazetach- ze wyniki
                                sa tragiczne i alarmujace, pojawily sie gry "geograficzne" na internecie, mowi
                                sie caly czas o "centroamerykanizacji"(?) myslenia.
                                Z pewnoscia za rok bedzie lepiej. Bo tutaj, gdy jest proble, to sie mu stawia
                                czola i sie go rozwiazuje.
                          • Gość: IGOR 11% IP: *.z115-107-66.customer.algx.net 24.11.02, 01:22
                            dla sprostowania 11% nie potrafi aby ulatwic obliczenia 89% amerykanow potrafi
                            wskazac na mapie gdzie sa Stany Zjednoczone.
                          • Gość: livetowork Re: Uhm IP: *.ps.uci.edu 24.11.02, 04:03
                            uscitizen napisała:

                            > Osobiscie pracowalem na uczelni. W zupelnosci
                            wystarczylo mi to by ukonczyc
                            > pomyslnie szkole. Kibli w zyciu nie mylem.

                            Miales farta. Zdajesz sobie z tego sprawe?

                            Przyblizmy kwestie. Zalozmy ze szkola nie jest
                            najwyzszych lotow (swoja droga, chodziles do uniwersytetu
                            stanowego czy community college?), platnosc za semestr to
                            $5k, do tego dochodzi mieszkanie za powiedzmy $600,
                            jedzenie/samochod/ubezpieczenie itp. z drugie tyle,
                            miesiecznie wychodzi pewnie niecale $2k. Rocznie to $24k.
                            Jaka robote moze sobie znalezc swiezo upieczony
                            maturzysta z Polski ktora bedzie tyle placic?

                            Zalezy jaka ma wize. Jesli H1B to jeszcze stosunkowo
                            dobrze, jesli jest dobry to nawet troche zarobi.
                            Cokolwiek ponizej H1B oznacza ze bedzie zmywal kible
                            (albo robil frytki).

                            Jest oczywiscie mozliwosc stypendium. Ale to jest
                            kilkadziesiat, moze kilkaset osob w Polsce rocznie,
                            statystycznie niezbyt istotnie.

                            Czy Ty w ogole wiesz o czym mowisz? Polski maturzysta
                            przyjezdza tutaj, dostaje robote w administracji uczelni
                            i konczy Berkeley? Jak to mawiaja tutaj, yeah right.

                            Cos mi sie zdaje ze masz AA z jakiegos dupnego community
                            college i ze robote Ci wujek zalatwil. Myle sie?
                            • kommi-nek Re: Uhm 25.11.02, 03:23
                              Gość portalu: livetowork napisał:

                              > uscitizen napisała:
                              >
                              > > Osobiscie pracowalem na uczelni. W zupelnosci
                              > wystarczylo mi to by ukonczyc
                              > > pomyslnie szkole. Kibli w zyciu nie mylem.
                              >
                              > Miales farta. Zdajesz sobie z tego sprawe?

                              Nie nie mialem. Wszystko sobie zawdzieczam. Bez cienia demagogii.
                              >
                              > Przyblizmy kwestie. Zalozmy ze szkola nie jest
                              > najwyzszych lotow (swoja droga, chodziles do uniwersytetu
                              > stanowego czy community college?),

                              Chodzilem do CUNY ( AAS) a BS robilem w szkole prywatnej. Za to juz nie
                              zaplacilem nawet centa, calosc zaplacil moj pracodawca w tamtym czasie.
                              Mimo tego, ze moj kierunek studiow w ogole nie byl zbiezny z profilem tego, co
                              robilem. Generalnie musze stwierdzic, ze nadal nie ma scislego zwiazku miedzy
                              moim wyksztalceniem a tym co robie dzis.


                              platnosc za semestr to
                              > $5k, do tego dochodzi mieszkanie za powiedzmy $600,

                              Pracowalem w CUNY. Studiowalem tam za darmo w zwiazku z tym. Kazdy etatowy
                              pracownik CUNY moze sie tam uczyc za darmoche.
                              Po AAS znalazlem sobie inna prace. Za mieszkanie placilem ( pokoj) ok. 200
                              potem za wlasne studio 360.00.

                              > jedzenie/samochod/ubezpieczenie itp. z drugie tyle,
                              > miesiecznie wychodzi pewnie niecale $2k. Rocznie to $24k.
                              > Jaka robote moze sobie znalezc swiezo upieczony
                              > maturzysta z Polski ktora bedzie tyle placic?
                              >
                              > Zalezy jaka ma wize. Jesli H1B to jeszcze stosunkowo
                              > dobrze, jesli jest dobry to nawet troche zarobi.

                              Nigdy nie mialem zadnej wizy. Green Card dostalem "po ojcu". Urodzil sie w US ,
                              wywieziono go stamtad gdy mial cos ok. roku. Nigdy tu nie mieszkal. Dla mnie
                              wystarczylo to by wjechac do US legalnie.

                              > Cokolwiek ponizej H1B oznacza ze bedzie zmywal kible
                              > (albo robil frytki).

                              A co to H1B ?

                              > Jest oczywiscie mozliwosc stypendium. Ale to jest
                              > kilkadziesiat, moze kilkaset osob w Polsce rocznie,
                              > statystycznie niezbyt istotnie.

                              Ja nigdy nie zalatwialem w Polsce zadnego stypendium. Za komuny praktycznie
                              takie mozliwosci nie istnialy.

                              > Czy Ty w ogole wiesz o czym mowisz? Polski maturzysta
                              > przyjezdza tutaj, dostaje robote w administracji uczelni
                              > i konczy Berkeley? Jak to mawiaja tutaj, yeah right.

                              Jestes czlowiekiem malej wiary...ale to juz nie moj problem.
                              Uwazaj tylko, bys w pozniejszym czasie nie wpadl w odwrotna pulapke- wiary w
                              to, ze dyplom dobrej szkoly przeprowadzi Cie przez zycie po rozach.
                              Znakm kilka osob, ktore ta wiara zgubila kompletnie.

                              > Cos mi sie zdaje ze masz AA z jakiegos dupnego community
                              > college i ze robote Ci wujek zalatwil. Myle sie?

                              Tak, mylisz sie. Nigdy nie mialem tu nikogo z rodziny. Do dzis nie mam.
                              • Gość: livetowork Re: Uhm IP: *.ps.uci.edu 26.11.02, 05:35
                                A jakim cudem znalazles prace w CUNY? Wyladowales na
                                Ellis Island z zielona karta i zaczales pukac w drzwi?

                                To jakas schizofrenia. Mieszkac w Nowym Jorku za $300? W
                                ktorym wieku wyemigrowales?

                                Sluchaj, przepraszam za ostry ton. Mimo wszystko twierdze
                                ze Twoja historia jest bardzo, bardzo unikalna. W swoich
                                odpowiedziach jestes, jak to tutaj mowia, lekko "obtuse"
                                ze nie chcesz tego przyznac. Powtarzam znowu, przyjechac
                                do USA z Polski bez zadnych znajomosci i dobrze tu
                                wyladowac nie myjac w miedzyczasie kibli to niezly
                                wyczyn. Mycie kibli obejmuje kazda prace za minimum wage
                                i w okolicach.

                                Wiesz jaki teraz jest tutaj rynek pracy? Ludzie z
                                fantastycznym wyksztalceniem, swietnym doswiadczeniem
                                zawodowym i super koneksjami maja problemy z dostaniem
                                pracy, co dopiero jakis wloczega z Polski z zielona
                                karta.
                                • kommi-nek Zastanow sie teraz troche nad soba, ok? 26.11.02, 14:48
                                  >A jakim cudem znalazles prace w CUNY? Wyladowales na
                                  >Ellis Island z zielona karta i zaczales pukac w drzwi?

                                  A takim, ze odpowiedzialem na ogloszenie w bezplatnej lokalnej gazecie. Bez
                                  problemu przeszedlem kwalifikacje.
                                  Na lekcjach angielskiego w liceum ja uczylem sie angielskiego. Przydalo sie od
                                  samego poczatku pobytu.

                                  >To jakas schizofrenia. Mieszkac w Nowym Jorku za $300? W
                                  >ktorym wieku wyemigrowales?

                                  Mieszkalem z roommate’m przez , bodajze, 2 lata. Byl to rok 1986- 87.
                                  Nowoprzybyly teraz tez moze znalezc pokoj za 300-400 dol. W nieuwlaczajacych
                                  ludzkiej godnosci warunkach…Studenci na ogol nie potrzebuja penthouse.
                                  Ja nie lubie oceniac ludzi, ktorych nie znam. Poniewaz jednak Ty od poczatku
                                  negujesz lub poddajesz w watpliwosc wszystko, co ja pisze , ja rowniez pozwole
                                  sobie na pewne wnioski.
                                  Masz dziwna tendencje do pochopnego wyciagania konkluzji, gleboka I dziwna
                                  niewiare w ludzkie mozliwiosci I przede wszystkim dziwna sklonnosc do
                                  wystawiania cenzurek innym…
                                  Wyobraz sobie-domyslam sie ze zaboli Cie to- ze dzis relatywnie duzo ludzi z
                                  Polski przyjeza tutaj I nie maja zadnego doczynienia z “amerykanskimi kiblami”.
                                  Przyjezdzaja na praktyki, na studia doktoranckie , jako visiting professor (
                                  moj szwagier np.) , na kontrakty etc. Znam co najmniej jedna osobe z kazdej z
                                  tych kategorii. Moj kolega z liceum jest w US 3-4 razy w roku na sympozjach,
                                  zapraszany przez uczelnie I szpitale. Normalka.
                                  Boli Cie, ze tak jest czy co??? Ze Ty musisz zasuwac od switu do nocy, by
                                  zaplacic za swoj college? To ze Ty tak zyjesz, nie oznacza, ze wszyscy musza
                                  wlasnie tak. Nie kazdy w koncu musi “livetowork”.
                                  Moze powinienes sobie wrzucic troche na luz, bo ja sie mocno obawiam, ze
                                  tracisz czas ! ?
                                  Nie masz wiary w innych, nie bedziesz miec wiary w siebie I lata mordegi w
                                  najlepszej szkole nic Ci nie dadza. Dyplom dobrej uczelni to tylko narzedzie, a
                                  nie automatyczna przepustka do wszelkiej szczesliwoci I duzych pieniedzy.


                                  >Sluchaj, przepraszam za ostry ton. Mimo wszystko twierdze
                                  >ze Twoja historia jest bardzo, bardzo unikalna. W swoich
                                  >odpowiedziach jestes, jak to tutaj mowia, lekko "obtuse"
                                  >ze nie chcesz tego przyznac. Powtarzam znowu, przyjechac
                                  >do USA z Polski bez zadnych znajomosci i dobrze tu
                                  >wyladowac nie myjac w miedzyczasie kibli to niezly
                                  >wyczyn. Mycie kibli obejmuje kazda prace za minimum wage
                                  >i w okolicach.

                                  Wytlumaczenie powyzej. Dotarlo chociaz czescoiowo ?!
                                  W powodzeniu Polakow w US nie ma nic nadzwyczajnego.
                                  Moze obracasz sie w niewlasciwych kregach towarzyskich?

                                  >Wiesz jaki teraz jest tutaj rynek pracy?

                                  Przyznam sie, ze nie wiem zbyt dokladnie. Dlatego, ze ja mam bardzo solidna I
                                  doskonale platna prace, w ktorej mam zamiar popracowac jeszcze jakies 15-20
                                  lat. Nie przewiduje zadnych zmian na tym polu.

                                  Ludzie z
                                  >fantastycznym wyksztalceniem, swietnym doswiadczeniem
                                  >zawodowym i super koneksjami maja problemy z dostaniem.pracy

                                  Mowisz teraz chyba o Polsce? Nie sadze, bys pisal o Ameryce.
                                  Tacy ludzie tu, w USA nigdy nie mieli I nie beda mieli zadnych problemow z
                                  praca w USA. Chyba, ze ja podejrzewam TY, maja jakies ulomnosci, ktore nie
                                  pozwalaja im na rozwoj zawodowej kariery.

                                  , co >dopiero jakis wloczega z Polski z zielona
                                  .karta.

                                  Znow wylaza z Ciebie obrzydlie, chore kompleksy nizszosci …Kto Cie
                                  tak “uszkodzil” czlowieku?!
                                  Zacznij od siebie, wez pare sesji u psychoanalityka, bo masz powazny problem z
                                  osobowoscia. Jak zrobisz postep, to mozemy kontynuowac te dyskusje , bo wierz
                                  mi, rozmowa z takim klebowiskiem kompleksow jak Ty to zadna przyjemnosc.
                                  • Gość: livetowork Re: Zastanow sie teraz troche nad soba, ok? IP: *.reshsg.uci.edu 27.11.02, 04:12
                                    kommi-nek napisała:

                                    > Przyznam sie, ze nie wiem zbyt dokladnie. Dlatego, ze ja mam bardzo solidna I
                                    > doskonale platna prace, w ktorej mam zamiar popracowac jeszcze jakies 15-20
                                    > lat. Nie przewiduje zadnych zmian na tym polu.

                                    To mi w zasadzie wszystko mowi. Mieszkamy w roznych swiatach. W mojej dzialce nikt nie wie czy bedzie pracowal nastepny rok, a co dopiero nastepne 15 lat. Pracujesz w sektorze publicznym? Bo nie wyobrazam sobie gdzie indziej mogla by byc taka job security.

                                    > Ludzie z
                                    > >fantastycznym wyksztalceniem, swietnym doswiadczeniem
                                    > >zawodowym i super koneksjami maja problemy z dostaniem.pracy
                                    >
                                    > Mowisz teraz chyba o Polsce? Nie sadze, bys pisal o Ameryce.
                                    > Tacy ludzie tu, w USA nigdy nie mieli I nie beda mieli zadnych problemow z
                                    > praca w USA. Chyba, ze ja podejrzewam TY, maja jakies ulomnosci, ktore nie
                                    > pozwalaja im na rozwoj zawodowej kariery.

                                    Znowu - dwa kompletnie rozne swiaty. Goscie ze Stanford, Princeton, z swietnymi GPA, ze zrobionym MBA z gornej dziesiatki i wieloletnim doswiadczeniem zawodowym maja problemy. Taka jest moja dziedzina.

                                    Whatever. Trzymaj sie i zycze powodzenia.
                                • kommi-nek I jeszcze jedno. 26.11.02, 19:40
                                  Gość portalu: livetowork napisał:

                                  > A jakim cudem znalazles prace w CUNY? Wyladowales na
                                  > Ellis Island z zielona karta i zaczales pukac w drzwi?
                                  > To jakas schizofrenia.

                                  No wlasnie, to pewnie schizofrenia...tylko czyja?
                                  Poczytaj sobie troche nt. Ellis Island,kiedy przyjelo ostatnich imigrantow ?
                                  Nie wypada byc az tak niedouczonym.
                                  • Gość: livetowork Re: I jeszcze jedno. IP: *.reshsg.uci.edu 27.11.02, 04:00
                                    kommi-nek napisała:

                                    > Gość portalu: livetowork napisał:
                                    >
                                    > > A jakim cudem znalazles prace w CUNY? Wyladowales na
                                    > > Ellis Island z zielona karta i zaczales pukac w drzwi?
                                    > > To jakas schizofrenia.
                                    >
                                    > No wlasnie, to pewnie schizofrenia...tylko czyja?
                                    > Poczytaj sobie troche nt. Ellis Island,kiedy przyjelo ostatnich imigrantow ?
                                    > Nie wypada byc az tak niedouczonym.

                                    Oj wiem. Tak sie wyrazilem po prostu.
                    • huron Re: Wyjasnijmy tylko... 26.11.02, 07:06
                      "Nieprzecietni swietnie sobie radza w kraju"

                      To szalenie interesujace.
                      Przegladalem z ciekawosci wyniki spolek publicznych.
                      Poza nielicznymi wyjatkami byly dosc.. hmm...kontrowersyjne.
                      Wiec ci nieprzecietni wcale sobie tak dobrze nie radza.

                      "spalilbym sie ze wstydu mowiac moim przodkom (powstancom slaskim notabene), ze
                      wyjechalem z kraju za kasa, bo tam ja latwiej robic."

                      A ja wrecz przeciwnie. Ciagle jeszcze dokladam do swojej firmy z siedziba w RP.
                      Choc juz od roku obiecuje sobie, ze ten miesiac jest juz ostatnim.
                      Gdyby wszyscy mysleli tak jak ja, to do Polski plynalby nieprzerwanie strumien
                      pieniedzy. Wiec mnie nie obrazaj. Nieprzecietny settembrini.
                      Co za ksywka. Wstyd.
      • Gość: Pio Mio Lata katorgi IP: *.dhcp.uno.edu 11.11.02, 21:57
        Tak lata katorgi. Owszem na poczatku moze byc troche atrakcji, nowi ludzie,
        nowe srodowisko ale tak czy inaczej to chodzenie ze schylona glowa przed byle
        chamem, co po lini i na bazie zostal profesorem.
        Czasem katorga jest zupelnie doslowna, ja przez ostatnie miesiace studiow
        doktoranckich postanowilem ze jednak musze spac po szesc godzin co drugi dzien
        bo inaczej swiety Piotr za glupote mnie nie wposci do nieba.
        Problem jest, jotembi, bardziej generalny. Jezeli myslisz o studiach jak o
        intelektualnej przygodzie i stac cie ( albo czesciej twoich rodzicow) na to, to
        fajnie. Popatrz jedak z czysto ekonomicznego punktu widzenia. To sie na ogol
        nie oplaca. Studia to koszty bezposrednie, ksiazki, akademik i tak dalej ale
        tez bardzo duze koszty posrednie w postaci utraconych zarobkow, skladek
        emerytalnych i tak jeszcze dalej. Sa osoby co po studiach robia duze finansowe
        kariery ale zeby miec obraz trzeba policzyc wszystkich. A przecietna osoba po
        studiach wcale nie jest w stanie odrobic kosztow studiow. Czy ktos zna solidne
        oparte na badaniach przekroju calej populacji jaka jest ekonomiczna oplacalnosc
        studiow w Polsce. Tu w USA takie badania robi sie systematycznie i wychodzi z
        nich ze osoba po dokoracie dogania w zakumulowanych zarobkach (po odliczeniu
        kosztow) osobe tylko po szkole sredniej majac dopiero piedziesiat lat, potem
        moze ja przegonic. Ale to tez przy zalozeniu ze znajdzie prace zgodna z
        wyksztalceniem i przeciatna do takiej pozycji placa. Ryzyko jest co bedzie jak
        nie znajdzie albo po prostu w wieku czterdziestu lat zlamie noge. A jak z praca
        w Polsce to wiadomo.
        Jestes z tego co czytam osoba ktorej sie udalo, to nie najlepszy punkt
        widzenia.
        Mam kolege, wygral miliony na loterii, nie da sobie wytlumaczyc ze to
        statystyka, twierdzi ze ma system.
        • jotembi Re: Lata katorgi 11.11.02, 22:16
          bo ja wiem czy mi się udało... udało mi się urodzić o te dwadzieścia parę lat
          wcześniej niż większość forumowiczów, studiowałam w innej rzeczywistości

          ale wiesz co... ciekawe, jakoś głowy przed chamami po linii schylać nie
          musiałam, chociaż w tamtych czasach to praktycznie wszyscy byli po linii
          koszty... u mnie akademik w grę nie wchodził, miejscowa byłam. a inne koszty -
          sporo wtedy zarabiałam (hehe), ciężki to był chleb bo korepetycje z rozmaitych
          języków, ale jednak

          i w sumie zostało mi wspomnienie bardzo fajnych lat, a studiowałam sobie
          dłuuugo, bo dwa kierunki jeden po drugim prawie i potem jeszcze studia
          doktoranckie... o ile pamiętam wspaniale się wysypiałam na tych doktoranckich
          hehe
          no ale to było w pl w latach 70tych, widocznie teraz jest inaczej

          tyle że mnie nadal dziwi, że ludzie to widzą jak jakąś mękę...
          • Gość: sears Re: Lata katorgi IP: NTPROXY* / 170.118.157.* 11.11.02, 23:51
            Absolutnie sie z Toba zgadzam. Ja studiowale w latach '85-88, na warszawskim
            SGPiS (SGH). Byly to najlepsze lata chociaz gdy zaczynalem, moglem liczyc, na
            ciepla ale marnie platna posadke w GUS, po ukonczeniu studiow.
      • Gość: absolwent Re: Lata katorgi...? Ależ nie - było super ... IP: *.swietochlowice.dialup.inetia.pl 11.11.02, 22:43
        hej !!!

        ja osobiście wspominam swoje studia z jak najlepszej strony.
        Być może miałem więcej szczęści niż PioMio?

        Ukończyłem studia ponad 5 lat temu. Kiedy blisko 10 lat temu zdawałem na
        studia, nadeszła moda na kierunki ekonomiczne. Na pierwszy rok na AE przyjęto
        ponad 1000 osób na studia dzienne i drugie tyle na zaoczne. Już na egzaminach
        wstępnych z zupełnie obcymi sobie ludzmi wspólnie rozwiązywaliśmy niektóre
        pytania. Wszystkie z tych osób się dostały, a część z nich była w mojej grupie.
        To był dobry początek.

        Osobiście nie lubię egzaminów teoretycznych, ale nawet takich egzaminów nie
        traktowałem jako katorgi. Trzeba je było "zaliczyć" i tyle. To co mnie
        interesowało - zgłębiałem sam i bez przymusu.
        Wiele czasu spędzaliśmy na rozmowach, zabawie i piwie. Należałem też do sekcji
        rowerowej, gdzie poznałem wielu wspaniałych kolegów.

        Od 3-go roku zacząłem pracować i jeszcze przed końcem studiów "zaliczyłem" 3
        pracodawców. Wtedy nie było to jeszcze nagminne - większość studentów bawiła
        się, nie myśląc co będzie dalej. Znałem tylko kilkanaście osób z mojego roku,
        które jednocześnie pracowały i uczyły się na studiach dziennych. Cała sztuka
        polegała na tym, aby chodzić tylko na te zajęcia, na które naprawdę trzeba (bo
        z wykładowcą nie da się "dogadać"). Wszelkie "prace zaliczeniowe" załatwiałem
        indywidualnie, często siedząc po nocach. Ale lubiłem zarówno swoją pracę jak i
        obrany kierunek studiów. Znajdywałem także czas, żeby jeźdźić 100km do
        swojej "dziewczyny" (obecnie żony :-).

        Z perpektywy czasu traktuję studia jako ważny etap swojego życia. Pomogły mi
        poznać wielu ludzi, "nabrać ogłady" i dały trochę wiedzy ...
        Obecnie wykonuję pracę zgodną z wykształceniem i zainteresowaniami - jest więc
        ciekawie, a i pieniądze niezłe...

        Pozdrowienia
      • goga.74 Re: Lata katorgi...? 11.11.02, 22:49
        Ja skonczylam studia, ktore sa uwazane za trudne, ale absolutnie nie wspominam
        tego czasu jako "katorgi". Owszem, bylo duzo pracy, ale w koncu ta praca
        dotyczyla czegos, co mnie interesowalo wiec bylo w tym sporo przyjemnosci.
        Ale byl to tez czas 3-miesiecznych wakacji, niezapomnianych imprez i przyjazni
        do dzis.
        Moze tez to bedziej malutki "kijaszek w mrowisko" , ale napisze to, co mi
        szkodzi :-). Uwazam ze jesli studia sa dla kogos "katorga" to moze po poszedl
        na niewlasciwy dla siebie kierunek - studia nie sa dla niego ciekawe albo po
        prostu jest za slaby i sie na te studia nie nadaje.


        • jotembi Re: Lata katorgi...? 11.11.02, 23:39
          no właśnie!!! jak to miło, że ktoś jednak (a nawet dwie osoby jak dotąd)
          wspomina studia z sympatią!
          a poza tym, goga, też tak uważam: jeśli to była katorga, to albo komuś
          kierunek nie pasował (a został wybrany ze względu na modę, spodziewane szanse
          na rynku pracy, rodzinne naciski czy co tam jeszcze), albo ktoś po prostu
          sobie nie radził (co zresztą często idzie w parze, jak coś człowiekowi "nie
          leży", to i trudno wchodzi do głowy...)
        • paw_dady fun byl tera do roboty ;o) 24.11.02, 00:22
          goga.74 napisała:

          > Ja skonczylam studia, ktore sa uwazane za trudne,
          a nie konczylas jakiejs filologii? to czemu piszesz
          trudne tam jest 5 lat o ogonkach ;o)


          met vriendelijke groeten
          pd
      • maly.ksiaze Wspaniale lata, ot co! 11.11.02, 23:47
        Tak wlasnie wspominam studia. Nie chodzi mi przy tym o aspekt towarzyski, nie
        przede wszystkim, w kazdym razie.

        Oprocz niewielkiej dozy nudziarstwa, przez ktore trzeba bylo przebrnac,
        pamietam caly szereg wykladow, ktore do dzis uwazam za intelektualna przygode.
        Nauczylem sie wowczas uzywac swojego umyslu w naprawde sprawny sposob.
        Postudiowalbym jeszcze...

        Pozdrawiam,

        mk.
        • jotembi Re: Wspaniale lata, ot co! 12.11.02, 00:15
          (dla wyjaśnienia: siedzę i tłukę pilną robotę, tak nudną, że nie mogę się
          powstrzymać od zaglądania tu i ówdzie, czyli między innymi także i tutaj...)

          a poza tym serce mi rośnie: oto są jednak ludzie, dla których studia były po
          prostu fajne!

          ale skoro tak, to dlaczego na forum przeważa ta postawa męczennika na polu
          nauki...? powiedziałabym dość obrazoburczo, że 5 lat studiów to jakby trochę
          za mało, żeby aspirować do takiego tytułu...
          • gandzia27 Re: Wspaniale lata, ot co! 13.11.02, 00:32
            Ja przez całe studia marzyłam, aby wreszcie je skończyć. Katorga. Dzisiaj
            jestem szczęśliwa, że nie muszę robiś za darmo. Tylu idiotów, jakich spotkałam
            na tej uczelni, to pewnie przez całe swoje życie nie spotkam. Patrz:
            Politechnika Krakowska, Wydział Architektury. Dzisiaj facetowi, który uczył
            mnie instalacji sanitarnych tłumaczyłam, jaki ma sobie kupić grzejnik do
            łazienki. Naprawdę.
      • rafiss Re: Lata katorgi...? 13.11.02, 03:37
        Ja swoje lata nauki wspominam wspaniale.
        Mam 24lata, dyplom mgr inż. obroniłem w lipcu.
        Pracy szukam ... jestem blisko i daleko ... w 4 firmach przeszedłem wszystk.
        etapy ale nie dost. jeszcze odp. Już nie wyślę ani jednej aplikacji ... mam to
        wszystko gdzieś ... jak nie wyjadę stąd to ...

        Podstawówka,Liceum mat-fiz,Politechnika Śląska wszystko szybko mi zleciało ...
        ... ale te czasy nie powrócą ...
        ... nigdy nie czułem się tak żle jak teraz ...
        ... może to miałem w życiu zrobić ... skończyć studia i skończyć z ...
        ... i tak się stanie ...

        Do zobaczenia po tamtej stronie ...
        • Gość: Monika Do Jotembi IP: *.pol.lublin.pl 13.11.02, 10:54
          Hej, wpisałam Ci się do wątku "jotembi, znowu mnie wkurzasz", zobacz!
          Dziewczyno, Ty masz zasadniczo rację we wszystkim, co piszesz! A nadto
          ciekawie piszesz! Są studia i studia. Dla mnie np. były katorgą na I roku
          (polonistyka) - przerażał mnie ogrom lektur do solidnego przeżucia... jak to
          zrobić... Potem (jako że wszystko dla ludzi) - wszystko się zorganizowało, na
          wszystko był czas. Były to zaiste "cudowne lata". Ale wiesz, ja rozumiem tych
          ludzi, którzy studiowali, dokształcali się, a w swoim kraju nie mogą znaleźć
          żadnej pracy. Albo b. nisko płatną. Moja córka studiuje, studia nie są dla
          niej katorgą... c.d. nastąpi
          • Gość: Monika Re: Do Jotembi - c.d. IP: *.pol.lublin.pl 13.11.02, 11:16
            A więc - dziecko moje po studiach ma zamiar wyjechać z kraju, twierdząc, że w
            obecnej sytuacji nie ma szans nie tylko na pracę, ale na rozwój osobisty... Że
            drażni ją zaściankowość, szablonowość pl - najogólniej mówiąc. "Muszę wyjechać
            z tego kraju, aby go do reszty nie znienawidzieć" - to są jej słowa. Na razie
            dostała na letni semestr stypendium do GB. Dziewczyna jest zdolna językowo, ma
            tzw. słuch do angielskiego (w przeciwieństwie, niestety, do mnie); "popełniła"
            z tegoż języka Advance'a, teraz się szykuje do zrobienia certyfikatu z hiszpa
            ńskiego. Życie to zweryfikuje. Ale jest to i tak uczciwsze zrealizowanie swego
            życia, niż np. plany kolegów mojej córki - aby zacząć działać w polityce, "bo
            tylko tak można w Polsce dopchać się do żłobu".
            Jotembi, masz rację, kiedy stwierdzasz, że mnóstwo absolwentów przecenia swoje
            umiejętności, nie tylko językowe zresztą, ale sama wiesz, że jest i ta druga
            strona medalu... pozdrawiam!
            • jotembi Re: Do Jotembi - c.d. 15.11.02, 01:49
              w czasach masowego exodusu polskiej młodzieży na zachód ja jakoś zawsze
              wracałam... ale to dlatego, że w pl był mój dom i moja mama, teraz już mniej
              mnie tu trzyma

              w sumie czuję się w domu wszędzie, gdzie tylko mogę się jakoś dogadać... bo ja
              wiem, jest w sumie całkiem możliwe, że niedługo zniknę z pl na parę lat

              ale wrócę tu, twoja córka ma na pewno sporo racji krytykując ten kraj, ale ja
              go już polubiłam razem z jego wszystkimi wadami i już mnie on nie stłamsi,
              odporna jestem hehe

              a córce życz ode mnie wszystkiego naj, niech jej się wiedzie w świecie! teraz
              dzieci mają fajnie, mogą wyjeżdżać i wracać... moje (nasze) pokolenie miało
              bilet w jedną stronę, wtedy wydawało się, że bez prawa powrotu
              i jeśli moje dziecię w jakimś momencie zechce sobie pojechać w świat - niech
              jedzie, zawsze sobie będzie mogło z matką staruszką via net pogadać...
          • jotembi Re: Do Jotembi 15.11.02, 01:39
            to straszne, tak ciągle mieć rację... jeszcze chwila, a sama siebie
            znienawidzę hehe

            mnie nawet pierwszy rok nie zmógł, te moje pierwsze studia były odjechane na
            maksa (jak mówią dzieci), bo to była filologia klasyczna. łacina i greka
            starożytna i takie tam
            przez te moje małpie zdolności językowe byłam chyba najlepsza na roku (ale
            spoko, 10 osób tam było na tym roku więc nie ma się znowu czym tak chwalić) i
            zdecydowanie najzdrowsza hehe, to był taki wydział dla ludzi, którzy z powodów
            zdrowotnych nie bardzo mogli co innego robić
            no i jako taki najsilniejszy osobnik w stadzie wymościłam sobie całkiem miłą
            pozycję
            ale potem stwierdziłam, że ja jednak w dziale starodruków nie wytrzymam (a
            takie były perspektywy pracy po tej klasycznej) i zwiałam na miesiąc przed
            końcem prosto na drugi rok resocjalizacji, niezbyt pokrewna dziedzina...
            a tam to już był luz totalny, im dłużej się studiuje, tym łatwiej to
            przychodzi...

            w każdym razie studia były naprawdę super
            i nigdy w życiu nie powiedziałabym "tyle lat męki i nic..."
            ale oczywiście rozumiem ludzi, którym wszystkie nadzieje na pracę po kolei
            biorą w łeb...
        • jotembi Re: Lata katorgi...? 15.11.02, 01:53
          ej, rafiss, że co???
          a daj ty spokój, człowieku, luzik
          weź głęboki oddech i pomyśl jeszcze raz
          a potem się odezwij i ładnie przeproś, że starszą panią straszyłeś

          a po tamtej stronie to ty mnie szybko nie spotkasz, postanowiłam żyć długo i
          szczęśliwie i coraz bardziej irytować otoczenie swoją osobą (już teraz moje
          wpisy budzą żywiołową nienawiść u niektórych, co dopiero będzie za 20 latek...
          brr, będę złośliwa jak wąż chory na półpasiec hehe)

          więc spokoluz rafiss, odezwij się!
          • forward Re: Lata katorgi...? 15.11.02, 08:54
            Jak zwykle masz rację Jotembi, to naprawdę nieważne jak szalenie drogie jest
            utrzymanie się w dużym mieście na studiach, to naprawdę nieważne że 50 %
            studentów płaci za swoje studia, to naprawdę nieważne jak mało Polska stwarza
            szans dla młodych, studia są klawe. A po studiach do garów albo do kopania
            rowów, że też się zachciało absolwentom pracy gdzieś indziej, skandal. Taki
            jest sens twoich wpisów na tym forze.Amen.



            Forward
            • Gość: Monika Jotembi i forward IP: *.pol.lublin.pl 15.11.02, 09:41
              Jotembi - bez kompleksów! A forward - to właśnie ta druga strona medalu.
              Prawda jest taka, iż przy obecnej stagnacji gospodarczej nie starczy dla
              wszystkich miejsc pracy. A exodus na Zachód nie dla każdego i nie zawsze jest
              dobrym rozwiązaniem.
              Jotembi - dziękuję za życzenia! Tobie też naj, naj! Monika
              • jotembi Re: Jotembi i forward 15.11.02, 10:05
                taaa, jasne, wszystko to rozumiem, napisałam przecież...
                ale czy w takich studiach, nawet potwornie kosztownych itd., naprawdę nie ma
                NIC fajnego??? tylko ta katorga???
                to ja w takim razie nie rozumiem, po co studiować, tylko i wyłącznie dla
                kariery? czyżby zniknął gdzieś ten element zabawy i luzu...? no i aż wstyd o
                tym pisać, ale za moich czasów studiowało się jeszcze po to, żeby się czegoś
                ciekawego nauczyć... to też się już przestało liczyć?

                i tego właśnie dotyczyło moje pytanie
      • marecki26 Re: Lata katorgi...? 15.11.02, 17:10
        Ja w zyciu nie powiedzialbym, ze moje studia to byla katorga. Naprawde swietny okres w
        zyciu, kiedy byl czas i na niezle imprezki z bracia studencka i rowniez na to, zeby powkuwac,
        kiedy byla taka koniecznosc. Studia skonczylem ok. 1,5 roku temu, przez kilka miesiecy po
        wakacjach szukalem pracy (byl to rok 2000), cos tam lapalem dorywczego az w koncu
        mialem ten komfort wyboru jednej z dwoch calkiem niezlych ofert pracy.
        Byla tu poruszona kwestia nastepujaca - studia sa do d..., bo nic nie daja, nie pomagaja w
        zdobyciu pracy. Moze z tej perspektywy byli studenci patrza na swoj okres studiowania z
        niechecia.
        Ja tez czasem ciezko harowalem klnac na czym swiat stoi, ale po jakims czasie, juz widzac
        owoce swoich wysilkow mowilem sobie - przeciez nie bylo tak zle (chociaz obiektywnie
        raczej bylo zle).
        Jeszcze o percepcji okresu studiow - do niedawna mialem tez wrazenie, ze na studia
        narzekaja glownie ludzie studiujacy w trybie wieczorowym i zaocznym. Podstawa takiej
        oceny bylo porownywanie moich znajomych studiujacych dziennie i zaocznie. Widac bylo, ze
        zaocznym brakuje tzw. zycia studenckiego, a studia kojarza im sie tylko z zakuwaniem i
        czasem niezle stuknieta kadra akademicka. Na tym forum jednak czesto widuje wypowiedzi
        negujace taki punkt widzenia (sa to wypowiedzi samych studentow zaocznych). Tak wiec
        teraz uwazam, ze prawda ja zwykle gdzies posrodku jest.
        Wracajac do glownego tematu - moje studia byly wspaniale i naprawde przydaly sie w
        znalezieniu zadowalajacej mnie pracy (a byly to popularne studia na akademii ekonomicznej).

        Pozdr,
        marecki
        • forward Re: Jeszcze coś napisz plizzz 15.11.02, 17:20
          Pochwal się jeszcze jaką miałeś średnią i w jakim kolorze miałeś marynarkę na
          obronie? Wielu zapewne to zaciekawi.






          Forward
          • marecki26 Re: Jeszcze coś napisz plizzz 15.11.02, 17:23
            "spieprzaj, dziadu!"
            • forward Re: Jeszcze coś napisz plizzz 15.11.02, 17:29
              Szwy puszczają, cio?







              Forward
              • marecki26 Re: Jeszcze coś napisz plizzz 15.11.02, 17:34
                Nie, gdzie tam... :-), po prostu fajny z ciebie koles...
                • forward Re: Jeszcze coś napisz plizzz 15.11.02, 17:40
                  Ja cię kręcę, jezu, kurcze toś ty wodzo intelektualny po akedemiji
                  ekonomicznej. I tego wszystkiego was tam nauczyli, naprawdę? To ja ciebie
                  pędraczku nauczę jednego, nie przymilaj się do mnie, OK? jak bluzgasz kogoś to
                  rób to konsekwentnie albo zabieraj dupę w troki, znajdziesz miejsce w skrzacie
                  ogrodowym tylko uważaj żeby cię jakiś Krzyżak do Reichu nie wywiózł, amen,
                  kurwa amen.


                  Forward


                  • marecki26 Re: Jeszcze coś napisz plizzz 15.11.02, 17:49
                    Coz mi pozostaje - jeszcze raz odeslac cie do obydwu moich powyzszych postów :-), I
                    zyczy c spokoju ducha� i pogratulowac "konsekwencji w bluzganiu", zawsze lepsza taka,
                    niz zadna ;-)
                    • forward Re: Jeszcze coś napisz plizzz 15.11.02, 19:29
                      Popraw sobie literówkę na kompie i dalej strugaj gentelmana, może ktoś kupi ten
                      kit, bo ja nie. Dziwne najpierw zaczepiasz i robisz smrodek a później uciekasz,
                      więcej konsekwencji pędraczku.






                      Forward
        • jotembi Re: Lata katorgi...? 16.11.02, 11:24
          thx marecki, wiara w ludzkość mi wraca!
          właśnie na coś takiego liczyłam, tzn. miałam nadzieję, że przynajmniej
          niektórzy spośród niedawnych absolwentów też miło wspominają studia (mimo
          wszystkich związanych z tym kłopotów, wliczając w to kłopoty finansowe)

          bo wiecie co... strasznie by było żal, gdyby studia miały się kojarzyć już
          tylko z katorgą!
          • g.gekko Re: Lata katorgi...? 16.11.02, 12:42
            Ja uważam, że osoby, które miło wspominaja czas studiów to są przede wszystkim
            osoby, które studiowały w tzw. minionym okresie. Wtedy to rzeczywiście nie była
            żadna katorga.Wtedy to powiedzenie "student- to brzmi dumnie " miało sens. I
            wtedy to rzeczywiście na studiach była autentyczna elita, a nie taka hołota jak
            dziś. I wtedy też nie trzeba było dbać o tzw. doswiadczenie zawodowe, kursy,
            praktyki w trakcie studiów itp. To wszystko nie było nikomu wtedy niepotrzebne.
            Dzisiaj natomiast mogę powiedziec(na podstawie mojego doświadczenia
            (studiuje3kierunki w tym 2dzienniejednooczesnie pracuje w 2 miejscach),że
            studia są w dużej mierze stratą czasu.Programy zamiast przygotowywac do
            funkcjonowania w realiach gosp. rynkowej(osobiście najchętniej widziałbym case
            studies)przeładowane są teoretycznymi regułkami.
            • Gość: andrkow Re: Lata katorgi...? IP: spc:* / 126.22.28.* 16.11.02, 14:32
              Studia to wspaniały okres w moim życiu.Świetne imprezy,wspaniali ludzie.Na
              studiach poznałem swoją przyszłą żonę.Kosztowały dosyć sporo czasu i
              pieniędzy.I choć nie pracuję w swoim zawodzie to mile wspominam ten czas.
          • Gość: Mossad Attack A mnie tam fajnie bylo IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 16.11.02, 15:56
            Teraz ja dorzuce cos od siebie. A wiec pracowalem po 12-14 godzin dziennie
            (fizycznie), pozniej jeszcze uczylem sie (bo to lubie) tak gdzies do 3:00 rano
            i o 5 pobudka do pracy a w sobote i niedziele studia informatyczne od rana do
            poznej nocy. Hehe czasem nie spalem przez caly tydzien (przed egazminami).
            Lecz, powtarzam lecz nie wspominam studiow jako katorge, po calym tygodniu
            pracy przynajmniej tam sie mozna bylo wyluzowac a i profesorstwo nie takie
            straszne. Gorzej z mlodymi asystentami bylo :)). Dodatkowo mialem przekichane
            bo wiekszosc literatury mialem sciagniete z netu (brak kasy na ksizaki) i po
            angielsku. Wiec musialem w to wlozyc wiecej pracy niz inni. Ale ogolnie studia
            chociaz zaoczne byly fajne, mile nawet te zaliczenia i egzaminy :). Dzisiaj tez
            nie mam pracki, bo mieszkam w takim regionie gdzie w tym zawodzie jej nie
            ma :)). Ostatnio pracowalem troszku na budowie i wlasciwie tez powinienem byc
            sfrustrowany jak wiekszosc i wyzalac sie na necie ale jakos mi to nie wychodzi
            hihihi wprost przeciwnie :). Po prostu bedzie jak ma byc, bo zawsze jakos jest,
            byle jak ale jest :).
            Do jotembi
            Odkad skonczylem szkole (rok temu) to juz prawie zapomnialem angielski i
            niemiecki (nie wiem czy potrafilbym zlozyc prawidlowo zdanie w tych jezykach)a
            znalem je bardzo dobrze. Wiec pewno mozesz mnie dorzucic do swojej kategorii z
            mrowiska :). Z tym ze ja nie wysylam aplikacji na ogloszenia gdzie pisze ze
            wymagaja znajomosci angielskiego :)). Ale ogolnie fajnie bylo na studiach i
            postudiowalbym sobie dalej (nawet doktoracik) ale kasy brak :). To tyle
            Pozdroofka Jotembi przynajmniej ty nie marudzisz :)
            • jotembi Re: A mnie tam fajnie bylo 16.11.02, 19:58
              Mossad Attack (rany boskie, ależ ty masz nicka!!! hehehe), moim zdaniem jesteś
              super! liczyłam na to, że jednak istnieją jeszcze gdzieś w tym ponurym kraju
              ludzie tacy jak ty...

              jak widać wszystko zależy od nastawienia, twoje motto

              "bedzie jak ma byc, bo zawsze jakos jest, byle jak ale jest :)"

              jest także moim mottem, pewno dlatego nie marudzę (przynajmniej nie bardziej
              niż ustawa przewiduje - thx za wyrazy uznania!)

              a co do języków, to jeśli miałeś literaturę fachową pościąganą z netu po
              angielsku, najprawdopodobniej znasz ten angielski lepiej niż ci się wydaje...
              jak go zaczniesz znowu używać, to się przekonasz, tego się wbrew pozorom nie
              zapomina. aha, a do mrowiska się nie nadajesz, sorki, mrowisko jest dla tych,
              co się przechwalają czymś, czego nie potrafią...

              doktoracik super sprawa, może się jednak rozejrzyj za jakąś kasą!

              3maj się cieplutko!!!


      • Gość: llll Re: Lata katorgi...? IP: PLWAWSRV* / 195.94.201.* 18.11.02, 11:01
        llllllll
      • Gość: llll Re: Lata katorgi...? IP: PLWAWSRV* / 195.94.201.* 18.11.02, 11:01
        llllllll
        • Gość: mysza Re: Lata katorgi...? IP: proxy / 213.25.91.* 19.11.02, 17:17
          wizja studiow jako lat katorgii mnie zadziwiła - przeczytałam wszystkie
          wypowiedzi na ten temat, troche rozumiem. Trafne spostrzeżenia dotyczą
          studentów studiów wieczorowych i zaocznych - oni chyba nie maja zwykle czasu
          bawić się swoimi studiami, poza tym chyba czesto nie intereresuje ich nabywane
          wiedza - raczej sposoby zakonczenia tego "niepotrzebnego" okresu, ktory jest
          wart tyle tylko, ile papierek, ktory dają na jego zakonczenie.
          moje studia nie byly idealne - glownie dlatego, ze pozniejsze ich lata to juz
          czas poswiecony przez wielu moich kolegow budowaniu swojego wizerunku jako
          przyszlych szanujacych sie profesjonalistow w swojej dziedzinie. dzisiaj nie
          zrezygnowalabym z nich za nic - to byl jedyny w woim rodzaju czas - wolnosci,
          przyjazni, podrozy, na ktore teraz brak urlopu i jeszcze raz wolnosci.
          tez bym sobie jeszcze postudiowala - studia skonczylam dwa lata temu, pracuje,
          w miare zgodnie ze swoim wyksztalceniem ale doksztalcam sie bez przerwy i
          strasznie sie ciesze, ze moge - nauka daje mi jeszcze wiecej satysfakcji, jak
          juz widze, jak mozna jej uzyc...
          • Gość: ulka Re: Lata katorgi...? IP: *.lodz.dialog.net.pl 20.11.02, 16:18
            Jotembi - właściwie piszę to do Ciebie. Intrygujesz mnie okrutnie, chętnie bym
            Cię poznała. Da się to zrobić?
            Jestem sporo starsza (od Ciebie i wszystkich forumowiczów razem wziętych), ale
            chętnie zaglądam na te strony. Dotąd nie wypowiadałam się, poprzestając na
            czytaniu. Teraz jednak nie wytrzymałam.
            Studia... Cóż, ja kończyłam je straaaaaasznie dawno, w zupełnie innych czasach.
            Często je wspominam z łezką, nie tylko dlatego, że wówczas byłam młoda. Także
            dlatego, że byliśmy WSPÓLNOTĄ. Byłam tą "z akademika", czyli gorszy sort, ale i
            tak było fajnie. Nie stać mnie było na nic, nawet w kawiarni (jeśli mnie ktoś
            zaprosił), cukier w kostkach chowałam do kieszeni. Kawę bez cukru pić mogłam,
            ale herbaty nie. Z czasem nabyłam i tę drugą umiejętność. Najbardziej wizytową
            garsonkę uszyłyśmy sobie z kupionej za grosze "ścierki do podłogi" - tak było
            napisane na metce. Świetna faktura i kolor, coś unikalnego. Takich historyjek
            mogłabym więcej opowiedzieć. Mimo to ja się tym chlubię, a nie wspominam jako
            męki. Tyle tylko, że wówczas większość tak żyła. Teraz jest inaczej. Młodzi
            kryją się ze swą biedą, wręcz się jej wstydzą. To chyba utrudnia utrzymanie
            dobrego samopoczucia.
            Martwi mnie jeszcze co innego: rówieśnicy moich dzieci nie znajdują w
            studiowaniu żadnej radości z szukania wiedzy. Mało czytają, w ogóle z sobą nie
            dyskutują "o życiu" czy o świecie. Nadrabiają miną? Nie wiem.
            • forward Re: Lata katorgi...? 21.11.02, 08:57
              A nieprawda, bo ja lubię rozmawiać o życiu. Oto moje dwie maksymy na dziś i
              jutro:

              Życie jest ciężkie i moczopędne. ( To z grafitti na bloku)

              Życie jest jak jajko, trzeba je znosić. ( To z napisu na kubku)

              Nic dodać,nic ująć wspaniałe egzystencjalne myśli, w dodatku adekwatne do
              rzeczywistości.




              Forward
            • jotembi do ulki!!! 22.11.02, 20:23
              długo mnie tu nie było, cieszę się że lata katorgi trwają (hehe)
              ale to tak na marginesie

              ulka, czuję się zaszczycona! pewnie że można mnie poznać osobiście, ja ciebie
              też bym baaardzo chętnie poznała, bo jakoś mi się wierzyć nie chce, że jesteś
              starsza nawet ode mnie hehe, ludzie tak długo nie żyją, ja jestem jedyna... a
              właściwie dlaczego cię intryguję? taki sobie zwykły babiszon jestem, złośliwy
              i czepiający się byle czego... ;)
              ty z łodzi chyba sądząc po adresie IP, ja z tej znienawidzonej przez
              forumowiczów wawy, w sumie rzut beretem, możemy się umawiać - tutaj albo na
              maila, do wyboru!

              a poza tym bardzo mądrze napisałaś o tej studenckiej biedzie - wtedy
              rzeczywiście nikt się tego nie wstydził, nie było różnic zależnych od
              zamożności... to się skończyło jakoś tak bardzo szybko po moim zakończeniu
              edukacji, potem oglądałam z rosnącym przerażeniem podziały między szczeniakami
              z tej samej klasy podstawówki, zresztą niegdyś mojej, dwa kroki od mojego
              domu... te dzieci wychodziły ze szkoły jednocześnie ale nigdy razem, gnoje w
              futrach z lisa (a jakże, były takie panieneczki) nawet nie patrzyły na te w
              biednych kurteczkach po starszym rodzeństwie

              a skoro już jestem przy ubrankach... ubranka szyte z byle czego to był dopiero
              odlot, miałam maszynę do szycia i szyłam dosłownie wszystko, tylko buty mi
              jakoś nie wychodziły z braku podeszew hehe
              w tamtych czasach moja mama (tzw. samotna matka) pracowała w wydawnictwie,
              zarabiała tak sobie i miała na karku mnie, przedwojenną gosposię i walący się
              dom czyli rezydencję rodową. więc te moje korepetycje i talenty krawieckie
              baaardzo się przydawały

              ale masz rację, wtedy wszyscy (wszyscy normalni ludzie, z nomenklaturą nie
              miewałam kontaktów) żyli byle jak i nikt się nie wstydził... i może dzięki
              temu można się było spokojnie delektować studenckim życiem

              a zdobywanie wiedzy... to brzmi tak górnolotnie, ale niektóre wykłady czy
              ćwiczenia pamiętam do dziś, to było fascynujące i tyle... ciekawe, czy
              dzisiejsi studenci też czasem przeżywają coś takiego

              no to czekam na sygnał od ciebie, ulka!
      • Gość: justi Re: Lata katorgi...? IP: proxy / 148.81.8.* 21.11.02, 16:07
        CHCIAŁABYM POWIEDZIEC KILKA SŁOW O STUDIOWANIU. HMMM... DLA MNIE TO ŚWIEZY I
        SMUTNY TEMAT. W PAŹDZIERNIKU MUSIAŁAM ROZSTAC SIE ZE SWOJA UCZELNIA , NA KTÓREJ
        ZGŁĘBIAŁAM TAJNIKI PEDAGOGIKI. NIE POWIEM JAK TO UCZELNI I GDZIE, BO KOCHAM TO
        MIEJCSE, PRZEZYŁAM TAM NAJCUDOWNIEJSZY ROK MOJEGO ŻYCIA. NIESTEY, TYLKO ROK ,
        BO NIE ZDAŁAM JEDNEGO EGZAMINU , KTÓRY BYŁ TZW. ZAPLANOWANY , CZYLI WYZNACZONY
        DO ODSIEWU STUDENTÓW. PYTAM WIĘC : PO AJKIE LICHO PRZYJMOWAC NAS TAK WIELU NA
        DANY KIERUNEK , SKORO WIADOMO NA SAMYM POCZĄTKU , ŻE PO ROKU CZEKA NAS BURTA?!
        MAM ŻAL DO PROFESORA , ŻE POTRAKTOWAL NAS PRZEDMIOTO, MNIEJSZA O SZCZEGÓŁY...
        TERAZ JESTEM NA INNEJ UCZELNI , PRYWATNEJ W INNYM MIEŚCIE. TU JEST INACZEJ . SĄ
        PIENIĄDZE , JEST NAUKA, ALE JAKA?! DLA MNIE TO SZOK I SKANDAL...JESTEM
        ZDRUZGOTANA I ZAŁAMANA. DOPIERO TU ZOBACZYŁAM , ŻE JESTEM CHODZACYM PIENIĄDZEM,
        BO TO ZE MNIE WYKŁADOWCY MAJĄ CZYSTY ZYSK. A IDĄ PO NAJMNIEJSZEJ LINII OPORU.
        JESTEM W MAŁYM PIEKIEŁKU. TĘSKNIE ZA DAWNYM ZYCIEM I POWIEM WAM JEDNO:
        STUDIUJCIE NA PAŃSTWOWYCH UCZELNICH , JESLI TYLKO MACIE TAKIE MOZLIWOŚCI. TO
        ZUPEŁNIE INNY ŚWIAT. NIE KATORGA , ALE LUKSUS, PRZYJEMNOŚC, RAJ... CZASEM Z
        RAJU , TRAFIA SIE DO PIEKŁA...POZDRAWIAM STUDENTÓW , WYKŁADOWCÓW...
      • akawill Re: Lata katorgi...? 21.11.02, 16:35
        Wlasciwie nie mam nic nowego do dodania. Moje studia byly okupione mnostwem
        godzin i w porywach ciezkie, ale nie zmienia to faktu, ze byl to wspanialy
        okres zycia. Jednakze, przez caly okres studiow bylo jakies tam zalozenie, ze
        jakos tam pozniej sie sprawy uloza i byl to wazny element tej wspanialosci
        studiowania. A czesto sprawy sie nie ukladaja. I latwiej wtedy
        powiedziec: "meczylem sie, i po co?" niz "bylo swietnie, szkoda, ze nie jest
        dalej".

      • Gość: doktorant zaj...isty czas! IP: *.camk.edu.pl 22.11.02, 09:50
        Na wstepie musze zaznaczyc, ze zdaje sobie sprawe z tego,
        iz moj przypadek pewnie nie jest typowy, dlatego nie
        oceniam tych, ktorzy twierdza, ze studia to katorga -
        pewnie maja powody. Ja nie musialem pracowac, bylem
        jednym z najlepszych studentow, dostawalem calkiem
        pokazne stypendium naukowe. Studia skonczylem 2 lata
        temu, teraz jestem na doktoranckich. Finansowo wychodze w
        okolicach sredniej krajowej, zona jest nauczycielka, wiec
        sami wiecie ile zarabia... Gdybym mial oceniac studia z
        tego punktu widzenia to na pewno ocena nie bylaby
        rewelacyjna. Jednak dla mnie, jak rowniez dla mojej zony,
        studia to najwspanialszy czas. To czas swietnych imprez,
        wspanialych przyjazni, podrozy, dyskusji do rana o
        muzyce, sztuce, religii, ale tez polityce, ekonomii
        (musze w tym miejscu dodac, ze studiowale fizyke),
        stypendium w Amsterdamie ;)... - czas wolnosci. Choc
        uczyc musialem sie duzo, jednak mialem czas na mnostwo
        innych rzeczy a nauka fizyki, choc ciezka, dawala mi
        mnostwo satysfakcji. Perspektywy mam wciaz niezle, po
        doktoracie bedzie szansa na wyjazd, wiec byc moze moja
        ocena studiow jest na fali tego optymizmu. Wydaje mi sie
        jednak, ze ona sie nie zmieni nawet, gdy zostane
        naukowcem w Polsce i zarabiac bede niewiele wiecej niz
        teraz...
        • am18 Re: zaj...isty czas! 23.11.02, 06:14

          Przyszlosc zawodowa masz raczej dobra i powinienes dokonczyc ten doktorat jak
          najszybciej; pozycji w twojej dziedzinie (fizyka) jest bardzo duzo i na
          uniwersytetat kanadyjskich bedziesz rozrywany. A na dodatek, jesli masz
          atrakcyjna specjalizacje - no to i "salary" tez bedzie ekscytujace.
          powodzenia
          AM
      • paw_dady czasem i katorgi 24.11.02, 00:29
        > ale czy naprawdę dzisiejsi absolwenci (albo prawie-
        absolwenci) postrzegają
        > swoje lata nauki (studiów głównie) jako lata katorgi?
        czy ten ton to tak
        > niejako przypadkowo wynika z ogólnego (zrozumiałego
        zresztą) rozgoryczenia?
        >


        a moze to nie chodzi o studia (czytaj ilosc wiedzy
        podana tak czy inaczej + 'czas wlasny). czasem moze sa
        trudnosci logistyczne? wcale nei wspominam studiow
        dobrze, nie dlatego, ze jestme glabem i nauka mi nie
        szla (kiedys bylem zboczony i lubilem sie uczyc) ale
        bylo kruchutko z kasa. tym co pisza o wjazdach 'do
        zakopca' czy spiewach w bieszczedach gratuluje zasobnego
        tatusia.


        Z tymi z ktorymi studiowalem w 95% nie utrzymuje
        kontaktow bo z kim i po co? (5% to fajni gosci, ktorzy
        mieli cos w glowach i im dzisiaj idzie i to dobrze)

        I cale szczescie, ze studia sie skonczyly potem przyszlo
        lepsze.


        > powtarzam: pytam z ciekawości
        > (ale i tak mi się pewno dostanie... trudno, taki już
        los jotembi na tym
        > forum)

        ha ha tobie sie po prostu nudzi i jestes niedociazona
        obowiazkami ;o)
      • Gość: Pio M. Nikt nic nie zrozumial z mojego pytania IP: *.dhcp.uno.edu 25.11.02, 06:09
        Trudno znalezc osobe ktora zle wspomina swoja mlodosc, a szczegolnie swoje
        wczesne lata dwudzieste. Tyle ze, co studia maja do tego. Dzikie imprezy w
        akademiku to nie jest program studiow, to ze ktos jedzil na wycieczki to tez
        nie dlatego ze studiowal kierunek XYZ, albo ze poznal zone. Jakby nie studiowal
        to zostalby kawalerem, statystyki tego nie pokazuja.
        Istota pytania polega czy wysilek sie oplacil, z rozumieniu ekonomicznym a nie
        czy lepiej byc mlodym niz starym. Nikt tego nie pokazal, pytalem sie czy ktos
        zna dane - cisza. Kazdy ze byly fajne balangi. Idzie im o to ze studia byly
        wymowka do przedluznia mlodosci, najczesciej na koszt rodzicow.
        Ja tez sie imprezowo nie oszczedzalem, ale tzw. kadra profesorska doprowadzala
        mnie do bialej goraczki. Widzialem wokol siebie jednak wiele osob na ktore
        mozna napluc a powiedza ze deszcz pada, przeplucza sie po rusku etanolem.
        No wiec ostatni raz, niech ktos wykaze rachunkiem ze nauczyciel(i dalej,
        inzynier, lekarz co nie bierze w lape, ekonomista poza warszawka itd.) po
        studiach przesciga w zarobkach dajmy na to kierowce ciezarowki, mechanika
        samochodowego, straganiarza lub hydraulika, szczegolnie w dzisiejszej Polsce
        gdzie WIEKSZOSC ludzi nie moze liczyc na zadna prace choc troche zgodna z
        wyksztalceniem.
        • jotembi Re: Nikt nic nie zrozumial z mojego pytania 25.11.02, 11:46
          pytania twojego jakoś nie zauważyłam... pierwsze pytanie było moje i odnosiło
          się w sumie do wspomnień. interesowało mnie, czy późniejsze trudności czy wręcz
          niemożność zdobycia pracy (w każdym razie - pracy oczekiwanej) totalnie
          zmieniają percepcję czasu studiów w retrospektywie (hehe, właśnie tłumaczę
          brednie pisane takim ozorkiem i mi się udzieliło). akurat to pytanie ludzie
          zrozumieli, spróbuj powtórzyć swoje...
        • Gość: ekonomista Re: Nikt nic nie zrozumial z mojego pytania IP: *.swietochlowice.dialup.inetia.pl 26.11.02, 22:53
          Gość portalu: Pio M. napisał:

          > No wiec ostatni raz, niech ktos wykaze rachunkiem ze nauczyciel(i dalej,
          > inzynier, lekarz co nie bierze w lape, ekonomista poza warszawka itd.) po
          > studiach przesciga w zarobkach dajmy na to kierowce ciezarowki, mechanika
          > samochodowego, straganiarza lub hydraulika, szczegolnie w dzisiejszej Polsce
          > gdzie WIEKSZOSC ludzi nie moze liczyc na zadna prace choc troche zgodna z
          > wyksztalceniem.

          Na ten przykład ja - 5 lat temu kończyłem studia na AE.
          obecnie pracuję w banku, poza Warszawą. zarabiam prawie 3 średnie krajowe.
          praca zgodna z wykształceniem i zainteresowaniami.
          Może być taki przykład?

          Pozdrowienia
          • Gość: aga Re: Nikt nic nie zrozumial z mojego pytania IP: 213.77.32.* 20.01.03, 13:01
            gratuluję!

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka