Gość: Monika
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
05.04.06, 23:23
Mam pytanko.
Pracuje w panstwowym zakladzie od 10 lat. Od 7.30-15.30 Dzisiaj przyszlo
pisemko ze kazdy pracownik musi przejsc kurs BHP. podali dwa terminy. Oba we
wtorki o godzinie 14-19 w budynku naszego zakladu.
Mi nie pasuje ta godzina poniewaz opiekuje sie starsza osoba i musze
codziennie po pracy isc rozpalac jej w piecu i sie nia zajmowac. Trudno jest
mi zorganizowac jakies zastepstwo. Bede probowala dogadac sie z tym
prowadzacym kurs zebym mogla byc tylko do godziny 15.30.
Ale chodzi mi o sam fakt. Czy ustalanie takich godzin kursu nie jest
arogancja ze strony dzialu BHP? Bo nikt nie zaplaci nam za nadgodziny
spedzxone na tym kursie. Problem polega na tym ze na 150 osob zatrudnionych w
naszym Zakladzie, jedynie 11 maja wymiarowy dzien pracy od 7.30-15.30. Co z
nami? Czy mozna nas zmusic zebysmy uczestniczyli w takim kursie? (Jest
napisane ze jest obowiazkowy i sa tylko te dwa terminy). Czy nie jest tak ze
po 15.30 to ja dysponuje swoim czasem i powinno sie raczej pytac mnie o zgode
niz narzucac co mam robic?
Pytalam sie mojego szefa czy moge sobie te godziny poza godzinami pracy
przyjsc pozniej nastepnego dnia, a on powiedzial ze go te kursy nie obchodza
i ze BHP-owiec powinien ustalic normalne godziny dla wymiarowcow. Nie chce
sie wyklocac o to z kadrami bo nie chce zeby ktos wiedzial ze zajmuje sie
chora osoba poniewaz sa to moje prywatne sprawy.
Czy ja moge domagac sie zmiany lub ustalenia osobnej godziny dla wymiarowcow?
Jak to jest z prawnego punktu widzenia?
Pracuje na stanowisku sekretarki w szkole.
Poradzcie cos.